Nowy egzamin na kategorię A okiem instruktorki

„Rewolucja” - tak w skrócie opisuje nowe zmiany w przepisach na prawo jazdy Magdalena Pondel, instruktorka jazdy motocyklem. Motocyklistka specjalnie dla nas przybliża kulisy egzaminu.

Nauka jazdy na motocyklu to przyjemość – gorzej ze zdaniem egzaminu na kat. A.
fot. Motosfera

Na sam początek – „rewolucja” w egzaminach teoretycznych. Nowa forma egzaminu ma wyeliminować uczenie się testów na pamięć. Kursant ma myśleć, reagować i podejmować właściwe decyzje w jak najkrótszym czasie. Zupełnie tak jak na drodze, gdzie każdy popełniony błąd czy zbyt długi brak zdecydowania, może doprowadzić do tragedii.

Jak zmienił się przebieg egzaminu?

Czas trwania egzaminu pozostał ten sam – 25 minut. Jest jednak więcej pytań, bo 32. Do zdobycia maksymalnie 72 punkty ( test jednokrotnego wyboru ). Aby zaliczyć pozytywnie egzamin, musimy zdobyć co najmniej 68 punktów. Nowy egzamin teoretyczny już teraz sprawia kursantom bardzo wiele problemów i potwierdza, że wielu nie miało wcześniej kontaktu z kodeksem ruchu drogowego, a zajęcia praktyczne najprawdopodobniej pozostawiały wiele do życzenia. Uważam, że dobrze przeszkolony kursant i wyposażony w odpowiednie materiały dydaktyczne nie powinien mieć większego problemu z zaliczeniem egzaminu teoretycznego.

A co z nowymi kategoriami?

Od 19 stycznia 2013 mamy oprócz kategorii A i A1, kategorię AM i A2. Poza nowymi kategoriami, mamy także mnóstwo nowych, niepotrzebnych utrudnień i komplikacji.. Już sama procedura zapisania się na kurs prawa jazdy mocno odstrasza. Dalej nie jest lepiej. Do dnia dzisiejszego niewiadomo na jakich motocyklach będą przeprowadzane szkolenia i egzaminy. Najprawdopodobniej, po raz kolejny decyzje zostaną podjęte przez tych, którzy z motocyklami nie mają nic wspólnego. Osobiście nie wyobrażam sobie, aby osoba, która nigdy wcześniej nie miała do czynienia z motocyklem, na dzień dobry wsiadała na sześćsetkę.

Zmienił się zarówno egzamin teoretyczny, jaki i manewry na placu.
fot. Motocaina.pl

Niestety, nowe przepisy wymagają od OSK i instruktorów przeprowadzania zajęć już od samego początku na motocyklu o pojemności odpowiedniej dla kategorii, o którą ubiega się kursant. Przy okazji, dostrzegam tu pewną dyskryminację – jeżeli zostaną zakupione motocykle ciężkie i wysokie, drobna i niska osoba nie będzie miała w przyszłości szans o ubieganie się o kategorię A, ponieważ nie poradzi sobie z gabarytami motocykla. Do tej pory nie było takiego problemu – egzamin zdawało się z reguły na GN250, YBR250 czy CBF250, motocyklach z którymi bez problemu radzili sobie i ci wyżsi i ciężsi, jak i ci niżsi, mniejsi, drobniejsi. Teraz może się okazać, że niewysoka dziewczyna nie dostanie po prostu palcami u nóg do ziemi na wysokiej sześćsetce. Nie wspominając już o przewrotce – przeciętnej osobie sprawi wiele trudności podniesienie takiego motocykla.

Jak w rzeczywistości, z perspektywy instruktorki, będzie wyglądał kurs praktyczny?

Sam kurs praktyczny to także wiele zmian. W ciągu dwudziestu godzin kursant musi opanować nie tylko ruszanie, zatrzymywanie  i utrzymywanie się na motocyklu, ale także …  technikę jazdy w kopnym piachu, po muldach i w koleinach czy hamowanie awaryjne z dużej prędkości. Zastanawia mnie tylko na czym i w jakich warunkach. Nie przypominam sobie, aby jakikolwiek plac manewrowy posiadał obok teren do nauki podstaw offroadu czy kilkuset metrowy odcinek prostego, gładkiego asfaltu, aby rozpędzić motocykl, a potem bezpiecznie go zatrzymać.

