Nowe Renault Clio w kolorze Orange Valencia – mamy zdjęcia z Francji!

Nowe Renault Clio to już piąta odsłona modelu, który sprzedał się w około 15 milionach egzemplarzy i jest najchętniej kupowanym autem marki Renault na świecie. Tym razem zaprezentowało się w pięknej scenerii ogrodów Ambasady Francji!

Ambasador Francji w Polsce Pierre Lévy zaprosił przedstawicieli polskiego rządu i parlamentu, dyplomatów, przedstawicieli środowisk biznesowych i artystycznych oraz przyjaciół na obchody Święta Narodowego Francji.

W ogrodach Ambasady Francji 13 lipca odbyło się uroczyste przyjęcie. Renault Polska było jednym z partnerów uroczystości i przygotowało ekspozycję Nowego Renault Clio. Goście jeszcze przed premierą modelu w Polsce mogli zobaczyć dwa Nowe Renault Clio w wersji Intens z silnikiem TCe 100 w kolorach Blue Iron i Orange Valencia oraz Nowe Renault Clio w wersji R.S. Line z silnikiem TCe 130 i skrzynią biegów EDC w kolorze Orange Valencia.

Nowe Renault Clio to już piąta odsłona modelu, który sprzedał się w około 15 milionach egzemplarzy i jest najchętniej kupowanym autem marki Renault na świecie. W Europie od 2013 r. Clio znajduje się w ścisłej czołówce segmentu B. Nowe Clio łączy najlepsze cechy swoich poprzedników, a jego wnętrze zostało całkowicie odmienione. Clio jest mniejsze od poprzednika. Jest krótsze o 14 mm (4048 mm długości) i niższe o 30 mm (1440 mm). Za to w środku ma być bardziej przestronne, praktyczne i nowocześniejsze. Większy jest bagażnik. Ma teraz 391 litrów pojemności i według Renault jest najbardziej pojemny w tym segmencie.

Model będzie dostępny również w wersji R.S. Line o sportowym designie, która czerpie bezpośrednie inspiracje z Renault Sport. Co będzie dostępne w tym pakiecie stylistycznym? Nowy, odświeżony grill, specjalne, 17-calowe felgi, sportowe fotele z lepszym podparciem bocznym, karbonowe wstawki we wnętrzu kierownicę pokrytą perforowaną skórą, aluminiowe nakładki na pedały oraz obowiązkowe czerwone przeszycia. Model pojawi się w polskich salonach we wrześniu br.

Najnowsze

Dopłaty do zakupu pojazdów elektrycznych. Czy to pozorne wsparcie elektromobilności w Polsce?

Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych (PSPA) stwierdza, że projekt rozporządzenia ministra Energii nie przełoży się na wzrost liczby zeroemisyjnych samochodów w Polsce. Jakie są ograniczenia? Czy projekt wymaga korekty?

W poniedziałek 15 lipca br. do konsultacji publicznych trafił projekt rozporządzenia Ministra Energii w sprawie szczegółowych warunków udzielania oraz rozliczania wsparcia udzielonego osobom fizycznym nieprowadzącym działalności gospodarczej. Wejście rozporządzenia w życie umożliwi rozpoczęcie udzielania wsparcia na zakup pojazdów elektrycznych przysłowiowemu Kowalskiemu ze środków FNT.  

Na podstawie projektu rozporządzenia, w przypadku pojazdu elektrycznego maksymalna wysokość wsparcia dla osoby nieprowadzącej działalności gospodarczej w jednym naborze wynosi 30% ceny nabycia, nie więcej niż 37 500 zł. Wsparcie może być udzielone, jeśli cena nabycia takiego pojazdu nie przekracza 125 000 zł. 

W konsekwencji, wsparcie będzie przyznawane wyłącznie kilku najmniejszym i najtańszym modelom. Wykluczone z niego zostaną najpopularniejsze samochody zeroemisyjne, kupowane ze wsparciem w innych krajach europejskich.

Na tym etapie rozwoju rynku niezbędne jest podwyższenia kwot ujętych w projekcie rozporządzenia. W przeciwnym razie sprzedaż samochodów zeroemisyjnych będzie się utrzymywać na podobnie niskim poziomie, jak do tej pory. Administracja ma wiele narzędzi i możliwości w tym zakresie. Może na przykład założyć regresywność i obniżać próg wraz z rozwojem rynku i spadkiem cen EV – dodaje Maciej Mazur z PSPA. 

