Edyta Klim

O marzeniach spełnionych i tych w trakcie realizacji – opowiada Roksana Noniewicz

Po dwóch latach startów w amatorskich rajdach, Roksi przygotowuje samochód do startów w rallycrossie!

Twoje pierwsze kroki za kierownicą w sporcie to….

W moim przypadku wszystko zaczęło się skromnie – od udziału w zawodach Wrak Race kilka lat temu. Były to pierwsze tego rodzaju zawody w Mysiadle. Panowała okropna pogoda, padało, a auto wytrzymało niecałe 20 minut! Całość, ze względu na warunki, bardziej przypominała jakiś off-road, ale od razu zaiskrzyło! (śmiech) Dlatego zakup rajdówki po pewnym czasie był czymś naturalnym i bardziej świadomym.

Twoje umiejętności jazdy samochodem od razu dalekie były od stereotypu „baba za kierownicą” czy włożyłaś w naukę wiele czasu i energii, by zobaczyć pierwsze rezultaty?

Motorsport od zawsze mnie fascynował, zresztą pewnie tak samo, jak wiele innych osób. Niestety ja nie bardzo wiedziałam, jak się za to zabrać i jak zacząć swoją przygodę z motoryzacją. Wydaje mi się, że kobiecie w ogóle dużo trudniej zacząć i dużo trudniej zaistnieć w tej dyscyplinie, chociaż na pewno są wyjątki (śmiech). 

Od dwóch lat startuję w amatorskich imprezach motoryzacyjnych, jednak nie jestem urodzonym kierowcą. Staram się nie zrażać, chętnie korzystam ze wskazówek i rad innych, bardziej doświadczonych kierowców.

Teraz, mając już doświadczenie w tym „zaczynaniu” – co byś doradziła kobietom, które o startach za kierownicą samochodu marzą?

Bardzo ciekawe pytanie, które porusza bardzo wiele aspektów. Niestety ilość kobiet w sportach motorowych jest niewielka, a wbrew pozorom i opiniom, że adrenalina to domena mężczyzn – większość moich koleżanek marzy o wylądowaniu za kierownicą rajdowego auta (śmiech). Wiele razy zastanawiałam się, czemu tak jest? I wydaje mi się, że przyczyn jest kilka. Po pierwsze, tak jak pisałam wcześniej, zdecydowanie trudniej jest nam zacząć swoją przygodę z motorsportem. Często dostaję pytania od dziewczyn na swojej stronie na facebooku –  jak zacząć, gdzie trenować, jakie kupić auto…. Po drugie, chcąc czy nie chcąc,  zawsze jesteśmy w centrum zainteresowania. Z jednej strony jest to dobre, bo zawsze ktoś wyciągnie pomocną dłoń w przypadku kłopotów albo pomoże z techniką i torem jazdy. Niestety z drugiej strony w przypadku niepowodzenia, często są komentarze w stylu: „baba za kierownicą”. Wciąż mnie to zaskakuje i wciąż nie mogę się do tego przyzwyczaić. Dlatego moje przesłanie do wszystkich kobiet, które próbują swoich sił za kierownicą w sporcie jest  takie – nie zrażajcie się, nie zwracajcie uwagi na krytykę, wytrwale dążcie do celu, a na pewno skończy się to sukcesem!

Jaki był Twój pierwszy cywilny samochód, a jaki ten sportowy? Co zdecydowało o takim, a nie innym wyborze?

Może źle wypadnę w odpowiedzi na to pytanie, ale jak to kobieta, zawsze kieruję się emocjami, na zasadzie, czy mi się auto podoba i czy ma ładny kolor (śmiech).  Dlatego mój pierwszy, cywilny samochód to był Mini Cooper, który sprzedawałam ze łzami w oczach i zawsze bardzo mile go wspominam. Co do rajdówki, to po prostu podjęłam decyzję i natychmiast miał być ten samochód! Był dostępny tylko śliczny, biały Peugeot 106, który oczywiście został zakupiony. Przez kilka tygodni z przerażeniem mu się przyglądałam, bo jak na rajdówkę przystało był: głośny, niewygodny i miał swoje fochy. To był trudny związek…

Który ze sportów motorowych jest najbliższy Twemu sercu i gdzie byś się chciała widzieć w przyszłości?

