Opel Combo Life – pierwsza jazda

Combo Life to wersja osobowa popularnego dostawczaka, który nadwoziem nawiązuje do stylizacji karoserii innych modeli Opla. Jak się prowadzi w odmłodzonej odsłonie?

Masywny grill z chromowaną listwą, mocne przetłoczenia na nadwoziu oraz charakterystyczne światła LED – z daleka nie ma szans się pomylić: Opel wraca z piątą już generacją Combo. To samochód klasyfikowany do segmentu kombivanów, którego wprowadzono do sprzedaży w Europie od początku czerwca. Sprawdzamy, czy w tym wypadku mariaż z PSA wyszedł Oplowi na dobre.

Ale najpierw nieco historii. Pierwsza generacja modelu Combo pojawiła się ponad trzydzieści lat temu – bazowała na modelu Kadett. Kolejne generacje korzystały z platformy Corsy. Sytuacja zmieniła się przy projektowaniu czwartej generacji tego samochodu: płytę podłogową Combo dzieli z Fiatem Doblo. Przy okazji piątej generacji mamy też pewną nowość. Otóż inżynierowie z Russelsheim najpierw usiedli do projektu wersji osobowej modelu, na bazie której stworzono odmianę dostawczą – Cargo. Całość osadzono na platformie, którą Combo dzieli z modelami koncernu PSA: Citroenem Berlingo i Peugeotem Partnerem.

Opel Combo Life - ujęcie z otwartymi drzwiami

Mimo że konstrukcja kombivanów nie pozwala na odrobinę szaleństwa w designie auta, to nowe Combo Life nie wygląda ani topornie, ani urodziwie. To kompromis między tym co praktyczne i estetyczne.

Topornie czy użytecznie?
Zasiadam za kierownicą. Zastaję za nią żywcem wyjęte zegary z modelu Grandland X – i świetnie, bo są ładne. Deska rozdzielcza została zaprojektowana bez zbędnych przycisków, można to określić wręcz minimalizmem. Mi to pasuje. Szybko odnajduje się w poszczególnych przełącznikach i funkcjach komputera pokładowego. Dookoła mnie zamontowano materiały nieco tańsze niż te, które zastajemy w standardowych osobówkach, choć nic tu nie trzeszczy, nie skrzypi i jest doskonale spasowane. Cóż, nie jeździ się zwykle z dłońmi na kokpicie…

Dużym atutem jest liczba schowków – jest ich aż 28, a jednym z najciekawszych jest półka pod sufitem przecinająca całą długość Combo. Ta ostatnia robi wrażenie, ale niestety jest związana z zakupem samochodu z panoramicznym dachem; w podstawowej wersji jej nie znajdziemy. Producent oferuje wyposażenie Combo Life w klasyczną kanapę z tyłu lub w trzy oddzielne fotele w drugim rzędzie, dzięki czemu każdy z pasażerów może mieć tutaj naprawdę wygodnie. Co ważniejsze dla młodych rodziców – spokojnie zainstalujemy tu obok siebie trzy foteliki dziecięce, ponieważ każde siedzisko ma mocowanie Isofix. A jak już wyruszymy całą rodziną na wakacje to z powodzeniem się spakujemy w obszerny bagażnik, który mierzy 597 litrów. Można go łatwo konfigurować, a fotele składają się tworząc płaską przestrzeń. Jeżeli potrzebujemy jeszcze więcej miejsca, w ofercie Opla znajdziemy model Combo Life XL, wydłużony o 35 centymetrów od normalnej odmiany (krótka 4,40 m, długa 4,75 m), a to z kolei przekłada się na możliwość zamontowania kolejnych dwóch siedzeń. Wówczas przewieziemy 7 pasażerów i 850 litrów bagażu.

Przyjemność? Nie, praktyczność
Prowadzona nawigacją, która wyświetla mi się na 8-calowym wyświetlaczu (notabene największym w swojej klasie), ruszam w trasę. Spostrzegam, że siedzę nieco wyżej niż w zwykłej osobówce. Podoba mi się – mam poczucie, że widzę więcej, mimo że nie poruszam się ani suvem czy vanem. Dzięki mocno kwadratowej konstrukcji samochodu, mam pełną widoczność z każdej strony, po pierwsze dzięki sporemu przeszkleniu pojazdu, a po drugie – dzięki ogromnym lusterkom bocznym. Dodatkowo pomaga mi podczas jazdy cała masa systemów wsparcia: rozpoznawanie znaków drogowych, czy ewentualne awaryjne hamowanie przy wtargnięciu pieszych na jezdnie (w standardzie). Daje to poczucie bezpieczeństwa i pewności na drodze.

Opel Combo Life - ujęcie z otwartym bagażnikiem

Nie spodziewajmy się wyprofilowanych foteli, ale i tak wygodnie się na nich siedzi. Nawet w samochodzie dostawczym – choć w wersji pasażerskiej – mam możliwość połączenia się ze swoim smartfonem, dostęp do muzyki, czy numerów telefonów. Combo wyposażony jest także w opcjonalny gadżet: wyświetlacz HUD (Head Up Display), który podaje nam przed oczami wszystkie najpotrzebniejsze dane.

