Opel Karl – debiut w 2015 roku. Pierwsze zdjęcie

Latem 2015 r. na rynku pojawi się nowy, pięciodrzwiowy Opel Karl. „Karl to krótka, zgrabna i chwytliwa nazwa, która idealnie oddaje wartości marki Opel: niemiecki charakter, emocje i przystępność” - powiedziała Tina Müller, dyrektor ds. marketingu w firmie Opel.

Dzięki modelom Karl, ADAM i Corsa nowej generacji – wprowadzonych do sprzedaży w czasie niecałych 30 miesięcy – od przyszłego roku Opel będzie mógł poszczycić się bogatym portfolio w segmencie mini i małych samochodów.

Jaka kobieta stała za sukcesem marki Opel? Z czyich pieniędzy powstała marka Opel? Czy Adam Opel dożył produkcji pierwszego auta Opeldowiesz się tu.

Obie wersje mierzącej blisko 4 metry długości Corsy – rodzinną pięciodrzwiową oraz sportową trzydrzwiową o nadwoziu typu coupé ma cechować optymalny stosunek rozmiarów zewnętrznych do przestrzeni wewnątrz pojazdu. Model ADAM, mierzący 3,70 metra długości, to z kolei trzydrzwiowy mistrz indywidualizacji: ma do zaoferowania kierowcom, którzy za pomocą samochodu pragną wyrazić swój styl życia, ogromne możliwości personalizacji. Nowy model miejski w ofercie Opla, kompaktowy, pięciodrzwiowy Karl o długości 3,68 metra, będzie wyposażony w maksymalnie pięć siedzeń oraz najlepsze rozwiązania marki Opel.

Opel Karl (na dole), Opel Adam (na górze z lewej), Opel Corsa (na górze z prawej)
fot. Opel

Nazwa Karl została nadana na cześć syna Adama Opla, który założył spółkę Opel w 1862 r. Adam Opel stworzył największą fabrykę rowerów w Niemczech. Jego synowie Carl, Wilhelm i Friedrich wkroczyli do świata motoryzacji w 1898 r., a rok później skonstruowali swój pierwszy samochód.

W Wielkiej Brytanii auto nazwane będzie Vauxhall Viva.

Szkoda, że niemiecki producent zapomina o ogromnym wkładzie Sophie Opel, w rozwój i egzystencję marki. Więcej o Sophie dowiesz się klikając tu.

Najnowsze

4 runda GymkhanaGP Warszawa – kobiecy rekord. Relacja i galeria

Na warszawskiej rundzie GymkhanaGP wystąpiła rekordowa liczba motocyklistek - aż 12 pań! Jakie miały wyniki i co mówiły po przejechaniu swoich prób dowiecie się z naszej relacji.

Pani Pedrosowa Karolina Śliwa, Wołomin, Honda CBF 125
fot. Monika Pacyfka Tichy

Bogatą galerię zdjęć z kobiecej rywalizacji podczas warszawskiej rundy GymkhanaGP zobaczysz tu.

W sobotę 30.08 miłośnicy Gymkhany, czyli jazdy precyzyjnej na motocyklu po torze oznaczonym pachołkami, spotkali się już po raz czwarty w tym roku, tym razem w Warszawie. Cykl GymkhanaGP, organizowany przez szczecińską motoFUNdację, to zawody w randze mistrzostw Polski, jedyne w naszym kraju i największe w Europie. O założeniach tej dyscypliny oraz zawodniczkach w niej startujących pisałysmy już na naszym portalu w relacji z 3. rundy (czytaj tu), która miała miejsce miesiąc wcześniej w Łodzi. Sporo motocyklistek startuje w tym najbardziej dostępnym dla amatorów i najtańszym sporcie motocyklowym (bowiem nie wymaga on szczególnego motocykla, specjalistycznych obiektów obsługiwanych przez sztab ludzi, trenować i organizować zawody można nawet na parkingu, a uczestnictwo jest bezpłatne!).

Magda Skrzydlewska, Warszawa
fot. Monika Pacyfka Tichy

Runda w Warszawie była rekordowa pod względem liczby kobiet ścigających się w zawodach. Na starcie stanęło dwanaście dziewczyn, czyli aż 18,1% uczestników. Zważywszy, że w Polsce kobiety stanowią zaledwie niecałe 6% populacji motocyklistów, jest to imponujący wynik. Jak dotąd, najwięcej pań startowało w drugiej tegorocznej rundzie GymkhanaGP, rozegranej w czerwcu we Wrocławiu – osiem motocyklistek (relację z Wrocławia przeczytasz tu). Można zaryzykować stwierdzenie, że żadna dyscyplina sportów motocyklowych w Polsce nie jest tak sfeminizowana jak gymkhana. W wyścigach torowych startują zaledwie dwie kobiety, w stuncie również mamy tylko kilka przedstawicielek płci pięknej.

