Moto Italia 2017 – inspirująca relacja z motocyklowej podróży Katarzyny Mełgwy

Motocyklem po Włoszech? Czemu nie! Oto ciekawa relacja, dzień po dniu, z podróży Katarzyny Mełgwy jednośladem po słonecznej Italii.

Tekst oryginalny – bez redakcji motocaina.pl

30.08.2017 ŚRODA   / trasa około 400km /

Ruszamy po 17tej z Gdańska w 3 motocykle : R6 -Malwina, FJR 1200-Daniel , Daytona 675 – moja Tośka . Cel na dziś Wolbórz  Hotel Górski , gdzie kimamy i dołączają do nas Krzysiek z Olą na Vstromie 650 . Temperatura 26 stopni  , a my do Italii ;-). Tradycyjnie przy bramkach bunt mojej Tośki czyli nie mam biletu na przejazd autostradą . Mądrzejsi ode mnie twierdzą , że to wina nieprawidłowego ustawienia kąta tablicy rejestracyjnej i kamera mnie nie widzi . Nie żebym latała za free po autostradach , ale standardowo kasują mnie na wylocie po krótkiej wymianie skąd – dokąd . Autostrada nudną jest więc szybko docieramy do Hotelu . Jak to Polaków „rozmowy wieczorowa porą ”  okazuje się , że Krzychu nie ma wykupionego ubezpieczenia , no coż  zbliża się północ i głowy nie te , podziałamy rano .

Wskazówka : jak spakować się na sporta ? praktykuje od wielu lat torbe na bak i na zadupek ,obowiązkowo pajączek w pogotowiu . Torby na bak są świetne do pewnych wysokości  rozłożenia , moja jest dość wysoka   – zasłania zegary w pełnym rozłożeniu .  Przy większych prędkościach potrafi żyć swoim życiem i motać się na boki i tu można zacisnąć ją pajączkiem . Nigdy też nie rozstaję się z podręczna torebeczką – dość pokażną nerką / browarek na luzaku wejdzie / .

31.08.2017 CZWARTEK / trasa około 580 km/

Dziś cel Wiedeń . Startujemy po 10 tej po ogarnięciu  ubezpieczenia moto . Propo ubezpieczenia swoje polisy  wykupiliśmy w allianz koszt około 150 zł /11 dni / dla jednej osoby

Od rana patelnia , no ale pora się oswajać  z tymi temperaturami które na nas czekają w Italii 😉

Drobne zakupy w Częstochowie i  jesteśmy w Brnie gdzie w 30 stopniowym upale wbijamy do centrum w poszukiwaniu regionalnej kuchni . Nawet coś tam zostało zlokalizowane internetowo , gorzej jednak z trafieniem i parkowaniem . Pierwszy pomysł  parking koło przystanku tramwajowego niestrzeżony za free i już widzę oczami wyobraźni jak tubylcy biorą torby z motków i ładują się   idealnie w tramwaj .  Druga propozycja parking płatny – super – tylko kto ma drobne ?nikt – więc kręcimy się jeszcze w upale i godzinach szczytu po czym nic nie konsumując i zwiedzając z perspektywny siedziska motocyklowego  opuszczamy Brno .

Jest i Wiedeń – samo centrum –  nasz  Hostel , a więc szybki prysznic i dzida na miasto z 3 trzema błyskawicami po drodze . Już przeliczam ile szykować siana i czego spodziewać się po powrocie w skrzynce pocztowej eh…. Jak na pewnym zlocie SL  skwitowała Szanowna koleżanka Aleksandra  NO MONEY NO FUNNY 😉  . Szybkie foto przed pałacem Shonnbrunn i wracamy do hostelu racząc się piwkami  w piętrowych łóżkach .

Wskazówka : co na upały ubrać ? moja propozycja to buzer który rewelacyjnie się sprawdza i koniecznie odzież tekstylna – głównie śmigam w skórach , ale wszystkie eskapady turystyczne tylko teksy i buzer .

1.09.2017 PIĄTEK  / trasa około 630 km

 Startujemy po 8 mej z Wiednia . Przebijamy się przez zakorkowane miasto i lecimy na autostradę . Dziś cel Wenecja .Moja Tośka uwielbia bramki tym razem otrzymuje bilecik , ale przemiła niespodzianka na końcu  otwiera się szlaban i mamy 18 Euro w kieszeni  . Zaczyna się cudna pogoda czyli 300 km w deszczu . Italia  raczy  nas pięknymi górskimi  widokami spowitymi mgłą ,  ale kiepską pogodą .Tuż przed Wenecją mini tornado ,   gradobicie w roli głównej .  Jechać , stać , stać , jechać ? !? Chwila refleksji na poboczu i do przodu . Dojazd od Wenecji korek , korek , korek …uprzejmość kierowców ?hm… porównywalna do naszych –  szczególnie nie odstajemy , są tacy co zrobią Ci miejsce a i tacy co z uporem maniaka będą cisnąć środkiem . Ponieważ jestem raptus , więc maneta i jestem  na  turbinowym rondzie i szybko się z niego ewakuuje tyle tylko  że sama bo gubie reszte ekipy .  Upssss moi zjechali innym zjazdem  a ja znowu na 2pasmówce i giga korek w którym trzeba kiedyś zrobić nawrotkę . Extra pas awaryjny mi pomaga dzwonię do  przewodnika stada zaopatrzonego w słuchawki i przeciskamy się ponownie do celu .

