Motoryzacyjna pasja w rodzinie: Klaudia Podkalicka, Arkady Fiedler, Paweł Wysocki

Tradycja, rodzina i wspólna pasja – to wszystko może być naprawdę dobrym pomysłem na życie. Jeżeli kolejne pokolenia łapią bakcyla swoich dziadków i ojców, może wydarzyć się tylko jedno – sukces, który łączy radość z zadowoleniem i spełnieniem. Przedstawiamy trzy historie rodzin, których pasja połączyła pokolenia.

Urodzony w 1976 roku Arkady Fiedler nie miał – wbrew wszelkim pozorom – łatwego startu jako podróżnik. Zanim zdecydował się na swoją pierwszą wyprawę, musiał zmienić całe swoje życie, a przede wszystkim zmierzyć się z legendą swojego ojca i dziadka.

„Mój dziadek był bardzo charyzmatyczną postacią. Nie ma oczywiście wątpliwości, że to on zapoczątkował podróżniczą tradycję w domu Fiedlerów. Wychowałem się na jego książkach i opowieściach, chłonąłem atmosferę naszego domu przesiąkniętego dalekimi wyprawami” – opowiada Arkady Fiedler. – „Słabo pamiętam dziadka, trochę jak za mgłą. Miałem dziewięć lat, jak odszedł. Jednak zapamiętałem go jako bardzo charyzmatyczną postać, dostojną, pełną powagi. Cała rodzina bardzo liczyła się z jego zdaniem. Był naszym wodzem. Nie mam wątpliwości, że nie tylko zapoczątkował, ale również wszystkim nam zaszczepił podróżnicze tradycje rodu Fiedlerów. Jako dziecko czytałem dziadka książki z wielką fascynacją. Dzisiaj do nich wracam i odkrywam na nowo świat, o którym dziadek pisał lata temu. Świat podróży dopełniał mój ojciec poprzez własne książki i swoje dalekie podróże. Do dziś pamiętam pożegnania i niecierpliwe oczekiwanie na powrót ojca z bagażem niesamowitych historii. Opowieści z dalekiego świata, dom pełen pamiątek i życie podróżami, to wszystko bardzo przybliżyło mi świat. Dom, w którym się wychowałem, sprawił, że daleki świat był mi zawsze bardzo bliski. Bardzo się z tego cieszę” – wspomina wnuk słynnego podróżnika.

Zanim Arkady Fiedler zdecydował się na kontynuowanie tradycji rodowej, musiał najpierw podjąć decyzję o zmianie swojego dotychczasowego życia. Wcześniej przez ponad 11 lat żył i pracował jako menadżer w Anglii, tam też poznał swoją żonę Anh.

„Zatęskniłem nie tylko za podróżami, ale również za Polską. Dlatego zdecydowałem się wrócić do rodzinnego Puszczykowa, które od zawsze było naszą bazą wypadową i miejscem, do którego chętnie wracamy” – dodaje.

Wyścigowe geny
Motorsport zaraża. Przekonała się o tym Klaudia Podkalicka. Najpierw miała być chłopcem – tak myśleli jej rodzice podczas ciąży. Jako dziecko chciała zostać primabaleriną, aż w końcu – zarażona pasją ojca – zdecydowała się na kontynuowanie rodzinnej tradycji. To tata po raz pierwszy – ku przerażeniu jej mamy – posadził ją za kierownicą, a potem namówił na pierwszy start w zawodach.

