Nowa Honda MSX125 – już na wiosnę w Polsce

Oto odmieniony, odmłodzony, choć nadal mały, uliczny wojownik, którym Honda chce powalczyć o nie-motocyklistów z prawkiem kategorii B.

Honda MSX 125 ma chłodzony powietrzem silnik o pojemności 125 cm3, dość ekscentryczny wygląd o chce zawojować serca posiadaczy prawa jazdy kategorii A1 i B, szukających ekonomicznego środka transportu kierowców dojeżdżających do miasta, właścicieli pojazdów campingowych i innych, którzy na motocyklu jeżdżą w celach rekreacyjnych.

Na sezon 2016 gruntownie przeprojektowano maszynę nadając jej ostrzejszą sylwetkę i znacznie więcej charakteru „małego, ulicznego wojownika”. Nowy bak paliwa i panele boczne są zintegrowane. Na nowo rozmieszczono także reflektory wykonane w technologii LED, także z tyłu. Podwyższono siedzenie kierowcy i dodano krótki, podwieszony wydech.

Zmodernizowana Honda MSX 125 będzie dostępna u dealerów Hondy w całej Europie od wiosny 2016.

Najnowsze

Goodc

TankGirls w trasie (video)

Michelle to jedna z dwóch blogerek TankGirls, która postanowiła odwiedzić Namibie i zasypane pustynią domy. Przygoda zaczęła się jednak od… rozbitego nosa!

Michelle (Kraai) zawsze była zafascynowana zdjęciem, przedstawiającym pokój w którym była pustynia. Intrygowało ją to miejsce i pociągało, aż dowiedziała się, że jest całkiem niedaleko – w Namibii. To było tzw. „miasto duchów” Kolmanskuppe, wybudowane dla poszukiwaczy diamentów. Gdy ich zasoby się skończyły (1908-1956), zupełnie wymarło, a jego budynki przejął piach pustyni.

Początek wyprawy był nieco przewrotny i to dosłownie – skończyło się rozbitym nosem, wstrząśnieniem mózgu i niesprawnym motocyklem:

Jednak Kraai nie poddała się i na innym motocyklu osiągnęła swój cel:

Więcej kobiecych przygód Kraai & Skinny możecie zobaczyć na blogu: http://www.tankgirls.co.za

Najnowsze

Unikatowe customy: Behemoth Bike i The Recidivist do obejrzenia na MotoExpo 2016

Dwa niesamowite motocykl stworzone przez polską firmę Game Over Cycles będzie można zobaczyć już od soboty na warszawskiej wystawie MotoExpo 2016.

The Recidivist
Pierwszy na świecie wytatuowany motocykl. Pięć miesięcy konstrukcji, 250 godzin samego tatuowania. Oparty na motocyklu Harley-Davidson Softail, ale z oryginalnej maszyny zostały tylko część ramy oraz silnik Twin Cam 96”, a wszystkie pozostałe elementy konstrukcji oraz zastosowane mechanizmy są autorskimi rozwiązaniami konstruktorów  z Game Over Cycles.

Koncept motocykla nawiązuje do tradycji tatuowania się obecnej od lat w środowisku motocyklowym w USA. Motocykliści tatuowali się zarówno ze względów osobistych, aby wyrazić swój charakter oraz styl życia, a także społecznych. W niestabilnych latach powojennej Ameryki wielu motocyklistów nie rzadko prowadziło życie na krawędzi prawa, ale w owych trudnych czasach byli oni również bardzo aktywni w pomaganiu ludziom z ich lokalnej społeczności.  The Recidivist jest więc artystyczną wizją nawiązującą do tych tradycji, która w swojej konstrukcji oraz zdobieniach przedstawia historię człowieka z mocnym charakterem.

Behemoth Bike
Customowy motocykl zainspirowany i zbudowany we współpracy z ikoną polskiego i światowego metalu – zespołem Behemoth, a w szczególności z liderem formacji Adamem „Nergalem” Darskim.  Zbudowany w jedynie cztery miesiące motocykl ma ponad 2 metry długości i waży 300 kg. Czteromiesięczny okres produkcji jest o tyle wyjątkowy, że obejmował on wykonanie maszyny o tak dużych gabarytach, w której podstawowe elementy jak zbiornik paliwa, rama, błotniki, zawieszenie czy kierownica nie zostały wykonane przed podwykonawców, lecz własnoręcznie przez ekipę GOC.

