Edyta Klim

Odbudowa i reaktywacja Przystani Motocyklowej Moto Banit w Uniejowie

W marcu doszczętnie spłonęła Przystań Motocyklowa Moto Banit, stworzona przez Darka, który cudem przeżył ciężki wypadek motocyklowy. Trwa akcja zbiórki, licytacji i niesienia pomocy!

Przystań Motocyklowa Moto Banit w Uniejowie to popularne miejsce spotkań motocyklistów, z polem namiotowym, a także motocyklowym sklepem i samoobsługowym warsztatem. 26 marca 2020 r. spłonęła doszczętnie. Straty zostały wycenione na 400 tysięcy złotych – ogień zniszczył zabudowania, warsztat z wyposażeniem, sklep i 40 motocykli.

 

Właściciel przystani – Darek Banicki w tamtej chwili stracił wszystko, co od ponad 2 lat tworzył i jednocześnie własne źródło utrzymania. Trzeba tutaj wspomnieć o tym, że on sam w 2016 roku cudem przeżył wypadek motocyklowy. Cudem, bo lekarze dawali mu 1 % szans na przeżycie. Miał obrażenia wewnętrzne, 57 złamań, przebywał 99 dni w szpitalu, a  za tym wszystkim poszła seria kłopotów osobistych. Po wieloletniej rehabilitacji udało mu się wrócić do życiowej aktywności, z niedowładem prawej ręki i innymi dolegliwościami. Wtedy powstał pomysł na stworzenie Przystani Motocyklowej Moto Banit.

Już raz udało się zawalczyć Darkowi o własne życie, więc teraz warto zawalczyć o odbudowanie jego motocyklowego miejsca spotkań:

– Wybaczcie za składnię mojego pisania, lecz ciężko mi pozbierać się w całej tej sytuacji, a proszę Was o wsparcie i pomoc w odbudowaniu Przystani. Ci, co mnie znają, wiedzą, że sporo w życiu mnie już spotkało i wiele wycierpiałem, lecz nigdy się nie poddawałem i nie poddam tym razem. 

Pieniądze zebrane przeznaczę na odbudowę przystani i rekompensatę uszkodzeń, spowodowanych poprzez pożar. Nie jestem w stanie opisać, jak się teraz czuje i jak wiele dla mnie znaczą wszyscy, którzy mnie i moją rodzinę wspierają w tym ciężkim czasie. Dziękuję wszystkim z całego serca i obiecuję, że nie poddam się, odbuduję przystań i jeszcze nie jedną imprezę zorganizuje. Proszę Was o wsparcie, gdyż nie jestem w stanie odbudować Przystani samemu. Gdy widzę te zgliszcza, łzy same cisną się do oczu, a serce się łamie. Ciężko jest widzieć wszystko, co się stworzyło, zamienione w popiół i zgliszcza. Raz jeszcze przepraszam za składnię, lecz ciężko jest zebrać myśli w całość. Dziekuję wszystkim dobrej woli. Banita

Do pomocy ruszyli motocykliści, organizując zbiórki pieniężne oraz licytacje na Facebook’u. Zachęcamy do czynnego w nich udziału, bo im więcej „cegiełek”, tym większa szansa na sukces tej odbudowy:

Zbiórka na Pomagam.pl: https://pomagam.pl/fbwgyknf?

Zbiórka na Zrzutka.pl: https://zrzutka.pl/jbnbmv?

Grupa pomocy na FB: https://www.facebook.com/groups/530180357932221/

Grupa licytacji na FB: https://www.facebook.com/groups/857722544704954/

Być może już niebawem taka tablica pokieruje motocyklistów do nowej odsłony Przystani Motocyklowej Moto Banit.

Oficjalna strona Moto Banit: https://www.facebook.com/MotoBanit/

 

Najnowsze

Potwory bezdroży fruwają i wyginają się w zwolnionym tempie

Rajdy terenowe nie są najbardziej popularnym rodzajem motorsportu, ale zdecydowanie jednym z bardziej widowiskowych. A jeśli nam nie wierzycie, to zobaczcie te niezwykłe momenty, uchwycone na wideo.