„Mój tata jest czterokrotnym mistrzem i trzykrotnym wicemistrzem Polski w wyścigach samochodowych. Nie ma co ukrywać, że to dzięki niemu zakiełkowała we mnie ta pasja. Zawsze podobały mi się samochody i faceci, którzy potrafią nimi jeździć. Jednak początkowo nie marzyłam nawet o tym, że dziewczyna może startować w wyścigach samochodowych i stawać do walki o podium” – opowiada Klaudia Podkalicka. – „Początkowo wiązałam przyszłość z byciem kierowcą wyścigowym, ale miałam za dużo wypadków. Jeden nawet bardzo poważny. Kierowca, który do niego doprowadził, stracił licencję. Okazało się, że faceci nie mogą znieść, gdy na torze wyprzedza ich kobieta. Przez to były te wszystkie wypadki, zaczynali po prostu zachowywać się niebezpiecznie, za wszelką cenę starając się mnie wyprzedzić”.

Klaudia zmienia strategię. Zaczyna jeździć rajdach. Pierwszy start odbył się na Węgrzech, potem były mistrzostwa Europy. W 2006 roku zdobywa tytuł najszybszej kobiety w Pucharze Kia Lotos Race, a rok później wicemistrzostwo Niemiec w wyścigach długodystansowych ADAC Logan Cup.

„W roku 2012 wystartowałam w całym cyklu Rajdowych Mistrzostw Polski Samochodów Terenowych. Wygrywałam tam odcinki specjalne, a moje wyniki uzyskane w czasie całego sezonu potwierdziły, że mam „to coś” we krwi” – dodaje Klaudia Podkalicka. – „Obecnie skupiam się właśnie na rajdach terenowych, współpracując z firmą TOTAL, chociaż nie porzuciłam startów w wyścigach. Zdobyłam między innymi tytuł najszybszej kobiety w 46. Rajdzie Barbórki”.

Motorsport od podszewki
Swoją pasją do sportów samochodowych zaraził swojego syna także Bogusław Wysocki, właściciel Trax Racing – firmy od dwóch dekad przygotowującej samochody do rajdów, wyścigów i driftów.

„Wszystko zaczęło się w małym warsztacie, ale mój ojciec miał bardzo wyraźną wizję tego, co chce stworzyć. To miała być firma ściśle powiązana z motorsportem” – wyjaśnia Paweł Wysocki. – Nie było trudno zarazić mnie pasją. Najpierw tylko pomagałem w warsztacie, potem udało nam się wspólnymi siłami rozwinąć firmę i ukierunkować ją na sport samochodowy. Już w 2002 roku regularnie serwisowaliśmy samochody podczas rajdów i wyścigów”.

Trax Racing opiekował się pojazdami zawodników zarówno w Polsce – podczas Rajdowego Pucharu Polski, Samochodowych Mistrzostw Polski i Wyścigowych Samochodowych Mistrzostw Polski, oraz za granicą – na Słowacji, Węgrzech i we Włoszech. W kwietniu 2012 roku, w związku z uruchomieniem kolejnych usług, takich jak obsługa flot i sklep internetowy, siedziba firmy została przeniesiona do Ożarowa Mazowieckiego. Trax Racing wyspecjalizował się także w serwisie samochodów Ferrari i Maserati oraz w organizacji treningów dla zawodników i szkoleń sportowej jazdy.

Pasje rodzinne, które z czasem przeradzają się w sposób na życie, to doskonały przykład na to, że warto próbować spełniać swoje marzenia. Dla młodych pokoleń to również doskonała okazja do skorzystania z doświadczenia poprzedników, a dużym plusem takich przedsięwzięć jest możliwość wyróżnienia się na tle konkurencji swoją niepowtarzalnością.

Najnowsze

Czy twój samochód kocha cię bardziej niż twój partner?

Człowiek zakochuje się w inteligentnym systemie operacyjnym - nie wydaje się to najbardziej prawdopodobnym scenariuszem (nawet jeśli systemowi głosu użycza Scarlett Johansson). Ale ten obraz science-fiction rodem z filmu „Her” z 2013 r. jest bliższy rzeczywistości niż myślisz.

Wyobraź sobie partnera, który przewiduje każdą potrzebę – zamówi coś na wynos, gdy jesteś zbyt zmęczony, aby gotować, puści ulubioną piosenkę, poprawiając ci nastrój, kiedy czujesz się przygnębiony, a nawet pamięta o urodzinach znajomych. Brzmi zbyt dobrze, aby mogło być prawdziwe?

