Okulary przeciwsłoneczne w stylu Nissana

Tomáš Král, utytułowany słowacki projektant, postanowił oddać cechy najmniejszego modelu Nissana w przedmiocie niezbędnym każdemu kierowcy, tworząc oryginalne okulary przeciwsłoneczne.

Przed pochodzącym ze Słowacji Tomášem Králem, jednym z czołowych twórców wzornictwa przemysłowego w Szwajcarii, Nissan postawił jasne wyzwanie – stworzyć przedmiot, dekoracyjny lub użytkowy, inspirowany stylem nowego Nissana Micra.
„Jako projektant sztuki użytkowej zawsze staram się, aby tworzony przeze mnie przedmiot był funkcjonalny i odpowiadał potrzebom klientów, do których jest kierowany” – powiedział Tomáš Král.

Mając niemal nieograniczone możliwości artysta w zasadzie od razu pomyślał o okularach przeciwsłonecznych. Stanowią niezbędny dodatek na wiosnę i lato, a ich okrągły kształt przywodzi na myśl świat samochodów i sportową jazdę. To był strzał w dziesiątkę!

„Zaprojektowałem okulary pasujące zarówno kobiecie, jak i mężczyźnie. Kolory ich oprawek odpowiadają barwom lakierów, w jakich dostępna jest nowa Micra. Są wśród nich kolory odważne, wręcz jaskrawe, jak i bardziej eleganckie i stonowane, w zależności od gustu użytkownika” – dodał Tomáš.
 
Styl okularów nawiązuje do licznych zaokrągleń i obłości we wnętrzu Nissana Micra. „Klapki nawiewu, koło kierownicy, przyciski na desce rozdzielczej, a przede wszystkim połączone płynną linią zegary na tablicy przyrządów stanowiły dla mnie główną inspirację” – wyjaśnia artysta. I dodaje: „Zależało mi na tym, żeby okulary przywodziły na myśl główne cechy nowego miejskiego Nissana: sportowy wygląd, nowoczesność i dynamikę. A dodatkowo zapewniały komfortową i bezpieczną jazdę w słoneczne dni”.
 
Stylowe okulary mają podkreślić osobowość kierowcy nowego Nissana Micra nie tylko wtedy, gdy siedzi za kierownicą swojego samochodu, ale także w każdym innym miejscu i sytuacji – na ulicy, przy porannej kawie na tarasie, w czasie wycieczki w góry czy na plaży.

Nowa Micra stanowi wdzięczny obiekt inspiracji dla projektantów: od lampy węgierskiego duetu Position Collective, poprzez kolekcję ubrań Przemka Gibaszewskiego, szezlong oraz wiszącą lampę Czecha Martina Žampacha, aż do okularów przeciwsłonecznych słowackiego artysty Tomáša Krála.

 

Najnowsze

Zanieczyszczenia – największy wróg układu klimatyzacji

Sezon na serwisowanie klimatyzacji w pełni. Niestety kierowcy wciąż zamiast dbać o "klimę" przez cały rok, przeważnie udają się do warsztatu dopiero, kiedy zrobi się ciepło i zauważą, że układ nie pracuje tak jak powinien. Usterki klimatyzacji zdarzają się dość często, dlatego warto zdawać sobie sprawę z tego, co z reguły jest ich przyczyną.

Uszkodzenia najważniejszych elementów układu klimatyzacji najczęściej wynikają – pośrednio lub bezpośrednio – z obecności zanieczyszczeń. W momencie wyjazdu samochodu z fabryki, układ klimatyzacji jest szczelny i hermetyczny. Niestety z czasem, ze względu na zużywanie się poszczególnych elementów, mogą pojawiać się w nim nieszczelności. Problemem może być także niewłaściwa obsługa serwisowa. Wystarczy drobny błąd, by do układu dostała się wilgoć, która może spowodować uszkodzenie sprężarki klimatyzacji, a także przyczynia się do powstawania mikro-nieszczelności w przewodach układu klimatyzacji. Zły wpływ na pracę układu ma także dostarczenie do niego powietrza, podczas wymiany czynnika chłodniczego. To właśnie czynnik transportuje olej w układzie klimatyzacji.

Wśród częstych błędów mechaników, zajmujących się obsługą klimatyzacji, znajduje się także dodanie innego oleju niż dedykowany przez producenta sprężarki, zalanie niewłaściwej ilości oleju lub oleju niskiej jakości, który ze względu na niewłaściwe przechowywanie wchłonął wilgoć. Trzeba pamiętać o tym, że oleje typu PAG nie mieszają się z olejami typu PAO i POE, pracują w innych zakresach temperatur. Co gorsze, olej PAO podany do oleju PAG tworzy substancję parafinopodobną, która może zatkać zawór regulacyjny, co może spowodować zatarcie sprężarki, a nawet zablokować obieg czynnika chłodzącego.