Nagranie, które możecie zobaczyć poniżej, to kompilacja ujęć zarejestrowanych podczas zawodów 2020 BFGoodrich Tires Mint 400, które odbywały się niedaleko Las Vegas. Opublikowała je firma Mad Media, która postanowiła rozpocząć serię filmów pod tytułem „Race Motion”, w których będzie prezentować niewykorzystane fragmenty, w których pojazdy wzbijają się w powietrze, osie ustawiają się pod niedorzecznymi kątami, a nadwozie trzeszczy i wygina się.

Pijany kierowca zwolnił przed rondem do 200 km/h. Niestety nie ogarnął

W zawodach 2020 BFGoodrich Tires Mint 400 wzięło udział ponad 500 załóg, rywalizujących w różnych klasach. Na nagraniu zobaczycie ekstremalne terenówki i pickupy oraz buggy, które udowadniają jak niezwykle wytrzymałe są to pojazdy i jak wiele potrafią znieść. Sami nie wiemy, czy większe wrażenie robią na nas te ogromne wyskoki, fakt że załoga po wylądowaniu natychmiast drze dalej z gazem w podłodze, pomimo ogromnych przeciążeń jakim jest poddawana, czy może momenty kiedy pojazd pędzi ostro przed siebie i trudno powiedzieć czy więcej czasu jego koła spędzają na ziemi czy ponad nią.

Czekamy na kolejne odcinki serii!

Najnowsze

Stary Focus udowadnia, że jest najszybszy na całym osiedlu

Mówi się, że nie jest ważne jak szybki jest samochód, tylko kierowca. Ten chyba chciał udowodnić, że nikt nie może się z nim równać na całym osiedlu. A może nawet w całej okolicy.

Są kierowcy, którzy jeżdżą jak wariaci, bo mają szybkie samochody. Ale są też tacy, którzy mają zupełnie zwykłe i niezbyt szybkie pojazdy, ale i tak chcą wszystkim udowodnić, że nikt do nich nie ma startu. Tak jak ten szczęśliwy właściciel białego Focusa kombi pierwszej generacji.

Mistrz kierownicy w Jettcie po tuningu przecenił swoje możliwości

O tym, że mamy do czynienia z poważnym zawodnikiem, widać tuż po zapaleniu się zielonego światła. Kierowca auta z kamerami ruszał z pasa, na którym za kilkanaście metrów będzie zwężenie, a mimo to nie ruszył z piskiem opon, a co gorsza zwolnił przed torowiskiem, szanując swoje zawieszenie. Oburzające! Kierowca Focusa skarcił go mrugnięciem długich świateł, ale chyba już wiedział, że musi sprawę rozwiązać inaczej.

BMW wyprzedzało na zakazie i natychmiast wpadło w kłopoty. Chyba

Szybka redukcja, gaz do dechy i ogień! Przez powierzchnię wyłączoną z ruchu, po złej stronie wyspy oddzielającej pasy i z powrotem przez ciągłą linię na swój pas. Nawet udało mu się zdążyć zjechać, nim niebezpiecznie się zbliżył do samochodu jadącego z naprzeciwka. I kto jest najszybszy na osiedlu?

Najnowsze

Kamila Nawotnik

Supercar Blondie – to ta dziewczyna z samochodami

Zazwyczaj jest jedną z pierwszych osób na świecie, które mają okazję oglądać i testować najbardziej śmiałe, absurdalne, luksusowe i najnowocześniejsze samochody. Jej konto na Instagramie obserwuje 6 mln ludzi, kanał na Youtube subskrybuje 3,45 mln osób, a stronę na Facebooku polubiło 8,5 mln fanów (14 mln osób ją obserwuje!). Alex Hirschi – to nazwisko pewnie niewiele wam mówi, ale założymy się, że zdecydowanie lepiej kojarzycie jej pseudonim. W końcu ta wesoła dziewczyna z Australii to nikt inny jak Supercar Blondie.

