Edyta Wrucha

O czym pamiętać, jeżdżąc motocyklem późną jesienią i zimą?

Ciepły sezon motocyklowy już za nami, ale dla wielu motocyklistów sezon nie kończy się wczesną jesienią. Jeżeli nie potraficie zrezygnować z jazdy w chłodne dni – to te porady są dla Was!

O to, kiedy musimy zachować większą ostrożność podczas jazdy w zimne dni, spytaliśmy doświadczonego motocyklistę i właściciela motocyklowego serwisu – Pawła Zachariasza:

– Można przyjąć, że powyżej 10 stopni temperatury zewnętrznej, jeździ się motocyklem w miarę normalnie, choć już nie tak samo jak w ciepłe dni, bo przyczepność jest jednak coraz mniejsza. Poniżej 10 stopni trzeba mieć na uwadze to, że opony nie są już w stanie się rozgrzać i trzymać. Trzeba wtedy jeździć po prostu ostrożniej. Przy wiosennych niskich temperaturach – zwykle motocykliści tak jeżdżą, jednak jesienią po całym sezonie są „wjeżdżeni” na tyle, że czują się zbyt pewnie, są przyzwyczajeni do przyczepności i wtedy właśnie zdarza się najwięcej wypadków. Najbardziej trzeba uważać w zakrętach, wziąć poprawkę na drogę hamowania, niebezpieczne stają się pasy i inne białe znaki na jezdni, wilgoć, mokre liście… – mówi Paweł.

Co robić, gdy już dojdzie do uślizgu koła?

– Najważniejsze jest to, żeby nie spanikować! Nie trzeba robić nic, kontynuować manewr i czekać, aż motocykl złapie stabilność. Podobnie jak z piaskiem w zakręcie – nie robimy nic, nie prostujemy, nie hamujemy, nie dodajemy gazu. Motocykl sam będzie odzyskiwał stabilność, nie należy mu w tym przeszkadzać. Najczęstsze błędy motocyklistów to nieprawidłowa reakcja na uślizg koła. Zawsze warto ćwiczyć, trzymać nerwy na wodzy i zachować zimną krew w stresującej sytuacji. Nawet początkujący powinni ćwiczyć jazdę w trudnych warunkach, może nieco ostrożniej. Tak zdobyte doświadczenie z pewnością zaprocentuje w przyszłości.

Jak sprawdzić, czy nawierzchnia jest śliska, gdy już jedziemy?

– Dodać mocniej gazu lub przyhamować, np. przy ok. 30 km/h wcisnąć tylny hamulec i zobaczyć czy motocykl zwalnia, czy się ślizga. Jesienny deszcz plus liście z drzew – to prawdziwe lodowisko. Gdy już z pewną prędkością wpadniemy w śliską partię – to nie hamujemy, zachowujemy spokój, delikatnie odpuszczając gaz i powoli redukując biegi. Jesienią trzeba jeździć bardziej zachowawczo, bo każdy mokry kawałek może być bardzo śliski, a na wyjściu z zakrętu mogą leżeć mokre liście. Tutaj duże znaczenie ma przewidywanie takich sytuacji – kończy Paweł.

Jesienią i zimą trochę trudniej o słoneczne i ciepłe dni, częściej są to mocno niesprzyjające warunki pogodowe. Począwszy od deszczu, przez silne wiatry, aż po zlodowaciałą nawierzchnię. Każda z tych sytuacji wymaga wzmożonej czujności, unikania gwałtownych ruchów, zmian tempa jazdy, czy nagłego hamowania. Wszystkie manewry należy rozplanować i zacząć wcześniej.

Podczas silnego wiatru należy poruszać się środkiem pasa, reagować na podmuchy pochyleniem ciała i poprzez użycie przeciwskrętu (używamy nacisku na kierownicę z tej strony z której nadchodzi podmuch). Trzeba być gotowym na kontrę kierownicy, trzymać ją na lekko ugiętych rękach, ale nie ściskać zbyt mocno. W takich warunkach wszystkie wystające elementy motocykla, takie jak kufry czy wysoka szyba – mogą nam znacznie utrudnić jazdę, zachowując się jak „żagiel”.

Sezon jesienno-zimowy to także szybko zapadający zmrok, więc warto zapoznać się z naszym poradnikiem o jeździe w nocy: https://www.motocaina.pl/artykul/jak-przygotowac-sie-do-jazdy-motocyklem-w-nocy-14140.html .

O dodatkowe rady spytaliśmy motocyklistów, którzy zimą nie rezygnują z motocykla:

Podstawową zasadą jest utrzymywanie większej odległości od poprzedzającego pojazdu, gdyż droga hamowania jest dłuższa i nagłe, niekontrolowane hamowanie może się skończyć upadkiem. Nie należy również prowadzić motocykla agresywnie, skręty powinny być bardziej „dostojne”, bez nagłych szarpnięć kierownicą – mówi Marcin Wrom (BMW GS 650).

– Opony zimą nie kleją, tak jak powinny. Staram się wtedy unikać głębszych złożeń, zakręty biorę kwadratowo, trochę wolniej niż auta, a 60km/h przekraczam tylko na długich prostych – mówi Krzysztof Hajdamowicz (Honda Transalp).

Przygotowanie motocykla do zimowej jazdy

Podczas zimnych dni trzeba zabezpieczyć motocykl tak, by poprawić bezpieczeństwo jazdy, ochronić go przed ewentualnymi uszkodzeniami oraz zadbać o jego sprawność techniczną.

Asfalt w trakcie chłodnych miesięcy potrafi być bardzo śliski, a i opony nie są wystarczająco dogrzane. Podczas takich warunków nie powinno się używać opon sportowych, najodpowiedniejsze będą turystyczne, bądź na mokrą nawierzchnię.