Po tych kilku latach startów doszłam do wniosku, że oprócz zwykłej walki z czasem, brakuje mi czegoś jeszcze… Zawsze z utęsknieniem wspominałam Wrak Race, więc powstał pomysł powrotu do korzeni w pewnym sensie, czyli zrobienia licencji  i startu w Mistrzostwach Polski Rallycross w klasie Seicento.

Czyli kontaktowe i nieprzewidywalne konkurencje cenisz sobie bardziej, niż walkę z czasem na trasie i towarzystwo pilota? Masz w sobie trochę zadziornego charakteru?

No chyba uporządkowanie i precyzja nie leżą w mojej naturze, a tego wymagają rajdy (oprócz poszukiwania własnych granic i granic możliwości auta). Tak naprawdę, swoje preferencje będę mogła ocenić dopiero po starcie w rallycrossie, ale podoba mi się to, że jest to sport w jakimś stopniu nieprzewidywalny. W tym sensie, że oprócz bezpośredniej rywalizacji, która na pewno bardzo motywuje, tor jazdy często jest narzucany przez innych zawodników. Nie pokonujesz mechanicznie zakrętów, tylko musisz się dostosować, musisz podejmować decyzje, coś się cały czas dzieje. Poza tym są tam odcinki o różnej nawierzchni: asfalt i szuter.

Swoje auto do rallycrossu kupiłaś gotowe czy trzeba je zbudować? Ile trwa takie przygotowanie? Co trzeba zrobić?

Auto do rallycrossu postanowiłam zbudować sama… Kupiłam samochód cywilny, z którego krok po kroku miało powstać auto do zawodów. Budowa rajdówki to niestety proces dość długotrwały, składa się z wielu etapów: pozbycie się wszystkich elementów wnętrza auta, obspawanie karoserii, zrobienie klatki, pomalowanie wnętrza samochodu, zamontowanie sportowych foteli i pasów, wymiana zawieszenia i wiele innych, już mniej poważnych modyfikacji. Budowę auta zaczęłam w październiku, a mój ambitny plan zakładał, że w styczniu już zacznę nim intensywnie ćwiczyć przed zawodami. Niestety ku mojemu przerażeniu realia okazały się zupełnie inne, bo w połowie stycznia samochód był wciąż na etapie budowy klatki. Po zmianie warsztatu trzeba nadrobić stracony czas, ale cudów nie ma. Obawiam się, że jak to zwykle w motorsporcie bywa, dostanę go tydzień przed zawodami…

Naprawisz coś sama w swoim samochodzie? Czy to nie Twoja bajka?

Zawsze z podziwem patrzę na kobiety, które potrafią zrobić cokolwiek w aucie, nawet jeśli chodzi o zwykłą wymianę koła. Pomijając to, że bardzo cenię pracę swojej manikiurzystki (śmiech) – uważam, że jednak powinniśmy zostawić coś dla mężczyzn, niech się czują potrzebni i niezastąpieni (śmiech).

Do startów w rallycrosie potrzebujesz też zaplecza serwisowego?

Niestety tak… „Niestety”, bo profesjonalny serwis na zawodach wiąże się z bardzo dużym kosztem, a ja na chwilę obecną nie mam sponsorów. Na szczęście wyciągnął do mnie pomocną dłoń Sejsport – drużyna sportowa, zajmująca się również przygotowaniem i obsługą samochodów niższych klas. Zarządza nią trzech czynnie startujących zawodników, którzy znają i rozumieją problemy osób walczących na co dzień z budżetem na starty. Dlatego nie robią tego stricte zarobkowo, ale z pasji.  Jako debiutantka w rallycrossie zaufałam im pod kątem logistyczno-serwisowym podczas zawodów.