Jeśli trochę interesujecie się motoryzacją – a skoro odwiedzacie nasz portal, zakładamy, że właśnie tak jest – to z pewnością kojarzycie ten nick. Długowłosa blondynka od lat przedstawia motomaniakom najbardziej unikatowe i luksusowe auta, robiąc to z dużą lekkością i pozytywną energią. Za każdym razem opowiada o najbardziej ukrytych smaczkach i nietypowych rozwiązaniach, pokazując swoim obserwującym wyjątkowe oblicze supersamochodów, których na żywo często nie będzie im dane nawet zobaczyć.

„Jazda supersamochodami to taki fun, że często śmieję się sama do siebie!”

Motoryzacyjna pasja 34-latki rozwijała się od lat. Jej pierwszym autem był Mitsubishi Lancer i jak sama mówi, już wtedy prowadzenie dawało jej mnóstwo radości. Alex pochodzi z Brisbane w stanie Queensland w Australii, ale jej kariera w pełni rozkwitła w Dubaju – miejsca, w którym Porsche 911 jest tak powszechnym widokiem, co w naszym kraju Opel Astra. To tam przeprowadziła się w 2008 roku, by przez kolejne 9 lat pracować jako prezenterka w radiu. Od 2017 roku w pełni poświęca się karierze motoryzacyjnej vloggerki.

Supercar Blondie miała okazję jeździć po torze u boku Stiga – legendy programu TopGear, a nawet prowadzić Batmobil, który wystąpił w „Batmanie” z 1989 roku z Michaelem Keatonem w roli głównej. Pomyślcie o waszym ulubionym supersamochodzie, a my możemy założyć się, że Alex już siedziała za jego kierownicą. „Ta dziewczyna z samochodami” ma na koncie testy tak zachwycających projektów jak Ferrari 488 Spider, Lamborghini Huracan, Mercedes AMG GT S czy Bentley Continental GT3-R.

Za pomocą profili w mediach społecznościowych Alex prezentuje fanom szalone koncepty jak Renault Trezor, tajne projekty w stylu wskrzeszonego (i wycofanego w 2015 roku) Bugatti Atlantic oraz hipersamochody pokroju McLarena Speedtail. W tym celu jeździ po całym świecie, zaglądając do każdego zakątku – o ile czeka tam na nią kolejny zachwycający samochód. Jedno jest pewne, ta dziewczyna nigdy się nie nudzi i jest bardzo konsekwentna w wybranej ścieżce kariery.

Większość z publikowanych przez nią filmów nie polega jednak na jeździe autami, krzyczeniu i podkreślaniu, jakie są szybkie. Supercar Blondie preferuje inne podejście, a wyróżnikiem jej testów są detale. Każdy z omawianych supersamochodów ma pewne unikatowe rozwiązania i technologie, które często mogą umknąć przeciętnemu obserwatorowi. Dzięki profilom Supercar Blondie, fani mają możliwość faktycznie poznać najśmielsze projekty w historii motoryzacji.

Cicha bestia

Wraz z rozwojem kariery, nowe auta zagościły także w prywatnym garażu Alex. Lancera z czasem zastąpiło BMW i8. Auto, którego ceny rozpoczynają się w Polsce od ponad 625 tys. zł, otrzymało imię „Silent Beast”. Grafitowo-czarny lakier hybrydy generującej 362 KM mocy przecinały neonowo żółte akcenty, które sprawiały, że egzemplarz Australijki był na swój sposób unikatowy.

