Joanna Szymków-Matuszewska

Nissan Leaf – pierwsza jazda drugą generacją

Tegoroczna wiosna zaskoczyła nas piękną aurą i…premierą drugiej generacji elektryka wypuszczonego przez Nissana. Na polskich ulicach nie doświadczamy zbyt częstego widoku modelu Leaf, więc nie zdążyła się nam opatrzeć jeszcze pierwsza generacja, a już wychodzi kolejna. Choć w tym wypadku samo słowo „już” jest mocno nie na miejscu - od premiery pierwszej generacji tego modelu minęło 8 lat!

O ile sylwetka pierwszego elektryka Nissana budziła skrajne emocje – albo miał on swoich gorących zwolenników, albo zagorzałych przeciwników – o tyle druga generacja tego modelu raczy nas naprawdę przyjemną, zgrabną i nowoczesną linią nadwozia. Wygląd jednak to nie wszystko – nowy Leaf charakteryzuje się też doskonałą aerodynamiką ze współczynnikiem oporu (Cx) wynoszącym 0,28. Znajdziemy tu elementy charakterystyczne dla marki – są to m.in. reflektory w kształcie bumerangu i przód z motywem litery V. Użyte zaś w tym modelu niebieskie detale, mają podkreślić ekologiczny i bezemisyjny charakter samochodu.

Można wybieraś spośród 10 kolorów nadwozia, a dla tych bardziej wymagających i lubiących się wyróżniać, dostępna jest wersja dwukolorowa, z nadwoziem w kolorze białym perłowym i czarnym metalizowanym dachem oraz lusterkami.

We wnętrzu także dominują niebieskie wstawki, podświetlenia zegarów i przeszycia foteli, przypominające nam o tym, że jedziemy elektrykiem. Pomimo dość zachowawczej deski rozdzielczej – liczba przycisków została ograniczona do niezbędnego minimum, a jedyne elementy wprowadzające ducha nowoczesności do kokpitu to 7-calowy ekran z systemem multimedialnym i dżojstik do zmiany trybów jazdy. Całość wnętrza świetnie się ze sobą komponuje i tworzy przyjemny dla oka design. Materiały użyte do wykończenia są dobrej jakości i przede wszystkim bardzo dobrze spasowane, co cieszy nie tylko oko, ale też i ucho. W końcu przy tak cichym samochodzie niezbyt dobre wrażenie robiłyby jakiekolwiek trzaski pochodzące z samego wnętrza… Jedynym mankamentem w środku są… fotele. Niestety brak jest jakiegokolwiek trzymania bocznego, fotele są wygodne, ale szerokie, co przy jazdach testowych po krętych, warmińskich drogach, powodowało dyskomfort kierowcy. 

Z tyłu pasażerowie będą się czuć komfortowo – jest dużo miejsca, nawet wyższym osobom będzie wygodnie i znajdą miejsce na nogi. Dodatkowo zarówno przedni, jak i tylny rząd siedzeń został wyposażony w funkcję podgrzewania foteli. Przyciski do podgrzewania tylnych siedzisk zostały zainstalowane w sposób bardzo pomysłowy i nie rzucający się w oczy – na wewnętrznych bokach przednich siedzeń. Nawet w takich detalach znajdziemy minimalizm połączony z klasyką.

Na podróżujących czeka też dość spory bagażnik o pojemności 400 litrów, który po złożeniu tylnej kanapy można powiększyć do 1176 litrów.

