Nissan GT-R NISMO oficjalnie zaprezentowany. Znamy cenę!

Oficjalna prezentacja odbyła się w Niemczech, gdzie każdy kierowca znajdzie zarówno szybkie autostrady, jak i tory wyścigowe, na których może doświadczyć „w pełni wyścigowych osiągów” Nissana GT‑R NISMO. Zobaczcie, jak Nissan mocno poprawił swoje osiągi!

Nissan GT‑R NISMO 2020 to kulminacja możliwości dwóch najważniejszych symboli marki Nissan: GT‑R – reprezentującego 50 lat chlubnej historii, rodowodu i wyścigowych sukcesów śledzonych przez rzeszę fanów na całym świecie – oraz NISMO, czyli NISsan MOtorsports International Co., wewnętrznego działu tuningowego Nissana, który z maniakalną wręcz perfekcją dopracowuje najdrobniejsze szczegóły. 

W GT‑R NISMO 2020 najważniejsza jest pełna równowaga. Nowe, sprawdzone w wyścigach turbosprężarki, ulepszone sterowanie zmianą biegów, lżejsze podzespoły, obniżona całkowita masa oraz zmodernizowane hamulce, koła i opony – to rozwiązania, które przyczyniły się do skrócenia czasu okrążenia toru testowego Nissana o 2,5 sekundy, nie wspominając o poprawie stabilności przy typowych dla modelu GT‑R wysokich prędkościach, dochodzących do 300 km/h. Oto jak Nissan uzyskał tę znaczącą poprawę osiągów.

Każdy silnik VR38DETT jest od początku do końca montowany ręcznie w specjalnym, sterylnym pomieszczeniu przez najwyższej klasy mechaników zwanych takumi. Owa ścisła elita mająca prawo używania tego tytułu pracuje z zaangażowaniem i precyzją godnymi rzemieślnika-artysty. Jak każdy artysta, takumi podpisuje swoje dzieło, umieszczając na silniku specjalną aluminiową tabliczkę ze swoim nazwiskiem na dowód, że jednostka spełnia wyznaczony standard.

Nowe turbosprężarki zastosowane w samochodzie są takie same, jak podzespoły w GT3, czyli wyścigowej wersji GT‑R. Koło turbiny ma 10 łopatek (o jedną mniej w porównaniu z aktualnym modelem), a same łopatki są o 0,3 mm cieńsze. Przekłada się to na obniżenie masy aż o 14,5%, a tym samym na zmniejszenie bezwładności (o 24%), a więc na większą dynamikę reakcji. 

Zmodyfikowany tytanowy tłumik charakteryzuje się bardziej wyrazistym, ale nie natarczywym tonem rozbrzmiewającym w kabinie. Z zewnątrz lżejszy układ wydechowy można rozpoznać po ręcznie polerowanych końcówkach.

W trybie R udoskonalona 6‑biegowa przekładnia dwusprzęgłowa zmienia biegi bardziej agresywnie i intuicyjnie dzięki nowemu algorytmowi adaptacyjnego sterowana przełożeniami (ASC). Wybiera on optymalne przełożenia w każdej sytuacji drogowej, co można zauważyć zwłaszcza przy hamowaniu i zbliżaniu się do zakrętu, kiedy to zespół napędowy działa jeszcze precyzyjniej, a redukcja następuje szybciej, aby ograniczyć podsterowność przy wchodzeniu w zakręt.

Najmocniejszy i najbardziej ekskluzywny GT‑R wyróżnia się na tle pozostałych wersji ilością włókna węglowego zastosowanego w całym samochodzie. Większość komponentów jest lżejsza w porównaniu z dotychczasowym modelem. Dotyczy to obu zderzaków, przednich błotników (‑4,5 kg), pokrywy przedziału silnika (-2 kg), dachu (-4 kg), spojlerów progowych, bagażnika i tylnego spojlera.