Nawet tak futurystyczna propozycja z czasem jednak może się znudzić – tym bardziej dziewczynie, która na co dzień siada za kierownicą najszybszych i najdroższych aut świata. Dlatego też aktualnie Supercar Blondie spędza czas wolny, prowadząc swoje Lamborghini Huracan LP 610-4. Egzemplarz dziennikarki, noszący imię Lucy, rozpoznacie po charakterystycznym malowaniu – niebieskich kwiatach na czarnym tle. Personalizacja auta trwała 3 tygodnie, a to nie jedyny wyróżnik. Alex zamówiła specjalną kierownicę, stylizowaną na wzór tej z Batmobila. Dla wielbicieli Australijki, którzy mogą pochwalić się szczególnie dużą zdolnością kredytową, mamy dobrą wiadomość – Lucy została wystawiona na sprzedaż.

Wszystko na jedną kartę

Alex trzy lata temu podjęła spore ryzyko, odchodząc z pracy w radiu by w pełni poświęcić się swojej pasji. Nie miała wtedy pojęcia, co ją czeka, ale trudno wyobrazić sobie większy sukces. Profil Supercar Blondie na Facebooku w 2018 roku był najszybciej rozwijającym się fanpagem, a ona sama może dziś pochwalić się mianem najbardziej rozpoznawalnej motoryzacyjnej influencerki. Jest także jedną z najbardziej wpływowych kobiet w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Jej historia pokazuje, że jeśli robisz to, co kochasz i robisz to szczerze, możesz zajść bardzo daleko.

Jeśli jeszcze nie mieliście okazji, zajrzyjcie na profile Supercar Bondie: Instagram, Youtube, Facebook!

Najnowsze

Kamila Nawotnik

Test Ford Puma ST-line mHEV 155 KM – nadal dzika?

Ford Puma przyszedł na świat jako małe, zwinne coupe. Nie dysponowało potężnymi silnikami, ale sprawiało wrażenie ciekawego auta sportowego. Ponad 20 lat później model wskrzeszono, ale w zmienionej postaci. Nowa Puma stała się kompaktowym crossoverem, przede wszystkim funkcjonalnym. W naszym teście sprawdzamy prawdziwe oblicze tego drapieżnika.

Choć nazwa nawiązuje do dzikich kotów Amazonii, dłuższa znajomość pokazała, że Puma od Forda nie ma z nimi zbyt wiele wspólnego. W przeciwieństwie do pierwszej generacji, jej cechą charakterystyczną nie będzie dzikość, a raczej przydatność w codziennym życiu. To nie jest zarzut – druga generacja jest przede wszystkim praktyczna i stanowi odpowiedź na potrzeby, które często kierowcy nie przyszłyby nawet do głowy, a  w praktyce mogą okazać się bardzo ważne. Mowa tu m.in. o genialnie rozwiązanym bagażniku – unikalnym na rynku. Wyjściowo podłoga jest idealnie płaska, a dostępna przestrzeń wynosi 402 litry. Istnieje możliwość podniesienia pokrywy i odkrycia dodatkowego miejsca, ale to jeszcze nie koniec! W centralnej części znajduje się komora MegaBox o ładowności 54 l, którą spokojnie można by zmienić w mobilne akwarium… Choć nie sądzimy, by pomysł ten przypadł do gustu obrońcom praw zwierząt. Można także przechować tam mokre buty narciarskie lub doniczki z ziemią. Ewentualnie można też tam wsadzić, a nawet opłukać psa (tu raczej miłośnicy fauny będą zadowoleni).

Myk polega na dodatkowym, ukrytym w podłodze komory zaworze. Kiedy go odetkamy, mamy możliwość wylania bezpośrednio na ziemię/ulicę wody i brudu zgromadzonego w zbiorniku. Proste, sprytne i szalenie praktyczne rozwiązanie. Bagażnik można otworzyć na trzy sposoby – za pomocą kluczyka, guzika umieszczonego pod klapą lub machając nogą pod tylnym zderzakiem. Ten ostatni jest szczególnie przydatny chociażby w sytuacji, gdy macie ręce obładowane zakupami. To nie koniec przemyślanych rozwiązań – tylna półka została zaczepiona na klapie bagażnika, a nie przymocowana do tylnej kanapy, więc dostęp jest jeszcze łatwiejszy!

