Opel Insignia GSi – premiera w Polsce

Krajowa premiera Opla Insignii GSi odbędzie się tuż po niedawnym światowym debiucie tego modelu na Salonie Motoryzacyjnym IAA we Frankfurcie. Polacy będą mogli się zapoznać z autem już w środę 22 listopada na IX Ogólnopolskich Targach Motoryzacyjnych i Biznesowych Fleet Market 2017, odbywających się na terenie hal EXPO XXI w Warszawie.

Po wprowadzeniu w tym roku na polski rynek kolejnych wersji swojego flagowego modelu Opel nie zwalnia tempa. Nowa Insignia to jeden z kluczowych aut w gamie marki, a odmiana GSi uchodzi za sportową i jest dedykowana kierowcom, którzy oczekują od auta czegoś specjalnego. Przyjmowanie zamówień rozpocznie się jeszcze w listopadzie.

Insignia GSi kontynuuje długą tradycję sportowych Opli z oznaczeniem GSi. Jako pierwsze emocji dostarczyły modele Manta GSi i Kadett GSi (115 KM z 1,8 litra pojemności) w 1984 roku. Już cztery lata później 2‑litrowy 16‑zaworowy silnik DOHC w modelu Kadett 2.0 GSi 16V generował moc 150 KM. Ten sam silnik trafił też do pierwszej Astry, a w 1993 roku pojawiła się alternatywa w postaci 125‑konnej Astry 1.8 GSi. Różne generacje modelu Corsa także były oferowane w odmianie GSi, począwszy od Corsy A (1988 r.) ze 100‑konnym silnikiem, która dziś jest poszukiwanym klasykiem. Ostatnią (jak na razie!) była Corsa D wprowadzona w sierpniu 2012 roku. 

Nowy model jest napędzany turbodoładowanym silnikiem benzynowym. 2‑litrowa jednostka rozwija moc 260 KM i maksymalny moment obrotowy 400 Nm. Czterocylindrowy silnik współpracuje z nową, ośmiobiegową przekładnią automatyczną. Biegi można zmieniać także za pomocą manetek przy kierownicy, a w automatycznych trybach Standard i Sport kierowca może nawet określić punkty zmiany przełożeń. Oprócz 2‑litrowego silnika benzynowego w GSi będzie oferowany także nowy mocny silnik wysokoprężny.

Samochód jest wyposażony w sportowe zawieszenie, opony Michelin Pilot Sport 4 S na 20‑calowych kołach, potężne hamulce Brembo z czterotłoczkowymi zaciskami, napęd na wszystkie koła z wektorowaniem momentu obrotowego. Konwencjonalny mechanizm różnicowy tylnej osi zastąpiono dwoma sprzęgłami, które umożliwiają indywidualne zwiększenie prędkości każdego z tylnych kół w ułamku sekundy, w zależności od warunków jazdy.

Z zewnątrz auto wyróżniają duże, chromowane wloty powietrza z przodu i zgrabny spojler, a wewnątrz – skórzane, zintegrowane sportowe fotele (skonstruowane specjalnie na potrzeby wersji GSi), sportowa kierownica obszyta skórą i aluminiowe pedały.

Na stoisku firmy Opel w hali głównej będzie można zapoznać się również z pozostałymi tegorocznymi nowościami marki. Z pewnością dużym zainteresowaniem odwiedzających będą się także cieszyć, od niedawna dostępne na polskim rynku, pozostałe wersje nowej Insignii – Grand Sport oraz Sports Tourer. Opel zadbał też o atrakcje dla fanów modnych crossoverów, którzy będą mogli zobaczyć dwie najnowsze propozycje marki w tym segmencie rynku, czyli miejskiego Crosslanda X oraz kompaktowego SUV-a Grandlanda X. Odbędzie się także polska premiera luksusowego minibusa Opla – modelu Vivaro Tourer.

Najnowsze

Rozładowany akumulator samochodowy – powody i profilaktyka

Akumulator jest jednym z kluczowych elementów samochodu. Wielu ekspertów porównuje go nawet do serca w ciele człowieka, gdyż jego nieprawidłowe funkcjonowanie skutecznie unieruchamia samochód, o czym wielu kierowców boleśnie przekonuje się zwłaszcza w sezonie zimowym.

