Ewa Pertyńska

Pierwszy w Polsce budynek „na kołach”?

Jadąc do Wrocławia przez Oławę możemy podziwiać różne widoki, cieszyć się jazdą. Oglądać mijane samochody - kabriolety, kombi, sedany, ciężarówki, trzydziestosiedmiometrowe wyścigówki…

W Oławie powstał bardzo nietypowy i jedyny w swoim rodzaju budynek. Kształt tego obiektu w postaci samochodu wyścigowego o długości 37 metrów, osadzonego na przeszklonych kołach o średnicy 7 metrów, przyciąga uwagę.

Budynek znajduje się przy ulicy Kutrowskiego i mieści się w nim siedziba firmy Wena, której właścicielem jest kolekcjoner zabytkowych aut.  Za wyścigówką znajduje się hala produkcyjna o powierzchni 2 tysięcy metrów kwadratowych. Obydwa budynki zbudowano tak, by były ekologiczne i ekonomiczne – są samowystarczalne w kwestii dostaw prądu i ciepła.

Właściciel ma w planach uruchomienie wystawy zabytkowych aut na terenie znajdującym się za halą. Sam przyznaje, że myślał o tego typu przedsięwzięciu od dawna, jednak dopiero niedawno zdecydował się wprowadzić plan w życie.

– To jest coś innego, niepowtarzalnego, dlatego zdecydowaliśmy się wybudować taki obiekt. Warto być innym – mówił Tomasz Jurczak.

Dodaje, że nie bez znaczenia jest tutaj także jego pasja, jaką są samochody.

Lamborghini FAB Talks

Najnowsze

Braaap girl – motovlog. Film

Uwaga panowie: otwórzcie okna, bo może zrobić się bardzo gorrrąco! Panie - kibicujcie wesołej motocyklistce!

Przeglądając ostatnio „końce internetów” natknęłyśmy się na pewien motovlog, który całkiem poważnie nas zainteresował. Prowadzi go zdecydowanie grzesząca urodą Saaraazh lub po prostu Sara Aydin. Sara jeździła początkowo KTM EXC 125. Teraz możemy oglądać filmiki, w których ujeżdża KTM EXC 450. Ta zamiana sprawiła jej ogromną frajdę – przez większość czasu widzimy ją latającą na gumie.

Jaguar XJ

Młoda i śliczna dziewczyna pokazuje również, że roboty się nie boi i sama zmienia koła, czy plastiki w swoimi motocyklu. Nie brakuje też ujęć przedstawiających biust vlogerki podczas miejskich przejażdżek oraz ujęć, gdy w wysokich szpilkach zmierza do swojej maszyny, zaparkowanej w garażu.

Saaraazh możemy znaleźć na Facebooku, Instagramie i Youtubie. Jej grono fanów ekspresowo się powiększa. Sądzimy, że równie szybko Sara nauczy się kolejnych tricków i będzie stopniowo nimi raczyć w kolejnych filmach na swoim kanale.

https://www.youtube.com/watch?v=pE5MQL_Ba4A

Najnowsze

Nowy miesięcznik „Auto Moto Technika” już w kioskach!

„Auto Moto Technika” to nowe czasopismo motoryzacyjne o zabarwieniu technicznym, mówiące o samochodach znacznie poważniej niż dostępna obecnie prasa. Redakcja zapewnia, że pismo nie będzie dotykać tylko tematów związanych ze ścisłą techniką i pozostanie otwarte na wszystkich zainteresowanych motoryzacją.

– Będziemy zajmować się różnymi tematami. Poczynając od historii motoryzacji i poszczególnych marek, przez ekologię, powiązane z motoryzacją tematy gospodarcze, kwestie prawne, bezpieczeństwo, ale też stylistykę, sport samochodowy i wiele innych. Na naszych łamach znajdziecie Państwo także wszelkiego rodzaju porady, poczynając od tego jak wykorzystać coraz to nowe wyposażenie samochodów, a kończąc na tym jak jeździć, by czynić to bezpiecznie i efektywnie. Jeżeli zaś na rynku pojawi się nowy, interesujący model auta, także go przedstawimy, wskazując jak i dlaczego producent posłużył się nowymi rozwiązaniami – zapewnia redaktor prowadzący, Jerzy Dyszy. 