Chcę podziękować także firmie 2Brally, która mnie wspiera i pomaga z wyposażeniem rajdówki. A do tego szyje dla mnie (na swój koszt) piękny kombinezon w wersji damskiej, gdyż tego rodzaju gotowych artykułów dla kobiet niestety nie ma w sprzedaży. Jestem bardzo wdzięczna za wsparcie i mam nadzieję, że ta współpraca będzie owocna i przyniesie konkretne wyniki w 2018. 

Z jakiego osiągnięcia do tej pory cieszyłaś się najbardziej?

Najbardziej się cieszę ze skromnego 3. miejsca w swojej klasie pojemnościowej, ale dobrze że są jeszcze puchary dla Pań (śmiech).

Ile swojego wolnego czasu przeznaczasz na pasje? I czy są jakieś inne?

Motorsport w moim przypadku jest pasją, która zajmuje zbyt dużo czasu i pieniędzy, żeby można było to połączyć z czymś innym. Są takie etapy, kiedy czasami mam dosyć i nagle cieszę się ze zwykłego weekendu, kiedy w końcu mogę, jak normalna kobieta, spędzić cały dzień na zakupach. Staram się trenować, chociażby raz w tygodniu, na torach o rożnej charakterystyce i nawierzchni (w zależności od planowanych startów), ale uważam, że trenuję wciąż za mało! Nie zawsze jest to kwestia czasu, bo niestety rajdowe auta są dość mocno  eksploatowane na torze, co niesie za sobą konieczność napraw lub przeglądów. To też uniemożliwia mi jazdę tak często, jak bym chciała.

Jak nastawienie do nowego sezonu?

Nie wszystko idzie zgodnie z planem, bo samochód, którym planowałam trenować od stycznia, jest wciąż w warsztacie… Mam nadzieję, że uda mi się przetrwać pierwszy sezon w tych trudnych zawodach, ale w końcu marzenia są po to, by je spełniać!  

Strona Roksi na facebooku: https://www.facebook.com/RoksiRacing/

Najnowsze

Edyta Klim

Alice Hughes – wyścigi w Mini, maxi wyniki!

Alice Hughes to jedyna kobieta, która zdobyła wyścigowy tytuł mistrzowski w 2017 roku w Anglii. Dodatkowo otrzymała nagrodę The Densley Trophy.

Alice ma 23 lata, a już od 14 roku życia startuje w różnych seriach wyścigów. Początkowo za rozwój kariery odpowiadał jej tato, jednak dość szybko Alice przekonała do siebie pierwszych sponsorów.{{ vimeo(193419875) }}Rok 2017 to pierwszy, pełny sezon zawodniczki w Mighty Minis Racing, gdzie startowała w Mini o pojemności 1275cc. Zawodniczka przyznaje, że był to też czas intensywnej pracy z psychologiem sportowym, który pomagał jej zmienić nastawienie do wyścigów i podbudował pewność siebie.

Jej talent i praca nad sobą przyniosły świetne rezultaty – 8 razy Alice stanęła w sezonie 2017 na podium i 4 najlepsze wyniki okrążeń toru należały do niej:

– To był niesamowity rok z bardzo wymagającą konkurencją, ale to właśnie rozwinęło mnie jako kierowcę jeszcze bardziej – mówi Alice.

– Tylko 3% zawodników w samochodach wyścigowych to kobiety, więc sądzę, że to co zrobiłam, jest naprawdę dużym osiągnięciem – dodaje.

Jej wyniki docenił także British Automobile Racing Club przyznając jej nagrodę The Densley Trophy dla największego, kobiecego talentu klubu.

Mistrzowskie Mini od Alice jest teraz dostępne w ofercie „Arrive & Drive”, gdzie można je wypożyczyć na wybrane wyścigi w 2018 roku, ponieważ zawodniczka ma zamiar startować teraz w serii Britcar Endurance Racing.
 

https://www.facebook.com/alicehughesracing/

https://alicehughesracing.com

 

 

Najnowsze

Edyta Klim

Kaski na wybiegu

Brytyjski projektant Richard Quinn w swojej kolekcji jesień/zima 2018 zaproponował kaski motocyklowe jako nakrycia głowy.

