Niesprawny zestaw jechał przeciążony o 30 ton!

To już kolejny, nielegalny transport, zatrzymany przez Inspekcję Transportu Drogowego. Co gorsza, zestaw wykorzystany do przewiezienia koparki, był niesprawny.

Zestaw przewożący koparkę na potrzeby własne zatrzymali funkcjonariusze ITD z Gniezna, którzy patrolowali ekspresową „piątkę” oraz krajową 92-kę. Kontrola wykazała mocne przeciążenie. Zamiast przepisowych 40 ton, zestaw pojazdów razem z ładunkiem ważył aż 71,6 tony. Niewłaściwe były również naciski na grupie osi. Pojazd był także za długi, za szeroki i za wysoki, a nieprawidłowości dotyczące gabarytów jednymi z wielu, jakie ujawnili inspektorzy podczas tej kontroli.

Jechał 100-tonowym zestawem bez zezwolenia i wiózł jeszcze na nim osobówkę!

Tak duży ładunek przewożono zestawem niesprawnym technicznie. Układ pneumatyczny w naczepie był nieszczelny, nie działały światła cofania. Ponadto kierowca nie posiadał wymaganego w tym przypadku zezwolenia. Przewoźnik nie zapewnił również obowiązkowego w tego typu przejazdach pilota.

Sześciokrotnie przekroczył ładowność! Nie zgadniesz czym

Inspektorzy zatrzymali dowody rejestracyjne od obydwu pojazdów. Pojazd mógł jechać dalej dopiero po przeładowaniu koparki. Za liczne naruszenia przedsiębiorcy grozi kara administracyjna w łącznej kwocie do 20 000 złotych. Kierowcę ukarano mandatem karnym.

Najnowsze

Program dofinansowania elektryków spełnił swoją rolę – (niemal) nikt z niego nie korzysta

Perypetie towarzyszące programowi dopłat do aut elektrycznych, wydłużające się oczekiwanie na jego wprowadzenie, a także zapisy, jakie finalnie się w nim znalazły, dawały jasny sygnał - rząd chce wprowadzić go dla celów wizerunkowych, a nie żeby realnie wspierać elektromobilność. Wygląda na to, że cel został osiągnięty.

O programie rządowych dopłat do zakupu aut elektrycznych pisaliśmy wielokrotnie (jeśli komuś te teksty umknęły, to znajdzie je pod umieszczonymi w tym materiale linkami), więc przypomnijmy tylko w telegraficzny skrócie, co nam obiecywano, a co otrzymaliśmy. Dopłata miała wynosić 30 proc. wartości samochodu, ale nie więcej, niż 37,5 tys. zł, a maksymalna cena pojazdu to 125 tys. zł. Dopłaty miały ruszyć już pod koniec zeszłego roku, ale na skutek wielu perypetii, udało się je wprowadzić dopiero 26 czerwca tego roku.

Uwierzyłam w dopłaty do aut elektrycznych i zamówiłam samochód. A rząd mnie oszukał

Według ostatecznie zatwierdzonych zasad można ubiegać się tylko o dofinansowanie 15 proc. wartości auta, ale nie więcej, niż 18 750 zł. Podkreślano jednak, że dzięki temu więcej osób będzie mogło skorzystać z programu – przynajmniej 2000 (zakładając, że każda otrzyma maksymalną kwotę dofinansowania). Ponadto uruchomiono dwa dodatkowe nabory wniosków – dla taksówkarzy oraz dla osób zainteresowanych kupnem lekkiego auta dostawczego z napędem elektrycznym. W obu przypadkach przygotowano środki na przyznanie przynajmniej 1000 dopłat.

Dopłaty do samochodów elektrycznych – wszystko co musisz o nich wiedzieć

Jak polscy kierowcy zareagowali na przedstawione im warunki? Niezbyt entuzjastycznie. Do dzisiaj złożono jedynie 185 wniosków o dofinansowanie auta elektrycznego, a kolejne 290 jest składanych. Chętnych na zakup dostawczaka na prąd jest jeszcze mniej – zaledwie 15 osób. Z kolei o dofinansowanie do elektrycznej taksówki nie ubiega się nikt. Skąd tak mizerne zainteresowanie?

