Motocyklowa pasja "Okiem Plecaczka"

14 stycznia 2020
11
Agata podróżuje po świecie ze swoim mężem. Jego zrealizowane marzenie o zakupie motocykla - stało się dla nich obojga nową, wspólną pasją.
Loading module...

Kiedy motocykle pojawiły się w Twoim życiu?

Agata: O motocyklach miałam, można powiedzieć, „zerowe pojęcie”. Pierwsze skojarzenie to "dawca organów", pędzący ponad wszelkie dozwolone prędkości. I tak było do 2012 roku, gdy pół roku po naszym ślubie mąż zakomunikował, że kupuje motocykl. Była wielka awantura, groźby rozwodu itp.. Ale jak to bywa - kobieta zmienną jest (śmiech). Mąż postawił jednak na swoim i zakupił Hondę Shadow VT600, a ja zaczęłam się zastanawiać co dalej... Albo on będzie sobie jeździł, a ja będę siedzieć w domu, albo się przełamię i spróbuję. Nie spodoba mi się - to przynajmniej nie będę miała do siebie pretensji, że nie chciałam (śmiech).

Jak wspominasz pierwsze na motocyklu "plecaczkowanie"? Od razu złapałaś tego bakcyla?

Może to kogoś zdziwić, ale na swoją pierwszą jazdę jako "plecaczek" (rundka wokół garaży na osiedlu) zakupiłam kask oraz pełen strój: kurtkę, spodnie i rękawice motocyklowe. Mariusz podszedł do tematu też bardzo odpowiedzialnie - pierwsze jazdy były wolne i uczył mnie prawidłowych zachowań, np. jak się składać na zakrętach, i że nie wolno mi się wiercić, bo to wpływa na prowadzenie maszyny. Moim zdaniem najtrudniejsze w świadomym "plecaczkowaniu" jest pełne zaufanie do kierowcy.

Pierwszy wypad poza miasto, ze znajomymi z Mariusza pracy, wydawał mi się wielką podróżą. Jazda jako "plecak" okazała się jednak dużą frajdą, bo jestem wieziona, spędzam czas z mężem, nie jestem ograniczona blachą samochodu, więc mogę podziwiać świat wokół, a motocykliści to fajni ludzie i nawet w czasie jazdy się wzajemnie pozdrawiają LwG. Dzięki forum internetowemu zaczęliśmy poznawać nowych ludzi i jeździć w ciekawe miejsca. Można powiedzieć, że zaufałam, wsiadłam i odjechałam! (śmiech)

Jak dużo teraz swojego wolnego czasu poświęcacie na dwa koła? 

Nie skłamię, jeśli powiem, że każdy wolny weekend w sezonie staramy się wykorzystać na jazdę motocyklem. Obydwoje z mężem pracujemy na etatach, jak również charakter mojej pracy (branża finansowo-księgowa) stwarzają pewne ograniczenia, bo nie zawsze możemy mieć dłuższy urlop wtedy, kiedy byśmy tego chcieli. Początkowo wypracowaliśmy kompromis - jeden urlop to "ciepłe kraje", a w kolejnym roku urlop na motocyklu. I tutaj znów muszę przyznać, że kobieta zmienną jest. Przełomem w moim myśleniu, o jedynej słusznej metodzie odpoczynku, czyli "plażingu-smażingu", był wygrany dzięki motocyklowi wyjazd na Mauritius (wygraliśmy konkurs, kupując na raty oponę motocyklową).

Rzeczywiście to były wakacje marzeń, ale czegoś mi wciąż brakowało... Kolejne wakacje to motocyklowy wyjazd nad polski Bałtyk, jednak nie typowo stacjonarny, tylko połączony ze zwiedzaniem wybrzeża, jak i środkowej Polski. Następne wakacje spędziliśmy na Majorce, ale tam już zabraliśmy ze sobą kaski i stroje motocyklowe, a wybierając hotel, wcześniej znaleźliśmy adresy wypożyczalni motocyklowych. Od tego czasu tak spędzamy urlopy - zawsze motocyklowo: na swoich dwóch kółkach lub z wypożyczalni, gdzieś na wyspach.

Jak się przygotowujecie do kolejnych podróży? Zadania macie podzielone?

Często krótkie, weekendowe wyjazdy to czyste „spontany”. Mamy opracowaną listę do spakowania i zajmuje to nam dosłownie 5 minut. Natomiast dłuższe wakacyjne wyjazdy planuję głównie ja - od atrakcji do zwiedzenia, poprzez noclegi i trasę. Mariusz ewentualnie koryguje przebieg trasy. Natomiast przygotowanie motocykla należy już do męża. Na niego też zrzucam przygotowanie elektroniki: ładowarki, karty pamięci, kamery itp.. Lubię fotografować i kręcić filmiki z naszych podróży, więc zawsze trochę tego sprzętu zabieramy ze sobą.

