Motocyklista oszukał przeznaczenie

Słyszeliście kiedyś o czymś takim, jak efekt Shimmy? Ten motocyklista miał niebywałe szczęście - mógł zginąć pod kołami ciężarówki.

Shimmy to w wielkim skrócie zjawisko wpadania przedniego koła w niebezpieczne wibracje, które powodują szybkie i niekontrolowane ruchy kierownicy. Shimmy może być delikatne i łatwe do opanowania, ale czasami efekt jest tak mocno, że kierowca wypadnie z siodła.

Motocykl nie musi jechać bardzo szybko. Czasami wystarczy zaledwie 60 km/h i przejazd po nierównych torach tramwajowych, żeby wywołać tańczenie kierownicy. 

W tym przypadku sytuacja była trudna do opanowania. Efekt Shimmy wrzucił kierowcę w przestrzeń pomiędzy naczepą za tylnymi kołami ciężarówki. Na szczęście oprócz kilku obtarć nie stało się nic złego.

Najnowsze

Policja się pomyliła, niewinna osoba straciła prawo jazdy

Helsińska Fundacja Praw Człowieka pomogła poszkodowanemu kierowcy wygrać odszkodowanie w sprawie o rzekome kierowanie samochodem pod wpływem alkoholu, gdy inni kierujący podał jego dane, a policja nie sprawdziła tożsamości.

Komendant policji i prokuratura muszą zapłacić 20 tys. zł za to, że wskutek niedbalstwa funkcjonariuszy niewinny kierowca został skazany za jazdę po pijanemu i zabrano mu uprawnienia do prowadzenia pojazdów. 

W lutym 2016 roku poszkodowany został zatrzymany przez policję do kontroli drogowej, jego samochód został odholowany, a przeciwko kierowcy wszczęto dochodzenie w sprawie kierowania pojazdem bez odpowiednich uprawnień. 

Wtedy mężczyzna zwrócił się do Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Okazało się, że sytuacja byłą wynikiem decyzji starosty o zabraniu prawa jazdy na dwa lata, na podstawie wyroku sądu rejonowego. Takie orzeczenie zapadło po kontroli drogowej, do której doszło kilka tygodni wcześniej. Zatrzymany kierowca powiedział, że zapomniał dokumentów i podał fałszywe dane należące do mężczyzny, który nie był nawet do niego podobny.

Fundacja poinformowała, że zawarte w bazie Krajowego Systemu Informacji Policji dane, w tym fotografia, wskazywały na ewidentne różnice pomiędzy mężczyznami. Jednak policjanci nie zweryfikowali prawdziwości tych informacji. Skazany mężczyzna uzasadniał, że jest niewinny, a w czasie, gdy doszło do kontroli, przebywał za granicą 

Złożono apelację od wyroku skazującego, która została uwzględniona – orzeczenie zostało uchylone, a mężczyzna uniewinniony. Helsińska Fundacja Praw Człowieka nie ujawniła, w którym mieście doszło do nadużyć, nie upubliczniła także bliższych danych kierowcy, a także dokładniejszych danych dotyczących tej sprawy

Najnowsze

Odholowanie auta za 478 zł – czy ta opłata jest legalna?

Już 14 marca Warszawski Sąd Apelacyjny ogłosi wyrok w sprawie wysokości opłat za odholowanie źle zaparkowanych aut w Warszawie w 2017 roku. Rzecznik Praw Obywatelskich uznał, że stawki są niezgodne z prawem i zaskarżył przepis.

RPO wniósł skargę na uchwałę Rady Warszawy, która ustaliła wysokość opłat w 2017 roku za odholowanie i przechowanie auta na parkingu. Wniósł o stwierdzenie nieważności uchwalonych przepisów i podniósł w skardze, że stawki są arbitralne, a uchwała została wydana z naruszeniem prawa. 

Rzecznik wskazał, że zgodnie z prawem o ruchu drogowym, wysokość stawek powinna opierać się na uwzględnieniu kosztów usuwania i przechowywania pojazdów na obszarze danego powiatu. RPO zwrócił uwagę, że radni nie podjęli się ustalenia tych kosztów dla Warszawy, a informacja o kosztach nie została zawarta ani w uzasadnieniu, ani w protokole sesji rady. 