Ruszają dopłaty do zakupu „elektryków”. Sprawdzamy, ile kosztuje elektryk po dopłatach

Powodów jest kilka, niska kwota dofinansowania oraz obostrzenia co do ceny zakupu auta, to tylko jeden z nich. Szczęśliwy nabywca elektryka musi na przykład wozić na nim wielką naklejkę, informującą o otrzymanym dofinansowaniu oraz pokonywać przynajmniej 10 tys. km rocznie. Obwarowanie umowy tego typu zapisami z pewnością zdeprymowało niejedną osobę.

Rząd jednak rusza z programem dopłat do elektryków, tylko kto się odważy z niego skorzystać?

W przypadku samochodów dostawczych, problem zawiera się w tym jednym punkcie, zawartym w „Warunkach dofinansowania”:

Pojazdy oraz infrastruktura do ładowania pozyskane w ramach przedsięwzięcia nie mogą być wykorzystywane do prowadzenia działalności zarobkowej w zakresie drogowego transportu towarów, w szczególności świadczenia usług transportowych lub spedycyjnych.

Piękny zapis, prawda? Dofinansujemy zakup samochodu dostawczego, ale nie można go wykorzystywać w firmie. Aż dziwne, że osoby prywatne nie rzuciły się do kupowania na przykład Volkswagena e-Craftera za 275 568 zł (minus 70 tys. zł dofinansowania). Przecież taki pojazd świetnie się sprawdzi także w prywatnym użytkowaniu!

Dopłaty do elektryków najbardziej zainteresują taksówkarzy? Eksperci z branży komentują

Trudno natomiast powiedzieć dlaczego taksówkarze nie zdecydowali się na skorzystanie z programu. Wszak spotyka się elektryczne taksówki. Najwyraźniej zakup nowego elektryka z myślą o przewozie osób, niezbyt się kalkuluje.

Najnowsze

Nerwowy pieszy stosuje „cios karate” na przejeżdżającym samochodzie

Na drogach ważne jest przede wszystkim przestrzeganie przepisów. Lecz istotna jest także wyrozumiałość i opanowanie, jeśli ktoś się do nich nie zastosuje. Zwłaszcza gdy jest to drobna przewina, wynikająca z zagapienia się lub roztargnienia.

Pieszy widząc ciąg powoli poruszających się samochodów, wszedł na przejście. To pojazdy mają co prawda pierwszeństwo, ale wchodząc na pasy, to on je nabywa i zmusza kierowców do zatrzymania się. Lecz jeden z nich nie zatrzymał się.

Jak dochodzi do potrąceń na przejściach dla pieszych? Idealna sytuacja poglądowa

Co to spowodowało? Zupełnie nic. Pieszy zmuszony był przystanąć na słownie jedną sekundę i już mógł kontynuować swój marsz. Nieuwaga kierowcy nie spowodowała żadnego zagrożenia, ani nawet szczególnej niedogodności dla pieszego.

Rowerzystka jedzie po przejściu, na czerwonym, przez cztery pasy. No bo czemu nie?

Zraniona została jednak duma mężczyzny, który najpierw kopnął przejeżdżający samochód, a później pobiegł za nim i otworzył drzwi, żeby nakrzyczeć na kierowcę. Nie da się uzasadnić agresji na drodze, a taka reakcja, wobec tak drobnej przewiny, jest kompletnie niezrozumiała.

Najnowsze

Zignorował czerwone światło. Efekt mógł być tylko jeden

Kolejny kierowca, któremu się wydawało, że „zdąży”? Ten przypadek chyba był nieco inny.

Osobom dobrze obeznanym z takimi filmikami, może wydawać się oczywiste, co się stanie. Na skrzyżowaniu są osobne sygnalizatory do jazdy na wprost oraz skrętu w lewo i aż pięć pasów ruchu. Z pewnością któryś kierowca popatrzy nie na ten sygnalizator, co trzeba.