Trzeba podkreślić, że awarie akumulatora mogą zdarzyć się o każdej porze roku, a przyczyny jego niewłaściwej pracy powinny zostać dokładnie sprawdzone, najlepiej w wyspecjalizowanych warsztatach. Wbrew powszechnym opiniom problemy z akumulatorem nie dotyczą tylko starych baterii. Co prawda regułą jest, że im starszy egzemplarz, tym szybciej i łatwiej się rozładuje, jednak częste rozładowanie może dotyczyć wszystkich baterii. O cyklu życia współczesnego akumulatora decyduje bardzo wielu parametrów, jak np. model auta, jego wyposażenie, a także warunki eksploatacji.

Powody rozkładowania akumulatora
Najbardziej prozaicznym powodem rozładowania akumulatora jest pozostawienie na kilka godzin włączonych odbiorników prądu w samochodzie na postoju, np. świateł zewnętrznych czy tych we wnętrzu pojazdu. Nie dotyczy to nowszych modeli aut, gdzie światła najczęściej wyłączają się automatycznie lub przypomina o tym kierowcy sygnał dźwiękowy. Do rozładowania akumulatora mogą się też przyczynić, np. urządzenia podtrzymujące pamięć sterowników, zasilanie systemu alarmowego, radio, wzmacniacz i inne sprzęty grające, które pobierają prąd na postoju. Przyczyną ich „apetytu” na energię akumulatora może być nie tylko niefachowy montaż, lecz także jakość samych urządzeń. Duże zapotrzebowanie na prąd na postoju zawsze skutkuje przyspieszonym zużyciem akumulatora, a lekceważenie pierwszych objawów jego niesprawności ma duży wpływ na skrócenie jego przydatności do eksploatacji.

Niekorzystna dla działania i długości życia akumulatora jest duża zmiana temperatury, zwłaszcza w okresie zimowym. Podczas jazdy na krótkich dystansach w mroźne dni spada sprawność akumulatora, który musi wygospodarować więcej energii na uruchomienie silnika. Jeśli dodamy do tego dodatkowe „pożeracze prądu” w postaci m.in.: dmuchawy wentylacji wnętrza, układu ogrzewania tylnej szyby, lusterek czy funkcję podgrzewania foteli, bez których w czasie ujemnych temperatur kierowcom coraz trudniej się obyć, tym mniej prądu zostaje akumulatorowi do ładowania. W skrajnych przypadkach może zdarzyć się sytuacja, w której chwilowy pobór prądu jest większy od wydajności alternatora, co jest bardzo niebezpieczna dla baterii, która z dnia na dzień staję się coraz słabsza. W czasie niskich temperatur spada również temperatura elektrolitu, rośnie jego gęstość, wytrącają się kryształy ołowiu z roztworu, które następnie osadzają się na płytach. Prowadzi to do zasiarczenia. Równie niekorzystne dla kondycji akumulatora są wysokie temperatury, przekraczające 30°C, które powodują niemal dwukrotne zwiększenie częstotliwości pożądanego doładowywania baterii w stosunku do temperatur oscylujących w granicach 20°C.

Nie wszyscy kierowcy zdają sobie sprawę, że poza akumulatorem w aucie występuje system urządzeń, które razem odpowiadają za dostarczanie prądu do wszystkich odbiorników i dbanie o to, by uzupełnić jego zapas. Troska o ich stan jest równie ważne, co o kondycję baterii. Nie można zatem lekceważyć zarówno palącej się czerwonej lampki akumulatora na desce rozdzielczej, jak i piszczącego paska klinowego lub wielorowkowego. Świecąca się kontrolka świadczy o awarii alternatora, natomiast piszczący pasek o nieprawidłowym jego naciągnięciu, co w konsekwencji może doprowadzić do niedoładowania akumulatora. Bateria nie lubi też przeładowania, o czym może świadczyć ciemnobrązowy lub czarny kolor na spodzie korków odgazowania.

