Nowa Dacia Duster

Dacia przedstawi nowego Dustera na Salonie Samochodowym 2017 we Frankfurcie.

SUV marki Dacia silnie zaznaczył swoją obecność na rynku. W ciągu siedmiu lat zdobył licznych klientów poszukujących samochodu wszechstronnego i przystępnego cenowo. Niezaprzeczalne właściwości terenowe samochodu w znacznej mierze przyczyniają się do tego sukcesu. Stylistyka nie pozostawia wątpliwości co do przynależności do segmentu SUV-ów. Linie nadwozia Dacii Duster wyraźnie, ale bez ostentacji wskazują, że to prawdziwe 4×4. Podwyższony prześwit samochodu, duże koła (16”), jak i liczne elementy ochronne nadwozia zachęcają do zdobywania nieprzetartych szlaków i dróg w trudnych warunkach terenowych.

Co nowego pojawi się w nadchodzącym modelu poza kolorem nadwozia Orange Atacama?

Z przodu

  • Wyraźnie zarysowany wlot powietrza zaznaczony aż do reflektorów wysuniętych skrajnie na zewnątrz i w ten sposób optycznie poszerzających nadwozie samochodu.
  • Nowa forma świateł diodowych dziennych podzielonych na trzy segmenty.
  • Pozioma pokrywa silnika z wypukłościami nadającymi silny i zdecydowany charakter.
  • Powiększona dolna osłona silnika podkreślająca terenowy charakter samochodu. Barwiona na kolor matowego chromu, jest odporna na zarysowania i trwale zachowuje swój oryginalny wygląd.

Z profilu

  • Podwyższona linia krawędzi szyb bocznych stwarza poczucie bezpieczeństwa i trwałości konstrukcji nadwozia.
  • Przednia szyba jest wysunięta do przodu o 100 mm w porównaniu do obecnej wersji Dustera. Jest więc bardziej pochylona, co wydłuża kabinę i sprawia wrażenie większej przestrzeni.
  • Nowe relingi dachowe wykonane z aluminium, charakterystyczne dla SUV-ów, stanowią przedłużenie linii przedniej szyby i nadają jej dynamiczny wygląd.
  • 17-calowe koła z aluminiowymi felgami oraz mocno zarysowane nadkola.
  • Czarne listwy ozdobne na błotnikach wzmacniają terenowy charakter samochodu.

Z tyłu

  • Poszerzone błotniki, poziomo zarysowane linie nadwozia i szeroko rozstawione światła podkreślają solidny wygląd samochodu i zapowiadają jego stabilne zachowanie na drodze.
  • Charakterystyczny dla marki Dacia rysunek świateł z czterema czerwonymi kwadratami zaadaptowany do modelu Duster.
  • Poszerzona tylna osłona podwozia, również w kolorze matowego chromu.

Najnowsze

Polki za kierownicą – czy powodują mniej wypadków od mężczyzn?

Statystycznie powodują zaledwie co piąty wypadek, choć stanowią już prawie 40% wszystkich kierujących. Mimo to "kobieta za kierownicą" wywołuje wiele, najczęściej negatywnych, skojarzeń i niepochlebnych opinii mężczyzn. Czy słusznie? Jakie są kobiety za kierownicą? I dlaczego tak trudno przełamać ten stereotyp?

Według danych Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców, na koniec 2014 roku prawo jazdy w Polsce posiadało ok. 19,5 mln osób. Zdecydowana większość z nich to mężczyźni, ale odsetek kobiet legitymujących się „prawkiem” wzrósł już do 39%. Łącznie, około 8 mln Polek ma uprawnienia do prowadzenia pojazdów. To ogromny wzrost. Jeszcze w 2001 roku takim dokumentem mogło pochwalić się zaledwie 902 tys. pań w naszym kraju.

Skąd tak duże zainteresowanie prawem jazdy ze strony płci pięknej?
– W naszym kraju zaczęło pojawiać się coraz więcej samochodów, zaczęły one tanieć i stały się ogólnodostępne. Rodziny zyskały możliwość posiadania często kilku pojazdów. Naturalne jest, że kobiety zaczęły stawać się coraz liczniejszymi uczestniczkami ruchu drogowego. Podobne zjawiska można było zaobserwować już kilkadziesiąt lat temu na zachodzie – tłumaczy dr Sylwia Milewska, psycholog transportu.