Nocujemy w  pensjonacie  przed którym wita nas figurka buddy . Dom  ma swoje zwyczaje i buty zostawia się na podwórku.  Jest  absolutny  zakaz wchodzenia w nich do domu ,nawet będąc w laczkach i wychodząc na zewnątrz musimy je zostawiać na podwórku . Trochę robi się bekowo bo gdy tylko jest okazja czmychamy w tych laczach gdy nikt z gospodarzy nie widzi . Ponieważ jest oberwanie chmury i deszcz nie daje za wygraną  spędzamy wieczór w pensjonacie . Szeryf pensjonatu zamawia nam pizze z pobliskiego baru i czuwa czy przypadkiem nie nakładamy obuwia .  Konsumując po dużej pizzy  i racząc podniebienie za bardzo przyzwoita cenę  winiawkami   gramy w double kończąc ten dzień w nadzieji na jutrzejszą pogodę .

Wskazówka : w czym na deszcz ? koniecznie przeciwdeszczowe kombinezony , a najlepiej jak w moim przypadku posiadanie odzieży nie przemakalnej a zwłaszcza butów – absolutnie  nie jedżę w sportach na takie wojaże po pierwsze większość przemaka po drugie nie nadają się do chodzenia . Odnośnie rękawic nie udało mi się uniknąć by były suche – rękawiczki ze stacji benzynowych na dłuższe przeloty nie są wygodne ani bezpieczne – dobrze mieć ze sobą 2 pary bo suszenie suszarkami trochę trwa .

2.09.2017 SOBOTA / 2.09.2017 / trasa około 270 km /

Dziś cel Rimini . Ponieważ mało sypiam i uwielbiam rano wstawać. Godzina 6 sta motam się po pokoju  sprawdzając czy rękawiczki wyschły , czy torba na bak  która towarzyszy mi od 15lat dała radę w tym gradobicu , no nie nie dała pokrowiec zionie ducha i przepuszcza deszcz częściowo do środka . Zawsze pakuje odzież dodatkowo w worki , ale tym razem kto by pomyślał Italia i gardobicie – no niestety woreczki sobie po kieszeniach leżakowały a odzież pomoczyło .

Ponieważ do Rimini mamy stosunkowo niedaleko dziś będziemy zwiedzać Wenecję – wyspy Murano słynącą z produkcji szkła oraz Burano- z produkcji koronek i kolorowych domków mieszkalnych których kolory należy uzgadniać z lokalnymi władzami .

Wczorajsza  pizza ok , ale nie jest to coś co by mnie powaliło na kolana  . Nasza kuchnia świetnie sobie radzi również z Włoskimi specjałami także nie jest tak jak kiedyś , że tylko tu są niesamowite smaki  nie do podrobienia .

Lecimy zwiedzać Wenecję tramwajem wodnym  , moto zostawiamy w bezpiecznym strzeżonym 7 piętrowym parkingu nieopodal portu za 18 euro na cały dzień .Można też zostawić ciuchy i na luzaku udać się na zwiedzanie . Tramwaj wodny  na cały dzień pływania po wyspach to koszt 20 euro , nie jest mało ale spora oszczędność czasu i nóg . Na zwiedzanko pogoda idealna nie ma upału ani deszczu , choć chmury się czają w ukryciu.  Mieszkanie na wodzie i przemieszczanie się po niej to nie moja bajka z racji na słabość pływania pomimo , że jestem zodiakalna ryba . Podziwiam styl życia jaki prowadzą Włosi – nie widzę tu  gonitwy , zmierzłości i niezadowolenia , spokój i tak jakby czas się zatrzymał to  może mieszkanie na wodzie i sjesty kołyszą ich sampopoczucia ?..

Po pięknym dniu startujemy do Rimini . Oczywiście w przelotach burza  z widowiskowymi błyskawicami jak w horrorze . Stacje benzynowe k 18tej w większości samoobsługowe , wrzucam 15 euro i nic , dystrybutor nie daje pić mojej Tosi . Uwielbiam wszystkie cuda techniki bez udziału człowieka to coś idealnie dla mnie 😉 Walczymy , walczymy bo mamy tylko 6 minut by dystrybutor zadziałał , miałam nosa by nie wkładać tam karty brryyyy  . Udaje się opanować dystrbutor o czasie i nalać wątpliwej jakości paliwo. Po drodze zakupy w pobliskim Lidlu i po 23 ciej  lądujemy w bazie w Rimni w hotelu Carol  200 metrów od pięknej plaży gdzie zostajemy do poniedziałku .