Stylistyka nowych przednich błotników jest silnie inspirowana wyścigowym GT‑R GT3. Znajdujące się w nich żaluzjowe szczeliny zwiększają siłę dociskającą o 7 kG, nie tworząc dodatkowego oporu aerodynamicznego. Nissan GT‑R NISMO 2020 jest dostępny w kolorze czerwonym, czarnym perłowym (Jet Black Pearl), srebrnym (Super Silver, lakier czterowarstwowy) oraz białym perłowym (Pearl White, lakier trójwarstwowy). Niezależnie od koloru nadwozia lusterka boczne są zawsze czarne, co także odróżnia NISMO od innych wersji modelu GT‑R.

Zupełnie nowy układ hamulcowy do GT‑R NISMO 2020 jest efektem współpracy Nissana z włoskim producentem hamulców Brembo. Specjalnym dużym zaciskom towarzyszą karbonowo-ceramiczne tarcze – największe, jakie dotychczas montowano w japońskich samochodach wyczynowych: 410 mm z przodu i 390 mm z tyłu.

Kierowca może szybciej i skuteczniej zmniejszać prędkość, a wydajność hamulców nie spada nawet po ich rozgrzaniu.

Jest to zasługą przede wszystkim karbonowo-karborundowej struktury tarcz. Ich zastosowanie pozwoliło także obniżyć masę nieresorowaną o 16,3 kilograma. Oprócz tarcz osadzonych na pływających aluminiowych flanszach i powiększonych zacisków nowością są też specjalnie opracowane klocki hamulcowe generujące większe tarcie w całym zakresie pracy. 

Specjalnie dostrojone zawieszenie GT‑R NISMO 2020 poprawia stabilność w zakrętach (przeciążenie boczne), sterowność kierunkową oraz komfort jazdy. Układ kierowniczy działa jeszcze bardziej liniowo i precyzyjnie. Nawet przy prędkościach dochodzących do 300 km/h wymagane są tylko minimalne korekty.

20‑calowe obręcze kół RAYS z kutego aluminium, przeznaczone specjalnie do GT‑R NISMO 2020, są lżejsze łącznie o 100 gramów, a nowy 9‑ramienny wzór zwiększa ich sztywność mimo obniżonej masy. Biało-czerwone logo NISMO wycięte szlifem diamentowym na obręczach podkreśla ich wyjątkowość.

Zaprojektowane przez Recaro przednie fotele GT‑R NISMO zostały ulepszone na potrzeby modelu na 2020 rok. Uzupełnienie włókna węglowego wewnętrznym stelażem poprawiło sztywność skrętną foteli (o ok. 20%), przeciwdziałając odkształceniom konstrukcji przy dynamicznym pokonywaniu zakrętów, a także zapewniając lepsze ogólne podparcie przy hamowaniu. Nie spowodowało to jednak wzrostu masy – przeciwnie: każdy fotel jest teraz lżejszy o 1,4 kilograma.

Nissan rozpoczął właśnie przyjmowanie zamówień na GT-R NISMO z roku modelowego 2020. Jego cena na rynek polski wynosi 915 000 zł.

Najnowsze

Kamila Nawotnik

40 kobiet z 14 państw. W sierpniu odbędzie się historyczna konferencja „Kobiety w Motorsporcie”

W dniach 17-18 sierpnia w Finlandii odbędzie się historyczne wydarzenie: pierwsza konferencja "Kobiety w Motorsporcie", współprowadzona przez Międzynarodową Organizację Motocyklową (FIM) i Samochodową (FIA).

Spotkanie zostanie zorganizowane w Lahti. Podczas wydarzenia swoją wiedzą i doświadczeniem podzieli się 40 kobiet z 14 krajów, w tym:

  • Maria Herrera, motocyklistka startująca w nowo powstałych wyścigach MotoE,
  • Michele Mouton, mistrzyni RFN i wicemistrzyni świata w rajdach samochodowych,
  • Shelina Moreda, Cover Girl oraz motocyklistka biorąca udział w międzynarodowych wyścigach serii GP,
  • Tatiana Calderon, kierowca testowy Formuły 1 w zespole Sauber,
  • Kirsten Landman, motocyklistka specjalizująca się w offroadzie i wyścigach Hard Enduro.

