„On Any Sunday – The Next Chapter” premiera 14 listopada na „Red Bull na dużym ekranie”

Razem z siecią kin Multikino znany producent energetyków zaprasza na imprezę Red Bull na Dużym Ekranie, która odbędzie się 14 listopada w 6 miastach jednocześnie. Jednej nocy będzie można zobaczyć 4 produkcje, w tym polską premierę długo oczekiwanego "On Any Sunday - The Next Chapter"!

Uczestnicy wydarzenia zobaczą również film „McConkey” o ikonie sportów ekstremalnych, rowerowy „Rad Company” oraz „Cerro Torre: Szanse Śnieżnej Kuli w Piekle” dokumentujący zdobycie jednego z najtrudniejszych szczytów przez Davida Lamę.

Wydarzenie na Facebooku znajdziesz tu.

fot. Red Bull

Bilety są już dostępne w kasach kin i na www.multikino.pl

Bilety:
Ulgowy lub z Voucherem Facebook Multikino Polska – 30 zł
Normalny – 35 zł

Harmonogram wydarzenia:
22:00 – start emisji filmu „McConkey”
0:00 – start emisji filmu „On Any Sunday – The Next Chapter”
2:00 – start emisji filmu „Rad Company”
3:00 – start emisji filmu „Cerro Torre”

„ON ANY SUNDAY – THE NEXT CHAPTER” – polska premiera!
Więcej o tym filmie pisałyśmy tu.

W 1971 roku filmowiec Bruce Brown wyprodukował dokument filmowy, który na zawsze zmienił postrzeganie zawodników oraz pasjonatów motocykli. „On Any Sunday” pokazał intymną stronę pasji do dwóch kółek, zabierając widza za kulisy związku człowieka z maszyną. Teraz przyszedł czas na kolejną część! Syn Bruce’a, Dana Brown, przy użyciu nowoczesnej technologii stworzył współczesną wersję filmu, w którym zaprezentował pasjonatów jeżdżących praktycznie w każdym terenie. W rolach głównych wystąpią niesamowici sportowcy, rewolucyjni wynalazcy oraz gwiazdy kina.
Obsada: Travis Pastrana, Robbie Maddison, Marc Marquez, Ashley Fiolek, Kenny Roberts, Dani Pedrosa, James Stewart, Mickey Rourke, Bo Derek
Czas trwania: 99 min
Więcej informacji: http://www.onanysundayfilm.com/

„McCONKEY”
To wyjątkowy dokument o życiu ikony sportów ekstremalnych. Film opowiada o niesamowitych wyczynach narciarskich i drodze, jaką trzeba przebyć, aby spełnić swoje marzenia. Shane McConkey na zawsze pozostanie pionierem freeskiingu i ski-BASE jumpingu. Jego talent, umiejętności oraz słynne ironiczne poczucie humoru będą inspirować jeszcze wiele pokoleń. W filmie „McConkey” Red Bull Media House we współpracy z Matchstick Production oddają hołd człowiekowi, który wyznaczał nowe granice ludzkich możliwości.
Obsada: Shane McConkey, Jim McConkey, Travis Pastrana, Bob Burnquist, Scot Schmidt
Czas trwania: 109 min
Więcej informacji: http://mcconkeymovie.com/

„RAD COMPANY”
Brandon Semenuk to postać znana każdemu fanowi ekstremalnego kolarstwa górskiego. Młody zawodnik na dobre zapisał się na kartach historii MTB, jako twórca nowej szkoły freeride’u. “Rad Company” to projekt filmowy z udziałem Semenuka, w którym będzie można zobaczyć również m.in.: Steve Smitha, Cam Zinka, Cam McCaula, Thomasa Genona, Grahama Agassiza i wielu innych. “Rad Company” to 100% akcji, w którym triki i przejazdy z najwyższej półki zostały nagrane najlepszymi dostępnymi technologiami!
Obsada: Brandon Semenuk, Yannick Granieri, Thomas Genon, Steve Smith, Cam Zink, Brendan Fairclough, Graham Agassiz
Czas trwania: 49 min
Więcej informacji: http://redbull.com/radcompany