Na szczęście nie musisz polegać na więzach krwi, lub swojej drugiej połowie, aby mieć takie wsparcie – eksperci przewidują, że twój samochód wkrótce będzie miał te możliwości. Do 2022* r. niemal wszystkie nowe samochody mają być wyposażone w system rozpoznawania komend głosowych. Kolejnym krokiem mogą być systemy interpretujące tonację głosu i mimikę twarzy w celu przewidywania potrzeb kierowców – innymi słowy, samochodów empatycznych.

„Jesteśmy na dobrej drodze do opracowania pojazdu, który może kierowcę pocieszyć lub doradzić, kiedy tego potrzebuje i dbać o jego czujność podczas długiej jazdy” – mówi Fatima Vital, dyrektor ds. Nuance Communications, który współpracuje z Fordem i opracował rozpoznawanie głosu w systemie połączeń w samochodzie, SYNC 3.

SYNC 3 połączy kierowców z USA z wirtualną asystentką Amazona – Alexą. Planowane systemy mają się rozwijać w osobistych asystentów, którzy mogą zarezerwować i zorganizować spotkania. W ciągu najbliższych dwóch lat systemy sterowania głosem mogłyby nam służyć wszelkiego rodzaju pomocnymi sugestiami, takimi jak: „Czy chciałbyś zamówić kwiaty dla swojej mamy na Dzień Matki?”; „Czy mam wybrać mniej zatłoczoną, ale wolniejszą trasę do domu?”; „Kończy się twoja ulubiona czekolada, a ten sklep ma ją w sprzedaży. Chcesz zatrzymać się i dokupić trochę?”

A w momencie, kiedy potrzebujecie nieco spokoju, by być samemu z myślami, wasz samochód mógłby nauczyć się rozpoznawać, kiedy cisza jest najbardziej pożądana. (Gdyby tylko wszyscy partnerzy z rzeczywistego życia byli tak intuicyjni).

„Polecenia głosowe, takie jak: »Jestem głodny«, aby znaleźć restaurację i »chcę kawę« przeniosły SYNC 3 w obszar osobistego asystenta” – mówi Mareike Sauer, inżynier ds. Kontroli głosu z zespołu ds. Łączności Aplikacji, Ford Europe. „Ostatecznie kierowcy nie tylko będą mogli korzystać z własnego języka, mówionego własnym akcentem, ale także używać własnego sformułowania, aby uzyskać bardziej naturalną wymowę”.

„Systemy w samochodzie będą w stanie uwzględnić kontekst niemal każdej sytuacji i będą mogły rozwijać się bez interwencji człowieka. Mówiąc językowo, nie muszą trzymać się wąskiego skryptu, a nawet mogą zacząć tworzyć słowa i frazy własne”, powiedział Dominic Watt, starszy wykładowca Department of Language and Linguistic Science z Uniwersytetu w York. „Technologia staje się coraz bardziej inteligentna, więc przyzwyczaimy się do rozmów z systemami, tak jak rozmawiamy z innymi ludźmi, a systemy nauczą się dostosować do nas”.

* http://www.autonews.com/article/20170122/OEM06/301239846/alexa-do-i-need-a-virtual-assistant-in-the-car

Najnowsze

Cztery topowe kluby piłkarskie zagrają w Audi Cup 2017

Data piątej edycji turnieju Audi Cup została już potwierdzona. 1 i 2 sierpnia, na zaproszenie czterech pierścieni, na monachijskim stadionie Allianz Arena zmierzą się ze sobą cztery topowe europejskie kluby piłkarskie.

Audi ogłosiło właśnie pierwszych uczestników turnieju i uruchomiło przedsprzedaż biletów na to wydarzenie. Techniczną nowinką była konferencja prasowa trenerów pierwszych trzech zaproszonych zespołów, przeprowadzona metodą holograficznej transmisji video.