Celem spotkania jest znalezienie skutecznej metody na przyciągnięcie większej liczby ochotniczek i dziewczyn zainteresowanych zawodem profesjonalnego kierowcy, ustalenie schematu funkcjonowania organizacji i sposobu, w jaki federacje powinny wspierać zawodników w rozwijaniu kariery po zakończeniu udziału w wyścigach, a także pomagać im w godzeniu kilku profesji. Tematem poruszanym podczas konferencji będzie także kształtowanie marki zawodnika i przyciąganie sponsorów oraz wizja przyszłości motorsportu w kategoriach zrównoważonego rozwoju oraz promocji Serii-E. 

Prelegenci o szerokim zakresie kompetencji postarają się odpowiedzieć między innymi na powyższe pytania. Poza kierowcami rajdowymi i wyścigowymi, na scenie pojawią się także kobiety wysoko wykształcone w konkretnych specjalizacjach. Będą to m.in. główna wykładowca zarządzania sportem na Uniwersytecie Northumbria w Wielkiej Brytanii i przewodnicząca brytyjskiego wolontariatu sportowego – dr Lindsay Findlay-King; globalna szefowa programu rozwoju sportowców z Kuby – Mayi Cruz-Blanco, a także ekspertka z zakresu dualnej kariery z Metropolitan Sports Academy oraz członkini fińskiego Komitetu Olimpijskiego Juha Dahlström. 

Szczególna uwaga podczas konferencji zostanie skupiona na temacie coachingu i treningów. Tutaj swoją wiedzą podzieli się Tommi Parmakowski, była trener personalna mistrza Formuły 1 Sebastiana Vettela oraz Pasi Mustonen, selekcjonerka fińskiej reprezentacji w hokeju na lodzie.  Obie omówią specyfikę treningu zawodników sportów motorowych i różnice pomiędzy treningiem sportowców płci żeńskiej i męskiej, a także podzielą się ze słuchaczami konkretnymi wskazówkami.

„Jesteśmy bardzo podekscytowani, że w Finlandii dołączy do nas tak wiele znakomitych mówczyń.
Zaangażowanie kolejnego pokolenia do roli wolontariuszy i kierowców w świecie motocyklowym, w obecnych czasach jest dla nas zagadnieniem fundamentalnym. Zwłaszcza w obliczu rosnących różnic pomiędzy pokoleniami. Nie mogę się także doczekać uzyskania cennych wskazówek od ekspertów z zakresu motorsportu, ponieważ jesteśmy świadomi wagi nieustannego podnoszenia kompetencji. Dziękuję Międzynarodowej Federacji Samochodowej za współudział w organizacji tego historycznego wydarzenia, podczas którego będziemy dzielić się wspólną pasją i planami dotyczącymi rozwoju przyszłości motorsportu.” – powiedział Prezes Międzynarodowej Federacji Motocyklowej Jorge Viegas.

Jednym z modułów konferencji będzie „Inżynieria motorsportu i kobiety”, podczas którego omówione zostaną najnowsze trendy w sprzęcie motocyklowym i sposób, w jaki producenci powinni pozycjonować kobiety i adresować do nich swoje produkty. W tym temacie wypowiedzą się Hannu Malinen, dyrektor sprzedaży i menedżer skandynawskiej marki Luhta Sportswear Company oraz Midori Moriwaki, rosnący lider japońskiej społeczności biznesowej w świecie inżynierii motocyklowej i sportu.

Najnowsze

Harley-Davidson Fat Boy wjedzie do sklepów już w sierpniu. Tym razem z klocków LEGO!

Stworzony we współpracy z firmą Harley-Davidson, model LEGO odzwierciedla w szczegółach kultowy motocykl z Milwaukee i zachwyca pięknem. Harley-Davidson® Fat Boy, który zajedzie do sklepów LEGO na całym świecie już 1 sierpnia 2019 roku.

Zestaw zawiera 1.023 elementy, w tym lite dyski kół, zbiornik paliwa w kształcie łzy, zintegrowany prędkościomierz i podwójne rury wydechowe. Złożony model mierzy 20 cm wysokości, około 18 cm szerokości oraz 33 cm długości i posiada kilka ruchomych części, które jeszcze bardziej zaangażują fanów. 