Richard Quinn to obiecujący projektant, który miał zaszczyt gościć na swoim pokazie, podczas London Fashion Week, królową Elżbietę II. Nie był to przypadek, a okazja do wręczenia królewskiej nagrody „Queen Elizabeth II Award for British Design”, jako formy uznania dla młodego talentu artystycznego.

Richard Quinn znany jest min. z tego, że twarze swoich modelek okrywa tkaniną, teraz poszedł jednak o krok dalej i na głowy modelek zaprojektował kaski motocyklowe. Mamy kask motocyklowy dopasowany kwiecistym wzorem do sukienki i bluzki oraz zwracające uwagę modele neonowe.

Trudno sobie wyobrazić, by kobiety tak ubierały się do pracy czy na randkę, ale mamy do czynienia z artystą, więc praktyczność takiego ubioru nie ma tu wielkiego znaczenia. U projektanta ubiera się min. Lady Gaga, więc może jej przypadną do gustu jego nowe stylizacje?

Najnowsze

Ford Fiesta Titanium 1.0 l EcoBoost 125 KM

Auta miejskie rosną wraz z każdą kolejną generacją i swoimi gabarytami niebezpiecznie zbliżają się do kompaktów z końca lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Oznacza to, że powinniśmy oczekiwać od nich już nie tylko możliwości przemieszczania się po mieście w godziwych warunkach, ale czegoś więcej - komfortu podróżowania, dobrego wyposażenia, dynamicznego silnika. Czy nowa Fiesta taka jest?

Nowy Ford Fiesta zdaje się w pełni spełniać wszystkie te oczekiwania. W momencie debiutu auto dostępne było z trzycylindrowym silnikiem EcoBoost o pojemności jednego litra w trzech wariantach mocy: 100 KM, 125 KM, 140 KM oraz wysokoprężną jednostką o pojemności półtora litra i mocy 120 KM. Ja miałam okazję testować tę średnią wersję benzynową o mocy 125 KM i wersji wyposażenia Titanium. Samochód nieznacznie urósł względem poprzedniej wersji (Mk7), a szczególną uwagę zwróciłam na szerokość auta. Bo nowa Fiesta jest szersza od Focusa pierwszej generacji o 37 mm! Szczególnie widoczne jest to z tyłu pojazdu, a to za sprawą świateł, które teraz narysowane są w poziomie, dodatkowo wizualnie zwiększając jego szerokość.

Wizualnie miejski Ford mocno wydoroślał. Linie nadwozia są teraz dojrzalsze, a cała sylwetka stała się jakby bardziej dostojna. O ile karoseria jest ewolucją linii poprzenika, wnętrze to prawdziwa rewolucja. Zmieniło się praktycznie wszystko. Nowa jest kierownica, deska rozdzielcza, fotele. Do dyspozycji mamy wreszcie duży wyświetlacz multimediów. Dzięki Ford Sync3, wieloma funkcjami możemy sterować teraz głosem, wydając w języku polskim odpowiednie komendy.

Przeczytaj też – pierwsze wrażenia z jazdy nową Fiestą tu.

Auto może zostać wyposażone w szerokokątne kamery, dzięki którym wyraźnie zwiększa się bezpieczeństwo manewrów. Podczas cofania Fiesta zatrzyma się awaryjnie, jeśli zauważy ruch poprzeczny – przednia kamera jest w stanie rozpoznać pieszego. Ten model oferuje także wszystkie dostępne obecnie w tej klasie systemy bezpieczeństwa i komfortu, takie jak monitor martwego pola, adaptacyjny tempomat, funkcja awaryjnego hamowania, czy rozpoznawanie znaków drogowych. Jest także asystent parkowania i łączność z naszym smartfonem za pomocą Android Auto i Apple CarPlay.