Po pierwsze – nie szkodzić
Bywa, że zabójcze dla niektórych części układu klimatyzacji zabrudzenia, dostarczają do układu sami kierowcy lub mechanicy. Niebezpieczne są różnego typu dodatki, wprowadzane, by wyeliminować drobne nieszczelności. Paradoksalnie, taka ingerencja może spowodować więcej zła niż pożytku.  Uszczelniacz lub dodatek uszlachetniający może wejść w reakcję z gumowymi elementami układu klimatyzacji, co może spowodować zatkanie zaworu regulacyjnego sprężarki i zaworu rozprężnego. To z kolei prowadzi do zatarcia sprężarki, a zatem blokady układu klimatyzacji. Wprowadzane dodatki mogą także spowodować napęcznienie uszczelek w układzie klimatyzacji, a także w samej sprężarce, co doprowadzi do rozszczelnienia układu.

Innym często spotykanym mankamentem związanym z obsługą układu klimatyzacji jest wprowadzanie niecertyfikowanego kontrastu. Niska jakość substancji może doprowadzić do zmniejszenia lepkości oleju, co spowoduje nieprawidłowe smarowanie, a co za tym idzie zwiększone tarcie. Ten sam problem spowoduje wprowadzenie do układu zbyt dużej ilości kontrastu, dlatego warto w tym zakresie trzymać się zaleceń producenta.

Szczególnie wrażliwy na jakość oleju jest kompresor. Podzespół ten pracuje pod ciśnieniem i jest narażony na zużycie w standardowym procesie eksploatacji. Słabe smarowanie znacznie przyspiesza jego degradację.

Jak zanieczyszczenia niszczą klimatyzację?
Brud krążący w układzie klimatyzacji z czasem odkłada się na poszczególnych podzespołach. Najbardziej narażony jest zawór ciśnieniowy, który posiada w sobie iglicę. Po pewnym czasie spiętrzające się zanieczyszczenia uniemożliwiają jej prawidłową pracę. Awaria zaworu skutkuje koniecznością przeprowadzenia tzw. „dużego serwisu”. Wymieniając bowiem sam zawór ciśnieniowy, znajdujący się w kompresorze, możemy liczyć tylko na chwilową poprawę działania układu. Skoro zawór uległ awarii, gdyż został zapchany przez brud, to z całą pewnością zanieczyszczenia znajdują się w całym układzie klimatyzacji.

Bywa, że mechanicy przy okazji wymiany kompresora, spowodowanej jego zatarciem, pozostawiają w układzie niewymieniony: skraplacz, filtr-osuszacz i zawór rozprężny. To duży błąd! Procedura płukania układu w przypadku tych podzespołów jest nieskuteczna. Płukanie należy przeprowadzić po demontażu tych podzespołów, a przed prawidłowym zamontowaniem nowych. Wiadomo, że zalegające w elementach układu zanieczyszczenia, po ponownym przywróceniu jego pracy wydostaną się i nadal będą w nim krążyć.

– Wymieniając wszystkie niezbędne części eksploatacyjne oraz dokonując czyszczenia i płukania układu, w zgodzie z zaleceniami producenta oraz przy użyciu certyfikowanych narzędzi, możemy przywrócić fabryczną sprawność klimatyzacji. – tłumaczy Dawid Kowalewicz, Dyrektor Produkcji w firmie Lauber, zajmującej się profesjonalną regeneracją części samochodowych. – Czystość układu klimatyzacji jest istotna ze względu na jego pełną sprawność i wydajność.

Jakość kosztuje… mniej niż myślisz
Decydując się na wymianę części układu klimatyzacji nie warto oszczędzać na jakości, co nie jest tożsame z ponoszeniem dużych wydatków. W przypadku elementu szczególnie narażonego na uszkodzenia, czyli kompresora, najlepiej sprawdzają się części producentów dostarczających swoje wyroby na pierwszy montaż. Ich cena rynkowa jest jednak wysoka, co sprawia, że dobrym rozwiązaniem jest wybór kompresorów regenerowanych. Prawidłowo zregenerowany kompresor pierwszomontażowy nie odbiega parametrami pracy oraz trwałością od produktu fabrycznie nowego. Jest to doskonałe rozwiązanie dla osób chcących przywrócić układ klimatyzacji do pełnej sprawności, jednocześnie optymalizując koszty całej operacji.

Najnowsze

Test Volkswagen Golf GTi Clubsport – powrót do przeszłości

Czy można z sukcesem sprzedawać samochód, który ewidentnie nawiązuje do starych odmian rasowych Golfów? Sprawdzamy, czy inspiracja autem z przeszłości tym razem Volkswagenowi się udała.