Kobiece gwiazdy GymkhanyGP
Wielką radość swoim powrotem do walki o tytuł najszybszej motocyklistki sprawiła wszystkim uwielbiana przez publiczność i rywalki Ola Frost z Gdańska, gwiazda kobiecej Gymkhany wszystkich poprzednich sezonów. Ola debiutowała w 2011 roku i po wskazówkach treningowych otrzymanych od  jednego z pionierów gymkhany, Oscara Kubickiego, zaczęła wymiatać kategorię kobiet na zawodach Honda Gymkhana – cyklu odbywającego się w latach 2011-2012, do czasu gdy w 2013 to motoFUNdacja zaczęła organizować GymkhanaGP. Ola zawsze stawała na podium pań, została Wicemistrzynią Polski kategorii kobiet Honda Gymkhana 2012, ustępując tylko znanej również z wyścigów na torze Monice Jaworskiej. W finale w Warszawie we wrześniu 2012 zajęła również 16 miejsce w kategorii open (w zawodach tych nie było podziału na klasy amatorską i zawodową). W 2013, w GymkhanaGP, o ile tylko dała radę dotrzeć na zawody (a była na trzech z czterech edycji), zawsze stawała na szczycie kobiecego podium. Zgodnie z ówczesnym regulaminem startowała w klasie PRO i w niej była dwa razy 9. i raz 11. W tym sezonie opuściła wszystkie poprzednie rundy, więc występ w Warszawie był jej pierwszym po dłuższej przerwie. Na zawodach często, tym razem również, jej towarzyszem i rywalem jest tata Zbigniew Frost. Ale Ola, która występowała kiedyś pod ksywą – Lara Croft, jest zawsze szybsza od taty.

Ola Frost, Gdańsk, Kawasaki EX 500
fot. Monika Pacyfka Tichy

Rywalkami Oli były reprezentantki Dolnego Śląska: Maiya Maja Staniszewska (Wrocław), Grzanka Agnieszka Jaszewska (Wrocław), Aluśka Alicja Pospiszil (Świdnica); bardzo doświadczona gymkhanerka Ania „Chojracka” Chojnacka z Warszawy oraz zawodniczki ze stolicy polskiej Gymkhany, czyli ze Szczecina: Tuśka Marta Maczan i Totka Agata Rozmus.

Na start powróciła również po krótkiej absencji Karolina Śliwa, ksywa „Pani Pedrosowa”. Karolina debiutowała rok wcześniej, również w sierpniu, również w Warszawie, na 3. rundzie GymkhanaGP 2013 – zajęła tam 22 miejsce w kat. amatorów, oraz 3. miejsce w klasyfikacji kobiet. W tym roku startowała tylko we Wrocławiu. Czas miała ostatni (31 m.), ale to przecież nie o to chodzi. Karolina miała przyziemienie w konkursie GP8 (konkurencja dodatkowa: pięciokrotne przejechanie na czas dwunastometrowej ósemki z takimi samymi zasadami jak w gymkhanie), po czym spektakularnie i brutalnie odpędziła usiłujących jej pomóc pozbierać maszynę mężczyzn (sędziego głównego Zachara oraz Pedrosa) i sama poradziła sobie samodzielnie. W GP8 była przedostatnia.

Totka Agata Rozmus, Szczecin, Yamaha XJ 600
fot. Monika Pacyfka Tichy

Runda w Warszawie gościła ponadto aż cztery debiutantki! Były to reprezentantki Warszawy i okolic: Ewa Wytrykowska startująca pod ksywą „Bałagan”, Zosia Borska-Mądrzycka i Magda Skrzydlewska, oraz pochodząca z Wolina (zachodniopomorskie) Ania Skorupińska, która od początku roku uczestniczyła w organizacji zawodów jako wolontariuszka, a tym razem postanowiła spróbować swoich sił w siodle.

Jak przebiegają zawody GymkhanaGP?
Dla przypomnienia: trasa konkursowa, składająca się ze slalomów, zawrotek i innych figur, na każdych zawodach jest inna i ujawniana tuż przed przejazdami. Zawodnicy zapoznają się z nią pieszo, zapamiętują ją, po czym przejeżdżają ją w kolejności wg numerów startowych. W drugiej kolejce przejazdów kolejność ustalona jest wg czasów z pierwszej kolejki – od najwolniejszego. O miejscu w klasyfikacji końcowej, odwrotnie niż w GP8, decyduje suma czasów. Jeśli z uwagi na liczną frekwencję organizator zdecyduje się dopuścić do drugiego przejazdu tylko część uczestników z najlepszymi czasami, to najpierw klasyfikowani są ci którzy jechali dwa razy, a potem ci którzy mieli tylko jeden przejazd. Jeśli zawodnik pomyli trasę, musi wrócić do miejsca w którym się pomylił i przejechać ją poprawnie. Błędami, za które dolicza się do czasu karne sekundy, są także: podparcie się nogą, potrącenie pachołka, gleba i niezmieszczenie się w kopercie mety.