W zimne dni i przy małych trasach warto pamiętać, by nadmiernie nie wykorzystywać akumulatora. Grzane manetki, czy gniazdo usb dodatkowo go obciążają:

– W przypadku podpięcia do akumulatora i korzystania z dodatkowych urządzeń – akumulator na niewielkich dystansach nie będzie wystarczająco doładowany. Dlatego przy krótkich trasach, lepiej nie korzystać z takich urządzeń – mówi Paweł Zachariasz.

Płyny w motocyklach i oleje są dostosowane także do niskich temperatur i nie trzeba ich wymieniać. O kolejne rady spytaliśmy motocyklistów:

– O motocykl trzeba dbać, jak zwykle – mieć opony z głębszym bieżnikiem, sprawdzić akumulator i płyn chłodzący, nasmarować dobrze łańcuch i wybrać olej z tolerancją niskich temperatur – mówi Marcin Wrom.

– Motocykl musi mieć zdrowy akumulator i świece – inaczej po kilku godzinach stania na dworze (zakładam dojazd do pracy i brak parkingu podziemnego) możemy zapomnieć o jego odpaleniu. Przy zimowych temperaturach okazuje się, że prawdą jest teza o żywotności akumulatora do 2 lat. Oczywiście zdecydowanie przewagę mają pojazdy na wtrysku, przy których odpalaniu nie trzeba się męczyć z ustawianiem dźwigni ssania, jak to ma miejsce przy gaźnikowcach. Jeżeli chodzi o paliwo, to motocykl zdecydowanie równiej oddaje moc, gdy jest zalany Pb 98, a przy wlaniu Pb 95 jest bardziej narowisty w dolnych partiach (przy silniku V2). Z tego względu zimą tankuję Pb 98, zmniejszając ryzyko przypadkowego uślizgu  – radzi doświadczony w jeździe zimą, motocyklista MaximilianScott (Suzuki V-Strom).

– Motocykl zimą ma trudniej. Zdarzało mi się jechać przez miasto na delikatnie otwartym ssaniu, gdyż silnik był permanentnie wychłodzony – to uroki jednej z dwóch chłodnic fabrycznie podłączonej jako mały obieg chłodzenia przed termostatem– mówi Krzysztof Hajdamowicz.

By uchronić motocykl przed skutkami wywrotki, o którą w tych warunkach, jakby łatwiej – dobrze jest pomyśleć o zamontowaniu ochronnych rurek tzw. gmoli, bądź specjalnych bocznych nakładek tzw. crash padów:

{{ tn(10481) left }}– Jeśli nie macie motocykla z gmolami, klatką bezpieczeństwa, spróbujcie się dogadać ze szkołą jazdy, której pojazdy są ochraniane praktycznie z każdej strony. Szkoły jazdy motocyklem i tak mają zastój, a ich motocykle mają ubezpieczenie – zatem możecie popróbować swoich sił na mokrym, śliskim, liściach itd. Od razu podpowiadam, że nawet przy wolnych prędkościach upadki bywają bolesne – warto mieć na to poprawkę – dodaje MaximilianScott.

Więcej opowieści motocyklistów o jeździe zimą znajdziecie tutaj: https://www.motocaina.pl/artykul/my-motocyklisci-sie-zimy-nie-boimy-14597.html

Zimowy ubiór motocyklisty

Wychłodzenie organizmu motocyklisty zimą to zagrożenie nie tylko dla jego zdrowia. To także znaczne obniżenie poziomu koncentracji, a co za tym idzie – szybkości reakcji. Wychłodzenie organizmu zagraża zatem bezpieczeństwu motocyklisty.

Na trasę w zimne, wilgotne dni warto się ubierać z głową, bo przy współczesnych technologiach produkcji specjalistycznej odzieży – nie chodzi już o ilość nakładanych warstw, ale o ich jakość. Dlatego szyję lepiej ochroni nam kołnierz z windstoperem, niż kilka szalików, które dodatkowo zablokują ruch głową:

– W żadnym wypadku nie polecam zakładania szalika. Założyłem raz i nigdy więcej! Doznania, jak w kołnierzu ortopedycznym, praktycznie zero możliwości ruchu głową, a próba obrotu w dostępnej płaszczyźnie ruchu pozwalała oglądać niebo, zamiast sąsiedniego pasa ruchu (śmiech). Polecam kominiarkę z materiałów odprowadzających wilgoć, a na nią dopiero grubszą warstwę ochronną – mówi MaximilianScott.

Podobnie jest z kompletem odzieży motocyklowej, a tu najlepiej sprawdzi się wielosezonowy – turystyczny z możliwością wpięcia membrany i dodatkowego ocieplenia. Ona zniesie nieco deszczu, ale na prawdziwe ulewy warto ubezpieczyć się w dodatkowy, cieniutki zestaw przeciwdeszczowy, jako kolejną warstwę zewnętrzną. Pod spodem najlepiej poradzi sobie ciepłochronna bielizna funkcyjna, która świetnie odprowadza wilgoć, nie doprowadzając do uczucia „mokrego chłodu” na ciele:

– Obowiązkowo najbliżej ciała musi być bielizna termoaktywna z długimi rękawami i nogawkami, która jest zaprojektowana by utrzymać odpowiednią temperaturę danych grup mięśni, jednocześnie odprowadzając wilgoć od ciała, a to ostatnie jest kluczowe w zimne dni. Odradzam koszulki i bluzki do biegania dające uczucie chłodu, nie należy się też przegrzewać, zatem gęsto tkane swetry raczej odpadają – mówi MaximilianScott.

Dobrym pomysłem jest zabranie ze sobą dodatkowych rzeczy do ubrania i schowanie ich w bagażu. Czasem kolejna warstwa ubrania, czy zwykła wymiana skarpetek – może zrobić kolosalną rożnicę. Jeżeli o stopy chodzi, to też warto zainwestować w dobre dogrzanie jedną warstwą, niż usztywnienie stopy w bucie, które ograniczy przepływ krwi i spowoduje jej wychłodzenie. Dodatkowo utrudni też ruch stopą przy zmianie biegów.