Jednak to, co jest niewątpliwie największym plusem nowej generacji Leafa, to jego dynamika i nowy, wydłużony zasięg. Elektryczny zespół napędowy w drugiej generacji auta osiąga 150 KM mocy i 320 Nm momentu obrotowego, co przekłada się na przyspieszenie od 0 do 100 km/h w 7,9 s i jest jednym z najlepszych wyników w tym segmencie. Samochód ma zasięg 378 km. Dla wszystkich fanów motoryzacji nieprzekonanych do elektryków: podczas jazdy dynamika Leafa naprawdę robi wrażenie i daje ogrom przyjemności z jazdy. Pamiętać trzeba, że w przeciwieństwie do pojazdów wyposażonych w silniki spalinowe, silnik elektryczny jedzie z pełną energią już od samego startu. Różnica ta jest wyraźnie odczuwalna i można tym samochodem się fajnie „pobawić”. Oczywiście jest przy tym jedno „ale”… Przy szybszej jeździe szybciej zużywa się nam bateria. Podany zasięg zmniejsza się więc w mgnieniu oka.

Właściwości jezdne Leafa drugiej generacji są naprawdę godne uznania. Leaf ma świetnie zestrojone zawieszenie, które dobrze wybiera wszelkie nierówności, ale nie jest przy tym zbyt miękkie i pozwala na precyzyjne utrzymanie obranego toru jazdy. Brawa dla Nissana za znalezienie złotego środka.

Samochód jest wyposażony w szereg najnowocześniejszych systemów bezpieczeństwa, m.in. system rozpoznawania znaków drogowych oraz ostrzeżenie o pojeździe w martwym polu są dostępne standardowo od wersji Visia, podobnie jak inteligentny system hamowania awaryjnego z rozpoznawaniem pieszych i rowerzystów oraz ostrzeżenie o niezamierzonej zmianie pasa ruchu. Największą innowacją jest jednak system ProPilot, który ma wspomagać kierowcę podczas jazdy. Producent deklaruje, że można z niego korzystać podczas jazdy jednym pasem autostrady, zarówno podczas poruszania się z wysoką prędkością, jak i przy dużym natężeniu ruchu. Kierowca może uruchomić system równie łatwo, jak tradycyjny tempomat, ustawiając żądaną prędkość jazdy i odległość od poprzedzającego pojazdu. Korzystając z radaru i kamery system dostosuje prędkość do pojazdu znajdującego się z przodu oraz będzie utrzymywał pojazd na środku pasa ruchu. Z technologii można również korzystać podczas jazdy w korku, dzięki czemu codzienne dojazdy staną się bardziej komfortowe i mniej męczące. Niestety w warunkach, w których odbywały się nasze pierwsze jazdy, możliwości do przetestowania tego systemu mieliśmy znikome.

I wszystko byłoby pięknie, gdyby jednak nie fakt, że pomimo powiększenia zasięgu baterii w nowym Leafie, dalej nie współgra on z dostępnym na terenie Polski systemem ładowania elektrycznych pojazdów. Nowy Leaf został wyprodukowany z myślą, że nie będzie jedynie samochodem typowo miejskim, ale będzie też służył swojemu użytkownikowi w wojażach poza miasto. Co istotne, Leaf nowej generacji ma ku temu wszelkie niezbędne parametry. Aby zminimalizować ryzyko zbyt szybkiego rozładowania baterii został wprowadzony nawet specjalny system wspomagający jej regenerację w trakcie jazdy. Poza znanym już trybem B – trybem rekuperacji energii, załączanym dżojstikiem do zmiany trybów jazdy, w nowym Leafie wprowadzono również system e-Pedal. Ten z kolei, po odpuszczeniu pedału gazu, powoduje wyhamowanie pojazdu aż do jego zatrzymania. Dzięki temu ruszanie, zwiększanie i zmniejszanie prędkości oraz zatrzymywanie jest możliwe przy użyciu wyłącznie pedału przyspieszenia i pomaga wyeliminować użycie pedału hamulca. Przy zastosowaniu tego systemu, regeneracja baterii następuje znacznie szybciej i wyraźniej niż w przypadku trybu B. Jedna uwaga – system e-Pedal wymaga przyzwyczajenia i wcześniejszego wyczucia w warunkach bezpiecznych, bo wyhamowywanie po zdjęciu nogi z pedału gazu następuje dość gwałtownie i początkowo może zaskoczyć. Hamowanie w tym trybie jest jednak w pełni bezpieczne dla pozostałych użytkowników drogi, bo nawet bez wciskania pedału hamulca zapalają się nam tylne światła STOP.