„CERRO TORRE: SZANSE ŚNIEŻNEJ KULI W PIEKLE”
Cerro Torre to niewątpliwie jedna z najbardziej kontrowersyjnych i najtrudniejszycj gór świat. W 2012 dwójka wspinaczy – David Lama (zwycięzca Wspinaczkowego Pucharu Świata w wieku 15 lat) oraz Peter Ortner – dokonali wyczynu, który poruszył całym środowskiem alpinistycznym. Zdobyli legendarny szczyt metodą klasyczną, stawiając sobie za punkt honoru ujarzmienie góry przy zastosowaniu najsurowszych zasad i wykorzystaniu jedynie liny asekuracyjnej. “To film o determinacji, wierności sobie i postawieniu na cele, w których osiągnięcie naprawdę się wierzy” – powiedział David Lama.
Obsada: David Lama, Peter Ortner
Czas trwania: 102 min
Więcej informacji: http://cerrotorre-movie.com/

Najnowsze

Red Bull X-Fighters 2014 w Monachium – relacja i galeria

W minioną sobotę (19 lipca) w Monachium odbył się czwarty przystanek tegorocznej światowej serii Red Bull X-Fighters. Była to wyjątkowa odsłona zawodów freestyle motocross, które po raz pierwszy w historii odbyły się na pływającym torze! Nie mogło nas tam zabraknąć!

Niesamowite akrobacje, „wariaci” na motocyklach, mnóstwo pozytywnej energii i pierwszorzędny obiekt – tak w skrócie można opisać niezwykłe wydarzenie, jakim była niedawna runda serii Red Bull X-Fighters, która odbyła się na pływającym torze zbudowanym na jeziorze w Parku Olimpijskim.

Galerię zdjęć z Monachium zobaczysz tu.

Po przełomowej odsłonie zawodów w Madrycie, podczas których Thomas Pagès wrócił do gry po raz pierwszy prezentując Bike Flipa – pretendenci do tytułu mistrza musieli wypłynąć na szerokie wody umiejętności! Każdy zawodnik konsekwentnie przekraczał granice własnych możliwości, więc zacięta rywalizacja była naprawdę widowiskowa.

Akrobacjom motocyklowym w powietrzu nie było końca.
fot. Katarzyna Frendl, Motocaina.pl

Zawodnicy musieli zmierzyć się z superkickerem, dwoma quarterpipe’ami, czterema standardowymi rampami oraz zaliczyć dwa długodystansowe loty pomiędzy przeszkodami. Takie „atrakcje” zapewniła pomysłowa konstrukcja ważąca tyle co 12 samolotów Boeing 747. Był to pierwszy tor Red Bull X-Fighters w układzie liniowym, a jego łączna długość wynosiła 450 metrów. Pokonanie tego dystansu wymagała od motocyklistów wyjątkowego rytmu jazdy, wytrzymałości i koncentracji.

Sheehan i jego podwójny backflip podbili Monachium
Po upadku Toma Pagesa i porażce w półfinale lidera serii Levi Sherwooda, zwycięstwo na jeziorze w Monachium było sprawa otwartą, a finał zapowiadał się niezwykle emocjonująco. W ostatecznym pojedynku Josh Sheehan i Taka Higashino stanęli na przeciwko siebie i szansy na mocny zastrzyk punktowy równoznaczny z awansem w klasyfikacji generalnej Red
Bull X-Fighters.

W finale, po efektownym przejeździe i podwójnym backflipie, który został okrzyknięty najlepszym trikiem wieczoru, to Sheehan świętował swój pierwszy w tym sezonie triumf. Taka wyciągnął swoje wszystkie asy z rękawa, zaliczył backflipa z cliff hangerem, hart attakiem, a nawet rock solidem, ale to i tak nie wystarczyło, żeby zatrzymać szalonego Australijczyka.

Josh Sheehan postanowił ze szczęscia wskoczyć do wody.
fot. Katarzyna Frendl, Motocaina.pl

„Jestem przeszczęśliwy! W końcu już trochę czasu minęło od mojego ostatniego zwycięstwa… Udało mi się odrobić trochę punktów do Leviego, ale nie będę o tym myślał. Po prostu pojadę na finał do Pretorii i dam z siebie wszystko” – powiedział Josh po ceremonii wręczenia pucharów Sheehan.
Tom Pages przedwcześnie pożegnał z zawodami

Tom Pages zbyt wcześnie pożegnał się z niemieckimi kibicami. Podczas pojedynku z miejscowym zawodnikiem Lukiem Ackermanem w pierwszej rundzie, Tom nie wylądował swojego popisowego Bike Flipa i odpadł z dalszych zmagań.

„Jestem smutny” – powiedział po upadku Pages. „Po wybiciu motocykl poleciał bardzo wysoko i nie dałem rady już go złapać. Wiem, że to trudny trik, ale następnym razem spróbuję go zaliczyć znowu”.

Aby zobaczyć film z zawodów kliknij tu.

