Katarzyna Frendl

Pierwsza jazda Hyundai Ioniq – hybryda czy elektryk?

Nowy Hyundai jest oferowany z trzema różnymi napędami do wyboru: hybrydowym, elektrycznym oraz elektrycznym z możliwością doładowania z gniazdka. Właśnie wjeżdża do polskich salonów. Jak się prowadzi?

Do pierwszych jazd przygotowano model Ioniq Hybrid, którego napędza czterocylindrowy silnik 1.6 GDI Kappa oraz silnik elektryczny o mocy 43,5 KM, zasilany zaawansowanymi akumulatorami litowo-jonowo-polimerowymi. Ten podwójny zespół napędowy zapewnia łączną moc maksymalną 141 KM oraz maksymalny moment obrotowy 265 Nm. Do kompletu dorzucono dwusprzęgłową, automatyczną skrzynię biegów (6DCT), która działa nieco ospale, ale pamiętajmy, że tego auta nie stworzono do wyścigów.

Przypominająca modele typu coupe sylwetka Ioniq jest bardzo opływowa, z tyłem typu hatchback, i może się podobać. Projektanci uzyskali imponujący współczynnik Cx = 0,24, będący jednym z najlepszych na rynku w tej klasie. Atrapa chłodnicy z reflektorami ksenonowymi i umieszczonymi poniżej światłami LED w kształcie litery C nadają ciekawy wygląd przodowi samochodu, zaś koła o średnicy 15-17 cali odróżniają wersję hybrydową od elektrycznej i hybrydowej typu plug-in.

Eko terror? I słusznie!
Wewnątrz dominuje wyświetlacz o przekątnej 7 cali, na którym możemy obserwować parametry pracy układu hybrydowego. Po podłączeniu smartfonu, interfejsy Apple CarPlay i Android Auto umożliwiają użytkownikom sterowanie muzyką, funkcjami telefonu i nawigacją na wyświetlaczu samochodu. Ciekawostka jest szerokie wykorzystanie materiałów ekologicznych i pochodzących z recyklingu. Na przykład, wewnętrzne panele drzwi są wykonane z tworzyw sztucznych z recyklingu połączonych ze sproszkowanym drewnem i pyłem wulkanicznym. Surowce pozyskiwane z trzciny cukrowej są częściowo stosowane w podsufitce i dywanikach, przyczyniając się do poprawy jakości powietrza wewnątrz samochodu i możliwości recyklingu po zakończeniu eksploatacji pojazdu. Ekologiczne farby zawierające składniki pochodzące z oleju sojowego pozwalają uzyskać metaliczny połysk niektórych lakierowanych elementów.

Hybrydowa jazda
Oparta na nowej platformie konstrukcja Ioniq daje odczucia z jazdy podobne do typowego samochodu kompaktowego. Charakterystyka prowadzenia, a także poziom hałasu i wibracji odzwierciedlają przeciętną, która obecnie gości na pokładach samochodów z tego segmentu. POdczas jazdy można zmienić charakterystykę prowadzenia na bardziej dynamiczną – kierowca może wybrać tryb SPORT lub ECO. W trybie SPORT biegi są zmieniane później, przez co można skuteczniej wykorzystywać łączną moc silnika spalinowego i elektrycznego. W trybie ECO skrzynia 6DCT dąży do obniżenia zużycia paliwa, zmieniając biegi przy niższych obrotach.

Na pokładzie, poza siedmioma poduszkami powietrznymi, znalazło się również wiele „modnych” obecnie i czasami przydatnych systemów: system hamowania awaryjnego (AEB), aktywny asystent utrzymywania pasa ruchu (LKAS), system ostrzegania o niezamierzonym opuszczeniu pasa ruchu (LDWS) oraz system wykrywania martwego pola (BSD) z ostrzeganiem przed pojazdami nadjeżdżającymi z tyłu (RCTA) pomagają uniknąć kolizji na drodze. {{ download(176) }}

Elektryk w Polsce
Inny wariant tego modelu, którym nie mogłyś niestety jeździć podczas pierwszych jazd – Ioniq electric, oferowany jest w Polsce w dwóch wersjach wyposażeniowych Premium i Platinum, których cena promocyjna wynosi odpowiednio 149 900 złotych oraz 165 500 złotych. Podobnie jak wszystkie modele marki Hyundai, Ioniq jest objęty programem 5-letniej gwarancji bez limitu kilometrów uzupełnionym o 8 lat Assistance i 5 lat kontroli technicznej. Producent udziela także 8-letniej gwarancji na akumulatory.