Pasażerowie z tyłu nie powinni narzekać na krótszych trasach, choć nawet ci cierpiący na klaustrofobię powinni oddychać spokojnie. Bagażnik ma pojemność 292 litry i na codzienne zakupy wystarczy, a i na wyjazd we dwoje powinien być odpowiedni.

Fiesta jest jednak autem, którego żywiołem jest jazda. I tu pierwsze zaskoczenie. Samochód prowadzi się jak większy brat Focus! Jest wystarczająco sztywno, by móc poczuć radość z jazdy i wystarczająco komfortowo, by podróżować na dłuzszych dystansach, a na dodatek jest niesamowicie stabilnie przy pokonywaniu zakrętów! Dopracowane zawieszenie otrzymało teraz nowe tuleje metalowo gumowe, których zadaniem jest nadanie zawieszeniu i układowi kierowniczemu jeszcze większej precyzji. Doskonale!

Oto film z naszych pierwszych jazdy Fordem Fiestą.

Wnętrze jest dobrze wyciszone, a 125 koni mechanicznych sprawia, że ten mieszczuch potrafi zamieszać na drodze. Dodatkowo rozpędza się prawie do 200 km/h, a to już wynik godny większych braci. Moment obrotowy 170 Nm dostępny jest w przedziale 1400 – 4500 obrotów na minutę. Oznacza to, że praktycznie muśnięcie pedału przyspieszenia powoduje wejście w zakres maksymalnego momentu.

Szybka jazda w zakrętach, to czysta przyjemność. Auto praktycznie nie wychyla się na boki, a przy tym zachowuje na tyle dużo komfortu, że Fiestę można spokojnie użytkować w mieście i to takim, w którym remont nawierzchni jest jeszcze na etapie wpisu do budżetu. Samochód zachowuje się na drodze tak dojrzale, że przeszło mi nawet przez myśl stwierdzenie: po co komu większy samochód? Oczywiście to tylko myśl, bo przecież Fiesta jest wciąż autem miejskim i czteroosobowe rodziny nie będą zachwycone podczas podróży na dwutygodniowe wakacje – ale to nie ta grupa docelowa! Jednak jeśli macie już większy samochód, a Fiesta ma być typowym autem na dojazdy do szkoły i pracy, sprawdzi się w tej roli doskonale. Powiem więcej, jeśli jesteście singlami, bądź parą, która nie ma jeszcze potomstwa, zapomnijcie o większych modelach. Fiesta będzie jak szyta na miarę. Jest wystarczająco obszerna, dobrze wyposażona i fantastycznie jeździ.

Czy ten samochód ma słabe punkty? Na rynku są modele, do których bagażnika można zapakować więcej, a przy prędkości powyżej 130 km/h mogłoby być trochę ciszej. Wszystkie te „wady” znikną, gdy nie będziemy musieli dojeżdżać codziennie do pracy niemiecką autostradą. Przed publikacją tego testu przeczytałam go kilka razy i wiem, wygląda na to, że ten samochód nie ma słabych punktów. Wierzcie mi, w kategorii auta miejskiego ciężko o lepszy wybór, a w wielu kwestiach Fiesta przewyższa założenia dla tej klasy aut.

Cennik otwiera kwota 46 930 złotych za podstawową wersję Trend z silnikiem 1,1 l i mocą 70 KM. Testowana wersja Titanium ze 125-konną jednostką to wydatek 59 050 złotych. Czy to dużo? Za tak dobrze jeżdżący i wyposażony samochód nie wydaje się to wygórowaną kwotą, a Ford znów wykonał kawał dobrej roboty konstruując Fiestę. To zdecydowanie TOP 3 segmentu B.

NA TAK:
– dynamiczny silnik;
– dobre wyposażenie;
– systemy wspomagające kierowcę;
– doskonałe zawieszenie;
– niezrównana w klasie stabilność prowadzenia.

NA NIE:
– szumek podczas jazdy z wysokimi prędkościami.