Ogólne wnioski?

Teoretycznie początkowe założenie było dobre – nowe kategorie, nowe, trudniejsze zadania egzaminacyjne, więcej zadań do zrealizowania i przećwiczenia na kursie, ale …  jak tego dokonać w dwadzieścia godzin w dodatku z osobą, która ma blade pojęcie w tym temacie i mając do dyspozycji motocykl, na którym jedno nieostrożne odkręcenie manetki może spowodować nieodwracalne, tragiczne skutki? Nie da się biegać za kursantem po placu i pilnować każdego jego ruchu. Ponadto, aby opanować wszystkie zadania przewidziane w nowej ustawie, przeciętnemu kursantowi najprawdopodobniej nie wystarczy dwadzieścia godzin – na placu. Aby wyjechać na miasto, będzie zmuszony do dokupienia kolejnych dodatkowych lekcji, bo żaden rozsądny instruktor nie weźmie odpowiedzialności za niedoświadczoną osobę i nie pozwoli na to, aby po drogach publicznyc samodzielnie poruszał się ktoś kto nie potrafi zapanować nad motocyklem.

Podkreślam, sama idea była dobra, niestety do pisania ustawy wzięli się niewłaściwi ludzie, którzy w mojej opinii nigdy na motocyklu nie siedzieli i nie zdają sobie sprawy jak wiele pracy i wysiłku trzeba włożyć w to, aby „wychować” odpowiedzialnego i nie stwarzającego zagrożenia na drodze motocyklistę. Sądzę, że nie zdają sobie sprawy z tego, że obsługa i technika jazdy na motocyklu jest nieco inna, niż samochodu, a instruktor kategorii A, w przeciwieństwie do instruktora kategorii B tak naprawdę w wielu sytuacjach nie może zrobić nic. Tutaj kursant odpowiada sam za siebie i ponosi konsekwencje swoich czynów od samego początku. Szkolenie osób początkujących, bez względu na kategorię o którą się ubiegają, powinno rozpoczynać się od jazdy na małym motocyklu o niewielkiej mocy i pojemności. Ustawa nie powinna wymuszać na instruktorach uczenia od samego początku na sprzęcie, którego możliwości są ogromne i często przerastają tych, którzy je dosiadają. To tak, jakby początkującego pilota awionetki posadzić za sterami ogromnego samolotu pasażerskiego z setkami osób na pokładzie – bez względu na konsekwencje.

Oprócz tego, wydaje mi się, że wiele szkół po prostu zrezygnuje z prowadzenia kategorii A. Nie stać ich będzie na zakup kilku nowych motocykli i ryzyko związane z prowadzeniem kursów na nowych zasadach. Ci, którzy pozostaną na rynku będą mieć bardzo trudne zadanie do wykonania. Uważam jednak, że szkoły, które solidnie przyłożą się do realizacji nowego programu przyczynią się do tego, że na naszych drogach pojawi się więcej świadomych i dobrych motocyklistów. Tego im – i sobie – życzę, a przyszłym kursantom – wyboru odpowiedniej szkoły i sukcesów.

Najnowsze

Wojna damsko-męska pod flagą Renault Clio

Renault Polska i wydawnictwo Ringier Axel Springer Polska rozpoczęły konkurs pod nazwą SEX WAR. Kobiety i mężczyźni zostali wezwani do rywalizacji o Nowe Renault Clio.

Konkurs jest skierowany do internautów pasjonujących się motoryzacją i potrafiących ciekawie o tym pisać. Spośród wszystkich zgłoszeń, które wpłyną na stronę  topgear.com.pl/wygrajclio, wyłoniona zostanie finałowa para graczy – kobieta i mężczyzna, pomiędzy którymi rozegra się ostateczna rywalizacja.

Finałowa dwójka otrzyma na czas konkursu do dyspozycji samochody, które mogą stać się ich własnością. Ale zwycięzca będzie tylko jeden.

fot. Renault

 

Kobieta testuje:

Renault Clio Dynamique Energy TCe 90

Kolor: Czerwony Flamme

Wyposażenie dodatkowe: m.in. Pakiet Look Passion (zewnętrzne elementy ozdobne w kolorze lśniącej czerni z chromowanymi wstawkami), klimatyzacja automatyczna i wspomaganie parkowania tyłem.