Gdy zakręci się tylną oponą, można zobaczyć silnik Milwaukee-Eight® z ruchomymi tłokami i podwójnymi rurami wydechowymi, które ożywają. Można obrócić kierownicę, przesunąć dźwignię zmiany biegów i dźwignie hamulca, a także opuścić podpórkę motocykla, aby ułatwić parkowanie.

Wykończony autentyczną ciemno-czerwoną i czarną kolorystyką z logo Harley-Davidson® na każdej stronie, odzwierciedlającą schemat Wicked Red z 2019, Fat Boy w wersji LEGO jest idealną dekoracją domu, czy biura, inspirującą do jazdy kultowym pojazdem. 

Aby uczcić premierę nowego zestawu, Masterbuilderzy LEGO stworzyli naturalnych rozmiarów model motocykla, wykonany z 69.569 klocków LEGO. Jest wykończony posrebrzanymi częściami, wzbogacony o sterownik Wi-Fi, dźwięki i światła naśladujące prawdziwego Harley-Davidsona® Fat Boy®; zawiera też 6.000 specjalnych elementów LEGO.

Zbudowanie repliki zajęło aż 865 godzin. Będzie pokazywana w niektórych LEGO Store oraz podczas wydarzeń organizowanych przez Harley-Davidson.
 

Najnowsze

Kamila Nawotnik

Test Ford Kuga ST Line 1.5 EcoBoost 150 KM – bardziej amerykański

Według stereotypów, w Stanach Zjednoczonych ludzie lubią jeździć opasłymi spalinowcami, wielkimi jak dom i napędzanymi silnikami o podobnych wymiarach. My w Europie stawiamy z kolei na wygodę, miękkość i przede wszystkim funkcjonalność. Nie da się jednak zaprzeczyć, że nasze ulice są ciaśniejsze, węższe, a auta wielkością często zbliżone są raczej do keycarów niż muscle cars. Decydując się zatem na wejście na rynek europejski, amerykańskim koncernom nie jest łatwo. Muszą połączyć odmienne światy i znaleźć idealny kompromis, równoważący potrzeby dwóch kontynentów. Kuga dowodzi, że jest to wykonalne.

Druga generacja Forda Kuga po faceliftingu otrzymała bardziej zwartą budowę, surowszą linię i o dziwo, wydaje się być bardziej amerykańska od poprzedniczki. Przednie reflektory w kształcie kociego oka wyposażono w standardową listwę LED, która jest prostą drogą do unowocześnienia sylwetki i podniesienia atrakcyjności samochodu. Do tego dochodzi przyciągający wzrok masywny grill z płaskimi błyszczącymi listwami, w wersji Vignale pokrytymi chromem – amerykański jak hot-dogi.  

Nowa generacja Kugi współdzieli płytę podłogową z Focusem oraz C-Maxem, co już daje do myślenia – mamy do czynienia z modelem, który celuje w idealne połączenie sporego, ale komfortowego SUV-a lub Vana z kompaktowością hatchbacków i crossoverów. Mniej więcej właśnie o to chodziło projektantom tego modelu. Ma być uniwersalnie, a przy tym funkcjonalnie.

Zagrajmy w skojarzenia!

Nadwozie wygląda jakby zostało rozrysowane na planie prostopadłościanu, ale jego faktyczna bryła jest delikatnie zaokrąglona na brzegach, co uspokaja sylwetkę samochodu. Z zewnątrz auto na pierwszy rzut oka wydaje się naprawdę spore – ale w praktyce wymiarami jest zbliżone do Tiguana czy nowej Toyoty Rav4 i jest mniejsze chociażby od Audi Q5. Na plus przemawia fakt, że rozmiary Forda Kuga nie powodują większego problemu z zaparkowaniem, wjechaniem do garażu podziemnego i lawirowaniem w mieście.  