Czy jednak te wszystkie zabiegi wystarczą, żeby swobodnie i spontanicznie móc wybrać się w podróż z Warszawy nad morze? Pewnie jest to do zrealizowania po wcześniejszej analizie wszystkich, dostępnych po drodze stacji ładowania pojazdów, jednak nadal kwestia zasięgu i dostępności ładowarek może powodować pewien dyskomfort u kierowcy nowego Leafa. Podróżowanie po polskich miastach i okolicach będzie na ten moment z pewnością dużo przyjemniejsze. To już jednak nie jest wina samego producenta, a naszego przystosowania się do elektromobilności, a to temat na zupełnie odrębną dyskusję.

Nowa generacja Leafa z pewnością znajdzie swoich fanów, jeśli nie w Polsce, to na pewno poza naszymi granicami. Jego dynamika, design, parametry wnętrza i bagażnika oraz dość rozsądna cena w zestawieniu z konkurencją elektryków (podstawowa wersja modelu to koszt 140 021 zł, a cena egzemplarza testowego w wersji Tekna, z wyposażeniem dodatkowym to 180 121 zł) daje mu na wstępie dość dużą przewagę. Po pierwszych jazdach nowy Leaf może przekonać do siebie nawet sceptyków elektromobilności, a to już duży sukces. Osobiście cieszyłabym się widząc wokół więcej takich samochodów, jednak obawiam się, że przed nami jeszcze długa droga do tego czasu.

Najnowsze

Elimen E-VN1 – pierwszy polski ultralekki samochód elektryczny

Elimen E-VN1 to pierwszy samochód elektryczny oparty o strukturę kompozytową, w całości zaprojektowany i wyprodukowany w Polsce. Dzięki innowacyjnej polskiej myśli technologicznej jest lekki, ekonomiczny i ekologiczny. Ma też bardzo szerokie zastosowanie dla logistyki.

Elimen E-VN1 to samochód elektryczny typu van, którego płyta podłogowa oraz większość konstrukcji nadwozia wykonane zostały z ultralekkich kompozytów. Dzięki temu jest wytrzymały, a przy tym znacząco lżejszy od klasycznych pojazdów w swojej klasie. W wersji podstawowej waży jedynie ok. 600 kg. Dodatkowo, jako pojazd elektryczny jest tani w eksploatacji. Koszt przejechania nim 100 km oscyluje w granicach 7 PLN, czyli tyle, ile trzeba zapłacić za prąd niezbędny do naładowania baterii. Jego zasięg na jednym ładowaniu wynosi od 100 do 300 km.

– Na dłuższych trasach kierowca może korzystać z ładowarki pokładowej lub szybkiej ładowarki zewnętrznej, która w niecałe 30 minut pozwala naładować baterię od zera do poziomu 80-proc. – mówi Przemysław Rozmysłowicz, współtwórca marki Elimen. – Wystarczy, że będzie miał dostęp do gniazda o napięciu 230V – dodaje.

Samochód jest przy tym pojemny. Przestrzeń ładunkowa to ponad 4m3, w której można przewozić do 800 kg ciężaru. Dostęp do niej, w zależności od konfiguracji, znajduje się w centralnej bądź centralnej i tylnej części pojazdu. Szerokie dojścia o wymiarach 1480×2050 (środek) oraz 1000×2170 (tył) mogą być zamykane automatyczną szybką roletą.