{{ tn(10479) left }}Można rozważyć także zakup specjalnych, grzejących wkładek do butów na baterie, bądź reakcję chemiczną (działają ok. 6 godzin). Tutaj duże znaczenie ma wybór obuwia – wysokiej klasy buty turystyczne z dobrą membraną lepiej poradzą sobie z trudnymi warunkami, niż zwykłe buty skórzane. Ale i te drugie możemy zaimpregnować specjalnymi preparatami, a także użyć osłon przeciwdeszczowych na buty z dodatkową podeszwą.

O ochronie dłoni ponownie opowie MaximilianScott:

Dłonie – myślę, że są dużo ważniejsze od stóp, nimi uruchamiamy gaz i sprzęgło, włączamy światła, kierunkowskazy, używamy klaksonu. W zeszłym roku postawiłem na kombinację skórzano-tekstylnych rękawic uniwersalnych, w które wsadziłem zwykłe wełniane rękawiczki. Te drugie dawały poprawę, ale tylko do czasu, gdy wnętrze dłoni się spociło, a wełniane włókna przenosiły wilgoć na zewnątrz. Z resztą to połączenie nie wytrzymało długo, bo przez dodatkową warstwę wewnątrz, szwy rękawic motocyklowych nie wytrzymały. W połowie zimy kupiłem nowe, ponownie uniwersalne, ale tym razem całe skórzane, z goretexem. Już krótko po wyjeździe z salonu, miałem ciekawe obserwacje – przez brak wełnianych rękawiczek w środku, odczuwałem, że w dłonie jest nieco chłodniej, ale nie było przeszywającego „mrozu” po 15 minutach jazdy – tu właśnie tkwi magia membrany, która odprowadza wilgoć. Mimo wszystko obecnie rozważam zakup cieplejszego modelu zimowego na nadchodzące miesiące. Oczywiście dłonie możemy też chronić przed zimnem montując na kierownicy osłony zewnętrzne – handbary oraz podgrzewane manetki. Te pierwsze posiadam przy swoim obecnym motocyklu (tak samo jak szybę turystyczną) i przyznam, że nie doceniałem ich, dopóki nie przejechałem się zimą na motocyklu bez żadnych owiewek. Różnica jest kolosalna, a i wniosek prosty – każda osłona przed wiatrem jest przydatna! Co do grzanych manetek – są zwolennicy i przeciwnicy. Ci drudzy mówią, że akumulator szybciej padnie, że to ingerencja w instalację elektryczną i, że trwała modyfikacja rollgazu (a guma na tych manetkach się szybciej zużywa) i ostatecznie – że dłonie są ogrzewane tylko od środka, a stawy z zewnątrz marzną. Cóż… na wycieczce około 200-kilometrowej, gdzie ja miałem handbary, a kolega grzane manetki, jego opcja zdecydowanie wygrywała. Ja musiałem się dogrzewać wsadzając w trakcie jazdy dłonie w okolice gorącego silnika, on – nie – mówi motocyklista.

Podsumowując – plusy z zimowej jazdy są takie, że szybciej zdobywamy doświadczenie, poprawiamy umiejętności i uczymy się przewidywać. Minusy są takie, że o wiele bardziej do takiej jazdy musimy się przygotować. Jednak satysfakcja z pokonania przeciwności może być naprawdę wielka!

– Nawet jeśli jesteś typem motocyklisty, który uznaje jedną do dwóch pór roku – jako cały sezon, warto poświęcić zimę na poczytanie książek i pooglądanie filmów o technice jazdy motocyklem. W końcu nawet letni deszcz potrafi przyczynić się do uślizgu, a jesienny wiatr do przesunięcia motocykla o szerokość całego pasa ruchu. Zatem trening i zdobywanie wiedzy polecam, a jazdę zimą…w zależności od upodobania i warunków na drodze – świetnie puentuje MaximilianScott.

Najnowsze

Edyta Wrucha

Charytatywny „Kalendarz Motocyklistek 2016” już w sprzedaży!

7 listopada odbyła się premierowa prezentacja kalendarza, na którego kartach widnieją piękne motocyklistki i ich ukochane maszyny. Cały dochód z jego sprzedaży zostanie przeznaczony na cele charytatywne.

{{ tn(10473) left }}To druga edycja tej akcji, poprzednim razem zebrane środki wsparły małą Lenkę, tym razem motocyklistki pomogą Michałowi, który stracił dłoń z częścią przedramienia w wypadku przy pracy. Michał i jego rodzina zbierają na protezę, a do celu brakuje im jeszcze 45 tysięcy.

Kalendarz można zakupić w wielu punktach w okolicy Bielska-Białej, a także poprzez wpłatę 30 zł na poniższy numer konta (dodatkowy koszt wysyłki 12 zł pokrywamy przy odbiorze przesyłki):

Fundacja Sedeka 
ul.Grzybowska 4 
00-131 Warszawa
nr; 35 1030 1508 0000 0008 1669 1036
z dopiskiem :10320 -Grupa OPP-Michał Janica


Szczegóły dotyczące akcji znajdziecie na profilu wydarzenia: https://www.facebook.com/events/857584331027860/

Najnowsze

Patrycja „Almerka” Rzenno z programu Polscy Truckersi na Discovery Channel – wywiad

Piękna, młoda blondynka, która z powodzeniem mogłaby zająć się czymkolwiek innym, wybrała jazdę ciężarówką. Można ją oglądać w kolejnym odcinku w programie "Polscy truckersi" na Discovery Channel. Opowiada nam o ciekawej pracy kierowcy zawodowego.