Oprócz gospodarzy, klubu Bayern Monachium, swe uczestnictwo w rozgrywkach zapewniły dwa inne słynne kluby: FC Liverpool i Atletico Madryt. Gdy zestawimy osiągnięcia tych trzech drużyn razem, okaże się, że wspólnie aż 55 razy zdobyły one tytuły mistrzów w swoich krajach. Czwarty uczestnik turnieju zostanie ogłoszony już wkrótce. „Przed nami dwa dni rozgrywek piłkarskich na najwyższym poziomie. Turniej Audi Cup wyrósł nam na prawdziwą instytucję. Biorą w nim udział drużyny największego kalibru, a niesamowita atmosfera stadionu Allianz Arena dodatkowo wzmacnia światową sławę naszych rozgrywek” – mówi dr Dietmar Voggenreiter, szef marketingu i sprzedaży Audi AG.

Gdy Carlo Ancelotti zajmował swój fotel na zapowiadającej wydarzenie konferencji prasowej zorganizowanej w Monachium, jego koledzy trenerzy: Jürgen Klopp (Liverpool) i Diego Simeone (Atletico Madryt), dołączyli do niego jako trójwymiarowe hologramy. Zastosowana tu technika stereoskopowej transmisji, pozwala wyświetlać trójwymiarowe hologramy w czasie rzeczywistym i oglądać je bez potrzeby stosowania dodatkowych akcesoriów, takich jak specjalne okulary. Dzięki temu, zgromadzeni na konferencji dziennikarze mogli zadawać bezpośrednie pytania wszystkim trzem trenerom. Taka holograficzna konferencja prasowa, to absolutna nowość w światowym sporcie, nie wspominając już o tym, że Jürgen Klopp i Diego Simeone nie musieli przebyć ok. 5300 km i spędzić 15 godzin w podróży.

 „Fani futbolu będą mogli spędzić dwa wspaniałe dni na Allianz Arena, a ci, którzy nie będą mieli możliwości tu dotrzeć, zobaczą wszystko w telewizji. Z perspektywy sportu i kalendarza rozgrywek, Audi Cup, w którym wystąpią czołowe europejskie kluby, to doskonałe przygotowanie do sezonu rozpoczynającego się zaledwie kilka tygodni później” – podkreśla Karl-Heinz Rummenigge, prezes zarządu FC Bayern München AG.

W pierwszym dniu turnieju, we wtorek 1 sierpnia, rozegrane zostaną dwa mecze półfinałowe. Zespoły, które przegrają, powalczą o miejsce trzecie w meczu zaplanowanym na środę, 2 sierpnia. W tym samym dniu dwie zwycięskie drużyny zagrają o miejsce pierwsze. Mecze rozpoczynać się będą o godz. 17:45 i o 20:30. Widzowie będą zatem mogli w ciągu tych dwóch dni zobaczyć w akcji wszystkie cztery zespoły. Na stronie internetowej www.audicup.com ruszyła już przedsprzedaż biletów. Ceny za bilet jednodniowy rozpoczynają się już od 20 euro. Dwa lata temu bilety na wszystkie mecze na Allianz Arena wyprzedały się przed terminem. Osoby, którym nie uda się zdobyć wejściówek, ani przyjechać do Monachium, będą miały okazję zobaczyć wszystkie rozgrywki na żywo, w niemieckiej telewizji ARD „Das Erste”.

Najnowsze

Rozmowa przez telefon a wypadek. Co z ubezpieczeniem?

Ponad 1/3 ankietowanych kierowców przyznaje się do rozmowy telefonicznej w czasie jazdy, bez użycia zestawu głośnomówiącego. Jeśli w tym czasie dojdzie do wypadku, grozi im nie tylko mandat. Poważniejsze konsekwencje wyciągnie wobec nich towarzystwo ubezpieczeniowe.

