Motocross lekarstwem na całe zło!

Monika walczyła z depresją, a miłość do motocykli zapoczątkowała pozytywne zmiany w jej życiu. Teraz jest wizażystką, blogerką i pełną energii optymistką, która swoją pasją zaraża innych i nigdy się nie poddaje!

Piszesz wprost, że miałaś depresję i to pasja motocyklowa stała się lekarstwem na wszystko. Czy blog piszesz po to, by dzielić się swoimi doświadczeniami i pomóc innym w podobnej sytuacji życiowej? 

Dokładnie tak, dlatego właśnie powstał blog – www.monikaharwas.pl . Chciałam podzielić się moją historią i być może pomóc komuś w podobnej sytuacji. Na co dzień spotykam wielu nowych ludzi, przeprowadzam mnóstwo różnych rozmów i w pewnym momencie zdziwiło mnie, ile osób w dzisiejszym świecie ma problemy z depresją, z samoakceptacją, z niskim poczuciem własnej wartości. Ja sama znam to doskonale, zmagałam się z tym już jako nastolatka. Pomyślałam, że skoro mi się udało pokonać chorobę, to może warto o tym opowiedzieć i nagłośnić temat. Depresja to wciąż tabu dla wielu ludzi, a przecież tu nie ma się czego wstydzić. Dlatego postanowiłam przełamać schemat, opowiedzieć o tym głośno, a być może będzie to dla kogoś przykład. Okazało się, że było to potrzebne, zaczęłam dostawać wiadomości od znajomych i nieznajomych, a to dało mi jeszcze większego „kopa” do pisania, przeczucie, że to co robię – ma sens. Oprócz tego, pisanie bloga okazało się absolutnie świetną sprawą i daje mi to ogromną przyjemność. Nie ma nic lepszego, niż opisanie własnych słabości w zabawny i humorystyczny sposób, dzięki temu je „oswajasz”!

Dużo w Twoich wpisach optymizmu i nadziei, wiary w lepsze jutro. Czy nad takim nastawieniem trzeba pracować? Potwierdzisz, że to nastawienie do życia kreuje naszą przyszłość? 

Zdecydowanie tak! Przekonałam się na sobie, że wiara w siebie, optymizm, pozytywne nastawienie do życia – tworzą naszą codzienność. Absolutnie kocham moje życie i cieszę się każdą jego chwilą, ale nie zawsze tak było… Faktycznie, życie z depresją to trudna, codzienna „współpraca” ze swoją głową. Ale każdy ma gorsze dni i trudno być wiecznym „człowiekiem-entuzjazmem”, zresztą dzięki Bogu, bo byśmy się wszyscy, chyba ze szczęścia pozabijali (śmiech). To my kreujemy naszą codzienność i to my mamy na nią wpływ. Mogę się poddać, schować pod koc i przepłakać cały tydzień, ale mogę też wyjść „do ludzi”, zrobić coś konstruktywnego, coś dla siebie. To tylko i wyłącznie mój wybór! Nauczyłam się wstawać rano i mówić sobie: „Jest super, dam radę!”. Poza tym, mam wspaniałych przyjaciół i cudowną rodzinę – jak tu nie być szczęśliwym?

Często zapominamy, ile wspaniałości jest w naszym życiu, ile małych radości, które przestajemy doceniać. A tak naprawdę – to te małe rzeczy tworzą nasze szczęście: kawa z przyjaciółmi, trening, przejażdżka na motocyklu, rozmowa z ukochaną osobą. Im częściej przypominam sobie, jak fajne są te życiowe momenty, tym szczęśliwsza i bardziej wdzięczna jestem. To można i trzeba w sobie wypracować.

Jak długo jeździsz na motocyklu i kiedy poczułaś, że motocykle to Twoja droga? 