Patrycja „Almerka” Rzenno to kierowca zawodowy. Pochodzi z gminy Okocim w Małopolsce. Ma 28 lat, ciężarówkami zawodowo jeździ od niemal 4 lat. Kontynuuje rodzinną tradycję – ciężarówką jeździł jej ojciec i pół rodziny. Ma prawo jazdy kategorii B, C i E. W wolnym czasie szyje, maluje i zajmuje się decoupage. „Almerkę” można oglądać w programie „Polscy truckersi” – premierowy odcinek w każdy listopadowy czwartek o godz. 21.40 na Discovery Channel.

Skąd ten pseudonim „Almerka”?
Pseudonim „Almerka” to stara historia, wzięła się znikąd, ot tak się przyjęło. Trudno mi powiedzieć cokolwiek więcej na ten temat.

Jeździsz tylko po Polsce, czy również za granicę? Jakie kierunki lubisz najbardziej i dlaczego?
Jeżdżę póki co tylko po Polsce, kilka razy byłam w Niemczech, Francji, raz w Anglii. Polska – głównie Podlasie, lubelskie, opolskie – najpiękniejsze widoki, najsympatyczniejsi ludzie!

Trudno było zdobyć prawo jazdy ciężarowe?
W czasie, gdy zdawałam w 2009 roku, kobiety na placu manewrowym dla ciężarówek były rzadkością. Wydaje mi się, że wtedy było trudniej, chociaż w zasadzie wszystko zależy od ludzi, z którymi przychodzi nam pracować. Jeden jest przychylny kobietom za kółkiem ciężarówki, drugi przeciw, nigdy nie wiesz niestety na kogo trafisz. Ja trafiłam na oba typy egzaminatorów. C zdałam za trzecim, prawo jazdy kategorii E zdobyłam za drugim razem.

Dlaczego tak młoda osoba, która mogłaby ze swoją urodą zawojować świat, decyduje się na pracę kierowcy zawodowego?
Uroda nie ma znaczenia w tym zawodzie. Poza tym to też kwestia gustu, ale dziękuję (śmiech). Chciałam pracować w tej branży i pomimo wielu przeciwności losu mi się to udało. Teraz wyznaczam sobie cele, które sukcesywnie osiągam. Praca kierowcy jest ciężka. Nieraz masz ochotę się pociąć, ale równie często osiągasz poczucie prawdziwego spełnienia. W dużych autach jest „to coś”.

Jak wspominasz te lata spędzone w dzieciństwie w podróży Kamazem z Twoim tatą?
To były wczesne lata, pamiętam tak wybiórczo różne sytuacje. Kojarzę niektóre miejsca, często mam coś w rodzaju deja vu. Dawniej kierowcy spali w hotelach, jedli w restauracjach – z opowieści taty wiem, że zawsze po zameldowaniu biegłam do restauracji sprawdzić co znajdziemy tam dobrego. Te miejsca się powtarzały, więc wszędzie miałam „znajomości”, robiłam rekonesans i biegiem do taty z informacją – dzisiaj jemy to, to i to, bo jest dobre, świeże i panie polecają. Obowiązkowo musiał być deser – jeden pamiętam wyjątkowo – nazywał się „płonący smyk”! To były lody, zwieńczone nasączoną spirytusem kostką cukru, która płonęła – pamiętam, że byłam mocno przerażona na widok tego deseru… Podobnych sytuacji pamiętam mnóstwo.

Jak znalazłaś zatrudnienie? Czy napotkałaś przy tym jakieś trudności?
Zdecydowanie tak! Przez trzy lata nikt nie chciał mnie zatrudnić, wysłałam mnóstwo CV, bez rezultatu. W końcu „po znajomości” się udało. Dla „młodego” kluczową rolą jest rubryka „doświadczenie”. Niestety, każdy chce jakiegoś ogarniętego kierowcę, by nie tracić czasu i sił na szkolenie. Do tego w moim przypadku dochodził wygląd – chude, wątłe i jeszcze blond. Wtedy to było nie do pomyślenia. Podpowiadali, że może pojeździłabym w podwójnej obsadzie. Było mi to obojętne, ważne było, żeby zdobyć doświadczenie, czegoś się nauczyć. Swoją drogą duża część ludzi, których spotykam, pyta jak sobie daję radę np. z awarią, kapciem… że trzeba siły fizycznej, kupy mięśni itd… Patrzę na niektórych kierowców, którzy są połowę niżsi, chudsi ode mnie i jakoś nikt ich nie dręczy, nie wypytuje, jak oni sobie dają radę. A jedynym powodem jest to, że są po prostu facetami, a nie dziewczyną.

Czym zajmujesz się w swojej firmie i jakiego rodzaju ładunki przewozisz?
Jestem kierowcą, pracuje w prywatnej firmie, jeżdżę tam, gdzie mnie wyśle spedycja i zgodnie z terminami, które ktoś tam na górze ustali. Ładunki są różne, najczęściej są to aluminiowe puszki, wełna mineralna, tektura, palety, „spożywka”, różne materiały budowlane, przewożę wszystko.

Chyba lubisz kolor różowy…
Lubię. Różowy to kolor optymizmu!

Jak dbasz o higienę w trasie? Gdzie się kąpiesz? Masz jakieś patenty na „pokładzie” swojego auta, które Ci w tej kwestii służą?
Tak planuję trasę, żeby stać w cywilizowanych warunkach, tj. by trafić na stację albo parking z prysznicem. Czasem w firmie, do której jadę znajduje się fajnie zorganizowane zaplecze socjalne dla kierowców. Czasem niestety ląduje się dosłownie w polu, ale nawet wtedy mam ogarnięty system, zawsze mam spory zapas wody, butlę z gazem…. Dla chcącego nic trudnego.