Wskazówka : jazda nocą ? jazda nocą i to w deszczu nie należy do przyjemnych z racji na kiepską widoczność , jedyne co nam zostaje nie wykonywać gwałtownych ruchów i dać jechać temu motórowi   uważając zwłaszcza na białe linie ,  na pasy na drodze które bywają śliskie i na zwierzynę leśną .

3.09.2017 NIEDZIELA / 3.09.2017 / trasa około 100 km

Dziś ogarniamy pranko i zostajemy w hotelu na jeszcze jedną noc . Od rana pada i wcale nie jest ciepło . Plaża blisko  , w hotelu basen  zewnętrzny na który  możemy tylko popatrzeć z balkonu  . Idziemy w miasteczko , gdzie czuć motocyklizm na każdym kroku . Trafiamy na wystawę motocykli startujących w Moto GP  oraz wystawę najlepszych zdjęć z Moto GP . Wystawa nie jest stałą ekspozycją , prezentuje  motocykle oraz pełen strój znanych zawodników  Rossiego , Marqueza, Lorenzo. Świetnie prezentuje się rozłożona na czynniki pierwsze konstrukcja  kombinezonu SPIDI , nie wspomnę o zdjęciach które niesamowicie oddają klimat zawodów .

No i mamy  przepyszne  gelato  i plażę choć woda jest  ciepła to na zewnątrz bez szału , ale już nie pada na szczęście . Ruszamy do Coriano miasteczka   Marco Simoncelliego , który zginął 6lat temu podczas wyścigu w Malezji . W Coriano gdzie urodził się Marco znajduje się muzeum poświęcone jego życiu i karierze .   Kręta droga choć asfalt słabej jakości z ładnymi widokami kieruje nas do  kolejnego  celu jakim jest  Tor Missano na który mamy cicha nadzieje wjechać . Niestety , ponieważ za kilka dni zbliżają się wyścigi motogp na torze trwają przygotowania do wyścigów przez co nie udaje nam się skorzystać . Cel San Marino –  super kręta droga , niestety po godzinie 20 tej zaczyna robić się ciemno . Miasteczko nocą też ma swój urok , na każdym kroku czuje się ducha sportu motocyklowego tym bardziej , że zbliżają się wyścigi Moto Gp. Konsumpcja pizzy obowiązkowa   o i  nawet  lepsza niż ta z Wenecji kilka fot i wracamy do hotelu k 24 tej .

Wskazówka : co na to nasze  mięśnie na długotrwałe pozycje na moto ? moim rozwiązaniem jest piłka  lacrosse – zajmuje mało miejsca a jest świetnym rozwiązaniem na spięte mięśnie całego ciała – wymaga pewnej znajomości  technik masażu i cierpliwości ale efekty są zbawienne .

4.09.2017 /PONIEDZIAŁEK / trasa około 300 km

Dziś cel Florencja , a po drodze zwiedzanie Sieny , Monteriggoni  oraz  San Gimignano . Pogoda się rozkręca zaczyna grzać idealnie na zwiedzanie .  Docieramy do przepięknej Sieny , motki na parkingu niestrzeżonym , bagaże spięte no może nic się nie wydarzy . Nie wydarzyło prócz tego że postanowiłam pójść swoimi ścieżkami i się najzwyczajniej zgubiłam –  przy okazji sprawdziłam swoją orientację w terenie  i ludzką chęć pomocy . Nie chcę rozpisywać się o Sienie bo w internecie jest wszystko co potrzeba – zachęcam jednak do odwiedzenia tego urokliwego miasteczka z fantastycznym rynkiem głównym o muszlowatym kształcie wybrukowanym czerwoną cegłą .

Dalej lecimy do niezwykłego   miejsca Monteriggoni  a w zasadzie twierdzy  usytuowanej  na rozległym wzgórzu .Wysokie mury z 14stoma wieżami przypominającymi koronę na wzniesieniu – oaza  ciszy  i spokoju otoczona przepiekną  toskańską roślinnością .

 Ponieważ jest okropnie gorąco do San Gimignano wlatujemy wręcz tylko na fotę i ciśniemy na Florencję gdzie czeka na nas fantastyczny  Camping Firenze  z basenem .Jazda po Florencji to oczy dookoła głowy – skutery tu jedżą jak szalone .  Nie mam pojęcia jakie są statystki wypadków ,  ale jazda  na ostrej krawędzi i rzecz jasna na światłach całe tłumy na pole position . Samochodziarze są oswojeni z moto-skutero rajderami   stojącymi na „lini startu ” i dają szansę  wszystkim dwukołowcom .

Docieramy na Camping k 20 tej  , ale basen już nie czynny wieczorową porą – więc gościmy się w domku  rozpijając wódeczkę ,  grając w gry i zabawy i tym sposobem mamy doborowe towarzystwo przy stole Cygana , Uchodżce , Jezusa , Małysza i Kasię Figurę .

