Motocyklistki wspierają weteranów

21 lipca motocyklistki z różnych regionów USA wyruszą na wielką wyprawę, której celem ma być zbiórka funduszy dla weteranów wojny z terroryzmem i promowanie kobiecego motocyklizmu.

Inicjatywa nosi nazwę Women’s Freedom Ride i jest częścią organizacji non-profit Independence Fund. Jak wyjaśnia prezeska i założycielka Women’s Freedom Ride, Gail Ankney, ta konkretna organizacja została wybrana nie bez powodu. Należy ona do nielicznych, które faktycznie przeznaczają każdego zarobionego dolara na potrzebujących.

fot. Women’s Freedom Ride

Kobiety pokonają ponad 8 tysięcy kilometrów od wybrzeża do wybrzeża. Obecnie zapisanych jest ponad 30 uczestniczek, ale ta liczba może się zmienić, zwłaszcza że nie ma żadnych ograniczeń i każda chętna może się przyłączyć w każdej chwili.

Jak mówi wiceprezeska Women’s Freedom Ride, Karen Collins:

„Niektóre z uczestniczek robią to, by uhonorować konkretnego żołnierza, którego znają i kochają. Dla innych jest to po prostu spełnienie życiowego marzenia”.

Najnowsze

Ewa Wójtowicz znów się ściga – filmy

Po rocznej przerwie Ewa Wójtowicz powróciła na wyścigowe trasy. Ma już za sobą start podczas dwóch wyścigów górskich w Załużu i Jahodnej.

Ostatni rok Ewa poświeciła swojemu synkowi Natanowi, a aktualny sezon GSMP ma już zamiar przejechać w całości. Na ten moment zawodniczka narzeka na małą liczbę konkurentów w klasie, a gdyby sytuacja się nie poprawiła – to nie wyklucza startów w rajdach RPP.

Ewa Wójtowicz
fot. archiwum zawodniczki

Sezon GSMP rozpoczął się w Załużu na Bieszczadzkim Wyścigu Górskim w dniach 17-19 maja:

– Organizatorzy (niechcący) sprawili mi ogromny prezent tym, że rozpoczynamy ściganie właśnie w Załużu, a nie, jak to wcześniej bywało – w Korczynie. Po takiej pauzie wydaje mi się, że dużo łatwiej będzie mi na nowo odnaleźć się w moim C2 właśnie na tej krętej trasie, a nie na bardzo szybkim odcinku w Prządkach – mówiła zawodniczka przed startem.

Film i wywiad z zawodów w Załużu:

Ewa Wójtowicz była dwukrotnie druga w klasie A-1600.

Kolejny wyścig należał wprawdzie do mistrzostw Polski, ale rozgrywany był na trasie słowackiej. Wyścig Moris Cup Jahodna odbył się w dniach 6-9 czerwca, a Ewa dobrze się na nim czuła, choć nie obyło się bez awarii:

– Jak się okazało, na słowackich trasach czuję się jak w domu (śmiech). Banovce od samego początku były moją ulubioną trasą w kalendarzu GSMP, a od teraz na tym podium jest również eliminacja w Jahodnej. Po czwartkowym zapoznaniu z trasą miałam wiele obaw, czy uda mi się nawiązać jakąkolwiek walkę z konkurencją, która w ubiegłym roku już miała okazję startować na tym odcinku. Trasa wydawała się bardzo ciężka do zapamiętania przez bardzo szeroki i szybki początek oraz sekwencję zakrętów w lasku. Jednak sobotni pierwszy trening wszystko wyjaśnił. Las, którego się obawiałam za kierownicą mojej C2, okazał się mocno techniczny, a przy dużej prędkości zakręt „sam” przechodził w kolejny. Dużo trudniejszy był początek, gdyż przez szeroką nawierzchnię ciężko było znaleźć odpowiedni tor jazdy. Jednak z każdym kolejnym podjazdem próbowałam znaleźć optymalną dla siebie linię wyścigową. Dodatkowo w próbie urywania kolejnych sekund nie pomogła mi awaria linki sprzęgła, która to odmówiła posłuszeństwa na pierwszym podjeździe wyścigowym. To właśnie było powodem mojego oryginalnego startu (śmiech) – raczej nikt nie rusza ze zgaszonego silnika z zapiętą jedynką. Po odkryciu usterki ważny już był sam dojazd na górę, a nie czas, jaki osiągnę. Chłopaki z serwisu szybko poradzili sobie z linką i autko ponownie w pełni było gotowe do jazdy. Pierwszą eliminację zakończyłam na pierwszym miejscu w A-1600 i na 53. miejscu w generalce zawodów – opowiada zawodniczka.