Pierwsze egzemplarze modelu Ioniq z napędem elektrycznym pojawią się w polskich salonach w kwietniu 2017 roku.

Najnowsze

Gosia Rdest wystartuje w TCR Germany

Gosia Rdest zdradziła plany na następny sezon. Jest już potwierdzone, że w 2017 roku zobaczymy Polkę w serii ADAC TCR Germany. Wystartuje samochodem Audi RS3 LMS w barwach zespołu Target Competition.

Jest już pewne, że Gosia Rdest wystąpi w serii ADAC TCR Germany. Tuż przed Świętami podpisała kontrakt z zespołem Target Competition. „Niezmiernie się cieszę, że jeszcze przed końcem roku wiem z kim, gdzie i czym będę jechać w sezonie 2017. Starty w serii TCR Germany to na pewno spore wyzwanie, bo w mojej karierze wyścigowej to pierwszy raz, kiedy będę startować w otwartych mistrzostwach. Samochody bazowo są do siebie podobne, ale jednak mamy tutaj kilka różnych marek” – mówi Gosia. Będzie to nowość dla Polki, która w minionych latach startowała w monomarkowych pucharach.

Seria ADAC TCR Germany towarzyszy wyścigom ADAC GT Masters. Rozwija się w bardzo dynamicznym tempie, pozostając w tym momencie jedną z najatrakcyjniejszych opcji dla kierowców nastawionych na rozwój wyścigowych umiejętności. Konkurencja jest duża, a walka bardzo zaciekła. W stawce zobaczymy ponad 30 kierowców, rywalizujących samochodami marek takich jak: Audi, Honda, Seat, KIA, Volkswagen, Opel. Prawdopodobnie do tego grona dołączą także Ford, Hyundai, Subaru, Alfa Romeo, a za dwa lata również BMW i Mercedes, co świadczy o tym, jak szerokie perspektywy rozwoju stoją przed tą serią.

Nowy sezon to sporo nowości dla Gosi Rdest. Jedno pozostaje niezmienne – 23-latka pozostaje wierna marce Audi, z którą związała się trzy lata temu. „Samochód będzie nowy – Audi RS3 LMS, ale cieszę się, że zostaję z rodziną Audi Sport. Śledząc testy pojazdu w długim dystansie na Nurburgringu, oceniam,  że auto nie tylko prezentuje się fantastycznie, ale co najważniejsze jest też bardzo szybkie” – mówi Gosia. Audi RS3 LMS to model zaprezentowany kilka miesięcy temu, stworzony specjalnie do serii TCR. Gosia odbiera swój samochód pod koniec stycznia.

W 2017 roku w ADAC TCR Germany wystąpi 13 zespołów. Zespół Target Competition ma ugruntowaną pozycję w seriach TCR. W zeszłym roku razem z Joshem Filesem za kierownicą wygrali serię TCR Germany, startowali też w TCR International.

„Cieszę się, że będę występować w niebiesko – czarnych barwach zespołu Target Competition, który na rynku samochód turystycznych, przednionapędowych ma wysoką renomę. Będę  pracować z doświadczonym zespołem, w którym  dodatkowo panuje niezwykła, wręcz rodzinna atmosfera, czuć ten team spirit. Miesiąc temu miałam okazję tego doświadczyć podczas startu właśnie z tym zespołem w gościnnym występie w Portugalii za kierownicą Honcy Civic. Współpraca układała się bardzo dobrze. Zespół ma bardzo dobrego inżyniera z wieloletnim doświadczeniem w serii DTM. Oczywiście będę kontynuować także współpracę z moim inżynierem z zeszłego sezonu – Domasem Zinkieviciusem” – zdradza Gosia. 