Praca kierowcy ciężarówki to nie tylko sama jazda. Jak sobie radzisz z otwieraniem plandeki, czy rozładunkiem? Ćwiczysz swoją siłę fizyczną? Jeśli tak, to kiedy masz na to czas?
Nie ćwiczę, czasem ręczne rozładunki i załadunki są wystarczającą siłownią (śmiech). Odsuwanie plandeki najgorsze jest w zimie, ale dlatego, że łatwo się ubrudzić. Ogólnie rzecz biorąc nie jest potrzebna jakaś kosmiczna siła fizyczna do codziennych czynności przy naczepie.

Zdarzyła Ci się awaria na drodze, z którą sobie nie poradziłaś? Co umiesz naprawić, a co zlecasz innym?
Moje auto to stosunkowo młody wóz i należy do tych raczej mało awaryjnych. Potrafię zmienić koło, to najczęstsza przypadłość jaka się może trafić na trasie, choć w sumie w firmie, w której obecnie jestem zatrudniona, zdarzyło się to tylko raz w ciągu dwóch i pół roku. Pewnych rzeczy nie da się naprawić „na krótko”, bez części. Kiedyś w drodze padł mi zawór czterodrożny, wymiana jest banalnie prosta, pod warunkiem, że masz sprawny zapasowy zawór ze sobą. Pech chciał, że akurat się to zdarzyło w Niemczech, trzeba było czekać kilka godzin, aż ktoś dostarczy nowy.

Patrząc na Twoją figurę dbasz o swoją sylwetkę. Jak to robisz w trasie, skoro po drodze jest tyle kuszących barów polecanych przez innych kierowców, w których głównie można zjeść dobrą kiełbasę czy obiady domowe?
Niestety kierowca ma siedzący tryb pracy. I tak mam lepiej niż ci, którzy jeżdżą głównie zagranicę, bo moje trasy są dość krótkie. Co kawałek rozładunki, załadunki, czasem kilka razy dziennie otwieram, zamykam boki. Nie mam czasu jakoś specjalnie dbać o linię, jem nieregularnie, czasem byle co, byle gdzie i byle jak… Taki los kierowcy ciężarówki. Wbrew pozorom miejsc, w których tak naprawdę można dobrze, smacznie zjeść nie ma tak wiele. Inna sprawa, że odkąd usiadłam za kierownicę dużych samochodów przytyłam kilkanaście kilo (śmiech). 

Jak Twoi znajomi reagują na Twoje zajęcie? Pewnie koleżanki inaczej, koledzy inaczej…
Ile ludzi, tyle reakcji. Znajomi są przyzwyczajeni. Nieznajomym, kiedy dowiaduję się w jakim fachu pracuję, dziwnie świecą się oczy, wypytują, co, jak i w ogóle. Ogólnie jednak wszyscy są bardzo pozytywnie nastawieni do tego, co robię i mi wiernie w tym kibicują.

Na kobietach ciąży stereotyp, że nie potrafią parkować. W Twojej pracy precyzyjny podjazd pod rampę jest codziennością, a parkowanie wielkogabarytową ciężarówką z naczepą jest przecież trudniejsze, niż autem osobowym. Czy miałaś ten dryg do odpowiedniego parkowania we krwi, czy musiałaś się tego nauczyć?
Wszystkiego się uczysz z czasem, często słyszę, że cofam lepiej niż niejeden „stary”. Nie ma reguły, kto jak manewruje, płeć wg mnie nie ma tutaj najmniejszego znaczenia. Jeden kierowca, mimo długiego stażu, robi to wolniej i gorzej, inny wsiada i momentalnie łapie o co chodzi. Ogólnie trzeba przyzwyczaić się do gabarytu, ja też nie jestem mistrzem, czasem na prostym podjeździe motam się „jak młody”, a czasem na skomplikowanym wychodzi „na raz” (śmiech).

Jaki najdalszy dystans pokonałaś? Czy masz swoją prywatną „księgę rekordów”?
Jeżdżąc po Polsce ciężko mówić o dystansach, najdalsze moje strzały to np. Brzesko – Szczecin, przeszło 700 km, takie tam pociągnięcia. Miałam kilka kursów na Francję, to było mniej więcej 1050 km w jedną stronę, powrót 1200. Wydaje się, że to dużo, ale to przecież są małe dystanse w porównaniu do kursów np. na Portugalię, gdzie masz np. 3000 km w jedną stronę.

Załóżmy, że kończy Ci się czas jazdy, parkujesz na pauzę – co wtedy robisz? Integrujesz się z innymi kierowcami na postoju? Zakładam, że zdarza się też typowy podryw…
Raczej nie, często kończę późnym wieczorem, nocą, myślę wtedy, żeby się szybko ogarnąć i położyć spać. Podryw? Zdarzają się „błędni rycerze”, ale ja nie szukam przygód, wrażeń. Zwłaszcza w nocy. Czasami gdzieś na załadunkach, rozładunkach poznaje różnych ludzi, czasem jest wesoło, a czasem nieprzyjemnie, wszystko zależy od człowieka, na którego się trafi.

Masz partnera życiowego? Jak on reaguje na Twoje wyjazdy? Myślisz o macierzyństwie?
Mam, od przeszło pięciu lat jestem w stałym związku. Cóż, on różnie reaguje na moje wyjazdy, raz lepiej, raz gorzej, wynagradzamy sobie rozłąkę na różne sposoby w weekendy i wolne dni. Myślę, że kiedyś doczekamy się potomstwa, ale przy tym systemie pracy to ciężka sprawa.