fot. Arkadiusz Bar

Drugi dzień był jeszcze lepszy:

– W nocy trasa miała czas się ułożyć i plan był taki, aby osiągnąć wynik 2:27. W pierwszym podjeździe wyścigowym osiągnęłam założony cel. Jednak po analizie on-boardu z tego przejazdu znalazłam miejsca, które można pojechać lepiej. Czas, jaki uzyskałam w ostatniej próbie, zaskoczył nawet mnie! Z wynikiem 2:25.6 uplasowałam się na 1. miejscu w A-1600 oraz 3. w klasie A i 20. wśród zawodników GSMP. Chyba już jasne jest, dlaczego tak polubiłam tę trasę. Jak powiedział mój szef zespołu: „to był bardzo udany weekend, gdyż po każdym podjeździe był widoczny progres”. Od pierwszego sobotniego startu urwałam blisko 9 sekund – mówi zadowolona Ewa.

Film z przejazdów Ewy na Słowacji:

Po 4 rundach GSMP Ewa Wójtowicz jest liderką klasy A-1600. Do września będzie miała jeszcze okazję wziąć udział w 10 rundach. Najbliższe dwie już za tydzień w Limanowej, gdzie zawodniczka wystąpi w nowych barwach rajdówki.

– Wróciłam do domu z uśmiechem na twarzy i mam nadzieję, że Limanowa – trasa, której nie znoszę – w tym roku nie zgasi mojego wyścigowego zapału – podsumowuje Ewa, a my trzymamy kciuki za utrzymanie dobrej passy zawodniczki.

 

 

Najnowsze

Kobiece kino drogi. Filmy

Rzadko można trafić na kobiece filmy drogi. Równie niełatwo trafić na fajną, charakterystyczną scenę, której bohaterką jest zwykła, przeciętna kobieta za kierownicą. Są jednak wyjątki. Prezentujemy kilka przykładów.

Thelma i Louise – film Ridleya Scotta z 1991 roku. Thelma (Geena Davis) jest spokojną, wycofaną gospodynią domową, żyjącą w ciągłym strachu przed mężem przemocowcem. Louise (Susan Sarandon) to silna, niezależna kobieta, walcząca z demonami przeszłości. Razem wyjeżdżają na weekend w góry w należącym do Louise Fordzie Thunderbirdzie z 1966 roku. Wyprawa jednak szybko przeradza się w koszmar, kiedy Louise zabija mężczyznę, który próbował zgwałcić Thelmę na parkingu.

„Thelma i Louise” zachwyciło krytyków (sześć nominacji do Oscara i jedna statuetka za scenariusz) i zdobyło sobie niezwykłą popularność w środowisku feministycznym jako alegoria kobiecej walki o niezależność, prawo do samostanowienia, wolności i poszanowania. To również, a może nawet przede wszystkim, piękna historia o kobiecej przyjaźni i absolutnym zaufaniu. Ostatnia scena stała się symbolem i przeszła do historii kina.

Chłopaki na bok – ostatni film Herberta Rossa, z 1995 roku. Bohaterkami są trzy kobiety: Jane (Whoopi Goldberg), piosenkarka, która pragnie rozpocząć nowe życie po bolesnym rozstaniu z partnerką, Holly (Drew Barrymore), oczekująca dziecka swojego brutalnego chłopaka, i Robin (Mary-Louise Parker), agentka nieruchomości, która właśnie się dowiedziała, że jest zarażona wirusem HIV. Robin umieszcza w gazecie ogłoszenie, że poszukuje towarzyszki samochodowej wyprawy do Kalifornii. Przypadkiem trafia na Jane i obie kobiety jadą z Nowego Jorku do Pittsburgha, by odwiedzić przyjaciółkę Jane, Holly. Trafiają akurat w sam środek bójki między Holly a jej chłopakiem Nickiem. Interwencja przyjaciółek kończy się tragicznie – Nick ginie. Trzy kobiety formują coś na kształt aliansu, który z czasem przerodzi się w głęboką przyjaźń, chociaż nie bez komplikacji. W dużej mierze film o odwadze: do pokonywania przeciwności losu, zaczynania od nowa, stawiania czoła nieuniknionemu, godzenia się z sobą samym.