Pamiętacie nowego Beetle z początku lat dwutysięcznych? Auto, które chciało powtórzyć sukces starego, poczciwego garbusa, początkowo okazało się  niewypałem. Silono się na zbliżony design do protoplasty, czy podobne gadżety we wnętrzu (wazonik na kwiatki). Całość jednak daleko odbiegła od tego, z czym kojarzyliśmy garbusa. Czy zatem producent z Wolfsburga niewystarczająco się wówczas sparzył, że postanowił ponowić próbę, ale tym razem z GTI? Od początku.

Kiedy w 1974 roku pojawił się pierwszy Golf GTI, świat oszalał. Każdy chciał go mieć. Producenci samochodów widząc, co się dzieje, ruszyli jeszcze raz do biur projektowych i pracowali nad podobnymi autami. Tak powstała klasa samochodów określanych jako „Hot Hatch”. Pomysł był prosty: mały hatchback, przedni napęd, duży i mocny silnik. Jednak pierwszy był On. Jedyny i niepodrabialny Volkswagen Golf GTI. Z kolejnymi generacjami Golfa jednak, pojawiały się warianty GTI, które jakby gdzieś gubiły swój niepowtarzalny charakter. Do dziś.

Po 41 latach i milionach sprzedanych egzemplarzy, Volkswagen dał nam, fanom motoryzacji, kolejne wcielenie swojego szybkiego kompaktu. Wersja Clubsport nawiązuje swoją stylizacją nadwozia do swojego pra pra pra dziadka. Przedni pas ozdabia czerwona listwa, której linia kontynuowana jest również w reflektorach, a drzwi, w dolnej ich części, zaopatrzone zostały w czarny pasek z nazwą modelu. Obudowy lusterek zewnętrznych lakierowane są w kolorze czarnym, a całości dopełniają przyciemniane szyby – boczne i tylna, wykonane w technologii LED i przyciemniane światła z tyłu i dwie chromowane końcówki układu wydechowego (po jednej po każdej stronie auta). Seryjnie Golf GTI Clubsport jest wyposażony w kute obręcze z lekkich stopów „Belvedere” z oponami w rozmiarze 225/40. Z profilu edycja jubileuszowa Golfa GTI przypomina model pierwszej generacji, który z boku, na wysokości zderzaka, miał szeroki ozdobny czarny pas, biegnący od przedniego do tylnego nadkola. Podobny pas, jako nawiązanie do Golfa GTI z 1976 roku, zdobi również wersję Clubsport. Także fotele (w tej wersji wyposażone w regulację – wysokości i odcinka lędźwiowego) mają trójkolorowy wzór tapicerki oraz przeszycia czerwoną nitką, są kubełkowe i trzymają ciało w ryzach podczas energicznej jazdy naprawdę należycie. Zabrakło na nich jedynie słynnej kratki. Są za to absolutnie wspaniałe!

Clubsport jest klasycznym pięciodrzwiowym kompaktem, niżej zawieszonym, z przestylizowanymi zderzakami, które ozdobione zostały czarnymi dyfuzorami. Linię dachu wieńczy rasowy spojler na tylnej klapie. Całości dopełniają osiemnastocalowe koła, spod których nieśmiało wyglądają czerwone zaciski z emblematem GTI. Natychmiast po otwarciu drzwi kierowcy, na twarzy pojawia się uśmiech… To za sprawą mięsistych (opcjonalnych) foteli Recaro, które pasują do wnętrza Golfa idealnie i – tak jak smaczki na karoserii – również obiecują emocje rodem z toru wyścigowego. Niesamowicie opasają ciało zapewniając idealne trzymanie na zakrętach, pozostawiając jednak optymalny komfort podczas spokojnej eskapady. Kierownica dobrze leży w dłoniach, dodatkowo jest trójramienna, multifunkcyjna, obszyta Alcantarą – ma wszyty czerwony pasek, oznaczający jej centralne położenie. Gałka zmiany biegów, już tradycyjnie w GTI przypomina piłeczkę golfową. Ze względu na wielkość i wyprofilowanie foteli we wnętrzu zabrakło podłokietnika z zamykanym schowkiem. Do dyspozycji kierowcy jest jednak korytko z przegródkami i uchwyty na kubki, choć leżące tam drobiazgi będą zakłócać schludny wygląd wnętrza.

Po uruchomieniu silnika oczekujemy grzmotów wydobywających się z dwóch pokaźnych końcówek wydechów, ale w tym względzie można się zawieść. Silnik, generujący w Clubsporcie 265 KM brzmi niepokojąco spokojnie… Na postoju. Bo gdy przyspiesza, jest już znacznie przyjemniej. Silnik jest o 35 KM mocniejszy od jednostki napędowej stosowanej w Golfie GTI z pakietem Performance. Za sprawą funkcji boost, uruchamianej poprzez mocniejsze wciśnięcie pedału przyspieszenia, z silnika można na 10 sekund wykrzesać dodatkowe 25 KM. Golf Clubsport przyspiesza do pierwszej setki w 6,3 sekundy i prze dalej do przodu praktycznie bez wysiłku. To auto jest bardzo szybkie. Wstydu na lewym pasie niemieckiej autostrady nie będzie, ponieważ przestaje przyspieszać, gdy wskazówka prędkościomierza oprze się o wskazanie 250 km/h.

