Ewa Pertyńska

Nubhes – damskie buty do samochodu

Samochodowe buty firmy Nubhes pojawiły się na rynku w 2012 roku, wywołując furorę. Zaprojektowane przez Hiszpana, Rafa Guillem, same o sobie mówią najwięcej: „Nubhes” oznacza po hiszpańsku „spacerować po niebie”.

Hiszpański projektant i producent obuwia stworzył Nubhes z myślą o kobietach spędzających dużo czasu za kierownicą. Buty zostały wyprodukowane z oddychającego tworzywa i umożliwiają bezpieczną jazdę samochodem z naciskiem na zdrowie kierowcy. Ze szczególną dbałością zaproojektowano te częsci obuwia, które odpowiadają za sprawne działanie stawu skokowego. Antypoślizgowe podeszwy zapobiegają niebezpieczeństwu zsunięcia się stóp z pedałów, a elementy odblaskowe zwiększają widoczność danej osoby w dni pochmurne, deszczowe, czy w nocy, gdy zaistnieje konieczność wysiadania z samochodu na drodze.

– Pokrycie obuwia Nubhes stanowi materiał posiadający niewielkie otwory, przez które stopa może oddychać. Cała zaś struktura buta została zaprojektowana w oparciu o wiedzę o biomechanice stawu skokowego. Pozwoliło to nam stworzyć produkt, który nie obciąża zbytnio stóp, a dodatkowo jest bezpieczniejszy podczas jazdy autem od standardowego obuwia sportowego – wyjaśnił Raf Guillem.

Buty pozbawione są sznurowadeł, dzięki czemu pozwalają na szybką zmianę obuwia. Nubhes kosztują 69 euro, czyli około 298 złotych.

Czy staną się dobrą alternatywą dla popularnych wśród pań szpilek? Pewnie nie, choć i tak większość kobiet zdaje sobie już sprawę z konieczności wożenia ze sobą obuwia na płaskim obcasie, nie tylko dla wygody, ale również z dbałości o tekstylne dywaliki, które często są dziurawione lub niszczone przez obcasy.

Volkswagen Taos – kompaktowy crossover o mocy 158 KM

Najnowsze

Ewa Pertyńska

Pierwszy samochód bez kierowcy od Google

Google stworzył pierwszy kompletny prototyp samochodu, który jest prowadzony automatycznie.

Google zaprezentował technologię mającą na celu wprowadzić całkowitą autonomię pojazdu w 2010 roku. Teraz nadszedł czas na stworzenie kompletnego auta niepotrzebującego kierowcy. Pierwszy prototyp pokazał się w maju tego roku. Miejsce systemów operowanych manualnie zajęły takie, które umożliwiły elektroniczną kontrolę otoczenia, toru jazdy i pracy układu napędowego. Od tego czasu inżynierowie Google udoskonalali systemy regulujące pracę auta. Należały do nich między innymi takie, których zadaniem było monitorowanie znaków drogowych, czy nawet gestów typowych dla kierowcy. W międzyczasie powstawały różne wersje pojazdów.

W prototypowej wersji znajdziemy czujnik umiejscowiony w dachu samochodu, kilka nowych wskaźników, nowe reflektory, zaś całość została pomalowana jasnoszarym lakierem. Według prognoz producenta samochód ma się pojawić na rynku kalifornijskim już w przyszłym roku. W środku nie ma kierownicy, ani nawet pedałów, a pierwszy prototyp nie został wyposażony w działające reflektory. Auto jest napędzane elektrycznie. Może jechać obecnie z prędkością około 25 mil/godzinę, czyli około 40 km/h.

Google nie jest jedyną firmą, która prowadzi badania na temat produkcji samochodu prowadzonego bez udziału kierowcy. Wcześniej zajęła się tym marka Audi, o czym można przeczytać tu.