Trasa na tej rundzie okazała się bardziej wymagająca, niż to na pierwszy rzut oka wyglądało. Ciekawostką i innowacją był „pit-stop”, koperta w połowie trasy w której należało się zatrzymać i odwrócić głowę po czym można było ruszyć dalej. Dość często, szczególnie w klasie amatorów, do której kwalifikują się wszystkie startujące w zawodach dziewczyny, zdarzały się pomyłki, rzadziej gleby. Jedna z tych ostatnich zepsuła pierwszy przejazd Ani Chojnackiej, która co prawda dzielnie pozbierała siebie i swój motocykl, ale że w maszynie ułamał się podnóżek, nie dała rady kontynuować przejazdu i nie była klasyfikowana.

Oto niesamowity onboard z przejazdu Ani Chojnackiej, dzięki uprzejmości sponsora rundy, producenta elektroniki Garmin.

Po pierwszej kolejce przejazdów poza pierwszą trzydziestką, która kwalifikowała się do drugiego przejazdu, zostały: Ania, Zosia, Karolina, Ewa, Magda i Agnieszka. Karolina Pedrosowa i Agnieszka Grzanka pomyliły trasę, stąd ich słabsze niż zazwyczaj czasy które dały im miejsca odpowiednio 38 i 40 w kategorii amatorów. Z debiutantek najlepiej poradziła sobie dzielna wolontariuszka Ania Skorupińska na Hondzie CBR500 (36 miejsce) – ładny, bezbłędny przejazd miała też Zosia Borska-Mądrzycka na Hondzie VTR 250 (37 miejsce).

Grzanka Agnieszka Jaszewska, Wrocław, Kawasaki Ninja 250
fot. Monika Pacyfka Tichy

Ambitna i ciężko pracująca na treningach Tuśka Marta Maczan, zwyciężczyni klasyfikacji kobiet na poprzednich zawodach, na których miała również 9. miejsce w klasie amatorów, bardzo chciała zdobyć miejsce na podium pań i nie wypaść z pierwszej dziesiątki klasy, ale plany te pokrzyżowała pomyłka trasy w pierwszym przejeździe. W drugim było znacznie lepiej, Tuśka z rezultatem 1:29,75 miała szesnasty czas kolejki, ale suma czasów ustawiła ją na 18 miejscu w klasyfikcji końcowej. Warszawa nie jest szczęśliwym miejscem dla Tuśki, tu miała rok temu swój debiut – z marszu, bez treningu – na którym również strasznie się zamotała i mimo epickiej walki nie ukończyła przejazdu.

Całkiem ładnie poradziły sobie Aluśka Pospiszil i Totka Agata Rozmus; zeszły z sumą czasów poniżej 3 minut, zajmując odpowiednio 12. i 11. miejsce w kategorii amatorów.

Aluśka Alicja Pospiszil, Świdnica, Honda Hornet
fot. Monika Pacyfka Tichy

Pojedynek o wyróżnienie dla najszybszej motocyklistki rozegrał się między powracającą mistrzynią Olą a Mają. Maja debiutowała pięknie w 1. rundzie i od razu wygrała kategorię pań, sukces ten powtórzyła również na 2. rundzie. Ale w Łodzi zamotała się strasznie, miała ostatni czas w 1. przejeździe, w drugim była zdyskwalifikowana za nienaprawienie pomyłki trasy. Więc nie wiadomo było, jak sobie poradzi tym razem. Ale już jej pierwszy, bezbłędny przejazd pokazał, że Łódź był to tylko wypadek przy pracy. Czas 1:26,0 był siódmym czasem pierwszej serii przejazdów. Ola pojechała również czysto osiągając rezultat 1:27,41 – różnica niecałej półtorej sekundy.

W drugiej kolejce Maja jeszcze poprawiła swój czas obcinając trzy sekundy, Ola również pojechała przepięknie także nadrabiając trzy sekundy, zatem kolejność pozostała bez zmian. Maja została zwyciężczynią wśród kobiet, a jej suma czasów dała jej piąte miejsce w klasie amatorów – najlepszy wynik kobiety w tym sezonie. Był to też 15 czas całych zawodów (włącznie z klasą zawodową) co dało jej kolejny punkt do tabeli! Ola była druga wśród kobiet i ósma w amatorach. Dwie dziewczyny w pierwszej dziesiątce. Szkoda, że do kompletu zabrakło niepocieszonej Tuśki.