Gdy potrzebujesz szczypty emocji, takiego muśnięcia papryczką Jalapeno, efektu, który spowodowałby, że policzki zmienią kolor na krwistą czerwień rodem z przedniego grilla, wystarczy depnąć pedał przyspieszenia do oporu. Może brakuje wówczas „rakiet, ognia i wybuchów”, ale jest za to radość niemiłosierna oraz niesamowita precyzja prowadzenia. Mechaniczna doskonałość jest delikatnie tylko wspomagana przez elektronikę. Nie przeszkadza ona jednak w wyczuciu samochodu.

Zawieszenie jest bardzo sztywno zestrojone – i świetnie – samochód nie przechyla się w zakrętach nawet na milimetr, a jednocześnie podczas jazdy autostradą da się rozmawiać bez przycinania sobie języka zębami. Dodatkowo szpera zamontowana w przedniej osi napędowej niejako dokręca przód do zakrętu. Uczucie jest dość osobliwe, bo spodziewamy się raczej podsterowności. Kierowca ma wrażenie, że samochód doszedł do wniosku, że nie poradzimy sobie sami i przejął kontrolę, naprowadzając się na właściwy tor jazdy. Kwestia przyzwyczajenia.

Mocny motor skonfigurowano tu z manualną, sześciobiegową skrzynią biegów, która daje poczucie panowania nad przyspieszaniem czy redukcją przełożeń. Nie jest to skrzynia wyścigowa, więc nie ma co się po niej spodziewać torowego trybu, ale taki można uzyskać w dwusprzęgłowej przekładni DSG (6-biegowej, dostepnej jako opcja, droższej o 8300 zł od manuala).

Seryjnie Clubsport jest bardzo bogato wyposażony. Jest tu m.in. radio „Composition Media” z 6,5-calowym, kolorowym ekranem dotykowym, 8 głośników, instalacja telefoniczna (bluetooth), automatyczna klimatyzacja, reflektory biksenonowe oraz system „Park Pilot”, czyli czujniki parkowania z tyłu z wizualizacją odległości na ekranie radia, a także autoalarm z niezależnym zasilaniem oraz z funkcją dozoru wnętrza i czujnikiem przechyłu.

Parametry Golfa GTI Clubsport stawiają go bardzo wysoko w hierarchii szybkich hatchbacków, a decydując się na zakup tego auta z pewnością nie będziemy żałować. Specjalna wersja nawiązuje do jubileuszowych edycji tego modelu, które Volkswagen prezentował przy okazji 20., 25., 30., i 35. urodzin Golfa GTI.

Legenda pierwszego Golfa GTI wciąż jest w nim żywa, a zaawansowana technologia sprawia, że kierowca czuje się w nim po prostu dobrze i skupia się wyłącznie na radowaniu się jazdą. Na szczęście świetnych genów ostrej przednionapędówki z przeszłości nie da się tak po prostu wymazać – czyż to nie wspaniałe?!

Ceny Golfa GTI Clubsport zaczynają się od 132.590 zł za model trzydrzwiowy z mechaniczną skrzynią biegów o sześciu przełożeniach.

NA TAK:
– wygląd z nawiązaniami do starszych Golfów GTI;
– opcjonalne fotele Recaro;
– hamulce;
– zawieszenie;
– przedni dyferencjał o zwiększonym tarciu (szpera).

NA NIE:
– brak zamykanych schowków pod ręką;
– mało bodźców dźwiękowych przy niedużych prękościach.

Dane techniczne Volkswagen Golf GTi Clubsport

Silnik:

Benzynowy R4 16V – Turbo

Pojemność skokowa:

1984 cm3

Moc:

265 KM przy 5350 obr./min

Maksymalny moment obrotowy:

350 Nm przy 1700-5300 obr./min

Skrzynia biegów:

Manualna, 6 biegów

Prędkość maksymalna:

250 km/h

Przyspieszenie 0-100 km/h

6,3 s

Długość/szerokość/wysokość:

4361/1799/1481 mm

Najnowsze

Osiem legendarnych samochodów Rolls-Royce Phantom na wystawie

W przededniu premiery VIII generacji modelu Phantom, marka Rolls-Royce przedstawia najsłynniejsze egzemplarze w swojej historii, które złożą się na wystawę „The Great Eight Phantoms” zaplanowaną na koniec lipca w Londynie.