Załoga Google twierdzi, że nie jest to ich ostatnie słowo oraz zapowiada kolejne testy i udoskonalenia.

https://www.youtube.com/watch?v=Ltc45Fmd2L0

Najnowsze

Test Yamaha XJ6 Diversion F

Yamaha XJ6 Diversion F to sportowo - turystyczny motocykl, o długiej historii, sięgającej roku 1991, technicznie oparty na FZ6. Nasz egzemplarz testowy pojechał ze mną do Czech, aby sprawdzić jego możliwości.

Odpalam: z motocykla wydobywa się dźwięk przypominający maszynkę do zbierania pęczków ze sweterka… Szukając wydechu należy nieco się schylić, aby dostrzec wystający z prawej strony, ucięty jak ogon yorka, wystający kawałeczek rurki.

Podczas pierwszych kilometrów okazuje się, że owiewki spełniają swoja funkcję: nie ma denerwującyc zawirowań wokół kasku, za to trudno tu mówić o dobrej ochronie przed czynnikami atmosferycznymi. Lusterka są spore, dające poczucie dobrej widoczności, i nie są zbyt szeroko rozstawione na boki, co przyda się w mieście.  Przednia owiewka bardzo ładnie wygląda z lampą, cały ten zestaw jest bardzo aerodynamiczny.

Zawieszenie typu mono cross bardzo ładnie podkreśla sportowy charakter, oraz pozwala na komfortowe nawijanie tysięcy kilometrów. XJ prowadzi się bardzo łatwo, zwinnie. Zachwyca wręcz lekkością, z którą skręca, oraz samym promieniem skrętu. Jest mistrzem w swojej klasie w nawracaniu i ciasnym manewrowaniu.

Wysokość siedzenia jest standardowa wynosi 785 mm, masa motocykla 217 kg (222 kg z ABS) w stanie gotowym do jazdy – to parametry sprzyjające ujeżdzaniu XJ przez nawet niższe i niezbyt silne kobiety.

Zbiornik paliwa ma w dolnej swojej części element, który jest bardzo praktyczny – to wykończenie wykonane z bardzo estetycznego tworzywa, które pozwala zachować lakier w dolnej części zbiornika w nienaruszonym stanie. Siedzenie również zasługuje na pochwałę, ponieważ jest wyprofilowane tak, aby kierowca przy ostrym odkręceniu manetki nie zsuwał się na tył motocykla.

Motocykl dostępny jest w wersji czarnej bądź niebieskiej. Jest standardowo wyposażony w centralną stopkę, co pozwala sprawniej nasmarować łańcuch. Natomiast słabo wypada w swojej klasie z możliwościami zaczepienia bagażu.

Po uruchomieniu prędkościomierz szybko reaguje, a obrotomierz przesuwa wskazówkę w prawo. Widzimy kontrolkę paliwa, trip 1, trip 2, oraz rezerwę, a także licznik przebiegu kilometrów. Pozycja za kierownicą jest bardzo dobra – podnóżki – niestety wykonane z brzydkiej gumy – umieszczone dla moich troszkę dłuższych nóg – na dobrej wysokości.  Wydech jest nieco za cichy, choć nie przysmaża naszych 4 liter, nóg, czy też pasażera.

Jest kilka motocykli tej klasy tj. Kawasami ER 6F,  Suzuki GSX 650 F, Honda CBF 600 F oraz opisywana XJ 600 F. Wśród tej czwórki  Yamaha wypada całkiem dobrze. Silnikowo? Na 1 miejscu: Suzuki 86 KM, 2 miejsce Yamaha, Honda 78 KM, 3 miejsce Kawasaki.

Cena tej klasy sprzętu waha się w granicach 29 000 złotych .

Dlaczego go kupić?
1. Bo ma wystarczającą liczbę koni mechanicznych (78).
2. Bo prowadzi się bardzo intuicyjnie, wygodnie, komfortowo – dzięki kanapie wyprofilowanej, regulowanej kierownicy, oraz fajnie  przymocowanym podnóżkom.
3. Bo owiewka osłania przed wiatrem, oraz deszczem, który czasami ma to do siebie, że pada Tobie na złość.
4. Bo ma bardzo dobre tarczowe hamulce, które ładnie wyglądają z lekkim odlewanym kołem.
5. Bo za niewielką dopłata jest przydatny w podłym deszczu ABS.
6. Bo jak nie odkręcasz w trasie, to pali poniżej 6 litrów na setkę, w mieście siedmiu.
7. Elegancko zakręca i ma duży promień skrętu.