 

Mężczyzna testuje:

Renault Clio Dynamique Energy TCe 90

Kolor: Żółty Eclair

Wyposażenie dodatkowe: m.in. Pakiet Look Sport (naklejka dachowa Sport, wewnętrzne elementy ozdobne z motywem Sport, zewnętrzne elementy ozdobne w kolorze lśniącej czerni z chromowanymi wstawkami), klimatyzacja automatyczna i wspomaganie parkowania tyłem.

 

Zwycięzca zatrzyma testowany samochód jako nagrodę w konkursie.

Wyniki poznamy 17 maja br.

Najnowsze

Ciało i dusza. Joy Denalane i jej Volkswagen Karmann Ghia TC 145

Jej serce bije w rytmie berlińskich ulic. Tutaj się urodziła, tutaj dorastała i tutaj mieszka. Berlin jest jej domem, choć jej korzenie sięgają Republiki Południowej Afryki. Kim jest i czym się zajmuje Joy Denalane?

To aktualnie jeden z najbardziej rozpoznawalnych głosów niemieckiej muzyki soul i hip-hop. Córka Niemki i pochodzącego z Afryki ojca, mama dwójki dzieci, a przede wszystkim obywatelka miasta Berlin, a co za tym idzie – niezły oryginał.

Kiedy mówi, nie robi tego z typowym berlińskim dialektem, choć, jak sama przyznaje, nie sprawia jej to kłopotu. – Lubię to – mówi, śmiejąc się. Ma ciemną skórę i oczy pełne pozytywnej energii. – To jest po prostu bardzo naturalne, bezpośrednie, od razu trafiające do rozmówcy. Joy w ogóle lubi w życiu bezpośredni styl, kiedy to, co się mówi jest łatwe do zrozumienia, jasne, przejrzyste. Podobnie jest w muzyce, którą komponuje: – Zawsze trzeba być sobą – podkreśla. Autentyzm jest kluczem do wszystkiego. Joy mówi o tym bardzo przekonująco i urzeka nas swoim niezwykłym, płynącym z jej egzotycznej natury ciepłem.

Podczas tych kilkunastu minut spędzonych na powitaniach, rozmowie i wzajemnym poznawaniu się, zupełnie wyleciało nam z głów, że samochód, którym dziś będziemy zwiedzać Berlin, czyli Volkswagen Karmann Ghia TC 145, nie ma ogrzewania! A dzisiejsza aura nie jest wybitnie sprzyjająca! Auto jest przystosowane do jeżdżenia w zupełnie innym klimacie. Samochód skonstruowano i wyprodukowano w Brazylii, gdzie był sprzedawany w latach 1970 – 1976. Ale nawet brak ogrzewania nie odstrasza Joy od pomysłu przejażdżki po mieście. Auto podoba się wokalistce, która podziwia jego lekko zaokrąglone kształty. Mówi o nim bardzo czule, w jej głosie słychać fascynację. Musimy już jechać. Joy przerywa swoje dywagacje na temat różnych detali konstrukcyjnych Karmanna, zakłada ciepłe rękawiczki i pewnym ruchem chwyta kierownicę. – W drogę! – krzyczy z fotela kierowcy.

Ale, ale, jeszcze jedna sprawa. Zanim ruszymy, w bagażniku ląduje zestaw obowiązkowy, czyli błyszczyk do ust, iPod, słuchawki i książka. Drzwi zamykają się wydając charakterystyczny dźwięk, kluczyk jest już w stacyjce i Joy pewnie uruchamia 1.6 litrowy silnik. Wszystko gotowe, czas ruszać. Szybko zapominamy o tym, że jest chłodno. Silnik VW jest bardzo uprzejmy, co chwilę do kokpitu wpada ogrzane przez niego powietrze, które dolatuje tylko do przednich siedzeń, z tyłu wciąż bez zmian. Trzeba dodać, że przestrzeń z tyłu nie jest bardzo duża, choć w Brazylii samochód został zaprojektowany z myślą o czterech pasażerach. Wyprodukowano zaledwie osiemnaście tysięcy takich modeli, a tylko kilka z nich sprowadzono do Niemiec.

