Moto Italia 2017 - inspirująca relacja z motocyklowej podróży Katarzyny Mełgwy

11 maja 2018
20
Motocyklem po Włoszech? Czemu nie! Oto ciekawa relacja, dzień po dniu, z podróży Katarzyny Mełgwy jednośladem po słonecznej Italii.

Tekst oryginalny - bez redakcji motocaina.pl

30.08.2017 ŚRODA   / trasa około 400km /

Ruszamy po 17tej z Gdańska w 3 motocykle : R6 -Malwina, FJR 1200-Daniel , Daytona 675 - moja Tośka . Cel na dziś Wolbórz  Hotel Górski , gdzie kimamy i dołączają do nas Krzysiek z Olą na Vstromie 650 . Temperatura 26 stopni  , a my do Italii ;-). Tradycyjnie przy bramkach bunt mojej Tośki czyli nie mam biletu na przejazd autostradą . Mądrzejsi ode mnie twierdzą , że to wina nieprawidłowego ustawienia kąta tablicy rejestracyjnej i kamera mnie nie widzi . Nie żebym latała za free po autostradach , ale standardowo kasują mnie na wylocie po krótkiej wymianie skąd – dokąd . Autostrada nudną jest więc szybko docieramy do Hotelu . Jak to Polaków "rozmowy wieczorowa porą "  okazuje się , że Krzychu nie ma wykupionego ubezpieczenia , no coż  zbliża się północ i głowy nie te , podziałamy rano .

Wskazówka : jak spakować się na sporta ? praktykuje od wielu lat torbe na bak i na zadupek ,obowiązkowo pajączek w pogotowiu . Torby na bak są świetne do pewnych wysokości  rozłożenia , moja jest dość wysoka   - zasłania zegary w pełnym rozłożeniu .  Przy większych prędkościach potrafi żyć swoim życiem i motać się na boki i tu można zacisnąć ją pajączkiem . Nigdy też nie rozstaję się z podręczna torebeczką - dość pokażną nerką / browarek na luzaku wejdzie / .

31.08.2017 CZWARTEK / trasa około 580 km/

Dziś cel Wiedeń . Startujemy po 10 tej po ogarnięciu  ubezpieczenia moto . Propo ubezpieczenia swoje polisy  wykupiliśmy w allianz koszt około 150 zł /11 dni / dla jednej osoby

Od rana patelnia , no ale pora się oswajać  z tymi temperaturami które na nas czekają w Italii ;-)

Drobne zakupy w Częstochowie i  jesteśmy w Brnie gdzie w 30 stopniowym upale wbijamy do centrum w poszukiwaniu regionalnej kuchni . Nawet coś tam zostało zlokalizowane internetowo , gorzej jednak z trafieniem i parkowaniem . Pierwszy pomysł  parking koło przystanku tramwajowego niestrzeżony za free i już widzę oczami wyobraźni jak tubylcy biorą torby z motków i ładują się   idealnie w tramwaj .  Druga propozycja parking płatny – super – tylko kto ma drobne ?nikt – więc kręcimy się jeszcze w upale i godzinach szczytu po czym nic nie konsumując i zwiedzając z perspektywny siedziska motocyklowego  opuszczamy Brno .

Jest i Wiedeń – samo centrum –  nasz  Hostel , a więc szybki prysznic i dzida na miasto z 3 trzema błyskawicami po drodze . Już przeliczam ile szykować siana i czego spodziewać się po powrocie w skrzynce pocztowej eh…. Jak na pewnym zlocie SL  skwitowała Szanowna koleżanka Aleksandra  NO MONEY NO FUNNY ;-)  . Szybkie foto przed pałacem Shonnbrunn i wracamy do hostelu racząc się piwkami  w piętrowych łóżkach .

Wskazówka : co na upały ubrać ? moja propozycja to buzer który rewelacyjnie się sprawdza i koniecznie odzież tekstylna - głównie śmigam w skórach , ale wszystkie eskapady turystyczne tylko teksy i buzer .