Profilaktyka to podstawa dłuższego życia akumulatora
Jedną z najprostszych, a zarazem najważniejszych czynności związanych z odpowiednią i długotrwałą eksploatacją baterii, jest regularne sprawdzanie napięcia, chociażby za pomocą podstawowego miernika. Prawidłowe napięcie mierzone na końcówkach biegunów akumulatora przy wyłączonym silniku powinno wynosić powyżej 12,5 V, a przy uruchomionym pojeździe i włączonych odbiornikach – niezależnie od obrotów silnika – powinno oscylować w granicach od 13,9 do 14,5 V.

Kiedy samochód jest w ciągłym użyciu należy co jakiś czas kontrolować poziom elektrolitu, jeżeli jest go zbyt mało należy dolać wody destylowanej tak, by w każdej celi było powyżej 1,5 cm nad płytką. Oczywiście nie dotyczy to akumulatorów żelowych oraz bezobsługowych. W warunkach niskich temperatur i wilgotności warto też zadbać o dobry styk na klemach. Najlepiej co 6 miesięcy odpiąć akumulator i go przeczyść, np. przy pomocy papieru ściernego o ziarnie 180–300 lub specjalnej szczotki, którą można kupić w sklepach motoryzacyjnych. Pozwoli to uniknąć zaśniedzenia oraz innych zanieczyszczeń. Dobrą praktyką jest też zabezpieczenie zacisków za pomocą wazeliny technicznej. Pamiętajmy, by po czyszczeniu solidnie dokręcić klemę. Istotny jest też prawidłowy montaż baterii. Montując akumulator kierowcy powinni zwrócić uwagę na umiejscowienie biegunów plus i minus względem przewodów w samochodzie.

Co ciekawe, długość życia akumulatora może determinować już sama decyzja o jego zakupie. Jeżeli zamontujemy baterię o większej pojemności, może być stale niedoładowana, z kolei za słaba nie sprawdzi się w ogóle. Do silnika benzynowego potrzebujemy akumulatora o pojemności 40–60 Ah i ok. 400 A prądu rozruchowego, a do diesla o pojemności 70–80 Ah i ok. 600–740 A prądu rozruchowego. Wielu kierowców staje przed dylematem jaki akumulator wybrać. Jeśli mamy wątpliwości warto sprawdzić zalecenia producenta auta, a najlepiej i najbezpieczniej – skorzystać z porad fachowca.

W dobie samochodów z coraz bardziej skomplikowaną instalacją elektryczną, której centralnym systemem jest akumulator, nie powinniśmy podejmować się demontażu czy diagnozy baterii samodzielnie. Przykładowo w samochodach z systemem ‘start-stop’, po wyjęciu baterii jest wymagane podtrzymanie napięcia, aby nie rozkodować całego systemu. W warunkach domowych jest to trudne do zrealizowania. Poza tym do tego typu aut nie można montować dowolnego akumulatora. Zdarzają się też przypadki, że wraz z wymianą baterii trzeba ponownie zakodować system. Dlatego zalecamy, aby rozwiązania problemu z akumulatorem szukać w wyspecjalizowanych warsztatach, które przy użyciu specjalnego sprzętu zdiagnozują przyczyny naszych problemów z ładowaniem auta.

Źródło: Premio Opony-Autoserwis

Najnowsze

Polaku Nie Jedź Na Zderzaku – nowa kampania społeczna

Pod takim hasłem ruszyła nowa kampania społeczna, która ma zwrócić uwagę kierowców na utrzymanie bezpiecznej odległości między pojazdami oraz zebrać pomysły na rozwiązanie problemu jazdy na tzw. ogonie.

Kodeks Drogowy (art. 19.2) nakazuje kierującemu utrzymywać odstęp niezbędny do uniknięcia zderzenia w razie hamowania lub zatrzymania się poprzedzającego pojazdu. Jednak w praktyce osoba jeżdżąca na zderzaku pozostaje w Polsce bezkarna dopóki nie dojdzie do kolizji! Według statystyk Policji w 2016 roku zbyt mały odstęp między autami był powodem co piątego wypadku na polskich autostradach, a niebezpieczna odległość między autami przyczyniła się do ponad 2500 wypadków, w których śmierć poniosło 51 osób.

