Nowe BMW 6 Cabrio – galeria i film

Poprzednie BMW 6 Cabrio nie wszystkim przypadło do gustu. Nowe oblicze samochodu ma jednak zmienić podejście klientów do tego modelu. Dzięki smukłym, nie przekombinowanym kształtom, nowa generacja ma większe szanse na podbój rynku.

fot. BMW

Nowe kształty

Nowe BMW 6 Cabrio jest dłuższe, szersze i niższe od poprzednika. Długa maska silnika, cofnięty przedział pasażerski, duży rozstaw osi i nisko poprowadzona linia boczna tworzą proporcje typowego kabrioletu BMW. Kabriolet łączy wszystkie te cechy z klasycznym miękkim dachem w kształcie odwróconej płetwy rekina. Po naciśnięciu przycisku znajdującego się na konsoli środkowej dach składa się do bagażnika w ciągu 19 sekund. Jego złożenie trwa o 5 sekund dłużej, przy czym obydwie te operacje można przeprowadzać przy prędkości nie większej niż 40 km/h. Zaakcentowane płaszczyzny oraz dynamicznie poprowadzone linie nadwozia nasuwają skojarzenia ze sportowymi właściwościami jezdnymi. Luksusową atmosferę wnętrza podkreśla kokpit skierowany w stronę kierowcy i przeprojektowany niezależny wyświetlacz systemu iDrive.

Obie wersje silnikowe dostępne są z ośmiostopniową automatyczną skrzynią biegów.
fot. BMW

Pod maską

W momencie premiery rynkowej nowe BMW serii 6 Cabrio dostępne jest z dwoma silnikami do wyboru. Ośmiocylindrowa jednostka napędowa montowana pod maską BMW 650i Cabrio produkuje 407 KM, podczas gdy ekskluzywna odmiana rzędowego, sześciocylindrowego silnika z technologią BMW TwinPower Turbo rozwijającego 320 KM została opracowana specjalnie dla wersji BMW 640i Cabrio. Obie jednostki standardowo współpracują ze sportową ośmiobiegową przekładnią automatyczną.

Technologie

Najnowocześniejsze silniki współpracują z zaawansowanymi technologiami zastosowanymi w podwoziu, które mają zapewnić lepszą dynamikę i wysoki poziom komfortu. Wśród opcjonalnych systemów wspomagania kierowcy znajduje się kamera cofania, funkcja Surround View, układ BMW Night Vision z rozpoznawaniem osób oraz asystent parkowania. Ponadto, nowe BMW serii 6 Cabrio jest jedynym samochodem w segmencie dostępnym z wyświetlaczem Head-Up. Najnowsza generacja tego systemu, która debiutuje w kabriolecie BMW, wykorzystuje większą paletę kolorów oraz trójwymiarową grafikę w celu wyemitowania ostrzejszego

fot. BMW

obrazu. Nowe BMW serii 6 Cabrio zostało zaprojektowane jako auto typu 2+2. We wnętrzu znalazły się indywidualnie dopasowane siedzenia dla kierowcy, pasażera siedzącego z przodu oraz tylnych pasażerów. Przy otwartym dachu pojemność bagażnika nowego BMW serii 6 Cabrio wynosi 300 litrów, natomiast po zamknięciu dachu i łatwym złożeniu przedziału na miękki dach pojemność bagażnika wzrasta do 350 litrów.

Już w Polsce!

Sprzedaż nowego kabrioleta BMW zaplanowana jest na marzec tego roku. Za wersję 640i Cabrio trzeba będzie zapłacić 394 100 złotych, natomiast za BMW 650i – 453 600 złotych. Wszelkie dodatkowe informacje można znaleźć na stronie producenta. Z niecierpliwością czekamy na wersję coupe…

Najnowsze

Więcej jadu – Aston Martin V8 Vanatge S – galeria

Jeżeli Aston Martin Vantage V12 wydaje ci się zbyt radykalnym rozwiązaniem, a V8 brakuje według ciebie rasowego charakteru, warto poszukać kompromisu. Aston Martin ułatwił zadanie, prezentując szybszą, lżejszą i bardziej usportowioną wersję V8 Vantage oznaczoną literą S.

