Otwarcie ekskluzywnego salonu BMW George V w Paryżu

Nie, tu nie kupimy samochodu i nie znajdziemy też typowych sprzedawców - raczej doradcę i pewnego rodzaju przewodnik po świecie marki BMW.  Właśnie otworzono luksusowy Brand Store bawarskiej marki, zlokalizowany na elitarnej, paryskiej ulicy.

Wielbiciele pojazdów z biało-niebieską szachownicą (logo pochodzi od symbolu samolotowego śmigła) dokładnie wiedzą, jak można określić klimat BMW. Czują ducha marki – z jednej strony sportowego, z drugiej luksusowego, specyficzną atmosferę panującą we wnętrzu tych samochodów, ba! nawet zapach, do którego są na tyle przyzwyczajeni , że pozostają mu bezwzględnie wierni na długie lata. Większość fanów aut bawarskiego producenta ma szeroką wiedzę o historii marki, osiągach aktualnych modeli, ofercie i gamie silnikowej czy nawet z pamięci potrafi wymienić moce jednostek napędowych w poszczególnych seriach.  Dla nich BMW George V – salon marki  – zlokalizowany przy jednej z najbardziej  ekskluzywnych ulic Paryża, praktycznie na rogu z Avenue des ChampsÉlysées – jest pewnego rodzaju domem, domem BMW. W otoczeniu najznamienitszych salonów słynnych paryskich domów mody – Yves Saint Laurant, Chanel czy Dior, wkraczamy do BMW Brand Store – salonu marki BMW – w wytworny, szykowny świat, który, jak się okazuje, ma coraz więcej wspólnego z motoryzacją. Tu słowo styl i klasa nabierają znaczenia, a prestiż i wyrafinowany design często decydują o zakupie auta.

fot. Katarzyna Frendl

Ale co z nowymi klientami? Otóż BMW George V jest elementem programu “Future Retail”, czyli zmiany podejścia do klienta i sprzedaży samochodów – to efekt przeformułowania oczekiwań i sposobu komunikacji między tożsamością marki, producentem samochodów, a potencjalnym nabywcą auta. Stąd właśnie otwarcie nietypowego salonu, komunikacja w kanałach społecznościowych oraz wirtualne prezentacje samochodów (wcześniej wprowadzone w BMW Monachium, Zurychu i MINI Westfield w Londynie). Otwarcia paryskiego salonu dokonał członek zarządu BMW AG Ian Robertson w towarzystwie francuskich oficjeli oraz mnóstwa celebrytów, co podkreśliło wagę przedsięwzięcia dla koncernu.

Każdy w BMW George V może doświadczyć nastroju, motoryzacyjnej aury niemieckiej marki. W tym specyficznym środowisku można otrzymać wszelkie informacje potrzebne do podjęcia decyzji o zakupie auta, choć de facto zamówienia złożyć tu nie można – te przyjmują jedynie w tradycyjnych salonach sprzedaży. Miejsce to jest więc jak wizytówka BMW: w najbardziej prestiżowej stolicy mody, gdzie liczy się design, lokalizacja, sposób podejścia do klienta – po prostu nie mogło zabraknąć tej szacownej marki.