Wymiary i masy Ford Puma 1.0 mHEV 155 KM:

Długość: 4186 mm
Szerokość: 1805 mm
Wysokość: 1538 mm
Masa własna: 1205 kg
Rozstaw osi: 2588 mm
Prześwit minimalny: 165 mm
Minimalna pojemność bagażnika: 456 l
Pojemność zbiornika paliwa: 42 l

Sprytniejsza od kierowcy

Wśród szeregu funkcjonalności oferowanych w nowej Pumie, na wyróżnienie zasługuje także zapobieganie jeździe pod prąd – system wykorzystujący czujniki z przodu auta oraz dane nawigacyjne, wykrywa znaki zakazu wjazdu i ostrzega kierowcę (za pomocą komunikatu oraz dźwięku), gdy ten nieopatrznie złamie przepis. Podobne ostrzeżenie pojawia się w przypadku jazdy pod prąd np. na autostradzie. Zanim zaśmiejecie się pod nosem i pomyślicie, że „tylko idiota by nie zauważył”, przejrzycie zasoby YouTube by sprawdzić, jak częsta jest to sytuacja.

Lista technologii jest jeszcze dłuższa, a już w standardowym wyposażeniu obejmuje m.in. FordPass Connect, czyli system oferujący zdalne otwieranie i zamykanie drzwi, funkcję lokalizacji pojazdu oraz hotspot Wi-fi. Jest także tempomat, ABS z elektronicznym rozdziałem siły hamowania, układ stabilizacji toru jazdy i wspomaganie ruszania na wzniesieniach oraz system utrzymywania auta w pasie ruchu. Jeśli mówimy o samochodzie typowo miejskim, to wyróżnię także system start/stop, wyłączający silnik na postoju, który działa wyjątkowo subtelnie – na tyle, że nie czułam potrzeby wyłączania go podczas jazdy. Zaufajcie mi, to naprawdę rzadkość.

W testowanej wersji ST-line, za multimedia odpowiada 8-calowy wyświetlacz dotykowy, obsługujący systemy AppLink, Apple CarPlay oraz Android Auto, zapewniający możliwość odtwarzania muzyki za pomocą radia, Bluetooth lub dwóch czytników USB. W rozbudowanej wersji oferuje on także system audio firmy B&O z 9 głośnikami, wzmacniaczem i subwooferem oraz nawigację 3D.

Przyciąga spojrzenia

W nadwoziu przebija się kilka elementów nawiązujących do stylistyki pierwszej generacji – wśród nich jest jakby lekko „nabity” przód oraz specyficznie ukształtowane lampy. Całość zdecydowanie wygląda zwierzęco, choć kojarzy mi się raczej z żabami, a nie przedstawicielem kotowatych. To nie ma jednak znaczenia, bo ogólny efekt jest atrakcyjny i przykuwający uwagę.

Gdy wsiądziecie do auta i uruchomicie zapłon, na 12,3″ wyświetlaczu z wirtualnymi zegarami przemknie natomiast powitalna… puma! Wnętrze auta jest typowo fordowskie, choć w wersji wyposażenia ST line wygląda zdecydowanie ciekawiej niż w standardowym wydaniu. Kokpit zbudowany z miękkich plastików przeplata się wówczas z wygodnymi i atrakcyjnie wykończonymi skórą i czerwoną nicią fotelami. Opcjonalnie można wykupić podgrzewanie foteli oraz kierownicy. Projekt deski rozdzielczej jest intuicyjny, a cała kabina należy do tych raczej przytulnych. Jeśli jednak lubicie wrażenie dużej przestrzeni, koniecznie zamówcie dach panoramiczny.