Osiem legendarnych samochodów Rolls-Royce Phantom będziemy mogli podziwiać już pod koniec lipca w londyńskiej dzielnicy Mayfair. Na zorganizowanej przez markę wystawie „The Great Eight Phantoms” pojawi się także najnowsza generacja samochodu, który stał się synonimem luksusu. W ciągu nadchodzących tygodni będziemy cyklicznie przedstawiać niezwykłą historię ewolucji Phantoma – modelu, który ma status ikony motoryzacji.  Przy okazji poznamy także losy samochodów sprowadzonych na londyńską wystawę z różnych stron świata oraz przełomowe wydarzenia, których były świadkiem. Tym razem prezentujemy historię samochodu „The Fred Astaire Phantom I”, który należał do słynnego aktora i tancerza – Freda Astaire. 

„The Great Eight Phantoms”
Od chwili swojej premiery w 1925 roku produkowany przez Rolls Royce’a Phantom uczestniczył w przełomowych momentach w nowożytnej historii – był obecny podczas podpisywania międzynarodowych traktatów, był obecny na szeregu uroczystości państwowych oraz wydarzeń, które zmieniały oblicze świata. Towarzyszył członkom zespołu The Beatles w drodze do pałacu Buckingham, gdzie odebrali odznaczenia z rąk królowej brytyjskiej, wiózł marszałka Montgomery’ego w towarzystwie Churchilla i Eisenhowera (na spotkanie w sprawie inwazji w Normandii) oraz niezliczoną liczbę gwiazd na ceremonię rozdania Oskarów.

Phantom jest jedynym samochodem w historii motoryzacji, który stał się nieodłącznym towarzyszem międzynarodowych przywódców, głów państw, generałów, członków rodzin królewskich, gwiazd rocka i srebrnego ekranu oraz potentatów przemysłowych.

Organizacja wystawy „The Great Eight Phantoms” to hołd oddany niezwykłej historii tego modelu, która wciąż pisana jest na nowo. Już od 27 lipca będziemy mogli podziwiać największe gwiazdy tej opowieści – siedem zabytkowych wersji Phantoma i jego najnowszą generację.

Phantomy, których właścicielami byli wielcy i możni tego świata, zostaną zaprezentowane przez Rolls-Royce’a podczas niezwykłej wystawy w Mayfair, najdroższej dzielnicy Londynu. Zobaczymy na niej osiem wersji tego legendarnego modelu, w tym nowego Phantoma, czyli ósmą  i najnowszą generację „najlepszego samochodu świata”.

W kolejnych informacjach prasowych przedstawimy kolejne słynne Phantomy, które zostaną pokazane zwiedzającym podczas londyńskiej wystawy – wydarzenia, które z pewnością zapisze się w niezwykłej historii tego modelu.

Bohaterem pierwszej historii jest samochód „The Fred Astaire Phantom I”, który został wypożyczony organizatorom wystawy przez swojego obecnego właściciela – Muzeum Motoryzacji im. Petersena w Los Angeles.

Rolls-Royce Phantom – „Najlepszy samochód świata”
Firma Rolls-Royce rozpoczęła produkcję modelu Phantom I w 1925 roku. Prace nad samochodem były prowadzone w tajemnicy, a sam projekt nosił wprowadzającą w błąd nazwę „Eastern Armoured Car” (wschodni samochód opancerzony), która sugerowała, że Rolls-Royce projektuje na potrzeby wojska samochody, podobne do tych, jakie wykorzystywano podczas I Wojny Światowej. Jednym z ich najsłynniejszych kierowców był brytyjski archeolog i podróżnik, Lawrence z Arabii. Fragmenty opancerzonych paneli zostawiano celowo w różnych częściach fabryki, aby zmylić konkurencję gotową zrobić wszystko, by poznać tajemnicę produkcji „najlepszych samochodów świata”.

Phantom I odniósł błyskawiczny sukces. Nowa, sześciocylindrowa jednostka napędowa o pojemności 7,688 litra gwarantowała dynamiczną jazdę. W tym samym czasie, koncern General Motors otworzył tor testowy w Michigan, gdzie jego konstruktorzy szybko przekonali się, że żaden samochód nie zdoła pokonać pełnych dwóch okrążeń liczącego 4 mile toru z maksymalną prędkością, nie niszcząc przy tym korbowodu w miejscu mocowania tłoków do wału korbowego. Phantom I był jedynym autem, które bez problemu wykonało to zadanie, pokonując tor z szybkością 80 mil na godzinę bez żadnej awarii.

Sir Henry Royce, który nieustannie powtarzał, że „chce wykorzystywać najlepsze rozwiązania i je doskonalić”, pokazał światu drugą wersję Phantoma już w 1929 roku. Samochód był wyposażony w nowe podwozie, które gwarantowało doskonałe właściwości jezdne oraz przeprojektowaną jednostkę napędową.