Sercem testowego Combo jest 1.5 turbo Diesel o mocy 130 koni, skonfigurowany z automatyczną, ośmiobiegową skrzynią. Jak tak nieduży silnik radzi sobie z mało aerodynamicznym, ciężkim nadwoziem? Zaskakująco dobrze. Combo Life dynamicznie przyspiesza przy każdym mocnym naciśnięciu pedału przyspieszenia, a automatyczna skrzynia jak na zawołanie reaguje na zmiany. Bardzo zgrany duet. Jak dobrze wiemy, informacje zawarte w ulotkach często mijają się z prawdą, dlatego testowe Combo nie uzyskało średniego zużycia na poziomie obiecywanych 4,5 litra na setkę, ale też ja nie jechałam w zawodach ekodrivingu. Przy energicznej jeździe komputer wyświetlił podwojoną wartość danych producenta. Na nierównościach czuć, że nie jedziemy samochodem, którego projektantom przyświecała idea komfortu pasażerów. Z drugiej strony nie spodziewajmy się tu sztywnego zawieszenia, bo przy większych prędkościach czuć w zakrętach mocne bujanie nadwozia na boki. Ale przecież nie o to chodzi, żeby takim samochodem z pełną prędkością wchodzić w zakręty, czy jeździć po offroadzie. Podwozie zatem jest optymalne jak na auto dostawcze.

Opel Combo Life - kokpit

Gdy myslimy o autach typu kombivan wydają nam się ponadgabarytowe, niezręczne, mało żwawe. A to zupełna nieprawda. Wystarczy zasiąść z nowym Combo, aby poczuć, jak idealnie czuje się w miejskiej dżungli. Dzięki dobrze zestrojonemu zawieszeniu oraz elektrycznie wspomaganej kierownicy manewrowanie nim jest przyjemnością. Dopełnieniem tych miłych odczuć jest opcjonalny system kontroli trakcji IntelliGrip, który zadebiutował w modelu Grandland X. Podczas parkowania przydaje się również kamera cofania z kątem widzenia 180 stopni.

Czyli jaki?
Długo zastanawiałam się jak podsumować Opla Combo Life, bo mnie… zaskoczył. Łatwo jest oceniać auto patrząc na nie na fotografiach, ale już po jeździe często odczucia są zgoła inne. Wiem, że po samochodzie tego typu nie ma co oczekiwać ekstrawagancji, czy polotu, a raczej funkcjonalności i ergonomii. I w tej kwestii niemiecko-francuscy inżynierowie postawili wysoko poprzeczkę. Co więcej, za 68 tysięcy złotych otrzymujemy przestronny, praktyczny, uniwersalny samochód, z masą ciekawych dodatków, którymi mogą się pochwalić samochody klasy wyższej. Mi się bardzo spodobał.

Opel Combo Life - wnętrze samochodu

NA TAK
– przestronność wnętrza;
– dynamika silnika 1.5 turbo Diesel;
– liczba schowków i ciekawa półka w suficie;
– rozsądna cena.

NA NIE
– nudna deska rozdzielcza;
– tanie materiały wykończenia.

Dane techniczne Opel Combo Life 1.5 Turbo Diesel AT-8
Moc: 130 KM
Moment obrotowy: 300 Nm przy 1750 obr/min
Maksymalna prędkość: 184 km/h
0-100 km/h : 11.4 s
Średnie zużycie paliwa: 4,5 – 4,3 l / 100 km

Najnowsze

Edyta Klim

Mama i jej świat – na motocyklu

Aida Valenti zawsze marzyła o wielkich podróżach. Założyła rodzinę, urodziła dzieci i właśnie wtedy odważyła się na ten krok.

Życie rodzinne wcale nie wyklucza skoku w wielką przygodę. Udowodniła to Aida Valenti, mama dwójki dzieci, która zostawiła je pod opieką męża i pojechała na motocyklu w podróż swoich marzeń. Musiała jednak wcześniej na tą podróż samodzielnie zarobić oraz znaleźć opiekę zastępczą dla swoich dwóch koni:

– „Jestem żoną i mamą dwójki dzieci. Właśnie to stawia mnie w niekorzystnej sytuacji w porównaniu do większości osób, wyruszających w taką podróż. Ale kiedy nadarzyła się okazja, by spełnić moje największe marzenie – nie wahałam się! Zarówno moja rodzina, jak i ja, dokonaliśmy i nadal dokonujemy wielu poświęceń. Jednak, gdybym tego nie zrobiła, siedziałabym w domu, przewijając niesamowite zdjęcia podróżników i wyobrażając sobie, że to ja jestem na tle krajobrazu. Zamiast tego sama podróżuję po niesamowitych krajobrazach i osobiście robię całkiem fajne zdjęcia” – mówi Aida w jednym z wywiadów.