Najtrudniejsze dla mnie było opanowanie pakowania, czyli ograniczenie rzeczy do minimum. Ja - miłośniczka szpilek i sukienek, musiałam zmienić zawartość mojej szafy. Teraz na dwutygodniowy wyjazd motocyklem spokojnie mieszczę się do jednego kufra. Lubię ten czas, kiedy wieczorem po jeździe, na luzie wskakuję w dżinsy i koszulkę, i delektuję się nowym miejscem. Wszelkie podróże dla mnie to odskocznia od codzienności i problemów zawodowych - takie katharsis dla mojego umysłu.

Jak, kiedy i po co powstał Twój blog www.okiemplecaczka.pl ?

Mój tata wprowadził mnie w świat fotografii - pamiętam jak robił ciemnię w łazience i razem wywoływaliśmy czarno-białe zdjęcia, robione rosyjskim Zenitem. Dlatego mam wiele zdjęć z dzieciństwa, jednak albumy zabierają dużo miejsca. Obecnie technika pozwala na praktycznie nieograniczoną liczbę zdjęć i ich obróbkę. Zaczęłam się w to bawić. Jako pamiątkę z wyjazdów, do której chętnie się wraca, zaczęłam tworzyć filmiki z wyjazdów i wrzucać je na youtube i tak to się zaczęło...

Kolejnym krokiem był blog, który pierwotnie miał formę pamiętnika. W ten sposób mogłam, tym dalszym znajomym, pokazać zdjęcia z wyjazdu, czy opisać atrakcyjne miejsca do odwiedzenia. Stało się to też formą uzewnętrznienia siebie. Choruję niestety na nieuleczalną chorobę autoimmunologiczną i pisanie bloga stało się dla mnie swoistym rodzajem terapii. Z czasem blog zaczął się rozrastać - ja zaczęłam więcej pisać, zamieszczać wskazówki dla kolejnych podróżników i szukać ciekawostek o zwiedzanych miejscach. A każdy zwrotny odzew od czytelników motywuje mnie do dalszej pracy.

Czy masz w planie własną kierownicę w przyszłości?

Lubiłam i do tej pory lubię prowadzić samochód. Posiadając raptem 5 lat prawo jazdy, w 2003 roku sama pojechałam swoim Seicento na studia do Francji. Miałam do dyspozycji jedynie atlas europy i adres akademika, do którego mam się zgłosić. I dałam radę! Bez nawigacji i tych wszystkich bajerów, które teraz wspomagają kierowców. Jeśli chodzi o dwa kółka – to niestety błędnik u mnie nie funkcjonuje najlepiej i pierwsza jazda motocyklem skończyła się na placu manewrowym, pod zaparkowanym tirem... Nic sobie nie zrobiłam, ale świadomie stwierdziłam, że nie dam rady zapewnić bezpieczeństwa sobie i innym użytkownikom dróg. Zrobię sobie krzywdę, mając problemy z utrzymaniem równowagi, bo inaczej przenoszę środek ciężkości i nie utrzymam motocykla. Dodatkowo przy skręcie w prawo nieświadomie odkręcam manetkę. Nie mówię, że nigdy nie będę motocyklistką - może wymyślą lek, który pozwoli mi na bezpieczna jazdę, a na razie czerpię radość z „plecaczkowania”! A prowadziłam kiedyś na wakacjach trajkę - zjeździłam nią pół Lanzarote i sprawiło mi to wiele radości. Jest to jakieś połowiczne rozwiązanie, ale jednak to nie to samo co dwa kółka! (śmiech)

 

A jak wybieracie cele wyjazdów?

Z celami jest różnie... Mam stale aktualizowaną mapę Europy z miejscami do odwiedzenia. Od kilku lat mamy też gotowy plan zwiedzania Korsyki. Nawet mieliśmy już zarezerwowane tam noclegi, ale zmieniamy nasze plany na bieżąco. Przykładowo w tym roku na urlop mogliśmy wyjechać w sierpniu, a na Korsyce w tym czasie panują upały (jazda też powinna być przyjemnością, a nie gotowaniem się na maszynie) i zmieniliśmy destynację na Norwegię. 

Który wyjazd motocyklowy i dlaczego najbardziej Cię zachwycił?

Po każdym, dłuższym wyjeździe uważam, że to był ten najfajniejszy i najatrakcyjniejszy. W tym roku wspomniana już Norwegia i przysłowiowy „Koniec Europy”, Nordkapp - to było moje marzenie. Nie zawiodłam się! Trafiliśmy na piękną pogodę, a zwiedzane po drodze miejsca, m.in. Lofoty, to coś wspaniałego i niezapomnianego. Norwegia była dla mnie też swoistą próbą udowodnienia sobie, że pomimo choroby dojadę tam i stanę przy globusie.