Zwycięzcy Red Bull X-Fighters 2014 w Monachium
fot. Katarzyna Frendl, Motocaina.pl

X-Fighters Monachium 2014 – wyniki:
1. Josh Sheehan (AUS)
2. Taka Higashino (JPN)
3. Levi Sherwood (NZL)
4. Luc Ackermann (GER)
5. Thomas Pagès (FRA)
6. Dany Torres (ESP)
7. Rob Adelberg (AUS)
8. Clinton Moore (AUS)
9. Adam Jones (USA)
10. Remi Bizouard (FRA)
11. Brody Wilson (USA)

X-Fighters World Tour 2014 – klasyfikacja generalna:
1. Levi Sherwood (NZL) – 265 pkt.
2. Josh Sheehan (AUS) – 260
3. Thomas Pagès (FRA) – 190
4. Dany Torres (ESP) – 185
5. Taka Higashino (JPN) – 120

Najnowsze

Kasia, Laura i Jenka: dziewczyny na Harleyach. Rozmowa

Czy rzeczywiście motocykle Harley-Davidson nie są dla kobiet? Czy są za ciężkie, zwaliste i nie do ogarnięcia? Rozmawiamy z trzema motocyklistkami z Warszawy, które opowiadają o swoich doświadczeniach.

Czy poznałyście się za sprawą motocykli, czy też znałyście się już wcześniej?

Laura: Ja i Kasia znamy się na gruncie rodzinnym, bo Kasia jest dziewczyną mojego wujka. W gruncie rzeczy poznałyśmy się przez motocykle, bo ja zadzwoniłam do wujka z prośbą, że chciałabym przejechać się na Harleyu. On przyjechał z Kasią – i w ten sposób się spotkałyśmy.

Jenka: A ja znam Laurę ze szkoły, chodziłyśmy do jednej klasy. Kasię poznałam przy okazji wyjazdu na zlot motocyklowy – bo jej chłopak, Marcin, czyli wujek Laury, miał miejsce dla pasażera na motocyklu i mnie wiózł na zlot do Wrocławia.

Kasia: Tak, ja zawsze jeżdżę swoim motocyklem, więc Marcin ma wolne miejsce, by zabierać pasażerki. Często kogoś zabieraliśmy na zloty. Dziewczyny oczywiście korzystały z takiej okazji, póki nie miały swoich Sportsterów, bo teraz  już wolą jeździć same.

Galeria zdjęć dziewczyn z ich motocyklami oraz z ich podróży tutaj.

Kasia na Harley Davidson Sportster XL
fot. Rafał Wójcik, http://www.facebook.com/analogphotostyle

Jak dawno temu zrobiłyście prawo jazdy? Która z Was jeździ najdłużej?

Laura: Chyba ja pierwsza kupiłam Yamahę, 125 cm ³ na A1, miałam wtedy jakieś 16 lat. To było 4 lata temu. Teraz jeżdżę na Ironie odkupionym od Kasi.

Kasia: A ja tego Irona kupiłam też jakieś 4 lata temu, więc możemy ogłosić remis. Teraz mam Sportstera Customa o większej pojemności.

Jenka: Ja zrobiłam prawo jazdy dwa lata temu, żeby zdążyć przed wejściem nowych przepisów – ale potem nie kupiłam żadnego motocykla, nie jeździłam. Jeździłam trochę podczas wyprawy po Wietnamie, na której byłam z Laurą, ale potem też miałam przerwę. Dopiero w tym roku w lipcu kupiłam Sportstera XL i zaczęłam jeździć, ale na razie ostrożnie. Na początek pojechałyśmy z Laurą we dwie do Chorwacji, żebym się trochę oswoiła.

Opowiedzcie coś więcej o tym wyjeździe do Chorwacji.

Laura: Pojechałyśmy na wakacje, we dwie. To był taki 10-dniowy wyjazd, bez pośpiechu. Pojechałyśmy przez Słowenię i Węgry do Chorwacji – i tam tą piękną drogą wzdłuż wybrzeża na południe. Wracałyśmy przez Słowenię, Austrię i Czechy.

Jenka: Jechałyśmy sobie powoli, podziwiając widoki. Po drodze zwiedzałyśmy, zatrzymałyśmy się w Budapeszcie, podziwiałyśmy jaskinie na Słowenii. A w Chorwacji też nie spieszyłyśmy się zbytnio: było ciepło, piękne miasteczka, piękne morze.

Laura na swoim Ironie.
fot. Rafał Wójcik, http://www.facebook.com/analogphotostyle

Skąd pomysł, by jeździć właśnie na Harleyach? Czy to upodobania rodzinne, czy od zawsze chciałyście taki, a nie inny motocykl?