Kolejnym zarzutem jest brak odpowiedniego wyjaśnienia dla ustalenia stawek na poziomie maksymalnym lub zbliżonym do niego. W uzasadnieniu wyjaśniono tylko, że wysokość opłat pozwoli utrzymać dochody do budżetu miasta na poziomie 2016 roku.

Według rady wysokość kosztów usunięcia z drogi pojazdu o masie do 3,5 tony wynosi 478 zł, a pojazdu powyżej 16 ton – 1239 zł. Opłata za przetrzymywanie odholowanego auta na parkingu to odpowiednio 37 i 132 zł.

Przedstawiciel Rady Warszawy mecenas Andrzej Gruszka w rozmowie z mediami tłumaczył się, że oprócz kosztów zatrudniania miasto ma także prawo uwzględnić własne koszty, żeby sprawnie realizować zadania. Zwrócił też uwagę, że od kilku lat stawki za odholowanie i przetrzymywanie pojazdów są na podobnym poziomie. 

Wyroki w podobnych sprawach zostały już wydane w kilku polskich miastach. We wszystkich przypadkach sądy administracyjne stwierdzały nieważność przepisów, ale wyroki są jeszcze nieprawomocne.

Najnowsze

Edyta Klim

Zwariowany Ed i jego Honda C90

Mówi się, że jak ktoś jedzie do pracy motocyklem zimą to już wyczyn. A co powiecie na podróżowanie na dwóch kołach i spanie w namiocie przy – 30 stopniach?

Ed March swój plan podróżowania Hondą C90 po świecie zaczął realizować w 2009 roku i wtedy też powstały pierwsze filmy z wyjazdów. Wszyscy mu mówili, że na takiej Hondzie w świat się nie jedzie – on postanowił udowodnić, że się da! Poza tym w każdym miejscu na świecie jest w stanie ją naprawić.

Jego podróże nie są jakoś skrupulatnie planowane, on bawi się przygodą, wpada na różne pomysły po drodze i… np. pozuje nago. Jego trasy prowadziły przez Europę, Koło Podbiegunowe, z Malezji do Anglii, z Mongolii do Anglii i z Alaski do Argentyny.

Jemu nie są straszne żadne mrozy ani rozbijanie namiotu w śniegu po pas. Poniżej przedstawiamy kilka filmów z odważnych, zimowych wypraw.

Śnieżna rozgrzewka w Finlandii:

Zdobycie Koła Podbiegunowego w lutym 2013 roku:

– Byłem sam ze swoim zaufanym c90, aparatem fotograficznym i sprzętem kempingowym. Najniższa temperatura, jaką zarejestrowałem, wynosiła -23oC w moim namiocie – wspomina Ed.

Potem była Alaska zimą 2015 r. już we dwoje z Rachel:

i Kanada zimą, gdzie temperatury sięgały już do – 30 stopni:

Na kanale youtube tej pary podróżników https://www.youtube.com/user/c90adventures znajdziecie o wiele więcej filmów z (nieco cieplejszych) podróży.

 

Strona www: http://www.c90adventures.co.uk

Najnowsze

Edyta Klim

O marzeniach spełnionych i tych w trakcie realizacji – opowiada Roksana Noniewicz

Po dwóch latach startów w amatorskich rajdach, Roksi przygotowuje samochód do startów w rallycrossie!

Twoje pierwsze kroki za kierownicą w sporcie to….

W moim przypadku wszystko zaczęło się skromnie – od udziału w zawodach Wrak Race kilka lat temu. Były to pierwsze tego rodzaju zawody w Mysiadle. Panowała okropna pogoda, padało, a auto wytrzymało niecałe 20 minut! Całość, ze względu na warunki, bardziej przypominała jakiś off-road, ale od razu zaiskrzyło! (śmiech) Dlatego zakup rajdówki po pewnym czasie był czymś naturalnym i bardziej świadomym.

Twoje umiejętności jazdy samochodem od razu dalekie były od stereotypu „baba za kierownicą” czy włożyłaś w naukę wiele czasu i energii, by zobaczyć pierwsze rezultaty?

Motorsport od zawsze mnie fascynował, zresztą pewnie tak samo, jak wiele innych osób. Niestety ja nie bardzo wiedziałam, jak się za to zabrać i jak zacząć swoją przygodę z motoryzacją. Wydaje mi się, że kobiecie w ogóle dużo trudniej zacząć i dużo trudniej zaistnieć w tej dyscyplinie, chociaż na pewno są wyjątki (śmiech). 

