Okradli auto na stacji benzynowej w biały dzień

Zwykle wydaje nam się, że złodzieje działają pod osłoną nocy, a przynajmniej w dobrze osłoniętych miejscach. Ale nie w biały dzień, na oczach świadków oraz kamer.

Kwestia tej kradzieży jest dość tajemnicza, ale wygląda na dobrze zaplanowaną akcję.  Ofiarą jest kierowca białej Kii cee’d, tankujący paliwo, a złodziej znajduje się w białym vanie Renault. Od początku nagrania dostawczak po prostu stoi, jakby na coś czekał. Kiedy kierowca Kii idzie do kasy zapłacić, Renault rusza.

Kierowca vana ustawia się tak, żeby zasłonić moment kradzieży. Wysiada, stoi przez krótką chwilę przy Kii, po czym wraca do swojego auta i odjeżdża. Wszystkiemu przygląda się kierowca Audi tankujący swój samochód.

Samo nagranie nie jest opatrzone żadnym opisem, ale w komentarzach pod nim pojawia się informacja, że ofiara kradzieży wyznaczyła nagrodę 10 tys. zł za pomoc w ujęciu sprawców. Wiele wskazuje na to, że w Kii znajdowało się coś bardzo cennego, o czym wiedzieli złodzieje i czekali na moment, w którym będą mogli to zabrać.

Najnowsze

Zepchnął inne auto na barierę i uciekł

Nagranie pochodzi z Rosji, a w roli głównej występuje nadpobudliwy i nerwowy kierowca BMW X5, który czuje się królem lewego pasa.

Obrazek podobny do tego, jaki znamy z polskich dróg – ciąg samochodów na lewym pasie powoli i mozolnie wyprzedza ciąg aut na prawym. Nikt nikomu nie zjeżdża, bo musiałby zwolnić na prawym, a potem miałby problem z powrotem na lewy. Jeśli ktoś chce pojechać szybciej, musi mieć sporo cierpliwości.

Zupełnie nie miał jej kierowca BMW X5, który przy pierwszej nadarzającej się okazji zjechał na prawo, zrównał z pickupem, który nie chciał ustąpić mu miejsca, i gwałtownym ruchem uderzył w niego. Wygląda na to, że oba auta uderzyły o barierę energochłonną, ale pickup się zatrzymał, zaś BMW pojechało dalej.

Najnowsze

Pił alkohol za kierownicą i uciekał przed policją

Bardzo trudno zrozumieć co spowodowało takie zachowanie pewnego 39-latka. Samo kierowanie w stanie nietrzeźwości to poważna sprawa, ale jemu udało się zebrać prawdziwie imponującą „kumulację”.

Policjanci z warszawskiej grupy Speed zwrócili uwagę na kierującego Mazdą, który podczas jazdy pił alkohol. Funkcjonariusze ruszyli za nim i dawali mu sygnały do zatrzymania. Mężczyzna jednak nie reagował i cały czas kontynuował jazdę.

Po chwili samochód się zatrzymał, ale gdy policjant podszedł do pojazdu, kierowca nie chciał otworzyć drzwi. W pewnym momencie ruszył z miejsca, a funkcjonariusz musiał odskoczyć na bok, aby uniknąć potrącenia.

Pościg trwał nadal i to nawet po tym, jak kierujący Mazdą spowodował kolizję z innym pojazdem. Wysiadł z samochodu i dalej uciekał pieszo, ale szybko został dogoniony i obezwładniony. 39-latek został przewieziony na komendę i poddany badaniu alkomatem. Wynik to prawie 2 promile.

Teraz mężczyzna odpowie przed sądem za spowodowanie kolizji pod wpływem alkoholu, próbę potrącenia funkcjonariusza oraz ucieczkę przed policją.

Najnowsze

Francja podnosi podatki na SUV-y, tylko nikt nie wie co to znaczy

Rząd francuski zaostrza wojnę z SUV-ami, jako z najbardziej zanieczyszczającymi powietrze samochodami. Informacja ta obiegła media, ale nikt dotąd chyba nie napisał co to oznacza w praktyce. I że wcale nie chodzi o SUV-y.

Jak podała agencja Bloomberga i przepisała Polska Agencja Prasowa, od przyszłego roku, we Francji, zakup SUV-a (oraz samochodu dostawczego), będzie obciążony karną opłatą w wysokości 20 tys. euro. Dotychczas opłata ta wynosiła „jedynie” 12,5 tys. euro.

Takie zmiany w prawie podyktowano tym, że „SUV-y emitują więcej gazów cieplarnianych”, a cieszą się bardzo dużym zainteresowaniem. Według danych za bieżący rok, do listopada stanowiły one 30 procent sprzedanych samochodów.