Podczas badania Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, z ok. 200 tys. obserwowanych kierowców, 3% rozmawiało przez telefon w sposób niezgodny z przepisami. W rzeczywistości tego typu zachowań jest znacznie więcej. Przyznaje się do nich aż 1/3 ankietowanych osób*.

Kierujący pojazdem nie może używać telefonu wymagającego trzymania słuchawki lub mikrofonu w ręku. Mówi o tym art. 45 ust. 2 pkt. 1 ustawy „Prawo o ruchu drogowym”. Takie zachowanie rozprasza uwagę i może doprowadzić do wypadku. Za złamanie przepisów grozi mandat w wys. 200 zł i 5 punktów karnych. A jak do kwestii wypadku podczas korzystania z telefonu podchodzą ubezpieczyciele?

Odszkodowanie z OC a przyczynienie
Jeżeli korzystanie z telefonu będzie miało bezpośredni wpływ na przebieg zdarzenia, ubezpieczyciel może pomniejszyć wysokość odszkodowania z OC. Zgodnie z art. 362 Kodeksu cywilnego: jeśli poszkodowany przyczynia się do powstania lub zwiększenia szkody, obowiązek jej naprawienia ulega zmniejszeniu. Odbywa się to stosownie do okoliczności i do stopnia winy obu stron. Im ona większa – tym niższe może być wypłacone odszkodowanie. Jednak zanim do tego dojdzie, ubezpieczyciel musi udowodnić, że zaistniał związek pomiędzy zachowaniem kierowcy a powstałą szkodą. Jeżeli poszkodowany nie zgadza się z jego stanowiskiem, może odwołać się od decyzji, a ostatecznie – skierować sprawę do sądu.

Przyczynienie w AC – powód do zmniejszenia odszkodowania?
Aby można było mówić o przyczynieniu w AC, w OWU (ogólnych warunkach ubezpieczenia) muszą znaleźć się odpowiednie zapisy. Warto je sprawdzić, gdy kupujemy pakiet OC AC. Nie musi to być informacja o nieprzepisowym użyciu telefonu komórkowego. Wystarczy, że w warunkach umowy autocasco pojawi się adnotacja o tym, że: jeżeli ubezpieczony przyczyni się do powstania lub zwiększenia szkody, odszkodowanie zostanie odpowiednio zmniejszone, stosownie do okoliczności, zwłaszcza do stopnia winy sprawcy wypadku. Ubezpieczyciel może więc zmniejszyć odszkodowanie z AC, ale tylko wtedy, gdy nieprzepisowe korzystanie z telefonu komórkowego bezpośrednio przyczyniło się do nieszczęśliwego wypadku.

Oprócz przyczynienia, towarzystwo ubezpieczeniowe może powołać się na rażące niedbalstwo osoby prowadzącej pojazd. W odróżnieniu do zapisu o przyczynieniu, informacja o zmniejszeniu lub nawet odmowie wypłaty odszkodowania z AC pojawia się w OWU każdego zakładu ubezpieczeń. W obu przypadkach, obowiązek wykazania winy kierowcy ciąży na ubezpieczycielu. W praktyce, ustalenie związku przyczynowego pomiędzy trzymaniem telefonu w ręce w momencie kolizji a powstałą szkodą, jest bardzo trudne. Towarzystwo ubezpieczeniowe musiałoby użyć niepodważalnych argumentów, aby udowodnić winę kierowcy.

Przy okazji zakupu autocasco warto przeczytać OWU nie tylko pod kątem wyłączeń od odpowiedzialności. Równie ważny jest zakres ubezpieczenia (porównania dostarczy nam np. internetowy kalkulator ubezpieczenia OC i AC), a w nim ewentualne koszty ponoszone przez właściciela auta. Zapisy OWU mówiące o przyczynieniu mogą mieć mniejsze znaczenie po szkodzie niż np. wprowadzenie wysokiego udziału własnego lub potrącenie z powodu amortyzacji części. W pierwszym przypadku zmniejszenie odszkodowania grozi nam tylko po złamaniu przepisów. W drugim – poniesiemy dodatkowe koszty, bez względu na sytuację, w której doszło do szkody.