Jak podaje PSPA, w lutym br. organizacja weryfikowała rządowe plany w zakresie rozwoju rynku pojazdów elektrycznych. W raporcie „Polish EV Outlook”, przy założeniu optymalnego wykorzystania środków z FNT, prognozowano wzrost liczby „elektryków” w 2025 r. do 300 tys. pojazdów z 6 tys. obecnie. 

Na podstawie projektu rozporządzenia, wyznaczono także wysokość wsparcia zakupu pojazdu wodorowego – 30% ceny nabycia, jednak nie więcej niż 90 000 zł.  Wsparcie może być udzielone, jeśli cena nabycia FCEV nie przekracza 300 000 zł.

Najnowsze

Master Truck Show. Klasa X, Sprinter, nowy Actros i SmartTruck!

Jak co roku, na terenie Autodromu w Polskiej Nowej Wsi pod Opolem będzie można zobaczyć zarówno najbardziej imponujące zabiegi tuningujące, ale także najnowocześniejsze osiągnięcia inżynierii samochodów ciężarowych. Do tego sporo hałasu i ogromna dawka emocji.

Zbliżające się święto wagi ciężkiej ma już 15-letnią tradycję – tysiące uczestników, nowych znajomości oraz za każdym razem niezwykle ekscytujące prezentacje najpiękniejszych, najgłośniejszych i najdziwniejszych przedstawicieli transportu dalekobieżnego. Na przestrzeni 15. edycji Master Truck Show nastąpiło wiele branżowych zmian, jednak największe wrażenie robi niesamowity krok w technologii oferującej jeszcze bardziej ekonomiczne, niezawodne i komfortowe ciężarówki. 

Do ostatnich nowości należy z pewnością najświeższa odsłona flagowego modelu Mercedes-Benz Trucks. Ponad 60 pionierskich innowacji, których celem jest wysoki poziom bezpieczeństwa, niskie koszty eksploatacji oraz zapewnienie jak najlepszego komfortu pracy dla kierowcy – tak zapowiada się Nowy Actros – najbardziej zaawansowana technologicznie ciężarówka Mercedesa. 

Podczas Master Truck Show 2019 zaplanowana jest premierowa odsłona nowego samochodu pokazowego Mercedes-Benz Trucks Polska. Tegoroczne wcielenie nosi nazwę SmartTruck, która nawiązuje do innowacyjnych rozwiązań Nowego Actrosa. Autorem tego dzieła jest artysta Tomasz Łęczyński.Do prezentowanych samochodów, oprócz aż 3 egzemplarzy Nowego Actrosa, dołączą Sprinter oraz Klasa X. 

15. Master truck Show zapowiada się wyjątkowo ekscytująco – organizatorzy imprezy przygotowali dla uczestników naprawdę wiele atrakcji. Wśród propozycji, których nie powinno się ominąć będąc na zlocie, należą m.in. bardzo efektowne konkursy sprawnościowe. W sobotę, 20 lipca, wszyscy zainteresowani kierowcy będą mieli możliwość wykonania na miejscu badań ogólnokondycyjnych w mobilnym laboratorium Fundacji Truckers Life. Jest to pierwsza odsłona kampanii “weź swój organizm na warsztat”. W nawiązaniu do tego hasła, tuż obok, znajdziemy punkt barberski, gdzie kierowcy chętni do zmiany czy odświeżenia wizerunku będą mogli także zadbać o stylizację swojej brody lub wąsów.

A może będzie chęć na partyjkę gry planszowej w rozmiarze XXL lub tatuaż?

Przypominamy: 19-21 lipca 2019r., Polska Nowa Wieś – gmina Komprachcice – 10 km od Opola.

Najnowsze

Monika Rutkowska

Nowy system komunikacji BMW Motorrad Fit-for-All już dostępny!

BMW Motorrad upraszcza komunikację bezprzewodową. Podłączenie interkomu Fit-for-All do nowego modułu komunikacyjnego Bike-to-Bike umożliwia komunikację nie tylko z pasażerem ale również z grupą motocyklistów.

System komunikacji BMW Motorrad Fit-for-All umożliwia motocyklistom pozostawanie w kontakcie ze sobą, prowadzenie rozmów telefonicznych, a także korzystanie z nawigacji dzięki BMW Motorrad Navigator. 