Kampania Polaku Nie Jedź Na Zderzaku ma nagłośnić ten często spotykany problem i poprzez konkurs z nagrodami zebrać pomysły na jego rozwiązanie. Na stronie nazderzaku.pl poza działem poradnikowym możemy zamówić bezpłatną wlepkę na zderzak lub sprawdzić refleks. Poznamy nie tylko własny czas reakcji za kółkiem, ale również odległość jaką pokonamy od momentu zauważenia przeszkody do naciśnięcia pedału hamulca, co działa na wyobraźnię.

– Nasze testy hamowania pokazują, że dobrej jakości klocki i tarcze hamulcowe potrafią skrócić drogę hamowania z prędkości 110 km/h nawet o ponad 40 metrów. Jednak perfekcyjnie hamujący samochód nie zwalnia z obowiązku myślenia na drodze. Jazda na zderzaku jest zawsze niebezpieczna. Nawet osoba z bardzo dobrym refleksem, zanim przy prędkości 100 km/h naciśnie hamulec, zbliży się o kilkanaście metrów do przeszkody. Przy jeździe na zderzaku szanse na uniknięcie kolizji są więc niewielkie – mówi Marcin Sochaczewski z Federal-Mogul Motorparts.

Eksperci ds. bezpieczeństwa w ruchu drogowym podkreślają, że utrzymanie odpowiedniej odległości nie jest regułą uniwersalną, bo zależy od prędkości, warunków drogowych, widoczności, opon i innych zmiennych. Czym się zatem kierować?

– Jest kilka uniwersalnych zasad, które pozwalają określić bezpieczną odległość. Jedna z nich to reguła minimum 2 sekund. Jeżeli samochód jadący przed nami mija charakterystyczny punkt przy drodze – to może być drzewo lub latarnia – nasz przedni zderzak ma znaleźć się w tym samym punkcie po minimum 2 sekundach – mówi Kuba Bielak, ekspert motoryzacyjny i ambasador kampanii.

Kampania Polaku Nie Jedź Na Zderzaku potrwa do lutego. W styczniu organizator zaprezentuje pomysły polskich kierowców na rozwiązanie problemu jazdy w zbyt bliskiej odległości. Autorzy najciekawszych propozycji w nagrodę otrzymają zaproszenie na kurs doskonalenia techniki jazdy, klocki hamulcowe oraz wycieraczki.

Najnowsze

Samochody przyszłości – czym będą jeździć Polacy za 10 lat?

Jednym z dominujących trendów w motoryzacji jest pojawienie się na ulicach pojazdów autonomicznych. Na świecie sprzedaje się też coraz więcej samochodów elektrycznych. Czy takie nowości mają szansę zdobyć popularność nad Wisłą?

Niemal wszyscy najważniejsi producenci samochodów zapowiadają, że samochody bezzałogowe pojawią się w ich ofercie w ciągu najbliższych 10 lat. Wśród firm pracujących nad takimi rozwiązaniami znajduje się m.in. Tesla, która deklaruje, że technologia pozwalająca na przekazanie pełnej kontroli nad pojazdem systemom nawigacyjnym będzie gotowa już w przyszłym roku. Z kolei Nissan zamierza oddać do użytku pierwsze w pełni autonomiczne samochody w roku 2020. W tym samym czasie Toyota i Honda planują wprowadzić do sprzedaży pojazdy, które będą samodzielnie radziły sobie na autostradach, a więc w relatywnie prostych warunkach drogowych. Kierowcy aut marki Peugeot i Citroen będą mogli oddać kontrolę nad stojącym w korku pojazdem już w przyszłym roku, z kolei Kia zapowiada sprzedaż pierwszych samochodów autonomicznych dopiero na rok 2030.