Ile kobiet posiadało prawo jazdy w danym roku*    

Przyrost
2001    902 150    –
2002    1 609 254    707 104
2003    2 233 638    624 384
2004    3 092 421    858 783
2005    3 870 251    777 830
2006    4 856 635    986 384
2007    5 144 550    287 915
2008    5 677 857    533 307
2009    6 209 610    531 753
2010    6 621 767    412 157
2011    6 915 856    294 089
2012    7 256 021    340 165
2013    7 220 162    -35 859
2014    7 695 096    474 934
2015    7 887 371    192 275
* Dane CEPiK

Ale wzrost liczby Polek „za kółkiem” wynika także ze wzrostu ich niezależności.
– Obecnie kobiety realizują się zawodowo i prywatnie w obszarach, które przez wiele lat były zarezerwowane dla mężczyzn, a jazda samochodem jest tego naturalną konsekwencją. Ponadto współczesna kobieta traktuje samochód jako swoje narzędzie, dzięki któremu realizuje zadania stawiane jej przez życie. Nie zapominajmy, że obecnie żyjemy we wszechobecnym pędzie. Jak więc wpisać się w te szybkie, dynamiczne czasy, nie będąc użytkownikiem samochodu? – dodaje dr Milewska.

Kobiety “za kółkiem” a liczba wypadków
Z policyjnych statystyk wynika, że w 2001 roku kobiety spowodowały 15% wypadków drogowych. Tymczasem 15 lat później odsetek ten wzrósł do niemal 23%. Pamiętajmy jednak, że przez te lata liczba kobiet posiadających uprawnienia do kierowania samochodem zwiększyła się aż ośmiokrotnie.

Okazuje się zatem, że kobiety stanowią prawie 40% spośród wszystkich kierujących, a jednocześnie odpowiadają za zaledwie co piąty wypadek.

Ponadto, zaledwie 4% spowodowanych przez nie zdarzeń drogowych kończy się śmiercią osób poszkodowanych. Dla porównania, w wypadkach, których sprawcami byli mężczyźni, ginie prawie co dziesiąta ofiara.

Czy zatem kobiety prowadzą bezpiecznie? Ze statystyk policyjnych wynika, że zdecydowanie tak. Jednak statystyki są obarczone błędnym założeniem, że każdy kierowca pokonuje tyle samo kilometrów. Dlatego też Instytut Transportu Drogowego zestawił liczbę wypadków z pokonanym dystansem. Zgodnie z otrzymanymi wynikami, kobiety powodują średnio jeden wypadek na 6,7 mln przejechanych samochodem kilometrów, a mężczyźni raz na 4,7 mln kilometrów.

Co ciekawe, pomimo tak przychylnych dla kobiet statystyk wypadkowości, nie postrzegają one siebie jako dobrych kierowców.
– Jak wynika z badań Fundacji VINCI Autoroutes, Polacy, jako kierowcy nie mają o sobie najlepszego zdania. Jeśli zaś podzielimy te wyniki ze względu na płeć to okazuje się, że kobiety postrzegają siebie odrobinę gorzej niż mężczyźni. Jednak jeszcze kilka lat temu różnice pod tym względem były znacznie większe – tłumaczy dr Andrzej Markowski, psycholog transportu.

Kobiety jeżdżą bezpiecznie, ponieważ…
Jego zdaniem, wyniki statystyk wypadków mają swoje odzwierciedlenie w tym, że kobiety nie mają takich skłonności do ryzyka jak mężczyźni.
– Panie z reguły zachowują większy margines bezpieczeństwa od panów na drodze i nie powodują zachowań agresywnych. Po części wynika to z samego podejścia do kierowania pojazdem. Dla mężczyzn jest to sposób na podkreślenie swojej społecznej pozycji, kolejna okazja do “dominacji” nad innymi – wyjaśnia dr Markowski.

Z kolei dr Milewska dodaje, że inny, bezpieczniejszy styl prowadzenia pojazdów wynika z naturalnych różnic pomiędzy kobietami i mężczyznami.
– Częściej rywalizującymi w zachowaniach są mężczyźni i zazwyczaj wykazują na drodze więcej zachowań niebezpiecznych niż kobiety – mówi. Dla większości kobiet prowadzenie pojazdu stanowi jedynie zwykłą, codzienną czynność. Mają one inne oczekiwania względem prowadzenia samochodu i tym samym nie przejawiają skłonności do łamania przepisów drogowych.