Kolejna, trzecia generacja Phantoma była ostatnim projektem, nad którym pracował Sir Henry Royce. Współtwórca firmy zmarł w 1933 roku w wieku 70 lat, około 12 miesięcy po rozpoczęciu prac nad nową wersją modelu. Napędzany 12-cylindrowym silnikiem Phantom III miał swoją premierę dwa lata później i był produkowany od 1936 roku aż do wybuchu II Wojny Światowej. Ostateczna wersja podwozia była gotowa w 1941 roku, ale z powodu trwających działań wojennych, prace nad karoserią zakończyły się dopiero w 1947 roku.  Jego premiera przeszła niemal bez echa, przez co opinia publiczna mogła odnieść wrażenie, że Phantom był kolejną ofiarą światowego konfliktu.

W 1950 na rynku pojawił się Phantom IV. Początkowo, miał być to samochód wyprodukowany w jednym egzemplarzu dla księcia Filipa i księżniczki Elżbiety. Niedługo potem podjęto decyzję o zmontowaniu kolejnych 17 sztuk na zamówienie członków innych rodzin królewskich i głów państw z całego świata. Phantom IV był napędzany ośmiocylindrowym silnikiem i dobrze sprawdzał się podczas jazdy z małą prędkością. Ta właśnie cecha sprawiła, że był doskonałym środkiem transportu podczas uroczystych parad i przejazdów. Jego maskę zdobiła tradycyjnie statuetka Spirit of Ecstasy, która w tej wersji przyklęka na przodzie samochodu.

516 sztuk Phantomów piątej generacji zostało wyprodukowanych w latach 1959-1968. Phantom V cieszył się ogromną popularnością, a jego użytkownikami byli m.in. brytyjska królowa Elżbieta, gubernatorzy Hong Kongu, norweski król Olav i John Lennon.

Phantom VI był montowany przez wiele lat (od 1968 do 1990 roku) i podobnie jak jego poprzednicy, był ulubionym środkiem transportu wyższych sfer. W 1977 roku przedstawiciele brytyjskiej branży motoryzacyjnej wręczyli królowej Elżbiecie kluczyki do modelu Silver Jubilee Car – wersji z otwieranym dachem, zaprojektowanej z okazji 25. rocznicy wstąpienia monarchini na tron. Wiele lat później ten sam samochód wiózł do ślubu księcia i księżną Cambridge.

W 2003 roku miała miejsce premiera siódmej wersji Phantoma, która potwierdziła, że marka z Goodwood w hrabstwie West Sussex powraca do gry w wielkim stylu. Nowoczesna reinterpretacja ponadczasowej stylistki to znak charakterystyczny każdego Phantoma – także jego najnowszej wersji, która powstaje w zaawansowanej technologicznie fabryce The Home of Rolls-Royce. Jej sercem jest 12-cylindrowy silnik po pojemności 6,75 litra i mocy 453 KM, który przyśpiesza od 0 do 62 mil na godzinę w zaledwie 5,9 sekundy. Wykończone z dbałością o najdrobniejsze szczegóły wnętrze pojazdu zapewnia poziom luksusu, który zadziwi nawet najbardziej wymagających użytkowników. Najnowszy Phantom jest wyposażony w pokryte teflonem parasolki i funkcję self-righting, która umożliwia jego postawienie na koła po dachowaniu. To wszystko sprawia, że goście wystawy wyjdą z niej przekonani, że marka jest w dobrych rękach.

Produkcja Phantoma VII zakończyła się pod koniec 2016 roku.

Podczas zorganizowanej przez markę Rolls-Royce wystawy „Osiem legendarnych Phantomów” zobaczymy po raz pierwszy zgromadzone w jednym miejscu kolejne wersje prawdziwej ikony motoryzacji. Każdy Rolls-Royce Phantom będzie wyjątkowy. W skład prezentowanej na wystawie kolekcji wejdą niezwykłe egzemplarze należące niegdyś do sławnych ludzi, które były niemymi świadkami przełomowych wydarzeń nowożytnej historii.

Zorganizowana przez markę Rolls-Royce wystawa „Osiem legendarnych Phantomów” zostanie otwarta w londyńskiej dzielnicy Mayfair pod koniec lipca br.

Ikona stylu – Fred Astaire
Rolls-Royce był wymarzonym towarzyszem aktora i tancerza Freda Astaire’a, który sam był niedoścignionym wzorem stylu i elegancji swoich czasów.

