Piekło nie zna takiej furii…

Czasami kropla przepełnia czarę. Pewna kobieta z Brazylii ewidentnie osiągnęła pułap wytrzymałości. To prawdziwy cud, że jej wybuch gniewu na drodze nie skończył się tragedią.

fot. youtube.com

Szczegóły zdarzenia utrwalił komórką przypadkowy obserwator. Na filmiku widać Fiata Palio Adventure stojącego na czerwonym świetle i obok niego motocyklistę. Trudno określić, czy doszło do jakiejś wymiany zdań, ale w pewnym momencie motocyklista z rozmachem kopie maskę samochodu. I tu zaczyna się szaleństwo! Kobieta za kierownicą Fiata traci wszelkie hamulce i uderza wprost w motocyklistę, zwalając go z nóg. Najwyraźniej nie uświadomiwszy sobie jeszcze, że ma do czynienia z nieobliczalną furią, mężczyzna się podnosi i próbuje podejść do samochodu ponownie – w efekcie zostaje uniesiony na masce jak, nie przymierzając, dziewicza Ligia na rogach byka, i powleczony wprost na auta zaparkowane po drugiej stronie jezdni.

Na szczęście przechodniom udało się rozdzielić skłóconą parę, zanim doszło do poważniejszych uszkodzeń ciała. I chociaż trudno w to uwierzyć, nikomu nic się nie stało.

Kierowca Fiata, 21-letnia Brazylijka, tłumaczyła, że motocyklista ją przestraszył, poczuła się zagrożona i działała w samoobronie.

Najnowsze

Uwaga na obcasy

Buty na zabójczo wysokich obcasach to atrybut i przywilej kobiety. Wkładamy je, chcąc się poczuć szczególnie seksownie. I bardzo dobrze – byle nie za kółkiem.

To nie jest „rozsądne” obuwie
fot. flickr.com

Eksperci ze stowarzyszenia Brake, zajmującego się wspieraniem i upowszechnianiem zasad bezpieczeństwa na drodze, biją na alarm. Aż 40% kobiet siada za kierownicę w obuwiu na wysokim obcasie. Tyle samo prowadzi w klapkach.

Tylko 34% badanych zapewniło, że zawsze, niezależnie od sytuacji, zakłada do jazdy „rozsądne” obuwie.

Nieco lepiej sytuacja wygląda w przypadku mężczyzn, ale i tak 27% z nich przyznaje się do prowadzenia w klapkach. Nieodpowiednie obuwie może zaś prowadzić do utraty panowania nad pojazdem i w konsekwencji do wypadku. Dlatego twórcy ankiety zachęcają, żeby trzymać w samochodzie parę butów specjalnie przeznaczonych do jazdy. Bezpieczeństwo większe, a nikt nie traci na elegancji.

Przy okazji badania upodobań obuwniczych wyszło również na jaw, że 10% pytanych kobiet nakłada makijaż za kółkiem, a 15% mężczyzn się goli. O ile jest faktem, że korki są w stanie generować poważne przestoje, a nadmierne tempo życia powoduje, że czasami ciężko nam ze wszystkim zdążyć, o tyle pewne nawyki są już jednak znaczną przesadą…

Najnowsze

Historia pewnej przyjaźni

Pies i jego pan – uroczy australijski pies pasterski Opee i jego pan Mike Schelin są nierozłączną parą. I obaj uwielbiają motocross.

Z przodu Opee, z tyłu Mike
fot. huffingtonpost.com

Mike adoptował Opee niedługo po rozwodzie. To była miłość od pierwszego wejrzenia – wiedzieli, że są dla siebie stworzeni. Opee towarzyszył panu w jego wyprawach motocyklowych. Początkowo tylko biegł obok, ale kiedyś bez wahania wskoczył na siodełko. Okazało się, że Opee jest najlepszym ambasadorem dla off-roadu, jakiego można sobie wyobrazić.

Dziś Mike nie wyobraża sobie wyścigów bez udziału psa. Opee ma własne gogle, kask, kamizelkę i plecak. Ma też własną kartę członkowską stowarzyszenia amerykańskich motocyklistów. Współpraca właściciela i psa jest bezbłędna.

Ścigają się, ponieważ to lubią, ale nie chodzi im o wygraną. Z uwagi na wymogi bezpieczeństwa zawsze trzymają się z tyłu stawki. Mike twierdzi, że komfort psa jest dla niego najważniejszy. Wierzy też jego przeczuciom – jeśli Opee nie chce wskoczyć na motor, nie biorą tego dnia udziału w wyścigu. 

fot. huffingtonpost.com

Mike i Opee są dla siebie wzajemnie największymi fanami, kibicują sobie i nie rozstają się nigdy. Pies ma oczywiście masę innych wielbicieli, jest zresztą bardzo zaangażowany społecznie. Odwiedza chorych w szpitalach, bierze udział w akcjach poszukiwawczych i ratowniczych. Mike ma nadzieję, że Opee trafi kiedyś do księgi rekordów Guinnessa jako „najszybszy pies na planecie”. A sam pies? Cóż, w przerwach między pozowaniem do fanowskich zdjęć po prostu wskakuje na motor i zasypia, posapując z ukontentowaniem.

Najnowsze

Urodziny Ferrari 250 GTO

Legendarny model Ferrari kończy właśnie pół wieku. Mimo pięćdziesiątki na karku 250 GTO pozostaje jednym z najbardziej pożądanych aut świata.