Zdarza się, że nawet u kierowców mężczyzn, zwłaszcza jeżdżących za wschodnią granicę, jest trochę niebezpiecznie – zdarzają się przecież kradzieże towaru, czy nawet samego pojazdu. Nie boisz się takich sytuacji? Czy można się przed tym jakoś uchronić?
Staram się zatrzymywać w takich miejscach, gdzie jest bezpiecznie. Najlepiej pauzować gdzieś „na firmach”, choć to też ma swoje minusy. Różne historie się słyszy, autentyczne i te mniej prawdziwe. Jednak specyfikacja pracy ogólnie jest średnio bezpieczna. To co teraz dzieje się np. w Calais, włos się jeży na samą myśl! A najgorsze, że jak pokazuje czas, kierowcy są zdani sami na siebie w takich sytuacjach. Czasem, gdy stoję w miejscu, gdzie jeszcze nie pauzowałam, kiepsko śpię, budzę się co chwilę, kontroluję sytuację, czy nikt się nie kręci wokół auta, przy zbiornikach paliwa. Nie wożę raczej wartościowych ładunków, ale złodziej tego nie wie, zdarzają się pocięte plandeki, otwarte drzwi, zerwana plomba, przegrzebane schowki. Niestety kierowca jest za to wszystko odpowiedzialny. Na zachodzie i południu Europy swego czasu modne były, chyba zresztą nadal są, napady na śpiących kierowców – złodziej wpuszcza ci gaz do kabiny, ty jesteś wszystkiego świadomy, widzisz co się dzieje, jednak nie możesz zareagować, bo masz chwilowo niewładne mięśnie, ewentualnie jesteś uśpiony innym rodzajem gazu. Złodziej przekopie kabinę, zabierze co chce, a na koniec bezczelnie się napije coli, stojącej na stoliku i się pożegna! Fartem jest, jeśli zostawi otwartą szybę, byś się jakoś ocucił. Wielu kierowców się po prostu nie budzi. Mam dodatkowe zabezpieczenie na drzwi, ale czy to jest wystarczająca ochrona? Wolałabym się o tym nigdy nie przekonywać….

Czy jeździsz zawsze sama, czy na dłuższych dystansach masz zmiennika?
Jeżdżę sama.

Jak reagują policjanci, czy urzędnicy ITD, gdy po zatrzymaniu auta widzą blondynkę za kierownicą? Udaje Ci się czasem uniknąć mandatu?
Raczej nie mam problemu ze służbami mundurowymi, ale staram się jeździć przepisowo, nie przeginać tacha, bo niestety to wszystko słono kosztuje. Wiadomo, że czasem wyjdzie trochę inaczej, 74 km/h na 50-tce? Zdarza się najlepszym i nie ma, że boli (śmiech).


Używasz zapewne radia CB – jak społeczność kierowców reaguje na Ciebie w eterze?
Kierowcy mam wrażenie, że się przyzwyczaili, choć początkowo było wśród nich nie lada poruszenie.

Spędzasz długie godziny za kółkiem – co się wtedy myśli? Nie nudzi Ci się?
Wtedy myślisz o wszystkim i o niczym, możesz snuć swoje dalsze plany, marzenia, a możesz żyć dniem dzisiejszym, zakładając słuchawki oddać się niekończącym rozmowom z bliskimi i znajomymi. Innym razem odpalam swoją ulubioną muzykę na full volume i oddaję się śpiewaniu. Dobrze, że tylko auto tego słucha, choć chyba nie jest tak źle, skoro szyby jeszcze nie wypadły (śmiech).

Twoim drugim domem jest kabina – masz ją jakoś specjalnie urządzoną, żeby czuć się w niej przytulnie?
Panuje w niej jakaś względna harmonia, wszystko ma swoje miejsce. Czasem gdzieś podczas jazdy, w szafce zabrzęczą mi sztućce, albo kubek o kubek, dostaje wtedy szału. Nie wiem, po prostu tak mam (śmiech). Poza tym w kabinie mam miękką, świeżą pościel, firany, które sobie sama uszyłam, dywany, ogólnie wnętrze urządziłam wg siebie. To ja mam się tutaj dobrze czuć.

Jakim pojazdem jeździsz na co dzień, a jakim od święta? Masz jakieś auto osobowe? Którą z ciężarówek, którymi jeździłaś wspominasz najlepiej, a która jest Twoim marzeniem?
W pracy jeżdżę Volvo FH13, prywatnie też mam szwedzki wóz – Saaba 9-3. Nie mam dużego doświadczenia, wcześniej jeździłam 15-letnim DAF XF 95, trochę Renault Midlum, niewiele jeszcze MAN TGA. Dafik był bardzo sympatyczny, jednak ze względu na swój wiek miał swoje kaprysy. Chciałabym pojeździć jeszcze Scanią, dużo kierowców nazywa ją „skakanką”. Nie miałam jeszcze okazji.

Jeździsz na jakieś salony nowości ciężarówkowych? Targi transportowe? Śledzisz, co się dzieje w branży?
Nie mam na to czasu, jedyną tego typu „imprezą” jest Master Truck, na którym można obejrzeć naprawdę odpicowane samochody!

Czy masz jakieś inne motoryzacyjne „ciągoty” – jeździłaś może motocyklem, quadem?
Quad to super sprawa, gokarty tak samo, uwielbiam! Jazda na motocyklu mnie w żaden sposób nie pociąga. Motor wydaje mi się najmniej bezpieczny, a w szczególności ścigacze, są mocne, szybkie, ale w zderzeniu z jakąkolwiek przeszkodą kierowca ma nikłe szanse na przeżycie.

Czym się interesujesz? Masz jakieś hobby?
Trochę nietypowe, jak na kierowcę ciężarówki – drzemie we mnie artystyczna dusza. Lubię tworzyć, przerabiać. Można się zdziwić, bo uwielbiam decoupage, szycie, haftowanie, malowanie różnego rodzaju. Lubię też przeczytać dobrą książkę, obejrzeć film w domowym zaciszu, trochę odetchnąć w spokoju od pogoni dnia codziennego i niekończącej się jazdy ciężarówką.