Kolejnym wyjątkowym aspektem Behemoth Bike jest wkomponowanie ornamentyki zespołu Behemoth w konstrukcję maszyny, na co składają się:

– przednie zawieszenie zainspirowane kształtem maski koncertowej Nergala,
– logo zespołu – Feniks, wykonany z blachy i wkomponowany w zbiornik paliwa,
zdobiący statyw mikrofon Nergala symbol heksagramu Thelemy umieszczony na obudowie silnika.

Oba motocykle zostaną wystawione na MotoExpo 2016.

Najnowsze

Test Volkswagen Golf GTD – bye, bye GTI?

Wśród dziesiątek wersji silnikowych, wyposażeniowych i nadwoziowych Volkswagena Golfa, co najmniej kilka jest mniej zwyczajnych od reszty. Jednym z nich jest wersja GTD. Golf niezwykły, niezwyczajny a może nadzwyczajny?

Obecność w gamie usportowionych modeli nie jest w przypadku VW Golfa niczym nowym. Pierwszym był oczywiście GTI. Nie tyle niezwyczajny, co wręcz nadzwyczajny! Istny wzorzec doprawionego hot hatch z prostą receptą na sukces. Dać kierowcy znacznie więcej frajdy niż seryjny Golf, będąc jednocześnie tak samo funkcjonalnym, rozsądnym i praktycznym autem.

{{ tn(11358) left }}Takie podejście do sprawy szybko podchwycili inni producenci, a kręte drogi i ulice miast wkrótce zaroiły się od całej masy radosnych i zwinnych niewielkich aut z mocnymi silnikami. Te cechy oraz parametry, jakimi dysponowały takie samochody sprawiły, że szybko przylgnęła do nich nazwa „hot-hatch”. Wkrótce ktoś w Volkswagenie uznał, że fajnie byłoby wsadzić do Golfa GTI silnik wysokoprężny, nie zmieniać zbytnio wyglądu auta, a w jego nazwie zmienić tylko jedną literkę. Tak narodził się Golf GTD.

Ponad cztery dekady jakie minęły od premiery pierwszego „chuligana w skórze Golfa” wiele zmieniły. Jak udowadnia Volkswagen, dzisiejszy „hot-hatch” może być kombi lub kabrioletem, mieć napęd na obie osie i silnik o mocy nawet 300 koni mechanicznych.

Skórka warta wyprawki
Może też, jak nasz Golf GTD, być tradycyjnym pięciodrzwiowym hatchbackiem, nawiasem mówiąc, wciąż najchętniej wybieraną przez klientów odmianą nadwoziową Volkswagena Golfa. Jak wiadomo każdy samochód najpierw kupuje się oczami, dlatego podobnie jak Golf GTI i najmocniejsza wersja R, także GTD chce podkreślić swoją wyjątkowość, specjalnie dobranymi dodatkami stylizacyjnymi.

{{ tn(11359) left }}Szerokie ogumienie naciągnięte na atrakcyjne felgi, przemodelowane zderzaki z charakterystycznymi nacięciami po bokach, większe wloty powietrza, dyfuzor czy wreszcie obowiązkowa podwójna końcówka wydechu. Wszystko to wraz z dyskretnym pakietem aerodynamicznym tworzy spójną i miłą dla oka całość. Czy jednak sprawia, że Golf GTD staje się nadzwyczajnym?

Cóż, stawiając obok bazową odmianę Trendline z pewnością tak. Natomiast jeśli weźmiemy pod uwagę, że obecnie niemal każdą odmianę silnikową Golfa doposażyć można w pakiet stylizacyjny „R-Line”, z bogatej gamy akcesoriów wybrać nawet 19-calowe felgi, a na niektórych rynakch  indywidualny odcień lakieru, atrakcyjny „look” Golfa GTD przestaje być czymś wyjątkowym.

Jak w domu
Zdecydowanie bardziej wyjątkowe jest wnętrze, które w Golfie GTD wygląda niemal tak samo jak w GTI, przy czym od razu dodajmy „tak samo dobrze”. Takich jak tu wygodnych i obszernych sportowych foteli pokrytych kultową tapicerką w szkocką kratę, a opcjonalnie skórą czy trójramiennej zgrabnej sportowej kierownicy nie zamówicie już do „zwyczajnego” Golfa. Z kolei różnice w wystroju wnętrza między Golfem GTD a GTI, sprowadzają się w zasadzie do oznaczeń  na kierownicy i dźwigni zmiany biegów czy inaczej wyskalowanego obrotomierza.