Zatem zestawienie klasy pań wyglądało następująco:

1. Maja Staniszewska „Lucky Luck”, Wrocław, Suzuki GSXR750 SRAD

2. Ola Frost, Gdańsk, Kawasaki EX 500

3. Totka Agata Rozmus, Szczecin, Yamaha XJ 600

4. Aluśka Alicja Pospiszil, Świdnica, Honda Hornet

5. Tuśka Marta Maczan, Szczecin, Suzuki Freewind XF 650

6. Ania Skorupińska, Szczecin, Honda CBR500R

7. Zosia Borska-Mądrzycka, Warszawa, Honda VTR 250

8. Pani Pedrosowa Karolina Śliwa, Wołomin, Honda CBF 125

9. Grzanka Agnieszka Jaszewska, Wrocław, Kawasaki Ninja 250

10. Magda Skrzydlewska, Warszawa

11. Bałagan Ewa Wytrykowska, Warszawa, Honda CBR 125

12. Chojracka Ania Chojnacka, Warszawa, Honda CB 500

W GP8, najszybsza była również Maja (35,25sek), druga zaś Totka (37,54sek) o trzy setne sekundy (!!!) przed Olą (37,57 sek).

A oto refleksje zawodniczek.

Maja Staniszewska „Lucky Luck”, Wrocław, Suzuki GSXR750 SRAD
fot. Monika Pacyfka Tichy

Maja
Po fatalnym starcie w Łodzi do czwartej rundy zawodów przygotowywałam się bardzo solidnie, ale mimo to nie potrafiłam przejechać trasy rozgrzewkowej moim, mało zwrotnym, motocyklem. (GSXR600) Dlatego wystartowałam na pożyczonym (Suzuki GSXR750 SRAD) i był to strzał w dziesiątkę, w Warszawie jechało mi się świetnie. Nadal poznaję motocykl na którym startowałam, więc mogłabym urwać jeszcze sporo sekund, dodatkowo w obu przejazdach zawahałam się, czy nie pomyliłam trasy, bo była niesamowicie zakręcona. Najważniejsze jest jednak to, że przejazdy sprawiły mi mnóstwo radości, zamiast walczyć z motocyklem, mogłam bawić się nim i już nie mogę doczekać się kolejnych zawodów w Szczecinie! Bardzo cieszy mnie też rosnąca frekwencja wśród kobiet. Powrót Oli Frost, obecność łącznie aż 12 motocyklistek, sprawia, że rywalizacja jest naprawdę zacięta.

Tuśka Marta Maczan, Szczecin, Suzuki Freewind XF 650
fot. Monika Pacyfka Tichy

Tuśka
Po sukcesie na III rundzie w Łodzi wiązałam duże nadzieje z IV rundą w Warszawie. Byłam świadoma, że frekwencja w Warszawie będzie rekordowa a Pedros ma fantazję (organizator i pomysłodawca trasy konkursowej), jednak jechałam powalczyć o podium kobiet i miejsce w pierwszej 10 kategorii amatorów.  No i zupełnie mi nie poszło. Kreatywny Pedros nie zawiódł i trasę ułożył taka, aby jeszcze długo o niej opowiadano 🙂 Wydawało mi się, że trasę zdążyłam zapamiętać, ale to mi się tylko wydawało 😉 W pierwszym przejeździe pomyliłam tresę już na początku – z małej ósemki intuicyjnie pojechałam na niebieski ze ścianką, zapominając o odległych czerwonych. Musiałam zawrócić i przejechać prawidłowo ominięte przeszkody. Co bardzo mnie zdekoncentrowało, bo już wiedziałam, że stratę mam dużą. Na dalszej trasie próbowałam odkręcać gaz tam gdzie się dało, aby chociaż trochę odrobić stratę. Jednak jechałam bardzo nierówno,  popełniając sporo błędów i zupełnie nie robiłam tego co wytrenowałam na naszym pasku chociwelskim. Drugi przejazd trasy przejechałam czysto i o 11 sek. szybciej niż pierwszy, ale i tak nie pozwoliło mi to odrobić straty aby powalczyć o wysokie miejsce. W konsekwencji zajęłam 5/12 wśród kobiet i dopiero 18/51 w kat. amatorów. Mój błąd. Rozczarowanie było duże. Runda w Warszawie również przekonała mnie, że czas zmienić Freewinda na moto dostosowane do Gymkhany, co mam nadzieję, pozwoli mi na agresywniejszą jazdę i jeszcze większą frajdę – plan na sezon 2015.