Wskazówka : gorąc i nasze oczy ? w takie dni jak ten mam problem z oczami najzwyczajniej robią się bardzo suche i czerwone – dlatego najlepiej brać ze sobą do apteczki krople nawilżające  w sprayu zwłaszcza gdy jesteśmy narażeni na całodniowe mocne słońce .

5.09.2017 / WTOREK / trasa około 200 km

Rano chcemy wreszcie skorzystać z basenu , ale okazuje się  czynny od 10tej więc szkoda czasu na leżakowanie . Ubieramy spodenki i t-shirty i lecimy zwiedzać centrum Florencji do którego mamy około 5 km . Super opcja Campingu Firenze  to możliwość zostawienia wszystkich rzeczy i bagaży za 1 euro w przechowalni  – znowu mnie nie kasują – choć mam bagaż jak tragaż związane wszystko w jeden pakunek buty , strój moto , 2 torby , może się nie rozsypie im z półek .

Florencja nie oczarowuje mnie specjalnie :  bardzo gwarna , tłoczna , wąskie chodniczki , non stop coś za Tobą jedzie albo skuter albo rower albo auto z silnikiem elektrycznym . Wreszcie mamy cudną 30 stopniowa pogodę –  jak dobrze , że udała się opcja z bagażami bo by tu człowiek zszedł w tym motocyklowym odzieniu targając torby ze sobą , no może kto ma kufry ten ma luz ;-).  Jak już wspomniałam styl jazdy skuterami jest nie do skopiowania , pędzą ile fabryka dała , wyskakują z każdej twojej strony  wjedżając  niemal pod koła – szkoła przetrwania . Pasujemy tu jednie  strojami bo tak jak oni się porozbieraliśmy . Punktem obowiązkowym jest Piazzale Michelangelo położony  na wzgórzu z fantastycznym widokiem na Florencję . Spontanicznie oglądamy najbardziej popularne zabytki Florencji przechadzając się słynnym mostem nad rzeką Arno , popijając zimne piwko .  Wracamy na camping Firenze skorzystać wreszcie z basenu . Cudnie tego było nam  wreszcie trzeba –   drugi raz w wodzie wow !  nawet coś tam udaje się przyrumienić . Poleniuchowane i k 18 tej lecimy do Pizy  jest już ciemnawo więc foty słabe . Szybki rekonesans po starówce i pędzimy na Camping Apuano  do Marina di Massa gdzie spędzimy 2noce .

Wskazówka : jazda w grupie ? warto zastosować tzw. Szachownicę i wyprzedzać na zygzak wracając do swojej pozycji , o ile u nas tylko 5 motocykli tak przy większej ilości trzymanie się powyższych  zasad ma ogromne  znaczenie dla bezpieczeństwa

6.09.2017 / ŚRODA / trasa około 100 km

Poranek wita nas deszczykiem , znowu szansa na pobliskie towarzystwo morza zaprzepaszczona . Ponieważ wieczorkiem trochę posiedzieliśmy mozolnie zbieramy się i ruszamy do La Spezi i Cinque Terre a dokładnie Riomaggiore jednego z 5 ciu miasteczek włoskiego parku naturalnego Cinque Terre.

Poranna gimnastyka i przepierka rzeczy . Ruszamy k 13 stej trochę nas zamuliło po wczorajszym wieczorze  😉  La Spezia przejazdem – główny kierunek to Cinqe Terre . Wjazd do miasteczka chroniony szlabanami . Na powitanie rondko z posterunkiem policji , gdzie zostawiamy motki . Schodzimy w dół miasteczka malowniczymi ścieżkami  w towarzystwie  przeróżniastych  drzew na których rosną  figi , cytryny , oliwki , winogron .  Wśród skalistego wybrzeża  bajecznie  komponują się romantyczne zaułki , skały zanurzone w morzu , kolorowe kamieniczki . Estetyka miasteczka jest na tyle zachowana , że jest zakaz instalowania anten satelitarnych na budynkach . Idziemy promenadą  i wchodzimy do centrum miasteczka , po drodze można się ochłodzić w wodzie  pośród skał czego nie omieszka  zrobić Krzychu . Riomaggiore  pokryte  tarasowo położonymi winnicami  , spokojne , magiczne  słynące z produkcji lokalnego wina . Wracamy  do motocykli i ruszamy ale po kilku km okazuje się , że towarzyszka Ola  zostawia na murku  telefon przy naszym rondzie policyjnym .  Cześć ekipy zostaje przy drodze w oczekiwaniu na drugą część która wraca po telefon . Od razu okazuje się , że Ola odnajduje sobie  zajęcie jakim jest zdobycie owoca kaktusa . Wszystko super nawet każdy dostał po sztuce do zjedzenia  ,  zanim się go skonsumuje trzeba obrać z igiełek strasznie drobnych i kujących o czym się zbyt późno przekonaliśmy – igłoterapia rąk za free  . Po nałożeniu rękawic miny nie są wesołe  . Jest też dobra wiadomośc  telefon się znajduje . Wracamy na Camping i wiemy na pewno , że dziś plaża i nocne kąpanie musimy zaliczyć . Woda w morzu cieplutka , cicho , ciemno i winkowo .