Vantage S już samym swoim wyglądem obiecuje mocne doznania…
fot. Aston Martin

Nowy model, który oficjalnie zostanie zaprezentowany w Genewie ma dostarczać pasażerom, a szczególnie kierowcy więcej emocji, niż „zwykły” Vantage V8. Auto otrzymało lżejszą i szybszą siedmiostopniową skrzynię biegów, ulepszone zawieszenie, poprawiony układ kierowniczy oraz dodatkowy zastrzyk mocy i mocniejsze hamulce. Silnik o pojemności 4.7 litra produkuje teraz moc 430 KM, a moment obrotowy wzrósł do 490 Nm. Dzięki zastosowaniu elementów z włókna węglowego na karoserii samochód może pochwalić się też mniejszą wagą.

Oprócz większych możliwości, V8 Vantage S dba też, (jak to u Astona Martina), o nasze wrażenia wizualne. Bardziej sportowy wygląd uzyskano dzięki przestylizowanym zderzakom i progom oraz nowym 19-calowym felgom aluminiowym. Dzięki temu V8 Vantage wygląda teraz bardzo obiecująco…

Jeśli któraś z pań jest zainteresowana bardziej jadowitą wersją Vantage V8, już może składać zamówienia u dealerów, zarówno na wersję w nadwoziu coupe jak i roadster.

Najnowsze

Chcę godnie reprezentować płeć piękną – wywiad z Ewą Wójtowicz

Ewa zawodniczką została całkiem niedawno, bo tęskniła za adrenaliną wyzwalaną za kierownicą. Nie boi się wyzwań, bo jako jedyna kobieta wystartowała w pełnym sezonie Górskich Samochodowych Mistrzostwach Polski i wygrywa! Teraz myśli o zmianie dyscypliny, na jaką?

Od Porsche się zaczęło…
fot. z archiwum Ewy Wójtowicz

Parę słów o początkach, czyli skąd zainteresowanie motoryzacją?

Wszystko zaczęło się od mojego taty, bo on wiele lat temu był zawodnikiem Automobilklubu Lubelskiego, a ja jako dziecko jeździłam z nim na zloty pojazdów zabytkowych. Wtedy zaczęła się już przygoda ze sportem i rywalizacją. Niestety tamte czasy zmusiły mojego ojca do sprzedaży auta, przez co później, przez wiele lat nie miałam okazji uczestniczenia w tego typu imprezach. Aż do roku 2008, gdy mój brat postanowił zabrać mnie na zlot Porsche – od tamtego pamiętnego weekendu, zaczęła się moja własna przygoda związana z motoryzacją. Jeszcze na tym zlocie postanowiłam zasiąść na fotel kierowcy i wystartowałam w tzw. pucharze pań, zajmując 3. lokatę. Małe sukcesy osiągnięte podczas tej imprezy skusiły mnie do zakupu swojego Porsche. Dwa tygodnie po pierwszym zlocie w którym uczestniczyłam, wystartowałam już swoim autem jako kierowca. Biorąc udział we wszystkich próbach sprawnościowych na torze Poznań stwierdziłam  – lubię to!

Dlaczego wybór dyscypliny sportowej padł na wyścigi górskie?

Po powrocie do domu zaczęło się myślenie, jakby tu znowu pojeździć po torze, bo czułam tęsknotę za adrenaliną, którą dawała mi jazda autem. Wtedy mój tata, widząc we mnie potencjał – poznał mnie z chłopakami z Palonka Rally Sport (obecnie to mój serwis). Daniel Palonka sam kiedyś był zawodnikiem rajdowym, dzięki czemu doskonale wiedział w jaki sposób można zaszczepić we mnie miłość do jazdy. No i udało mu się! Na początku trenowaliśmy na torze Lublin moim Porsche, jednak z czasem szkoda było auta cywilnego. Wtedy wraz z ojcem podjęliśmy decyzję o zakupie Citroena Saxo – było to pod koniec 2008 roku. No ale skoro miałam już profesjonalną wyścigówkę, to co dalej??? Padł pomysł, żeby skoczyć na głęboką wodę i pojechać cały sezon GSMP 2009 i tak się stało. Obaw było wiele, czy ja, jako osoba jeżdżąca po torach trzy miesiące, dam radę wystartować w profesjonalnych wyścigach? Czemu nie? Do odważnych świat  należy! – myślałam wtedy. Licencję wyścigową zrobiłam w Kielcach na początku 2009 roku. Było wiele treningów i testów – jak widać nie wszystkie poszły na marne, bo w sezonie 2009 zajęłam  4. miejsce w klasie A-1600.