*źródło Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego „Stan bezpieczeństwa ruchu drogowego oraz działania realizowane w tym zakresie w 2015 r.”

Najnowsze

Toyota MR2 – historia

Toyota MR2, lekkie sportowe auto z centralnie umieszczonym silnikiem i tylnym napędem, to maszyna idealna do driftingu, dająca radość z każdego zakrętu. Trzy generacje tego modelu wychowały pokolenia fanów sportowej jazdy.

Toyota nie była pierwszą firmą, która wprowadziła do oferty mały, masowo produkowany samochód sportowy z centralnie umieszczonym silnikiem – od drugiej połowy lat sześćdziesiątych w Europie powstały różnorodne modele o takim układzie, ale żaden z nich nie odniósł wielkiego sukcesu komercyjnego. Historia Toyoty MR2 sięga roku 1976, gdy Toyota oficjalnie zainaugurowała projekt, jednak światowy kryzys paliwowy zahamował jego rozwój.

W roku 1980 program rozwoju modelu został wznowiony i zyskał nowy kierunek: Toyota postanowiła stworzyć popularne sportowe auto w rodzaju coupe Sports 800 z lat sześćdziesiątych, spodziewając się dużego popytu na dynamicznie rozwijającym się rynku północnoamerykańskim. Idea spotkała się w firmie z tak wielkim entuzjazmem, że inżynierowie rezygnowali z wakacji, by pracować nad nowym autem.

Świtanie
Następną ważną datą w historii MR2 był rok 1983, gdy podczas Tokyo Motor Show Toyota zaprezentowała prototyp SV-3 z centralnie umiejscowionym silnikiem. Znacznie zmodyfikowany w stosunku do poprzedniego prototypu, SA-X, SV-3 był wizualnie bardzo bliski modelowi seryjnemu. Różnił się od niego tylko przednim i tylnym spojlerem, które zoptymalizowano dla uzyskania lepszej stabilności przy bocznym wietrze.

Sprzedaż nowego samochodu, nazwanego Toyota MR2 (skrót od „Midship Runabout 2-seater” albo „Mid-engine Rear-wheel-drive 2-seater”), ruszyła w Japonii w czerwcu 1984. Pół roku później auto pojawiło się w europejskich salonach obok sportowych modeli Celica i Supra. Centralna pozycja silnika MR2 wymagała skomplikowanej konstrukcji z pięcioma wręgami o wysokiej wytrzymałości, jednak masa pojazdu wynosiła tylko 977 kg przy jej rozkładzie na przód i tył 44:56.

Na rynku japońskim Toyota MR2 była początkowo sprzedawana w trzech wersjach wyposażenia, z dwoma silnikami do wyboru, w tym słynnym 122-konnym, 16-zaworowym silnikiem 1.6 DOHC 4A-GE, używanym też w Corolli GT. Później wśród opcji pojawił się panel dachowy w kształcie litery T, wprowadzono też 145-konny, doładowany silnik 4A-GZE. Jednak nawet z silnikiem wolnossącym Toyota MR2 była szybsza od większości konkurentów, rozwijając prędkość maksymalną 200 km/h i rozpędzając się od 0 do 100 km/h w zaledwie 8,2 sekundy.

Toyotę MR2 wybrano w Japonii Samochodem Roku 1984-85, mimo ostrej konkurencji nowej Hondy CR-X i Nissana Laurel. Nagroda była potwierdzeniem wyników dziennikarskich testów, jednogłośnie chwalących własności jezdne i osiągi MR2 i podkreślających ogromną radość z jazdy tym autem.