Zdecydowanie za krótko! Pierwszy raz usiadłam na motocyklu późno, bo w wieku 24 lat i od razu poczułam, że to jest TO. Jako dziecko fascynowałam się resorakami kuzyna, wolałam gumę Turbo od gumy Donald (śmiech), ale musiało minąć parę dobrych lat, nim dorosłam do swojej pasji. Wcześniej, zwyczajnie nie było mnie stać na kupno własnego jednośladu, a wśród rodziny i znajomych nie było niestety pasjonatów motocykli, oprócz jednego, który zresztą namówił mnie, żebym zmierzyła się z „crossówką” (dzięki Guzik!). Zaczynałam jazdę i starty w motocrossie od zera, za porównanie mając jedynie rower (śmiech), ale dzięki temu jestem teraz dowodem na to – że lepiej późno, niż wcale! Ostatecznie na swój pierwszy motocykl nazbierałam sama i faktycznie trochę czasu mi to zajęło, ale mam z tego powodu ogromną satysfakcję. Często też piszę o tym na blogu – jeżeli o czymś marzysz, ale wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią „nie”, nie poddawaj się! Walcz o swoje! 

Czytam, że bywasz też „plecaczkiem”? 

Tak, aż czasem śmieję się, że mogłabym robić testy motocykli z punktu widzenia „plecaka” (śmiech). Mój chłopak ma okazję jeździć na różnych modelach i w sezonie najczęściej przemieszczamy się na dwóch kółkach. Ani trochę nie przeszkadza mi bycie plecakiem, bo dzięki temu dojeżdżam do pracy jakieś 20 minut szybciej i nie stoję w korkach (śmiech).  Podczas ostatnich wakacji wybraliśmy się motocyklem do Chorwacji i w sumie przejechaliśmy około 3200 km. Ja oczywiście w roli „bagażu” z tyłu i teraz już wiem, co to „ból tyłka”! (śmiech) Na drodze spotkaliśmy chyba wszystkie warunki meteorologiczne: od upału po deszcz i mroźny wiatr. Opisałam wszystko na blogu: http://monikaharwas.pl/2014/09/motonita-byc/ . Zaklinaliśmy się, że „nigdy więcej”, ale to była przygoda życia i nie żałuję ani minuty z naszej wyprawy!

Jak Ci idzie na zawodach, czy jesteś zadowolona ze swojej formy i wyników? 

 

Oj, chyba nie nadejdzie taki dzień, że będę w pełni zadowolona, bo ciągle chcę lepiej i szybciej! (śmiech) Nie ma co ukrywać – do czołówki nie należę, zazwyczaj dostaję piachem w twarz, ale to nie zwycięstwo jest moim celem… Ja już sobie coś udowodniłam – pokonałam chorobę, spełniłam marzenie na przekór wszystkiemu i zapracowałam na to sama. Oczywiście po drodze spotkałam wielu, bardzo życzliwych ludzi, bez których nie mogłabym nawet myśleć o startach. Forma i wyniki zawsze mogą być lepsze, ale dla mnie podczas startu w zawodach najważniejsza jest fajna atmosfera, ludzie z tą samą pasją i poczucie przynależności do świata o którym zawsze marzyłam. Na starcie, zaraz po myśli: „Po co to sobie robię?!?”, przychodzi jeszcze jedna: „TO JEST TO” (śmiech). Dla mnie już sam fakt, że startuję, próbuję – jest sukcesem i ogromną radością. A moim największym osiągnięciem jest to, że w drugim wyścigu w Sochaczewskim Rajdzie Niepodległości NIE BYŁAM OSTATNIA! (śmiech)

To mocno wyczerpujący sport, musisz takie zawody potem odreagować, jakimś większym relaksem?

Gdybym tylko mogła, to po zawodach spałabym przez tydzień! Niestety, najczęściej następnego dnia muszę się stawić w pracy, choćby to wyglądało na „doczołganie się” (śmiech). Najlepszym lekarstwem na zakwasy po starcie jest porządny streching lub masaż, a głowa po tak dużej dawce stresu najlepiej odpoczywa – pisząc bloga (śmiech). Dla mnie start w zawodach motocrossowych jest w dużej mierze odreagowaniem, głównie stresów związanych z pracą i zwariowanym trybem życia. Myślę, że gdyby każdy z nas mógł się porządnie „wyżyć” w wolnym czasie, problem nerwicy i depresji ominąłby wielu ludzi.

Zdarzały Ci się jakieś wypadki, kontuzje? Czy są spowodowane kontaktem z rywalami, raczej z przeszkodami naturalnymi czy własnymi błędami?