Zwinna jak kot

Testowana Puma ST-line jest najgroźniejszą, obecnie oferowaną, odmianą tego auta. Napędza ją układ hybrydowy, generujący 155 KM mocy przy 6000 obr./min i 220 Nm momentu obrotowego. Jego podstawą jest 3-cylindrowy silnik 1.0 EcoBoost, połączony z 48-woltową instalacją. Jak to w miękkiej hybrydzie, silnik elektryczny służy wyłącznie do wsparcia napędu, nie ma więc możliwości podłączenia samochodu do gniazdka. Ładowanie akumulatora odbywa się poprzez odzyskiwanie energii podczas hamowania – w tym przypadku rekuperacja jest bardzo subtelna i delikatnie zauważalna.

Puma oferuje pięć trybów jazdy, a z wyborem każdego z nich wiąże się inny wygląd zegarów. Są to tryby: normalny, sportowy, eko, do śliskiej nawierzchni i na drogi nieutwardzone. W każdym z nich zmienia się również charakterystyka działania przepustnicy i wspomagania kierownicy, a co za tym idzie, odczuwalnie lepsza/gorsza reakcja na gaz. W wersji ze skrzynią automatyczną zmianie ulega także długość przełożeń – w naszym teście sprawdzałyśmy wersję z 6-begowym manualem.

I teraz możemy przejść do dynamiki. Jeśli spodziewacie się, że ponad 150-konna Puma jest bardzo szybka i dzika, to się rozczarujecie. Aby wydobyć cały potencjał auta, trzeba się postarać – po pierwsze wejść w tryb sportowy, po drugie nie schodzić poniżej 3500 tys. obr./min. Wtedy faktycznie możemy mówić o ciekawej dynamice, prawie godnej drapieżnika. Przeważnie jednak jeździmy raczej spokojniej, nie doprowadzając miejskich crossoverów na skraj możliwości. I wówczas przyspieszenie nie jest porywające, ale w zupełności wystarczające do miasta. Spalanie przy spokojnej jeździe drogami podmiejskimi spada poniżej 5 l/100 km. Na co dzień jednak w mieście nastawić się trzeba raczej na okolice 6,5-7 litrów, a przy ostrzejszym traktowaniu silnika nawet na 10 l/100 km.

Puma prowadzi się bardzo precyzyjnie i pewnie. Na pochwałę zasługuje responsywny układ  kierowniczy, nisko osadzony środek ciężkości i dobry rozkład masy. Nawet w ostrzejszych zakrętach Puma zachowuje pełną stabilizację. Podczas jazdy czuć kontrolę nad autem, które jest z nami zupełnie szczere i nie planuje nieprzyjemnych niespodzianek. W nagłych wypadkach hamulce działają bardzo skutecznie, ale przy tym miękko – auto nie pochyla się całą masą w kierunku maski, a raczej przysiada, przytulając się do ziemi. To daje poczucie kontroli nad jego zachowaniem i reakcją.

Ile to kosztuje?

Cennik nowej Pumy otwiera przyzwoite 69 600 zł za wersję Trend z silnikiem benzynowym 1.0 o mocy 95 KM i skrzynią manualną. To tyle samo, co za podstawowego Fiata 500X, niewiele więcej od bazowego Nissana Juke’a i o 10 tys. zł więcej niż za niewiele słabszą Kię Stonic. Testowana przez nas topowa wersja topowej wersji Pumy, czyli St-line X mHEV 1.0 EcoBoost 155 KM M6 to wydatek rzędu 103 450 zł.

TO NAM SIĘ PODOBA:

  • precyzja i pewność prowadzenia
  • design nadwozia
  • bagażnik
  • szeroka funkcjonalność auta
  • niskie spalanie

TO NAM SIĘ NIE PODOBA:

  • mało ekscytujące wykończenie wnętrza
  • dynamika silnika mniejsza niż wskazywałyby na to parametry

Dane techniczne Ford Puma 1.0 mHEV 155 KM:

Silnik: benzynowy R3 + elektryczny
Moc: 155 KM przy 6000 obr./min.
Maksymalny moment obrotowy: 220 Nm przy 1750 obr./min.
Skrzynia biegów: manualna 6-stopniowa
Prędkość maksymalna: 200 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h 9 s

Najnowsze