Bałagan Ewa Wytrykowska, Warszawa, Honda CBR 125
fot. Monika Pacyfka Tichy

Ewa Wytrykowska
Generalnie była to moja pierwsza Gymkhana. Wrażenia niesamowite, warto było (w moim przypadku) zaliczyć dwie ładne przewrotki – na szczęście żadnych strat 🙂 Ludzie niesmowici, pogoda nam pięknie dopisała pomimo porannej ulewy. Sama trasa na początku wydawała się bardzo trudna i biedny Pedros obrywal ale okazała się dość łatwa jak juz oglądało się pierwsze przejazdy. Ja akurat popełniłam dużo pomyłek trasy ale stres, tyle oczu wbitych we mnie dało się we znaki 🙂 Mam nadzieję, że uda mi się wystartować jeszcze w Szczecinie ponieważ to świetna okazja by podszkolić swoje umiejętności.

Ania Skorupińska, Szczecin, Honda CBR500R
fot. Monika Pacyfka Tichy

Ania Skorupińska
IV runda w tym sezonie, moja trzecia,  ale pierwsza w nowej roli: zawodnika.  Dałam się namówić kolegom  „Gymkhanerom” ze Szczecina i przy ich pomocy i wielkim wsparciu wzięłam udział w tym niezwykłym wydarzeniu. Ktoś może zapyta: co takiego niezwykłego jest w jeździe motocyklem dookoła pachołków?  No cóż: nabywanie nowych umiejętności, znajdowanie granic własnych i własnego motocykla, ale zawody to przede wszystkim atmosfera, jaka panuje w dniu zawodów. Wrażenie jedności wszystkich uczestników, niemalże rodzinna atmosfera, wsparcie, doping, świetna zabawa i tęsknota za następnym spotkaniem.

 

I runda w Szczecinie była wstępem do tego, co czekało w sezonie, a z czego ja osobiście nie zdawałam sobie sprawy.  Warszawskie zawody uzmysłowiły mi, że biorę udział w czymś, z czego dobrowolnie nie zrezygnuję. Pogoda dopisała, uczestnicy również, a organizatorzy popisali się niezwykłym talentem: zorganizowali imprezę, z której nie miałam ochoty wyjeżdżać, podali mi pierwszą dawkę narkotyku pod nazwą: gymkhana. Uzależnili mnie od siebie. Uzależnienie to dobre słowo, motocykl uzależnia, ludzie uzależniają, uzależniła mnie od siebie również gymkhana, dzięki świetnie zorganizowanym ,warszawskim zawodom. Wpadłam i z całą odpowiedzialnością polecam.

Z niecierpliwością czekam na kolejną, niestety ostatnią już rundę w tym sezonie: V runda w Szczecinie. Może uda się cofnąć czas do początku tego sezonu i powtórzyć to wszystko jeszcze raz?

Zosia Borska-Mądrzycka, Warszawa, Honda VTR 250
fot. Monika Pacyfka Tichy

Zosia
Warszawska runda była moim debiutem – średnio udanym, bo nerwy mnie zjadły, ale i tak bawiłam się fantastycznie. Bardzo podobała mi się atmosfera – było miło, z uśmiechem, na luzie – widać, że ludzie się znają i lubią.

 

Nie wiem czy organizatorzy przewidzieli, że zjawi się tyle osób, szczególnie początkujących – było trochę opóźnienia na początku, a potem zamieszanie podczas nauki trasy, ale ogarnęli pogubionych nowicjuszy.

Trasa była trudna, bardzo, ale nie narzekam, bo lubię taki kręty tor – tu ukłony dla pokrętnego umysłu Pedrosa. To, że się zgubiłam z 17 razy było wyłącznie moją winą!

Jestem pod ogromnym wrażeniem poziomu zawodników – amatorów i Pro. Widzę ich co czwartek na treningach i zawsze patrzę z podziwem na ich umiejętności. No i bardzo, bardzo cieszę się, że na podium stanęły kobiety – klasa!

Ogólnie – było świetnie, bardzo miły dzień, dobra zabawa, okazja do poznania ludzi. No i możliwość sprawdzenia siebie, próba własnych umiejętności – dla mnie to ważne, bo przygodę z motocyklami zaczęłam późno życiu, grubo po trzydziestce, a na własnym motocyklu jeżdżę dopiero od połowy czerwca. W trakcie kursu w Honda Motorista patrzyłam na treningi i obiecałam sobie, że też będę gymkhanerką (jest w ogóle takie słowo?).  [jest 🙂 przyp. autora]

I chciałam jeszcze powiedzieć DZIĘKUJĘ!!! Przemkowi Budnickiemu za organizowanie treningów i Łukaszowi Rongersowi „Malinie” za wskazówki, porady i motywację do ćwiczeń.

Do zobaczenia na treningu!