Kiedy po rondzie objeżdżamy berlińską Kolumnę Zwycięstwa, nasze auto potwierdza, że słowo charyzmatyczny bardzo dobrze oddaje jego charakter, zwłaszcza kiedy silnik przy wrzucaniu kolejnego biegu zmienia swój dźwięk. – To jest jednak ciężka praca – mówi Joy. – Żeby codziennie móc normalnie prowadzić taki samochód, musiałabym mieć wspomaganie kierownicy i porządne boczne lusterka. Trzeba dodać, że TC 145 to samochód pochodzący z zupełnie innej motoryzacyjnej ery i nie ma tego typu udogodnień. Dobrze, że Joy mimo wszystko potrafi prowadzić to auto z sercem i pewnie poruszać się po tłocznych berlińskich ulicach. Razem robią piorunujące wrażenie: chromowanie i błyszczący lakier głęboko niebieskiej karoserii lśnią tak jak uśmiech Joy, która śpiewa nawet wtedy, kiedy prowadzi!

Joy bardzo ostrożnie parkuje samochód między innymi autami. Robimy sobie chwilę przerwy w Café Einstein, przy gorącym i rozgrzewającym cappuccino. Teraz mamy trochę czasu, żeby na spokojnie porozmawiać o inspiracjach Joy. Artystka opowiada nam o rodzinnym domu pełnym płyt długogrających. Kolekcja, którą zebrał jej ojciec, liczy sobie ponad cztery tysiące winyli. Tata Joy przyjechał do Niemiec na studia medyczne. Bez pamięci zakochał się w mieście Heidelberg i już został. Ojciec Joy ani nie zachęcał jej do słuchania muzyki, ani nie zabraniał korzystać z domowej kolekcji. -Nigdy nie traktował swojego zbioru jak muzealnego zabytku, którego nie wolno dotykać, mimo że miał w swojej kolekcji prawdziwe perły.

A co jeśli na którejś z płyt pojawiały się zadrapania? – To nie był wielki problem. Przy takiej liczbie płyt trudno to w ogóle zauważyć.

Joy nawet kiedy mówi zachowuje się, jakby śpiewała. Mam wrażenie, że zawsze jest w trakcie jakiegoś muzycznego wydarzenia; jej głos to wznosi się, to opada, a Joy wzrokiem ogarnia całe wnętrze kawiarni.

Joy mówi o TC  z czułością, nieustannie się nim zachwyca. Ale nie tylko ona żywi ciepła uczucia do tego pojazdu. Nawet uczniowie z pobliskiej francuskiej szkoły spoglądają na niego z zainteresowaniem. – Na dłuższą metę takie zainteresowanie ze strony przygodnych osób może być dla mnie kłopotliwe. Kłopotliwe? Owszem, samochód rzuca się w oczy. -Ja nie należę do osób, które lubią się popisywać. TC jest dość nisko zawieszony, a Joy jest zdania, że samochód powinien być dla kierowcy spokojnym miejscem i nie powinien się za bardzo wyróżniać. Dobrze jest na co dzień jeździć czymś nieco bardziej zwykłym.

Joy wyjeżdża z parkingu. Mistrzowsko posługuje się niezbyt wygodnym wstecznym biegiem i miarowo dodaje gazu. TC niestety nie ma systemu wspomagającego hamowanie. Czy precyzja, z jaką manewruje niemłodym już autem, ma coś wspólnego z muzyką? Joy zastanawia się przez chwilę, skręca, wrzuca kolejny bieg. -Tak, dyscyplina jest potrzebna, kiedy masz przed sobą mikrofon. Wielu ludzi mówi, że mogliby robić hip-hop i nic im z tego nie wychodzi, mimo deklaracji. Trzeba też umieć słuchać bardziej doświadczonych i mówię to zupełnie szczerze.