E-VN1 w wersji podstawowej wyposażony jest w nowoczesne technologie takie jak: GPS, komputer pokładowy z telemetrią układu baterii, zdalną diagnostyką, możliwość zdalnego ograniczania prędkości oraz system nawigacji oparty na Google Maps. Komputer samochodu można podłączyć do systemu informatycznego klienta i systemów zarządzania flotą. Kierowca dysponuje innowacyjnym systemem kamer bocznych, kamerą cofania i lusterkami bocznymi z ekranem LCD, które zintegrowane są ze słupkiem bocznym. Elimen pozwala kierującemu na sterowanie blokadą dyferencjału bezpośrednio z kabiny, co znacząco zwiększa możliwości pojazdu w okresie zimowym bądź trudnych warunkach terenowych. Dodatkowo, pneumatyczne zawieszenie e-vana zintegrowane z konstrukcją kompozytowej płyty podłogowej zapewnia wysoki komfort jazdy oraz umożliwia regulację wysokości pojazdu.

Samochód napędzany jest zaprojektowanym i wyprodukowanym w Polsce bezszczotkowym silnikiem w technologii BLDC o mocy 14,9 kW. Układ szybkiego ładowania oraz wszystkie systemy elektroniki pokładowej, w tym komputer główny i komputer sterujący baterii, również zostały zaprojektowane i wykonane w naszym kraju.

– Tym, co pozytywnie wyróżnia E-VN1, jest uniwersalna platforma, na której został zbudowany. Dzięki temu możemy dostosować go praktycznie dla dowolnego biznesu od usług kurierskich i dostawczych, poprzez przedsiębiorstwa komunalne, food trucki, a nawet jako karawan dla firm pogrzebowych. Dużym zainteresowaniem cieszy się również wśród właścicieli nowoczesnych gospodarstw rolnych – podsumowuje Przemysław Rozmysłowicz.

Oficjalna premiera Elimena E-VN1 miała miejsce 5 czerwca podczas II Międzynarodowego Forum Energetyka i Środowisko EKOZAKOPANE 2018. Pierwsze zamówienia na samochody będzie można składać od września br. Rozwój marki Elimen wspiera Assay, firma zajmującą się doradztwem biznesowym i inwestowaniem w startupy m.in. w obszarze ekologicznych rozwiązań dla transportu.

Najnowsze

Okulary dla kierowców – czy warto je mieć?

Dobrego kierowcę cechuje nie tylko świetna koordynacja oraz opanowanie techniki jazdy, ale przede wszystkim spostrzegawczość i dobra jakość widzenia. Niestety wielu kierowców bagatelizuje swoje problemy ze wzrokiem, a niekiedy nawet nie zdaje sobie sprawy z ich występowania.

Czy współcześnie zaburzenia widzenia blokują nam możliwość odpowiedzialnego kierowania pojazdami? Odpowiada Tomasz Leszczyński, optyk i optometrysta oraz ekspert Krajowej Rzemieślniczej Izby Optycznej.

Co grozi kierowcy?
W Polsce każdy kursant podczas przygotowań do egzaminu na prawo jazdy musi przejść badania ostrości wzroku, dzięki którym weryfikowana jest jedynie jakość jego widzenia, a nie ewentualne problemy wzrokowe. Obecnie kolejne badanie jest wymagane tylko w przypadku wymiany prawa jazdy po upływie jego terminu ważności, a w świetle prawa to kierowca sam decyduje o swojej kondycji psychofizycznej, jeśli przeszedł pozytywnie wcześniejsze testy (częstsze badania wzroku dotyczą jedynie kierowców zawodowych). Jeśli w chwili zdawania egzaminu borykamy się z wadą wzroku, musimy do prowadzenia pojazdu używać okularów z soczewkami o odpowiedniej mocy korekcyjnej. Czy to jednak wystarczy?