Dane techniczne Ford Fiesta ST Line 1.0 l EcoBoost 140 KM

Silnik:

Benzynowy, doładowany R3, 16v

Pojemność skokowa:

999 cm3

Moc:

125 KM przy 6000 obr./min

Maksymalny moment obrotowy:

170 Nm przy 1400 – 4500 obr./min

Skrzynia biegów:

manualna 6 biegów

Prędkość maksymalna:

195 km/h

Przyspieszenie 0-100 km/h

 9,9 s

Długość/szerokość/wysokość:

4065/1785/1466 mm

Najnowsze

Ford S-Max Vigniale – rodzinna elegancja

Ford wsłuchał się głosy swoich klientów rozglądających się za autami, które przy zachowaniu doskonałych własności jezdnych, oferują swoim właścicielom więcej luksusu. Postanowiono sięgnąć po sprawdzone rozwiązanie, więc powstała rodzina eleganckich modeli o wspólnej nazwie Vignale. Jaki jest więc S-MAX Vigniale?

Plan, choć prosty w założeniu, wymagał od Forda dużej rozwagi i wyczucia, ponieważ otwarcie drzwi z napisem „premium” wiąże się ze sporym ryzykiem przesadzenia z materiałami, wyposażeniem, a w konsekwencji ceną. Klienci potrafią przecież liczyć i nie będą przepłacać. Mogąc pozwolić sobie na produkt z wyższej półki, z pewnością go wybiorą. Fordowi jednak udało się wypracować kompromis pomiędzy wyposażeniem i ceną, a rosnące słupki sprzedaży pozwalają na stwierdzenie, że to był świetny manewr.

Model S-Max jest pomostem pomiędzy klasycznym kombi a vanem. Jest to wciąż auto dla pięciu osób, ale już na tyle wysokie, by poczuć się królem szosy. Zbudowany na płycie podłogowej Forda Mondeo, ustępuje wielkością jedynie modelowi Galaxy. Długością i wielkością wnętrza nie dorównuje mu żaden rywal w tym segmencie. Jeśli dodamy do tego fantastyczne zawieszenie i właściwości jezdne otrzymamy przepis na samochód doskonały. Czy jednak samochód rodzinny, którym na tylnej kanapie wozić będziemy głównie dwoje lub troje dzieci w fotelikach, kubaturę bagażnika wypełniać będzie wózek, wanienka oraz pozostały niemowlęcy ekwipunek, powinien być aż tak luksusowo wykończony?

Po otwarciu drzwi moje wątpliwości zniknęły bez śladu. Zapach oraz dotyk mięciutkiej skóry przekonał mnie w stu procentach, że chcę prowadzić auto właśnie w takiej specyfikacji. Ogromne fotele w pierwszym rzędzie ukoją nerwy każdej mamy, która przed chwilą stoczyła walkę ze swoimi maluchami próbując założyć im buty, kurtki i czapki. Grube koło kierownicy doskonale leży w dłoniach i daje poczucie pewności prowadzenia.

Jednak zanim przejdę do wrażeń z jazdy, kilka zdań należy się tylnej części auta. S-MAX jest przecież autem rodzinnym, dlatego sprawdźmy, co oferuje mamie, tacie oraz ich potomstwu. Przede wszystkim drugi rząd to trzy oddzielne fotele, które można niezależnie przesuwać, regulować ich oparcie lub składać. Bosko! Wszystkie trzy posiadają oczywiście mocowania Isofix. Oparcia przednich foteli uzbrojono dodatkowo w praktyczne stoliczki. Idealnie! Za tylnymi fotelami znajduje się przepastny bagażnik, który pomieści wszystko – dosłownie wszystko – o czym tylko sobie pomyślicie. Wy lub wasze dzieci.
Bo tylko rodzice wiedzą, jakie pomysły mogą mieć dzieci w kwestii bagażu podróżnego i akcesoriów towarzyszących (rowerek, hulajnoga, zestaw gier planszowych itd). 700 litrów do linii okien brzmi imponująco i rzeczywiście pakowanie to czysta przyjemność.