Kasia: Zawsze mi się podobały choppery i za takimi się rozglądałam. W moim przypadku rolę odegrała też cena – Iron, poza tym, że jest przepięknym motocyklem, także cenowo bardzo dobrze wypadał w porównaniu do innych tej wielkości motocykli dostępnych na rynku. To była miłość od pierwszego wejrzenia plus atrakcyjna cena. Decyzja była prosta.

Laura: Ja już w gimnazjum wymyśliłam, że koniecznie chcę jeździć chopperem, nawet sobie na allegro upatrzyłam taki chopper – 50 cm³. Ale nie udało mi się zdać karty motorowerowej, więc musiałam chwilę poczekać, zdałam A1 i wtedy kupiłam tę 125. A potem wujek zainspirował mnie do tego, że mój motocykl to musi być Harley. Zabrał mnie na zlot na Litwę i wtedy już wiedziałam, że tylko Harley.

Jenka w Wietnamie.
fot. z archiwum Jenki

Jenka: Ja odkąd pamiętam, zawsze w samochodzie czułam się jak w czołgu. A kiedy kolega mnie przewiózł motocyklem, to poczułam, że to jest to. Zanim kupiłam, to o wszystkich motocyklach rozmyślałam pozytywnie. Ale w końcu zdecydowałam się na Harleya – i odkąd go mam, to nie wyobrażam sobie jazdy na innej maszynie.

Dużo jeździcie?

Kasia: Codziennie do pracy. Nawet jeśli mam spotkanie z klientem, to czasem po prostu biorę szpilki i spódnicę na zmianę i jadę motocyklem. Rocznie przejeżdżam około 10 tys. km.

Laura: Ja jeżdżę codziennie do szkoły, o ile jest powyżej 7 stopni. Moja roczna średnia to jakieś 6 tys. km. No i oczywiście poza jeżdżeniem po mieście też uprawiamy spokojną turystykę motocyklową.

Jenka: Ja się staram jeździć jak najczęściej, choć po tej wyprawie do Chorwacji miałam taki moment przesytu. Ale teraz też po mieście jeżdżę, kiedy się tylko da. W tym sezonie zrobiłam jakieś 4 tys. km.

Czym się zajmujecie na co dzień?

Kasia: Ja jestem księgową. Robię obecnie uprawnienia biegłego rewidenta. Pracuję w spółce zajmującej się finansami, m.in. pozyskiwaniem kapitału dla spółek na giełdzie i nie tylko.

Laura: Ja studiuję weterynarię i zamierzam być weterynarzem neurologiem. Pracuję też w firmie tłumaczeniowej i robię korekty tłumaczeń.

Jenka: Ja studiuję na Akademii Sztuk Pięknych i pracuję w galerii sztuki. Jak widać każda z nas robi zupełnie coś innego.

Laura i Jenka na wyprawie do Chorwacji.
fot. z archiwum Laury i Jenki

Macie jakieś nieprzyjemne doświadczenia motocyklowe?

Kasia: No zdarzały nam się wywrotki…

Laura: Ostatnio jechałyśmy we trzy i złapał nas okropny deszcz, nawałnica. Jechałyśmy z 50 km/h, nie dało się szybciej.  Najpierw wywróciła się Jenka, złamał jej się kierunek, poobijała się trochę, więc zaczęłyśmy jechać 40 km/h.  I  wtedy położyłam się ja, poprzycierałam trochę gmole. Stwierdziłyśmy zatem, że teraz to już jedziemy 30 km/h. I tak spokojnie dotarłyśmy do domu, ale to trwało…

Kasia: Ja za to złapałam szlifa jak jechałam odebrać swoje prawo jazdy, na świeżo kupionym Ironie. Zjechałam do baru na poboczu, i wyjeżdżając pod górkę po żwirze trochę za mocno odkręciłam manetkę na nierozgrzanym motorze – sama nie wiem jak znalazłam się prawie w rowie po drugiej stronie drogi. A rów był naprawdę głęboki! Żeby w tym rowie nie wylądować, położyłam motocykl… Takie przygody to chyba nieodłączny element jazdy motocyklem.

Laura: Tak, nie przejmujemy się tym. Na szczęście nic poważnego nigdy nam się nie stało.

Opowiedzcie trochę o zlotach, na które jeździcie.

