Motocyklem na jedwabnym szlaku - rozmowa z Kasią Michalak-Czechowską

15 maja 2014
Rozmawiamy z uczestniczką wyprawy motocyklowej Silk Road Adventure, która rusza w najbliższą niedzielę i potrwa 3 miesiące.
W przededniu wyruszenia na wyprawę życia Kasia znalazła czas, żeby podzielić się z nami wrażeniami z intensywnych przygotowań do podróży. Będziemy trzymać kciuki za powodzenie Silk Road Adventure!

Skąd narodził się pomysł na tak odważny projekt podróżniczy?

Motocyklizmem zaraził mnie kolega podróżnik i to właśnie jego opowieści o dalekich wyprawach mnie zainspirowały do zrobienia prawa jazdy kat. A. Po zdaniu egzaminu, kiedy kolega rzucił pomysł: "pojechałbym do Samarkandy", podchwyciłam go w mig i postanowiłam zrobić wszytko, aby słowo stało się ciałem. A było naprawdę wiele do zrobienia...

Ile trwały przygotowania, gdzie napotykałaś największe przeszkody, a co sprawiało Ci największą radość w trakcie "reisefieber”?
W zasadzie szykujemy się od roku, tworząc stronę www i szukając sponsorów. Naprawdę intensywne przygotowania rozpoczęły się w styczniu tego roku, na 5 miesięcy przed wyjazdem - zaczęliśmy wtedy proces sprowadzania motocykli z USA, a zaraz potem, na początku lutego - procedury wizowe. Najtrudniejsze były własnie wizy - papierkologia krajów byłego Związku Radzieckiego i problemy z uzyskaniem wizy rosyjskiej spędzały mi sen z powiek przez kilka długich tygodni. Na szczęście teraz wizy już mamy, więc można ukierunkować energię na pozostałe przygotowania. Największa frajda to przygotowywanie motocykla - doposażanie go w nowe fajne akcesoria i samodzielne grzebanie przy nim. Po powrocie z całego dnia w warsztacie miałam uśmiech od ucha do ucha.

Jaki sprzęt ze sobą zabierasz? Czy są jakieś szczególne funkcje, które będziesz pełniła podczas wyprawy?

Zabieram minimalną ilość ciuchów i tylko kilka niezbędnych zapasowych części do motocykla: zapasowy napęd, klamki, dętki i opony terenowe na zmianę, linkę sprzęgła, pęk trytytek i srebrną taśmę klejącą. Resztę narzędzi wiozą moi współtowarzysze. Jeden z nich jest odpowiedzialny za zestaw "warsztatowy", inny za medycynę i leki, a kolejny - za sprzęt elektroniczny. Ja za to jestem cookiem naszej wyprawy, zabieram podstawowy zestaw jedzenia na czarną godzinę i garnki. Sama chciałam kucharzyć, mam doświadczenie z żeglowania i bardzo to lubię, więc nie ma to nic wspólnego z faktem, że jestem jedyną dziewczyną w tym gronie. Poza tym ja jestem głównym "pisarzem" naszej wycieczki - piszę bloga, artykuły do prasy, prowadzę profil na FB - można powiedzieć, że odpowiadam też za nasz PR. Przygotowania tej wyprawy to ciężka praca na pełen etat, ale jestem przekonana, że warto! Dzięki samemu jeżdżeniu na motocyklach poznałam mnóstwo fajnych ludzi, a ostatnio, w czasie przygotowań do wyprawy grono to znacznie się poszerzyło o nowych, kompletnie zakręconych motocyklistów podróżników, co bardzo mi pasuje :)
 
 
Przyczepności Kasiu i wspaniałej wyprawy!

Komentarze

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy. Twój może być pierwszy!