Apetyt 23-letniej zawodniczki rośnie w miarę jedzenia. Gosia zdradza, że jedna seria wyścigowa w sezonie nie jest szczytem jej ambicji i nakreśla szersze plany.  „Moim marzeniem na 2017 jest, aby pojechać w dwóch  seriach wyścigowych. TCR Germany jest już pewne, ale cały czas staram się zebrać środki, by móc ponownie wystartować w serii Audi Sport TT Cup. Oczywiście nie zamierzam pozostawić samotnie mojego Seata Leona Racera, bo planujemy wystartować także w Wyścigowych Samochodowych Mistrzostwach Polski i jeżeli kalendarze pozwolą, również w Polsce powalczyć o tytuły”. 

Niezależnie od tego czy w jednej czy w dwóch seriach, możemy być pewni, że Gosia dostarczy nam silnych emocji, czyli tego co w motorsporcie lubimy najbardziej. „W tym momencie jestem już bardzo głodna jazdy, adrenaliny, ścigania się, treningów i walki o jak najwyższe lokaty. W 2017 rok wkraczam z ogromną motywacją, determinacją i żądzą walki” – zapowiada najszybsza Polka na torach wyścigowych.

ADAC TCR Germany to siedem weekendów wyścigowych w sezonie, podczas których odbędzie się czternaście wyścigów. W kalendarzu uwzględniono sześć torów wyścigowych w trzech krajach.  Formuła weekendu wyścigowego to dwie sesje treningowe po 30 minut, 35 minut kwalifikacji i dwa wyścigi po 30 minut – jeden w sobotę, drugi w niedzielę.

Kalendarz ADAC TCR Germany na sezon 2017 przedstawia się następująco:
28.04. – 30.04. Oschersleben
09.06. – 11.06. Red Bull Ring
07.07. – 09.07. Oschersleben
14.07. – 16.07. Zandvoort
04.08. – 06.08. Nürburgring
15.09. – 17.09. Sachsenring
22.09. – 24.09. Hockenheim

Najnowsze

Premiera Mitsubishi ASX 2017 – relacja

Niedawno odbyła się premiera odświeżonego crossovera spod znaku Trzech Diamentów - Mitsubishi ASX 2017, który właśnie debiutuje w Polsce.

Poprowadzona przez ambasadorkę Mitsubishi ASX Annę Cieślak prezentacja, była pierwszą w Polsce imprezą z wykorzystaniem aż 100 urządzeń Samsung Gear VR jednocześnie. Wirtualną podróż Mitsubishi ASX 2017 umożliwił pierwszy w naszym kraju fabularny film, wykonany dla marki motoryzacyjnej w technologii 360°, bez komputerowego odtwarzania samochodu w wersji 3D.Poza fabularną, wirtualną przejażdżką, można było zobaczyć dwie wersje specjalne tego auta: Cool Edition i RalliArt. Pierwszy wariant jest wyposażony w benzynowy silnik 1.6 MIVEC, a wyróżniają ją dwukolorowe, aluminiowe, 16-calowe obręcze kół i ciekawa stylizacja – dach, pokrywa bagażnika, obudowy lusterek i bocznych słupków są w matowym, czarnym kolorze. Wewnątrz znajdziemy uchwyt na tablet dla drugiego rzędu siedzeń i podwójne gniazdo USB.

RalliArt to nazwa świetnie znana wielbicielom rajdów. Specjalną serię Mitsubishi ASX 2.2 DiD AT wyposażono w tapicerkę skórzano-materiałową z czerwonymi przeszyciami, sygnowaną logotypem RalliArt, 18-calowe, aluminiowe, srebrne obręcze kół, podświetlane nakładki na progi ze znaczkiem ASX a także chromowane ramki nawiewów, głośników  oraz srebrną, ozdobną listwę na tylnym zderzaku. Słynny emblemat RalliArt umieszczono także na przednich błotnikach, pokrywie bagażnika samochodu i welurowych dywanikach we wnętrzu.

Najnowsze wcielenie crossovera Mitsubishi ASX, który cieszy się statusem silnego gracza rywalizującego w szybko powiększającej się klasie SUV-ów segmentu C, zaprojektowano zgodnie z założeniami najświeższej koncepcji identyfikacji wizualnej Mitsubishi „Dynamic Shield”. Zmodyfikowano przedni zderzak i umieszczono w nim chromowane listwy, a część centralna została polakierowana na czarno. Ponadto, górna atrapa chłodnicy jest teraz wykonana z cienkich, czarnych listew umieszczonych poziomo. Element ten łączy się z reflektorami, zapewniając spójny wygląd przedniej części nadwozia.