Wymiary i masy Forda Kuga ST Line 1.5 EcoBoost 150 KM M6

Długość: 4541 mm
Szerokość: 1838 mm
Wysokość: 1744 mm
Masa własna: 1579 kg
Rozstaw osi: 2690 mm
Prześwit minimalny: 187 mm
Minimalna pojemność bagażnika: 456 l
Pojemność zbiornika paliwa: 60 l

W środku jest podobnie jak na zewnątrz – trochę surowo, trochę nowocześnie, trochę agresywnie i trochę praktycznie. Deska rozdzielcza z pewnością nie należy do nudnych, a pełna przetłoczeń zmienna geometria tego panelu z jakiegoś powodu skojarzyła mi się z dinozaurami. Może chodzi o muskularną, trochę agresywną linię? Z kolei głębokie przeciągnięcie w kierunku maski przywiodło mi na myśl dziób jachtu. Mimo że wizualnie kokpit zdaje się odbierać kabinie trochę miejsca, to w praktyce przestrzeni nadal jest sporo. Sterowanie klimatyzacją i podstawowymi funkcjami oparto na klasycznych przyciskach i gałkach. Osobiście jestem zwolenniczką tego rozwiązania.

Ma być wygodnie i praktycznie

Pomimo uczucia otulenia przez panele, zarówno kierowca, jak i pasażer siedzący z przodu mają dużą swobodę ruchów. Na komfortową podróż mogą liczyć także osoby w drugim rzędzie – umiarkowanie wysoko zamontowana kanapa nie przeszkadza w zachowaniu sporej przestrzeni pomiędzy głową a linią dachu, natomiast sprytne przetłoczenia w tylnej części foteli pierwszego rzędu zapewniają dodatkowe miejsce na nogi pasażerom siedzącym z tyłu. Siedziska są bardzo wygodne, zostały świetnie wyprofilowane i nie wystawiają naszych pleców na próbę nawet podczas kilkugodzinnej jazdy. Przyjemne jest także wsiadanie do auta – delikatny, niemal dziecięcy skok i od razu lądujemy wygodnie ułożeni w fotelu.

Tylna kanapa dzielona w stosunku 2/3 pozwala na powiększenie wyjściowej pojemności bagażnika z 456 do ponad 1650 litrów. Spokojnie zatem zapakujemy rodzinę na wyjazd. Dostęp do walizek ułatwi bezdotytkowe otwieranie/zamykanie drzwi bagażnika, aktualnie dostępne w standardzie wersji ST Line.   

Tym, co mnie zaskoczyło, były drzwi. Do ich wykończenia użyto twardego plastiku, który przełamuje wygodna i ciekawa stylistycznie srebrna klamka wewnętrzna. Umieszczone na drzwiach przyciski sterujące zostały podświetlone na niebiesko, podobnie jak wskazówki na analogowych zegarach oraz urządzenia na panelu środkowym. Efekt jest bardzo przyjemny dla oka, a mi jako fance wszelkich odcieni niebieskiego, szczególnie przypadł do gustu. Wymiary drzwi są przyzwoite jak na crossovera i nie przeszkadzają w wysiadaniu z auta na parkingu, jednak sprawę utrudniać może ich masa. Mimo że sprawiają wrażenie lekkich, przy otwieraniu wymagają wysiłku większego niż zwykle, co przy bardziej zamaszystym ruchu może poskutkować obiciem auta stojącego obok nas.  

Wygląda jak Amerykanin i tak jeździ

Z pełną odpowiedzialnością Kugę można pochwalić za pracę zawieszenia. Mój znajomy jest wielkim fanem określania tego układu mianem “jedrnęgo” i wydaje mi się, że słowo wskazujące na wysoką sprężystość mechanizmu idealnie tu pasuje. Tak więc zawieszenie, mimo że zostało utwardzone względem standardowej wersji, nadal zachowuje przyjemną jędrność i dobrze radzi sobie z pokonywaniem nierówności. To ważne, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że w wersji ST Line auto stoi na niskoprofilowych 18-calowych felgach. Za utrzymanie wysokiego komfortu odpowiadają kolumny McPhersona z przodu i wielowahacze z tyłu. Jednocześnie stabilizatory przechyłów dbają o właściwy balans i skutecznie neutralizują przeciążenia podczas pokonywana zakrętów. Kuga nie rzuca nami podczas hamowania, trudno także przyczepić się do prowadzenia. Jak na amerykańskie auto przystało, kierownica jest dość spora. Dobrze leży w dłoniach, a dzięki możliwości regulowania jej w dwóch płaszczyznach, znalezienie właściwego ustawienia nie jest trudne. W przypadku kierowcy o przeciętnym wzroście 180 cm nie zasłania także zegarów.  

