Ogólnopolska Wystawa Motocykli i Skuterów 2015 – relacja i galeria

W ten weekend w Warszawie odbyły się siódme już targi motocyklowe. Co ciekawego można było zobaczyć? Zachęcamy do przejrzenia naszej relacji i galerii zdjęć.

Zaraz po przejściu przez bramki wchodziliśmy na stoisko BMW. Oprócz cieszących się sporą popularnością modeli mogliśmy obejrzeć na własne oczy modele, które o popularność zaczną walczyć. Czyli R 1200 R, F 800 R, R 1200 RS i S 1000 RR. Poza motocyklami, jak co roku wrażenie na zwiedzających mogło zrobić sama wielkość i zabudowa stoiska BMW.

11 samochodów przyszłości od Peugeota - całkowicie wyposażone i gotowe do jazdy. Znacie wszystkie?

Idąc dalej, przechodziliśmy przez ekspozycję Yamahy. Tu mogliśmy nie tylko zawiesić oko na motocyklowych nowościach takich jak MT-09 Tracer, YZF-R1M i YZF-R3, ale można było również porozmawiać, zrobić sobie zdjęcie i zdobyć autograf takich wyśmienitych zawodników jak Paweł Szkopek, Łukasz Kurowski i Rafał Pasierbek, czyli Stunter 13.

Historie Alfy Romeo - sportowe

Na stoisku Can-Am mogliśmy obejrzeć po raz pierwszy takie modele jak Spyder F3 i Maverick X DS Turbo.

11 samochodów przyszłości od Peugeota - całkowicie wyposażone i gotowe do jazdy. Znacie wszystkie?

Sporo uwagi przyciągały włoskie pojazdy. Mogliśmy obejrzeć motocykle marki: MV Augusta, Aprilia, Moto Guzzi (czyli Moto Italia) i Ducati (Inter Motors). Mówiąc o Ducati należy wspomnieć o sporym stoisku Scrambler. Widoczny jest fakt, że Inter Motors kładzie ogromny nacisk na promocję tego modelu.

11 samochodów przyszłości od Peugeota - całkowicie wyposażone i gotowe do jazdy. Znacie wszystkie?

Markę Suzuki po raz kolejny przedstawił nam dealer Suzuki Piaseczno, a nie importer. Tu mogliśmy zobaczyć między innymi takie nowości jak GSX-S1000 i skuter Address.

11 samochodów przyszłości od Peugeota - całkowicie wyposażone i gotowe do jazdy. Znacie wszystkie?

Na pomarańczowym stoisku KTM spotkać mogliśmy Marka Dąbrowskiego i Kubę Przygońskiego.

Poza wspomnianymi markami motocykle zaprezentowali również Kymco, Piaggio, Junak, Zipp i Husqvarna. Przyjrzeć się z bliska można było także akcesoriom firmy Touratech. Wiele osób skorzystało do tego z możliwości zakupu akcesoriów dla motocyklistów w outletach Inter Motors i POLand POSITION.

11 samochodów przyszłości od Peugeota - całkowicie wyposażone i gotowe do jazdy. Znacie wszystkie?

Mimo, że targi nazywane są Wystawą Motocykli i Skuterów, wśród wystawców znaleźli się również producenci rowerów i pojazdów elektrycznych.

Zabrakło jednak po raz kolejny Hondy i Kawasaki. W tym roku także nie mieliśmy możliwości przysiąść się do motocykli Harley-Davidson. 

Najnowsze

Test Ford Grand Tourneo Connect 1.6 TDCI – kiedy fantazja staje się rzeczywistością

Czy super bohaterowie są tylko w komiksach? Ford bije się w piersi i temu zaprzecza. Stworzył „postać” do zadań wyjątkowych - toczenia walki z trudną codziennością. Wesprze, ułatwi, przy dzieciach pomoże - jego specjalność to ludzka strona życia. Jest kilka powodów, dla których warto się z nim związać. Jeżeli masz rodzinę, to nawet kilkadziesiąt.