– W przypadku samochodów autonomicznych problemem nie jest brak niezbędnej technologii – ta może się rzeczywiście odpowiednio rozwinąć w ciągu najbliższych dziesięciu lat, w miarę jak poszczególni producenci będą pracować nad coraz bardziej zaawansowanymi rozwiązaniami. Zdecydowanie większe wyzwanie stanowi dostosowanie obowiązującego prawa do nowej formy prowadzenia samochodu. Przykładowo: jeśli zdarzy się wypadek z udziałem autonomicznego auta, kto jest winny? Kierowca? Czy może producent pojazdu? – mówi Marcin Kłoda, VP Embedded Software Engineering z intive.

Zwraca się również uwagę na sporą liczbę wyzwań, z jakimi będą musiały sobie poradzić samochody bezzałogowe, związanych przede wszystkim z funkcjonowaniem w zmiennym, nieprzewidywalnym środowisku ruchu drogowego. Indyjski producent samochodów Tata otwarcie przyznaje, że nie zamierza inwestować w autonomię z powodu panującego w Indiach swobodnego podejścia do zasad panujących na drodze. Chaotyczne ulice mogą stanowić zbyt twardy orzech do zgryzienia dla algorytmów sterujących bezzałogowym pojazdem.

– Nawet w Niemczech, czyli ojczyźnie największych marek motoryzacyjnych, nowe przepisy, które pozwalają na legalne poruszanie się pojazdów autonomicznych po drogach publicznych, zostały zatwierdzone dopiero w maju tego roku. Na ich wprowadzenie w życie będzie trzeba poczekać prawdopodobnie do 2019 roku. Prawodawcy szalenie ostrożnie podchodzą do wszystkiego, co może stanowić potencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa. Moim zdaniem w ciągu dziesięciu najbliższych lat samochody autonomiczne rzeczywiście mają szansę stać się powszechne, ale wyłącznie w ścisłych centrach dużych zachodnich miast – przewiduje Marcin Kłoda.

Polsko-niemiecki intive ma bogate doświadczenie w branży automotive. Firma wykonała m.in. aplikację mobilną My Guide dla Volkswagena, będącą kompletnie zintegrowanym z samochodem systemem nawigacyjnym. intive opracował również rozwiązanie z zakresu bezpieczeństwa kierowców, czyli specjalny system, który dzięki analizie twarzy i pozycji głowy chroni przed zaśnięciem za kierownicą. Firma ma także na koncie projekty realizowane wspólnie z Audi, a ostatnio zainwestowała w niemiecką firmę iNTENCE, europejskiego lidera w rozwoju wbudowanego oprogramowania samochodowego.

Ważnym elementem motoryzacyjnej przyszłości jest niewątpliwie kwestia zasilania – na zachodzie coraz popularniejsze są samochody elektryczne. Według danych European Automobile Manufacturers Association (ACEA), w całym 2016 r. w Unii Europejskiej zarejestrowano 155,2 tys. aut z napędem elektrycznym. Do tego w ubiegłym roku w UE zarejestrowano 278,5 tys. hybryd (HEV), czyli o 27,3 proc. więcej niż w roku 2015. Czy tego typu pojazdy mają szansę stać się popularne również w Polsce?

–  Moim zdaniem musi minąć całe pokolenie zanim w Polsce na dobre zadomowią się samochody elektryczne. Podstawowym wyzwaniem jest budowa odpowiedniej liczby stanowisk ładujących tak, aby każdy użytkownik mógł bez problemu uzupełniać poziom energii w swoim samochodzie. Pamiętajmy również o tym, że nie wszyscy kierowcy są gotowi na rezygnację z dźwięku silnika spalinowego i innych wrażeń, które zapewniają tradycyjne auta. Aby zmienić nasze przyzwyczajenia są potrzebne mocne argumenty, a tych póki co brakuje – ocenia Kłoda.

Słowa eksperta potwierdzają statystyki. W 2016 r. zarejestrowano w Polsce jedynie 556 aut elektrycznych. Dla porównania, we Francji nabywców znalazło prawie 30 tysięcy pojazdów. Powolny wzrost sprzedaży samochodów zasilanych prądem można porównać do ewolucji, jaką mają za sobą telefony komórkowe. Przed unifikacją mieliśmy kilka różnych rodzajów ładowarek dopasowanych do konkretnego modelu telefonu. Z podobną sytuacją mamy do czynienie dziś w przypadku samochodów elektrycznych – wybierając model, musimy martwić się o dostępność odpowiednich stacji ładujących. Minie jeszcze wiele lat zanim infrastruktura rozwinie się na tyle, aby można było bez takich obaw inwestować w auta na prąd. Znacznie szybciej będzie wzrastać popularność samochodów z napędem hybrydowym.