Oooh, ja jestem „człowiekiem-wypadkiem” i to głównie z własnej winy! (śmiech) A tak na poważnie – do tej pory borykam się z więzadłami w kolanie, udało mi się skręcić kostkę w bucie motocrossowym, prawie wleciałam w staw razem z moją Yamahą, a podczas pracy na planie teledysku  (na który pojechałam zaraz po porannym treningu, połączonym z nieoczekiwanym desantem) miałam lekkie wstrząśnienie mózgu. Nie ma treningu bez wywrotki, ale dopóki wstaję, podnoszę motocykl i próbuję dalej – jest dobrze! Motocross to obrzydliwie trudny sport, w szczególności dla kobiety i w tym też tkwi jego piękno. Każda zawodniczka, która wybrała tę drogę – to prawdziwa twardzielka! Tutaj są łzy, piach, błoto, siniaki i poplątane włosy, ale też ogromna satysfakcja i niesamowite poczucie wolności. Przychodzę do domu i myślę sobie: „Skoro pokonałam własny strach, przejechałam tor z tymi wszystkimi przerażającymi skokami i koleinami, to już nic nie jest straszne i mogę wszystko!” Każda pokonana przeszkoda, nawet za cenę paru siniaków i zadrapań, jest niesamowicie pozytywnym „kopniakiem” (śmiech).

Czy udział w zawodach to duży koszt? Dochodzi do tego motocykl i pełny ubiór? 

Po starcie w zawodach przez miesiąc jem ryż… To oczywiście żart, ale prawda jest taka, że motocross nie należy do najtańszych sportów. Przygotowanie motocykla, benzyna, oleje, wpisowe – to wszystko kosztuje. Powiedziałabym, że dla mnie koszt zawodów zamyka się w przedziale 500-1000zł, a wcale nie jestem pierwszoligowym zawodnikiem. Podejrzewam, że im szybciej, tym drożej (śmiech). Co do ubioru, to preferuję zasadę, że ma działać, a nie wyglądać, więc do tej pory startowałam w dziurawych portkach. Na szczęście miałam niedawno urodziny (śmiech). Przynajmniej nie trzeba się specjalnie wysilać przy wymyślaniu prezentów dla mnie, bo przy takim hobby zawsze się coś przyda! 

Przygotowanie się na zawody to trudne i wyczerpujące zadanie? 

Niestety, skłamałabym mówiąc, że szczególnie przygotowuję się do każdych zawodów – moja nieprzewidywalna praca uniemożliwia mi regularne treningi. Ale kiedy wiem, że zbliżają się zawody, to w każdej wolnej chwili wyrywam się na trening, chociażby na godzinkę. Wypracowałam sobie system – w chwilach, kiedy pracuję dużo np. na planach filmowych, to staram się zrobić trening w domu, cardio, pilates, czy cokolwiek, byle być w ruchu. A kiedy mam tylko dzień wolny, to nie zastaniesz mnie pod telefonem, bo będę wtedy na torze! (śmiech). Motocross przewartościował mi życie – zamiast piwka wieczorem chętnie pójdę na jogging. Nauczyłam się też lepiej organizować sobie czas, tak, żeby pasja nie cierpiała zbytnio przez mój wolny zawód. 

Czy na zawody motocyklowe, czy zwykłą przejażdżkę robisz makijaż? Czy i jak, czym powinno się wtedy umalować? Niektóre z nas nie wyobrażają sobie wyjścia z domu bez makijażu, a jednocześnie nie możemy patrzeć na puder pozostawiony wewnątrz kasku (śmiech).

I to jest idealne pytanie dla wizażystki-motocyklistki! Szczerze mówiąc, na trening czy zawody odradzałabym pełny makijaż, bo szkoda skóry, która wtedy – jak to się potocznie mówi – „nie oddycha”. Kremy BB albo CC dają radę, a utrwalone odrobiną pudru sypkiego bądź w kamieniu, powinny trzymać się na swoim miejscu. Jeżeli chodzi o maskarę – najlepsza będzie wodoodporna (jeżeli nie jesteśmy w stanie zrezygnować z pomalowanych rzęs). Puder wewnątrz kasku? Znam to i szczerze nienawidzę! (śmiech) Ale odkąd przestałam przesadnie malować się na treningi, mam wrażenie, że moja skóra jest mi za to wdzięczna. Oddzielne zagadnienie to fryzura po zdjęciu kasku… (śmiech)

Pracujesz jako wizażystka, czy to też sposób na poznawanie nowych ludzi? Dzielenie się pasją? Czy nie ma na to czasu? 