Aby przedstawić cały wachlarz możliwości, producent oferuje aż trzy jego wcielenia Forda Tourneo. Klient lubi mieć wybór, i tutaj go dostaje. Cóż, to na pozór gwarancja sukcesu, chociaż Ford ewidentnie zrobił na przekór wszystkim. Podczas kiedy konkurencja „hoduje” nowych zawodników, Ford postanowił zostać przy sprawdzonej „drużynie”. Posiadając samochody całkiem udane, zdecydował się tylko na zwiększenie ich możliwości. Grand Toureno Connect jest tego najlepszym przykładem – był, ale jakby go nie było wcale. Pełniący funkcję samochodu dostawczego wszedł teraz w rolę przyjaciela rodziny. Mimo że kształt nadwozia zdradza jego korzenie i ewidentne przeznaczenie, wierzę, że to będzie podróż w nowe i nieznane.

Wnętrze: gwiezdne wrota
Po uchyleniu drzwi przenoszę się w zupełnie inną czasoprzestrzeń. Jest ładnie, solidnie i całkiem kolorowo. Jednym słowem wszystko, czego w dostawczym samochodzie nigdy nie znajdziemy. Chwileczkę, ale przecież Grand Tourneo nie chce już tak dłużej „żyć”. Chce być w pełni komfortową i wygodną osobówką. Dlatego kabina pasażerska to swoista mozaika, w której każdy kafelek pochodzi z innego modelu Forda.

GreenWay Polska udostępnia już ponad 200 stacji ładowania i 10 magazynów energii

Pierwsze wrażenie jest całkiem przyjemne, bo fotel jest tak miękki, że wręcz otula pupę. Odczucie to umacnia dobre trzymanie boczne, a przecież to dopiero nasze pierwsze wspólne chwile. Kabina – trzeba przyznać – po prostu jest ogromna. Można uchylić okno i wpuścić tu szybowiec. Jednak po kilku dniach spędzonych za kierownicą tak duża ilość miejsca przestaje przerażać. Zaczyna natomiast zadziwiać praktyczność i wygoda. Brawa dla inżynierów za nietuzinkowe podejście: obraz z kamery cofania wyświetla się na połówce wstecznego lusterka. Korzystamy zatem z cudów techniki, ale też samodzielnie oceniamy sytuację za plecami. Jest jeszcze jedno „oko” z tyłu naszej głowy – małe lusterko z szerokim kątem widzenia. To z kolei ułatwienie dla kierowcy w podglądzie małych dzieci, które opanują  drugi rząd foteli. A skoro już o dzieciach mowa, to ten samochód jest jak Disneyland – wręcz dla nich stworzony. Trzy niezależne siedziska to spora wygoda przy montażu fotelików, a tylne, przesuwane drzwi są na wagę złota, zwłaszcza kiedy zatłoczony parking wysiadania nie ułatwia.

Bagażnik ma podłogę dość nisko osadzoną. Do tego próg załadunkowy praktycznie nie istnieje. Pakowanie wózka już nigdy nie będzie przypominać zawodów lekkoatletycznych pod warunkiem, że przymkniemy oko na jedną, zasadniczą wadę: do otwarcia potężnej klapy potrzebujemy mieć naprawdę sporo miejsca. Pojemność bagażnika spadnie jednak do minimum, kiedy zdecydujemy się rozłożyć trzeci rząd siedzeń.