Bonneville – komediodramat z 2006 roku w reżyserii Christophera N. Rowleya. Niestety, nie dorównuje dwóm poprzednim, ponieważ gra na ckliwych, sentymentalnych i płaskich nutach. Ma jednak swoje momenty i na pewno jest wart uwagi ze względu na obsadę.

Kiedy mąż Arvilli (Jessica Lange), Joe, umiera, kobieta pragnie, zgodnie z jego wolą, rozrzucić prochy. Jednak córka Joego z pierwszego małżeństwa stanowczo się temu sprzeciwia i szantażuje macochę, nakłaniając ją do urządzenia Joemu porządnego pogrzebu. Pokonana, Arvilla w towarzystwie przyjaciółek, Margene (Kathy Bates), nauczycielki, która właśnie straciła pracę, ponieważ zachęcała uczniów do stosowania antykoncepcji, i pobożnej mormonki Carol (Joan Allen) wsiada za kierownicę Pontiaka Bonneville z 1966 roku i rusza do Salt Lake City. Po drodze jednak postanawia odwiedzić miejsce, gdzie spędziła z mężem miesiąc miodowy. Część prochów wysypuje się przypadkowo i Arvilla uznaje to za znak. Postanawia dotrzymać słowa i rozrzucić prochy kolejno we wszystkich miejscach, które z Joem odwiedzili podczas 20 lat małżeństwa. Tak rozpoczyna się podróż,  która poprowadzi kobiety przez park narodowy Bryce Canyon, Skull Valley, rezerwat Lake Powell, Las Vegas i Palm Springs.

Smażone zielone pomidory – przepiękna scena z Kathy Bates za kierownicą Forda. Jej bohaterka jest może „starsza”, ale za to „lepiej ubezpieczona”. Przyznajcie się, ile razy miałyście ochotę zrobić podobnie?

Speed – film akcji z 1994 roku w reżyserii Jana de Bonta. W głównej roli żeńskiej Sandra Bullock jako Annie Porter, której właśnie odebrano prawo jazdy za notoryczne przekraczanie prędkości. Cóż, nic nie dzieje się przypadkowo, ponieważ wskutek splotu okoliczności Annie musi usiąść za kierownicą autobusu. Jeżeli zejdzie poniżej 50 mil na godzinę, wybuchnie bomba. W tle mięśnie Keanu Reevesa i demoniczny plan Dennisa Hoppera.

Dzikość serca – Lula (Laura Dern) w żywiołowym proteście przeciwko monotonii stacji radiowych.

Najnowsze

Gdy zderzenie jest nieuniknione…

Wśród wielu kierowców można spotkać się z opinią, że w przypadku sytuacji awaryjnej – uderzenia w potencjalną przeszkodę (drzewo czy inny samochód), należy uderzyć bokiem auta. Nic bardziej mylnego!

W każdym aucie istnieją strefy zgniotu, znajdujące się w przedniej części samochodu. Strefy te mają za zadanie wydłużyć czas hamowania i zadziałać jak amortyzator. W momencie uderzenia, specjalnie skonstruowany przód samochodu ulega odkształceniu, pochłaniając energię kinetyczną. Jeżeli więc ma dojść do zderzenia, bezpieczniej jest uderzyć przodem auta, dzięki czemu kierowca i pasażerowie pojazdu maja szanse uratować swoje życie i odnieść mniejsze obrażenia. Podczas zderzenia czołowego, o nasze zdrowie i bezpieczeństwo zatroszczą się pasy z napinaczami pirotechnicznymi i poduszki bezpieczeństwa, które zadziałają w około 0,03 sekundy po zderzeniu.

W przypadku, kiedy mówimy o niebezpiecznych sytuacjach na drodze, w których zderzenie jest nieuniknione, warto zwrócić uwagę na fakt, że znajdujące się z przodu elementy budowy jak chłodnica, silnik, przegroda, deska rozdzielcza dodatkowo zabezpieczają podróżujących w momencie zderzenia, pochłaniając energię kinetyczną.

fot. ŠKODA

Zdarzają się oczywiście sytuacje, kiedy nie od nas zależy, którą częścią auta uderzymy w przeszkodę, niemniej inżynierowie i konstruktorzy samochodów dokładają wszelkich starań, żeby zniwelować skutki także bocznej kolizji. Oprócz karoserii, montowane są też wzmocnienia w drzwiach, poduszki boczne, kurtyny boczne oraz specjalne konstrukcje foteli, które mają za zadanie ochronę kierowcy i pasażerów.