Przejechał na czerwonym prosto w autokar

Tym razem jednak nie. Wszyscy jadą prawidłowo. Aż zielony sygnał zapala się dla auta z kamerą, które rusza, gdy z lewej strony nadjeżdża nagle auto, którego kierowca ignoruje czerwone światło i uderza w prawidłowo jadący pojazd.

Przejechał na czerwonym, nie żyje pasażerka

Spieszyło mu się? Myślał, że zdąży? Raczej nie. Analizując nagranie od początku, widzimy, że kierujący nadjechał z naprzeciwka i skręcał w lewo. Ruszył mając zielone światło, skręcił i nie zwrócił uwagi na kolejny sygnalizator, na którym z kolei świeciło się czerwone.

Najnowsze

Mandaty będą wynosić nawet 5000 zł? To nowy rządowy pomysł

O podwyżce mandatów mówiło się już od pewnego czasu, a premier Morawiecki przy okazji zeszłorocznego expose zapowiadał walkę z piratami drogowymi. Wygląda na to, że ma się ona odbywać poprzez terapię szokową. Eksperci są jednak mocno sceptyczni.

Ile wyniosą nowe mandaty?

Jak podaje Dziennik Gazeta Prawna, premier Morawiecki rozesłał pisma do ministerstw sprawiedliwości, infrastruktury i spraw wewnętrznych, aby przygotowały stosowne zmiany w prawie, pozwalające na podwyższenie limitu kwoty mandatu. Zamiast obecnych 500 zł (za jedno wykroczenie, maksymalnie 1000 zł przy kumulacji wykroczeń) miałoby to być nawet dziesięciokrotnie więcej (nie wiemy czy dotyczyłoby to także kumulacji). Tak drastyczna podwyżka uważana jest za remedium na problemy polskich dróg. Jak pisze sam Mateusz Morawiecki:

Biorąc pod uwagę, że przestrzeganie ograniczeń prędkości jest kluczowe dla ochrony życia i zdrowia obywateli na drodze, niezbędne jest podniesienie kwot mandatów karnych oraz wprowadzenie zmian w przepisach, których celem jest ograniczenie zachowań szczególnie niebezpiecznych na drogach i eliminacja tzw. piratów drogowych.

Żandarmeria Wojskowa będzie mogła karać kierowców niczym policja!

Nie sprecyzowano, czy podwyżka miałaby mieć formę prostej kalki obecnego taryfikatora, w którym obecne kwoty będą powiększone dziesięciokrotnie, czy też nastąpi nowa ocena zagrożenia, stwarzanego podczas popełniania konkretnych wykroczeń i stosowne określenie kar za nie. Mówi się jedynie o sankcjach za „wykroczenia popełniane w rejonie przejść dla pieszych”, które prawdopodobnie będą „wycenione” na przynajmniej 1000-1500 zł.

Będą także zmiany w systemie punktów karnych

Według propozycji premiera inaczej miałyby funkcjonować również punkty karne. Zwiększona zostałaby ich ważność, przynajmniej o rok, a więc dwukrotnie dłużej czekalibyśmy na ich przedawnienie. Ponadto zlikwidowane miałby być kursy pozwalające na zredukowanie ich liczby.

Pakiet mobilności przyjęty w Parlamencie Europejskim. Przewoźnicy obawiają się biurokracji!

Na osłodę postulowane jest także zwiększenie limitu punktów karnych z obecnych 24, ale czy będzie można zebrać ich dwukrotnie więcej? Szczerze wątpimy.

Eksperci bardzo sceptyczni wobec propozycji premiera

Dziennik Gazeta Prawna w swoim artykule cytuje ekspertów, którzy nie są zachwyceni pomysłem Mateusza Morawieckiego. W ich opinii proponowane zmiany doprowadzą do absurdu, w którym za wykroczenia drogowe będzie się karać surowiej, niż za drobne przestępstwa! Zwiastują też paraliż sądów – kierowcy słysząc propozycję kilkutysięcznego mandatu mogą masowo odmawiać ich przyjęcia w nadziei, że sędzia wyznaczy im niższą grzywnę.