Jazda – najlepsze przed Tobą
Sercem Forda Grand Tourneo Connect jest sprawdzony, wysokoprężny silnik TDCI. Szybki rzut oka na specyfikację techniczną może rozczarować: tylko 1.6 pojemności? Czy to może się udać? Ale udało się, i to nawet bardzo. Silnik jest lepszy, niż można by się spodziewać. Generuje moc 115 KM, ale podczas jazdy zdradza o wiele więcej. Jest silny i dzielnie pcha do przodu tę wielką karocę, w żaden sposób nie odbierając przyjemności z jazdy. Wystarczy spędzić kilka minut za kierownicą tego auta, aby się przekonać, że to bardzo solidny diesel. Jedynym mankamentem jest fakt, że bardzo się leni na niższych obrotach. Ruszanie z miejsca wymaga pewnej wprawy, inaczej samochód po prostu nam gaśnie. Należy zatem nieco bardziej zdecydowanie traktować pedał gazu, inaczej radość z jady rozmyje się jak z mydła.

Sekretem wszystkich Fordów jest magia zawieszenia. I w tym samochodzie producent magii nie odbiera. Jest bardzo miękko i komfortowo zarazem. Do tego bardzo cicho na wszelkich nierównościach. Wbrew pozorom nadwozie nie wychyla się zbyt mocno na zakrętach. Samochód bardzo dobrze trzyma się drogi, chociaż duży rozstaw osi nie ułatwia jazdy po większych łukach. Za to w galerii handlowej Grand Tourneo zaskoczył, i to mocno; poruszał się pomiędzy samochodami zwinnie niczym kot. Kto sądzi, że zawracanie tym autem to manewry Titanic’iem, ten powinien jak najszybciej odbyć jazdę próbną.  Lwią cześć zadania wykonuje wspomaganie – można odnieść wrażenie, że kierownicą obracamy za pomocą myśli. Dokładne wskakiwanie drążka zmiany biegów na właściwe miejsce jest kolejnym, sporym atutem. Do złudzenia przypomina pracę dźwigni rodem z Forda Mondeo. I na deser najlepsze – zużycie paliwa. Tu po raz kolejny powody do radości. Samochód w cyklu miejskim nie przekraczał zużycia 7 litrów ropy na setkę, co jest wynikiem godnym pochwały. Ekonomiczny, pojemny, przyjemnie się prowadzi. Wygląd zewnętrzny to czysta gra pozorów, ale najważniejsze, to aby nie zostać w tej grze największym przegranym.

A kiedy nadszedł rozstania czas…
Okazało się, że to naprawdę fajny i zaskakujący samochód. Patrząc na niego z boku, można zobaczyć jedynie kształt kredensu, ale po zajęciu miejsca wewnątrz pierwsze wrażenie szybko się ulatnia. Ma zawieszenie na medal, oferuje równie dużo, ile może dać, a wykończenie kabiny jest na całkiem wysokim poziomie. Jeżeli zatem jest się szczęśliwym posiadaczem dużej rodziny, nie warto się zastanawiać, które kombi dostępne na rynku będzie dla nas najlepsze. Powód? Żadne z nich swoimi możliwościami nie doścignie Forda Grand Tourneo Connect. Jego ceny zaczynają się od 87 023 złotych. Za tę kwotę otrzymamy benzynowy silnik o pojemności 1.6 i mocy 150 KM z 6-biegową, automatyczną skrzynią. Za egzemplarz z najmocniejszym, testowanym silnikiem diesla oraz manualną, 6-biegową skrzynią trzeba zapłacić od 85 670 złotych. To całkiem sporo, ale też samochód do małych nie należy. Bezsprzecznie jednak okaże się prawdziwym bohaterem w niejednej, codziennej sytuacji.

Na TAK:
– bardzo komfortowe zawieszenie
– dynamiczny silnik
– bardzo dobrze zagospodarowana przestrzeń kabiny pasażerskiej

Na NIE:
– pudełkowaty kształt nadwozia
– silnik leni się na niższych obrotach
– klapa od bagażnika jest zbyt ciężka, przez co trudno się ją otwiera kobiecie