Chojracka Ania Chojnacka, Warszawa, Honda CB 500
fot. Monika Pacyfka Tichy

Chojracka
Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona organizacją. Przygotować imprezę dla ponad 70 startujących a potem sprawnie ją jeszcze przeprowadzić to nie lada wyzwanie, któremu po raz kolejny podołali amatorzy. Były piękne, unikalne puchary i sporo nagród. Hmm amatorzy w organizacji zawodów Gymkhany radzą sobie naprawdę nie gorzej niż profesjonalna Honda albo firma eventowa 🙂 W Warszawie oprócz rekordowej liczby zawodników była również rekordowa liczba gapiów. To bardzo budujące bo o wiele lepiej jeździ się przy żywym dopingu. Dziękuję wszystkim którzy pół soboty stali w słońcu przy barierkach tylko po to, żeby popatrzeć na kilkudziesięciu świrów, co to tylko kręcą się w kółko. Cieszy mnie ogromnie fakt, że coraz więcej Pań bierze udział w tej zabawie. Miło jest popatrzeć na zacięte twarze niektórych mężczyzn, których objeżdża jakaś ładniutka blondyna. Gymkhana to wg mnie idealny sport motocyklowy właśnie dla kobiet – w porównaniu z innymi motocyklowymi dyscyplinami u nas jest wolno, statecznie i bezpiecznie 🙂 a jednak mimo wszystko wytwarza się adrenalina, chęć rywalizacji, wygranej, poprawienia swojego miejsca w szeregu zawodników. Warto też pamiętać, że udział kobiety w Gymkhanie znacznie poprawia jej notowania w mediach społecznościowych – organoleptycznie sprawdziłam i potwierdzam ten fenomen (warto sprawdzić czy ta zasada przełoży się na portale randkowe. Nagle ni stąd ni zowąd pojawiają się ludzie, którzy strasznie chcą mieć moją osobę wśród 500 innych wirtualnych znajomych. Zwykłej Pani z biura, którą w rzeczywistości jestem raczej by nie zaprosili.

 

Kurz po pełnej emocji warszawskiej rundzie jeszcze nie zdążył opaść, a już  motoFUNdacja pełną parą przygotowuje zawody w stolicy polskiej gymkhany – Szczecinie, które odbędą się za zaledwie półtora tygodnia, 20 września na torze kartingowym przy ul. Wojska Polskiego. Będzie się działo!

Najnowsze

Gosia Rdest gotowa do wyścigu w Brnie

Gosia Rdest w najbliższy weekend zaliczy występ w szóstej rudzie Volkswagen Castrol Cup na torze w czeskim Brnie.

Czeska runda VWCC to przedostatnie zawody Gosi Rdest w sezonie 2014. Po przesiadce z singleseaterów, zawodniczka zalicza właśnie pierwszy pełny sezon w samochodoach turystycznych. Po raz pierwszy będzie miała okazję pościgać się po Autodromie Brno, obiekcie, który gościł takie serie jak: WTCC, Formula 2 czy Moto GP. Nitka toru ma długość 5 403 metry i wytyczono na niej 15 zakrętów. Rekord okrążenia należy do Luca Filippiego, który w 2010 roku przejechał je w 1:43,260.

Gosia Rdest podczas Volkswagen Castrol Cup 2014.
fot. Volkswagen

Gosia Rdest:
Do Brna jadę z bojowym nastawieniem, gotowa do walki. Jest mi trochę smutno, bo to przedostatnia runda Volkswagen Castrol Cup w tym sezonie. Mam wrażenie, że przed chwilą byliśmy na Slovakiaringu na testach przed sezonem, a tu już niemal jego koniec! Nie mogę się doczekać ścigania w Brnie. Nie miałam okazji testować na tym torze, ale na on-boardach wygląda niesamowicie. Róźnice wzniesień na wyjściu z bardzo technicznych zakrętów będą uwidaczniały błędy popełniane przez kierowców. Poznawałam tor na symulatorze, konsultowałam się też z doświadczonymi zawodnikami, którzy mieli okazję się tu ścigać. Dwie półgodzinne sesje treningowe będą musiały wystaczyć na poznanie obiektu.

Harmonogram szóstej rundy Volkswagen Castrol Cup obejmuje dwa trzydziestominutowe treningi, które odbędą się w piątek. W sobotę, o 10:00 zostaną rozegrane 30-sto minutowe kwalifikacje, które zadecydują o polach startowych do sobotniego i niedzielnego wyścigu. Pierwszy wyścig zostanie rozegrany tego samego dnia, o 13:10, a drugi w niedzielę o 11:00. Podczas obu zawodów kierowcy pucharowych Golfów przejadą po 10 okrążeń.

Gosię Rdest wspierają: Castrol Polska, firmy  EMKA S.A. i  EMKA TRANS oraz Chrono Online – dystrybutor zegarków Epos.