Mamy więc w Golfie GTD sportowy klimat, będący czymś więcej niż tylko namiastką wyścigowej atmosfery. Do tego producent dorzuca zgodnie z receptą praprzodka również przestronną kabinę oferującą wystarczającą ilość miejsca dla pasażerów, całkiem spory bagażnik, czytelny i łatwy w obsłudze kokpit oraz wiele elementów dodatkowego wyposażenia wymagających dopłaty w „zwykłym” Golfie.

Rzecz jasna Volkswagen zdaje sobie sprawę, że to wciąż zbyt mało, by móc usprawiedliwić wysoką różnicę ceny GTD w stosunku do 140-konnej wersji Golfa TDI. Aby zatem móc ostatecznie przekonać do siebie niezdecydowanych, GTD ma w zanadrzu kilka przysłowiowych „asów w rękawie”.

Pierwszy znajdziemy pod jego maską. To dwulitrowy, czterocylindrowy silnik TDI wyposażony w turbosprężarkę. Z tą drobną różnicą, że jego parametry po przełożeniu na osiągi, czynią z Golfa GTD auto będące poza „zasięgiem rażenia” nie tylko jakiegokolwiek innej seryjnej wersji Golfa. Jeśli przypomnimy że najmocniejsze z nich mają 150 KM, te 33 koni mechanicznych więcej w GTD zaczyna robić kolosalną różnicę. Subiektywne odczucia z jazdy tylko to potwierdzają.

Bez względu czy chodzi o przyspieszanie, skręcanie czy hamowanie, Golf GTD na drodze zaczyna błyszczeć. W dodatku im bardziej „dokręcamy śrubę”, tym auto sprawia jeszcze lepsze wrażenie. Szerokie koła, spoilery czy usztywnione względem serii zawieszenie, przestają jawić się wyłącznie jako ozdoby, a poza dotychczasową formą zaczynają wypełniać się treścią i spełniać swoją funkcję. Najpóźniej wtedy też zaczynamy postrzegać GTD już nie tylko w kategoriach „lanserskiego Golfa z mocnym dieslem”, ale traktować go jako zbiór doskonale zgranych ze sobą elementów, skrupulatnie połączonych w jeden sprawnie działający mechanizm.

{{ tn(11361) left }}Zapas mocy i krzywa przebiegu momentu obrotowego jest w stanie wygenerować wbijające w fotel przyspieszenia i zapewnić cudowną elastyczność, jakiej GTI może pozazdrościć tej wersji. Dla pełni blasku zdecydowanie warto zamówić do GTD adaptacyjne zawieszenie o regulowanych trybach tłumienia oraz pasująca idealnie do charakterystyki silnika diesla, skrzynię DSG w miejsce seryjnej przekładni sześciostopniowej. Wtedy nasze GTD będzie nie tylko jeszcze odrobinę szybsze i równie zwinne jak rasowe auta GTI. Do tego stopnia, ze szybka jazda GTD  z zawieszeniem  ustawionym w najtwardszych nastawach jest w stanie zatrzeć wszelkie różnice między nim a GTI.

Pewnie, że Volkswagen Golf GTD nigdy nie będzie brzmieć tak przyjemnie czy być równie szybkie jak GTI. Jeżeli jesteście w stanie to przeboleć, w nagrodę GTD pokona benzynowego brata sporym zasięgiem bez przerwy na tankowanie, zużywając przy tym połowę tego, co Golf GTI. {{ tn(11363) left }}Dla nas jest poprostu autem idealnym na codzień.

Na TAK – harmonijny i mocny napęd gwarantujący bardzo dobre osiągi przy zachowaniu wysokiego poziomu komfortu, doskonałe adaptacyjne zawieszenie, walory trakcyjne, niski apetyt na paliwo.

Na NIE – mało przekonywujący gang silnika, jak na usportowione auto nieco zachowawcza stylistyka, wysoka cena zakupu i dodatków. Większa niż w seryjnym Golfie utrata wartości.

Konkurenci: VW Golf GTI, VW Golf TDI, Ford Focus ST TDCi, Skoda Octavia RS TDI.