Dzięki mojej pracy praktycznie codziennie poznaję nowych ludzi, często są to osoby, z którymi raczej nigdy nie miałabym okazji porozmawiać np. ostatnio pudrowałam Roberta Lewandowskiego! (śmiech). Zazwyczaj, kiedy pojawiam się na planie, to po niecałej godzinie wszyscy już wiedzą, że jeżdżę w motocrossie, że mam bloga i ze mój mops nazywa się Browar. Z natury jestem gadułą, więc swoją pasją dzielę się wszem i wobec, chociaż faktycznie – w pracy na rozmowy jest raczej mało czasu… Jeżeli chodzi o zawód wizażysty czy charakteryzatora, nowe znajomości to chyba jeden z największych plusów. Polecam tę pracę każdemu, kto ma towarzyskie usposobienie i lubi gatunek ludzki (śmiech). 

Czy wśród spotkanych w pracy celebrytów trafiają się motocykliści? Czy łatwiej złapać z nimi kontakt?

Zdarzają się, i to całkiem często. Wspólne zainteresowania bardzo szybko stają się tematem do rozmowy i bach! Pierwsze lody przełamane (śmiech). Niesamowite jest to, że ludzie z moto-pasją są bardzo otwarci i zdecydowanie bardziej komunikatywni. Nagle okazuje się, że facet z pierwszych stron gazet jest super wyluzowanym kolesiem, który strasznie chciałby się nauczyć jazdy na jednym kole, a popularna aktorka jest zachwycona motocrossem i właśnie kupiła „dwusuwa”. Za to uwielbiam motocyklistów – zawsze można się z nimi dogadać.

Czy zimowa przerwa w jeżdżeniu nie psuje Ci nastroju? Masz jakieś rady na przetrwanie tego okresu bez motocykla?

Psuje strasznie… odliczam dni do wiosny! Tak naprawdę myślę, że taka przymusowa przerwa ma też swoje plusy – nabieram siły i masy (ale to z łakomstwa (śmiech)) na nowy sezon. Czekam, kiedy wreszcie wyciągnę „Jadźkę” z garażu i na nowo przypomnę sobie, jak bardzo uwielbiam ten sport! Jeżeli chodzi o przetrwanie to polecam: trening w domu, siłownię i fitness. Tym zapełniam wolne dni i staram się nie tracić formy. Zima też jest spoko – książka, herbatka, kocyk, śnieg za oknem… (śmiech)

Jakie masz motocyklowe plany na nowy sezon?

Przede wszystkim jeździć i czerpać z tego radość. Marzą mi się starty w Mistrzostwach Polski i Otwartych Mistrzostwach Lubelszczyzny – a jak będzie, zobaczymy. Wiem jedno – każdą wolną chwilę będę spędzać na torze, bo to dla mnie największy relaks, jaki tylko mogę sobie wyobrazić. 

Najnowsze

Zawodniczki w Rajdzie Dakar

W niedzielę, podczas uroczystej ceremonii startu Rajdu Dakar, pod pałacem prezydenckim w Buenos Aires pojawiło się 406 pojazdów: 137 samochodów, 63 ciężarówki, 161 motocykli i 45 quadów. Na ekstremalnej trasie rajdu rywalizować będzie dziesięć zawodniczek.

Rajd liczy 14 wyczerpujących etapów, a rywalizacja zakończy się 17 stycznia w Buenos Aires. Same odcinki dojazdowe potrafią przekroczyć 600-700 km, a najdłuższy etap rywalizacji to, aż 781 km. Łącznie motocykliści pokonają 9295 kilometrów (OS-y 4752 km), a samochody 9111 kilometrów (OS-y 4578 km).

Trasa rajdu Dakar 2015 przebiega przez terytorium trzech państw: Argentyny, Boliwii i Chile. Odcinki są urozmaicone np. w Boliwii zawodnicy będą rywalizować po solnym płaskowyżu położonym na wysokości powyżej 3,5 tysiąca m n.p.m., a następnie przejadą przez wysokogórskie pasmo Andów.