Dodatkowo automatyczne tłumienie hałasu, wyraźne odtwarzanie muzyki i wysoka jakość mowy zapewniają przyjemną komunikację podczas jazdy. 
System pasuje do wszystkich kasków motocyklowych BMW (z wyjątkiem kasku BMW Bowler) i może być zintegrowany z wieloma aktualnymi kaskami od innych producentów.  Interkom wyróżnia się smukłym kształtem, a jego obsługa oparta jest tylko na 3 przyciskach. Różne kombinacje tych przycisków uruchamiają różne opcje. Jednostka obsługi znajduje się po lewej stronie kasku i jest odporna na promieniowanie UV, a także na warunki atmosferyczne. Obsługa jest możliwa do 8 godzin bez ładowania.

Interkom, został stworzony do komunikacji kierowca-pasażer, ale można ją rozszerzyć i połączyć się z sześcioma motocyklistami za pomocą modułu komunikacyjnego Bike-to-Bike. Interkom Fit-for-All jest również kompatybilny z już istniejącymi systemami komunikacyjnymi BMW Motorrad. Zasięg między dwoma motocyklami sięga 300 metrów, gdy używany jest moduł komunikacji Bike-to-Bike.  Motocykliści mogą również wybierać między trybem prywatnym i publicznym, korzystając z bezpłatnej aplikacji. W trybie publicznym można podłączyć więcej niż sześć motocykli.
 
Cena jaką zapłacimy za interkom to: 679 zł

Najnowsze

PV36 Carioca – flirt Volvo z założeniami Streamline’u

Streamline to jeden z najbardziej fascynujących nurtów przedwojennego designu. Cały świat był zapatrzony w ogromny postęp technologiczny samolotów, pociągów, samochodów i w ogóle techniki. Ten nurt hołdował prędkości, co przekładało się na nadawanie aerodynamicznych form pojazdom, ale także meblom i budynkom. Dominowały kształty owalu i kropli. I właśnie takie akcenty odnajdziemy w przedwojennym modelu PV36 Carioca.

Jednym z pierwszych samochodów nurtu Streamline był Burney Car o niezwykle opływowym kształcie. Mógł pochwalić się bardzo niskimi oporami powietrza, ale był po prostu pokraczny. Prowadził się równie marnie, jak wyglądał. Silnik wysunięty w tył, daleko poza tylną oś podowowało złe rozłożenie mas. A to przekładało się ta fakt, że przednie koła łatwo traciły przyczepność na śliskiej nawierzchni. Pojazd był przy tym wrażliwy na boczne podmuchy wiatru. Nie zniechęciło to innych stylistów, którzy na początku lat trzydziestych przedstawiali swoje wersje koncepcyjne, często były to jeżdżące prototypy. W 1934 niemal jednocześnie pojawiły się dwa auta produkcyjne – Chrysler Airflow oraz Huppmobile.

Zaraz po nich nastąpił wysyp opływowych aut produkcyjnych. Cord 810 (1936), Lincoln Zephyr (1935) to dwa przykłady ze znacznie dłuższej listy. Moda ma streamline dotarła także na drugą stronę oceanu. Dotykała zarówno auta bardziej dostępne cenowo, jak i te z pułapu cenowej stratosfery. Wśród przedwojennych arcydzieł nurtu streamline warto wymienić Talbota Lago, Bugatti Type 57 C Atlantic, czy Autobahn Couriera spod znaku trójramiennej gwiazdy. Nie tak drogie, choć wciąż daleko od słowa „tanie” były takie projekty jak Adler Tumpf Streamline (1937) oraz Volvo PV36 Carioca (1935). No właśnie! Volvo?

Przez lata sądzono, że model Volvo PV36 jest interpretacją, czy nawet kopią Chryslera Airflow lub Huppmobila. Tak z pewnością nie jest, ponieważ Volvo pokazano światu zaledwie rok po autach amerykańskich. Tempo pracy małej wówczas firmy Volvo nie było na tyle wydajne, aby w tak krótkim czasie przejść od kopii do finalnego produktu. Nie da się jednak ukryć, że w głowie młodego inżyniera utrwaliło się wiele amerykańskich fascynacji, co przekłada się na cały charakter auta. Oglądając wnikliwie szczegóły stylistyczne i konstrukcyjne Volvo widać wyraźnie, Örnberg stworzył odrębne i samodzielne dzieło.