Silnik 1.5 EcoBoost stał się poniekąd wizytówką Forda. W pełni to rozumiemy – jest dostępny w wielu wariantach (w przypadku Kugi od 120 do 182 KM) i generalnie trudno zarzucić mu coś złego. Jest dynamiczny, kulturalny, ma przyjemną charakterystykę pracy i liniowo wkręca się na pożądane obroty. W testowanym egzemplarzu rozwijał on moc 150 KM, co przy gabarytach tego auta było wynikiem optymalnym, ale jednak momentami trochę niewystarczającym. Jasne, Kuga zazwyczaj płynnie rusza spod świateł i rozwija przyzwoitą prędkość, ale zdarzały się sytuacje, w których dodanie gazu podczas mozolnego toczenia się dwójce skutkowało “skakaniem” samochodu błagającego o więcej mocy. Podobnie z podjazdami – tam, gdzie auta dysponujące słabszym potencjałem, ale lżejsze i mające inny rozkład przełożeń wspinały się bezproblemowo, tam Kuga potrafiła ponarzekać. A może problem tkwi właśnie w skrzyni biegów? Ta zdawała się pracować płynnie, choć mocno kojarzyła mi się z przekładniami montowanymi w tzw. dostawczakach. Wszystko przez charakterystyczne “pyknięcia” towarzyszące zmianom biegu i umiejscowienie drążka w dolnej części konsoli centralnej, zamiast w panelu środkowym.  

Skoro mówimy o silniku kwalifikowanym do bycia określonym jako downsizingowy, to coś powinno za tym iść. W przypadkach jak ten, temat sprowadza się zazwyczaj do spalania. A jednak! Kuga nie należy do najbardziej ekonomicznych propozycji w swojej klasie. Średnie zużycie paliwa teoretycznie miało wynieść 6,3 l/100 km. W naszym teście przejechałyśmy Kugą ponad 600 kilometrów i już na powitanie uzyskałyśmy odczyt 12 l/100 km. Po małym szoku, ostatecznie średnie spalanie wyniosło 9,7 l/100 km. Rekordowy odczyt – jadąc drogami podmiejskimi, średnio z prędkością 70 km/h – wyniósł 8,8 litra. W trasie natomiast zapotrzebowanie na paliwo krążyło wokół 9,3 litra… W sumie nawet to brzmi dość amerykańsko.  

Generalnie na pracę całego układu naprawdę trudno narzekać. Wprawdzie nie ma mowy o uniesieniach i zachwytach, ale też nic mnie szczególnie nie raziło. Auto prowadzi się bardzo intuicyjnie i spokojnie, silnik nie jest nachalny, a więc odnajdzie się zarówno w mieście jak i podczas dłuższych tras.  

Co zawdzięczamy ST Line?

No właśnie! W końcu mowa o pakiecie, który ma nadać trochę sportowego sznytu. Ford osiąga to przede wszystkim detalami – z zewnątrz mamy zmienioną górną kratę wlotu powietrza oraz progi, nadkola i zderzaki w kolorze nadwozia, a po otwarciu drzwi witają nas chromowane nakładki na pedały i listwa progowa ze stosownym napisem “ST Line”. Pojawił się on także tuż pod oznaczeniem modelu na klapie bagażnika i na przednich błotnikach. Skórzaną kierownicę ozdobiono czerwonymi przeszyciami, natomiast fotele nabrały sportowego charakteru. Nie dość, że te przednie są podgrzewane, to jeszcze możemy regulować temperaturę. W drugim rzędzie z “luksusów” mamy natomiast regulację pochylenia oparcia kanapy. Podczas jazdy drogę oświetlają nam adaptacyjne reflektory biksenonowe, a parkowanie ułatwiają czujniki.