Jedyne co mi nie dawało spokoju to biała, mięciutka skóra na fotelach. Jak będzie wyglądać po dłuższym kontakcie z małymi bucikami, chipsami, sokiem, paluszkami… Zapięłam pasy, uruchomiłam silnik, wrzuciłam „drive” i zapomniałam o wszystkich rozterkach, które trapiły mnie jeszcze przed chwilą. Jazda Fordem S-MAX po prostu koi nerwy. Auto jest doskonale wyciszone i świetnie izoluje swoich pasażerów się od świata zewnętrznego. Ufff…

Do tego prowadzi się nadzwyczaj pewnie. Zawieszenie to wzór w tej klasie. Jego charakterystyce bliżej jest do sportowej limuzyny, niż rodzinnego autobusu. Jazda autostradą? Czysta przyjemność. Nawet przy wysokich prędkościach auto jest stabilne, a wewnątrz panuje cisza. 180 KM w zupełności wystarczy, do sprawnego rozpędzania auta. Elastyczność? 400 Nm dostępne już przy 2000 obrotów na minutę – przy takich wartościach skrzynia automatyczna wydaje się być oczywistym wyposażeniem. Biegi zmieniane są niezauważalnie, a obroty silnika utrzymywane są w zakresie maksymalnego momentu obrotowego. Wrzucając „drive”, zawsze przestawimy skrzynię w tryb „sport” (kusi, czyż nie?), ponieważ właśnie to położenie jest krańcowym. Dla osób, które korzystają na co dzień z przekładni  automatycznych, odruchem jest przesuwanie drążka o dwie pozycje podczas manewrów przód-tył. I tu jedyna niespodzianka – bo będąc w trybie „sport” dwa ruchy to pozycja „neutral”, a nie „reverse”. Chwila przyzwyczajenia i wszystko jasne.

Napęd? Najlepszy możliwy w Fordzie – najbezpieczniejszy, na wszystkie koła, AWD. Trakcja jest świetna, a poczucie pewności podczas pokonywania zakrętów niesamowite.

Vignale to jednak nie tylko błyszczące wykończenie karoserii i miękka skóra foteli. To zaawansowana technika i systemy, które dbają o bezpieczeństwo nas i naszych dzieci. Na pokładzie S-MAX znalazły się zatem m.in. asystent utrzymania pasa ruchu, radar monitorujący martwe pole, aktywny tempomat oraz szerokokątne kamery, dzięki którym bezpiecznie włączymy się do ruchu.

Podsumowując, Ford S-MAX Vignale to ciekawa propozycja dla wszystkich, który oczekują zaawansowanej technologii, opakowanej w miłe w dotyku i przyjemne dla oka materiały, ale nie chcą rezygnować z wszechstronnego charakteru samochodu, jego rodzinnych atutów oraz niezrównanej przestrzeni wewnątrz. Acha i zapomniałam o bardzo ważnym czynniku. Konfigurując swojego S-MAXa jesteście w stanie utrzymać finanse na akceptowalnym poziomie. I to zarówno przy kasie w salonie, jak i przy kasie na stacji benzynowej.

NA TAK:
– dynamiczny i oszczędny silnik;
– niskie zużycie paliwa;
– wyciszenie wnętrza;
– świetne wykończenie;
– ogromne wnętrze;
– przestronny bagażnik.

NA NIE:
– trudno znaleźć…

Dane techniczne Ford S-MAX Vigniale

Silnik:

Wysokoprężny R4

Pojemność skokowa:

1997 cm3

Moc:

180 KM przy 3500 obr./min

Maksymalny moment obrotowy:

400 Nm przy 2000 obr./min

Skrzynia biegów:

Automatyczna 6 biegów

Prędkość maksymalna:

208 km/h

Przyspieszenie 0-100 km/h

 9,5 s

Długość/szerokość/wysokość:

4796/1916/1658 mm

Najnowsze