Kasia: Razem jeździmy na dwa-trzy zloty w roku. Niestety jeszcze nam się nie udało pojechać tak, żebyśmy wszystkie trzy były na zlocie na własnych motocyklach, ale mam nadzieję, że w przyszłym roku się uda. Jeździmy na zlot Super Rally, o ile jest w miarę blisko – tak jak ten na Litwie, o którym wspominałyśmy. Z Marcinem jeździmy również na zloty do Czech i na Słowację do zaprzyjaźnionych klubów. Mam nadzieję, że w przyszłym roku dziewczyny z nami tam pojadą.

Laura: Musze przyznać, że zloty Harleyowe są wyjątkowe, jest taka rodzinna atmosfera. Na nich się zawsze świetnie czułam. Raz zdarzyła nam się niemiła przygoda na zlocie – ale to był taki ogromny zlot różnych typów motocykli…

Laura
fot. Rafał Meszka

Kasia: Mnie się wydaje, że to nie z powodu innych motocykli, tylko to był naprawdę duży zlot, a jak wiadomo w dużej grupie ludzi jest większa szansa na spotkanie kogoś niefajnego. A te zloty Harleyowe, na których bywamy są raczej kameralne, ludzie się znają – więc jest miła atmosfera. Dlatego tam lubimy jeździć.

Dużo jest dziewcząt na takich zlotach?

Kasia: Ogólnie dużo. Ale takich jeżdżących samodzielnie naprawdę mało. Myślę, że boją się tego, że Harleye są dla nich za ciężkie. To fakt, ja sama swojego motocykla nie podniosę. Ale zawsze znajdzie się ktoś, kto zechce pomóc.

Laura: Ja też mam kłopot, na przykład z cofaniem pod górkę – nie mam siły na to. Ale radzę sobie.

Kasia: Można sobie z tym radzić dobierając odpowiednio miejsce do parkowania. Zawsze też można użyć uroku osobistego, prosząc jakiegoś mężczyznę o pomoc. Zresztą, panowie też miewają problemy z tym, że motocykl ich przeważy i się wywraca.

Panowie chętnie Wam pomagają?

Laura: Raczej tak, zdarzyło mi się prosić o użyczenie paliwa, bo zabrakło na autostradzie – i nie było problemu. Za to pamiętam też, że chłopak na Harleyu się nie zatrzymał, mimo że machałam do niego i prosiłam, żeby pomógł mi podnieść motocykl… więc różnie z tym bywa.

Kasia: Ja za to spotykam się z bardzo pozytywnymi reakcjami kierowców, także samochodowych. Jak jadę przez miasto, stoję na światłach – ustępują mi miejsca, zagadują do mnie, zawsze z uśmiechem, podziwem. To jest miłe.

Czy planujecie zmianę motocykla w przyszłości? Czy będziecie wierne Harleyom?

Laura: Prędzej czy później oczywiście zmienimy motocykl na inny, ale ja jestem przekonana, że moim głównym motocyklem zawsze pozostanie Harley. Gdybym miała kiedyś dom i większy teren do dyspozycji, to myślę, że jako drugi motocykl kupiłabym sobie jakiegoś małego crossa, bo to fajne sprzęty są.

Kasia: Tak, ja podobnie. Harley zawsze główny, ale jakiś drugi dodatkowy motocykl kusi.

Jesteście częstymi gośćmi w salonie Liberator w Warszawie?

Laura: no pewnie! Zawsze jak tamtędy przejeżdżam to wpadam na kawę. Zresztą nawet klienci czasem myślą, że ja tam pracuję.

Kasia: Tam się po prostu przyjeżdża jak do najlepszych kumpli. Albo jak do rodziny.

Czyli będziecie w sobotę na Dniu Kobiet w październiku, organizowanym wspólnie z Motocainą?

Kasia: Tak, zdaje się, że mamy tam jakieś punkty programu, które będziemy prowadzić.

Zatem do zobaczenia!

Ilustracją wywiadu są zdjęcia autorstwa Rafała Meszki i Rafała Wójcika, które mozna znaleźć także w galerii. Fanpage Rafała Wójcika znajduje się tu: http://www.facebook.com/analogphotostyle

Najnowsze

Erotyki motoryzacyjne: to nie prawda, że w poezji wszystko już było!

"Opowiem Państwu historię o powstaniu nowego nurtu w poezji polskiej, całkowitego novum, którego jestem prekursorem" pisze Izabela Monika Bill o erotykach motoryzacyjnych własnego autorstwa.