 – W teorii, w kontekście widzenia, jesteśmy zobligowani przez ustawodawcę wyłącznie do pozytywnego przejścia badania wzroku przed przystąpieniem do egzaminu na prawo jazdy i zastosowania odpowiedniej korekcji, jeśli to konieczne – komentuje Tomasz Leszczyński, optyk i optometrysta oraz ekspert Krajowej Rzemieślniczej Izby Optycznej. – W praktyce, jeśli posiadamy wadę wzroku, ta w ciągu lat zwykle się zmienia, dlatego powinniśmy regularnie się badać. Co może zrobić kierujący pojazdem z wadą wzroku, aby dodatkowo zwiększyć bezpieczeństwo prowadzenia pojazdu? Warto zainteresować się okularami ze specjalnymi filtrami dla kierowców, które poprawią nasze kompetencje za tzw. „kółkiem”. Zanim rozwiniemy dyskusję o rozwiązaniach, warto uświadomić sobie, że badanie podczas kursu przygotowującego nas do przyszłej jazdy nie powinno zwalniać nas także z późniejszej profilaktyki i regularnych badań. Kierując pojazdem jesteśmy odpowiedzialni za swoje zdrowie, jak i za bezpieczeństwo innych uczestników ruchu. Nawet przy małych zmianach w widzeniu powinniśmy reagować i nawiązywać kontakt z optykiem. Ponadto, z biegiem lat mogą uwidaczniać się u nas problemy ze wzrokiem, których wcześniej nie uświadczyliśmy. Musimy sobie uświadomić, iż pojawianie się wady wzroku nie następuje z dnia na dzień, lecz jest powolnym procesem – co usypia naszą czujność. Słaby wzrok to postrzeganie zagrożeń z opóźnieniem, to wolniejsza reakcja na bodźce. Każda sekunda podczas jazdy, to nawet parędziesiąt metrów pokonanych pojazdem, które mogą decydować nierzadko o życiu innego uczestnika ruchu. Często też występującą wadą, szczególnie uciążliwą dla kierowców, jest tzw. „kurza ślepota”, której objawami jest gorsze widzenie po zmierzchu. Jednorazowego badania wzroku nie powinniśmy traktować jako wyznacznika na całe życie – dodaje.

 „Szkła” dla kierowców
Szczególną porą, „wymagającą” od kierowcy skupienia i uwagi jest wieczór czy noc. Rozszerzane źrenice wpływają na „uwypuklenie” naszych wad i widzimy mniej ostro. Wtedy też światła nadjeżdżających samochodów czy sygnalizacji świetlnej mogę nas oślepiać. Nawet jeśli nie zmagamy się z wadą wzroku, oślepienie podczas jazdy może skutkować niebezpieczną sytuacją drogową.

Podstawowym zadaniem optyka w kontakcie z klientem jest przeprowadzenie szczegółowego wywiadu i zaproponowanie rozwiązania jak najbardziej zbieżnego z jego oczekiwaniami i potrzebami. Jeśli opiszemy swoje problemy z widzeniem podczas jazdy samochodem, profesjonalista będzie w stanie nam pomóc. Jednym z popularnych rozwiązań są szkła korekcyjne dedykowane kierowcom do jazdy nocą, które znacznie redukują odblaski, a także zwiększają kontrast widzenia. Odblaski oślepiające kierowcę są przede wszystkim uciążliwe po zmroku, dlatego warto zaopatrzyć się w okulary do jazdy po zachodzie słońca nawet, jeśli nie posiadamy problemów z widzeniem za dnia – możemy skorzystać z okularów z soczewkami bez mocy korekcyjnej, czyli tzw. „zerówkami”. Światło latarni czy nadjeżdżających z naprzeciwka samochodów może „rozszczepić” się przechodząc przez przednią szybę naszego pojazdu, tym samym chwilowo pozbawiając nas kontroli nad śledzeniem sytuacji na drodze. Utrata koncentracji i brak możliwości dostrzeżenia potencjalnych zagrożeń nawet przez kilka sekund mogą doprowadzić do kolizji czy wypadku. Natomiast jeśli czujemy dyskomfort w czasie jazdy także w dzień, optyk prawdopodobnie zaproponuje nam jeszcze bardziej zaawansowane rozwiązanie – soczewki przeznaczone do jazdy samochodem, które pod wpływem promieni UV w dzień barwią się niemal do koloru „szkieł” przeciwsłonecznych i tym samym ochronią nasz wzrok przed promieniami słonecznymi, a po zmroku wracają do przezroczystej barwy, niwelując tym samym wszelkie niebezpieczne dla kierowcy odblaski świetlne występujące po zmroku – dodaje Tomasz Leszczyński.