Jak można się było spodziewać, zalety MR2 zaprocentowały na arenie sportowej. W Wielkiej Brytanii i USA rozgrywano monotypowe zawody MR2, zaś zespół Toyota Team Europe opracował rajdową MR2 z oznaczeniem 222D, mającą konkurować z takimi autami jak Peugeot 205 T16 czy Audi Quattro w proponowanej kategorii Grupy S mistrzostw WRC. Niestety, po odrzuceniu propozycji Grupy S projekt ten anulowano.

Dojrzałość
Jak należało oczekiwać, druga generacja MR2 odziedziczyła po pierwszej centralne położenie silnika i wyjątkową przyjemność prowadzenia. Prócz tego zyskała bardziej wyrafinowaną stylistykę, lepszą ergonomię, wyższą jakość wykończenia wnętrza oraz mocniejsze silniki. Kazutoshi Arima, zastępca głównego inżyniera pierwszej MR2, a teraz szef projektu, miał wprowadzić nowy model w wyższy segment rynku.

Jak było wówczas w zwyczaju, wymagania projektowe przekazano różnym studiom i zespołom koncernu Toyota, które miały stanowić inspirację dla twórców ostatecznego wyglądu auta. Główny projektant, Kunihiro Uchida, który ma w swoim dorobku także wygląd pierwszego Lexusa LS400, dopracował wybrane koncepcje, tworząc samochód o stylistyce zbliżonej do egzotycznych włoskich aut sportowych.

Nowa smukła Toyota MR2 trafiła do sprzedaży w Japonii w październiku 1989, niemal pięć i pół roku po premierze pierwszej generacji auta. Podczas jego opracowywania dwa prototypy były testowane w Wielkiej Brytanii, drugim pod względem sprzedaży eksportowym rynku dla tego modelu, w celu dostrojenia zawieszenia. Samochód był o 245 mm dłuższy i 30 mm szerszy od poprzednika, za to o 10 mm niższy. Miał też o 80 mm większy rozstaw osi. Tak jak poprzednio, dostępne były dwie wersje nadwozia – coupé i półotwarte typu targa ze wzdłużnym wspornikiem.

Od początku MR2 drugiej generacji oferowano z trzema rodzajami dwulitrowych, 16-zaworowych silników: podstawową jednostką o mocy 119 KM z modelu Carina (tylko w Wielkiej Brytanii), wolnossącym 3S-GE o mocy 165 KM i 225-konnym turbodoładowanym 3S-GTE, stosowanym też w Toyocie Celica GT-Four. Na rynku amerykańskim zamiast 3S-GE montowany był silnik 5S-FE o pojemności 2,2 litra. Większy moment obrotowy nowych silników z nawiązką rekompensował wzrost masy własnej nowej wersji MR2 do 1160–1285 kg (zależnie od wariantu). Magazyn Autocar & Motor pisał, że nowy model GT „nie stracił finezji oryginału” i „mocniej atakuje zmysły”.

Druga generacja MR2 utrzymała się w produkcji niewiarygodnie długo, bo aż przez 10 lat, z niewielkimi ulepszeniami – wśród fanów wersje te określa się numerami od „Revision 1” do „Revision 5”. Powstały też dwie specjalne wersje auta na rynek krajowy, opracowane przez Toyota Racing Development – w roku 1996 na rynek trafił TRD Technocraft MR Spider z miękkim dachem, a rok później model TRD 2000GT. Ta druga limitowana edycja, inspirowana wyczynowymi MR2 startującymi z powodzeniem w japońskich mistrzostwach GT, miała też delikatnie podrasowany silnik 3S-GTE (o mocy zwiększonej do 245 KM).