Bez wątpienia mocną stroną kierujących pań jest niższy poziom agresji drogowej, a także większe poszanowanie dla norm i przepisów. Ale co jest ich “piętą Achillesową”? Orientacja w terenie? A może manewry parkingowe? Nie. Dr Markowski wskazuje, że jest to przede wszystkim radzenie sobie z trudem presji czasowej. W takich sytuacjach większość kobiet zachowuje się wręcz nieprzewidywalnie. Ponadto, rzadziej podejmują one decyzje np. o wyprzedzaniu wolniej poruszających się pojazdów, co z perspektywy mężczyzn bywa irytujące.

Kobiety za kierownicą – nie zawsze prowadzą zgodnie z przepisami
Wiemy już, że statystycznie większość Pań przestrzega przepisów ruchu drogowego. Ale od tej reguły zdarzają się też wyjątki. Zdaniem dr Milewskiej, sytuacje, w których to kobiety łamią przepisy ruchu drogowego zapadają nam w pamięci dlatego, że nie jesteśmy do tego przyzwyczajeni.
– Są to swoiste odstępstwa od szeroko rozumianej normy. Dlatego tak bardzo rzucają nam się w oczy – dodaje.

– Niektóre z pań świadomie jeżdżą agresywnie bez poszanowania dla wszelkich zakazów, nakazów czy ograniczeń prędkości. Odgrywają one na drodze typowo “męskie” role. Co ciekawe, w swojej drogowej agresji potrafią zaskoczyć nieprzewidywalnością niejednego mężczyznę – tłumaczy dr Markowski. Jak sobie poradzić w takiej sytuacji? – Gdy jesteśmy pasażerami takiej kobiety, która jedzie “na złamanie karku”, najlepiej stosować racjonalne argumenty, np. przypomnieć o możliwości wpadnięcia w poślizg, dłuższej drodze hamowania czy wysokim mandacie, który grozi za przekroczenie prędkości. Wtedy na pewno zwolni – wyjaśnia dr Markowski.

Uwagę oczywiście warto zwracać nie tylko szarżującym paniom. Tu wspomnimy tylko, że na mężczyzn podziałają mniej racjonalne argumenty. Jeśli nie znamy kierowcy, z którym jedziemy, powiedzmy mu np., że taka szybka jazda nas przeraża, więc prośmy, by zwolnił dla naszego lepszego samopoczucia. Gdy znamy kierowcę, nie zrzędźmy – przypomnijmy mu, że jest tak dobry, że naprawdę nie musi wyprzedzać na trzeciego!

Czy kobiety są nagradzane niższymi stawkami OC za bezpieczną jazdę?
Wydawałoby się to logiczne – mniej szkodowa grupa kierowców powinna płacić mniej. Ubezpieczyciele biorą przecież pod uwagę szkodowość, to jeden z ważniejszych parametrów wyliczania składek. Nie w tym wypadku!

Zgodnie z wyrokiem Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, od końca 2012 r. ubezpieczyciele nie uwzględniają płci przy wyliczeniach składek. W Polsce trzymają się tej zasady bardzo konsekwentnie i rzeczywiście nie ma różnic przy tych samych parametrach, jeśli chodzi o płeć.

Jednak np. w Wielkiej Brytanii już po wyroku Trybunału, media donosiły o dalszych praktykach dyskryminujących mężczyzn – bo porównanie ich z kobietami na drodze wypadało zawsze na ich niekorzyść. Okazało się, że ubezpieczyciele dawali wyższe stawki tym, którzy wpisywali zawody uznane za bardziej męskie. W sfeminizowanych profesjach stawki były wyraźnie niższe. Różnice zacierały się z wiekiem, jednak była to swoista furtka dla ubezpieczycieli, by utrwalać stereotypy związane z płcią i na ich podstawie kształtować ceny.

Źródło: mfind

Najnowsze

Szykuj się na korki!

Wraz z końcem wakacji, czeka nas koniec laby na drogach. Kierowcy w największych miastach będą zmuszeni odstać swoje w korkach. Ile czasu więcej niż zwykle spędzą w swoich autach? To zależy od specyfiki miasta i konkretnych tras. Są i takie, których pokonanie w godzinach szczytu od początku przyszłego tygodnia może zajmować nawet 60% czasu więcej niż zwykle.

Prognozy, dotyczące tego, co nas czeka w najbliższym czasie na drogach w centrach miast, przygotował NaviExpert. Na podstawie ubiegłorocznych danych o ruchu drogowym, producent nawigacji sprawdził, jak wydłużyły się średnie czasy przejazdów po wybranych odcinkach dróg w centrum Krakowa, Poznania, Warszawy i Wrocławia na początku września względem czasów z dwóch ostatnich tygodni sierpnia.