Barwy Citroena C2R2 Max Ewy w sezonie 2010
fot. z archiwum Ewy Wójtowicz

„Córeczka tatusia”
fot. z archiwum Ewy Wójtowicz

Rodzina mocno Cię motywuje do walki?

Szczególny wpływ na moja karierę ma mój tato, bo jestem tzw. „córeczką tatusia” i on każdy mój wyścig przeżywa tak samo jak ja, albo nawet jeszcze bardziej! Chociaż nie tylko tato wspiera mnie podczas wyścigów – mama również jest moim wiernym fanem, śledzi wszystkie wyniki podczas imprez. Jednak mama, jak to mama – boi się o mnie podczas każdego mojego startu.

Na początku sezonu 2010 zmieniłaś auto. Jak przeżyłaś tą zmianę, czy była dla Ciebie trudna?

Zmiana auta z Saxo na C2 była bardzo dobrą decyzją, gdyż jazda C2 bardziej rozwija moje umiejętności za kierownicą, ale również uczy mnie pokory. Citroen C2R2 Max to bardzo profesjonalne auto i wiem, że potrwa jeszcze troszkę, zanim będę mogła powiedzieć, że mam je już opanowane w stu procentach. Z treningu na trening jestem coraz bardziej zadowolona ze swoich umiejętności, jednak moje wymagania wobec siebie są o wiele większe!

Pełna koncentracja…
fot. z archiwum Ewy Wójtowicz

Jak wypadł Twój pierwszy start nowym nabytkiem?

Pierwszy start C2 odbył się podczas Górskich Samochodowych Mistrzostw Polski w Korczynie 2010. Było to dla mnie duże przeżycie, gdyż na testach przeprowadzanych wcześniej, nie miałam okazji wykorzystać w pełni możliwości auta. Po pierwszym podjeździe treningowym  w Korczynie poczułam dopiero potencjał auta. Powiem szczerze, że nie sądziłam wcześniej, że to auto jest tak mocne! Już w Korczynie udało mi się wygrać klasę – co było bardzo obiecującym osiągnięciem na początek sezonu.

 

Na wyścigu w Cisnej zmienił się wygląd zewnętrzny auta. Czy dla Ciebie, jako kobiety, takie zmiany są znaczące?

W Cisnej pojawiliśmy się autem oklejonym już w barwy naszych sponsorów. Zmiana ta nie miała większego znaczenia, jednak każdy kierowca lubi, jak jego auto ładnie się prezentuje. Dla mnie ważne było, żeby wszystko było spójne, a kolory pasowały do barw sponsorów jak i do mojego kombinezonu.

Masz niesamowity serwis, który uratował Cię w Siennej. Jak wyglądała nocna akcja wymiany silnika?

Dzięki dobrej pracy serwisu, Ewa mimo awarii silnika, mogła wystartować w drugim dniu wyścigu w Siennej.
fot. z archiwum Ewy Wójtowicz

Zgadza się, mój serwis jest niesamowity! Gdyby nie chłopaki z Palonka Rally Sport, na pewno nie było by mnie na trasach wyścigów. W Siennej najbardziej dotarło do mnie to, że bez serwisu nie byłabym w stanie wygrywać! Po sobotniej awarii silnika podczas wyścigu, było pewne, że nie damy rady naprawić go na niedzielne podjazdy. Jednak dzięki dużemu zaangażowaniu chłopaków udało im się wypożyczyć silnik z Czech. Było bardzo mało czasu, a wiele do zrobienia! Ja wraz z moim ojcem pojechaliśmy do Czech po silnik, a serwisanci mieli za zadanie wyjąć uszkodzony silnik i czekać w gotowości na nas. Wszystko się udało! Serwis PRS spisał się na medal i dzięki temu w niedzielę wystartowałam w wyścigu i zajęłam 2. pozycję w klasie.