Ferrari 250 GTO
fot. Ferrari

Był produkowany zaledwie przez 2 lata, między 1962 a 1964 rokiem. Źródła nie zgadzają się co do dokładnej liczby wyprodukowanych modeli, ale nie było ich więcej niż 40.

GTO oznacza „Gran Turismo Omologato” – samochód powstał dla celów homologacyjnych w seriach wyścigowych, opierając się luźno na modelu o krótkim rozstawie osi 250 GT SWB. Przód został jednak całkowicie zmodyfikowany, a tył karoserii – wydłużony. Ferrari 250 GTO wyposażono w 3-litrowy silnik V12 o mocy 300KM, który był w stanie rozpędzić auto do 280 km/h. Takie osiągi jak na lata 60. były praktycznie niepokonane. Samochód dwukrotnie zwyciężył w mistrzostwach klasy GT i sprawdzał się bez pudła w Sebring czy LeMans.

To piękne marzenie kolekcjonerów jest jednym z najdroższych samochodów świata. Podczas ostatniej wystawy Retromobile jeden egzemplarz został sprzedany za 32 miliony dolarów. Palmę pierwszeństwa na chwilę obecną dzierży Bugatti 57 SC Atlantic z 1936 roku, nabyty za rekordową sumę 36 milionów dolarów.  

Najnowsze

Alonso triumfuje w deszczowej Malezji

Fernando Alonso z teamu Ferrari najlepiej poradził sobie w zmiennych warunkach podczas GP Malezji i na mecie wyprzedził Pereza oraz trzeciego Hamiltona.

Fernando Alonso
fot. Ferrari

Zanim jeszcze rozpoczął się wyścig, realizatorzy telewizyjni skupili się na pogodzie. Prognozy nie były optymistyczne – nadciągała ulewa.

Kiedy kierowcy ustawili się na polach startowych i czekali na okrążenie formujące, zaczęło lekko kropić, by po starcie rozpadać się na dobre. Niestety, pierwsze okrążenia były znów pechowe dla Michaela Schumachera oraz Romaina Grosjeana. Schumacher – jak przyznał po wyścigu – został uderzony przez Francuza, co skończyło się piruetem i spadkiem o kilka pozycji w dół. Kolizja z Schumacherem nie była jedynym pechem kierowcy Renault. Na piątym okrążeniu przy silnie padającym deszczu Romain wypadł z toru. Niestety bolid zakopał się w pułapce żwirowej i nawet prośby o wypchnięcie na tor nie przyniosły efektu, co w rezultacie oznaczało koniec wyścigu dla Francuza.

Na czele wyścigu był Hamilton, za nim Button. Jako trzeci utrzymywał się Perez, który był nie lada sensacją. Jeszcze większą sensacją okazała się dziesiąta pozycja kierowcy HRT Naraina Karthiekyana. Kiedy kierowcy walczyli z przyczepnością, brakiem widoczności oraz coraz silniejszym deszczem, sędziowie zdecydowali o wprowadzeniu na tor samochodu bezpieczeństwa. Kierowcy podążali za SC przez kilka okrążeń, a padający deszcz spowodował, że zdecydowano o przerwaniu wyścigu.

W czasie prawie godzinnej przerwy mogliśmy obserwować pracę mechaników, słynne już w zeszłym sezonie „namioty przeciwdeszczowe”, zmokniętych kierowców, którzy dzielnie podpierali ściany garaży oraz porządkowych, którzy puszczali papierowe statki.

Restart wyścigu nastąpił już na pełnych deszczówkach. Jednak sytuacja pogodowa na torze zmieniała się jak w kalejdoskopie. Po 10 minutach od restartu tor zaczął przesychać i kierowcy zdecydowali się na zmianę opon – z pełnych deszczówek na opony pośrednie. Najlepiej na tym zamieszaniu wyszedł Alonso, który był liderem i Perez, który dzielnie za nim podążał. Należy też wspomnieć o sytuacji w boksie McLarena. Podczas zjazdu Hamiltona jego mechanicy nie zauważyli, że nadjeżdża Felipe Massa, i gdyby nie czujność Hamiltona, który spojrzał w lusterka, to kto wie, czy obaj wyjechaliby z powrotem na tor.

Jeżeli chodzi o prognozy pogody, były one zmienne. Raz informowano o tym, że nie będzie padać, by za parę minut znów straszyć deszczem. Ostatecznie do końca wyścigu już nie padało. Jako pierwsi slicki (opony na suchą nawierzchnię) założyli kierowcy Toro Rosso. Za ich przykładem, a dokładnie mówiąc za sprawą wyśmienitych czasów Ricciardo, zjechała reszta kierowców. Po zmianie opon tempo wyścigowe Alonso nieco spadło, co próbował wykorzystać Perez, który znakomicie sobie radził za sterami swojego Saubera. Kiedy przymierzano już Sergio Pereza do pierwszego miejsca, ten na ostatnich okrążeniach popełnił błąd i już do końca wyścigu pozostał na drugim miejscu. Jako trzeci na metę wpadł Hamilton, który przez większość wyścigu nie musiał obawiać się rywali z tyłu i samotnie rwał przed siebie. W czasie kiedy inżynier wyścigowy Alonso płakał z radości, inżynier Felipe Massy mógł płakać ze smutku. Jego kierowca zajął ostatecznie piętnaste miejsce.

GP Malezji było jednym z najlepszych wyścigów w historii F1. Alonso sprytnie wykorzystał błędy i nerwy rywali i wygrał. Teraz trzy tygodnie przerwy. Czas na odstresowanie i relaks!

Najnowsze