Policja chwali się kuriozalną akcją, udającą walkę o bezpieczeństwo pieszych

Sceptycznie komentowany jest także pomysł znacznie surowszych kar za wykroczenia w pobliżu przejść dla pieszych. Problemem jest przede wszystkim niewielka wykrywalność takich zdarzeń. Zamiast zmieniać taryfikator, powinno się skupić na egzekwowaniu obecnych przepisów (o czym my także pisaliśmy, przy okazji omawiania różnych pomysłów zaostrzania przepisów).

Drastyczne zwiększenie kwot mandatów – czy to jedyne wyjście?

Koronnym argumentem, przemawiającym za zmianą taryfikatora, jest malejąca dotkliwość kar w nim zawartych. W momencie ustalenia maksymalnej kwoty na poziomie 500 zł w 1997 roku, było to więcej niż pensja minimalna (450 zł) i stanowiło ponad połowę średniego wynagrodzenia. Obecnie to tylko 19 proc. minimalnej pensji oraz 10 proc. średniego wynagrodzenia. Różnica jest ogromna i może to być dobry argument za zwiększeniem stawek mandatów.

Nie będzie pierwszeństwa dla pieszych? Rząd wycofuje się z kontrowersyjnych przepisów

Mimo to zgadzamy się z cytowanymi przez Dziennik Gazetę Prawną ekspertami – to nieuchronność kary (czy też duże ryzyko jej poniesienia) działa najskuteczniej. Wielu kierowców nawet nie zdaje sobie sprawy z istniejących sankcji, albo uważa, że nie muszą się obawiać ich zastosowania. Jak inaczej wytłumaczyć fakt, że w ubiegłym roku ponad 45 tys. kierowców rozstało się z prawem jazdy na 3 miesiące za przekroczenie prędkości o ponad 50 km/h w terenie zabudowanym? Albo nie znali wprowadzonego kilka lat temu przepisu, dającego policjantom taką możliwość, albo nie sądzili, że ktoś ich złapie na gorącym uczynku. Podobnie może być z mandatami wynoszącymi 5000 zł, które będą straszyły głównie post factum. Większość polskich kierowców jeździ rozważnie, co widać na drogach i w statystykach wypadków, a wątpimy, czy tak zwani piraci drogowi kalkulują „opłacalność” łamania przepisów.

Pomysł premiera przypomina nam jego poprzednią zapowiedź, wprowadzenia pierwszeństwa dla pieszych jeszcze przed przejściami. W obu przypadkach widać przekonanie, że problemy polskich dróg można rozwiązać jednym przepisem lub zwiększeniem sankcji. Kwestia bezpieczeństwa na drogach jest o wiele bardziej złożona i wymaga kompleksowych działań, takich jak poprawa infrastruktury, systemu szkoleń kierowców oraz prowadzenia kampanii edukacyjnych, skierowanych do wszystkich uczestników ruchu. Zamiast podobnego planu, otrzymujemy kolejny dyskusyjny pomysł. Tak jest niestety prościej – zaproponować jedną, działającą na wyobraźnię zmianę (pierwszeństwo pieszych przed przejściem, mandaty za 5000 zł) i powiedzieć „patrzcie, jak odważnie walczymy o bezpieczeństwo na drogach”. To tak nie działa.

23 lata i zupełna zmiana wartości pieniądza to rzeczywiście dobry moment na zrewidowanie taryfikatora. Nie może to jednak być pokazowa propozycja, ale realna, będąca efektem dogłębnych analiz. Zbyt wysokie kary mogą nie tylko spowodować lawinowy wzrost spraw, kierowanych do sądów, ale również zmniejszenie odsetka ściągalności mandatów. Według danych z ostatnich czterech lat tylko 63,7 proc. ukaranych osób opłaca mandaty. To kolejny problem wymagający rozwiązania, nad którym zresztą podobno trwają pracę, lecz nic nie wiadomo na temat ich postępu.

Najnowsze