1.09.2017 PIĄTEK  / trasa około 630 km

 Startujemy po 8 mej z Wiednia . Przebijamy się przez zakorkowane miasto i lecimy na autostradę . Dziś cel Wenecja .Moja Tośka uwielbia bramki tym razem otrzymuje bilecik , ale przemiła niespodzianka na końcu  otwiera się szlaban i mamy 18 Euro w kieszeni  . Zaczyna się cudna pogoda czyli 300 km w deszczu . Italia  raczy  nas pięknymi górskimi  widokami spowitymi mgłą ,  ale kiepską pogodą .Tuż przed Wenecją mini tornado ,   gradobicie w roli głównej .  Jechać , stać , stać , jechać ? !? Chwila refleksji na poboczu i do przodu . Dojazd od Wenecji korek , korek , korek ...uprzejmość kierowców ?hm... porównywalna do naszych -  szczególnie nie odstajemy , są tacy co zrobią Ci miejsce a i tacy co z uporem maniaka będą cisnąć środkiem . Ponieważ jestem raptus , więc maneta i jestem  na  turbinowym rondzie i szybko się z niego ewakuuje tyle tylko  że sama bo gubie reszte ekipy .  Upssss moi zjechali innym zjazdem  a ja znowu na 2pasmówce i giga korek w którym trzeba kiedyś zrobić nawrotkę . Extra pas awaryjny mi pomaga dzwonię do  przewodnika stada zaopatrzonego w słuchawki i przeciskamy się ponownie do celu .

Nocujemy w  pensjonacie  przed którym wita nas figurka buddy . Dom  ma swoje zwyczaje i buty zostawia się na podwórku.  Jest  absolutny  zakaz wchodzenia w nich do domu ,nawet będąc w laczkach i wychodząc na zewnątrz musimy je zostawiać na podwórku . Trochę robi się bekowo bo gdy tylko jest okazja czmychamy w tych laczach gdy nikt z gospodarzy nie widzi . Ponieważ jest oberwanie chmury i deszcz nie daje za wygraną  spędzamy wieczór w pensjonacie . Szeryf pensjonatu zamawia nam pizze z pobliskiego baru i czuwa czy przypadkiem nie nakładamy obuwia .  Konsumując po dużej pizzy  i racząc podniebienie za bardzo przyzwoita cenę  winiawkami   gramy w double kończąc ten dzień w nadzieji na jutrzejszą pogodę .

Wskazówka : w czym na deszcz ? koniecznie przeciwdeszczowe kombinezony , a najlepiej jak w moim przypadku posiadanie odzieży nie przemakalnej a zwłaszcza butów – absolutnie  nie jedżę w sportach na takie wojaże po pierwsze większość przemaka po drugie nie nadają się do chodzenia . Odnośnie rękawic nie udało mi się uniknąć by były suche – rękawiczki ze stacji benzynowych na dłuższe przeloty nie są wygodne ani bezpieczne – dobrze mieć ze sobą 2 pary bo suszenie suszarkami trochę trwa .

2.09.2017 SOBOTA / 2.09.2017 / trasa około 270 km /

Dziś cel Rimini . Ponieważ mało sypiam i uwielbiam rano wstawać. Godzina 6 sta motam się po pokoju  sprawdzając czy rękawiczki wyschły , czy torba na bak  która towarzyszy mi od 15lat dała radę w tym gradobicu , no nie nie dała pokrowiec zionie ducha i przepuszcza deszcz częściowo do środka . Zawsze pakuje odzież dodatkowo w worki , ale tym razem kto by pomyślał Italia i gardobicie – no niestety woreczki sobie po kieszeniach leżakowały a odzież pomoczyło .

Ponieważ do Rimini mamy stosunkowo niedaleko dziś będziemy zwiedzać Wenecję – wyspy Murano słynącą z produkcji szkła oraz Burano- z produkcji koronek i kolorowych domków mieszkalnych których kolory należy uzgadniać z lokalnymi władzami .

Wczorajsza  pizza ok , ale nie jest to coś co by mnie powaliło na kolana  . Nasza kuchnia świetnie sobie radzi również z Włoskimi specjałami także nie jest tak jak kiedyś , że tylko tu są niesamowite smaki  nie do podrobienia .

Lecimy zwiedzać Wenecję tramwajem wodnym  , moto zostawiamy w bezpiecznym strzeżonym 7 piętrowym parkingu nieopodal portu za 18 euro na cały dzień .Można też zostawić ciuchy i na luzaku udać się na zwiedzanie . Tramwaj wodny  na cały dzień pływania po wyspach to koszt 20 euro , nie jest mało ale spora oszczędność czasu i nóg . Na zwiedzanko pogoda idealna nie ma upału ani deszczu , choć chmury się czają w ukryciu.  Mieszkanie na wodzie i przemieszczanie się po niej to nie moja bajka z racji na słabość pływania pomimo , że jestem zodiakalna ryba . Podziwiam styl życia jaki prowadzą Włosi - nie widzę tu  gonitwy , zmierzłości i niezadowolenia , spokój i tak jakby czas się zatrzymał to  może mieszkanie na wodzie i sjesty kołyszą ich sampopoczucia ?..

