Joanna Szymków-Matuszewska

Nowa Honda HR-V – pierwsza jazda

Po 9 latach przerwy Honda rozpoczęła sprzedaż odświeżonego modelu HR-V, którego produkcja właśnie została wznowiona. Określenie „wznowiona” może jednak nie być całkowicie trafne, bo patrząc na nową HR-V w niczym nie przypomina ona poprzedniej wersji.

Odbiega ona wyglądem, stylem, wyposażeniem i designem. Na dowód tego jak olbrzymią i udaną przeszła metamorfozę, może również świadczyć fakt, że w przeciwieństwie do  poprzedniczki bije już rekordy popularności, a uruchomiona sprzedaż zdążyła w pierwszych dniach zablokować systemy zamówień w salonach Hondy.

Na pierwszy rzut oka samochód ma bardzo przyjemną, nowoczesną linię z mocniej zarysowanym przodem i dość muskularnym, ale zgrabnym tyłem. Szeroko rozstawione koła i mocno zaakcentowane nadkola podkreślają charakter typowy dla crossovera. Producent zarzeka się jednak, że nie jest to typowy reprezentant tego segmentu, a mix łączący w sobie dodatkowo cechy SUV-a, coupe i minivana. I chyba marketingowcy Hondy mają rację. Dostępne na rynku crossovery zazwyczaj są w swoim wyglądzie dużo bardziej kanciaste i toporne, a w HR-V spotykamy miękkie linie zarówno na zewnątrz, jak i w środku, momentami nawiązujące bardziej do nadwozia w stylu coupe. Wysoko położone i sprytnie ukryte tylne klamki, jak również  zamontowana pod przednim zderzakiem kratka wlotu powietrza, dodają HR-V sportowego pazura i pikanterii. W wersji Executive lekkości z kolei dodaje panoramiczny dach. Pozycja za kierownicą to zaś typowy SUV – jest wysoko i inaczej się nie da. Dzięki temu zyskujemy bardzo dobrą widoczność i wygodną pozycję za kierownicą sprzyjającą dalekim podróżom. Do tego ogromna przestrzeń pozostająca do naszej dyspozycji rodem z MPV. To główne cechy nowej Hondy HR-V, które przyciągają rzesze nabywców. Przyzwyczajeni do japońskiego minimalizmu oraz nienagannej ergonomii z dużą ciekawością postanowiliśmy zajrzeć do środka nowej odsłony HR-V.

{{ tn(10919) left }} We wnętrzu spotyka nas pozytywne zaskoczenie, bo cechuje je powiew świeżości i nowoczesności. Sprawiające wrażenie trójwymiarowości wskaźniki, wprowadzają użytkownika w świat futuryzmu niespotykany w wielu innych crossoverach. Tu trzeba zwrócić uwagę na bardzo trafiony pomysł ze zmianą kolorów podświetlenia zegara głównego w zależności od tego, czy kierowca porusza się dynamicznie czy ekonomicznie. Całości dopełnia całkowicie dotykowy, bardzo intuicyjny ekran obsługujący komputer, radio i nawigację oraz dotykowy panel klimatyzacji. W wersji Executive dodatkowo Honda daje nam nawigację Garmin z pięcioletnim darmowym dostępem do aktualizacji oprogramowania. Konsola środkowa w nowej Hondzie, jest położona dość wysoko co sprawia, że kierowca jest nią otoczony, a jednocześnie wszystkie przyciski znajdują się w zasięgu jego ręki. To wrażenie wzmaga całość kokpitu zorientowanego na kierowcę. Ogromnym zaskoczeniem jest pomysłowość producenta, który pod środkową konsolą umieścił wejścia USB i HDMI. Mając na względzie, że docelowym odbiorcą HR-V mają być rodziny z dziećmi, wydaje się to być bardzo sprytne i trafione posunięcie. Wielka pochwała należy się też za bardzo wygodne i zapewniające dobre trzymanie boczne foteli kierowcy i pasażera i choć  HR-V nie jest autem sportowym nie powstydziłby się ich niejeden hot-hatch czy usportowiony sedan. Tylna kanapa zaskakuje zaś regulacją położeń i opcją „magic seats” polegającą na złożeniu siedzisk i zwiększeniu powierzchni bagażowej. Nad stylistyką i pomysłowością Hondy w tym wypadku moglibyśmy rozpływać się bez końca, jednak pozostaje kwestia najistotniejsza – właściwości jezdne.

HR-V prowadzi się dobrze, jest zwinna pomimo swoich gabarytów, a przestronne i wygodne wnętrze wręcz zachęca do dalekich podróży w nieznane. Zawieszenie pomyślane zostało w sposób optymalny – z jednej strony dość komfortowe i miękko wybierające nierówności, z drugiej strony wystarczająco sztywne, aby pojazd dobrze trzymał się drogi i szybko reagował na zmianę kierunku jazdy. To wszystko sprawia, że komfort jazdy nową HR-V jest bardzo wysoki, a kierowca jest dodatkowo wspomagany przez szereg różnych systemów. Najbardziej przypadł mi do gustu system rozpoznawania znaków drogowych, który wyświetla aktualne na danym odcinku drogi ograniczenie prędkości. Przydatne dla zapominalskich.