fot. Katarzyna Frendl

Nowy zamysł na sprzedaż aut BMW polega na indywidualnym podejściu do oczekiwań każdego z nas. Już po przekroczeniu progu salonu można poczuć tę ulotną „quality feel”, czyli to „coś”, co niemiecka marka ma zakorzenione w swoim DNA. W rytm naszych ruchów, gdy powoli wkraczamy do świata BMW, zmieniają się obrazy na ogromnej liczbie ekranów LED, które z jednej strony służą jako lustro i powiększają optycznie pomieszczenie, z drugiej odbijają ustawione za wielkimi oknami dwa modele samochodów z obecnej oferty marki. Dalej wchodzimy do głównego salonu, gdzie wita nas ascetyczny design autorstwa słynnego architekta Erica Carlson’a i  jego zespołu z Carbondale Architects oraz Version Architects. Na powierzchni 800 metrów kwadratowych, gdzie przeważa biel, symbolizująca czystość, łączona z ciepłem drewnianych wykończeń, zgromadzono kilka modeli BMW, które pięknie prezentują się w otoczeniu „promieni” świetlnych stworzonych z diod LED (te używane są również m.in. w reflektorach świateł dziennych). Niesamowita gra świateł tańczących na lakierze auta daje poczucie obcowania z dziełem sztuki – wspaniałą rzeźbą sztuki użytkowej, którą każdy chce kontemplować długimi godzinami. Do dyspozycji zwiedzających są jednak nie tylko pięknie eksponowane samochody, ale również zakątki, w których można poznać szczegóły dotyczące wyposażenia swojego potencjalnego auta, poczuć strukturę materiału tapicerki, dowiedzieć się o możliwościach indywidualizacji swojego samochodu, jego wnętrza, wyboru elementów stylizacji na zewnątrz. Można poznać ofertę systemów „rozrywki” , czy przeanalizować zasady działania każdego systemu bezpieczeństwa, czy multimediów zainstalowanych na pokładzie samochodu. Dla osób, które razem z autem kupują całą jego otoczkę i decydują się na akcesoria, czy gadżety marki, jest przeznaczona część salonu, w której można przymierzyć się do zakupu kolekcji golfowej, biżuterii, galanterii skórzanej, czy markowych drobiazgów dla dziecka. Oczywiście nie brakuje też odzieży, całej gamy odpowiednich do serii breloków i akcesoriów M-power, czy przepięknych miniatur modeli samochodów. Salon wraz z przyszłościowym, nowatorskim podejściem do klienta, nazwana została przez BMW „Product Genius”. Tego typu komunikację bawarska firma ma zamiar stosować niebawem także w salonach w Wielkiej Brytanii, Chinach i Holandii.

Najnowsze

Kobiece modyfikacje motocyklowe – rozmowa z Martą Faron

Jak dokonać zmian w motocyklu, by jeszcze bardziej go upiększyć? "Niech inni się tym zajmą"- odpowie większość. Rozmawiamy z Martą Faron, 19-latką z Trzebini, która postanowiła wziąć sprawy we własne ręce i obdarowała swoje Suzuki SV tchnieniem świeżości. Opowiada nam o swojej fascynacji motocyklami i o tym, jak przebiegały same prace.

Jak to się wszystko zaczęło? SV to Twój pierwszy motocykl?

Nie, SV nie jest pierwszym moim moto. Od dziecka marzyłam o motocyklu. Od 4 klasy podstawówki przez kilka lat prosiłam rodziców chociaż o jakiegoś Rometa, Simsona czy coś tego typu – oczywiście się nie zgadzali.  W gimnazjum zaczęłam szaleć na rowerze. Rodzice, nie do końca świadomi, obiecali mi kupić rower do jazdy ekstremalnej. Kiedy zorientowali się, jak jeżdżę i jaki rower obiecali kupić, to mama zapytała, czy z niego zrezygnuję, jeżeli pozwolą mi kupić skuter.  Powiedziałam, że rower wymienię za jakiekolwiek „moto” z manualną skrzynią biegów oraz z silnikiem 2T. Zimą 2008/2009 zaczęli straszyć w mediach, że zostaną wprowadzone zmiany w przepisach dotyczące kategorii A. Dlatego zaczęłam nudzić o A1 i motocykl z silnikiem 125ccm. Chorowałam wtedy dłuższy czas. Pewnego dnia przyszedł do mnie tata i zapytał , czy wreszcie wyzdrowieję, jeśli mi pozwolą zdawać prawo jazdy A1. Oczywiście bez chwili zastanowienia powiedziałam, że jasne. To była środa, a w sobotę miałam już w domu Yamahę Virago 125. 16 lat kończyłam dopiero pod koniec sierpnia 2009 roku, dlatego Virago czekało w garażu.