Kuga oferuje kilka ciekawostek technologicznych, w tym te określane popularnie jako “idiotoodporne”. Takową jest chociażby bezkorkowy system Ford Easy Fuel, który zapobiega zatankowaniu niewłaściwego rodzaju paliwa – do wlewu zbiornika po prostu nie będzie pasowała inna końcówka pistoletu dystrybutora niż ta dozująca paliwo dedykowane do naszego napędu. Rozwiązanie to jest standardem we wszystkich wersjach wyposażenia.  

W kategorii “funkcjonalność” w standardowej wersji wyposażenia ST Line otrzymujemy nawigację, regulowany podłokietnik, otwierany schowek w konsoli centralnej, miejsce na płyty CD, natomiast multimedia obsługujemy za pomocą kierownicy lub dotykowego 8-calowego ekranu z systemem Ford SYNC 3. Interfejs działa płynnie i jest równie intuicyjny w obsłudze, co reszta auta. Jednak dostęp do niego mógłby być wygodniejszy – utrudnia go wysoko zwieńczona konsola o dodatkowo podbitym profilu tuż przed dolną krawędzią wyświetlacza. W pakiecie są także dwa gniazda USB, Bluetooth, AppInk, ponad 4-calowy wyświetlacz pomiędzy zegarami oraz przyjemne nagłośnienie Sony z 9 głośnikami. Opcjonalnie za nastrój we wnętrzu auta mogą odpowiadać specjalne lampki oświetlające konsolę środkową, klamki drzwi oraz nogi pasażerów z przodu. Można wybierać spośród siedmiu kolorów, co jak podpowiada Ford, daje możliwość ustawienia sobie innej barwy na każdy dzień tygodnia. Bezcenne!

W temacie bezpieczeństwa uwagę zwraca standardowy w Kudze system IPS, koordynujący układy chroniące kierowcę i pasażerów. Opcjonalnie dostępny jest także pakiet Lane Keeping Assist, w skład którego wchodzi m.in. asystent utrzymania pasa ruchu, system monitorowania koncentracji kierowcy i automatycznego sterowania światłami drogowymi oraz technologia Active City Stop (ACS), zapobiegająca kolizjom przy niskich prędkościach (do 50 km/h).

Too much?

Ceny nowej Kugi startują od 79 900 zł za podstawową wersję Trend z silnikiem o mocy 120 KM, a kończą na 174 900 zł za luksusową Vignale, napędzaną dieslem 2.0 TDCi o mocy 180 KM z 6-biegową przekładnią dwusprzęgłową PowerShift.  

Koszt podstawowej Kugi ST Line to 129 330 zł. Napędzana jest testowaną przez nas jednostką 1.5, połączoną z 6-stopniowym manualem. Najmocniejszy wariant 2.0 EcoBoost generujący 242 KM, dostępny tylko z napędem na cztery koła i hydrokinetycznym automatem, startuje od 156 180 zł. Ceny jednostki wysokoprężnej 2.0 TDCi (dostępnej w wariancie 150 lub 180 KM) wahają się w zależności od wybranej przekładni i rodzaju napędu, od ok. 138 000 do 160 000 złotych. Cennik nie należy zatem do tanich, ale jest podobny do konkurencji. 

TO NAM SIĘ POODBA:

  •     Ciekawa stylistyka łącząca nowoczesność i praktyczność
  •     Świetne zawieszenie
  •     Intuicyjność obsługi
  •     Amerykański charakter

TO NAM PRZESZKADZA:

  •     Zaskakująco ciężkie drzwi
  •     Momentami ospały silnik

Dane techniczne Forda Kuga ST Line 1.5 EcoBoost 150 KM M6

Silnik: Benzynowy R4 turbo EcoBoost
Pojemność skokowa: 1499 cm3
Moc: 150 KM przy 6000 obr./min
Maksymalny moment obrotowy: 240 Nm przy 1600-4000 obr./min
Skrzynia biegów: manualna 6-stopniowa
Prędkość maksymalna: 195 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h 9.7 s

 

Najnowsze

Małe tablice rejestracyjne – kto może takie mieć i jakie są konsekwencje dla nieuczciwych kierowców?