Docieramy do Bramy Brandenburskiej. Surowość architektonicznej formy nie robi już wrażenia na sprzedawcach pamiątek, ulicznych grajkach. Turyści są jednak zachwyceni. TC również staje się obiektem zachwytów, całkowicie niezamierzenie. – Oh, VW… myślałem, że to Porsche! – słyszymy rozentuzjazmowane głosy przechodniów. Turystka z Azji zatrzymuje się i przez chwilę przygląda się naszemu pojazdowi z dużym zainteresowaniem i za chwilę krzyczy do swojej grupy, żeby zawrócili i też rzucili okiem. A potem zaczyna się sesja zdjęciowa! Joy opiera się o dach samochodu i z uśmiechem pozuje do zdjęć. Na chwilę pojawia się słońce, lekko rozjaśniając ten zimny zimowy dzień.

Ostatni przystanek: sklep z duszą

– Nie widziałaś jeszcze Mimi. Koniecznie musimy to zmienić – mówi Joy i dodaje gazu. Na szczęście nie za dużo, bo kawałek dalej stoi patrol policji i uprzejmie zaprasza na pogawędkę tych, którzy pozwalają sobie na zbyt wiele na drodze. Ale co to jest Mimi? – To mój ulubiony sklep. Polubisz go!

Sklep kolekcjonuje i sprzedaje akcesoria, biżuterię i ubrania z lat 1920 – 1960.

Każdy, kto wejdzie do wnętrza tego mieszczącego się w starej berlińskiej kamienicy sklepiku, będzie nim zafascynowany. – W sumie to tutaj mógłby być właśnie rok 1930 – mówi nam spotkany we wnętrzu fotograf. Widać, że jest pod wrażeniem. I ma rację. Gdyby teraz pojawili się tu Lilian Harvey lub Hans Albers*, z pewnością poprosiłybyśmy o autograf.

Joy wypatrzyła dla siebie drobiazg, pierścionek w stylu art deco zagościł na jej lewej dłoni. Przy okazji spojrzała też na zegarek. – To już jest tak późno!? Muszę lecieć do domu, dzieci czekają! Pa, Mimi! Do następnego razu.

Kilka minut później jedziemy znowu niebieskim Karmannem. -To tylko dziesięć minut. Muszę odebrać dzieci z lekcji gry na pianinie.

Czyżby muzyka była rodzinną tradycją? – Tak, choć ja myślę w taki sam sposób jak mój tata: wszystko jest możliwe, ale do niczego nie można się zmuszać. Nasz dom wypełnia jazz, soul, funky. Ja bardzo lubię czarną muzykę, ale jestem otwarta na wszystkie muzyczne prądy. I taka też chcę być dla moich dzieci.

.

Joy zamaszyście parkuje przed swoim domem i wysiada z auta. Błyszczyk do ust, słuchawki i Dostojewski wracają z bagażnika z powrotem do torby.

Żegnamy się serdecznie. Do usłyszenia w radiu! Albo do zobaczenie w gościnnych progach sklepu Mimi.

Joy Denalane nazywana jest królową niemieckiej muzyki soul.

Urodziła się w 1966 roku w berlińskiej dzielnicy Schöneberg, jako trzecie dziecko z szóstki rodzeństwa. Dorastała w środowisku pełnym muzyki. Dzięki niemiecko-afrykańskim korzeniom udało się jej stworzyć wyjątkowy własny styl, w którym łączy różne wpływy muzyczne i języki. Wraz ze swoim partnerem życiowym, frontmanem grupy Freundeskreis, wychowuje dwoje dzieci. Wspólnie wydali singiel 'Mit Dir', który stał się wielkim przebojem roku 1999 na niemieckich listach przebojów. Ostatni album Joy Denalane 'Maureen' łączy w sobie rap, hip-hop, atmospheric rock i R&B. Joy wspiera również działania charytatywne Volkswagen Sound Foundation.

Volkswagen Karmann Ghia TC 145

rok produkcji: 1975

1,600 cm3, 64 KM

Przedłużony dach, masywne drzwi – to samochód, którego nigdy nie produkowano w Europie ani na europejskie warunki. Z fabryki w latach 1970 – 1975 wyjechało 18,119 sztuk stworzonych według ściśle określonych standardów. Auta miały więcej przestrzeni dla kierowcy, pasażera i bagażu,  maksymalna prędkość 142 km/h (88 mph) oraz silnik o pojemności 1.6 litra – to wszystko czyni ten samochód niezwykle interesującym. Do Niemiec sprowadzono zaledwie kilka egzemplarzy. Auta koncernu Volkswagen mają swoich wiernych fanów i zainteresowanie klasycznym TC 145 jest coraz większe. Samochód na dzisiejszą przejażdżkę należy do grupy samochodów Volkswagen Classic.