Gosia Rdest wicemistrzynią Polski w WSMP!
Nowy miesięcznik skupia wokół siebie specjalistów z branży. Redaktorem prowadzącym został znany w kręgu motoryzacyjnym, Jerzy Dyszy – przez lata ściśle związany ze sportem samochodowym, publicysta techniczno-motoryzacyjny (tyg. Motor, Auto Technika Motoryzacyjna, inne  czasopisma branżowe). Redakcję tworzy kilkanaście osób, pośród których można odnaleźć wybitnych fachowców; Mikołaj Sokół, Dariusz Dobosz, Andrzej Dąbrowski, Jacek Pieśniewski, Robert Przybylski, Tomasz Ciecierzyński, Andrzej Glajzer, Marek Kawecki, Łukasz Grzegorczyk.

– Dlaczego zajmiemy się samochodami? Bo je lubimy, ale też uważamy, że przemysł motoryzacyjny i związany z nim transport są prawdopodobnie najważniejszymi branżami jakie ciągle, od ponad stu lat, odpowiedzialne są za cywilizacyjny rozwój ludzkości – komentuje Jerzy Dyszy.

Wydawcą „Auto Moto Techniki” jest Agencja Wydawniczo-Reklamowa Skarpa Warszawska, wcześniej znana z miesięcznika historycznego – „Skarpa Warszawska” i dwutygodnika „Rytm Warszawy”.

– Jako wydawca nie chce ograniczać się tylko do rynku lokalnego. Wraz z zespołem postanowiliśmy ożywić niszę, która w naszym kraju od pewnego czasu jest całkowicie opuszczona. Wierzę, że na rynku jest jeszcze miejsce na periodyk drukowany, a ludzie wciąż odczuwają głód poznawczy – wyjaśnia prezes zarządu, Rafał Bielski.

Miesięcznik „Auto Moto Technika” liczy 84 strony i zadebiutuje na rynku w nakładzie wynoszącym ok. 25 tysięcy egzemplarzy, w cenie 11,90 zł. Tytuł poza wersją drukowaną dostępny będzie też w postaci e-wydań i wydań na tablety. Wprowadzenie magazynu na rynek ma wspierać kampania reklamowa na stacjach benzynowych Orlen oraz w radiu i w Internecie.

Nowemy periodykowi życzymy powodzenia!

Najnowsze

Ewa Pertyńska

O kierowcach sportowych rozmawiamy z psycholog Tamarą Bieńkowską

Z Tamarą Bieńkowską, psychologiem zajmującym się couchingiem, rozmawiamy o psychice kierowcy sportowego i zawodnika.