Jak Daniel motywuje Cię jako trener?

Daniel jest moim trenerem, ale także osobą, która wierzy najbardziej w to, że dam radę odnieść sukces w swoich startach. Kiedy trzeba – to pogoni mnie do większego skupienia się na treningu, a kiedy zasłużę – pochwali mnie za to, co mam już opanowane.

Cenne wskazówki od Daniela.
fot. z archiwum Ewy Wójtowicz

Jak jesteś odbierana przez pozostałych zawodników, często jako kobiecy rodzynek na zawodach?

Początkowo inni kierowcy patrzyli na mnie z góry, ale nie ma co się im dziwić – rzadko można spotkać kobietę, siedzącą po lewej stronie samochodu sportowego. Często na wyścigach zdarza się, że jestem jedyną kobietą startującą w nich. Jest to troszkę stresujące – bo chcę godnie reprezentować płeć piękną… Jednak z czasem inni zawodnicy zrozumieli, że jestem dla nich godnym rywalem. Rozumiem też, że przegrana z kobietą może być dla nich troszkę upokarzająca, jednak myślę, że wyścigi to sport jak każdy inny i kobiety też mogą się w nim realizować.

Co robisz, gdy się nie ścigasz?

Na codzień prowadzę rodzinną firmę sieci sklepów w Polsce i Słowacji z odzieżą używaną. Lubię aktywnie spędzać wolny czas, a więc nuda i brak adrenaliny to nie mój sposób na życie!

W Twojej karierze widać znaczny postęp, swoją koncentracją i realizacją założeń na dany wyścig – nokautujesz rywali. Co jest najważniejsze w przygotowaniach do wyścigu i w cechach charakteru, by osiągać zamierzone cele w tym sporcie?

Najważniejszą cechą, która pomaga mi w zdobywaniu doświadczeń i realizacji planów – jest wytrwałość. Po nieudanym treningu czy zawodach – nie załamuję się, tylko staram się analizować swoje błędy i więcej ich nie popełniać. Jako młoda zawodniczka, muszę włożyć jeszcze dużo pracy, żeby potrafić wsiąść do auta i od razu jechać na sto procent. Póki co, potrzebuję jeszcze trochę czasu na „wjeżdżenie się”, a na zawodach często go nie ma.

fot. z archiwum Ewy Wójtowicz

Zaangażowałaś się z akcję budowy toru w Lublinie, czy Twoim zdaniem taka inicjatywa ma szansę na realizację?

Tak, uważam, że to wspaniały pomysł! Pierwsze spotkanie organizacyjne z władzami miasta wypadło pomyślnie i pokazało, jak wiele utalentowanej młodzieży zajmuje się różnymi odmianami sportów motorowych. Sama nie zdawałam sobie sprawy, ilu mamy Mistrzów Polski w Lublinie! Taki tor jest potrzebny, nie tylko mi – do rozwijania umiejętności, ale zawodnikom z całej Polski, bo na dobrą sprawę mamy w kraju tylko 2 takie obiekty. Budowa toru na Lubelszczyźnie to świetny pomysł na reklamę i rozwój całego regionu, a także możliwość do organizowania wspaniałych zawodów dla zawodników i kibiców z całej Polski, i nie tylko. Całym sercem jestem za tym pomysłem!

W Barbórce wystartowałaś z pilotem i do tego w dość ciężkich warunkach na trasie. Jak Ci się podobała ta nowa sytuacja i jak sobie z nią poradziłaś?

Jazda z pilotem to faktycznie dla mnie kolejne, nowe wyzwanie. Barbórkę jechałam z Maćkiem Sosnowskim – jest on bardzo dobrym pilotem i potrafił pomóc mi opisie odcinków. Ciężko jest jechać z pilotem, słuchać go i do tego wierzyć mu… Ale daliśmy radę! Jednak najgorsze, co było podczas Barbórki, to były warunki w jakich startowaliśmy. Odcinki były strasznie oblodzone i trudno było gdziekolwiek złapać przyczepność. Po pierwszym odcinku zrozumiałam, że moje wyczucie auta na suchej nawierzchni nie przenosi się na warunki zimowe. Było ciężko, ale dużo mnie nauczył ten krótki rajd. Zebrałam kolejne doświadczenia, a to jest bardzo ważne w tym sporcie.