Kraków trzyma poziom…
Jak wynika z analiz, każde z miast ma swoją specyfikę. „Najrówniejsze” wyniki w ubiegłym roku prezentował Kraków. Zarówno w szczycie porannym, jak i popołudniowym, kierowcy podróżujący na początku września po centrum spędzali w swoich autach średnio o jedną czwartą czasu więcej niż podczas podróży w tych rejonach w drugiej połowie sierpnia. Co to znaczy? Jeśli standardowo, w sierpniu przykładową trasę pokonywali w 30 minut, we wrześniu musieli na nią przeznaczyć prawie 8 minut więcej. Pamiętajmy jednak, że to tylko średnia z wielu tras. Były i takie odcinki, na których czasy przejazdu wydłużyły się nawet o połowę!

Wrocław i Poznań – poranne ptaszki
Ciekawie sytuacja wyglądała także w Poznaniu. Z większymi niż zwykle korkami podróżujący po centrum kierowcy musieli się liczyć głównie rano. Średnie czasy przejazdów na analizowanych trasach wydłużyły się rok temu o blisko 20%. Lepiej było w szczycie popołudniowym. Między godzinami 15 a 18, kierowcy spędzali w swoich autach średnio 7% więcej czasu niż zwykle. Oczywiście i w tym przypadku były trasy, które tę średnią znacznie przekraczały – nawet ponad 8-krotnie.

Podobną do poznańskiej specyfiki miał Wrocław. Także i tu większą różnicę zauważyli kierowcy podróżujący rano (15% wzrost czasów przejazdów), niż popołudniami (7%). W przypadku Wrocławia jednak odchylenia od średniej na najbardziej zakorkowanych odcinkach dróg nie były tak spektakularne, jak w przypadku Poznania, i w szczycie porannym dochodziły do 30%, a popołudniowym do 17%.

Warszawa i popołudniowy horror na drogach
O ile zeszłoroczne, poranne podróże stołecznych kierowców po centrum nie wiązały się ze zbytnim wydłużeniem czasów przejazdów (średni wzrost o 6%), tak już po południu zmiana ta była bardzo wyraźna i oznaczała konieczność spędzania w aucie średnio prawie 1/3 czasu więcej niż zwykle. Na najbardziej zakorkowanych warszawskich trasach czasy przejazdu wydłużyły się natomiast nawet o 60% względem wartości z dwóch ostatnich tygodni sierpnia.

Dlaczego tak jest?
Wraz z początkiem września mieszkańcy miast wracają z urlopów. Wielu rodziców do codziennych podróży dodaje jeszcze dodatkowy punkt, jakim jest szkoła lub przedszkole swoich pociech. Po wakacyjnym rozluźnieniu na drogach następuje tzw. „korkowy efekt motyla”. Polega on na tym, że nawet niewielkie zwiększenie liczby samochodów powyżej standardowej wielkości owocuje zmniejszeniem prędkości jazdy. Jako że przepustowość ulic zależy od natężenia ruchu, po przekroczeniu pewnego progu zaczyna dramatycznie spadać. Dzieje się tak również z powodu wzrostu liczby sytuacji drogowych powodujących utrudnienia (wymuszone zwolnienia na skrzyżowaniach, „zapchane” lewoskręty itp.). Oczywiście, po kilku dniach sytuacja się normuje.

Źródło: NaviExpert

Najnowsze

Nissan odświeża model 370Z

Wraz z wprowadzeniem zmodernizowanego 370Z na rok modelowy 2018 Nissan chce otworzyć nowy rozdział w historii sukcesu tego sportowego samochodu.

Historia sukcesu Nissanów serii Z rozpoczęła się w 1969 roku – ponad 50 lat temu – od wprowadzenia na rynek modelu Fairlady Z / Datsun 240Z. Pięć kolejnych generacji zachowało wierność koncepcji wyczynowych osiągów i ponadczasowej stylistyki w przystępnej cenie. Każdy model, od pierwszej „zetki”, poprzez 280ZX i 300ZX, aż po nowe wcielenie 350Z i dzisiejszego 370Z, można rozpoznać po charakterystycznej długiej masce silnika i krótkim tylnym zwisie.

Nasz test Nissana 370Z Nismo przeczytasz tu.