Jak postrzegasz udział w programie „Polscy Truckersi” na Discovery Channel?
Program przedstawia w bardzo wiarygodny sposób, jak wygląda życie przeciętnych kierowców ciężarówek, ich wyzwania życia codziennego pod względem zawodowym i prywatnym. Udział był dla mnie nie lada wyzwaniem. Ogólnie dość mocno stresuję się przed kamerą, zaczynam się miotać i peszyć. Ale podobno kamera mnie lubi. Szkoda tylko, że bez wzajemności (śmiech).

Znasz się z innymi kobietami za kierownicą ciężarówek? Iwoną Blecharczyk, Kasią Hryń? Co o nich sądzisz?
Znam kilka „kierowniczek” osobiście, założyłam grupę na Facebooku „Polskie Kierowniczki Ciężarówek”. Jest nas już prawie setka, a wiem, że to tylko niewielka namiastka, bo kobiet za kierownicą ciężarówek jest znacznie więcej. Ogólnie babki za kierownicą dużych składów to kobiety „z jajami”, nie jakieś cienkie lale. Do tego nie biorą się kaciały, tylko konkretne, mocne charaktery!

Zdarzył Ci się jakiś poważniejszy wypadek? Czy kolizje, albo małe uszkodzenia przy manewrach są częste?
Nie miałam tej wątpliwej przyjemności. Raz dziewczyna wyprzedzając mnie tuż przed zakrętem, nie zdążyła i wpakowała się w moje przednie koło, przeleciała mi przed maską i zakończyła po prawej stronie w rowie. Mi w sumie niewiele się stało, urwany stopień, uszkodzony zderzak i takie tam, niestety nawet nie wiem, w którym momencie tak mocno depnęłam na hamulec, że ładunek dość mocno się przestawił… Dziewczyna dostała 250 złotych mandatu, 6 punktów i pojechała, bo też miała tylko otarcia, a ja spędziłam jeszcze 1,5 godziny na ustawianiu ładunku tak, żeby dojechać do celu. A co do uszkodzeń przy manewrach, to cóż, zdarzają się, dlatego lepiej trzy razy sprawdzić „tyły”, niż skrzywić zderzak, lub rozbić lampę…

Na parkingach często „kręcą” się panie lekkich obyczajów – jak reagują jak otwierasz drzwi?
Raczej mnie nie zaczepiają. Ja się wzdrygam na sam ich widok…

Co Cię drażni patrząc z perspektywy kierowcy ciężarówki na polskich drogach, lub wśród polskich kierowców?
Bezmyślność. Moim zdaniem, osoby zdające na kat. B, powinni mieć obowiązkowo z 10 godzin jazdy na prawym fotelu ciężarówki, by wiedziały, ile potrzeba drogi na hamowanie, ruszanie. Ile potrzeba miejsca na skręcanie na ciasnym skrzyżowaniu np. w prawo, że zabierasz się z drugiego pasa nie dla własnego widzimisię. Mnóstwo jest takich sytuacji, że osobówka podjeżdża tak, że nie masz prawa jej widzieć. Może po takim kursie coś by ruszyło się w umysłach kierowców osobowych aut, bo niestety nie mają żadnego zrozumienia dla tego, jak wygląda jazda ciężarówką.

Denerwuje Cię jak ludzie mówią „Tiry”, a nie ciężarówki? Poprawiasz, czy puszczasz mimo uszu?
U wielu ludzi nazwanie ciężarówki TIREM wywołuje agresję. Na mnie to nie robi wrażenia. Słowo TIR weszło już w potoczną mowę i dość mocno się utrwaliło. Większość wykrzykuje, że to ciągnik siodłowy z naczepą, a nie żaden TIR! Owszem, TIR to międzynarodowa konwencja celna, o czym mało kto wie poza branżą, ale pewnych rzeczy nie da się wyprzeć ze świadomości. Tak samo jak potocznie na byle jaką szlifierkę kątową mówi się bosch, a na tanią myjkę ciśnieniową z marketu karcher. Mówisz TIR i wszyscy wiedzą o co chodzi (śmiech).

Masz prężnie działający profil na FB, zgromadziłaś mnóstwo fanów. Jak sądzisz dlaczego Ci kibicują?
Każdy ma swoje powody, musiałabyś ich pytać (śmiech). Byłam w szoku, zresztą nadal mnie dziwi ta liczba! Z tego miejsca też chciałabym bardzo wszystkim podziękować, dostaję mnóstwo pozytywnych wiadomości, na które nie zawsze odpisuję, ale po prostu cierpię na chroniczny brak czasu…

Jak reagujesz na teksty: baby nie potrafią jeździć, baba za kierownicą to zmora, baby do garów?
Zacytuję: „Nie należy dyskutować z idiotami. Najpierw sprowadzą cię do swojego poziomu, a potem pokonają doświadczeniem”. I tyle mam do powiedzenia w tej kwestii (śmiech).

Co byś powiedziała młodym dziewczynom, które zastanawiają się co w życiu robić, jak byś chciała je zachęcić do tej pracy?
Przede wszystkim nie ma się czego bać! Duży może więcej! (śmiech).

Dziękujemy za rozmowę!

Najnowsze

Jak obniżyć cenę OC dla młodego kierowcy?

Obowiązkowe ubezpieczenie samochodu to wyzwanie nawet dla doświadczonego kierowcy. W przypadku tych, którzy prawo jazdy otrzymali niedawno, może to być prawdziwe zmartwienie. Głównie ze względu na bardzo wysokie koszty OC. Są jednak sposoby, aby obniżyć koszt i kupić możliwie najtańszą polisę.