Nie powinno nas dziwić, że Astaire, urodzony esteta i elegant, który regularnie odwiedzał pracownie krawieckie przy Savile Row i Jermyn Street, miał słabość do marki Rolls-Royce. Jego przygoda z nią zaczęła się na długo zanim zdobył sławę w Hollywood, wiele lat przed wspólnymi występami z Ginger Rogers i innymi partnerkami oraz szczytowym okresem swojej kariery. Amerykański aktor i tancerz, który zrewolucjonizował sztywne, tradycyjne kanony tańca, wprowadzając do niego nowoczesne i modne wówczas elementy, nadal inspiruje młodsze pokolenia (jednym z dowodów na to jest słynna scena ze stepowaniem z filmu Billy Elliot). W początkowym okresie kariery wielką sławę przyniosły mu nie role filmowe, ale występy na scenie. Astaire zachwycił widownię teatrów muzycznych po obu stronach Atlantyku, występując w duecie ze swoją starszą siostrą, Adele.

Bardzo szybko wypracował swój niepowtarzalny styl, łącząc w nim elementy kultury amerykańskiej i angielskiej. W tańcu i życiu prywatnym był wierny tradycji brytyjskiej, którą przełamywał niekonwencjonalnością i luźnym stylem bycia typowym dla Nowego Świata. Prezentował się równie elegancko we fraku i cylindrze, jak i w sportowych marynarkach. Wytężenie pracował, aby jego sekwencje taneczne były odbierane przez widzów jako spontaniczne, improwizowane i jednocześnie stylowe. Astaire był przez całe swoje życie wielkim miłośnikiem wyścigów konnych i polowań. Jego pierwszym Rolls-Royce’m był samochód wyposażony w miniaturowy na nasze standardy 20-konny silnik.

Niedługo potem swoją premierę światową miał nowszy model, który zdobył znacznie większą popularność. W 1927 roku Fred i Adele wystąpili w Nowym Jorku w musicalu Zabawna buzia, który już rok później był wystawiony w londyńskim New Prince’s Theatre (obecnie Shaftesbury Theatre). Krytyka nie szczędziła pochwał jego twórcom i obsadzie, bilety były wyprzedane wiele miesięcy naprzód, a tydzień po premierze Fred zamówił Rolls-Royce’a Phantom I z nadwoziem wykonanym przez firmę Hooper. Jego wykonawca spisał się na medal, ale jego współpraca z brytyjską firmą motoryzacyjną nie trwała długo.

Po występach, Fred siadał za kierownicą swojego nowego Phantoma – niewielkiego miejskiego kabrioletu z prawostronną kierownicą i nadwoziem wykonanym przez firmę Hooper w kolorze Brewster Green, z polakierowanymi na czarno błotnikami i czarnym skórzanym dachem, by cieszyć się życiem przypominającym sceny z serialu Downtown Abbey. Astaire brał udział w prestiżowych wyścigach samochodowych, odwiedzał wielkie rezydencje, pola golfowe i organizowane przez arystokrację polowania. Podczas wydarzeń publicznych zawsze wysiadał w wielkim stylu z prowadzonego przez szofera Rolls-Royce’a.

„To, co podoba mi się w tym samochodzie najbardziej to tapicerka części pasażerskiej, wykonana z delikatnej tkaniny, która kontrastuje z niezwykle wytrzymałą skóry, jaką wykończono kabinę szofera” – podkreśla Leslie Kendall, kurator Muzeum Motoryzacji im. Petersena w Los Angeles (placówki, która wypożycza należącego niegdyś do Astaire’a Phantoma I na długo oczekiwaną wystawę w lipcu tego roku w Londynie). „Tak wykończony samochód doskonale odzwierciedla istniejące w owych czasach podziały między państwem i służbą”. Pomimo, że Astaire lubił otaczać się luksusem i odpowiadał mu taki styl życia, Bruce Boyer, autor ksiązki Fred Astaire Style, podkreśla, że tancerzowi obcy był snobizm, a on sam uważał się za „bezklasowego arystokratę”.

Kiedy kariera Astaira nabierała impetu, torując mu drogę do panteonu sław, Phantom także zmieniał swój wygląd. W tamtych czasach przeróbki samochodów, nawet takich jak Rolls-Royce, zgodnie z obowiązującą modą były powszechną praktyką. W połowie lat 30-tych, Astaire zlecił przeprojektowanie swojego Phantoma niejakiemu Inskipowi, który prowadził w Nowym Jorku znaną firmę nadwoziową. Wprowadzone przez niego zmiany obejmowały zamontowanie na drzwiach ozdobnych, karbowanych drewnianych listw, nowych klamek w drzwiach, osłon po obu stronach samochodu oraz kierunkowskazów nawiązujących kształtem do modnego wówczas stylu Art Deco.

W jego dawnym Phantomie znajdziemy wiele należących do słynnego tancerza przedmiotów, m.in. niezwykle rzadki kufer podróżny firmy Louis Vuitton, w którym woził swój cylinder, pudełka z białymi muszkami, mankietami i kołnierzykami, jedwabną apaszkę firmy Turnbull & Asser, dwuosobowy piknikowy zestaw do herbaty oraz buty do tańca i stepowania. W bagażniku możemy zobaczyć rakietę tenisową z epoki, kij do krykieta i składane krzesełka na polowania. W przemyślnie ukrytym schowku umieszczono natomiast pełen zestaw zabytkowych kijów do golfa. Wszystkie te przedmioty doskonale ilustrują styl życia Freda Astaire’a. Możemy niemal wyobrazić sobie, jak Fred i Ginger obejmują się na tylnym siedzeniu, kiedy szofer taktownie odwraca wzrok.