Nowa stylizacja przedniego pasa to ukłon w stronę przeszłości Mitsubishi Motors Corporation. Nowy projekt nawiązuje bowiem do osłony zderzaka znanej z modelu Pajero. Oprócz nowego przedniego pasa, ASX na rok modelowy 2017 jest również wyposażony w antenę dachową w kształcie płetwy rekina. 

Zmiany w modelu 2017 objęły także wnętrze i wyposażenie pojazdu. Na liście modyfikacji znajdziemy tapicerkę z nowego materiału, mocniej wyprofilowaną tylną kanapę, nowy radioodtwarzacz z ekranem dotykowym i detale takie, jak nowy kluczyk z pilotem, czy kontrolka niskiego stanu płynu do spryskiwaczy.

Samochód jest oferowany w 8 różnych konfiguracjach, z trzema silnikami, dwoma rodzajami napędu – 2WD i 4WD oraz trzema skrzyniami biegów.

Ofertę uzupełnia 5-letnia gwarancja do przebiegu 100 000 km wraz z bezpłatnym pakietem Mitsubishi Assistance Package, który przez 5 lat od zakupu auta niezależnie od przebiegu zapewnia bezpłatną pomoc 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu w przypadku awarii, wypadku, przebicia opony, kradzieży a nawet, gdy właściciel zatankuje niewłaściwe lub zanieczyszczone paliwo lub złamie albo zgubi kluczyk.

Ceny nowego Mitsubishi ASX 2017 zaczynają się od 69 990 złotych.

Najnowsze

„Shemud” – off-road w Malezji zarezerwowany dla kobiet

"Chciałam wciągnąć w swój świat więcej kobiet i dlatego zdecydowałam się stworzyć off-road'owy rajd wyłącznie dla nich" - tak dwa lata temu o swoim pomyśle opowiadała mi Narimah Samat, pisze dla nas Dagmara Kowalczyk, dziennikarka, zawodniczka rajdowa i pasjonatka off-roadu.

Narimah, którą przyjaciele nazywają Nurin mieszka w Kuala Lumpur, startuje w rajdach 4×4, prowadzi firmę eventową i jest zwyciężczynią telewizyjnego programu „Explorace”, odpowiednika naszego „Azja Express”. Wielu nie wierzyło, niektórzy się śmiali, a ona jak postanowiła, tak zrobiła. W 2015 roku zadebiutował „Shemud”. W trwającym prawie tydzień rajdzie po malezyjskiej dżungli, wzięły udział dziewczyny nie tylko z Azji, ale też z Rumunii i Francji. Jako Europejki miały podwójnie trudne zadanie – oprócz wyzwania terenowego, czekały na nie 40-stopniowe upały i prawie 100% wilgotność powietrza. To tak, jakby otworzyć rozgrzany piekarnik, albo zamknąć się w saunie parowej i nie wychodzić stamtąd przez kilka dni. O wygodach na trasie można tylko pomarzyć – na Shemud czeka prawdziwy survival. Spanie praktycznie pod gołym niebem, budowanie campów wśród tropikalnych drzew, toaleta obywająca się w rzece. Do tego pełzająco – skacząco – kąsający mieszkańcy dżungli. Ale właśnie na tym polega część tej wielkiej przygody, na odkrywaniu nieznanego świata, egzotycznej przyrody i zupełnie odmiennej od naszej, kultury.

W listopadzie tego roku miałam wielką przyjemność na własne oczy zobaczyć, jak wygląda „Shemud”. Jak kobiety różnych kultur, religii, koloru skóry radzą sobie w off-roadzie. Czy na odcinkach specjalnych i poza nimi potrafią współpracować, pomagać sobie, wspierać się nawzajem? A może jest zupełnie inaczej?