Niezwykłą siłą fizyczną i psychiczną muszą dysponować zawodniczki, które zgłosiły się do tak wyczerpującego rajdu:

 

MOTOCYKLE

 

LAIA SANZ (ESP)

Urodzona: 11/12/1985

Motocykl: CRF 450 Rally Honda

Numer: 29

 

 

Podczas tegorocznej edycji rajdu nie może zabraknąć “Królowej Dakaru”, która w 2014 roku została najwyżej sklasyfikowaną kobietą na Dakarze (zajęła 16. miejsce), a ta edycja rajdu jest piątą z rzędu w jej karierze. Marzeniem zawodniczki jest równie dobry wynik, choć jej przygotowania do rajdu utrudniała kontuzja i operacja łokcia.

Team HRC z piątką zawodników za cel stawia sobie, nie tylko zwycięstwo, ale także rozwój motocykla będącego bazą dla nadchodzącej wersji produkcyjnej.

 

 

ROSA ROMERO FONT (ESP)    

Urodzona: 19/03/1969

Motocykl: KTM 450 ECX

Numer: 96

 

Rosa Romero to żona doświadczonego zawodnika (i dwukrotnego zwycięzcy Dakaru) Nani Romero, która też postanowiła realizować swoje marzenia. Jej mąż zajmuje się sportem zawodowo, ona bardziej hobbystycznie. Będzie to czwarte podejście Rosy do osiągnięcia mety Rajdy Dakar, niestety poprzednie nie zakończyły się sukcesem z powodu min. problemów technicznych. Teraz Rosa ma lżejszy i lepiej przygotowany motocykl – trzymamy kciuki!

  

Z trudami Dakaru na motocyklach KTM zmierzą się także Polacy: Jakub Przygoński, Jakub Piątek, Paweł Stasiaczek, Michał Hernik i Maciej Berdysz.

 

QUADY

 

CAMELIA LIPAROTI (FRA)

Urodzona: 11/07/1977          

Motocykl: YAMAHA YFM700 R

Numer: 259    

 

Miejsce, gdzie w żyłach płynie nam benzyna, a nie krew... czyli czemu każdy motomaniak powinien odwiedzić Maranello
To już siódmy start tej, doświadczonej zawodniczki. Camelia jest z zawodu dziennikarką i wielokrotną Mistrzynią Świata kobiet w rajdach cross-country. Zyskała już sobie przydomek „Księżniczki Pustyni”. Dwa lata temu była najszybszą kobietą na rajdzie, zajmując rewelacyjne 9. miejsce i jest dopiero drugą kobietą w historii, której udało się ukończyć Dakar na quadzie. Zawodniczka nie jest sporej postury i mówi, że ”na Dakarze, umysł jest najbardziej efektywnym paliwem”!

 

 

PAULA GALVEZ (CHL)  

Urodzona: 09/02/1983

Quad: CAN-AM

Numer: 299    

 

Paula to debiutantka na Dakarze, a startuje quadem od trzech lat. Z zawodu jest nauczycielką wychowania fizycznego i jej uczniowie są z niej bardzo dumni. Przygotowując się do rajdu pracowała mocno nad wydolnością swojego organizmu, a jej celem jest przede wszystkim dotarcie do mety.

 

Polaków na quadzie reprezentować będzie Rafał Sonik.

 

SAMOCHODY

Mustang Mach-E 1400 – elektryk zaprojektowany z myślą o dobrej zabawie
Kierowca: WERNER ZOETAERT (BEL)

 Pilot: KATRIEN BOUSSIER (BEL)

Urodzona: 03/08/1964          

Samochód: TOYOTA Rallyray Desert 1 Warrior

Numer: 390

Katrien miała już do czynienia z Rajdem Dakar, jechała z obecnym kierowcą w 2009 roku i z innym w 2011. Niestety ani razu nie osiągnęła mety, a z Wernerem udało się przejechać jedynie jeden etap. Trzymamy kciuki za dobrą passę w tym roku!