Wskazówka : organizacja  żywienia ? w kwesti jedzenia w większości noclegów mieliśmy  zaplecze do pichcenia – polecam kupować i robić posiłki  które możemy dodatkowo ze sobą zabrać w drogę u mnie się sprawdza omlet z owsianki , ryż z dżemem , suszone owoce , orzechy nerkowa , żelki , kabanosy , owoce które nie ulegną zbyt szybkiemu uszkodzeniu np.mandarynki

7.09.2017 /CZWARTEK / trasa około 300 km

K 10tej obieramy cel Mediolan skąd udamy się na nocleg nad Jezioro Garda . W planie nie było autostrad , ale jednak jak to w życiu plany czasami trzeba modyfikować , więc cóż  ponad 20 euro i autostrada nasza . W Mediolanie żar z nieba , po tyłku cieknie , w gaciach z 40 stopni , tłoczno , zaparkować nie ma gdzie nawet motocyklem .Krążymy klikukrotnie koło katedy i poddajemy się z Krzyśkiem i Olą marząc o  zimnym piwku i kąpieli  w Jeziorze Garda nad którym mamy nocleg. Strasznie tłoczno , na światłach każdy skuter chce być pierwszy , samochodziarze już nie sa tak mili , notoryczne trąbienie i harmider miasta , nie no na co tu czekać – wiać !!! A więc to była bardzo kosztowna autostrada , a Mediolan …. miasto mody …. na razie nie dało sie tego zauważyć , ale może to taka własnie jest moda .Kierunek naszego noclegu  Cinsello Balsamo no czyż to nie zachęca by już tam być zamiast się smażyć tu i teraz . Lecimy z twardym nastawieniem żadnych autostrad !Niestety wszelkie możliwe nawigacje nie znają innych dróg . No nic nie ma co niech będzie ta autostrada której w żaden sposób nie da się uniknąć  .Pierwsza prawie 14 euro , kolejna 2 euro jest coraz lepiej tak można jechać . Mam problem z kartą nie czyta mi na bramkach , nie wydaje mi biletu więc nerwowo wciskam 6 razy przycisk zaraz mnie wystrzeli w powietrze z tego gorąca . Wciskam s.o.s zero reakcji , co się tu dzieje ?! czyli ciąg dalszy niespodzianek autostradowych . Nie mam cierpliwości –  jedziemy przecież  bramka otwarta , zapłacę tradycyjnie na wylocie w końcu to tylo 2,10 euro . No ale na wylocie bramkowy starszy Pan Italiańczyk nie zamierza pobierać ode mnie forsy tylko drze się 2 bilety 2 moto i wylatuje z tej swojej budy jak poparzony gestykulując . No  i nagradza mnie zajebiście długim jak półtorej kartki A4 mandatem na kwotę 64,20 euro – jak to leciało NO MONEY NO FUNNY ?! FUCK !

Docieramy do hotelu  super pogoda się trzyma – jest dobrze . Szybka zmiana garderoby zapasy do konsumcji i na promenadę . O nie, tylko nie to zaczyna lać , ledwo zdążyliśmy otworzyć butelki i usiąść na ławce . Nie ratuje nas nawet  pobliski domek na  placu zabaw   dla dzieci – nic z tego nie będzie znowu jakieś kule gradu . Koło 20tej przestaje lać   więc atakujemy pobliski sklep .   O petarda bo właśnie nam go zamykają przed nosem  !!!  Uroki Italii  ale sklepy z odzieżą pootwierane  jak by to  właśnie one miały  zaspokoić nasz głód i pragnienie . Podążamy na pizze  no i jest wreszcie najlepsza jaką jadłam podczas dotychczasowej eskapady .  Wszystko smakuje perfecto  z zimniusim piwkiem prócz tego że tu nie mamy zasięgu a znajomi którzy dotarli do hotelu siedzą i czekają na nas z tobołami , ajćććć !!!!

Wskazówka : czy i jak najlepiej płacić ? Najlepiej mieć przy sobie również gotówkę . Nagminnie po godzinie 18tej funkcjonały stacje samoobsługowe gotówkowe , poza tym ich wygląd nie zachęcał by pchać tam kartę jeśli była taka możliwość  . Na autostradzie moja Mastercard  zbuntowała się pomimo że w pozostałych miejscach sprawnie działała .

8.09.2017 /PIĄTEK / trasa około 500 km

Wstaję rano na poranny spacer promenadą wzdłuż Jeziora Garda – Cinisello Balsamo ostatni dzień we Włoszech . Dziś cel Monachium . Jedziemy miasteczkami wzdłuż Jeziora Garda , pogoda cudna , niesamowite widoki człowiek chciałby zatrzymać się i uwiecznić każdy mijany pejzaż , zajrzeć do każdego napotkanego miasteczka na gelati , makarony , pizze . Droga fantastycznie kręta . Zaczynają się upragnione agraweczki no ale trasa zaczyna się wydłużać i wybija 19ta a my jeszcze we Włoszech .Więc … zmiana planu …opcja  autostrada koszt około 15 euro i po 24 tej jesteśmy w Monachium z humorami buntujacego się Vstroma –  ale nie dał się – był dzielny !