Najnowsze

Wyniki i wypowiedzi zawodniczek po Rajdzie Wisły 2014

Wszystkie zawodniczki, które wystąpiły w 60. Rajdzie Wisły osiągnęły metę. Marta Momot i Gracjan Grela w swoim debiucie, zajęli najwyższy stopień podium!

Magda Lukas
fot. Marcin Hennek

Jedyna zawodniczka w cyklu RSMP – Magda Lukas, która wystąpiła u boku Wiesława Ingrama w mocnej, Subaru Imprezie STI, ukończyła pierwszy i drugi dzień rywalizacji na 1. miejscu w grupie Open. Jak załoga prezentowała się na odcinkach możemy zobaczyć na filmie:

Gracjan Grela i Marta Momot zajęli 1 miejsce w klasie 9RPP oraz 10 miejsce w klasyfikacji generalnej. Zawodnicy Automobilklubu Opolskiego podczas swojego debiutu w pucharze, nie popełnili większych błędów – stosując równą i regularną jazdę dotarli do mety osiągając dobry wynik:

– Rajd Wisły był dla nas ogromnym, nowym doświadczeniem. W RPP tempo na trasie znacznie wzrosło. Jak na nasz debiut – świetnie sobie poradziliśmy z dużo dłuższymi trasami, a wynik dość mocno nas zaskoczył! Startując w tym rajdzie stawialiśmy na doświadczenie, a wynik był drugorzędną sprawą. Znamy już swoje możliwości i możliwości samochodu, więc w przyszłości na pewno będziemy zwiększać nasze tempo na odcinkach. Nie miałam jakiś szczególnych problemów, których przed startem się obawiałam. Dziękuję za współpracę Gracjanowi Grela i chłopakom z zespołu i wszystkim naszym kibicom! Atmosfera była wyborowa! – wspomina z uśmiechem Marta.

Barbara Gosztyła
fot. Anna Włosińska

Na 24. miejscu klasyfikacji generalnej i 4. w klasie metę osiągnęła załoga Opla Astry – Przemysław i Barbara Gosztyła. Rajd i powrót na odcinki nie był dla nich łatwy:

– Zgodnie z oczekiwaniami tegoroczny Rajd Wisły był trudny. Bardzo szybkie sekcje, połączone z zakrętami na spadaniu – wymuszały szybkie zmiany tempa. Nasz plan minimum został osiągnięty, bardzo dziękuję wszystkim za trzymanie kciuków (śmiech). Dotarliśmy bez większych przeszkód do mety, choć już po pierwszym odcinku stało to pod sporym znakiem zapytania. Najprawdopodobniej na początku drugiego odcinka wyrwało nam gniazdo tylnego amortyzatora, w związku z czym samochód zachowywał się nieco nieprzewidywalnie. Drugi i trzeci odcinek byliśmy zatem zmuszeni pokonać „na pół gwizdka”, co poskutkowało sporą stratą czasu. Na szczęście koledzy z sąsiedniego serwisu w tempie iście ekspresowym usunęli uszkodzenie – bardzo dziękujemy! Druga pętla przebiegła bez większych niespodzianek, poza dwukrotnym zwiedzaniem terenu na piątym oesie, no ale nie my jedni (śmiech). Na metę dotarliśmy na czwartym miejscu w klasie. Na pewno odczuliśmy przerwę, powypadkowy brak pewności i brak treningów oraz na nowo musimy popracować nad tempem jazdy i nad opisem – ale mimo wszystko udział w rajdzie sprawił nam ogromną frajdę, wróciliśmy do tego co kochamy i już planujemy kolejne starty! Na pewno chcemy pojawić się na trzecioligowym Rajdzie Jastrzębskim oraz klasycznie, jak co roku – na Rajdzie Barbórki Cieszyńskiej- podsumowuje Basia.

Wioletta Bajda
fot. Marcin Hennek

Na najniższy stopień podium klasy 9RPP załapała się jeszcze jedna kobieta – Wioletta Bajda, która towarzyszyła mężowi Grzegorzowi:

– Rajd Wisły to drugi nasz start w RPP i tym razem cel, czyli meta – również został osiągnięty! Był też puchar za 3 miejsce w naszej klasie 9RPP. Jesteśmy bardzo zadowoleni! Trasy oceniam jako bardzo ciekawe i na pewno nie łatwe – z prawego siedzenia powiem, że było co dyktować! (śmiech) Rajd wspaniały, okoliczności przyrody wspaniałe, finisz wspaniały – byle do następnego startu! – podsumowuje Wioletta.