Osiem teamów, siedem krajów, kilkadziesiąt samochodów wsparcia technicznego, zabezpieczania, obsługi. 18 odcinków specjalnych, polegających na przejechaniu technicznej trasy w wyznaczonym limicie czasu (zazwyczaj 15 minut). Do tego dwa campy w dżungli i kilkadziesiąt kilometrów dojazdówek. Takie zadanie dostały zawodniczki z Malezji, Indonezji, Tajlandii, Sri Lanki, Australii, Czechy i Włoch. I nie myślcie, że to była niewinna zabawa dla grzecznych dziewczynek. Były porozbijane szyby, połamane palce i tzw. „dachy”.

„Najważniejsza jest technika jazdy i odpowiednia strategia” – stwierdziły Giulia Maroni  i Barbara Naldoni z Włoch. Trzymały się tego od prologu do mety ostatniej próby, czym zresztą po raz drugi, wygrały. Po piętach deptały im Denisa Pappova i Petra Vavrova z Czech. Dziewczyny na start  w Malezji namówił Jaroslav, narzeczony Petry. Jaroslav był też team managerem pogodnych blondynek, bo zasadą „Shemud” jest wyznaczenie osoby, pomagającej załodze na odcinkach specjalnych. Ashvitha i Maryse, reprezentantki Sri Lanki do pomocy wybrały męża Maryse. Panowie biegali przy rajdówkach, krzycząc i wymachując rękami, co wyglądało dosyć zabawnie. Ale były też dziewczyny, które po raz pierwszy startowały w poważnych zawodach. W roli pilotki zadebiutowała Tia Calvo, dziennikarka z Australii. Jej najczęstszym komentarzem przed odcinkiem było „I’m scared!”. Jednak razem z Azrimah Binti Kasim, mamą czwórki nastoletnich córek, zaliczyły prawie wszystkie próby i dojechały do mety. Można? Można! Azrimah na dobre połknęła off-roadowego bakcyla, co biorąc pod uwagę jej wiarę – Islam, może wydawać się wręcz niemożliwe. Jako muzułmanka swoją rajdówkę prowadziła w hidżabie. Zapytałam – „co na to mąż?”. „Na początku nie wierzył, że dam radę. Teraz wspiera i kibicuje” – odpowiedziała z uśmiechem. Tak właśnie jest w Malezji, kraju wielokulturowym, przyjaznym i tolerancyjnym. Kobiety mogą tu realizować swoje pasje,  startować w rajdach, tworzyć kluby motocyklowe, kibicować na wyścigach F1. Nikt nie robi z tego problemu i to jest naprawdę świetne.

Zapytacie – a jak wyglądała sprawa przetransportowania do Malezji samochodów? Owszem, można zabrać tu swoją rajówkę (z Polski – dosyć kosztowana sprawa), można też wynająć ją na miejscu (opcja zdecydowanie tańsza). Co prawda, ze względu na ruch lewostronny, kierownica jest z prawej strony, ale można się przyzwyczaić. Po drogach publicznych cały rajd porusza się w zabezpieczonej przez policję kolumnie, a na odcinkach specjalnych nikt nie pomyli pasa. Off-road to świetna pasja, którą można realizować na setki sposobów.

„Shemud” 2016 zakończył się 10 listopada, Nurin planuje już kolejną edycję. To wizjonerka i wielka pasjonatka off-road’u, którą hasło rajdu ” Girls Get Tough” podsumowuje idealnie.

Najnowsze

Agata Stefaniak podsumowuje sezon 2016 na quadach

"Sezon 2016 był niby udany, ale jednak od początku za każdym razem coś szło nie tak… " pisze dla nas Agata Stefaniak.

Od 4 lat swoje ściganie zaczynam od Quaduropale w Le Touquet we Francji. Tak było i w tym roku. Po miesiącach przygotowań, wyścig nie poszedł tak jak chciałam. Zawodów nie ukończyłam. Finalnie zajęłam 119 miejsce na 400 startujących i 5. w klasie kobiet. W tym roku skupiłam się przede wszystkim na rajdach Baja. Udało mi się przejechać cały cykl i na większości rund stanąć na podium.

Pierwsza runda to PP Baja Drawsko na początku kwietnia. Zimna, mroźna i bardzo długa… Niestety ukończona na 4 miejscu, przez sędziów, którzy regulamin interpretowali tak, jak im pasowało.