Dane techniczne Ford Grand Tourneo Connect 1.6 TDCI:
Silnik – diesel, turbodoładowany, R4, 16V
Pojemność – 1560 cm3
Moc – 115 KM przy 3600 obr/min
Moment obrotowy – 270 Nm przy 1750-2500 obr/min
Skrzynia biegów – manualna, 6-biegowa
Masa – 1529 kg
Prędkość maksymalna – 165 km/h
Napęd – na przednią oś
Zbiornik paliwa  – 60 litrów
Pojemność bagażnika – 1287 l
Długość/szerokość/wysokość – 4818/1835/1840 mm

Najnowsze

Motoclassic Wrocław 2014 – oswajamy zabytkową motoryzację

Już po raz drugi miłośnicy starych samochodów spotkali się na zlocie pojazdów zabytkowych MotoClassic.

Centralnym punktem imprezy był Zamek Topacz, położony w miejscowości Ślęza, zaledwie 15 minut od centrum Wrocławia.  Na przyzamkowych terenach zaprezentowało się, jak podają organizatorzy, ponad 300 zabytkowych pojazdów.

W dniach 16 i 17 sierpnia na terenie Zamku Topacz można było podziwiać pojazdy w dwóch kategoriach wiekowych: do 1960 roku oraz z lat 1960 – 1980, które stanowiły przekrój zabytków motoryzacji zarówno polskiej jak i zagranicznej. Dzień wcześniej odbyła się parada najpiękniejszych aut Zlotu, która przejechała ulicami Wrocławia oraz rajd turystyczny.

Licznie zgromadzone tłumy wrocławian mogły podziwiać z bliska auta zaparkowane przy Operze Wrocławskiej, podczas prezentacji pojazdów na pl. Gołębim w Rynku, na parkingu przy Urzędzie Wojewódzkim by na koniec dnia ustawić się pod Iglicą (dosłownie)  przy Hali Stulecia. Niecodzienną atrakcją była sam przejazd pojazdów, gdzie można było zobaczyć zabytkowe pojazdy w ruchu. Podczas zaplanowanych postojów uczestnicy zwiedzali budynek Opery, podziwiali dzieła na wystawie  Picasso Dali Goya w Muzeum Architektury oraz pokaz fontanny multimedialnej na Pergoli.

Podczas weekendu w atmosferze pikniku można było cofnąć się w czasie i zaznajomić z dawną motoryzacją. Na gości Zamku Topacz czekała obok ekspozycji pojazdów z lat 1886-1960 i 1960-1980, wystawa poświęcona historii Rajdu Dakar, która obejmowała pamiątki i pojazdy rajdowe wraz z  rajdowym Starem odbudowanym osobiście przez Jerzego Mazura (uczestnika Rajdu Dakar 1988 roku) oraz prezentacja najnowszych modeli pojazdów współczesnych marek z nie lada gratką w postaci Alfy Romeo 4C i sześciokołowego monstrum Mercedesa-Benza G63 AMG 6×6.

Wśród perełek motoryzacji do 1960 roku znalazły się Mercedes Posen,  Bugatti T40 i najstarszy pojazd zlotu – Brush z 1911 roku pana Tomasza Skrzelińskiego. W kategorii pojazdów od 1960 roku na uwagę zasługiwał Saab Sonett, Mini Marcos i  Lotus Esprit Turbo.  Obecni byli także goście z Białorusi i Niemiec nadając imprezie rangę międzynarodową.

Na teren wystawy licznie przybywały całe rodziny, kolejka do kas była spora. Chciałam dowiedzieć się jak imprezę odbierają osoby nie związane z motoryzacją. Zapytałam panią Magdę, która przyszła z dziećmi: Janką – 11 lat i Tymonem – 7 lat, którzy byli na Motoclassic po raz pierwszy,  o wrażenia.

Co Panią skłoniło do przyjścia na Motoclassic?
Chciałam pokazać dzieciom świat motoryzacji – stare samochody, których nie zobaczą już na naszych ulicach – żeby dotknęły to czym jeździli rodzice w młodości.