Najnowszą odmianę charakteryzują modyfikacje, które objęły między innymi czarne klamki i czarny pas tylnego zderzaka. Mocno przyciemniane reflektory i tylne światła zespolone – wcześniej dostępne tylko w wersji NISMO – teraz należą do wyposażenia standardowego. Każdy egzemplarz ma teraz nowe, 19‑calowe felgi ze stopów metali lekkich (oprócz wersji NISMO). Wprowadzono także nowy, czerwony metalizowany lakier. Dominującymi elementami w klasycznym wnętrzu samochodu są jak zawsze prosta, trójramienna kierownica i zestaw wskaźników z trzema okrągłymi zegarami. System multimedialny NissanConnect Premium z siedmiocalowym ekranem dotykowym, odtwarzaczem DVD i kamerą cofania jest oferowany jako opcja.

Nissan nawiązał współpracę z marką wyposażenia pojazdów sportowych, EXEDY, która zaowocowała zaprojektowaniem wyczynowego sprzęgła do 370Z w wersji z manualną skrzynią biegów. Redukcja biegu wymaga mniejszej siły nacisku na pedał.

Moc zapewnia 328-konny silnik 3.7 V6, który napędza tylne koła za pośrednictwem 6-biegowej przekładni manualnej lub skrzyni automatycznej o siedmiu przełożeniach. 370Z roadster i 370Z NISMO pozostają w sprzedaży bez zmian wprowadzonych na rok modelowy 2018.

370Z jest dostępny z układem Syncro Rev Control, synchronizującym obroty silnika podczas zmiany biegu na wyższy lub niższy w przekładni manualnej.

Nissan 370Z 2018 jest już dostępny w sprzedaży w całej Europie.

Najnowsze

Warsztatowe abecadło przydatne dla każdej zmotoryzowanej kobiety

Warsztat samochodowy to dla wielu kobiet miejsce pełne sekretów, których bez absolutnej konieczności nie potrzebują rozwikłać. Jednak tak jak w przypadku pierwszej wizyty u nowej fryzjerki lub manikiurzystki, początkowa niepewność może zostać bardzo szybko zastąpiona przez wzajemne zaufanie.

Wysokiej klasy mechanik, który szybko zdiagnozuje i naprawi usterkę w naszym samochodzie, może zbudować w nas mocne przeświadczenie, że migająca czerwona kontrolka nie oznacza końca świata.

Jednocześnie, pomimo zapisanego w komórce numeru do fachowca, który wybawi nas z każdej motoryzacyjnej opresji, warto również mieć pewien zestaw umiejętności minimalizujących liczbę przypadków zmuszających nas do wizyty w warsztacie. Znajomość podstawowych napraw, które można w większości wykonać samodzielnie,  może być niezwykle przydatna podczas wielu niespodziewanych zdarzeń, które mogą nas spotkać na drodze.

„Wystarczy, że w środku nocy złapiemy gumę, a na domiar złego padnie nam komórka. Brak umiejętności zmiany opony sprawi, że będziemy musieli zmierzyć się z wieloma niezbyt przyjemnymi konsekwencjami wśród których najłagodniejsze to kilka zmarnowanych godzin oraz konieczność łapania stopa na najbliższą stację benzynową. Z tego powodu warto umieć dokonać choćby podstawowych napraw w swoim samochodzie, aby potencjalnie nieprzyjemne dla nas sytuacje skończyły się jedynie na kilku nieparlamentarnych słowach i drobnym opóźnieniu w podróży” – komentuje Aneta Todorczuk-Perchuć, ceniona aktorka oraz prezes fundacji „Mamy dzieci”.

Umiejętność wymiany opony lub naładowania akumulatora , jak również znajomość zasad rządzących warsztatem samochodowym, może wybawić nas nie tylko z niejednej drogowej opresji, ale również pozytywnie wpłynie na nasz ogólny poziom bezpieczeństwa.

„Z każdym rokiem obserwujemy rosnące grono kobiet, które wolą osobiście przyjechać do naszego serwisu i dowiedzieć się o stanie swojego samochodu niż zlecać to zadania swoim partnerom. Z mojego doświadczenia wynika, że Panie są bardzo wymagającymi klientami, którzy żywo interesują się, jakie dokładnie naprawy przeprowadzamy w ich autach. Tym większe jest nasze zadowolenie, gdy widzimy, że klientki do nas wracają oraz polecają nasz serwis swoim znajomym” – powiedział Marcin Paleński, właściciel Premio SB CarWash w Piasecznie.