Czy w przyszłości planujesz starty także w innych dyscyplinach, niż górskie wyścigi?

W sezonie 2011 będę chciała spróbować swoich sił na trasach rajdowych. Zdaję sobie jednak sprawę, że początki mogą być bardzo trudne – jednak chcę spróbować! Póki co, startowałam tylko w wyścigach górskich i przychodzi powoli moment, że chcę poznać inne dyscypliny i wybrać tę, która okaże się dla mnie najciekawsza.

Więc czeka Cię wiele zmian w związku z tą decyzją?

Zmiana dyscypliny np. na rajdy niesie ze sobą bardzo dużo przygotowań – zarówno moich, jak i auta. Ja będę musiała szkolić się w jeździe z pilotem, ale także czeka mnie zmiana nawierzchni – na jakiej będziemy startować. Nie będzie to już tylko asfalt, jak do tej pory, ale pojawią się szutry itp. A więc, jeżeli podejmiemy decyzję o rajdach w 2011 roku – to czeka mnie dużo, a nawet bardzo dużo, treningów na zmiennej nawierzchni. Auto też będzie musiało przejść trochę zmian. Przede wszystkim potrzebne nam będzie nowe zawieszenie, które nie jest tanie. Kolejna sprawa to opony, które całkowicie różnią się od tych na asfalt. Już strach mnie ogrania, ile to wszystko będzie kosztowało…

Czy masz już plan startów, kiedy zaczynasz sezon?

Sezon GSMP zaczynam w ostatni weekend kwietnia, a wiec jeszcze kawał czasu… A co dalej? W tym momencie trudno jeszcze powiedzieć, wszystko zależy od sponsorów. Jeżeli uda mi się pozyskać pieniądze na starty – to myślę, że zaczniemy sezon dużo wcześniej, jakimś rajdem.

Pozostać kobietą w męskim sporcie…
fot. Artur Georgiew

Najnowsze

Na narty samochodem – o czym należy pamiętać przed wyjazdem

Już niedługo zaczynają się ferie zimowe w kolejnych województwach. Dla niektórych z nas oznacza to pospieszne pakowanie walizek przed rodzinnym wyjazdem na narty albo snowboard. Ponieważ w takich sytuacjach najpopularniejszym środkiem lokomocji jest samochód, warto przed podróżą zapoznać się z kilkoma wskazówkami, aby uniknąć przykrych sytuacji w trakcie urlopu.

fot. Opel

Z nartami na dachu

Przede wszystkim powinniśmy pamiętać o odpowiednim transporcie sprzętu narciarskiego. Popularnym sposobem jest przewożenie nart wewnątrz samochodu. Wiąże się to jednak ze sporymi niedogodnościami. Przewożone w ten sposób narty mogą stanowić zagrożenie dla kierowcy i pasażerów, szczególnie w trakcie nieprzewidzianych sytuacji na drodze i gwałtownego hamowania. Ponadto, w niektórych krajach np. w Austrii, za nieodpowiedni transport nart wewnątrz pojazdu grozi mandat. Nie mniej popularne jest przewożenie nart na bagażniku dachowym. Choć metoda ta sprawdza się podczas krótkich wypadów na pobliski stok – jeśli chcielibyśmy wykorzystać ją podczas dłuższych podróży, np. w Alpy ryzykujemy w ten sposób zniszczenie ślizgów lub wiązań w nartach. By tego uniknąć wielu kierowców przewozi narty w pokrowcach. Niestety, biorąc pod uwagę setki kilometrów, które mamy z reguły do pokonania jadąc w góry możemy spodziewać się, że pod koniec trasy znikną one pod śniegowo-błotną pokrywą. Dlatego najlepszym rozwiązaniem w takiej sytuacji jest zewnętrzny bagażnik montowany na dachu, potocznie zwany 'boksem'. Odpowiednio zabezpiecza on narty, a dodatkowo podnosi komfort podróży. Jeśli chcemy uniknąć niezaplanowanego kosztu, bagażniki te można również wypożyczać.