Współwłaściciel auta z wysokimi zniżkami
Z całą pewnością wielu młodych kierowców widziałoby w dowodzie rejestracyjnym jedynie swoje nazwisko. Po kursach i egzaminach, w końcu cieszą się prawem jazdy i chcieliby jeździć własnym autem. Niestety jeśli chodzi o ubezpieczenia, rzeczywistość jest mniej kolorowa. Niedoświadczony kierowca mający samochód na własność jest, według towarzystwa, gotową receptą na bardzo kosztowną szkodę. Dlatego też znacznie lepiej będzie dopisać do dowodu auta współwłaściciela, który posiada wysokie zniżki za bezszkodową jazdę. Podczas wyliczania składki pod uwagę brane są większe ulgi, dzięki czemu można mocno obniżyć koszty OC. Warto jednak pamiętać o tym, że jeśli młody kierowca spowoduje szkodę, współwłaściciel straci część zniżek.

 Dla porównania ofert, jakie pojawiają dla samochodu prowadzonego przez młodego kierowcę, a takiego, gdzie widnieje doświadczony współwłaściciel, warto przeliczyć składkę np. na kalkulatorze serwisu najtaniejuagenta.pl.

Towarzystwo dla młodych kierowców
Są takie towarzystwa, które kierują swoją ofertę na ubezpieczenie samochodu, właśnie do osób młodych i niedoświadczonych kierowców. Składki potrafią być w takich firmach tańsze nawet o kilkaset złotych, w stosunku do innych propozycji OC. Niekoniecznie trzeba też posiadać w dowodzie rejestracyjnym współwłaściciela. Warto również zwrócić uwagę na polisy dodatkowe, np. ASS i NNW, które w takich towarzystwach mają nieco inne zapisy, wpasowane w plan tygodnia młodej osoby.

Porównanie cen ubezpieczeń
Jednym z najlepszych sposobów na to, aby kupić możliwie najtańsze OC jest sprawdzenie jego cen w jak największej liczbie towarzystw. Aby zrobić to szybko i sprawnie, warto skorzystać z porównywarki ubezpieczeń. Tego typu narzędzia dostępne są za pośrednictwem internetu, a wyliczenie składki i zestawienie jej z innymi nie zajmuje wiele czasu. Przykładem takiej usługi może być kalkulator ubezpieczenia samochodu najtaniejuagenta.pl, który oferuje możliwość przeliczenia ofert oraz zakupu jednej z nich, jeśli okaże się dla użytkownika szczególnie interesująca.

 Na takich stronach nie tylko można sprawdzić koszty OC, ale także przeczytać kilka istnych informacji na temat ubezpieczenia, które się kupuje i będzie kupować w przyszłości.

Mały samochód z niewielką pojemnością silnika
To jeden z najlepszych sposobów na trochę tańszą polisę, ale przeznaczony dla osób, które dopiero zamierzają kupić auto. Przede wszystkim należy mieć na uwadze, że statystycznie młodzi lub niedoświadczeni kierowcy, są sprawcami największej ilości wypadków i zdarzeń drogowych. Jeśli więc w dodatku taka osoba posiada duży i szybki pojazd, ryzyko jej ubezpieczenia jeszcze się zwiększa, przez co rośnie i składka OC. Mniejszy pojazd nie sprawi, że cena będzie równie atrakcyjna, jak dla kierowcy z wieloletnim stażem, jednak będzie ona na pewno nieco niższa, w porównaniu do pojazdu dużego i bardzo szybkiego. Mniejsze auto to i mniejszy koszt jego utrzymania.

Bezpieczna jazda
Nie ma lepszego sposobu na obniżenie ceny ubezpieczenia, jak posiadanie własnych zniżek. Choć kiedy dostaje się swoje wymarzone prawo jazdy i ma się ochotę sprawdzić swoje nowe umiejętności, to jednak umiar i spokój na drodze będą bardziej wskazane. Jeśli nie spowoduje się żadnych szkód przez pierwsze 3 lata od zakupu auta, to składka na kolejny rok ubezpieczenia będzie już niższa o około 1/3. Dokładne ulgi będą uzależnione od danego towarzystwa, które samodzielnie decyduje o tym, jak naliczać zniżki dla swoich klientów.

Najnowsze

1,5 miliona Fiatów 500 z polskiej fabryki!

Tyska fabryka należąca do koncernu FCA Poland potrzebowała 8 lat i 4 miesiące żeby wyprodukować półtora miliona egzemplarzy popularnego Fiata 500. Jubileuszowy egzemplarz właśnie zjechał z taśm produkcyjnych.

Kilka dni temu w tyskiej fabryce Fiata miało miejsce wielkie wydarzenie. Z linii montażowej zjechał Fiat 500 w wersji Pop w kolorze Bianco Gelato. Pod maską ma silnik 1,2 litra o mocy 69 KM i na dniach trafi do klienta z Francji. Nie jest to zwykły egzemplarz, bowiem jest to model z numerem 1 500 000. 

Fiat 500 cieszy się dużą popularnością na całym świecie. Auto jest sprzedawane do 100 krajów na całym świecie, od Polski Włochy, ale także bardziej egzotyczne lokalizacje jak Japonia, USA czy RPA. Auto jest także produkowane w meksykańskim zakładzie Toluca. 

Od momentu rozpoczęcia produkcji tego modelu minęło 8 lat i cztery miesiące. Do tej pory najwięcej „pięćsetek” trafiło do Włoch – ponad 500 tys. sztuk. Kolejnymi najważniejszymi rynkami są: Anglia, Francja, Niemcy, Belgia, Hiszpania, Holandia, Japonia, Austria oraz Szwajcaria. 

Produkowany w Polsce samochód zdobył do tej pory ponad 40 nagród na całym świecie, w tym najważniejszą, czyli „Car of The Year 2008”. Ponadto jest to jeden z najbezpieczniejszych samochodów w swoim segmencie. Euro NCAP nagrodziło go pięcioma gwiazdkami w teście zderzeniowym.

Najnowsze