Najnowsze

Test Honda CBF 1000

Ciepły letni dzień… Zmęczenie milion, po wierceniu się autem w gęstwinie samochodów dostarczono mnie pod wrota salonu Hondy. Dojechałam! Naprzeciwko mnie czekał już czarny wehikuł na dwóch kołach.

Pierwsza moja myśl wykrzyczała – bingo! Będzie wygodnie, szybko, stabilnie – i tak też było, mój 7 zmysł się nie mylił.

Sportowo turystyczna czy sportowa jest ta Honda CBF 1000? To raczej coś pomiędzy, czyli turystyczny motocykl z zacięciem sportowym.  Motocykl  CBF miał swoją premierę 4 lata temu. I po tym czasie na rynku pojawiła się nowa,  nieco zmieniona konstrukcja, która przeszła swoją operację plastyczną. Dało to maszynie nową, bardziej agresywną linię, nawiązującą stylem do CBR 600 RR. Natomiast cały szkielet, na którym wszystko się trzyma jest teraz mniej zauważalny – zmieniony ze stalowego na lżejszy, bardziej fit – aluminiowy. Do aluminiowej ramy przykręcono silnik od Hondy CBR 1000 RR  FireBlade z 2006/07.

Przeszczep FireBlade
Znany silnik z „Bladego”,  jak przystało na Hondę, jest niezawodny. A zmieniono w nim  zaledwie parę rzeczy.  Zmiana  głowic zaowocowała mocą 107 KM przy  9000 obr. /min, a moment obrotowy wynosi teraz 96 Nm przy 6500 obr./min. Przy „mocnej” prawej dłoni motocykl przyspiesza delikatnie, dzięki czemu mniej doświadczeni kierowcy nie wypadną z siodła.  Ale absolutnie nie oznacza to, że motocykl  nie ma mocy.  Jest zdyscyplinowany, oraz cichy. Po wbiciu jedynki rozpędza się cichutko, a przyjemne działające sprzęgło hydrauliczne wystarczy delikatnie nacisnąć, nie używając dużej siły mięśni.

Testowy motocykl był wyposażony w C ABS; z przodu dwie tarcze – zaciski  trzytłoczkowe, a z tyłu jedna tarcza z  jednotłoczkowym zaciskiem. Poza paskudnymi gumowymi  przewodami  nie odnotowałam nic złego. Zatrzymuje się genialnie.

Jak Cię widza tak Cię piszą
Design  motocykla przedstawia go w ostrym świetle. Na pierwszy rzut oka widać szkieletory kolektorów, które  prowadzą wzrok  do jednej rury. Wydech 4 w 1 generuje spokojne, kojące brzmienie motocykla. W nowym modelu zmieniona została przednia owiewka. Podchodząc do motocykla  natychmiast zwróciłam uwagę na całą linię, oraz na bardzo fajnie wkomponowane wielkie  kierunkowskazy w piękną owiewkę.  Zamontowano również szybę regulowaną ręcznie w  4 stopniach.  Wystarczy nacisnąć  i pociągnąć w górę, lub dół w zależności od zapotrzebowania. 

Przed oczami kierowcy znajduje się duży analogowy obrotomierz. Po jego bokach wyświetlacze LCD, a nad nimi kontrolki. Znalazło się tu to, co niezbędne, czyli: prędkościomierz, zegar, wskaźnik  poziomu paliwa, oraz licznik kilometrów  plus dwa dzienne. Centrala dowodzenia informowała mnie jakie mam aktualne i średnie zużycie paliwa. O konieczności tankowania przypomina nadal kontrolka.  A o tym, co się dzieje z tyłu wiadomo dzięki ogromnym i szeroko rozstawionym lusterkom.