 

 

Kierowca: ANNIE SEEL (SWE)

Urodzona: 05/09/1968

Pilot: PAUL ROUND (GBR)          

Samochód: Desert Warrior

Numer: 394

 

Miejsce, gdzie w żyłach płynie nam benzyna, a nie krew... czyli czemu każdy motomaniak powinien odwiedzić Maranello
Annie to prawdziwie wszechstronna pogromczyni Dakaru! Pięć startów na motocyklu, jeden jako pilotka w samochodzie, a teraz… za kierownicą. W 2010 wywalczyła najlepszy wynik wśród kobiet i tylko raz (właśnie jako pilotka) nie osiągnęła mety. Ochrzczono ją „Małą księżniczką Dakaru”. W tym sezonie również chciała zostać pilotką, jednak los się do niej uśmiechnął i Paul zamiast na prawy fotel, posadził ją za kierownicą. Annie teraz ma szansę zostać pierwszą Szwedką, która do mety Dakaru dojechała samochodem i motocyklem.

Ona zna doskonale Dakar, a on specjalnie przygotowany do niego samochód – świetny i konkurencyjny duet.

 

Kierowca: JOSE ANTONIO BLANGINO (ARG)

Pilot: ADRIANA ALIDA ANDREANI (ARG)

Samochód: RZR XP 900 EFI Polaris

Numer: 403    

To trzeci Dakar tej zawodniczki, a czwarty dla kierowcy. W samochodzie Polaris drzemie jedynie litrowy silnik od Forda K, więc celem rajdowej pary jest przede wszystkim osiągnięcie mety i dobra zabawa.  

           

Tatiana Calderón po raz kolejny nie wystartuje w Super Formule
Kierowca: ALICIA REINA (ARG)

Urodzona: 15/10/1973

Pilot: CARLOS DANTE PELAYO (ARG)

Samochód: TOYOTA SRV

Numer: 404

BMW MH8 800
 Rok temu Alicia była pierwszym kierowcą z Argentyny na Dakarze i mimo kłopotów technicznych osiągnęła metę na 60. miejscu. Alicia (mężatka z dwojgiem dzieci) startuje także od 2008 roku w rajdowych mistrzostwach Argentyny. Tym razem liczy na bezproblemową jazdę i zdecydowanie lepszy wynik!

 

 

Kierowca: CATHERINE HOULÈS (FRA)

Urodzona: 13/02/1968

 

 

 

 Pilot: SANDRINE RIDET (FRA) 

Urodzona: 11/03/1968

Samochód: Isuzu D-Max “Zouzou”

Numer: 422

 

A na koniec w pełni żeńska załoga różowego Isuzu o imieniu Zouzou! To debiutantki na Dakarze, które nabierały doświadczenia jedynie w kobiecych rajdach cross-country. Dakar to zupełnie nowe wyzwanie, więc dla nich szczytem marzeń jest dojechanie do mety, bez znaczenia na którym miejscu. Zawodniczki mówią z humorem, że zamiast testosteronu mają cierpliwość, a skoro nie mają siły fizycznej, to planują tak dobierać trasę, żeby machanie łopatą je ominęło.

 

Polaków w samochodach reprezentować będą:

– Krzysztof Hołowczyc i Xavier Panseri (Mini)

– Marek Dąbrowski i Jacek Czachor (Toyota)

– Adam Małysz i Rafał Marton (SMG)

– Piotr Beaupre i Jacek Lisicki (BMW)

Oraz w ciężarówkach:

– Darek Rodewald (w załodze Iveco)

– Jarosław Kazberuk (w załodze Tatry)

Najnowsze

Ewa Pertyńska

Nowy Cadillac CTS-V

Niedawno Cadillac przedstawił swój nowy model CTS-V. Parametry samochodu, który ma się pojawić w produkcji 2016 roku, świadczą o tym, że będzie to najsilniejszy z samochodów powstałych w trakcie 112-letniego istnienia marki.

Nowy Cadillac CTS-V napędzany będzie superdoładowanym silnikiem V8 o pojemności 6,2 litra, generującym moc 640 KM i maksymalny moment obrotowy 855 Nm. Dzięki tym parametrom auto ma osiągać prędkość maksymalną 320 km/h. Od 0 do 60 mil na godzinę, czyli do setki ma się rozpędzać w ciągu zaledwie 3,7 sekund. Samochód wyposażony ma być w 8-stopniową skrzynię biegów, obsługiwaną za pomocą łopatek przy kierownicy. System zmiany przełożeń ma mieć również dodatkowe wspomaganie w postaci kontroli zmiany biegów oraz maksymalizowania ich wydajności.