Ostatnimi czasy można zauważyć rosnącą popularność małych tablic rejestracyjnych, jednak nie wszyscy kierowcy wiedzą, dla kogo są one przeznaczone. Kto może z nich korzystać i na co należy uważać?

Małe tablice rejestracyjne można zauważyć na polskich drogach od połowy 2018 roku. Zasadniczo powinny one być montowane wyłącznie w samochodach sprowadzanych z innych krajów, a konkretnie – USA oraz Japonii. Dlaczego? To proste, tamtejsze samochody mają mniej miejsca na owe tablice, niż samochody europejskie. Wyłącznie takie pojazdy mogą korzystać z przywileju posiadania mniejszych tablic, jednak faktycznie sprawa wygląda nieco inaczej, ponieważ polskim kierowcom niewielkie tablice bardzo się spodobały.

Mała tablica składa się zaledwie z jednej litery oznaczającej miasto rejestracji, a także kombinacji trzech liter i cyfr. Sprawia to, że liczba kombinacji jest znacznie mniejsza, niż w przypadku znanych w Europie tablic. Zaczęły jednak zdarzać się sytuacje, kiedy urzędy wydawały owe tablice bez wcześniejszego dokładnego sprawdzenia, czy samochód kwalifikuje się do ich posiadania. Nie można więc dziwić się temu, skoro kierowcom spodobały się na tyle, że pula tablic szybko zaczęła maleć. Może wiązać się to z tym, że konfiguracji zabraknie dla kierowców, którzy takich tablic faktycznie potrzebują. Natomiast na ulicach można zobaczyć wiele tuningowanych, ale też zwyczajnych wersji chociażby, Volkswagenów Passat, Golf, a nawet fiatów 126p z tego rodzaju tablicami. Każdy ubiegający się o wyrobienie małej tablicy rejestracyjnej musi podpisać oświadczenie, że posiada samochód z miejscem przeznaczonym do jej montowania.

Walkę z nieuczciwymi kierowcami rozpoczęła policja, urzędy i stacje kontroli pojazdów. Wydziały komunikacji wysyłają pisma, w których konieczne jest umieszczenie danych pojazdu wraz z potwierdzeniem, że zostało one odpowiednio dostosowane do korzystania z owych tablic. Za kłamstwo w oświadczeniu przewidziana jest odpowiedzialność karna, która nie jest mała. Mianowicie, dla kierowcy z małymi rejestracjami kara może być wystosowana na podstawie 233. artykułu kodeksu karnego, który głosi, że za zeznanie nieprawdziwe grozi kara pozbawienia wolności od 6 miesięcy, do 8 lat.

Oczywiście, nałożenie tak wysokiej kary zależy od indywidualnego przypadku. Na podstawie ustawy o zmniejszonych tablicach rejestracyjnych policja oraz stacje kontroli pojazdów będą miały możliwość zatrzymania dowodu rejestracyjnego. Być może nie każdy kierowca z nielegalnymi tablicami zostanie przyłapany podczas kontroli policji, jednak prędzej czy później każdy kierowca będzie musiał pojawić się na przeglądzie samochodu. Stacje kontroli pojazdów dostały odpowiednie wytyczne, na podstawie których stwierdzona nieprawidłowość względem rozmieszczenia tablic będzie skutkowała zatrzymaniem dowodu rejestracyjnego kierowcy.

Z tego powodu każdy kierowca, który nie może mieć małych tablic rejestracyjnych, powinien niezwłocznie udać się do swojego wydziału komunikacji i złożyć wniosek o ich wymianę. To jedyna możliwość, by uniknąć konsekwencji. W szerszej perspektywie to oczywiste, że nie warto łamać prawa ze względu na same walory estetyczne.

Najnowsze