Pierwszą zapowiedzią bardzo odważnego projektu w duchu Streamline był model Volvo Venus Bilo z 1933 roku. Bryła nadwozia miała bardzo śmiały i nowoczesny kształt, aerodynamiczny i gładki. Ówcześni Szwedzi woleli bardziej tradycyjne nadwozia, stąd odbiór tego samochodu na rynku macierzystym był raczej chłodny. Projekt auta firmował swoim nazwiskiem Gustaf L-M Ericsson ze słynnej rodziny przemysłowców produkujących m.in. telefony. Za bazę posłużyło podwozie Volvo 655. Zdjęcia samochodu były za to dobrze ocenione przez redakcję New York Timesa, która wieszczyła, że tak będzie wyglądała przyszłość motoryzacji.

Mieszane uczucia rodzimego audytorium wobec modelu Venus Bilo nie powstrzymały Ivana Örnberga przed dalszymi pracami nad PV36. W 1935 roku pokazanu światu model produkcyjny. Pod jego opływową maską znalazł się nowoczesny jak na owe czasy silnik o pojemności 3,6 litra i mocy około 80 KM. Sześciocylindrowa jednostka sprzężona z manualną skrzynią biegów o trzech przełożeniach przenosiła napęd na koła tylne. Nowoczesne było też niezależne zawieszenie przednich kół. Carioca prowadziła się dużo lepiej niż Chrysler Airflow, który był wyposażony z przodu w sztywną oś. Nowoczesna konstrukcja Volvo przysparzała niemało problemów fabryce Ölofsrtom, która nie była w stanie wykonać jednolitego, tłoczonego elementu dachu. W tym aucie w ogóle stalowe elementy tłoczone zostały przez szwedzką markę zastosowane po raz pierwszy. Klapę tylnego bagażnika można było otwierać z zewnątrz.

O ile amerykańskie auta w duchu streamline były długie i sprawiały wrażenie jakby płynęły nad szosą, o tyle w PV36 rozstaw osi wynosił jedynie 290 cm. Bryła wyglądała nieco pucułowato. Rysownicy robili co mogli, aby optycznie wydłużyć sylwetkę auta na folderach i grafikach reklamowych. Ostatecznie klient i tak trafiał do salonu, gdzie czekał go model o rozstawie osi o 25 – 35 cm krótszym niż pozostałe modele Volvo. Dłuższe modele kosztowały 5000 – 6000 koron, a nowoczesna Carioca – około 8500 koron. W tej cenie można było skusić się na ośmiocylindrowego Packarda 120 Straight Eight, albo Wanderera W50. Chrysler Airflow był jeszcze droższy i kosztował 9500 koron i nie odniósł sukcesu sprzedażowego, podobnie jak Carioca.

Aby nieco pobudzić sprzedaż modelu PV36 jego cenę sukcesywnie obniżano. W ciągu czterech lat zbudowano prawie 500 sztuk tego auta. Był to wyniki poniżej oczekiwań, ale trzeba pamiętać, że Volvo produkowało wówczas zaledwie około 1000 samochodów rocznie – licząc wszystkie modele osobowe. 

Osiemnaście aut trafiło w ręce szwedzkiej policji, co uwieczniono stosowną fotografią. Pozostałymi właścicielami auta byli przedsiębiorcy, prawnicy, lekarze i kadra zarządzająca. Szacuje się, że do dziś przetrwało 25 egzemplarzy tego modelu. Jeden z nich można oglądać w fabrycznym muzeum Volvo w Goeteborgu. Przez lata dały się poznać jako solidne i trwałe samochody, które obronną ręką wychodziły nawet z poważnych stłuczek i wypadków. Nie do końca jest jasne, dlaczego do auta przywarł przydomek Carioca, który jest nazwą tańca pochodzącego z Brazylii, spopularyzowanego w latach 30-tych przez Freda Astaira i Ginger Rogers. Część modelu PV36 trafiła na rynek brazylijski. Być może taka nazwa była próbą zjednania sobie tamtejszych klientów. Jeden z ostatnich egzemplarzy trafił do Iranu. PV36 choć na wskroś amerykański z wyglądu, nie podbił Ameryki. Zrobił to kilkanaście lat później niepozorny PV444. 

Najnowsze