Dane techniczne Cadillac CTS-V:

  • nadwozie – czterodrzwiowy, sportowy, luksusowy sedan
  • tylny napęd
  • silnik: V8, pojemność 6162 cm3
  • maksymalny moment obrotowy: 855 Nm przy 3600 obr./min
  • moc: 640 KM przy 6400 obr./min
  • długość/wysokość/szerokość: 5021/1454/1833 mm

Najnowsze

Jakim wzorem dla przyszłych kierowców są ich rodzice?

Tegoroczne badania przeprowadzone przez Goodyeara pokazują, że zdaniem instruktorów nauki jazdy polscy rodzice są słabo wyszkolonymi kierowcami, którzy nie dają swoim dzieciom odpowiednich przykładów podczas podróży samochodem.

Badanie pokazało, że dwie trzecie polskich instruktorów nauki jazdy (63%) uważa, że słabe umiejętności rodziców w zakresie prowadzenia auta mają negatywny wpływ na podejście młodych, początkujących kierowców do bezpieczeństwa ruchu drogowego.

Wzór (nie)bezpiecznego kierowcy
Co więcej – to właśnie polscy instruktorzy najsilniej ze wszystkich badanych w Europie (aż 91%) apelują, by rodzice dawali swoim dzieciom lepszy przykład nie tylko własnymi umiejętnościami, ale przede wszystkim poprzez pokazywanie bezpiecznych zachowań na drodze. Poprzednie badanie Goodyeara wskazuje, że instruktorzy mają mocne podstawy do tak ostrej krytyki – wyniki ankiety z 2012 r. pokazały bowiem, iż przekraczanie dozwolonej prędkości jest najczęściej popełnianym błędem przez młodych kierowców (66%), co może być postrzegane jako odzwierciedlenie zachowania ich rodziców.  

„Rodzice mogą dawać dobry przykład lub pokazywać swoim zachowaniem, że przepisy są drugorzędne. Niestety bardzo często spotykam się z tym drugim, dlatego edukacja dzieci, młodzieży, ale również i dorosłych jest istotnym elementem w systemie bezpieczeństwa ruchu drogowego” – tłumaczy Łukasz Kucharski, dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Łodzi i prezes Krajowego Stowarzyszenia Dyrektorów WORD.

Świadomy wybór autoszkoły
Bardzo interesująco, na tle pozostałych krajów objętych badaniem, prezentują się wyniki związane z wskazaniem głównych powodów wybrania konkretnego ośrodka nauki jazdy dla przyszłych młodych kierowców. W przeciwieństwie do rodziców m.in. z Niemiec, Austrii, czy Francji, tylko 28% ankietowanych z naszego kraju wskazało na najbardziej prozaiczny powód jakim jest bliskość samego ośrodka. Znacznie większą wagę przykładamy do kwalifikacji pracujących tam instruktorów (52%) i rekomendacji konkretnego ośrodka udzielonych przez rodzinę lub znajomych (42%).

„Cieszy mnie, że coraz więcej osób przy wyborze szkoły nauki jazdy zwraca uwagę na kwalifikacje pracujących tam instruktorów. Polecam również sprawdzać raporty prezentujące poziom zdawalności kursantów poszczególnych szkół” – dodaje Ł. Kucharski.

Mniejsza składka tylko dla przeszkolonych
Polscy rodzice niechętnie odnoszą się do idei wprowadzania obowiązkowych kursów doszkalających dla młodych kierowców, którzy już zdobyli prawo jazdy. Obok ankietowanych z Finlandii (32%) i Austrii (35%), wynik Polski (również 35%) jest jednym z najniższych w Europie. Warto zauważyć, że aprobata dla takiego rozwiązania wzrasta do 55% przy założeniu, iż ukończenie takiego szkolenia wiązałoby się z obniżeniem składki ubezpieczeniowej. Co ciekawe powiązanie szkolenia z wysokością składki przekonuje przede wszystkim osoby, które wcześniej wyraźnie sprzeciwiały się takiemu rozwiązaniu – ich liczba maleje z 47 do 23%, przy niewielkiej zmianie osób niezdecydowanych, których liczba spada z 23 do 18%.