Wskazówka  : jak przetrwać z koncentracją na trasie ? pewnie można pić litry kawy i zapijać energetykami – to wszystko dla mnie jest moczopędne okrutnie – stosuje izotoniki które rozpuszczam  w wodzie  , cukierki kawowe np.kopico , żeń- szeń no i tabaczka życie nam wielokrotnie  ratowała – dobry niuch dawał kopa

9.09.2017 / SOBOTA / trasa około 590 km

Zbliżamy się ku końcowi eskapady – dziś start Berlin – temperatura już daje o sobie znać . 300 km w deszczu , zimno , wieje i w ogóle feeee …Wreszcie okienko pogodowe  ,  ale już nie ta  temperatura – docieramy wieczorem do Berlina – rozgrzewamy się specjałami z pobliskiego Lidla   i w niedzielę kierunek Polska . Trasa  około 4700 km –  beż żadnej awarii i niemiłych przygód , humory dopisywały w przeciwieństwie do płatającej figle pogody .

Dzięki organizatorom Malwinie i Danielowi  Jeka – dzięki za foty i towarzysto również  Oli i Krzyśkowi 🙂

Najnowsze

Jazda donikąd: La Dolce Vita na zagubionej górskiej trasie we Włoszech

Wznosząca się do ponad 1800 metrów nad poziomem morza droga z miejscowości Guarcino do ośrodka narciarskiego w Campocatino jest oblegana w zimowych miesiącach przez miłośników narciarstwa. Jednak przez pozostałą część roku Via Campocatino jest ledwie używaną publiczną górską drogą, zaledwie 80 km na wschód od Rzymu.

„Zaopatrz się w ciasteczka amaretti w Guarcino – jednym z najstarszych miast we Włoszech – i przygotuj się na wyjątkowo krętą, bardzo wymagającą wycieczkę na szczyt” – mówi dziennikarz Steve Sutcliffe, który zapuścił się tam w nowym Fordzie Fiesta ST na plan najnowszego filmu Forda z serii «Najwspanialsze europejskie szlaki drogowe».

Kiedy dotrzesz do szczytu, na północy odsłonią się pejzaże rezerwatu przyrody Monti Velino, a na południowym-wschodzie pasma górskie Lazio. Na północnym-zachodzie można też zobaczyć Rzym.

„Jeśli będziesz tam w bezchmurny wieczór, niebo będzie zalane gwiazdami; w drodze na szczyt mija się nawet astrologiczne obserwatorium, które współpracuje ze śledzącymi asteroidy obserwatoriami z całego świata, gdzie tak jak tutaj zanieczyszczenia światłem jest niewielkie” – dodaje Sutcliffe.

To ósmy film z serii, w której Sutcliffe objeździł wszystkie modele z katalogu Ford Performance, od Forda GT na niesamowitej „Drodze atlantyckiej” w Norwegii po Focusa RS, którym pokonał Blakey Ridge w hrabstwie North Yorkshire w Wielkiej Brytanii. Jako pierwsza włoska droga w tej serii, oszałamiająca Via Campocatino, uzyskała maksymalną ocenę dziesięciu na dziesięć punktów za pejzaże, atrakcje gastronomiczne w okolicy oraz za dreszczyk emocji i z ogólnym wynikiem 53 na 60 dostępnych punktów znajduje się na trzecim miejscu w naszym rankingu.

Aby zapoznać się z innymi wspaniałymi europejskimi drogami, przejdź do playlisty Ford Europe na YouTube, znajdującej się  tutaj

Najnowsze

Ceny nowego Audi A6

Nowe Audi A6, to ósma już generacja cieszącej się dużym zainteresowaniem na polskim rynku luksusowej limuzyny. Audi opublikowało właśnie cennik nowego A6 obowiązujący na polskim rynku.

Na początek, polscy klienci otrzymają dwie wersje silnikowe do wyboru. Sześciocylindrową, benzynową o mocy 250 kW (340 KM) z automatyczną skrzynią biegów S tronic i systemem mild-hybrid oraz wysokoprężną o mocy 210 kW (286 KM) z ośmiostopniową automatyczną skrzynią tiptronic i również z systemem mild-hybrid. Obie wersje charakteryzują się bogatym wyposażeniem, w którym znaleźć można m.in. diodowe reflektory przednie i światła tylne, dwustrefową, automatyczną klimatyzację, rozbudowany system poduszek powietrznych, czy napęd na cztery koła quattro.

Dostępne będą również wersje sport obu wersji, charakteryzujące się bardziej sportowym wyposażeniem, np. sportowymi fotelami, trójramienną sportową skórzaną kierownicą, czy możliwością dokupienia pakietu sportowego S line.

We wnętrzu Audi A6 konsekwentnie postawiono na cyfryzację. Wszystkie jednostki napędowe standardowo wyposażono w system mild-hybrid.