Warsztatowe abecadło Premio

  • Wymiana opony

Niezbędny sprzęt:

  1. Koło zapasowe lub koło dojazdowe, tzw. „dojazdówka”
  2. Klucz do kół
  3. Lewarek
  4. Trójkąt ostrzegawczy
  5. Kamizelka odblaskowa

Wymiana opony krok po kroku:

  1. Zaparkuj samochód na prostych kołach na twardym, równym podłożu (najlepiej na parkingu lub ubitym poboczu drogi). Wrzuć pierwszy bieg, zaciągnij hamulec ręczny, włącz światła awaryjne i wysiądź z samochodu. Zablokuj koła, np. cegłą lub gałęzią, aby auto się nie stoczyło.
  2. Wystaw trójkąt ostrzegawczy. Na autostradzie lub drodze ekspresowej musi się on znaleźć w odległości przynajmniej 100 metrów od pojazdu. Poza obszarem zabudowanym wymagany dystans wynosi 30-50 metrów. Natomiast w obszarze zabudowanym wystarczy zachować odstęp 1 metra od samochodu.
  3. Wyjmij  koło zapasowe lub dojazdowe, klucz w kształcie litery „L” oraz lewarek.
  4. Poluzuj śruby mocujące koło za pomocą klucza.
  5. Umocuj lewarek w miejscu do tego przeznaczonym. Najprawdopodobniej będzie to styk progu ze słupkiem, czyli punkt położony w pobliżu wewnętrznego końca nadkola. Następnie podnieś auto na wysokość, która w swobodny sposób umożliwi zmianę koła. Przy wymianie dokonywanej na nierównym lub mniej stabilnym podłożu warto pod lewarek podłożyć element stabilizujący np. drewnianą deseczkę.
  6. Odkręć śruby, zdemontuj koło, zastępując je zapasowym. Przykręć śruby – najpierw ręcznie, następnie przy pomocy klucza metodą na krzyż (po przykręceniu śruby, kolejna znajduje się po przekątnej).
  7. Opuść samochód z lewarka, a następnie jeszcze raz mocno dokręć śruby.

Ważne!
Nie zaleca się jazdy na kole zapasowym lub dojazdowym przez dłuższy czas. Z tego powodu udaj się niezwłocznie do najbliższego zakładu wulkanizacyjnego, w którym naprawisz podstawowe koło, a mechanik dokręci śruby profesjonalnym kluczem dynamometrycznym. Dodatkowo podczas wizyty w zakładzie warto również wyważyć koło, co zapobiegnie podczas jazdy wibracjom na kierownicy.

  • Naładowanie rozładowanego akumulatora przy pomocy tzw. kabli rozruchowych
  1. Zaparkuj „auto pomocnicze” obok tego z rozładowanym akumulatorem na tyle blisko, aby długość kabli była wystarczająca na podłączenie odpowiednich elementów.
  2. Upewnij się, że silniki w obu pojazdach są wyłączone.
  3. Podnieś maski samochodów. W nowszych modelach samochodów należy zdjąć plastikową pokrywę akumulatora. W tych starszych akumulator jest odkryty.
  4. Jeden zacisk, tzw. „klemę” czerwonego kabla przypnij do bieguna dodatniego (+) naładowanego akumulatora, natomiast drugi do bieguna dodatniego w rozładowanym akumulatorze. Uważaj, by drugą „klemą” nie wywołać zwarcia i nie dotknąć do żadnego metalowego elementu.
  5. Zacisk czarnego kabla przypnij najpierw do bieguna ujemnego (-) w naładowanym akumulatorze, natomiast drugi do niemalowanego, metalowego elementu samochodu. Może to być np. blok silnika. Lepiej nie ryzykować i nie przypinać drugiej „klemy” do nienaładowanego akumulatora. Może to skutkować jego niewielkim wybuchem, ochlapaniem żrącą substancją lub nawet jego trwałym uszkodzeniem.
  6. Upewnij się, że nie pomyliłaś podpięcia kabli.
  7. Uruchom silnik w samochodzie ze sprawnym akumulatorem i spróbuj uruchomić drugie auto.
  8. Gdy drugi silnik się nie uruchomi, należy odczekać i spróbować ponownie.
  9. Jeśli silnik w końcu „zaskoczy”, nie należy go wyłączać, a także pamiętać, żeby odłączać kable w kolejności odwrotnej do ich przypinania. Najpierw należy odpiąć czarny zacisk z metalowego elementu silnika, następnie zacisk z ujemnego bieguna akumulatora. Analogicznie należy postąpić z czerwonym przewodem. Najpierw należy odpiąć go ze świeżo naładowanego akumulatora, następnie z akumulatora, z którego „pożyczony” był prąd.
  10. W celu podładowania akumulatora, należy pojeździć trochę autem i nie wyłączać od razu silnika.