Klaudia Temple
fot. Marcin Hennek

Tuż za Wiolettą na metę wjechała Klaudia Temple, która prowadziła Hondę Civic, a dyktował jej Michał Poradzisz. Zawodniczka liczyła na lepszy wynik:

– 60 Rajd Wisły okazał się dla nas nie do końca udany. Jesteśmy szczęśliwi, że udało się nam być mecie, tego trudnego rajdu, mogło być jednak… znacznie lepiej. Przed ostatnim odcinkiem zajmowaliśmy z Michałem 2. miejsce w klasie 9, popełniłam jednak błąd i przestrzeliłam skrzyżowanie. Spaliśmy na 4 miejsce w klasie. Dziękuję wszystkim którzy pomogli mi przy tym starcie! Do zobaczenia na Rajdzie Nadwiślańskim – mówi Klaudia.

Aneta Marcol
fot. Marcin Hennek

A na 30. miejscu w klasyfikacji generalnej i 9. w klasie 5RPP metę osiągnęła, powracająca po macierzyńskiej przerwie Aneta Marcol, u boku Rafała Kulki w Renault Clio R3:

– Cel na „Wiśle” zrealizowany w 100 procentach, ponieważ zobaczyłam metę na placu Hoffa. Podróżowaliśmy beż zbędnych przygód, z jedna „ciepłą” sytuacją, którą udało się opanować. Mam nadzieję, że jeszcze w tym roku zawitam na odcinkach specjalnych. Do zobaczenia! – mówił po rajdzie Aneta.

Po zakończonym rajdzie zawodnicy już szykują się do kolejnego, ponieważ jeszcze we wrześniu rozegra się kolejna runda RSMP i RPP – Rajd Nadwiślański. Rywalizacja z bazą w Puławach rozegra się w dniach 26-28 września.

Najnowsze

Nowa Honda VFR800X Crossrunner 2015

Honda Motor Europe ujawniła pierwsze informacje na temat nowej wersji modelu Honda VFR800X Crossrunner na rok 2015.

Crossrunner 2015 ma zmodyfikowany czterycylindrowy, widlasty silnik o pojemności 800 cm3, legitymuje się teraz większą mocą maksymalną i wyższą wartością momentu obrotowego w średnim zakresie obrotów. Nowy model otrzymał także bardziej agresywny wygląd, większy skok zawieszenia oraz nowe koła i hamulce. Innymi ciekawymi dodatkami są m.in. układy S-TCS i ABS, światła w technologii LED, automatycznie wyłączające się kierunkowskazy oraz podgrzewane manetki kierownicy dostępne jako wyposażenie standardowe.

Pierwszy Crossrunner trafił do sprzedaży w 2011 roku jako połączenie słynnego silnika Hondy, V4 o pojemności 800 cm3 oraz wyprostowanej, typowo miejskiej pozycji za kierownicą. Honda VFR800X Crossrunner na rok 2015 idzie jeszcze dalej w tym kierunku – ma bardziej agresywną pozycję za kierownicą i jeszcze ostrzejszy wygląd.

Honda VFR800X Crossrunner 2015
fot. Honda

Sercem maszyny pozostaje 16-zaworowy silnik VTEC 90° V4 DOHC, który ma zapewniać wyższe wartości momentu obrotowego przy niskich i średnich obrotach, a to ma się przekładać na płynną i natychmiastową reakcję na ruchy przepustnicą w każdej sytuacji. Jednostka generuje także wyższą moc maksymalną, wynoszącą teraz 106 KM przy 10 250 obr/min.

Aluminiowa rama 2-belkowa otrzymała lżejszą, zmodyfikowaną ramę pomocniczą oraz nowy, aluminiowy wahacz, kolejną cechę szczególną VFR. Skok zawieszenia został zwiększony do 25 mm z przodu oraz 23 mm z tyłu. ABS dostępny jest w standardzie. Przednie koło o średnicy siedemnastu cali, wykonane z odlewu aluminiowego, współpracuje z dwoma tarczami hamulcowymi o średnicy 310 mm i radialnym hamulcem z czterema zaciskami. Opony także mają sportowy charakter. Przednia ma szerokość 120, a tylna 180 mm.

Honda VFR800X Crossrunner 2015
fot. Honda

Kierowca otrzymuje teraz do swojej dyspozycji układ kontroli momentu obrotowego Selectable Torque Control System (S-TCS) znany z modelu Crosstourer. Dostępne są dwa poziomy regulacji (oraz możliwość wyłączenia systemu), dzięki którym układ wyczuwa zmniejszającą się trakcję tylnego koła i ogranicza moment obrotowy, pozwalając oponie na odzyskanie przyczepności. Kierowca może również regulować wysokość siedzenia w dwóch poziomach, a pięciostopniowa regulacja podgrzewania manetek kierownicy oraz automatycznie wyłączające się kierunkowskazy są dostępne jako wyposażenie standardowe. Całości dopełniają światła w technologii LED.

Najnowsze