Czy głównym motorem sportowców są właśnie emocje, czy raczej starają się oni utrzymać je na wodzy i kierować się zasadami bezpieczeństwa?
Uważam, że w Polsce emocje są w bardzo wielkiej pogardzie, ludzie niespecjalnie dużą uwagę przywiązują do uczuć. Nawet nie wiedzą, jak te emocje wyglądają, bo nie można ich wstawić w arkusz kalkulacyjny i zobaczyć. Nawet powiedzenie „rozumiem, co czujesz” jest pozbawione logiki. Nie można rozumieć emocji, można je odczuwać, a tak na dobrą sprawę można je obserwować, np. w mimice twarzy, tonie głosu, który jest również rodzajem ekspresji. Jest nauka, emocjonomika, która pokazuje dokładnie wszystkie te mechanizmy, które sprawiają, że czy człowiek widzący, czy osoba pozbawiona wzroku, uruchamia te same partie mimiczne mięśni w określonych kategoriach emocji. Sportowcy to najczęściej, przynajmniej w mojej grupie ludzi, mężczyźni, którzy przypisują emocje kobietom, dla nich emocje są mało istotnym fragmentem ich życiorysu. Zmienia się to z wiekiem. Opowiem przykład na podstawie doświadczenia osobistego. Wiele lat temu spotkałam pierwszego ze swoich podopiecznych, który przygotowywał się do igrzysk olimpijskich w Londynie, patrzył na mnie z pogardą, kiedy zaczęliśmy współpracować. Mówił „co ty, maleńka, wiesz o pływaniu?”. To prawda, ja nie jestem trenerem sportu, nie znam się na strategii pływania. Nasza współpraca skończyła się na stwierdzeniu „pojadę do Londynu, chcę znaleźć się w finale”. Jestem dość prowokatywna, jeśli chodzi o sposób bycia, zresztą upodobałam sobie ten styl pracy, zarówno w couchingu, jak i treningu, zapytałam go wtedy, kto pamięta finalistów. Pamięta się medalistów, brązowego, srebrnego i złotego. Powiedziałam mu, że jak pojedzie z tym nastawieniem do Londynu, to niczego nie osiągnie. Chciałam wywołać emocje – wściekłość i gniew, nawet gdyby miało to owocować zerwaniem naszej relacji. Były to prorocze słowa, wrócił oczywiście bez żadnego efektu, mijaliśmy się w klubie przez jakiś czas. A potem z pokorą przyszedł po upływie pół roku i powiedział „już mi przeszło, chcę z tobą pracować”. Ale wtedy ja postawiłam sprawę na ostrzu noża, pytając jaką mam gwarancję, że tym razem jego nastawienie będzie skutkowało określonym rezultatem. „Będę każdy dzień próbował przeżyć na 100%”. Od tamtego czasu minął rok z okładem. To nie jest ten sam mężczyzna, ma 25 lat, ciągle pływa i ciągle uzyskuje dobre rezultaty. Przymierzamy się do igrzysk olimpijskich w Rio w 2016 r. Dziś to nie ja mówię o nim, lub myślę, że jest dobrym zawodnikiem, tylko on sam twierdzi, że dzięki naszej współpracy, która ma dość przewrotny charakter, bo stawia go często w trudnych sytuacjach, jest w stanie poradzić sobie w każdej sytuacji życiowej. Mało tego, ja uważam że ukształtowałam w ten sposób nie tylko sportowca, przyszłego trenera, ale też dorosłego, dojrzałego emocjonalnie mężczyznę. Jest różnica pomiędzy byciem dorosłym, a dojrzałym emocjonalnie. Dla mnie dorosły to ktoś, kto kończy 18 lat. A dojrzała emocjonalnie osoba to ktoś, kto jest świadom swoich emocji, potrafi je nazwać. Przy czym możemy się kłócić, czy coś, co dla mnie jest gniewem, jest irytacją dla pani – to zależy od tego, jak rozumiemy te pojęcia. Jest nie tylko siebie świadom – to jest dopiero pierwszy stopień wtajemniczenia, najwyższym poziomem wtajemniczenia jest oddziaływanie w sposób kierunkowy na emocje innej osoby. Jeśli potrafię przekształcić emocje negatywne w pozytywne, dać szansę, by ta osoba poszła ze swoimi efektami do przodu, to chyba o to w tym wszystkim chodzi. Ja to nazywam siłą wewnętrzną.