„Polscy kierowcy często przed przystąpieniem do kursów doszkalających określają swoje umiejętności jako ‘bardzo dobre’ albo ‘dobre’. Tymczasem przy trudniejszych warunkach okazuje się, że nierzadko są one tylko przeciętne. To właśnie kursy doszkalające pozwalają polskim kierowcom dostrzec swoje rzeczywiste możliwości i elementy, które wymagają treningu i poprawy” – tłumaczy Ewa Odachowska, psycholog z Zakładu Psychologii Transportu i Fizjologii Instytutu Transportu Samochodowego w Warszawie.

Ufam, ale kontroluję
Polscy rodzice silnie popierają ideę wprowadzenia tzw. „czarnej skrzynki”, która pozwoliłaby im kontrolować prędkość, z jaką porusza się samochód dziecka oraz poznać jego styl jazdy (aż 72%). Urządzenie ma docelowo poprawić podejście początkujących kierowców do bezpieczeństwa ruchu drogowego. Mniej entuzjastyczni wobec tego pomysłu okazują się instruktorzy nauki jazdy, z których tylko połowa (52%) popiera wprowadzenie takiego rozwiązania.

„Już dziś można zaprogramować kluczyk i w ten sposób ograniczyć młodemu kierowcy prędkość maksymalną, poziom głośności systemu audio, a nawet unieruchomić silnik w przypadku braku zapiętych pasów bezpieczeństwa. Wciąż jednak nie doczekaliśmy się odpowiednich regulacji prawnych, dlatego tego typu rozwiązania, które mogłyby poprawić bezpieczeństwo, nie są dziś powszechnie dostępne” – tłumaczy Maciej Kalisz, prezes Fundacji „Jedź Bezpiecznie”.

„Prawko” to nie koniec nauki
Wyniki badań pokazują, że system wielostopniowego przyznawania prawa jazdy cieszy się różnym poparciem w poszczególnych krajach, chociaż prawie połowa (42%) polskich rodziców i rodzimych instruktorów jazdy (48%) popiera ten pomysł. Warto w tym momencie zaznaczyć, że wynik rodziców odzwierciedla średnią europejską (również 42%), a wynik instruktorów jest do niej mocno zbliżony (52%).  

„Młodzi ludzie w przedziale wiekowym 18-24 lata mają często złudną pewność własnych umiejętności prowadzenia auta i przewidywania potencjalnych sytuacji drogowych. Prawo do korzystania z obowiązujących limitów prędkości lub przewożenia pasażerów powinno być stopniowane adekwatnie do zdobywanego doświadczenia. Wielostopniowy system przyznawania prawa jazdy jest zatem absolutnie zasadny” – tłumaczy Ryszard Fonżychowski, prezes Stowarzyszenia na Rzecz Poprawy Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego „Droga i Bezpieczeństwo”.

O badaniu
W 2014 r. ankieta została przeprowadzona przez Reputation Inc w imieniu Goodyeara, aby lepiej zrozumieć podejście rodziców do bezpieczeństwa ruchu drogowego, nauki jazdy oraz początkujących kierowców. Dane gromadzono w okresie od lipca  do sierpnia 2014 roku, przeprowadzając internetowe wywiady w językach poszczególnych krajów. Ankieta zawierała 35 pytań i została wysłana do rodziców z  19 krajów. W Polsce odpowiedziało na nią 307 osób.

Najnowsze

Motocyklowo w zimę? Propozycja stylizacji

Styl motocyklowy kobiet większości kojarzy się z kolorem czarnym, skórzanymi kurtkami, frędzlami i ćwiekami. Nic bardziej mylnego.

Dziś, gdy praktycznie każdy styl jest modny, możemy przebierać i wybierać w kolorach. Czarne skórzane spodnie w stylizacji jako podstawa, do tego dodajmy jasną koszulę w kratę z jeszcze jaśniejszym t-shirtem i nadal utrzymujemy styl motocyklowy.

Kask – Biltwell

Spodnie – H&M

Koszula – Rude Riders

T-Shirt – Rude Riders

Buty – Allegro

Najnowsze