Astaire jeździł swoim Phantomem do 1950 roku (ale nie był to jego ostatni Rolls-Royce), kiedy tworzył już słynny duet z Ginger Rogers i miał na swoim koncie wielkie przeboje filmowe, takie jak Panowie w cylindrach (1935) i Lekkoduch (1936). W 1946 roku oficjalnie ogłosił, że przechodzi na emeryturę, ale szybko wrócił na scenę, by wystąpić w tak głośnych powojennych produkcjach, jak Wszyscy na scenę (1953), w której partnerowała mu Cyd Charisse, Zabawna buzia (1957) z Audrey Hepburn czy Jedwabne pończoszki (1957), w których ponownie wystąpił z Cyd Charisse.

Jeśli chcesz wrócić wspomnieniami do złotej ery filmów dźwiękowych, w których Fred zdejmuje z głowy cylinder, zadaje szyku we fraku z muszką, czy śpiewa Kariokę, odwiedź Londyn w lipcu, by zobaczyć wystawę „Osiem legendarnych Phantomów”. Jednym z prezentowanych na niej eksponatów będzie samochód wybrany przez samego Freda Astaira, który miał wówczas cały świat u swoich stóp.

Najnowsze

Zlot Zabytkowych Mercedesów już w czerwcu!

W długi czerwcowy weekend (15-18 czerwca) odbędzie się 16. już Zlot Zabytkowych Mercedesów. Tym razem klasyczne gwiazdy zjadą na południe Polski, do malowniczych okolic Krynicy-Zdroju.

Na imprezie stawi się 85 załóg z Polski i z zagranicy – m.in. z Niemiec i Szwecji – oraz ich zabytkowe Mercedesy z niemal wszystkich epok motoryzacji, od okresu przedwojennego aż do początku lat 90. Tradycyjnie, kulminacyjnym punktem zlotu będzie coroczny Konkurs Elegancji, który zostanie rozstrzygnięty w sobotę 17 czerwca na krynickim deptaku.

Uczestnicy zlotu zjeżdżają do Krynicy-Zdroju w czwartek 15 czerwca. Aktywności samochodowe rozpoczynają w piątek rano – od godziny 10:00 spod hotelu kolejne załogi będą ruszać w liczącą około 100 km trasę rajdu wiodącą urokliwymi drogami Beskidu Sądeckiego – przecinającymi bukowe lasy i doliny górskich rzek. Po drodze goście odwiedzą nowosądecki salon Mercedes-Benz Sobiesław Zasada Automotive i dalej ruszą w kierunku stacji Kolei Gondolowej Jaworzyna Krynicka. Tam odbędą się konkurencje sprawnościowe dla klasycznych Mercedesów oraz ich właścicieli – a później auta udadzą się na zasłużony odpoczynek na hotelowym parkingu.

Kulminacyjnym punktem zlotu – a przy okazji atrakcją dla wszystkich, którzy w długi czerwcowy weekend odwiedzą Krynicę-Zdrój – będzie sobotni Konkurs Elegancji na miejskim deptaku, naprzeciwko Starego Domu Zdrojowego (17 czerwca). Okazała budowla w neorenesansowym stylu i elegancki plac stanowią doskonałe otoczenie dla prezentacji zabytkowych gwiazd. Każda załoga będzie musiała pokazać się w konkursie w możliwie interesujący sposób – specjalna komisja weźmie pod uwagę między innymi dopasowanie stroju do epoki, z której pochodzi dany samochód. Konkurs potrwa w godzinach od 11:00 do 15:00. W tym czasie fani klasycznej motoryzacji będą mieli okazję zobaczyć Mercedesy z bliska i porozmawiać z ich właścicielami.

Wśród pojazdów, które wezmą udział w zlocie, nie zabraknie najznamienitszych modeli Mercedes-Benz z ostatnich dziewięciu dekad. Do Krynicy-Zdroju przyjadą wyjątkowe automobile z okresu międzywojnia, w tym 170V oraz 230 Kabriolet, limuzyny Adenauer oraz przedstawiciele kolejnych pokoleń roadsterów z rodziny SL. Zwieńczeniem listy startowej są „młode klasyki””, przedstawiciele typoszeregów 123, 124 i 126. Auta wyselekcjonowano nie tylko pod kątem wieku (przyjmowane są modele w wieku co najmniej 25 lat) i stanu technicznego, ale również z uwzględnieniem ich „osobistej” historii.

Najnowsze