Dodatkowe wyposażenie

Spośród internautów pytanych o preferencje w kwestii wyboru miejsca docelowego zimowych wyjazdów w 2010 roku, aż 34 proc. wybrało Austrię, 30 proc. – Włochy, a 20 proc. zdecydowało się na Czechy.

Warto wyposażyć się w kamizelkę odblaskową. Jej koszt jest stosunkowo niewielki i waha się w granicach 8-15 zł.
fot. Topex

Ponieważ coraz częściej jeździmy zagranicę, warto mieć na uwadze miejscowe przepisy, które niejednokrotnie znacznie różnią się od tych obowiązujących w Polsce. Przede wszystkim powinniśmy upewnić się, że w samochodzie posiadamy kamizelkę odblaskową. Należy również zwrócić uwagę, że w niektórych państwach takich jak np. Słowacja kierowca ma obowiązek posiadania tylu kamizelek, ile jest miejsc w aucie. Równie ważna jest dobrze zaopatrzona apteczka oraz zapasowe żarówki – najlepiej po jednej z każdego rodzaju występującego w samochodzie. Miejscowa policja może bardzo skrupulatnie sprawdzić te elementy wyposażenia.

Przemierzając europejskie trasy powinniśmy także pamiętać o sprzęcie, którego bezwzględnie należy unikać. W niektórych państwach zaskoczeniem dla polskich kierowców bywa zakaz korzystania bez specjalnego zezwolenia z tzw. CB-radia. Problemy z tym związane mogą nas spotkać m.in. w Austrii. Podobne przepisy dotyczą antyradaru. O ile w Polsce za jego używanie grozi stosunkowo niewysoki mandat, za granicą kary są bardzo dotkliwe, a kłopoty mogą nas spotkać nawet wówczas, gdy nie będziemy go używać, a np. miejscowy patrol znajdzie go w naszym bagażniku.

Bezpieczeństwo na zagranicznej trasie

Choć o zimowych oponach i łańcuchach powinien pamiętać każdy kierowca wybierający się w góry, podczas wyjazdu do niektórych europejskich krajów jest to szczególnie ważne. Od grudnia bezwzględna konieczność stosowania opon zimowych w tzw. warunkach zimowych została wprowadzona w Niemczech. Za brak „zimówek” na ośnieżonej, oblodzonej lub pokrytej błotem pośniegowym nawierzchni, niemiecka policja może nałożyć mandat w wysokości 40 Euro. Jeśli jednak w takich warunkach kierowca spowoduje wypadek, kolizję albo zablokuje drogę, mandat wzrośnie dwukrotnie. Jednak o zimowych oponach powinniśmy pamiętać nie tylko ze względu na potencjalne kary, ale przede wszystkim dla własnego bezpieczeństwa. W trudnych warunkach, gdy na drodze są zaspy oraz mokry śnieg, nawet zachowanie szczególnej ostrożności może nie być wystarczające.

W wielu miejscowościach górskich zakładanie łańcuchów na opony zimowe jest obowiązkowe.
fot. opony.com

Podobnie nie warto oszczędzać na inwestycji w łańcuchy. W wielu górskich miejscowościach, w zależności od warunków np. w Austrii, Czechach albo wybranych regionach Francji ich nakładanie jest obowiązkowe. Złej jakości albo nieodpowiednio zamontowane łańcuchy mogą się jednak zerwać i uszkodzić podwozie albo co gorsza – nie spełnić swojego zadania podczas trudnej sytuacji na drodze. Dlatego osoby, które nie mają doświadczenia w ich montowaniu powinny kilka razy poćwiczyć „na sucho”. Przede wszystkim należy pamiętać, aby zakładać je na oś napędową, a po przejechaniu 2-3 m ponownie naciągnąć. Opcjonalnie można kupić łańcuchy z samonapinaczami, jest to jednak dość kosztowne.