Nowe Audi A6 na polskim rynku pojawi się już wkrótce, a salony dealerskie czterech pierścieni rozpoczną zbieranie zamówień na nowy model już pod koniec maja. Bazowa wersja z wysokoprężną jednostką napędową o mocy 210 kW (286 KM) kosztuje 296 600 złotych, natomiast z silnikiem benzynowym o mocy 250 kW (340 KM), 303 900 złotych.

Najnowsze

Gosia Rdest ambasadorką akcji „Girls on Track”

Ruszył europejski projekt „The Girls On Track – Karting Challenge” skierowany do dziewcząt w wieku 13-18 lat, któremu patronuje motocaina.pl. To szansa dla dziewczyn, które chcą spróbować sił w motorsporcie. Gosia Rdest przygotowała dla finalistek bezpłatny autorski program szkoleniowy.

“The Girls On Track – Karting Challenge” to dwuletni program pod patronatem FIA oraz PZM, którego celem jest promocja motorsportu wśród młodych kobiet. Projekt współfinansowany jest przez Komisję Europejską i ma zachęcić dziewczyny do wejścia w męski świat wyścigów. Ambasadorami projektu w Polsce są Gosia Rdest i Rafał Sonik.

Pierwszy etap to eliminacje krajowe. Zadaniem dziewczyn będzie przejechanie jak najsprawniej i jak najpłynniej 100-metrowego slalomu. Każda z uczestniczek ma dwie próby czasowe. 12 dziewcząt, które najlepiej poradzą sobie z tym zadaniem podczas eliminacji w Tychach (26-27.05) i w Rzeszowie (11-12.08), weźmie udział w półrocznym autorskim programie szkoleniowym przygotowanym przez Gosię Rdest we współpracy z grupą ekspertów. Udział w eliminacjach i programie szkoleniowym jest całkowicie bezpłatny. Na miejscu będzie czekał niezbędny sprzęt.

W programie tym znajdą się m.in. ćwiczenia na profesjonalnym symulatorze wyścigowym, udział w Wyścigowych Samochodowych Mistrzostwach Polski, spotkania i prelekcje z kierowcami i inżynierami wyścigowymi. Trójka, która zaprezentuje najlepszy progres na przestrzeni półrocznego szkolenia, pojedzie reprezentować nasz kraj na finałowych eliminacjach w legendarnym Le Mans, stawiając czoła zawodniczkom z Belgii, Finlandii, Niemiec, Holandii, Portugalii, Słowacji i Szwecji.

Temat jest Gosi Rdest wyjątkowo bliski. Sama zaczynała swoją karierę właśnie od kartingu – najpierw halowego, następnie na otwartych torach. Reprezentowała Polskę w kadrze narodowej na zawodach za granicą. W 2011 roku zdobyła tytuł Mistrza Polski w Kartingu. Obecnie ściga się samochodami na torach na całym świecie, regularnie stając na podiach.

W tym sezonie startuje w Mistrzostwach Europy GT4. Od dawna angażuje się w projekty wspierające równe szanse uczestnictwa kobiet i mężczyzn w motorsporcie.

Gosia, która samodzielnie opracowała program szkolenia tłumaczy, dlaczego postanowiła zaangażować się w akcję: “Wiem, jak to jest stawiać pierwsze kroki w kartingu. Pamiętam, ile miałam na początku pytań, z którymi nie wiedziałam w sumie, do kogo się zwrócić. Gdybym mogła coś powiedzieć młodszej sobie, miałabym naprawdę solidną porcję wiedzy i wskazówek do przekazania. Przenieść się w czasie nie mogę, ale mogę pomóc innym dziewczynkom, które chcą spróbować sił w motorsporcie. Chcę podzielić się swoim doświadczeniem. Dlatego właśnie postanowiłam przygotować program szkoleniowy, z pełną znajomością tego, co może być przydatne w karierze kierowcy wyścigowego”.

Gosia wierzy, że pomocna dłoń wyciągnięta do dziewcząt zachęci je, by nie bały się spełniać marzeń i wejść do męskiego świata motorsportu. Jest to nadal świat, w którym udział kobiet jest rzadkością. “Taka inicjatywa jest bardzo potrzebna. Pokażmy, że coś się w polskim motorsporcie dzieje” – dodaje.

W marcu 2019 troje dziewcząt wybranych na podstawie imprez krajowych zmierzy się w Europejskim Finale w Le Mans, ubiegając się o miejsca wśród szóstki kierowców w Zespole Europejskim. Szóstka zwycięzców weźmie udział w Obozach Szkoleniowych dla Kierowców FIA, gdzie otrzymają wsparcie FIA w postaci programu sportowego i edukacyjnego. Program zakończy impreza podsumowująca, która odbędzie się w Brukseli jesienią 2019 roku.

Terminy eliminacji:

  • 26-27 maja – TYCHY, Gemini Park
  • 11-12 sierpnia – RZESZÓW, CH Nowy Świat

Aby wziąć udział, należy zarejestrować się za pomocą formularza on-line na stronie www.girlsontrack.pl. Niepełnoletnie uczestniczki muszą uzyskać pisemną zgodę opiekunów.