Od dwóch lat startuję w amatorskich imprezach motoryzacyjnych, jednak nie jestem urodzonym kierowcą. Staram się nie zrażać, chętnie korzystam ze wskazówek i rad innych, bardziej doświadczonych kierowców.

Teraz, mając już doświadczenie w tym „zaczynaniu” – co byś doradziła kobietom, które o startach za kierownicą samochodu marzą?

Bardzo ciekawe pytanie, które porusza bardzo wiele aspektów. Niestety ilość kobiet w sportach motorowych jest niewielka, a wbrew pozorom i opiniom, że adrenalina to domena mężczyzn – większość moich koleżanek marzy o wylądowaniu za kierownicą rajdowego auta (śmiech). Wiele razy zastanawiałam się, czemu tak jest? I wydaje mi się, że przyczyn jest kilka. Po pierwsze, tak jak pisałam wcześniej, zdecydowanie trudniej jest nam zacząć swoją przygodę z motorsportem. Często dostaję pytania od dziewczyn na swojej stronie na facebooku –  jak zacząć, gdzie trenować, jakie kupić auto…. Po drugie, chcąc czy nie chcąc,  zawsze jesteśmy w centrum zainteresowania. Z jednej strony jest to dobre, bo zawsze ktoś wyciągnie pomocną dłoń w przypadku kłopotów albo pomoże z techniką i torem jazdy. Niestety z drugiej strony w przypadku niepowodzenia, często są komentarze w stylu: „baba za kierownicą”. Wciąż mnie to zaskakuje i wciąż nie mogę się do tego przyzwyczaić. Dlatego moje przesłanie do wszystkich kobiet, które próbują swoich sił za kierownicą w sporcie jest  takie – nie zrażajcie się, nie zwracajcie uwagi na krytykę, wytrwale dążcie do celu, a na pewno skończy się to sukcesem!

Jaki był Twój pierwszy cywilny samochód, a jaki ten sportowy? Co zdecydowało o takim, a nie innym wyborze?

Może źle wypadnę w odpowiedzi na to pytanie, ale jak to kobieta, zawsze kieruję się emocjami, na zasadzie, czy mi się auto podoba i czy ma ładny kolor (śmiech).  Dlatego mój pierwszy, cywilny samochód to był Mini Cooper, który sprzedawałam ze łzami w oczach i zawsze bardzo mile go wspominam. Co do rajdówki, to po prostu podjęłam decyzję i natychmiast miał być ten samochód! Był dostępny tylko śliczny, biały Peugeot 106, który oczywiście został zakupiony. Przez kilka tygodni z przerażeniem mu się przyglądałam, bo jak na rajdówkę przystało był: głośny, niewygodny i miał swoje fochy. To był trudny związek…

Który ze sportów motorowych jest najbliższy Twemu sercu i gdzie byś się chciała widzieć w przyszłości?

Po tych kilku latach startów doszłam do wniosku, że oprócz zwykłej walki z czasem, brakuje mi czegoś jeszcze… Zawsze z utęsknieniem wspominałam Wrak Race, więc powstał pomysł powrotu do korzeni w pewnym sensie, czyli zrobienia licencji  i startu w Mistrzostwach Polski Rallycross w klasie Seicento.

Czyli kontaktowe i nieprzewidywalne konkurencje cenisz sobie bardziej, niż walkę z czasem na trasie i towarzystwo pilota? Masz w sobie trochę zadziornego charakteru?

No chyba uporządkowanie i precyzja nie leżą w mojej naturze, a tego wymagają rajdy (oprócz poszukiwania własnych granic i granic możliwości auta). Tak naprawdę, swoje preferencje będę mogła ocenić dopiero po starcie w rallycrossie, ale podoba mi się to, że jest to sport w jakimś stopniu nieprzewidywalny. W tym sensie, że oprócz bezpośredniej rywalizacji, która na pewno bardzo motywuje, tor jazdy często jest narzucany przez innych zawodników. Nie pokonujesz mechanicznie zakrętów, tylko musisz się dostosować, musisz podejmować decyzje, coś się cały czas dzieje. Poza tym są tam odcinki o różnej nawierzchni: asfalt i szuter.

Swoje auto do rallycrossu kupiłaś gotowe czy trzeba je zbudować? Ile trwa takie przygotowanie? Co trzeba zrobić?