Po pięknym dniu startujemy do Rimini . Oczywiście w przelotach burza  z widowiskowymi błyskawicami jak w horrorze . Stacje benzynowe k 18tej w większości samoobsługowe , wrzucam 15 euro i nic , dystrybutor nie daje pić mojej Tosi . Uwielbiam wszystkie cuda techniki bez udziału człowieka to coś idealnie dla mnie ;-) Walczymy , walczymy bo mamy tylko 6 minut by dystrybutor zadziałał , miałam nosa by nie wkładać tam karty brryyyy  . Udaje się opanować dystrbutor o czasie i nalać wątpliwej jakości paliwo. Po drodze zakupy w pobliskim Lidlu i po 23 ciej  lądujemy w bazie w Rimni w hotelu Carol  200 metrów od pięknej plaży gdzie zostajemy do poniedziałku .

Wskazówka : jazda nocą ? jazda nocą i to w deszczu nie należy do przyjemnych z racji na kiepską widoczność , jedyne co nam zostaje nie wykonywać gwałtownych ruchów i dać jechać temu motórowi   uważając zwłaszcza na białe linie ,  na pasy na drodze które bywają śliskie i na zwierzynę leśną .

3.09.2017 NIEDZIELA / 3.09.2017 / trasa około 100 km

Dziś ogarniamy pranko i zostajemy w hotelu na jeszcze jedną noc . Od rana pada i wcale nie jest ciepło . Plaża blisko  , w hotelu basen  zewnętrzny na który  możemy tylko popatrzeć z balkonu  . Idziemy w miasteczko , gdzie czuć motocyklizm na każdym kroku . Trafiamy na wystawę motocykli startujących w Moto GP  oraz wystawę najlepszych zdjęć z Moto GP . Wystawa nie jest stałą ekspozycją , prezentuje  motocykle oraz pełen strój znanych zawodników  Rossiego , Marqueza, Lorenzo. Świetnie prezentuje się rozłożona na czynniki pierwsze konstrukcja  kombinezonu SPIDI , nie wspomnę o zdjęciach które niesamowicie oddają klimat zawodów .

No i mamy  przepyszne  gelato  i plażę choć woda jest  ciepła to na zewnątrz bez szału , ale już nie pada na szczęście . Ruszamy do Coriano miasteczka   Marco Simoncelliego , który zginął 6lat temu podczas wyścigu w Malezji . W Coriano gdzie urodził się Marco znajduje się muzeum poświęcone jego życiu i karierze .   Kręta droga choć asfalt słabej jakości z ładnymi widokami kieruje nas do  kolejnego  celu jakim jest  Tor Missano na który mamy cicha nadzieje wjechać . Niestety , ponieważ za kilka dni zbliżają się wyścigi motogp na torze trwają przygotowania do wyścigów przez co nie udaje nam się skorzystać . Cel San Marino -  super kręta droga , niestety po godzinie 20 tej zaczyna robić się ciemno . Miasteczko nocą też ma swój urok , na każdym kroku czuje się ducha sportu motocyklowego tym bardziej , że zbliżają się wyścigi Moto Gp. Konsumpcja pizzy obowiązkowa   o i  nawet  lepsza niż ta z Wenecji kilka fot i wracamy do hotelu k 24 tej .

Wskazówka : co na to nasze  mięśnie na długotrwałe pozycje na moto ? moim rozwiązaniem jest piłka  lacrosse - zajmuje mało miejsca a jest świetnym rozwiązaniem na spięte mięśnie całego ciała – wymaga pewnej znajomości  technik masażu i cierpliwości ale efekty są zbawienne .

4.09.2017 /PONIEDZIAŁEK / trasa około 300 km

Dziś cel Florencja , a po drodze zwiedzanie Sieny , Monteriggoni  oraz  San Gimignano . Pogoda się rozkręca zaczyna grzać idealnie na zwiedzanie .  Docieramy do przepięknej Sieny , motki na parkingu niestrzeżonym , bagaże spięte no może nic się nie wydarzy . Nie wydarzyło prócz tego że postanowiłam pójść swoimi ścieżkami i się najzwyczajniej zgubiłam –  przy okazji sprawdziłam swoją orientację w terenie  i ludzką chęć pomocy . Nie chcę rozpisywać się o Sienie bo w internecie jest wszystko co potrzeba – zachęcam jednak do odwiedzenia tego urokliwego miasteczka z fantastycznym rynkiem głównym o muszlowatym kształcie wybrukowanym czerwoną cegłą .