Kupując auto najczęściej zwracamy uwagę na jego wygląd zewnętrzny, zapominając o tym, że to pod karoserią ukryte jest wszystko to, co sprawia, że w testach zderzeniowych samochód uzyskuje od jednej do pięciu gwiazdek, których liczba określa poziom bezpieczeństwa kierowcy i pasażerów pojazdu. Im ta liczba wyższa, tym bezpieczniejsze auto według ekspertów NCAP.

Podsumowując, jeżeli dochodzi do wypadku samochodowego, starajmy się uderzać w przeszkodę przodem samochodu. Istnieje wówczas duża szansa, że wyjdziemy z tej sytuacji bez uszczerbku na zdrowiu. Podejmując decyzję o zakupie samochodu, zwróćmy uwagę na to, jakie elementy bezpieczeństwa gwarantuje nam producent i wybierzmy taki, który gwarantuje nam go jak najwięcej. Pamiętajmy jednak, że nic nie zastąpi wyobraźni kierowcy, dlatego sami bądźmy uważni na drodze i zdejmijmy nogę z gazu.

 

Źródło: Szkoła Auto ŠKODA

 

 

Najnowsze

Auris Touring Sports – powrót kompaktowego kombi Toyoty

Można już składać zamówienia na nową Toyotę Auris Touring Sports, czyli odmianę kombi  kompaktowego modelu, którego druga generacja zadebiutowała w Europie na początku 2013 roku. Nowy model będzie dostępny w polskich salonach od lipca.

Auris Touring Sports jest jedynym w Europie kompaktowym kombi, oferującym klientom możliwość wyboru pełnego napędu hybrydowego. Wnętrze Aurisa Touring Sports wyróżnia się dużymi rozmiarami i możliwościami przewozowymi. W wersji hybrydowej akumulatory zostały umieszczone pod tylną kanapą, pozwalając na wykorzystanie pełnej przestrzeni ładunkowej o identycznych rozmiarach jak w wersjach z tradycyjnymi silnikami benzynowymi i Diesla.
Auris Touring Sports jest o 285 mm dłuższy od wersji hatchback, przy tym samym rozstawie osi 2600 mm i średnicy zawracania 10,4 metra. Większa długość całkowita samochodu pozwoliła powiększyć bagażnik. Jego standardowa pojemność wynosi 530 litrów. Po złożeniu tylnych siedzeń rośnie do 1658 litrów, przy długości przedziału bagażowego 2047 mm i maksymalnej szerokości 1452 mm. Krawędź załadunku bagażnika jest dodatkowo umieszczona aż o 10 cm niżej niż w Aurise hatchback.
Oprócz rozmiarów bagażnika, o jego funkcjonalności deycyduje podwójna podłoga, podwójna roleta, system Easy Flat, pozwalający jednym ruchem położyć oparcie tylnych foteli, siatka na bagaże, haczyki na torby czy gniazdo 12V. Auris Touring Sports jest także wyposażony w zintegrowane, aluminiowe relingi dachowe i opcjonalny dach panoramiczny o długości 1553 mm i szerokości 960 mm.

Toyot Auris Touring Sports
fot. Toyota

Nadwozie ma zwiększoną sztywność i niżej położony środek ciężkości. Obniżona została także pozycja za kierownicą, a sam układ kierowniczy ma bardziej dynamiczną charakterystykę. Za komfort wszystkich pasażerów odpowiada przeprojektowane, wielowahaczowe zawieszenie tylne oraz większe wyciszenie kabiny.
Auris Touring Sports jest dostępny z tymi samymi silnikami co odmiana hatchback: benzynowymi 1.33 Dual VVT-i o mocy 99 KM, 1.6 Valvematic o mocy 132 KM, oraz Dieslami 1.4 D-4D o mocy 90 KM i 2.0 D-4D o mocy 124 KM. Oferowany jest także pełny napęd hybrydowy Toyota Hybrid Synergy Drive, o mocy 136 KM, przyspieszeniu od 0 do 100 km/h w czasie 10.9 sekundy, oraz prędkości maksymalnej 180 km/h. W wersji hybrydowej samochód ma emisję CO2 na poziomie zaledwie 85 g/km. Nowością w Aurisie Touring Sports w wersji hybrydowej jest możliwość holowania przyczepy o masie do 345 kg. Jest to pierwszy samochód hybrydowy Toyoty, który dysponuje taką funkcjonalnością.

Najnowsze