Motocyklista zahamował, samochód za nim już nie

Kierujący samochodem uderzył w tył zatrzymującego się motocykla, ale "jechał powolutku".

Do zdarzenia doszło w okolicach Iławy i miało ono nietypowy przebieg. Nagranie nie pozwala na stwierdzenie wszystkich okoliczności, ale widać na nim, że jadący z naprzeciwka motocyklista zjeżdża z drogi i wpada do rowu. Widząc to, kierowca białego auta zatrzymał się, podobnie jak jadący za nim motocyklista.

Sytuacji na drodze nie obserwował kierujący czerwonym autem, które uderzyło w tył zwalniającego motocyklisty. Po wyjściu z pojazdu tłumaczył on, że: „żeście zaczęli hamować bardzo szybko”, jakby to miało być usprawiedliwienie. Jego pasażerka dodała potem, że przecież „jechali pomalutku”

Najnowsze

Nie miał gdzie zaparkować, więc stanął na środku drogi

Co robicie, kiedy nie macie gdzie zaparkować samochodu? Niektórzy kierowcy zostawiają swoje auta na środku drogi.

W nagraniu tego zdarzenia nie ma dźwięku, więc nie wiemy czy między kierującymi wywiązała się jakaś dyskusja. Jest to możliwe, ponieważ auto z kamerą nagle się zatrzymało i cofnęło.

Dźwięk nie jest jednak potrzebny, aby zrozumieć co się stało. Kierowca Opla Insignii nie zamierzał szukać wolnego miejsca parkingowego – zatrzymał się więc na środku drogi (i to po niewłaściwej stronie), włączył światła awaryjne i uznał, że wszystko jest w porządku.

Najnowsze

Obaj zignorowali ciągłą linię, doprowadzili do stłuczki

Zarówno pierwszy jak i drugi kierujący musieli być przekonani, że naruszają przepisy w sposób bardzo niegroźny. Ta sytuacja wyprowadziła ich z błędu.

Motocykliści chętnie wyprzedzają stojące w korku samochody, ale nie zawsze mają do tego prawo. Przekraczanie ciągłej linii zdecydowanie nie jest sytuacją, w której można to robić. Podobnie niedozwolone jest przekraczanie jej, aby pojechać w przeciwnym kierunku.

Jadący Harleyem-Davidsonem był jednak przekonany, że skoro przeciwny pas jest pusty, to nic się nie stanie, jeśli na niego wjedzie. Z kolei kierujący Nissanem Qashqaiem nie widział sensu w staniu w korku, aby dojechać do miejsca, gdzie może przepisowo zawrócić. Oto jak się to skończyło.

Najnowsze

Audi przyznaje się do oszustw! Musi zapłacić 800 mln euro kary!

W oficjalnym oświadczeniu firma Audi poinformowała o wynikach prokuratorskiego śledztwa. Potwierdziły się zarzuty dotyczące niezgodności silników Diesla, oferowanych przez producenta, z obowiązującymi regulacjami.

Prokuratorskie śledztwo w sprawie nieprawidłowości dotyczących silników Diesla w modelach Audi toczyło się od wielu miesięcy. Już w jego trakcie niemiecki producent informował o „problemach” z oprogramowaniem w swoich jednostkach napędowych i wstrzymywał ich montaż w modelach A6 i A7 minionej generacji. W związku z zarzutami wobec firmy aresztowany został też jej prezes – Rupert Stadler – który niedawno oficjalnie pożegnał się ze swoim stanowiskiem.

Teraz prokuratura w Monachium poinformowała, że oskarżenia pod adresem Audi okazały się słuszne. Śledztwo wykazało „nieprawidłowości w nadzorowaniu” emisji spalin oraz rozwijanej mocy przez wysokoprężne silniki V6 i V8 produkowane przez firmę. W efekcie nie spełniały one wymaganych prawem norm.

Ponadto śledczy wytknęli przedstawicielom Audi, że nie zorientowali się, iż silniki Diesla z rodziny EA 288 (w USA i Kanadzie) oraz EA 189 (na całym świecie), które produkował Volkswagen, wyposażone były w oprogramowanie fałszujące emisję spalin. Chodzi o 4-cylindrowe jednostki, oferowane w modelach Audi od 2004 do 2018 roku.

Monachijska prokuratura nałożyła na firmę karę w wysokości 800 mln euro. Audi przyznało się do winy i zgodziło w całości zapłacić tę sumę. W ten sposób kończy się postępowanie przeciw niemieckiemu producentowi.

Przypominamy, że właściwie identyczne zarzuty „nieprawidłowości w nadzorowaniu” zostały wcześniej postawione Volkswagenowi, który również przyznał się do winy i zgodził na zapłacenie miliarda euro kary. Na celowniku pozostaje jeszcze Porsche, w którego modelach również stosowane były silniki V6 i V8 produkcji Audi. Prokuratorzy przeprowadzali już przeszukania w biurach marki, a diesle zniknęły z jej oferty i oficjalnie nigdy już do niej nie powrócą.

Najnowsze

Opel na celowniku prokuratury – miał manipulować emisją spalin

Według niemieckich śledczych na rynku znajduje się obecnie 95 tys. samochodów marki Opel, których silniki Diesla nie spełniają norm emisji spalin.

Zarzuty pod adresem Opla są wynikiem poniedziałkowej wizyty prokuratury w fabrykach i biurach Opla w Russelheim i Kaiserslautern. Przeszukania miały ujawnić, że modele Insignia, Zafira i Cascada, w wersjach z silnikami Diesla, nie spełniają normy emisji spalin Euro 6d, chociaż według uzyskanej homologacji mają spełniać.

W wydanym tego samego dnia oświadczeniu przedstawiciele Opla sprzeciwiają się oskarżeniom, jakby firma miała używać w swoich modelach rozwiązań, mających pozwalać na manipulowanie wynikami emisji spalin. Podkreślają też, że wyjaśniali to niemieckiemu ministerstwu transportu podczas przesłuchania, a śledztwo się jeszcze nie zakończyło. Opel zamierza bronić swojej racji.

Z drugiej strony, przedstawiciele firmy zadeklarowali pełną współpracę z władzami i zamierzają ogłosić akcję serwisową. Obejmie ona 95 tys. egzemplarzy wspomnianych wcześniej modeli, ale nie jest ona przyznaniem się do stosowania niedozwolonych rozwiązań.

Zarzuty pod Opla adresem, dotyczące manipulowania emisją spalin, pojawiły się już wcześniej. Wtedy firma dobrowolnie ogłosiła akcję serwisową, która trwała od lutego 2017 do kwietnia 2018 roku. Dotyczyła wysokoprężnych odmian modeli Zafira (1,6 l i 2,0 l), Cascada (2,0 l) oraz Insignia z lat 2013-2016 (2,0 l).

Najnowsze