Dalej lecimy do niezwykłego   miejsca Monteriggoni  a w zasadzie twierdzy  usytuowanej  na rozległym wzgórzu .Wysokie mury z 14stoma wieżami przypominającymi koronę na wzniesieniu - oaza  ciszy  i spokoju otoczona przepiekną  toskańską roślinnością .

 Ponieważ jest okropnie gorąco do San Gimignano wlatujemy wręcz tylko na fotę i ciśniemy na Florencję gdzie czeka na nas fantastyczny  Camping Firenze  z basenem .Jazda po Florencji to oczy dookoła głowy – skutery tu jedżą jak szalone .  Nie mam pojęcia jakie są statystki wypadków ,  ale jazda  na ostrej krawędzi i rzecz jasna na światłach całe tłumy na pole position . Samochodziarze są oswojeni z moto-skutero rajderami   stojącymi na "lini startu " i dają szansę  wszystkim dwukołowcom .

Docieramy na Camping k 20 tej  , ale basen już nie czynny wieczorową porą – więc gościmy się w domku  rozpijając wódeczkę ,  grając w gry i zabawy i tym sposobem mamy doborowe towarzystwo przy stole Cygana , Uchodżce , Jezusa , Małysza i Kasię Figurę .

Wskazówka : gorąc i nasze oczy ? w takie dni jak ten mam problem z oczami najzwyczajniej robią się bardzo suche i czerwone – dlatego najlepiej brać ze sobą do apteczki krople nawilżające  w sprayu zwłaszcza gdy jesteśmy narażeni na całodniowe mocne słońce .

5.09.2017 / WTOREK / trasa około 200 km

Rano chcemy wreszcie skorzystać z basenu , ale okazuje się  czynny od 10tej więc szkoda czasu na leżakowanie . Ubieramy spodenki i t-shirty i lecimy zwiedzać centrum Florencji do którego mamy około 5 km . Super opcja Campingu Firenze  to możliwość zostawienia wszystkich rzeczy i bagaży za 1 euro w przechowalni  – znowu mnie nie kasują – choć mam bagaż jak tragaż związane wszystko w jeden pakunek buty , strój moto , 2 torby , może się nie rozsypie im z półek .

Florencja nie oczarowuje mnie specjalnie :  bardzo gwarna , tłoczna , wąskie chodniczki , non stop coś za Tobą jedzie albo skuter albo rower albo auto z silnikiem elektrycznym . Wreszcie mamy cudną 30 stopniowa pogodę -  jak dobrze , że udała się opcja z bagażami bo by tu człowiek zszedł w tym motocyklowym odzieniu targając torby ze sobą , no może kto ma kufry ten ma luz ;-).  Jak już wspomniałam styl jazdy skuterami jest nie do skopiowania , pędzą ile fabryka dała , wyskakują z każdej twojej strony  wjedżając  niemal pod koła – szkoła przetrwania . Pasujemy tu jednie  strojami bo tak jak oni się porozbieraliśmy . Punktem obowiązkowym jest Piazzale Michelangelo położony  na wzgórzu z fantastycznym widokiem na Florencję . Spontanicznie oglądamy najbardziej popularne zabytki Florencji przechadzając się słynnym mostem nad rzeką Arno , popijając zimne piwko .  Wracamy na camping Firenze skorzystać wreszcie z basenu . Cudnie tego było nam  wreszcie trzeba -   drugi raz w wodzie wow !  nawet coś tam udaje się przyrumienić . Poleniuchowane i k 18 tej lecimy do Pizy  jest już ciemnawo więc foty słabe . Szybki rekonesans po starówce i pędzimy na Camping Apuano  do Marina di Massa gdzie spędzimy 2noce .