Kierunek: optyk
Jeśli chcemy być pewni dobrej kondycji naszego wzroku, zawsze wybierajmy sprawdzone punkty sprzedaży okularów. Często na straganach, stacjach paliw czy w marketach znajdziemy tańsze odpowiedniki okularów korekcyjnych czy słonecznych, jednak nigdy nie możemy być pewni jakości ich wykonania, zastosowanych filtrów, a w przypadku tzw. „zerówek” faktycznego braku mocy korekcyjnej. Słaba jakość wykonania soczewek często wiąże się z niepożądanym załamaniem światła, które wywołuje sztucznie astygmatyzm, utrudniając nam widzenie. Nie bójmy się spytać wybranego przez nas optyka o jego kompetencje oraz udokumentowanie jakości proponowanych nam rozwiązań. Ponadto, profesjonalnego optyka poznamy po tym, że faktycznie będzie potrafił dobrać dla nas najlepsze rozwiązanie na bazie wywiadu, a nie jedynie szybko sprzedać jakiekolwiek szkła i oprawki. Wizyta u optyka nie powinna przebiegać szybko i pobieżnie – ostrzega Tomasz Leszczyński.

Więcej informacji na temat wad wzroku, sposobów ich korekcji oraz specjalistycznych badań można znaleźć w filmach edukacyjnych Krajowej Rzemieślniczej Izby Optycznej, zrealizowanych pod merytorycznym patronatem Wydziału Fizyki Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, z udziałem optyków, optometrystów i okulistów. Materiały dostępne są pod adresem: http://www.krio.org.pl/filmy-edukacyjne

Najnowsze

Jazda w soczewkach kontaktowych – można czy nie?

Za jazdę w soczewkach kontaktowych można dostać mandat. Takie sytuacje zdarzają się wprawdzie bardzo rzadko, ale jeśli w prawie jazdy nie ma odpowiedniego wpisu, osoba prowadząca samochód może zostać ukarana mandatem w wysokości do 500 zł.

Każda osoba starająca się o prawo jazdy musi przejść badania okulistyczne. Kierowcy z wadą wzroku, noszący soczewki kontaktowe powinni sprawdzić adnotacje w prawie jazdy. W kolumnie „12”, w której zaznaczone są ograniczenia uzyskanego prawa jazdy, znajdują się kody będące oznaczeniami nakazów lekarskich.

01.01 – okulary,

01.02 – soczewka(i) kontaktowa(e),

01.03 – szkła ochronne,

01.04 – szkło matowe,

01.05 – przepaska na oko,

01.06 – okulary lub soczewki kontaktowe.

Dla kandydata na kierowcę z wadą wzroku najlepiej będzie, jeśli lekarz od razu wpisze kod 01.06, co oznacza możliwość naprzemiennego noszenia okularów lub soczewek kontaktowych.

A co jeśli w prawie jazdy mamy zapis 01.01 w kolumnie nr 12., a przyzwyczailiśmy się do soczewek kontaktowych?

Zapisy w prawie jazdy można zmienić. Wystarczy wyrobić dokument z nowymi adnotacjami. W tym celu należy ponownie przebadać wzrok i uzyskać od okulisty odpowiednie zaświadczenie, a następnie udać się do Wydziału Komunikacji i złożyć wniosek o nowy dokument.

Przeczytaj też:

Wszystko o mandatach – ile zapłacimy za przekroczenie prędkości i inne przewinienia?