*Lilian Harvey – brytyjska aktorka, która przez długi czas mieszkała w Niemczech. Jej najsłynniejsza rola to niemiecka operetka filmowa pt. Kongers tańczy. Aktorka w ramach sprzeciwu wobec faszystowskiego terroru wyemigrowała najpierw do Francji a potem do USA.

Hans Albers – niemiecki aktor i śpiewak, jedna z największych gwiazd kina niemieckiego lat trzydziestych i czterdziestych dwudziestego wieku.

Źródło tekstu i zdjęć: http://www.volkswagen-classic.de

Tłumaczyła Anna Maria Dąbrowska

Najnowsze

F138, nowy bolid Scuderia Ferrari

W ostatni piątek w Maranello odbyła się premiera najnowszego jednoosobowego auta Formuły 1 dla Scuderii Ferrari. Nowy bolid w sezonie 2013 Formuły 1 prowadzić będą Fernando Alonso i Felipe Massa.

Wskutek intensywnych opadów śniegu w ubiegłym roku Ferrari zmuszone było do odwołania ceremonii. W tym roku firma nie miała takich problemów. W wydarzeniu wzięło udział kilku VIP-ów z Ferrari, w tym Luca di Montezemolo, Stefano Domenicali, Fernando Alonso i Felipe Massa.

fot. Ferrari

F138 to 59. samochód skonstruowany przez Ferrari z myślą o udziale w Formule 1. Liczba w nazwie jest połączeniem bieżącego roku i liczby cylindrów, co ma podkreślić fakt, że to ósmy i ostatni rok rywalizacji dla konfiguracji silnika V8.

Samochód stanowi interpretację tegorocznych regulacji technicznych i sportowych, które zasadniczo zbytnio się nie różnią od regulacji z ubiegłego sezonu. Tym samym F138 jest z punktu widzenia podstawowych zasad konstrukcyjnych ewolucją F2012, choć każdemu elementowi przyjrzano się na nowo.

fot. Ferrari

Korzeni współpracy partnerskiej Shella i Ferrari należy szukać już w 1929 roku, gdy Shell rozpoczął dostarczanie paliw i smarów samemu Enzo Ferrari. Partnerzy techniczni razem walczyli o zwycięstwo w pierwszym sezonie Formuły 1 w 1950 roku – a w ubiegłym sezonie świętowali pięćsetny wspólny wyścig.

Najnowsze

Słodki smak Ducati

Wygląda jak Ducati, i to w każdym szczególe – jest nawet głośnik imitujący dźwięk silnika. Nie dajcie się jednak zwieść, patrzycie nie na prawdziwą maszynę, a na cukiernicze dzieło sztuki!

Duff Goldman, zwany „Ace of Cake” to gwiazda w branży cukierniczej. Na liście jego klientów można znaleźć imponujące nazwiska, od Jaya Leno począwszy, na Baracku Obamie skończywszy. Specjalizuje się w wypiekach ogromnych rozmiarów i nietypowych projektach, jak słonie naturalnej wielkości czy R2D2 z „Gwiezdnych wojen”.

fot. materiały prasowe

Odkąd cztery lata temu dostał zlecenie na ciasto w kształcie motocykla, w jego pracach często przewija się motyw motoryzacyjny. Wcześniej nigdy nie planował nauki jazdy na motocyklu, ale kiedy w uznaniu za wykonaną pracę dostał w prezencie Ducati Monster 696, połknął bakcyla.

W zeszłym roku wykonał z ciasta replikę 1:1 samochodu, którym Kasey Kahne startował w wyścigach NASCAR.

fot. materiały prasowe

Dzieła Goldmana wymagają więcej niż tylko talentu cukierniczego. Potrzebny jest również zmysł inżynieryjny. Bez dopracowanej konstrukcji utrzymującej je w pionie, motoryzacyjne wypieki „Asa” okazują się, niestety, mało stabilne…

Ponoć jednak smakują obłędnie!

Najnowsze