Nową Hondę HR-V napędzają dwa rodzaje silników – benzynowy 1.5L i-VTEC o mocy 130 KM oraz diesel 1.6L i-DTEC o mocy 120 KM. Dodatkowo w przypadku silnika benzynowego pozostaje też kwestia wyboru skrzyni biegów – 6-biegowa manualna czy bezstopniowa przekładnia automatyczna CVT. My do testów otrzymaliśmy wersję benzynową z manualną skrzynią. I tu pierwsze zaskoczenie – Honda znana jest z tego, że lubi kombinować z drążkami skrzyni biegów czy to jeśli chodzi o ich położenie czy to o kształt. W HR-V zastosowano bardzo wąski drążek przypominający mi stare autobusowe drążki, co prawdę mówiąc jest oryginalne, ale niezbyt poręczne. Sama skrzynia biegów działa absolutnie bez zarzutu, a biegi wchodzą miękko i precyzyjnie. Jak to bywa z silnikami wolnossącymi Honda i-VTEC, należy je trzymać na wysokich obrotach, aby osiągnąć zadowalające przyśpieszenie, poniżej 4.000 obr/min auto nie specjalnie żywiołowo reaguje na gaz. H-RV mogłaby być znacznie bardziej dynamiczna.

W czasie testów podróżowaliśmy samochodem bez żadnego obciążenia, a już trochę brakowało mocy. Docelowo Honda liczy, że głównym nabywcą będą rodziny z dziećmi i przy znacznie załadowanym pojeździe wyprzedzanie w polskich warunkach drogowych może nie być najłatwiejsze. Gama silników do wyboru, ograniczona do jednego silnika benzynowego i jednego wysokoprężnego nie jest chyba najlepszym zabiegiem, bo HR-V ze swoją stylistyką mógłby trafić też do klientów ceniących sobie wygodę i dynamikę pojazdu, a nie tylko wygodę i ekologię. Honda ograniczając wybór zamknęła się trochę na nowych klientów o delikatnie sportowym zacięciu. Podobny efekt wywołał fakt, że na naszym rynku wyłącznie dostępny jest model HR-V z dostępem na przednią oś i nie jest przewidziana sprzedaż aut z napędem na cztery koła. Obserwując ilość zapytań o napęd 4×4 podczas samej konferencji prasowej oraz wzrost zainteresowania takim napędem w przypadku  crossoverów i SUV-ów może nie być to udany zabieg. Polski kierowca jest w stanie wydać na samochód coraz więcej, a jego wymagania rosną – grunt to dać mu wybór. Statystyki pokazują, że jak na razie nie stanęło to na drodze do popularności nowej HR-V, która zniknęła z salonów zaraz po tym, jak się w nich znowu pojawiła. I trudno się w sumie dziwić, bo swoim niecodziennym charakterem wypełniła ona lukę w dotychczasowej ofercie Hondy.

Plusy:
+ design i nowoczesna bryła
+ dotykowy i intuicyjny panel sterowania komputerem
+ wygodne i ergonomiczne fotele kierowcy i pasażera
+ wygoda i przestronność we wnętrzu
+ systemy wspomagające jazdę dostępne w każdym pakiecie
+ dostępne, ale nie rzucające się w oczy gniazda USB i HDMI

Minusy:
– mało dynamiczny silnik benzynowy
– ograniczona gama dostępnych silników
– brak wersji z napędem 4×4 na polskim rynku

Najnowsze

Bumblebee na sprzedaż!

Kultowy Chevrolet Camaro z 1967 roku, który wystąpił w filmie Transformers: Wiek zagłady, trafi na sprzedaż. Fani produkcji będą mogli powalczyć o niego na aukcji Barret Jackson.

Aktualnym właścicielem tego wyjątkowego pojazdu jest Michael Bay, reżyser filmu. Jest to jedyny egzemplarz Camaro, który wystąpił w filmie. Samochód został pomalowany czarną, satynową farbą. Do tego wyposażono go w spojlery, lampy LED, poszerzone nadkola oraz wyścigowe koła. Nie zabrakło także żółtych akcentów i grafik z Transformersów. 

Wnętrze jest dość ascetyczne. Fotele obszyto czarnymi skórami, zainstalowano trójramienną kierownicę oraz system audio z nawigacją satelitarną. Do tego pojawiły się zegary Auto Meter Cobalt, klatka bezpieczeństwa od Ridetech oraz przerobiony kokpit. Auto posiada specjalnie przygotowane zawieszenie, hamulce Wilwood 

Pod maską mruczy rasowo silnik V8 połączony z sześciobiegową skrzynią manualną. Właściciel nie podaje osiągów, ale z pewnością maszyna potrafi zrobić wrażenie na drodze. 