Zdaniem eksperta intive musi minąć znacznie więcej niż 10 lat, zanim ulice polskich miast zapełnią się autonomicznymi pojazdami napędzanymi prądem. To, co jest dużo bardziej prawdopodobne, to dynamiczny rozwój rozmaitych systemów wspomagania kierowcy związany z technologią connected car. Według Business Insider, za cztery lata na świecie będzie aż 380 mln pojazdów na stałe podłączonych do internetu. Dla porównania, w 2015 r. było ich jedynie 36 mln.

– Technologia connected car daje mnóstwo nowych możliwości. Coraz inteligentniejsze systemy nawigacyjne, opcja połączenia samochodu ze smart home lub z miejską infrastrukturą, a nawet stałe monitorowanie poziomu stresu kierowcy – to tylko ułamek rozwiązań, które będą coraz popularniejsze w sprzedawanych w Polsce samochodach. Na popularyzację bardziej zaawansowanych rozwiązań przyjdzie nam znacznie dłużej poczekać – mówi Marcin Kłoda.

Źródło: intive

Najnowsze

Maluch jedzie do Toma Hanksa!

Maluch, który stał się ulubieńcem hollywoodzkiej gwiazdy, rusza w swoją najważniejszą podróż z Bielska-Białej do swojego nowego właściciela, do Los Angeles w USA!

Podróż będzie podzielona na etapy. W poniedziałek, 20 listopada, odbędzie się serdeczne pożegnanie z autkiem bielszczan i miłośników Maluchów. Zapraszamy na godzinę 12:00 przed Gemini Park Bielsko-Biała. Około 12:20 Monika Jaskólska, inicjatorka i organizatorka akcji „Bielsko-Biała dla Toma Hanksa”, wyjedzie niepowtarzalnym Fiatem sprzed Gemini Park Bielsko-Biała. Tuż za nią Rafał Sonik w swoim egzemplarzu kultowego Malucha. Razem udadzą się do rogatek miasta – do firmy Carlex Design, która zaprojektowała i wykonała wnętrze unikalnego egzemplarza Fiata 126p. Tam na auto dla amerykańskiego aktora będzie już czekać firma jadezabiore.pl, która przetransportuje Malucha do Warszawy.

Od następnego dnia aż do czwartku 23 listopada Lotnisko Chopina będzie gościło Fiata dla Toma Hanksa w ogólnodostępnej hali odlotów, w strefie check-in Polskich Linii Lotniczych LOT. Maluszek promować będzie akcję pomocy dla Szpitala Pediatrycznego w Bielsku-Białej „Nie wypada nie pomagać” a dzięki skarbonce umieszczonej na przyczepce do Malucha, gromadził będzie dodatkowe środki na ten charytatywny cel.

Ostatni etap podróży Fiacika przewidziany jest na 27 listopada. Dzięki współpracy z Polskimi Liniami Lotniczymi LOT, które od kwietnia latają bezpośrednio do Miasta Aniołów w Kalifornii, Maluszek pokona ponad 10 tysięcy kilometrów, na pokładzie najnowocześniejszego samolotu świata Boeinga 787 Dreamliner, na trasie Warszawa – Los Angeles.