A skąd w tym wszystkim mechanika?

Kiedy zdałam egzamin (3 dni po 16-tych urodzinach), to po tygodniu jeżdżenia Virago padło. Kolektory ssące poprzednik uszczelnił sylikonem, zamiast wymienić na nowe i w efekcie – rozszczelniły się. Tak trafiłam z nim do warsztatu motocyklowego… Kiedy odbierałam motocykl, mama zaczęła mówić mechanikowi, że ja chciałabym kupić sobie jakiś złom do odrestaurowania… I jakoś tak wyszło, że zaczęłam pomagać w warsztacie od października 2009.

Tak Suzuki wyglądało na początku
fot. Marta Faron

Co było dalej?

Ubzdurałam sobie, że chcę SV. I było podobnie jak z Virago… Pewnego dnia, ni z tego ni z owego, przyszłam do rodziców mówiąc, że jakieś 30 km od nas jest SV (gaźnikowy, bo takiego pierwotnie chciałam) po szlifie za nieduże pieniądze. Tata powiedział, że jeśli załatwię z mechanikiem, żeby ze mną pojechał go obejrzeć, to może… Porozmawiałam z mechanikiem, wysłałam fotki, etc. Powiedział, że za taką sumę zupełnie mi się to nie opłaca. No ale już w piątek (17.06.2011) inny motocykl, wtryskowy SV, był w domu (śmiech). Długo stał nieużywany, bo sezon chciałam skończyć jeszcze na Virago, który później nie chciał się sprzedać i nie było funduszy na renowację nowego nabytku. Tak więc dopiero w grudniu zaczęłam go rozkładać. Prace się niestety rozwlekły, jak to z przeróbkami bywa (nie wszystko było ode mnie zależne, z niektórymi rzeczami  musiał mi mechanik pomóc, albo coś mi załatwić, więc musiałam czekać). SV zaczął jeździć dopiero 19.05.2012 roku.

Dlaczego zdecydowałaś się na poznawanie maszyn od strony technicznej?

Zdecydowałam, że chcę się nauczyć serwisować moto, żeby samej mieć kontrolę nad stanem maszyny. Później pojawiła się myśl, że chcę odrestaurowywać stare, zapomniane motocykle, które są traktowane jak złom (miałam chwilowo MZ ES 250/1 Jaskółkę i WSK 125, ale sprzedałam, żeby były pieniądze na SV). Chciałam Jawę 250, bo mój śp. Dziadziuś kiedyś taką miał i całe życie powtarzał, że żałuje, że sprzedał (jeszcze jak mnie na świecie nie było), no ale skąd miał wiedzieć, że będzie miał kiedyś wnuczkę, która zapragnie jeździć – kiedyś, jak tylko będę miała pieniądze, to na pewno kupię taki motocykl i odrestauruję. A renowację „rozbitków” traktuję jako przywracanie im życia. One, w odróżnieniu od człowieka, mogą dostać drugą szansę. Wybór, że chcę SV, a nie żaden inny moto, został podjęty przede wszystkim ze względu na silnik V2. Pierwotnie chciałam gaźnikowy, ale trafił się ten wtryskowy, i kiedy już rodzice się zgodzili, to się przez moment nie zastanawiałam – i nie żałuję.

Początek rozkładania
fot. Marta Faron

Opowiedz, jakich zmian dokonałaś w motocyklu.

Pomarańcz to mój ulubiony kolor, a najbardziej podoba mi się w zestawieniu z czernią.  A skoro większość motocykli ma ramy srebrne albo czarne, to mój musiał być zrobiony na opak. Rama i felgi pomarańczowe, a reszta czarna. Ponadto to tak zwany „singiel”  – żeby nie było problemów „przewieź mnie”, bo nie mam zamiaru jeździć z pasażerem. Siedzenie, uchwyt i sety pasażera są w garażu w razie potrzeby (akcje wożenia dzieciaków czy coś tego typu, ale bardziej po to, żeby było do czego bagaż przymocować, jak pojadę w trasę).