Izabela Monika Bill
fot. z archiwum Izabeli Moniki Bill

W 2011 roku powołałam do życia poetyckiego nurt erotyków motoryzacyjnych (w skrócie nazywam je EROMOT). Zgodzicie się chyba Państwo, że jest to coś, o czym nikt jeszcze nie pisał w poezji. Wiadomo, były fascynacje w Dwudziestoleciu Międzywojennym zwane: Miasto-Masa-Maszyna, ale motoryzacją nikt się wtedy nie interesował, bo to była dopiero raczkująca dziedzina techniki. Ciekawe, że żaden mężczyzna-poeta nie wpadł na ten pomysł. Jestem kobietą i poczułam się powołana, aby pokazać wszystkim, że motoryzacja nie jest nudna i trudna, i można ją powiązać z poezją i erotyką. Skoro można wydawać np. kalendarze ze zdjęciami wypasionych, drogich aut i roznegliżowanymi, seksownymi kobietami to, dlaczego by nie pisać wierszy, ale nie o fotografiach, tylko zagłębić się w świat części samochodowych: ich zażyłości, bliskości, powiązań, mechanizmów, układów –
poznać tajniki ich działania. Skoro ludzie mają swoją rzeczywistość to, dlaczego cylindry, paski rozrządu, suwy nie mogą go mieć? Skąd pewność, że to tylko zimne, metalowe części?  Może my ludzie też jesteśmy częścią jakiegoś mechanizmu, napędzającego coś, albo napędzani przez coś (kogoś). Wiem, że to już zakrawa na fantastykę, a to już było, jednak moje części – bohaterowie wierszy- przeżywają uniesienia erotyczne, dałam im duszę, aby mogły poczuć miłość, pociąg fizyczny, a tego jeszcze nikt im nie dał. Stworzyłam całkiem nowy świat: „uczesana modnym lakierem maska / z  oczami reflektorów / dołeczkami świateł przeciwmgielnych / kryje pod  uśmiechem zderzaka świat części spragnionych miłości / wystarczy przekręcić kluczyk / a trybiki zaczną taniec godowy…” („Rubaszne auto”).

Świat ten dojrzewał, układał się w mojej głowie, kiedy pracowałam w salonie samochodowym. Bliskość samochodów budziła mają ciekawość poetycką i kobiecą, co dzieje się pod maską, kiedy auto ma przekręcony kluczyk i co robią części, kiedy auto stoi np. na parkingu czy w intymnym garażu? Ale „moje” auta stały w salonie, miejscu publicznym, jak manekiny patrzyły przed siebie smutnymi reflektorami oczu. Ciągle otwierane przez klientów salonów, publiczne, na sprzedaż, anonimowe. Patrzyłam na nie, obserwowałam i poczułam więź,  choć nie jestem kierowcą, nie mam prawa jazdy. Do tej pory pamiętam jak przyszłam na rozmowę o pracę do salonu i czekając na nią zobaczyłam uśmiech na zderzaku Megane. Wiedziałam, że dostanę tę pracę i tak się stało. Ktoś sobie pomyśli, że mam bujną wyobraźnię i ulegam emocjom jak każda kobieta. Jednak moje wiersze to fakt a nie urojenia. Najpierw czytałam foldery o każdym z modeli a potem przyszła pora na mechanikę,  której uczyłam się z internetowych serwisów motoryzacyjnych. Specyfiką eromot jest specjalistyczne, techniczne słownictwo, które pojawia się zaraz obok tropów stylistycznych odróżniających poezję od prozy. W moim nurcie można wyodrębnić dwa typy erotyków motoryzacyjnych: bardziej nastawione na przeżycia emocjonalne, przygody erotyczne w środku pojazdu użytkowników aut, z autem w tle oczywiście i takie, gdzie na pierwszy plan wysuwa się mechaniczne nazewnictwo, a bohaterami są części samochodowe i ich miłosne przygody. Poeci na przestrzeni wieku stwarzali już różne światy wedle własnych uznań i potrzeb, było to też oczywiście podyktowane poszukiwaniem nowych obrazów w poezji do przekazania czy poruszenia ważnych treści egzystencjalnych, tematów, wartości. Miron Białoszewski zwany „poetą rupieci”, pisał wiersze ku chwale pieca kaflowego czy łyżki durszlakowej. Widział piękno i świat rzeczy zwykłych. Łódzki, współczesny poeta Dariusz Staniszewski napisał książkę poetycką „Do rzeczy” poświęconą rzeczom codziennego użytku. Poeta traktuje je jak żywe osoby np. fotel, który tego dnia był akurat bardzo niewygodny, bo miał zły humor. Stworzył rzeczywistość rzeczy czujących i myślących. Ja stworzyłam świat odczuwających fizyczny pociąg części motoryzacyjnych.