Na drogę dobre Assistance

Podczas górskiego wyjazdu zimą mogą przydarzyć się również sytuacje, na które nie będziemy przygotowani. Silne mrozy mogą spowodować szybsze rozładowanie akumulatora. Z kolei, starszej generacji diesle albo tzw. „chrzczone” paliwa mogą zamarznąć, w wyniku czego samochód nie będzie chciał odpalić. Gdy zaś wjedziemy w śnieżną zaspę, może się okazać, że nawet dodatkowa szufelka albo łopata znaleziona w bagażniku nie pozwoli nam ruszyć z miejsca. W takiej sytuacji konieczne będzie wezwanie pomocy. Z tego względu – oprócz OC i AC – warto pamiętać o dobrym ubezpieczeniu Assistance, które zapewni ochronę zarówno w przypadku wypadku, kradzieży pojazdu, jak i awarii.

Najnowsze

Kobiety od dzieci wolą motocykle

Badania Brytyjczyków ostatnio wszystkich szokują. Do tego stopnia, że niektórzy w nie po prostu nie wierzą. Najnowsze badania równie mocno łamią wszelkie stereotypy. Tym razem wyszło na to, że to mężczyzna prędzej zostanie w domu z dzieckiem niż kobieta, która woli pojeździć na motocyklu.

fot. Frendl

Ostatnie badania przeprowadzone przez University of Strathclyde we współpracy z producentem akcesoriów do motocykli, firmą Scottoiler nie tylko sprawdzają pewne stereotypy. One je nawet podważają. Przejdźmy jednak do konkretów, bo są one naprawdę mocno intrygujące. Przebadano grupę 100 pracowników biurowych z USA, Wielkiej Brytanii i Niemiec w średnim wieku 48 lat. Czyli w wieku, gdy teoretycznie najważniejsza dla każdego jest praca, zarobki i rodzina, a szaleństwa młodości już niekoniecznie.

Badani zostali postawieni przed kilkoma wyborami: motocykl czy… (tutaj szereg różnych wartości w życiu, takich jak dzieci, psy, czy święta Bożego Narodzenia z rodziną). Wydawało by się, że to kobiety wybiorą rodzinę, dom, dzieci. Tymczasem wybory pań wskazywały na zupełnie inne zainteresowania. Co więcej, panie wykazują większe skłonności od mężczyzn do porzucenia wszystkiego i wybrania motocykla!

Uciec od obowiązków i poczuć tylko pęd motocykla i wiatr we włosach… Okazuje się, że wiele z nas o tym marzy!
fot. Frendl

Wyniki zdziwiły nawet tych, którzy przeprowadzali badania. 76 procent kobiet wolało by zamiast wszystkich tych czynności, właśnie wsiąść na motocykl i po prostu popędzić przed siebie. Z ogółu badanych, tylko 29 procent ankietowanych wybrało by wartości rodzinne. Podczas, gdy prawie połowa mężczyzn, zamiast jednośladu wybrała by czas spędzony z dzieckiem, zaledwie jedna na osiem kobiet zdecydowała by się na to samo.

Jeszcze bardziej szokujące jest, że spośród badanych, ani jedna kobieta nie zdecydowała by się na nowo narodzone dziecko. Wszystkie panie wybrały by maszynę! U mężczyzn już sprawa ma się inaczej – 29 procent panów miało by ochotę na jeszcze jednego członka rodziny.

Wynika z tego, że męskie powiedzenie, „kobiety do garów!” nie zdezaktualizowało się – ono po prostu nabrało innego, motoryzacyjnego znaczenia. Jedyna informacja dotycząca garów, jaka interesuje kobiety, to to ile ich jest w silniku…

Wybory panów i pań:
fot. scottoiler.com

Zastanawiając się, co wpłynęło na takie wyniki, jesteśmy gotowe postawić hipotezę, że po prostu wszystkie te kobiety po latach poświęconych rodzinie i karierze zauważyły, że bardzo mało z tego czasu poświęcały sobie samym i teraz bardzo chciały by to zmienić, poczuć choć przez ułamek swojego życia wolność i beztroskę…

źródło: scottoiler.com

Najnowsze