Wskazówka : jazda w grupie ? warto zastosować tzw. Szachownicę i wyprzedzać na zygzak wracając do swojej pozycji , o ile u nas tylko 5 motocykli tak przy większej ilości trzymanie się powyższych  zasad ma ogromne  znaczenie dla bezpieczeństwa

6.09.2017 / ŚRODA / trasa około 100 km

Poranek wita nas deszczykiem , znowu szansa na pobliskie towarzystwo morza zaprzepaszczona . Ponieważ wieczorkiem trochę posiedzieliśmy mozolnie zbieramy się i ruszamy do La Spezi i Cinque Terre a dokładnie Riomaggiore jednego z 5 ciu miasteczek włoskiego parku naturalnego Cinque Terre.

Poranna gimnastyka i przepierka rzeczy . Ruszamy k 13 stej trochę nas zamuliło po wczorajszym wieczorze  ;-)  La Spezia przejazdem - główny kierunek to Cinqe Terre . Wjazd do miasteczka chroniony szlabanami . Na powitanie rondko z posterunkiem policji , gdzie zostawiamy motki . Schodzimy w dół miasteczka malowniczymi ścieżkami  w towarzystwie  przeróżniastych  drzew na których rosną  figi , cytryny , oliwki , winogron .  Wśród skalistego wybrzeża  bajecznie  komponują się romantyczne zaułki , skały zanurzone w morzu , kolorowe kamieniczki . Estetyka miasteczka jest na tyle zachowana , że jest zakaz instalowania anten satelitarnych na budynkach . Idziemy promenadą  i wchodzimy do centrum miasteczka , po drodze można się ochłodzić w wodzie  pośród skał czego nie omieszka  zrobić Krzychu . Riomaggiore  pokryte  tarasowo położonymi winnicami  , spokojne , magiczne  słynące z produkcji lokalnego wina . Wracamy  do motocykli i ruszamy ale po kilku km okazuje się , że towarzyszka Ola  zostawia na murku  telefon przy naszym rondzie policyjnym .  Cześć ekipy zostaje przy drodze w oczekiwaniu na drugą część która wraca po telefon . Od razu okazuje się , że Ola odnajduje sobie  zajęcie jakim jest zdobycie owoca kaktusa . Wszystko super nawet każdy dostał po sztuce do zjedzenia  ,  zanim się go skonsumuje trzeba obrać z igiełek strasznie drobnych i kujących o czym się zbyt późno przekonaliśmy - igłoterapia rąk za free  . Po nałożeniu rękawic miny nie są wesołe  . Jest też dobra wiadomośc  telefon się znajduje . Wracamy na Camping i wiemy na pewno , że dziś plaża i nocne kąpanie musimy zaliczyć . Woda w morzu cieplutka , cicho , ciemno i winkowo .

Wskazówka : organizacja  żywienia ? w kwesti jedzenia w większości noclegów mieliśmy  zaplecze do pichcenia – polecam kupować i robić posiłki  które możemy dodatkowo ze sobą zabrać w drogę u mnie się sprawdza omlet z owsianki , ryż z dżemem , suszone owoce , orzechy nerkowa , żelki , kabanosy , owoce które nie ulegną zbyt szybkiemu uszkodzeniu np.mandarynki

7.09.2017 /CZWARTEK / trasa około 300 km

K 10tej obieramy cel Mediolan skąd udamy się na nocleg nad Jezioro Garda . W planie nie było autostrad , ale jednak jak to w życiu plany czasami trzeba modyfikować , więc cóż  ponad 20 euro i autostrada nasza . W Mediolanie żar z nieba , po tyłku cieknie , w gaciach z 40 stopni , tłoczno , zaparkować nie ma gdzie nawet motocyklem .Krążymy klikukrotnie koło katedy i poddajemy się z Krzyśkiem i Olą marząc o  zimnym piwku i kąpieli  w Jeziorze Garda nad którym mamy nocleg. Strasznie tłoczno , na światłach każdy skuter chce być pierwszy , samochodziarze już nie sa tak mili , notoryczne trąbienie i harmider miasta , nie no na co tu czekać - wiać !!! A więc to była bardzo kosztowna autostrada , a Mediolan .... miasto mody .... na razie nie dało sie tego zauważyć , ale może to taka własnie jest moda .Kierunek naszego noclegu  Cinsello Balsamo no czyż to nie zachęca by już tam być zamiast się smażyć tu i teraz . Lecimy z twardym nastawieniem żadnych autostrad !Niestety wszelkie możliwe nawigacje nie znają innych dróg . No nic nie ma co niech będzie ta autostrada której w żaden sposób nie da się uniknąć  .Pierwsza prawie 14 euro , kolejna 2 euro jest coraz lepiej tak można jechać . Mam problem z kartą nie czyta mi na bramkach , nie wydaje mi biletu więc nerwowo wciskam 6 razy przycisk zaraz mnie wystrzeli w powietrze z tego gorąca . Wciskam s.o.s zero reakcji , co się tu dzieje ?! czyli ciąg dalszy niespodzianek autostradowych . Nie mam cierpliwości -  jedziemy przecież  bramka otwarta , zapłacę tradycyjnie na wylocie w końcu to tylo 2,10 euro . No ale na wylocie bramkowy starszy Pan Italiańczyk nie zamierza pobierać ode mnie forsy tylko drze się 2 bilety 2 moto i wylatuje z tej swojej budy jak poparzony gestykulując . No  i nagradza mnie zajebiście długim jak półtorej kartki A4 mandatem na kwotę 64,20 euro - jak to leciało NO MONEY NO FUNNY ?! FUCK !