Izabela Monika Bill
fot. z archiwum Izabeli Moniki Bill

Ktoś może się zastanowić, co ja chcę takiego ważnego przekazać za pomocą swoich eromot?
Wiadomo przecież, że główną treścią erotyków jest miłość fizyczna, pożądanie, fetysze, zmysły, fizyczne zainteresowanie płcią przeciwną lub tą samą, jej częściami ciała, sytuacje o podtekście erotycznym i co tylko jest w stanie podziałać pobudzająco na wyobraźnię artysty. Czego mogą uczyć takie wiersze? A może są tylko ozdobnikiem, przerywnikiem w twórczości poetów?  Erotyki uczą pięknie się wyrażać o tematach związanych z ciałem. To jest oczywiste dla twórcy, ale biorąc pod uwagę czytelnika ma to sens. Pozwolę sobie przytoczyć historię, która spotkała mnie podczas odbywania praktyk w jednym z wrocławskich gimnazjów, kiedy to zdecydowałam się na przerobić na lekcji znany wszystkim erotyk Bolesława Leśmiana „W malinowym chruśniaku”. Nauczycielka prowadząca moje praktyki była przerażona. Faktycznie na początku były aluzje, uśmiechy, komentarze, ale kiedy wytłumaczyłam uczniom, że tak się mówi o miłości, tak się mówi do kobiety, kiedy chce się z nią być blisko, bo one lubią, kiedy mówi się co nich takim językiem, a nie wulgaryzmami. Okazało się, że lekcję wzięli sobie do serca. Potem do końca praktyk słyszałam na przerwach jak chłopcy podrywali dziewczyny „na maliny”. Erotyki uczą wyrażania uczuć, okazywania emocji w sposób piękny. Uczą też intymności i bliskości. Ile kobiet chciałoby, aby mężczyzna zwracał się do nich jak podmiot liryczny do muzy?  Wobec tego, czego uczą eromoty? Przede wszystkim mają skierować uwagę na odczucia innych ludzi, odmiennych od nas. Części samochodowe to są właśnie ludzie upośledzeni: fizycznie, np. na wózku inwalidzkim, czy psychiczne, np. z Zespołem Downa, ale także osoby czujące inaczej niż zostali urodzeni np. homoseksualiści czy drag queen. Oni są częścią naszego systemu społecznego, kulturowego, systemu zwanego życiem. Te trybiki zepchnięte na margines egzystencji są bardzo ważne, bez nich nasz świat nie funkcjonowałby tak samo. Kiedy w aucie coś się psuje, to samochód nie pojedzie. Ludzie odmienni też potrzebują miłości, ciepła, fizyczności.

Izabela Monika Bill
fot. z archiwum Izabeli Moniki Bill

Erotyki motoryzacyjne mają uczyć tolerancji do potrzeb, odczuć tych „innych inaczej”.
Oczywiście eromoty mają też  wywołać uśmiech czytelnika, bo to są lekkie, zwariowane wiersze o miłosno-erotycznych perypetiach części samochodowych. Części naśladują zachowania ludzi. Mamy na przykład wiersz „Wywiad z pistoletem” (takim na stacji benzynowej do napełniania baku w aucie), który „szarmancko oparty / o dystrybutor / na stacji paliw / zaczepiał wlewki / wyprofilowanym torsem…”.Mamy też „Maszynę tłokową”, która jest porównana do szyi kobiety, bo kręci całym procesem tłoczenia paliwa a przy czym cały czas: „…w ściankach cylindra / rzeźbi swoją kobiecość / doskonali techniki / miłości tłokowej”. Jest też utwór porównujący samochód do mężczyzny idealnego, eleganckiego- „Pomarańczowy lateryt”: „…pod oczami czarna / kreska lakieru / maniera mężczyzny / o wysokim połysku intelektualnym… / kusi ciemnym wypełnieniem / odsłonięte wnętrze torsu…”. Auto też ma duszę a więc czuje. Kierowca i samochód powinni tworzyć jedność. Prowadzący powinien mieć zaufanie do auta i kiedy nie ma już gdzie uciec, z kim porozmawiać a emocje nadal kipią, najlepiej zabrać się na przejażdżkę ” Cichym przyjacielem Megane”- który jest jak: „niemy spowiednik myśli…” i „…rozciera chłód serca / kołysanką silnika…”. Pisząc o autach w aspekcie erotycznym trudno było mi ominąć temat stary jak świat, czyli uprawianie miłości na tylnym siedzeniu samochodu. Wiersz „Nietoperze” opowiada o tym jak: „…na karoserii krople potu / dźwięczą tańcem / magnetyzmu ciał / biegi osiągnęły / szósty zmysł / nawet hamulec ręczy dyszy…”. Jest też jeszcze uroczy „Mój Kangoo”, który podgląda swoją właścicielkę przez okno i zaprasza ją na nocny  spacer pustymi ulicami.