Kontrola policyjna: wszystko co musisz o niej wiedzieć

Najnowsze

Porsche Driving Experience 2018 – relacja i galeria

Niedawno, w pewien słoneczny, ciepły dzień udostępniono nam na torze Silesia Ring 25. paliwożernych, ryczących maszyn. Słownie: dwadzieścia pięć. Podczas Porsche Driving Experience atmosfera była naprawdę gorąca.

Na tor przyjechałam jako jedna z pierwszych. Ku mojej uciesze, ponieważ miałam szansę zrobić kilka zdjęć autom ustawionym w genialnym szyku, większość w spektakularnych kolorach nadwozia. To unikatowy widok, który na długo zapada w pamięć, więc warto go utrwalić. Jednak model, który przykuwał mój wzrok najbardziej – zielone, błyszczące, ociekające doskonałością pod każdym względem Porsche GT3 RS – od początku tego niesamowitego dnia na Porsche Driving Experience, do samego końca – pozostało moim faworytem.

Wydarzenie rozpoczęło się tradycyjnie – safety first – czyli od wyjaśnienia zasad bezpieczeństwa. Przydzielono nas do poszczególnych grup – które auta przepadną nam do testowania? Sportowe, a może suvy? Cóż, z pewnością fajnie jest pojeździć każdym modelem, ale to te najbardziej wyścigowe są unikatami. Czekał nas też offroad, drifting i slalom – już się nie mogłam doczekać!

Po dokonaniu formalności okazało się, że moja grupa jako pierwsza będzie ujeżdżać modele sportowe. Po chwili losuję piękne Porsche 991 GT3 RS – prawdziwy rarytas! Samochód zdecydowanie dedykowany do jazdy po torze, z silnikiem wolnossącym o pojemności 4-litrów i mocy 500 KM oraz 460 Nm momentu obrotowego skonfigurowany z superszybką, zmodyfikowaną specjalnie dla tego moedlu, skrzynią PDK. Zielona bestia może osiągnąć 100 km/h w 3,3 s. Wskazówka prędkościomierza pokaże 200 km/h już po 10,9 s od startu. To nie tylko inżynieryjny majstersztyk, ale i technologiczny: RS jest o 10 kg lżejszy od GT3. Ogromne spojlery podczas dynamicznej jazdy dociskają samochód do drogi, co daje wrażenie przyssania do toru – niesamowite uczucie! RS to superszybka, sportowa maszyna, fantastyczna do zabawy i sprawiania sobie frajdy z jazdy, ale i do profesjonalnych rywalizacji w seriach wyścigowych.

Moim zadaniem był podwójny objazd toru, każdym modelem w puli aut, które mieliśmy do dyspozycji. Należało jechać na instruktorem naśladując jak najdokładniej jego tor jazdy, zachowując odpowiednie odstępy i dynamikę oraz starając się dohamowywać i rozpędzać w odpowiednich punktach zakrętów. To zadanie zweryfikowało dość szybko umiejętności jazdy po torze każdego z uczestników Porsche Driving Experience.

Kolejne zadanie i dreszcz emocji: drift na macie poślizgowej. Chwila zajęć z teorii i szybka praktyka – modelem Porsche 718 Cayman (zobacz na filmie nasz test tego samochodu), z 3-litrowym silnikiem o mocy 200 KM.  Zabawa fantastyczna, ale wymagająca skupienia – warto stosować się do porad instruktorów, żeby nie wypaść z toru.

Po ekscesach na macie poślizgowej i driftingu, nadszedł czas na „lead and follow”, czyli jazdę po torze za instruktorem. Tym razem mieliśmy do dyspozycji aż kilkanaście aut: Porsche Panamera, Porsche Cayenne, Porsche Macan w różnych wersjach. Nie przepadam zbytnio za samochodami typu SUV, ale ku mojemu zaskoczeniu SUV spod znaku Porsche to zupełnie inna bajka – te auta prowadzą się doskonale! Są zwarte, szybko rozpędzają się i fenomenalnie reagują na wszelkie komendy kierowcy – a to dopiero preludium przed offroadem!