Pozycja za sterami 
Ergonomiczna kierownica, podnóżki  zaprojektowane i zamontowane ta,k by pozycja za kierownicą była optymalna. Siodło regulowane w trzech położeniach (780 – 795 – 810 mm)  dzięki czemu można dopasować motocykl to osób różnego wzrostu.  Tył motocykla jest bardzo zgrabny; ładna ledowa mała lama, obok niej owalne kierunkowskazy, oraz ergonomicznie dopasowane uchwyty dla pasażera. Nasz egzemplarz posiadał oryginalne kufry o pojemności 33 l., które przeklinałam podczas przebijania się przez zakorkowane miasto –  pokochałam je w trasie. Dzięki tym kufrom motocykl może nosić miano zwinnego turystyka.

Śmiało mogę powiedzieć, że Honda CBF 1000 jest najwygodniejszym motocyklem jakim jździłam do tej pory.  Doskonale radzi sobie z naszymi wymagającymi drogami. Początkujący kierowca dzięki dobremu zawieszeniu  stabilnie poprowadzi motocykl po nierównościach.  W poprawie komfortu podróżowania pomaga regulacja napięcia wstępnego przedniego widelca i możliwość ustawienia tłumienia tylnego amortyzatora.  Co jest upierdliwe? Wibracje, które atakują przy 6 000 obr/min…

Podsumowanie

  1. Nieagresywny  107-konny silnik
  2. Wygodna pozycja za kierownicą
  3. ABS, jeździsz bezpiecznie w deszczu
  4. Duży bak, 20 litrów, nie trzeba non stop zatrzymywać się na tankowanie
  5. Spalanie w mieście to ponad 7 l, w trasie spada do 5,5 litra
  6. Wybierz opcje z kuframi – wygoda, turystyczny wygląd

Najnowsze

Przemysław Semczuk „Czarna wołga” Kryminalna historia PRL – recenzja

Do dzisiaj panuje przekonanie, że czarna wołga była tylko plotką. Czy aby na pewno?

Wieść o porwaniu dziecka w Warszawie rozchodzi się błyskawicznie, a czarna wołga zaczyna budzić strach w całej Polsce. W Jeleniej Górze tajemniczy psychopata grozi śmiercią całemu miastu. Sąd skazuje Zdzisława Marchwickiego, domniemanego Wampira z Zagłębia. Jednak wkrótce giną kolejne kobiety.

Tajemnicze porwania, seryjni mordercy i brutalne napady. Czarna wołga to trzymająca w napięciu opowieść o zbrodniach PRL, które bulwersowały dziennikarzy i opinię publiczną. Ale także o tych, o których społeczeństwo miało się nigdy nie dowiedzieć. Przemysław Semczuk dotarł do byłych przestępców oraz tajnych dokumentów IPN. Ujawnia metody działania sprawców zbrodni oraz kulisy działań operacyjnych organów ścigania. Dziś, gdy nie obowiązuje cenzura, możemy w końcu dowiedzieć się jak było naprawdę.

Poznaj półświatek PRL, którego nie widziałeś w 997 i 07 zgłoś się.

Pisze do Was morderca tysięcy ludzi, którzy nie wiedzą jeszcze, jaki los chcę im zgotować. (…) Zdaję sobie sprawę z tego, jak nieludzki, ohydny ma być mój czyn, ponieważ nic nie mam już światu do powiedzenia oprócz słów pełnych jadu i nienawiści…

PSYCHOPATA CIEMNOŚCI

Przemysław Semczuk – dziennikarz, publicysta historyczny, związany z tygodnikiem „Newsweek Polska”, autor książki Zatajone katastrofy PRL, wykonał świetną pracę, którą docenią nie tylko wielbiciele kryminałów, ale także wszyscy Ci, którzy pamiątają klimat tamtych lat. Czarną Wołgę przeczytają z wypiekami na twarzy zarówno obecni 70-latkowie, jak i uczniowie szkolni. To trzymająca w napięciu lektura, którą polecamy każdemu, żądnemu wiedzy historycznej.

Najnowsze