Najnowsze

72 tys. zł za starego Passata?

Volkswagen Passat to pewnością jedno z najbardziej ulubionych samochodów przez Polaków. Jednak, czy znajdą się śmiałkowie którzy będą chcieli zapłacić ponad 70 tys. zł za model B5 w stanie "igła"?

Kilka dni temu na jednym z niemieckich portali aukcyjnych pojawił się złoty Passat w wydaniu B5. Samochód ma już swoje lata, ale mimo tego jest w stanie idealnym. Zupełnie jakby wczoraj został wyprodukowany. W jego metryczce widnieje rok produkcji 2002. 

Samochód pomalowano w bardzo wyjątkowym, złotym kolorze został wyposażony w lampy ksenonowe, nawigację satelitarną, podgrzewane fotele, skórzaną tapicerkę. Pod maską Passata B5 pracuje silnik W8 o pojemności czterech litrów. Ta rzadko spotykana w tym modelu jednostka rozwija 275 KM maksymalnej mocy oraz 370 Nm momentu obrotowego. Całość jest przekazywana na tylną oś za pomocą systemu 4Motion oraz 6-biegową skrzynię ręczną.

Passat rozpędza się do setki w 6,5 sekundy, a jego prędkość maksymalna to 250 km/h. Średnie spalanie w cyklu miejskim to 19,4 l/100 km. Poza miastem jego apetyt spada do 9,5 l/100 km. 

Co ciekawe samochód ma całkiem spory przebieg wynoszący 94 tys. km. Patrząc na jego stan ciężko w to uwierzyć. Podobnie jak cena wynosząca 16 800 euro, co w przeliczeniu daje ponad 72 tys. zł. Jak myślicie, znajdą się chętni? 

Najnowsze

Niesamowita kolekcja znaleziona w stodole

Motocykle produkowane przez firmę Brough Superior to gratka dla miłośników przedwojennych jednośladów. Już niedługo trafią na aukcje prawdziwe białe kruku odnalezione w stodole.

Brough Superior to marka, którą doceniają kolekcjonerzy starych motocykli. Nawet sam Jay Leno docenia ich możliwości oraz kunszt wykonania. Przed II Wojną Światową były to jedne z najszybszych maszyn. 

W przyszłym roku na aukcję Bonhams trafi osiem egzemplarzy, które zostały odkryte parę miesięcy temu w wiejskiej stodole. Maszyny należały do jednego z członków Brough Superior Club we wczesnych latach sześćdziesiątych. Motocykle były przechowywane we wiosce Cornish. O ich istnieniu wiedziało zaledwie kilka osób.

Specjaliści mówią, że jest to ostatnia taka kolekcja. Już więcej razy nie pojawią się tego typu odkrycia. Motocykle nie są w najlepszym stanie, ale mimo wszystko mogą osiągnąć na aukcji bardzo wysokie kwoty. Nowy właściciel będzie musiał dysponować sporym budżetem nie tylko na zakup, ale także remont. 

Najdrożej wyceniono model BS4 z 1938 roku. Maszyna o pojemności 750 cm3 została wyceniona pomiędzy 118400, a 177600 dolarów. Najtańsze egzemplarze to modele SS80, które są zdekompletowane i będą kosztować pomiędzy 8900, a 11800 dolarów.  

Najnowsze

Nieudana próba podróży w czasie

Pod koniec zeszłego roku fani filmu "Powrót do przyszłości" celebrowali datę 21 października 2015, która pojawiła się w produkcji 30 lat temu. Jeden z Amerykanów postanowił pójść krok dalej.

Bohaterowie filmu podróżowali w czasie przy pomocy specjalnie przerobionego DeLoreana. Pewien Amerykanin z Florydy postanowił przy pomocy swojego Dodge`a Challengera w podobny sposób przenieść się w czasie.

26-letni mężczyzna przekonany, że misja się powiedzie, rozpędził swój samochód. Jednak coś musiało pójść nie tak, ponieważ auto zamiast przenieść się w czasie uderzyło z impetem w biurowiec, zatrzymując się w jednym z pomieszczeń, demolując po drodze dwa biura.

Na szczęście do incydentu doszło w niedzielę, gdy nikogo nie było w biurze. Ucierpiały tylko meble biurowe, komputery oraz konstrukcja budynku. Co ciekawe, kierowcy nic się nie stało, ale po tym wyczynie został zabrany do szpitala na obserwacje i postawiono mu zarzuty zniszczenia mienia i spowodowania zagrożenia w ruchu lądowym.

https://www.youtube.com/watch?v=Shl7RHB7GXQ 

 

Najnowsze