Dzieciom się podobało? Co je zainteresowało?
Oglądały w sumie wszystko. Najbardziej były zainteresowane tymi samochodami, o których coś opowiadaliśmy. Dział samochodów socjalistycznych budził najwięcej wspomnień, mąż pokazał Wartburga, z którym miał niemiłe doświadczenia oraz luksusowego Mercedesa, którym przyjeżdżał z zachodu brat sąsiada i rozdawał z niego dzieciom czekolady. Ogólnie dzieciom podobało się wszystko co można było dotknąć, bezapelacyjnie traktory! Z żalem stamtąd odchodziły, działko wojskowe, do którego była długa kolejka. Tymonowi spodobały się stare samochody milicyjne i ratunkowe.

Jakie auta Pani podobały się najbardziej?
Te kojarzące się z filmami w stylu Grease – wielkie amerykańskie krążowniki z lat 50 i 60-tych. Chłopcy od razu wypatrzyli, że w jednym z nich był schowek na whisky pod maską. Czas umilał zespół, który grał na scenie, całość kojarzyła mi się z piknikiem country – tak trochę „amerykańsko” się zrobiło. Szykujemy się do zmiany auta, więc oglądaliśmy też, co wystawiali dealerzy – niestety nie było pełnej oferty, jedynie wybrane modele.

Plusy i minusy imprezy?
Zdecydowanym minusem był mały parking, chwilę czekaliśmy aby dostać swoje miejsce, a wszędzie (szczególnie na poboczach) były zaparkowane auta ludzi, którzy przyjechali na wystawę i trudno było przejechać w tak wąskiej uliczce. Zaskoczeniem była obsługa kas – mimo wielkiej kolejki – szło sprawnie! Na terenie zamku minusem było jeżdżenie małych samochodzików z dziećmi pomiędzy ludźmi – ciągle nas spychali na boki i nie było jednego wyjazdu dla samochodów – wyjeżdżały między ludźmi, było trochę z tego powodu stresów. Duży plus dla organizatorów za organizację czasu dla dzieci –  świetne były strażackie konkursy, dzieci biegały i skakały przez drabinki wszystkie przejęte i szczęśliwe. W przyszłym roku też postaramy przyjść na Motoclassic.

Najnowsze

“Aventure Peugeot”, czyli Muzeum Peugeota – zabawa z kotkiem

W Sochaux we wschodniej Francji, które od 1810 roku jest kolebką marki Peugeot możemy zwiedzić zakłady produkcyjne i muzeum dokumentujące historię „Lwa”. Ponad 500 zaskakujących eksponatów ukazujących pasję braci Peugeot oraz 120 samochodów i 50 rowerów sprawia, że warto poświęcić dzień na zwiedzanie.

Pierwsza część muzeum poświęcona jest początkom marki Peugeot i każda kobieta poczuje się tutaj jak w domu, no może trochę „zabytkowym”. Eksponaty to przede wszystkim wyposażenie gospodarstwa domowego i kuchni, uwagę zwracją przepięknie zdobione młynki do kawy.  Wkraczając w krąg zatytułowany „Pionierzy” (lata 1891/1904) odkrywamy historię i możemy podziwiać pierwszy samochód produkowany przez Peugeot’a „Vis-a-Vis” z 1891 roku. Warto zwrócić uwagę na oryginalnie udekorowany Vis a Vis „Marguerite” z 1894 roku, oraz Landaulet 184, który „wystąpił” w filmie Woody’ego Allena „O północy w Paryżu”. I wreszcie można zgłębić pełną kolekcję „numerów” 201 z 1930, 401, 601 z końca lat 40-tych ubiegłego wieku, 402, 404 z lat pięćdziesiątych i wreszcie 205 z lat osiemdziesiątych XX wieku. Zwiedzania dopełnią unikatowe prototypy, auta sportowe i wyścigowe a panowie mogą się przymierzyć do roli taksówkarza ze słynnego filmu „Taxi 4” przy Peugeocie 407. 