Jakie mieliście do tej pory motocykle?

Motocykl ma wielki wpływ na nasz komfort podróżowania. Każdy z naszych modeli miał też swoje imię: „Heniosława”, „Nikuś” i „Tygrysek”. Honda Shadow - pomimo, że pięknie wyglądała, nie była zbyt wygodna na podróżowanie we dwójkę. Kolejny motocykl Hondę NC700X wybrał mąż. Była o niebo wygodniejsza do kilkusetkilometrowych podróży, jednak wyjazd w Alpy pokazał, że jest za mała, zbyt twarda, a mój kręgosłup zaczął się buntować. I tak nastała era Triumpha Tigera Explorer 1200 XRT. Ten już przetestowaliśmy obydwoje, zanim zdecydowaliśmy się na zakup. „Tygrys” jest przystosowany do długich, turystycznych dystansów i dlatego nim kręcimy więcej kilometrów, a nasze wyjazdy są coraz to dalsze.

Jakie macie plany/marzenia na kolejne kierunki wyjazdów?

Na pewno wrócimy do Norwegii - chcemy zwiedzić dokładnie jej południową część i największe miasta oraz kilka dni przeznaczyć na wyjście w góry. W tym roku, może w końcu się uda majówkowy wyjazd na Korsykę. Mariusza kręci Hiszpania i Portugalia, a mnie Islandia (polubiłam klimat północy). Także jest wiele kierunków i planów. A marzenia? Jedno już spełniłam, więc nie można, aż tak szaleć (śmiech).

Co Ci się podoba w motocyklach i jak zmieniło się Twoje życie dzięki nim?

Ja, osoba pragmatyczna i pedantycznie zorganizowana, nagle zobaczyłam, że można inaczej - bez planu wyjść naprzeciw przygodzie. Ciężko jest się tak przestawić... Poznałam masę ciekawych osób i stwierdzam, że brać motocyklowa to wspaniali ludzie. Łączy nas pasja, przez duże „P” i można liczyć na bezinteresowną pomoc od nieznajomego. Stwierdzam też, że dzięki motocyklowi chce nam się jeździć i odkrywać nowe, ciekawe miejsca. Nie mamy tej frajdy w samochodzie, wręcz nie chciałoby się nam jeździć tak daleko "puszką" i z pewnością nie zwiedzilibyśmy tyle świata. A „plecaczkowanie” ma swoje zalety: mogę w pełni obserwować otaczającą przyrodę, delektować się widokami, ale wszystko pod warunkiem jazdy z zaufanym "kierownikiem"!

    Loading module...

    Komentarze

    Mama
    14 stycznia 2020 21:22
    Gratulacje i oby ta fascynacja zwiedzaniem pięknych miejsc trwała jak najdkużej
    Batman
    14 stycznia 2020 21:39
    Super
    Ula
    14 stycznia 2020 22:34
    Oby jak najwięcej i najczęściej
    gosiek 02
    14 stycznia 2020 22:46
    Mnóstwa wypraw i spełniania marzeń
    Zibi
    15 stycznia 2020 00:53
    Spodziewałem się takiego wywiadu właśnie. Pamiętam gdy pierwszy raz spotkaliśmy się w Łężycach, kiedy jeszcze nikogo nie znaliście - byliście tacy onieśmieleni. Oceniając po latach Wasz postęp w życiu motocyklowym, stwierdzam, że jest bardzo dobrze, a nawet lepiej. Świetnie podkreśliłaś w wywiadzie, że motocykl to nie tylko maszyna, ale stan umysłu, co tylko mogę potwierdzić, jako że odczucia moje i mojego plecaczka są identyczne. Życzę Wam trasy dookoła świata, tak że ten - LwG.
    Ksiądz
    15 stycznia 2020 15:11
    Pycha! Gratki, do zobaczenia !
    ToTheHorizonPL
    15 stycznia 2020 16:35
    Gratulacje...aczkolwiek mooja żona wytrzymała 2 lata jako plecaczek i kupiła swój własny motocykl. kilka miesięcy po egzaminie pojechała nim nad jezioro Gardę.
    iwo_mar
    15 stycznia 2020 17:55
    Super i tylko tak dalej
    Avena
    17 stycznia 2020 12:19
    Brawo ja też się wyciągnęłam dzięki mężowi
    Udun
    20 stycznia 2020 21:39
    Podziwiamy i kibicujemy.
    moto loli
    22 stycznia 2020 13:18
    też mam taką fotkę:) tylko bardziej skąpo jestem ubrana :) hihihi fajowa:)
    frajda z plecaczkowania jest wielka...czasem można się nawet drzemnąć w drodze ;)
    ale łapaj wiatr w żagiel i spróbuj sama prowadzić frajda będzie jeszcze większa
    trzymam kciuki pozdro ania