Tłumik – krótki, głośny i skory do strzelania przy schodzeniu z obrotów. Oryginalny tłumik (szczególnie przy silniku widlastym), to według mnie krzywdzenie motocykla. A wybór padł akurat na ixila, bo jest czarny i  w dodatku dorwałam go po okazyjnej cenie.

Przód w całości „ściągnięty” z Hayabusy, bo w oryginale SV ma beznadziejne zawieszenie i hamulce, więc trzeba było wady fabryczne naprawić.

Motocykl z S przeewoluował w N, bo nie podobają mi się nakedy z czachami – chciałam N, a że trafił się S, to wzięłam. Kierownice w pierwszym zamyśle chciałam dać normalną, prostą jak z N, ale że sety są z S, to kierownica z Hayki zdecydowanie lepiej pasuje. Cała pozycja sportowa, a nie – nogi inaczej, ręce inaczej. Poza tym, w mojej opinii, pozycja sportowa jest zdecydowanie bardziej wygodna niż ta z nakeda.  Pomimo braku jakiejkolwiek szyby, przy takiej pozycji da się szybko jechać i nie zrywa z moto.

Wyposażyłam też motocykl w amortyzator skrętu.

Jednak trochę  elementów mu jeszcze brakuje…

Szkielet w oczekiwaniu na przeróbki
fot. Marta Faron

Czego dokładnie?

Kontrolki licznika i obrotomierz nie są podpięte, bo sama sobie tego niestety nie umiem zrobić i muszę czekać, aż mechanik znajdzie czas . W dodatku są komplikacje, bo normalnie w motocyklu sygnał do kontrolek idzie z „-„, a do tego akcesoryjnego licznika (koso) sygnał ma iść z „+”, więc wszystko będzie musiało iść na jakichś innych przekaźnikach.

Zimą oddam też dekle silnika do przelakierowania, bo trochę z nich lakier odchodzi – ale na razie już nie chcę, żeby to się rozwlekało – jest sezon i sprzęt ma jeździć. Jeśli znajdą się fundusze, to jeszcze założę przewody hamulcowe w oplocie, może też crash-pady wahacza i zawieszenia przedniego.

Jak inni reagują na Twoją pasję?

W sumie na początku wszyscy są zdziwieni. Część niedowierza, część we mnie wątpi, czasem po prostu się śmieją i szydzą, kiedy słyszą, że sama coś zrobiłam, bo nie wierzą. Zdarza się, że niektórzy panowie udają znawców, bo myślą, że dziewczynie można wcisnąć kit, a tu niespodzianka. Inni są pozytywnie do tego nastawieni, wykazują zainteresowanie. Ci, którzy mnie choć trochę znają, to się temu już zupełnie nie dziwią, wiedzą, że motocykle są moim całym życiem.

Z pewnością takie zainteresowanie wymaga dużego zaangażowania..

Chcieć to móc. Nie ma rzeczy niemożliwych. Najważniejsze, żeby mieć odpowiednie podejście. Grunt, by niczego nie robić na szybko. Wiele godzin spędzonych nad książkami serwisowymi owocuje. Problem się pojawia, gdy okazuje się, że mam za mało siły, żeby coś zrobić – chyba powinnam zacząć chodzić na siłownię. No i niestety mój garaż nie jest wyposażony w specjalistyczne narzędzia, ale mam nadzieję, że z czasem uda mi się go uzupełnić. Pierwsze kroki to przede wszystkim obserwowanie pracy mechanika, przeglądanie wyżej wspomnianych serwisówek czy książek dotyczących napraw i funkcjonowania poszczególnych elementów motocykli (niestety bardzo trudno dostać coś bardziej specjalistycznego – szczególnie na polskim rynku, nawet szukając obcojęzycznych pozycji – przeważnie tylko podstawowe informacje, aczkolwiek na początku na pewno przydatne).

A taki jest efekt końcowy!
fot. Marta Faron

Co było dla Ciebie największym problemem?