Druga runda odbyła się w Nowej Dębie, czyli była to Baja Carpathia. Miejsce dla mnie bardzo sentymentalne, ponieważ rok wcześniej tam debiutowałam w rajdach.  Sentymentalne i szczęśliwe, bo udało mi się po raz pierwszy stanąć na podium… Na najniższym stopniu , ale zawsze na podium.

Na Baja Czarne, która była trzecią rundą PP pojechać mi się nie udało, przez egzaminy na uczelni.

Kolejne rajdowanie odbyło się nie byle gdzie, bo w stolicy. Polskie Safari okazało się prawdziwym safari. Poligony warszawskie, niby mi już znane z poprzedniego roku, okazały się bardzo zdradliwe i ciężkie nawigacyjnie. Do tego pogoda… 38 stopni, a my w strojach zawodniczych i w kaskach. Łatwe, lekkie i przyjemne to to nie było, ale w rezultacie dobre. Pod Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie stanęłam na 2 miejscu podium.

Najważniejszym rajdem, moim marzeniem oraz celem na 2016, był start w Mistrzostwach Europy w rajdach Baja. Rajd, który wybrałam to Hungarian Baja na Węgrzech. Rywalizacja bardzo stresująca, poprzedzona tygodniami przygotowań. Jednak start uważam za udany. Trasy nieopodal Balatonu okazały się bardzo ciężkie technicznie i nawigacyjnie. Nie obyło się bez błędów i awarii. Jednak była to najlepsza lekcja rajdowania, jaką do tej pory miałam. Finalnie udało mi się uplasować na 4 miejscu w klasyfikacji generalnej Baja oraz na 2 miejscu w klasie kobiet . Oczywiście to wynik, który mógł być lepszy. Tu jednak wygrało doświadczenie i większe baki paliwa, które miała rywalka.

Sezon już na półmetku, a ja stanęłam na starcie kolejnego rajdu – bardzo ważnej Baja Poland. Te zawody także nie były łatwe przez wysoką temperaturę i długie odcinki specjalne. Wymagały ogromnego skupienia i siły fizycznej. Nie popełniłam żadnego błędu i w rezultacie ponownie stanęłam na 2 miejscu w klasie Q2.

Ostatnia runda, czyli Baja Inter Cars Szprotowa Żagań, była dla mnie najgorszą rundą w sezonie. Najgorszą pod każdym względem. Zaczynając od tego, że pojechałam na nią chora – z wysoką temperaturą, katarem, bolącym gardłem i kaszlem, po problemy ze sprzętem, aż po niesprawiedliwych sędziów.   Ta runda była dla mnie bardzo ważna, bo decydowała ona o klasyfikacji końcowej, a ja startując do niej byłam na 4 miejscu ze stratą 12 punktów do trzeciego zawodnika. Zawody teoretycznie ukończyłam na 2 miejscu, po czym organizator doszukał się swojego błędu i spadłam na 4 pozycje.  Dostałam 3h kary za przekroczenie maksymalnego czasu przejazdu.  Na 85 kilometrów ciężkiej, piaszczystej trasy mieliśmy tylko 90 minut czasu…

Mimo wszystkich tych zawirowań podczas sezonu udało mi się zdobyć tytuł II Vice Mistrza Pucharu Polski w klasie Q2 w rajdach Baja!!! To osiągnięcie jest dla mnie bardzo ważne, ponieważ był to mój pierwszy pełny sezon w rajdach, w nowej dla mnie dyscyplinie. Tego rezultatu nie było by gdyby nie ludzie, którzy mnie otaczają. Przede wszystkim chciałabym podziękować mojemu dream team, czyli Tacie i chłopakowi. Pracowali na ten sukces równie ciężko co ja! Nigdy nie musiałam się martwić o quada czy logistykę podczas zawodów. Chciałabym również podziękować moim sponsorom, którzy wspierali mnie podczas sezonu – Iveco Poland, Jaksa Nowe Technologie, Hartmann, 25 Service, Kw Race Wear, Jantra, P&S Transport i Spedycja, Łódzki Klub Offroadowy oraz Trans Mak, AEoLUS i trener personalny Adrian Bartecki – jesteście najlepsi! Mam nadzieje, że Was nie zawiodłam!

Najnowsze