Próżno jednak szukać informacji co to dokładnie oznacza dla kupujących. Czy każde auto, któremu przypniemy łatkę „SUV-a” zostanie objęte tą karną opłatą? Zarówno polskie, jak i zagraniczne media dodają jedynie, że wyznacznikiem będzie tu przekraczanie „pewnego pułapu emisji CO2”. To w końcu chodzi o SUV-y, czy o samochody, które dużo emitują spalin? Czy 20 tys. euro będzie musiał zapłacić francuski nabywca takich rodzimych modeli jak „nowy SUV Peugeot 2008” oraz „Citroen SUV C3 Aircross”? Skoro coś ma w nazwie słowo „SUV” (powyższe nazwy zostały zacytowane ze stron producentów), to chyba będzie mieć tu zastosowanie nowe prawo? Tylko kto chętny na zakup „nowego SUV-a Peugeota 2008”, kosztującego we Francji 21 500 euro, dopłaci drugie tyle kary?

Media nie wysiliły się, aby wyjaśnić tę kwestię. My tak. Okazuje się, że podatek od kupna nowego samochodu pojawia się we Francji po przekroczeniu emisji 120 g CO2/km (płaci się wtedy 260 euro), a maksymalna jego wysokość obowiązuje od 184 g CO2/km. Oznacza to, że podwyżki unikną nawet chętni na duży model, taki jak na przykład „Citroen Nowy SUV C5 Aircross” (producent naprawdę nazywa tak ten samochód). Nie załapią się nawet na niższy próg (172 g), przy którym obowiązywać będzie dotychczas najwyższa stawka 12,5 tys. euro kary.

Można więc śmiało powiedzieć, że pisanie o „podwyższeniu podatków na SUV-y” oraz „uderzeniu w SUV-y jako najbardziej szkodliwe dla środowiska”, to populizm. Zwykłe kłamstwo innymi słowy. Modele stanowiące gros sprzedaży wśród SUV-ów to auta miejskie, kompaktowe i klasy średniej, a takie nie łapią się nawet na przedostatni próg podatkowy, podobnie jak większość wersji silnikowych limuzyn klasy wyższej. 20 tys. euro zapłacą głównie nabywcy flagowych modeli niemieckich producentów oraz aut sportowych. A także dostawczych, jak wspomnieliśmy na początku.

Na koniec warto wspomnieć o innych planach francuskiego rządu, polegających na zmniejszeniu dopłat do samochodów elektrycznych. Obecnie nabywca takiego auta może liczyć na 6 tys. euro od państwa, jeśli tylko jego cena nie przekraczała 45 tys. euro. Bonifikata ma zostać zmniejszona w latach 2021-2022. Co jest logiczne – skoro rosną kary za kupno auta spalinowego, to brak kary dla elektrycznego też jest przecież (rosnącą) bonifikatą.

Najnowsze

Rosjanin zrzucił swojego Mercedesa-AMG G 63 z helikoptera

„Mieliście kiedyś ochotę roztrzaskać swojego smartfona, kiedy zaczynał wariować? Cóż, ja też.” - tak rozpoczyna swoje wideo pewien młody Rosjanin, który nie mógł już wytrzymać problemów, jakie sprawiała mu jego klasa G, a także bezsilności autoryzowanego serwisu.

Mercedes klasy G to jeden z tych modeli, o których można bez przesady mówić „legenda”. Wielu miłośników motoryzacji marzy o tej rasowej terenówce z luksusowym wnętrzem. Najlepiej w wersji AMG. Taką też kupił pewien Rosjanin – w marcu 2018 roku stał się właścicielem Mercedesa-AMG G 63. Za tego 571-konnego potwora zapłacił, jak sam podaje, 200 tys. dolarów (około 760 tys. zł). Nie cieszył się nim jednak długo, ponieważ co chwilę pojawiała się jakaś usterka. Właściciel nie wspomina jakie konkretnie miał problemy, ale samochód odwiedzał autoryzowany serwis nawet co miesiąc. Bez gwarancji, że zostanie poprawnie naprawiony.

Wreszcie decyzja zapadła – auto zostanie zniszczone. W ten sposób Rosjanin chciał pokazać swoją frustrację spowodowaną awaryjnością klasy G oraz bezsilnością autoryzowanego serwisu. Przygotowania do tego widowiskowego przedsięwzięcia trwały dwa miesiące. Tyle czasu zajęło znalezienie firmy, która podejmie się jego realizacji oraz rozwiązanie kwestii prawnych.

Ostatecznie udało się, samochód został podczepiony pod śmigłowiec Mi-8, a następnie zrzucony z dużej wysokości. Całemu przedstawieniu przyglądał się właściciel, siedząc na rozkładanym krześle i zajadając popcorn. Z Mercedesa-AMG G 63 pozostał placek poskręcanego metalu.

Z jednej strony rozumiemy, że powtarzające się usterki, przez które samochód co chwilę stoi w serwisie, mogą bardzo denerwować. Ale z drugiej czy jest sens niszczyć auto z tego powodu? Chyba tylko po to, żeby zwrócić na siebie uwagę. Jak uważacie?

Najnowsze