Największym problemem był brak funduszy. Musiałam czekać, aż uda się wreszcie sprzedać Virago, zanim ruszą prace, bo na początku musiałam zgromadzić części – niektóre musiały być przymierzone przed całkowitym rozłożeniem moto – jak na przykład zawieszenie, bo ograniczniki skrętu musiały być poprawione, czy stacyjka ustawiona odpowiednio, żeby blokada kierownicy pasowała. No i motocykl na pewno byłby trochę inaczej zrobiony, gdybym mogła sobie mogła pozwolić na droższe części. Poza tym problemem było to, czego nie mogłam sobie sama zrobić. Dorobienie mocowań lampy, licznika, błotnika przedniego. Również naprawa wahacza – poprzednik nie dopilnował łańcucha, który od spodu wytarł ślizg, po czym wyżłobił wahacz – otwór na ośkę wahacza się zowalizował, zgniotło łożysko. I takie tam… Brak odpowiednich narzędzi też był przeszkodą.

Masz 19 lat, otwiera się teraz Twoja brama na przyszłość.. Czy planujesz ją związać z motocyklami?

Tak, chciałabym oczywiście przyszłość zawodowo związać z pasją, jeżeli tylko byłaby taka możliwość. Należę do tych nielicznych osób, które od dawna wiedzą, co chcą w życiu robić, na jakie studia iść. Już pod koniec podstawówki wymyśliłam, że chciałabym pójść na Politechnikę Krakowską, kierunek mechanika i budowa maszyn – niedługo rekrutacja, czas pokaże, jak się to wszystko poukłada..

Najnowsze

Motocaina na BMW Ladies Summer Tour

Za nami kolejna kobieca wyprawa pod hasłem BMW Ladies Summer Tour. W tym roku zgromadziła wielbicielki jazdy roadsterem, które próbowały swoich siły za kierownicą BMW Z4. Na wyprawę przybyły m.in. Małgorzata Socha, Anna Cieślak, Katarzyna Stankiewicz, Monika Mrozowska i podróżniczka Anna Jackowska. Nie zabrakło też godnej reprezentacji Motocainy!

fot. BMW

Trasa wiodła z Warszawy do Jury Krakowsko-Częstochowskiej – co jak dotąd jest rekordem, jeżeli chodzi o długość wypraw Ladies Summer Tour. Po śniadaniu panie zasiadły za sterami dziewięciu dwuosobowych kabrioletów BMW Z4, ruszając w kierunku na Ogrodzieniec. Po drodze zatrzymały się na lunch w Pałacu Nieznanice niedaleko Częstochowy, gdzie odbyła się sesja zdjęciowa. Po dotarciu do celu uczestniczki zrelaksowały się w hotelowym SPA i wzięły udział w relaksacyjnym warsztacie pracy z ciałem metodą Feldenkreisa. Wypoczęte i odprężone panie z przyjemnością słuchały wykładów eksperta winiarskiego Tomasza Prange-Barczyńskiego, który dzielił się swoją wiedzą dotyczącą komponowania różnych rodzajów wina z potrawami.

Jako redakcja jesteśmy szczególnie dumne z naszej naczelnej, Katarzyny Frendl, która – wraz z Wiolettą Podgórską z magazynu ESSENCE – zwyciężyła w konkursie fotograficznym „Złap naturę Z4”. Zadanie polegało na wykonaniu zdjęcia najtrafniej oddającego charakter roadstera.

fot. BMW

Następnego dnia Ewa Sroka ze Skin Philosophy przybliżyła uczestniczkom wyprawy sekrety wyrabiania własnoręcznie kosmetyków z ekologicznych produktów.

fot. BMW

Panie wypróbowały w praktyce świeżo nabytą wiedzę, przygotowując dla siebie kremy i toniki.

fot. BMW

Najważniejsze jednak, że – mimo nieciekawych prognoz – pogoda dopisała, dzięki czemu kabriolety całą drogę, jak przystoi, jechały z otwartymi dachami. Chyba nie było osoby, która by się nie obejrzała za radosnym konwojem!

fot. BMW

Najnowsze

Beata Sadowska i NAC Rally Team na Placu Czerwonym

O wrażeniach z Silk Way Rally pisze dla nas Beata Sadowska, dziennikarka, która złapała rajdowego bakcyla i po raz kolejny ruszyła w trasę wraz z NAC Rally Team. Dziś kilka słów o samych starcie.