Ważne!
Warto wozić ze sobą w bagażniku kable rozruchowe. Jeśli nie przydadzą się nam, mogą pomóc innemu kierowcy. Należy pamiętać, że do samochodów osobowych wykorzystuje się inne przewody niż do samochodów ciężarowych. W autach osobowych i dostawczych zamontowane są instalacje o napięciu 12V. Natomiast ciężarówki wyposażone są w instalacje o napięciu 24V.

  • Naładowanie rozładowanego akumulatora za pomocą prostownika

W jaki sposób naładować akumulator prostownikiem?

  1. Odłącz akumulator od instalacji auta i wyjmij go z samochodu.
  2. Wyczyść akumulator, gdy jest zabrudzony.
  3. Połącz zacisk prostownika (+) z zaciskiem (+) akumulatora, natomiast zacisk
    (-) prostownika połącz z zaciskiem (-) akumulatora.
  4. Ustaw na prostowniku odpowiednie napięcie – najlepiej na poziomie 15,5-16,5 V. Napięcie 14-14,5 V również będzie odpowiednie, ale sprawi, że ładowanie potrwa dłużej.
  5. Co kilka godzin sprawdzaj poziom naładowania akumulatora. Samo ładowanie trwa około 10 godzin.
  6. Pod żadnym pozorem nie zbliżaj się do ładującego się akumulatora z  przedmiotem mogącym wywołać iskrę np. zapalonym papierosem. W trakcie ładowania z akumulatora wydziela się wodór, który może wybuchnąć.

Ważne!

  1. Nie dopuszczaj do całkowitego rozładowania, niedoładowania i przeładowania akumulatora. Zwiększy to jego żywotność.
  2. Naładowanie akumulatora przed zimą znacząco zminimalizuje ryzyko problemów z uruchamianiem auta.
  3. Często problemy związane z rozładowywaniem się akumulatora mogą mieć związek z wadliwą instalacją auta.
  4. W starszych akumulatorach należy najpierw odkręcić korki, aby nie zbierały się pod nimi gazy, które mogą spowodować wybuch baterii.
  • Sprawdzenie poziomu oleju silnikowego

Olej silnikowy spełnia bardzo ważną rolę w codziennej eksploatacji samochodu. Przede wszystkim zapewnia płynną pracę silnika, wydłużając jego żywotność, ale także zapobiega tarciu oraz zbyt szybkiemu zużywaniu elementów metalowych. W silnikach używa się olejów mineralnych, półsyntetycznych i syntetycznych, których nie należy mieszać. Każdy producent w instrukcji zapisuje stosowany rodzaj oleju. Sprawdzenie jego poziomu jest niezwykle istotne i zajmuje kilka minut. Ten czas może zapobiec poważniejszym problemom z autem.

Sprawdzanie poziomu oleju silnikowego:

  1.      Postaw samochód na twardym, równym podłożu. Wyłącz silnik i odczekaj kilka minut (dokładny czas powinien być zapisany w instrukcji obsługi auta).
  2.      Wyjmij wskaźnik poziomu oleju i wytrzyj go dokładnie czystą szmatką lub chusteczką.
  3.      Umieść wskaźnik dokładnie w tym samym miejscu. Zapobiegnie to zafałszowaniu wyniku pomiaru.
  4.      Ponownie wyjmij wskaźnik i na podstawie śladu, który zostawił olej, odczytaj wynik pomiaru. Wartość poziomu oleju powinna się mieścić pomiędzy oznaczeniami „minimum” i „maksimum”.
  5.      Aby mieć pewność, że w aucie jest odpowiedni poziom oleju, warto powtórzyć jego pomiar.
  6.      Gdy poziom oleju znajduje się poniżej oznaczenia „minimum”, należy go dolewać małymi porcjami. Pamiętając każdorazowo, żeby przed każdym następnym pomiarem odczekać najpierw kilka minut.

Ważne!

Warto wozić w samochodzie małą buteleczkę z odpowiednim olejem silnikowym i sprawdzać jego poziom przynajmniej raz w miesiącu, a bezwzględnie przed wyruszeniem w daleką podróż. Producenci zalecają najczęściej, aby wymieniać olej co roku lub po przejechaniu od 10 do 30 tysięcy kilometrów.