Powrót do korzeni
W Europie Toyota MR2 drugiej generacji sprzedawana była jeszcze w nowym tysiącleciu, choć produkcja dawno wyczekiwanej trzeciej generacji ruszyła w październiku 1999 roku. Przedsmak charakteru nowego auta dał koncepcyjny model MRJ, przedstawiony w 1995 roku na Tokyo Motor Show. Wielu wtajemniczonych sądziło, że MRJ to MR2 trzeciej generacji pod inną nazwą i nawet przewidywali datę rozpoczęcia sprzedaży i cenę. Tymczasem Toyota zaskoczyła wszystkich, pokazując w 1997 roku na tokijskiej wystawie koncepcyjny roadster MR-S (Midship Runabout-Sports).

Od strony technicznej nie był to bezpośredni następca Toyoty MR2 drugiej generacji, która wyewoluowała do grand tourera – główny inżynier Tadashi Nakagawa powiedział, że auto „przerwie cykl wzrostu”, odnosząc się do tendencji stopniowego zwiększania wymiarów kolejnych generacji pojazdów. Tu wszystko miało być mniejsze – wymiary, silnik, moc, masa i… cena. Samochód miał być też znacznie prostszy w produkcji, wytwarzany w podobnej specyfikacji dla wszystkich krajów.

Rynek oczekiwał, że nowa Toyota MR2 będzie prawdziwie ekscytującym samochodem sportowym, na miarę nowej generacji i nowego wieku.

Spełniona obietnica
Japońska premiera nowego auta miała miejsce na kilka dni przed Tokyo Motor Show 1999, w tym samym miesiącu, w którym łączna liczba samochodów osobowych wyprodukowanych przez Toyotę sięgnęła 100 milionów. Samochód otrzymał nazwę MR-S – taką samą, jak jego koncepcyjny protoplasta, stosowną dla otwartej kabiny – jednak w Europie i USA występował jako MR2 Roadster i MR2 Spyder.

Co ciekawe, nowy model był znacznie lżejszy od pierwszej generacji (od 960 kg) przy bogatym wyposażeniu, co osiągnięto m.in. rezygnując z tylnej pokrywy, a zarazem i piątej wręgi. Przestrzeń bagażową o pełnej szerokości i pojemności 78 l wygospodarowano za fotelami.

Zgodnie z decyzją o uproszczeniu produkcji, samochód oferowany był na całym świecie z tym samym silnikiem – wykonaną ze stopów lekkich jednostką DOHC V16 VVT-i 1ZZ-FE o pojemności skokowej 1,8 l, używaną również w Toyocie Celica siódmej generacji. Dysponując mocą 138 KM i najlepszym w swojej klasie stosunkiem mocy do masy, nowy samochód był całkiem zrywny. Prasa motoryzacyjna chwaliła go też szczególnie za znakomite reagowanie na działania kierowcy i doskonałą dynamikę prowadzenia.

Tak jak poprzednia generacja, MR-S cieszył się sporym zainteresowaniem tunerów, zarówno związanych z Toyotą, jak i niezależnych. Powstawały na przykład produkowane w bardzo krótkich seriach edycje specjalne, takie jak Modellista Caserta, VM180 TRD, VM180 Zagato czy TOM’S W123.

Największą zmianą w seryjnych samochodach było wprowadzenie w roku 2001 obok manualnej skrzyni biegów pięciobiegowej (a później sześciobiegowej) przekładni SMT (Sequential Manual Transmission) – pierwszej skrzyni sekwencyjnej w japońskim samochodzie. Ponieważ sprzęgło działało automatycznie, umożliwiało zmianę biegów bez zdejmowania nogi z pedału gazu.

Koniec linii
Globalne spowolnienie na rynku samochodów sportowych na początku stulecia odbiło się również na sprzedaży MR2. Roczna sprzedaż, początkowo liczona w dziesiątkach tysięcy, stopniowo spadła do tysięcy, a potem do setek. Sprzedaż modelu MR2, podobnie jak Celiki, zakończyła się w USA i Australii z końcem roku modelowego 2005, a w Japonii, Meksyku i Europie trwała do roku 2007, gdy zakończono produkcję.

Najnowsze