Startujemy. Wczoraj nasza ciężarówka i Mitsubishi Pajero przeszły badania techniczne. Bez zarzutu. Uff.

Odbiór administracyjny też poszedł sprawnie. Zebraliśmy kilkanaście pieczątek, jeszcze więcej papierów i… możemy startować.

Ja, Piotr Domownik i Jarek Kazberuk w wielkim, kilkutonowym UNIMOGU. Paweł Molgo i Ernest Górecki w Mitsubishi.

Roadbooki pokolorowane, kombinezony sprawdzone. Specjalna komisja weryfikowała, czy nasze stroje spełniają wymogi bezpieczeństwa, a bielizna jest niepalna. Kolejna pieczątka.

Dziś już bez pieczątek. Hurra!

Plac Czerwony wygląda jak gigantyczny parking samochodowy. Ultra kolorowy. Tu zaczynamy przygodę z Silk Way Rally, czyli czterema tysiącami kilometrów w kurzu i błocie.

Ze znikomą ilością snu (oczywiście w namiotach), ze zmęczeniem, wyczerpaniem, własnymi słabościami. Patrzę na Pawła, Piotra, Jarka. Na zawodowców. Już chcą jechać.

A ja? A ja się boję i już! Na szczęście dziś tylko 230 km dojazdówki. Prawdziwa przygoda zacznie się jutro. Trzymajcie kciuki za NAC Rally Team!

 fot. Mariusz Bodnar

 

Najnowsze

Kobiety w Rajdzie Świętego Krzysztofa

Wśród osiemdziesięciu załóg, które stawiły się w słoneczną niedzielę na lotnisku w Nowym Mieście nad Pilicą, były dwie w pełni kobiece załogi i dziewięć kobiet w roli pilota.  

KJS organizowany przez Automobilklub Polski był IV rundą Mistrzostw Okręgu Warszawskiego PZM oraz III rundą Pucharu Automobilklubu Polski, w której główną nagrodą jest prezentacja zwycięzców klas podczas Rajdu Barbórka!

Próby na nawierzchni betonowo-asfaltowej rozegrane zostały na terenie byłego lotniska w Nowym Mieście nad Pilicą. Na trasie zlokalizowanych zostało 9 prób sprawnościowych poprzedzonych PKC o łącznej długości ponad 15 km.

Małgorzata Piasecka i Sylwia Lesner w Peugeocie 106
fot. Adam Roch

Na trudnym technicznie, ale bardzo szybkim rajdzie panie dzielnie rywalizowały, nie tylko między sobą, ale też z pozostałymi załogami. Pierwsze miejsce w kobiecej klasyfikacji zajęły Małgorzata Piasecka z Sylwią Lesner, startujące Peugeotem 106. W klasie dojechały na pozycji 7., były 39. w klasyfikacji generalnej.

Pokonały Ewę Zielińską z pilotką Aldoną Sibiga w Hondzie Prelude, które ukończyły KJS na 46. miejscu klasyfikacji generalnej i 15. w klasie. Najwyżej sklasyfikowana pilotka to Maria Rygiel, która w Hondzie Civic u boku Adama Tomalaka dojechała na świetnym, 5. miejscu w klasyfikacji generalnej!

Rajd Św. Krzysztofa ukończyło 50 załóg. Niektóre z nich start w KJS potraktowały piknikowo, przyjeżdżając całymi rodzinami, i kiedy rodzice walczyli na trasie – dzieci przebywały pod opieką Oli, kierowniczki biura rajdu.

Najnowsze