Więcej informacji na stronie www.girlsontrack.pl

Najnowsze

Katarzyna Frendl

Pierwszy SUV marki Rolls-Royce – zobacz jak wygląda Cullinan!

Z tyłu w nowym SUVie Rolls-Royce'a siedzisz jak królowa, popijasz schłodzone w lodówce Prosecco, a gdy kierowca się zatrzyma, np. na wybrzeżu, siadasz wygodnie na wysuwanym z bagażnika krześle, odstawiasz kieliszek na stolik i podziwiasz widoki...

Z pewnością nie jest to zwykły SUV. To jeden z najbardziej luksusowych SUVów na Świecie! Długi na 5,341 m i szeroki na 2,164 ma wszystko to, co kojarzy się z firmą Rolls-Royce – ręcznie szyte materiały i wykonywane elementy, unikatowe tkaniny (np. pyszyste dywaniki z wełny amerykańskich owiec), lodówka z kieliszkami (do whisky i szampana), oraz wszelkie udogodnienia dla kierowcy i pasażerów, które można sobie wyobrazić. Jednocześnie to wysoko zawieszone auto (opuszcza się samoczynnie o 40 mm, aby do niego wygodnie wsiąść), którym z powodzeniem można zjechać z utwardzonej drogi na szutrową. Rzecz jasna nikt o zdrowych zmysłach nie potraktuje tego samochodu jako terenowego, mimo, że w podwoziu zamontowano napęd 4×4. Przemieszczenie się w trudnym terenie ułatwią dodatkowo obie skrętne osie.

Jednak to, co wyróżnia Cullinana (nazwa pochodzi od największego wydobytego dotychczas diamentu), bo o tym modelu mowa, to z pewnością mocarny silnik benzynowy o pojemności 6.75 litra, twin-turbo, V12. Do kompletu producent dorzuca kolosalną sylwetkę osadzoną na 22-calowych kołach. Monumentalna z przodu, wielka, chromowana atrapa chłodnicy skrywa serce SUVa, które z pewnością może – w razie wyraźnej ochoty pasażerów – wydobyć z siebie ogromną moc 563 KM i 850 Nm momentu obrotowego. Maksymalna prędkość jest ograniczona elektronicznie i wynosi 250 km/h. Ale Ci, którzy już się rozpędzili, niechaj powstrzymają emocje – auto zużywa środnio (dane producenta) 15 litrów na setkę. Ma masę 2660 kilogramów.

Cullinan jest skierowany do rodzin, które lubią podróżować w luksusie, a nie chcą ograniczać się np. z bagażami – konfiguracja bagażnika umożliwia przewożenie w nim zarówno długich, jak i bardzo szerokich przedmiotów, a jego pojemność to 600 litrów. Sama klapa kufra jest dzielona na dwie części, a bagażnik można otworzyć za pomocą przycisku na kluczyku lub z wnętrza pojazdu. Otworzona dolna część umożliwia łatwe wrzucenie pakunków bez konieczności unoszenia ich nad wysokim progiem bagażnika.

Po zajęciu miejsca wewnątrz wystarczy nacisnąć przycisk i tylne drzwi (otwierane przeciwsobnie) same się zamkną. Pasażerowie zasiądą wygodnie na komfortowych fotelach, a Ci wysocy z pewnością docenią wysokość nadwozia, która przekłada się na miejsce na głową – Cullinan od ziemi mierzy aż 1,835 m! Z tyłu dostępne są dwa warianty foteli: Lounge lub Individual. Pierwsza opcja to trzy fotele (po raz pierwszy w RR mogą się składać – oczywiście nie ręcznie, a za pomocą elektroniki), a druga to dwa, luksusowe fotele, które można ustawić we wszelkich możliwych płaszczyznach.

O Rolls-Royce Cullinan pisałyśmy wcześniej tu:
Rolls-Royce Cullinan – pierwszy SUV w historii marki na naszych zdjęciach szpiegowskich
Rolls-Royce Cullinan – wysoko zawieszony
Rolls-Royce Cullinan – pierwszy SUV z Goodwood

Wnętrze można personalizować. Służy do tego program Bespoke, w ramach którego można zażyczyć sobie np. pokrycia deski rozdzielczej jakimś rzadkim drewnem – a dlaczego by nie? Wszystko jest do zrealizowania! Także wyposażenie kufra, które może być zależne od uprawianego hobby właściciela. Zamieszczony przez nas wariant na fotografii, z wysuwanymi krzesłami i stolikiem, to opcja nie tylko dla „podziwiaczy widoków”, ale np. dla wędkarzy. Klient płaci – niebagatelną kwotę startującą od minimum 1,5 mln złotych – klient wymaga. Doposażone wersje z pewnością grubo przekroczą 2 miliony złotych.

Zobacz też nasz test Rolls-Royce Wraith.

Najnowsze