Zachęcam Państwa do śledzenia dalszego rozwoju nowego gatunku w polskiej poezji 21. wieku czyli erotyków motoryzacyjnych (eromot) na mojej autorskiej stronie www.kochankapoezji.jimdo.com

Zdradzę, że mam w przygotowaniu na 2015 rok książkę poetyką poświęconą tylko samym eromotom.

Najnowsze

Filtry cząstek stałych DPF zmorą kierowców?

Montowane w układach wydechowych samochodów z silnikiem Diesla filtry cząstek stałych (DPF – diesel particulate filter) miały znacznie ograniczyć poziom wytwarzania sadzy i popiołu. Swoje zadanie spełniają, ale po latach widać, że ich użytkowanie przynosi sporo dodatkowych problemów. Chodzi m.in. o konieczność częstszej wymiany oleju i zwiększone spalanie w trakcie oczyszczania.

Filtry DPF wprowadzono do samochodów osobowych, w których montowane są silniki wysokoprężne (tzw. silniki Diesla), aby zwiększyć poziom oczyszczania spalin z cząstek sadzy oraz popiołu. Dzięki nim, w praktyce, udało się zlikwidować emisję czarnego dymu, wcześniej kojarzonego ze starszymi pojazdami z silnikiem Diesla.

Filtry DPF wprowadzono do samochodów osobowych, w których montowane są silniki wysokoprężne.

Działanie filtra sprowadza się do tego, że cząstki sadzy osiadają na jego ściankach albo włóknach – wykonanych zazwyczaj z metalu bądź materiałów ceramicznych. Wydajność prawidłowo funkcjonującego DPF to co najmniej 85 procent. Oznacza to, że do atmosfery przedostaje się nie więcej niż 15 procent pierwotnego zanieczyszczenia.

Jak tłumaczy Rafał Pyszny, ekspert ze sklepu specjalizującego się w sprzedaży tłumików i układów wydechowych, filtry wymagają okresowej regeneracji, do której z reguły dochodzi poprzez wypalanie sadzy na filtrze. Dosyć często stosuje się wtedy specjalne – skutkujące wzrostem temperatury spalin – dodatki do paliwa. Niestety, po pewnym czasie filtr taki trzeba wymienić, a to jest dość kosztowne. W niektórych przypadkach trzeba się liczyć z wydatkiem na poziomie nawet 5-10 tysięcy złotych. Nic zatem dziwnego, że część kierowców decyduje się na usunięcie DPF, co z kolei stanowi koszt rzędu mniej więcej 1 tysiaca złotych.

Więcej oleju, więcej niebezpieczeństw
Głównym efektem oddziaływania DPF na funkcjonowanie auta jest zdecydowany wzrost częstotliwości wymiany oleju. Przyczyną jest to, że w czasie wypalania sadzy do silnika „wędruje” zwiększona dawka paliwa, co ostatecznie prowadzi do rozrzedzania smarowidła.

Jak tłumaczy Rafał Pyszny, z tego właśnie powodu użytkownicy aut z filtrem cząstek stałych muszą brać pod uwagę konieczność wymiany oleju nawet 3-4 razy częściej w porównaniu do samochodów bez DPF.

Kolejną znaczącą wadą układów wykorzystujących tego typu filtr jest zwiększone spalanie w sytuacji, kiedy oczyszczanie wkładu ceramicznego w DPF rozpoczyna się akurat w momencie, gdy samochód porusza się z niewielką prędkością (np. w trakcie podróży po zakorkowanej aglomeracji miejskiej).

Właściciele aut z DPF powinni również wziąć pod uwagę zagrożenia związane z procesem odprowadzania spalin. Najpoważniejszym z nich jest zapchanie filtra. Może to skutkować nie tylko spadkiem osiągów i mocy silnika, ale także awarią całego układu.

Według eksperta, osoby zamierzające kupić nowy samochód powinny wcześniej dobrze przemyśleć, jak w danym przypadku wyglądać może rachunek potencjalnych zysków i strat oraz czy ewentualne koszty użytkowania pojazdu z DPF nie będą zbyt wysokie.

Źródłóo: webautoservice.pl

Najnowsze