Docieramy do hotelu  super pogoda się trzyma - jest dobrze . Szybka zmiana garderoby zapasy do konsumcji i na promenadę . O nie, tylko nie to zaczyna lać , ledwo zdążyliśmy otworzyć butelki i usiąść na ławce . Nie ratuje nas nawet  pobliski domek na  placu zabaw   dla dzieci - nic z tego nie będzie znowu jakieś kule gradu . Koło 20tej przestaje lać   więc atakujemy pobliski sklep .   O petarda bo właśnie nam go zamykają przed nosem  !!!  Uroki Italii  ale sklepy z odzieżą pootwierane  jak by to  właśnie one miały  zaspokoić nasz głód i pragnienie . Podążamy na pizze  no i jest wreszcie najlepsza jaką jadłam podczas dotychczasowej eskapady .  Wszystko smakuje perfecto  z zimniusim piwkiem prócz tego że tu nie mamy zasięgu a znajomi którzy dotarli do hotelu siedzą i czekają na nas z tobołami , ajćććć !!!!

Wskazówka : czy i jak najlepiej płacić ? Najlepiej mieć przy sobie również gotówkę . Nagminnie po godzinie 18tej funkcjonały stacje samoobsługowe gotówkowe , poza tym ich wygląd nie zachęcał by pchać tam kartę jeśli była taka możliwość  . Na autostradzie moja Mastercard  zbuntowała się pomimo że w pozostałych miejscach sprawnie działała .

8.09.2017 /PIĄTEK / trasa około 500 km

Wstaję rano na poranny spacer promenadą wzdłuż Jeziora Garda - Cinisello Balsamo ostatni dzień we Włoszech . Dziś cel Monachium . Jedziemy miasteczkami wzdłuż Jeziora Garda , pogoda cudna , niesamowite widoki człowiek chciałby zatrzymać się i uwiecznić każdy mijany pejzaż , zajrzeć do każdego napotkanego miasteczka na gelati , makarony , pizze . Droga fantastycznie kręta . Zaczynają się upragnione agraweczki no ale trasa zaczyna się wydłużać i wybija 19ta a my jeszcze we Włoszech .Więc ... zmiana planu ...opcja  autostrada koszt około 15 euro i po 24 tej jesteśmy w Monachium z humorami buntujacego się Vstroma -  ale nie dał się - był dzielny !

Wskazówka  : jak przetrwać z koncentracją na trasie ? pewnie można pić litry kawy i zapijać energetykami - to wszystko dla mnie jest moczopędne okrutnie - stosuje izotoniki które rozpuszczam  w wodzie  , cukierki kawowe np.kopico , żeń- szeń no i tabaczka życie nam wielokrotnie  ratowała - dobry niuch dawał kopa

9.09.2017 / SOBOTA / trasa około 590 km

Zbliżamy się ku końcowi eskapady - dziś start Berlin - temperatura już daje o sobie znać . 300 km w deszczu , zimno , wieje i w ogóle feeee ...Wreszcie okienko pogodowe  ,  ale już nie ta  temperatura - docieramy wieczorem do Berlina - rozgrzewamy się specjałami z pobliskiego Lidla   i w niedzielę kierunek Polska . Trasa  około 4700 km -  beż żadnej awarii i niemiłych przygód , humory dopisywały w przeciwieństwie do płatającej figle pogody .

Dzięki organizatorom Malwinie i Danielowi  Jeka - dzięki za foty i towarzysto również  Oli i Krzyśkowi :-)

    Komentarze

    Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy. Twój może być pierwszy!