Pracowała w nadgodzinach, sprzedała złotą biżuterię, swojego Suzuki V-Stroma i sporo sprzętu fotograficznego. Znalazła też kobietę, która zaopiekuje się końmi, więc mogła wyruszać.

Na podróż Aida wybrała prosty i trwały motocykl – Suzuki DR oraz towarzysza Paula Armaria. Połączyła ich miłość do motocykli i pasja do podróżowania. Żyją prosto i śpią głównie w namiocie. Wspólny plan obejmuje trasę: przez USA do Kolumbii Brytyjskiej, potem na południe do półwyspu Baja, środkowej i południowej Ameryki, i frachtowcem do Australii. Następnie na Daleki Wschód, przez Europę, Afrykę Północną i Cieśninę Gibraltarską z finałem w Portugalii.

– „Dzieci chodzą do chodzi do szkoły, a mój mąż je kolację każdego dnia, pranie jest zrobione i nic się w domu nie zawaliło. Wszystkie sprawy są załatwiane, tyle, że nie przeze mnie. Jedyną rzeczą, która się zmieniła jest to, że przeżywam swój własny sen! To wiele poświęceń, bym mogła usiąść na tym kempingu z drugiej strony świata.” – mówi Aida.

– „Jeśli chcesz mojej rady: to nie pracuj przez lata, aby kupić największy i najlepszy motocykl, bo kiedy napotkasz problem elektryczny w szczerym polu – to będziesz żałować, żeby to nie był zwykły DR. Nie myśl, że jesteś coś winien swojemu szefowi, bo zarabiasz na wynagrodzenie dla siebie i dla niego też. W domu nic się nie zawali i świat Twojej rodziny będzie się obracał bez Ciebie przez chwilę. Nie trać czasu na marzenia, tylko podejmij decyzję, zrób pierwszy krok i rozpocznij życie” – podsumowuje Aida w wywiadzie.

Strona podróżników: https://lifeunloadedrtw.com

 

Najnowsze

Czy to najdziwniejsza stłuczka miesiąca?

Zwykle oglądając nagrania z wypadków oraz stłuczek łatwo się domyślić kiedy one nastąpią i wysnuć wniosek na temat tego, jak do nich doszło. Tu jednak mamy problem.

Kierujący autem z kamerą jedzie z pomału, skręca z drogi wewnętrznej na drogę z pierwszeństwem przejazdu i kontynuuje poruszanie się z niewielką prędkością. Po prawej stronie, na drodze podporządkowanej, pojawia się Opel Astra, którego kierowca chce skręcić i pomału wjeżdża w bok samochodu z kamerą.

Jak doszło do tego wypadku? Naprawdę trudno powiedzieć. Kierowca Astry miał sporo czasu na rozejrzenie się, nic nie zasłaniało mu widoku, a drugi pojazd jechał z niewielką prędkością i był tuż przed nim. Jak można było go nie zauważyć?

Najnowsze

O włos od potrącenia pieszego na przejściu

Kierowca poważnie złamał przepisy i omal nie potrącił przechodnia, ale sam przechodzień nie słyszał chyba o zasadzie zachowania szczególnej ostrożności.

Wyprzedzanie innego pojazdu, który zatrzymał się przed przejściem dla pieszych, to poważne wykroczenie. W tej sytuacji auto z kamerą zatrzymało się, ponieważ samochody znajdujące się przed nim również stanęły. Z tej okazji skorzystał pieszy, który wszedł na przejście.

W ten sposób pieszy nabył pierwszeństwo, ale to nie znaczy, że nie obowiązuje go konieczność zachowania szczególnej ostrożności. Której nie zachował, ponieważ nie zwrócił uwagę na drugi z pasów ruchu, po którym jechał kierowca wcale nie zamierzający się zatrzymać (chociaż ma taki obowiązek). Sytuację uratował kierowca auta z kamerą, który ostrzegł pieszego klaksonem.

Najnowsze

Zaśnięcie za kierownicą doprowadziło do czołowego zderzenia

Do wypadku doszło na drodze krajowej nr 94. Wszystko wskazuje na to, że prowadząca Toyotę Yaris zasnęła za kierownicą.

Zmęcznie za kierownicą potrafi być bardzo niebezpieczne. Nawet kilkusekundowe „wyłączenie się” może sprawić, że nasz samochód zjedzie ze swojego pasa ruchu i w coś uderzymy. Tak jak na tym nagraniu.

Kamera zarejestrowała moment, w którym czerwona Toyota Yaris nie skręca na łuku drogi, ale jedzie nadal prosto – wprost na nadjeżdżający z naprzeciwka samochód. Jego kierowca próbował uniknąć zderzenia, ale nie mógł wiedzieć, że kierująca Yarisem nie będzie próbowała wracać na swoją stronę jezdni.

Najnowsze