Mówi pani o zamianie emocji negatywnych na pozytywne. Różni ludzie potrzebują różnych bodźców do tego.
Tak, to prawda. Bardzo się między sobą różnimy. Ja się posługuję takim testem talentu, który pozwala skrócić czas poświęcany na wstępne rozpracowanie danej osoby. Pierwszy element diagnozy jest dla mnie bardzo istotny, składa się z pięciu czynników osobowości. Jest to kolejno wola (na którą się składa determinacja, konsekwencja, upór, niezależność), następnie energia (entuzjazm, optymizm), uczuciowość, kontrola i mój ulubiony czynnik, który nazywa się emocjonalnością. Emocjonalność tym się różni od uczuciowości, że oznacza emocje, które migrują do środka, czyli takie przeżywanie emocji wewnątrz. Te wszystkie czynniki mają swoje dwie podskale, głównymi jej składnikami jest napięcie i obawa. Napięcie powoduje, że stojąc w blokach przedstartowych nie możemy się doczekać, aż usłyszymy sygnał do startu. Po drugiej stronie jest lęk, którego bardzo nie lubię i próbuję go wyplenić ze swojego otoczenia na różne sposoby, a swoim współpracownikom staram się pomóc przekształcić ten lęk w inne, pozytywne emocje. Oprócz tego chcę pokazać im, że tak długo, jak w lęku będą zakotwiczeni, tak długo będą ściągani do przeszłości. Każdy, kto się boi, nigdy nie pójdzie do przodu. Oczywiście, potrzebny jest pewny poziom obawy, który jest swego rodzaju systemem bezpieczeństwa, on jest potrzebny także na torze, po to, aby nie ryzykować życiem własnym i innych, ale to jest ta dawka lęku, która jest konieczna by ruszyć z miejsca. Generalnie tylko emocje pozytywne, takie jak szczęście, radość, ekstaza, uniesienie, duma, satysfakcja, pozwalają nam osiągać dobre rezultaty.

Gdyby jakiś zawodnik posiadł wiedzę pozwalającą mu interpretować sygnały niewerbalne rywali, mógłby przewidzieć jakąś taktykę, którą może obrać dany kierowca?
Powiedzmy sobie szczerze, my komunikujemy się ze sobą na bardzo wiele różnych sposobów: werbalnie, tak jak ja teraz z panią, i tych słów wszyscy możemy się nauczyć, ale słowa mają to do siebie, że łatwo zawierają kłamstwo. Natomiast język ciała nie kłamie i uważny obserwator w obszarze języka ciała, mimiki, jest w stanie nie tylko odkodować te emocje, ale też zarządzić swoim ciałem tak, by się zdystansować. Wiedzą o tym choćby służby specjalne na całym świecie, ale ta wiedza jest dostępna też w psychologii i w sporcie. Ważne jest jednak, by rozróżnić te dwie kwestie – psychologiczną, która mówi o tym, że dasz radę i ten sposób oddziaływania, który ja nazywam sparingiem, co oznacza konfrontowanie się z trudnością, pokazywanie swojej najgorszej wersji rozwoju wydarzeń, choćby na torze.

Najnowsze

O kręceniu bączków na lodzie rozmawiamy z Patricią Kazadi

Uwielbia prowadzić szybkie samochody i doskonalić swoje umiejętności. Na co dzień jeździ Audi, ale marzy o luksusowej limuzynie. Jakiej? Kipiąca energią Patricia Kazadi opowiada nam o swojej pasji do motoryzacji.

Co Pani sądzi o kobietach i mężczyznach za kierownicą?
Kobiety za kierownicą… Uważam, że to mega seksowne! To zwykle kobiety silne, odważne, lubiące adrenalinę i wyzwania. Uważam, że należy sobie podnosić poprzeczkę – nie muszą to być akurat samochody, ale dobrze jest, jeśli się rozwijamy w różnych dziedzinach. Poza tym, niedawno mój przyjaciel przygotowując się do zdania egzaminu na prawo jazdy, przychodził na jazdy doszkalające do mnie. Czyli wcale to nie jest tak, że babka za kierownicą to jest samo zło, że nie wie, jak się ma zachować. Spotkałam się też ostatnio z sytuacją, że mężczyzna kompletnie nie potrafił jeździć. W swoim mniemaniu oczywiście jeździł dobrze, ale nie radził sobie w sytuacjach trudnych, spowodowanych choćby przez warunki pogodowe, takie jak mgła, jakieś zagrożenie na drodze – czyli wszystko to, co wymagało szybkiej reakcji. Nie miałam wcześniej do czynienia z mężczyznami, którzy nie umieją jeździć, a jednak są! Nie mówi się o tym, bo nie lubimy krępować naszych mężczyzn, ani odbierać im przyjemności z myślenia, że są w czymś dobrzy. Natomiast myślę, że sporo kobiet, które mają dryg do jazdy, nawet o tym do końca nie wie – facetowi przez usta nie przejdzie pochwała, a one same nie są zbyt pewne siebie. Powinny się uwolnić od takiego myślenia, a mężczyźni, którzy wiedzą, że ich partnerki dobrze jeżdżą, powinni dać im prowadzić. Z własnych doświadczeń wiem, że kobiety, które lubią żwawą jazdę, są często bezpieczniejszymi kierowcami.