Dwa stulecia istnienia marki spod znaku lwa udokumentowane poprzez samochody, rowery, narzędzia i sprzęty domowe, które zgromadzono pod jednym dachem przybliża zwiedzającym historię marki Peugeot. Do muzeum warto wybrać się z dziećmi, ponieważ specjalnie dla nich przygotowano przednik audio oraz edukacyjną broszurkę a także dwa symulatory jazdy, które czynią zwiedzanie bardziej interaktywnym. Zbiory zaprezentowano w ciekawy sposób w bardzo francuskim klimacie z dobrze podzielonymi sekcjami od początku XIX wieku aż do końca pierwszej połowy XX wieku.

Muzeum otwarte zostało w 1988 roku i prowadzone jest przez stowarzyszenie „L’Aventure Peugeot”.  Ekspozycje podzielone są na historycznie okresy oraz wystawy tematyczne „Motor Sport”, „Rowery & Motocykle”, pojazdy użytkowe, wydzielona jest też przestrzeń dla wystaw czasowych. Na miejscu jest sklep i restauracja.

Dojazd z autostrady A36, gzie na zjeździe nr 9 należy skręcić na D437 w kierunku Sochaux,
następnie na D613 Mont Beliard/Musee Peugeot. W miasteczku drogowskazy wskażą bezpośrednio drogę do muzeum, które  otwarte jest codziennie z wyjątkiem 25 grudnia i 1 stycznia w godzinach od 10 do 18. Bilet normalny kosztuje 8,50 €, ulgowy 4,50 €, dzieci do lat 7 zwiedzają za darmo. Koło budynku jest duży, bezpłatny parking.

Najnowsze

Podróż życia – Le Mans Classic. Relacja potencjalnej uczestniczki

"To było szaleństwo, porywać się na ten wyjazd, ale właśnie takie szaleństwa sprawiają, że życie jest pełniejsze" pisze w swojej relacji z wyprawy na Le Mans Classic Małgorzata Czaja.

Le Mans – tylko 340 km

To miała być podróż życia, celem był udział w Le Mans Classic. Przygotowania zajęły prawie rok, blisko 1600 km trasa została podzielona na około 300 km dzienne odcinki,  turystyczny ekwipunek został wyselekcjonowany tak by nie obciążać za wiele auta, a samochód poddany testom drogowym.  Nie pozostało nic innego jak oczekiwać zaplanowanej daty wyjazdu.

28 czerwca Chemnitz  

Wyjechaliśmy w sobotę, bo w tym dniu po autostradach jedzie się przyjemniej – jest mniejszy ruch, a przede wszystkim nie ma tirów. Szybko przejechaliśmy polską A4 i niemiecką dojechaliśmy na kemping na obrzeża Chemnitz. To po Lipsku i Dreźnie trzecie co do wielkości miasto Saksonii, które przywitało nas ograniczeniem prędkości do 30 km i tłumami młodych ludzi zmierzających na koncert. Okoliczne łąki były przekształcone w wielkie pole namiotowe.

Po drodze nie obyło się bez nasłuchiwania i stałej kontroli wszystkich wskaźników w aucie na szczęście wszystko było w porządku. Przejechaliśmy 334 km i jest to dystans maksymalny dzienny dla pasażerów Marcosa, dalej i dłużej jazda jest zbyt męcząca.

29 czerwca Kirchheim

260 km w deszczu jazda nie była przyjemna, mimo to humory dopisywały, bo po drodze bardzo często nas pozdrawiano i robiono zdjęcia Marcos’owi. Niemcy to porządny kraj i szanują pracę, więc w niedziele wszystko jest pozamykane, o czym nieopatrznie zapomnieliśmy. Boleśnie nam o tym przypomniała obiadokolacja, ratowanie się otwartą stacją benzynową nic nie dało – zostaliśmy z resztką sałatki ziemniaczanej, dwoma plasterkami pieczeni i kromką chleba.