Ceny:
Volkswagen Golf GTD (5d, DSG)  – od 117 920 złotych (wyprzedaż rocznika 2015)
Volkswagen Golf GTD MY 2016  – od 118 290 złotych (3d, 6 biegów)
Volkswagen Golf GTD MY 2016 (5d, DSG) – od 128 330 złotych

Testowany  – ok. 150 000 złotych

Dane techniczne Volkswagen Golf GTD

Silnik:

Turbodiesel, common-rail , R4, 16v

Pojemność skokowa:

1968 cm3

Moc:

184 KM przy 3500-4000 obr./min

Maksymalny moment obrotowy:

380 Nm przy 1750-3250 obr./min.

Skrzynia biegów:

Automatyczna, DSG, 6 biegów

Prędkość maksymalna:

228 km/h

Przyspieszenie 0-100 km/h

7,5 s

Długość/szerokość/wysokość:

4268/1799/1442 mm

Najnowsze

Historia Renault Scenic – 3 generacje kompaktowych MPV’ów

Pierwszy kompaktowy MPV w europejskiej historii motoryzacji, Renault Scénic, obchodzi w 2016 r. swoje 20. urodziny. Przeszedł liczne modyfikacje, zachowując przy tym swoją użyteczność. Jak się zmieniał na przestrzeni lat?

Pierwsza generacja Renault Mégane Scénic została zaprezentowana jako samochód koncepcyjny w 1991 r. podczas wystawy Frankfurt Motor Show. Po Espace, wysokiej klasy minivanie, wypuszczonym na rynek w 1984 r. oraz Twingo, samochodzie miejskim o jednobryłowym nadwoziu, wprowadzonym w 1993 r., Renault potwierdza swoją przewagę nad konkurencją dzięki Mégane Scénic. Oficjalnie wprowadzony na rynek w 1996 r., został uznany za najlepszy pojazd w kategorii kompaktowych MPV.

Już w 1988 r. Patrick Le Quément, dyrektor Projektu Renault, miał wizję gamy rodzinnych minivanów. Nazwa samochodu koncepcyjnego Scénic to skrót od Safety Concept Embodied in a New Innovative Car, co można przetłumaczyć jako koncepcja samoistnego bezpieczeństwa w nowym innowacyjnym samochodzie.

Mniejszy od Espace, wywodzący się z koncepcji jednobryłowców, Mégane Scénic wpisuje się w erę „samochodów do życia”. W segmencie M1 Mégane Scénic udało się połączyć zalety małego samochodu (Twingo) i usługi wysokiej klasy (Espace). Renault Mégane Scénic swoimi okrągłymi i łagodnymi kształtami wpisuje się w ducha epoki. Stworzenie tego nowego segmentu kompaktowych MPV, który stał się niezbędny w Europie, ożywi działalność większości producentów obecnych na Starym Kontynencie.

Przeznaczony dla klientów – rodzin, przyciągniętych wizją samochodu kokonu – samochód koncepcyjny Renault Scénic zawiera w sobie przestronność, modułowość i bezpieczeństwo. Najważniejszy atut: wiele funkcji o charakterze zabawowym, przeznaczonych dla wszystkich pasażerów.

Mégane Scénic jest mniejszy od Espace, ale potwierdza swoje rodzinne powołanie, pozostając autem wygodnym i przyjaznym. Oba pojazdy – samochód koncepcyjny Scénic i Mégane Scénic – były opracowywane „z udziałem” dzieci pracowników. Stąd tyle w nich zabawnych schowków kryjówek.

Trzy tylne miejsca są niezależne, a pasażerowie mają do swojej dyspozycji stoliki zamontowane z tyłu przednich foteli, a także schowki pod podłogą. Przestronny, sześcienny bagażnik Mégane Scénic zapewnia dużą przestrzeń ładunkową, a tylna półka z regulacją wysokości umożliwia optymalne ułożenie bagażu.

Pierwotnie przewidywano inny kolor tapicerki dla każdego fotela, aby zaoferować pasażerom osobistą przestrzeń do stworzenia własnego wszechświata. Koncepcja ta została wykorzystana w limitowanej serii Kaléido, gdzie obicia zostały dopasowane do koloru nadwozia.

Liczne innowacje samochodu koncepcyjnego Renault Scénic gwarantują pasażerom przeżywanie podróży w zupełnie nowy sposób, stąd tytuł „zaproszenie do podróży”.

Najnowsze