A jakim Pani jest kierowcą?
Ja lubię szybką jazdę, motoryzację, samochody – to moje hobby. Nie auta same w sobie, ale jazda – jak najbardziej. Raczej wolę prowadzić, niż jechać jako pasażer, chociaż miałam okazję jechać na prawym fotelu bardzo szybko, w bardzo szybkim aucie.

Co Pani wtedy czuła?
Wow! Emocje są tak duże, że miałam w sobie mieszankę podekscytowania, ekstazy, adrenaliny, jednak z pewną dozą niepewności.  Jechałam z człowiekiem, którego nie znałam, a właściwie oddałam swoje życie w jego ręce. To też dodawało trochę stresu. To są emocje nie do opisania i warte spróbowania, bo to doświadczenie uwalnia wszystkie toksyny z organizmu (śmiech).

Miała Pani przygodę z szybkim Ferrari.
Tak, ale to nie był wyścig na torze, ani na czas – takie wydarzenie Rage Race. Chociaż pamiętam, że wtedy też dość szybko jechałam.

Wspominała pani też o doskonaleniu techniki jazdy.
Brałam udział w szkoleniach driftingowych, off-roadowych i w takich, na których uczono zachowań w przypadku gołoledzi, jak się zachować, gdy jest mokra nawierzchnia, jak hamować.

Co się pani najbardziej podobało na tych szkoleniach?     
Kręcenie bączków na lodzie (śmiech). Jeżeli się wpadło w poślizg, to samochód się obracał i parę takich nawrotek każdy zaliczył, zanim się nauczył. W gruncie rzeczy uważam, że fajnie byłoby cały czas się doszkalać. Wtedy kierowca może się czuć bezpieczniej na drodze, kiedy wie, jak się zachować w różnych sytuacjach.

Czy miała pani okazję jechać kiedyś innym pojazdem niż samochód?
Nie jeździłam jednośladem, natomiast quady, gokarty, auta terenowe prowadziłam – jak najbardziej. Ale cieszą mnie bardzo momenty, kiedy mogę się przejechać np. właśnie Ferrari, czy Lamborghini.

Zatem ma Pani pewnie jakiś samochód marzeń?
Nie jest to auto wyścigowe. Moje auto marzeń to Bentley Convertible, czyli z otwieranym dachem. Chciałabym, żeby był jasnoniebieski.

Jakim autem porusza się Pani na co dzień?
Audi A7 w wersji sportowej z silnikiem benzynowym.

A pamięta Pani swoje pierwsze auto?   
Moim pierwszym samochodem był Peugeot 307. Czerwony, używany.

Czyli pewnie prawo jazdy zdała Pani tak szybko, jak to możliwe?   
Od razu. Chwilę po tym, jak ukończyłam 18 lat już byłam na teście. Odkąd pamiętam „wyrywałam” kluczyki do auta mamie i jeździłam nim na Bemowie na lotnisku, lub na jakichś parkingach. Uwielbiam jazdę samochodem do dziś.

Podsumując ma Pani wielką samochodą pasję?
Tak, pasję do jazdy żwawej, ale bezpiecznej.

Najnowsze