30 czerwca Echternach

Echternach jest najstarszym miastem w Luksemburgu, położone nad graniczną rzeką Sûre, gdzie obozowaliśmy. Jazda przez 331 km dłużyła się niemiłosiernie, po drodze staliśmy w dwóch korkach, ale samochód mimo sportowego charakteru na szczęście się nie przegrzewał. Wieczorem odwiedził nas właściciela Maserati, który przyszedł obejrzeć Marcosa, nad naszym autem odbywały się panele dyskusyjne „kempingowiczów” dotyczące wyglądu, produkcji i porównań do Ferrari.

1 lipca Reims

We Francji omijaliśmy drogi płatne, taka ekstrawagancja nie była nam potrzebna. Marcos’owi pędzącemu w porywach 90 km wystarczyły drogi ekspresowe i krajowe. Tym razem przejechaliśmy przyjemne 190 km i jest to wielkość optymalna, żeby nie powiedzieć idealna dla tego auta. Pogoda dopisywała, jakość dróg już mniej. Nieźle nas „wytrzepało” na paru odcinkach. Dojeżdżając do miejsca parkingowego przy hotelu zaczął wyciekać płyn z chłodnicy. Diagnoza  – dziura w wężu,  poszliśmy na poszukiwania – odwiedziliśmy salon Seata, Mercedesa, maszyn rolniczych by skończyć w markecie budowlanym, od którego powinniśmy zacząć. Dwa gazowe kolanka i cybanty załatwiły sprawę. Mieliśmy dzień zapasu na dojazd do Le Mans, od którego dzieliło nas 340 km. Postanowiliśmy następnego dnia poszukać odpowiedniego warsztatu i zwiedzić miasto.

2 lipca Automobiles Champagne

Szampania – Reims – miasto słynące z katedry z XX-wiecznymi witrażami Marca Chagalla, miejsca koronacji prawie wszystkich królów. Mnie jednak bardziej interesował były trójkątny tor uliczny, gdzie odbyło  się 14 Grand Prix F1 Francji od 1950 do 1966 roku. W 1972 roku tor został zamknięty a w 2002 roku zburzony, jednak do dziś można oglądać jego historyczne pozostałości i muzeum samochodów, od którego zaczęliśmy zwiedzanie. Muzeum sprawia wrażenie zaniedbanego, opuszczonego i przypomina scenografię horroru klasy D – koszmarna recepcjonistka i koszmarne kukły psują odbiór całości.

Testy sprawności auta ujawniły kolejne usterki – pompa wody przestała działać i wydmuchało uszczelkę pod głowicą. Angielskie auto nie jest przyjaźnie traktowane na Francuskiej ziemi – w całym Reims nie było odpowiednich części do napraw. Został nam tylko do wykonania telefon do ubezpieczyciela, gdzie pani z infolinii po uświadomieniu jej, że nie” padła” nam klimatyzacja tylko układ chłodzenia w aucie, poinformowała nas, że laweta będzie w czwartek rano.

3 lipca „Crazy Is My Life”

Droga powrotna była nużąca i męcząca od 8.37 do 22.00 z trzema przerwami na stacjach i parkingach, nawet na lawecie Marcos wzbudzał ogromne zainteresowanie.

To było szaleństwo, porywać się na ten wyjazd, ale właśnie takie szaleństwa sprawiają, że życie jest pełniejsze. Jestem zawiedziona, bo jednak nie dojechaliśmy, ale też zadowolona z tych kilku dni, które pozwoliły mi cieszyć się autem, drogą i przygodą.
Po tym wyjeździe Marcosa polubiłam jeszcze bardziej i mogłam poznać jego zalety, a że się popsuł, no cóż… W gruncie rzeczy to nasz pierwszy wyjazd, gdy nie osiągnęliśmy celu i nie wróciliśmy do domu, kiedyś zawsze jest ten pierwszy raz.

Najnowsze