  • Sprawdzenie poziomu płynu hamulcowego

Sprawny układ hamulcowy to jeden z kluczowych elementów pojazdu wpływający na nasze bezpieczeństwo na drodze. Za jego skuteczność poza takimi elementami jak klocki lub tarcze hamulcowe odpowiada również płyn hamulcowy.

Jak sprawdzić poziom płynu hamulcowego i co ile go wymieniać?

  1. Zbiornik z płynem hamulcowym z napisem „brake fluid” znajduje się pod maską samochodu.
  2. Jeśli poziom płynu hamulcowego znajduje się poniżej „minimum” lub zbliża się do tej granicy, należy uzupełnić go, aby znalazł się na wysokości znacznika „maksimum”.
  3. Ważne, aby dolewać ten sam płyn, który znajduje się w zbiorniku. Jeśli nim nie dysponujemy, zaleca się opróżnienie zbiornika i napełnienie go jednolitym płynem, rekomendowanym przez producenta.
  4. Większość producentów zaleca wymianę płynu hamulcowego średnio co dwa lata.

Ważne!

Płyn hamulcowy ma tendencję do higroskopijności, czyli absorbowania wilgoci z powietrza. Wiązanie cząsteczek wody znacząco obniża skuteczność hamowania. Dzieje się tak, ponieważ woda zaczyna odparowywać i tworzą się pęcherzyki, a cały układ może się zapowietrzyć.

  • Sprawdzenie poziomu płynu chłodniczego

Odpowiedni poziom płynu chłodniczego jest równie ważny dla pracy silnika co olej silnikowy. Utrzymanie odpowiedniej temperatury silnika ma wpływ na jego żywotność oraz zapobiega jego przegrzewaniu.

Jak sprawdzić poziom płynu chłodniczego?

  1. Do kontroli poziomu płynu chłodniczego służy zbiorniczek z napisem „engine coolant”.
  2. Gdy poziom płynu znajduje się poniżej „minimum”, wskazane jest dolanie cieczy.
  3. Dopuszczalne jest dolanie innego płynu, jednak nie jest to rozwiązanie optymalne. Korzystniejsze jest  uzupełnieniem zbiorniczka zwykłą wodą.
  4. Nie należy odkręcać korka od zbiornika z płynem chłodniczym, gdy silnik jest rozgrzany, ponieważ ciesz może wytrysnąć i nas poparzyć.

Ważne!

Po dolaniu do zbiornika wody, przed zimą należy zbadać krzepliwość płynu chłodzącego. Jeśli jest zbyt duża, należy wymienić cały płyn na nowy.

  • Uzupełnienie płynu do spryskiwaczy

Płyn do spryskiwaczy jest najprawdopodobniej zaraz po paliwie najczęściej wymienianą cieczą w naszym pojeździe. Umożliwia spryskanie szyb i ich oczyszczenie, co ma bezpośrednie przełożenie na poprawę komfortu jazdy oraz wzrost poziomu bezpieczeństwa kierowcy.

Jak sprawdzać i kiedy wymieniać płyn do spryskiwaczy?

  1. Zbiornik do kontroli poziomu płynu do spryskiwaczy znajduje się pod maską samochodu. Na wierzchu znajduje się symbol szyby samochodowej i kropel wody.
  2. Jeśli poziom płynu do spryskiwaczy znajduje się poniżej „minimum” lub zbliża się do tej granicy, należy uzupełnić go, aby znalazł się na wysokości znacznika „maksimum”.
  3. Newralgicznym momentem uzupełniania płynu do spryskiwaczy jest przełom jesieni i zimy. Należy zadbać, żeby w tym czasie wymienić płyn na zimowy, który nie będzie zamarzał w zbiorniku.

Materiał powstał z okazji obchodzonego w tym roku jubileuszu 10-lecia obecności sieci Premio na polskim rynku.

Sieć Premio w Polsce jest częścią europejskiej grupy, która rozpoczęła swoją działalność w 1972 r., po przejęciu przez Goodyeara niemieckiej sieci Kempten. Oficjalnie marka Premio zadebiutowała w Niemczech w 1996 roku jako Premio Reifen-Service i wkrótce stała się najbardziej prestiżową siecią na niemieckim rynku. Jakość oferowanych przez korporację usług docenili też kierowcy na Węgrzech, Czechach, Słowacji i Rumunii. Dzięki dużej dbałości o jakość świadczonych usług sieć zdobyła mocną pozycję na rynku i jest zaliczana do grona największych i najbardziej liczących się sieci serwisów samochodowych w Unii Europejskiej.

Najnowsze