Podróż Fiata 126p rozpoczęła się niepozornie, lecz z biegiem czasu i kilometrów nabrała rozmachu i pewności, jakiej pozazdrościłby niejeden krążownik szos. Dla przypomnienia: „Wszystko zaczęło się od zdjęcia Toma Hanksa z maluchem, który podczas nagrywania filmu „Inferno” w Budapeszcie natrafił na zlot tych małych autek. Co jakiś czas wpadał na Fiata 126p i tak mu się spodobały, że zrobił sobie z nimi zdjęcia i umieścił na portalu społecznościowym, chwaląc się „swoim nowym samochodem”. Nie miałam pewności, czy on z tych maluchów żartuje, czy naprawdę mu się podobają, ale postanowiłam że jako bielszczanka, kupię egzemplarz Fiata 126p i mu wyślę wraz z opowieścią o tym: ile znaczy dla mojego kraju – Polski i dla historii mojego miasta – Bielska-Białej. Żeby zrozumiał, że Maluch, który dziś wzbudza uśmiech i powoduje nostalgię, przed upadkiem komunizmu w Polsce w 1989 r. był obiektem marzeń większości mieszkańców. Maluch to także część historii Bielska-Białej. Przez prawie 30 lat samochody Fiat 126 p były produkowane właśnie w bielskiej fabryce. Poza tym moje miasto, to miasto dzielnych ludzi. Twórczych i kreatywnych. Dobrze, żeby Tom o tym wiedział. Może się w nim zakocha i pojedzie Maluchem na rozdanie Oscarów?” – mówi pomysłodawczyni przedsięwzięcia Monika Jaskólska bielszczanka, która od kilku lat organizuje też akcję „Nie wypada nie pomagać” na rzecz Szpitala Pediatrycznego w Bielsku-Białej, prywatnie matka trójki dzieci i właścicielka marki J. Fryderyk.

Z pomocą finansową przybył Rafał Sonik – pierwszy i jedyny Polak, który wygrał Rajd Dakar w klasyfikacji indywidualnej, polski przedsiębiorca i filantrop z Krakowa. To on zakupił auto dla Toma Hanksa. Dzięki temu pieniądze mieszkańców Bielska, które pierwotnie były zbierane na zakup Malucha, zostały w całości przekazane na akcję „Nie wypada nie pomagać”. Zakupiony przez Rafała Sonika Fiat 126p w kolorze turkusowym przyjechał z Suwałk do Bielska-Białej w lutym 2017.

Ponad 30-letni Maluch wymagał renowacji. W proces odnowy Fiata 126p dla amerykańskiego aktora zaangażowały się bielskie firmy oraz samo miasto Bielsko-Biała. Przez kilka miesięcy firma BB Odltimer Garage – specjalizująca się w odnawianiu starych zabytkowych samochodów – odnawiała karoserię Malucha. Rekonstrukcją silnika z układem przeniesienia napędu zajęła się firma P.M. Motors przy udziale Centrum Sprzedaży FCA Poland. Z kolei firma Carlex Design – zaprojektowała i wykonała piękne wnętrze Malucha inspirowane kolorystyką logotypu miasta Bielsko-Biała. Zadbała także o detale nawiązujące do pasji Toma Hanksa – maszyn do pisania.

Po kilku miesiącach pracy wielu osób, partnerów i sponsorów, w dniu 61. urodzin Toma Hanksa Biały, Bielsko-Biały! został odsłonięty, przez Monikę Jaskólską i Rafała Sonika przed Centrum Handlowym Gemini Park w Bielsku-Białej. Jasnozielone wnętrze, spersonalizowane elementy, skórzana tapicerka. Specjalnie dobrany biały lakier, który będzie efektownie prezentował się w kalifornijskim słońcu, przyciski i przełączniki inspirowane maszyną do pisania oraz pokryte srebrem, ręcznie wykonane drewniane elementy, wreszcie wiele motywów nawiązujących do kolorystyki Bielska-Białej. Taki świeżo odrestaurowany Maluszek podróżował wraz ze świnką skarbonką po Polsce i w każde miejsce transportowany przez firmę jadzabiorę.pl.

W październiku autko przechodziło ostatnie poprawki, by dzisiaj – dzięki uprzejmości Lotniska Chopina w Warszawie i LOT – można go było oglądać przed podróżą do Los Angeles i dorzucić się do akcji „Nie wypada nie pomagać”.

Więcej informacji o akcji znajduje się na fan page’u na Facebooku „Bielsko-Biała dla Toma Hanksa”
https://www.facebook.com/Bielsko-Bia%C5%82a-dla-Toma-Hanksa-1733378546980494/

Najnowsze