Zanim jednak w teren, to kolejne wyzwanie przed nami – ciasny i wymagający slalom. Tu zaoferowano caymana, choć w wersji roadster. To była kolejna już punktowana próba. Instruktorzy mierzą czas przejazdu, ale i odejmują punkty za strącone lub przewrócone pachołki.  Tu trzeba było się wybitnie skoncentrować i być niebywale precyzyjnym.

Wkrótce po tym popędziłam na tor offroadowy, gdzie mogłam przetestować Cayenne. Pierwszy przejazd i trawers na stoku o kącie nachylenia około 45 stopni – miałam wrażenie, że auto za chwilkę przewróci się na bok i przekoziołkuje na dach! Nic z tego, było jak przyklejone, sunąc dalej bezwstydnie do przodu. Kolejne wyzwanie terenowe: podjazd pod stromiznę na wzniesienie o mocnym kącie nachylenia. Ale Cayenne wyposażone jest w system PHC Porsche Hill Control, co powoduje, że spokojnie można wtoczyć się z określoną prędkością pod górę, bez użycia pedałów przyspieszenia czy hamowania. Właściwie obie nogi można swobodnie położyć na podłodze samochodu, a auto zrobi wszystko za nas. Zalecana prędkość to widełki pomiędzy 3 km/h a 30 km/h – można ją oczywiście ustawić. To samo tyczy się zjazdu w dół. Świetnie!

To była nasza ostatnia próba. Niestety…

Warto dodać, że wszystkie modele jakimi jeździłam (no może poza tymi mocno wyścigowymi i np. 718 Cayman), były naszpikowane wszelkimi możliwymi systemami usprawniającymi prowadzenie samochodu, oraz czuwającymi nad bezpieczeństwem jazdy.

A organizacja? Na szóstkę! Nie dość, że profesjonalnie, to i sympatycznie.

Tuż przed finałem – jako niespodziankę dnia – organizator zaserwował nam niezapomniany pokaz lotniczy zawodnika teamu Red Bull – Łukasza Ciepiela. To był spektakularny pokaz umiejętności pilota, ale także instruktorów jazdy – podczas Taxi Race. Mieliśmy bowiem okazję uczestniczyć w co-drive z doświadczonymi kierowcami, którzy przewieźli nas wyjątkowo dynamicznie. Moja radość i ekscytacja z tej jazdy była równie ekspresyjna, jak sama przejażdżka!

Zwieńczeniem dnia było zdobycie wyróżnienia oraz nagrody za najlepszy styl jazdy.

Takie wydarzenia jak Porsche Driving Experience to wyjątkowa okazja by lepiej zrozumieć filozofię marki, poznać walory i możliwości wielu modeli z ich gamy. Ale to, co wyniosłam z tego wydarzenia to przede wszystkim: POKORA – własnych umiejętności, możliwości samochodu i techniki jazdy. A zyskałam z pewnością większą pewność, że muszę się jeszcze dużo nauczyć!

Modele do dyspozycji podczas Porsche Driving Experience

Porsche 911 Cabrio
Porsche 911 Targa
Porsche 911 Carreara S
Porsche 981 Boxter oraz Boxter S
Porsche 981 C Cayman oraz Cayman Coupé również w wersji Cabrio
Porsche Panamera
Porsche Panamera Platinum Edition
Porsche Panamera Diesel
Porsche Panamera Diesel Platinum Edition
Porsche Panamera 4
Porsche Panamera 4 Platinum Edition
Porsche Panamera S
Porsche Panamera 4S
Porsche Panamera S Hybrid
Porsche Panamera S E-Hybrid
Porsche Panamera GTS
Porsche Panamera Turbo
Porsche Panamera Turbo S
Porsche Panamera Exclusive
Porsche Macan R4
Porsche Macan S
Porsche Maccan Turbo S
Porsche Cayenne S
Porsche Cayenne Turbo
Porsche Cayenne Turbo S
Porsche Cayenne Hybrid

 

Najnowsze