Auto do rallycrossu postanowiłam zbudować sama… Kupiłam samochód cywilny, z którego krok po kroku miało powstać auto do zawodów. Budowa rajdówki to niestety proces dość długotrwały, składa się z wielu etapów: pozbycie się wszystkich elementów wnętrza auta, obspawanie karoserii, zrobienie klatki, pomalowanie wnętrza samochodu, zamontowanie sportowych foteli i pasów, wymiana zawieszenia i wiele innych, już mniej poważnych modyfikacji. Budowę auta zaczęłam w październiku, a mój ambitny plan zakładał, że w styczniu już zacznę nim intensywnie ćwiczyć przed zawodami. Niestety ku mojemu przerażeniu realia okazały się zupełnie inne, bo w połowie stycznia samochód był wciąż na etapie budowy klatki. Po zmianie warsztatu trzeba nadrobić stracony czas, ale cudów nie ma. Obawiam się, że jak to zwykle w motorsporcie bywa, dostanę go tydzień przed zawodami…

Naprawisz coś sama w swoim samochodzie? Czy to nie Twoja bajka?

Zawsze z podziwem patrzę na kobiety, które potrafią zrobić cokolwiek w aucie, nawet jeśli chodzi o zwykłą wymianę koła. Pomijając to, że bardzo cenię pracę swojej manikiurzystki (śmiech) – uważam, że jednak powinniśmy zostawić coś dla mężczyzn, niech się czują potrzebni i niezastąpieni (śmiech).

Do startów w rallycrosie potrzebujesz też zaplecza serwisowego?

Niestety tak… „Niestety”, bo profesjonalny serwis na zawodach wiąże się z bardzo dużym kosztem, a ja na chwilę obecną nie mam sponsorów. Na szczęście wyciągnął do mnie pomocną dłoń Sejsport – drużyna sportowa, zajmująca się również przygotowaniem i obsługą samochodów niższych klas. Zarządza nią trzech czynnie startujących zawodników, którzy znają i rozumieją problemy osób walczących na co dzień z budżetem na starty. Dlatego nie robią tego stricte zarobkowo, ale z pasji.  Jako debiutantka w rallycrossie zaufałam im pod kątem logistyczno-serwisowym podczas zawodów.

Chcę podziękować także firmie 2Brally, która mnie wspiera i pomaga z wyposażeniem rajdówki. A do tego szyje dla mnie (na swój koszt) piękny kombinezon w wersji damskiej, gdyż tego rodzaju gotowych artykułów dla kobiet niestety nie ma w sprzedaży. Jestem bardzo wdzięczna za wsparcie i mam nadzieję, że ta współpraca będzie owocna i przyniesie konkretne wyniki w 2018. 

Z jakiego osiągnięcia do tej pory cieszyłaś się najbardziej?

Najbardziej się cieszę ze skromnego 3. miejsca w swojej klasie pojemnościowej, ale dobrze że są jeszcze puchary dla Pań (śmiech).

Ile swojego wolnego czasu przeznaczasz na pasje? I czy są jakieś inne?

Motorsport w moim przypadku jest pasją, która zajmuje zbyt dużo czasu i pieniędzy, żeby można było to połączyć z czymś innym. Są takie etapy, kiedy czasami mam dosyć i nagle cieszę się ze zwykłego weekendu, kiedy w końcu mogę, jak normalna kobieta, spędzić cały dzień na zakupach. Staram się trenować, chociażby raz w tygodniu, na torach o rożnej charakterystyce i nawierzchni (w zależności od planowanych startów), ale uważam, że trenuję wciąż za mało! Nie zawsze jest to kwestia czasu, bo niestety rajdowe auta są dość mocno  eksploatowane na torze, co niesie za sobą konieczność napraw lub przeglądów. To też uniemożliwia mi jazdę tak często, jak bym chciała.

Jak nastawienie do nowego sezonu?

Nie wszystko idzie zgodnie z planem, bo samochód, którym planowałam trenować od stycznia, jest wciąż w warsztacie… Mam nadzieję, że uda mi się przetrwać pierwszy sezon w tych trudnych zawodach, ale w końcu marzenia są po to, by je spełniać!  

Strona Roksi na facebooku: https://www.facebook.com/RoksiRacing/

Najnowsze