Edyta Klim

Monika Fryc – motocross uczy pokory!

Monika Fryc całkiem niedawno postanowiła nauczyć się jazdy na motocyklu i startować w motocrossie. Dzięki wytrwałości i upartemu dążeniu do celu, zdobywa kolejne doświadczenia na torze.

Poszukujesz adrenaliny od dziecka?

Myślę, że od dziecka coś łączy mnie z adrenaliną i nie bez powodu mama zawsze mi mówiła, że jestem, jak takie „małe ADHD” (śmiech). Gdy byłam w 4 klasie podstawówki, rodzice zapisali mnie do szkoły sportowej o profilu piłka ręczna. Jest to sport kontaktowy, w którym adrenalina jest nieodłącznym elementem. Przez 6 lat grałam w klubie i gdy skończyła się piłka – zaczęły się myśli o motocrossie…

Jak to się stało, że po piłce ręcznej był motocross?

Na zawody motocrossowe 6 lat temu pojechałam ze znajomym pierwszy raz. Nigdy nawet nie myślałam, że ja mogłabym jeździć na motocyklu! Bywałam na nich jako kibic i fotograf, starając się przekonać rodziców, by kupili mi motocykl. Niestety rodzice byli stanowczy i nie chcieli się zgodzić. Więc w tamtym roku pojechałam z nimi na zawody, by pokazać, że dziewczyny też mogą i potrafią jeździć. Ciężko było, ale się zgodzili pod jednym warunkiem – że nie będę startować w zawodach, bo za bardzo się o mnie boją. Wiedziałam, że gdy zacznę jeździć, to i będą zawody, ale okej przyjęłam do wiadomości warunki rodziców i w lipcu zeszłego roku kupiliśmy motocykl.

Co Ci się w tym sporcie spodobało najbardziej?

Myślę, że motocross jest sportem, który uczy pokory i przyznawania się do tego, że czegoś nie potrafimy, bądź źle robimy. Najbardziej w motocrossie podoba mi się adrenalina oraz atmosfera panująca między zawodnikami.

Rodzice jakoś tolerują teraz te zawody?

Przyzwyczaili się już do mojego trybu życia, że zawsze jak wracam na weekend z Wrocławia, to jadę na trening, bądź mam zawody. Mama dość często jeździ ze mną na zawody, wspiera mnie i dopinguje, natomiast tato jest marynarzem i niestety nie miał możliwości jeszcze pojechać na moje zawody, ale zawsze śledzi wyniki live w internecie, a po zawodach zdaje mu pełną relację.

Czy Twój pierwszy motocykl był już ukierunkowany do tego sportu? Jak Ci szła nauka jazdy?

Późno zaczęłam swoją przygodę w tym sporcie, ale mój pierwszy motocykl był od razu do motocrossu. Bałam się, że będzie mi ciężko szło, ponieważ nigdy wcześniej nie jeździłam na motocyklu. Jednak miło zaskoczyła mnie moja nauka, ponieważ jak pierwszy raz wsiadłam na motocykl, to i bez problemu ruszyłam, z czego bardzo się ucieszyłam! Wiadomo, czasem się wywracałam i poobijałam też, ale w tym sporcie to normalne (śmiech).

Kiedy poczułaś się na siłach, by podjąć rywalizację?

Na motocyklu jeżdżę od sierpnia, a na pierwsze zawody pojechałam w kwietniu, a to dzięki mojemu chłopakowi i kolegom z klubu, którzy mnie wspierali i mówili, że dam rade! Myślę, że gdyby to była tylko i wyłącznie moja decyzja – to dużo później bym pojechała na zawody, ze względu na strach i małe umiejętności. Teraz jednak uważam, że był to krok w dobrym kierunku, ponieważ na zawodach dużo więcej się uczę.

I jak poszły te pierwsze zawody?

One na pewno zostaną na długo w mojej pamięci – stres jak na maturze! (śmiech). Obawy oraz strach przed tym, co mnie czeka. Na szczęście nie było tak źle, gdy maszyna opada – to zapomina się o wszystkim i po prostu jedzie się przed siebie. Stres towarzyszy mi przy każdych zawodach i trzeba nauczyć się radzenia z nim.

Jak Ty sobie z nim radzisz? Masz jakieś swoje, sprawdzone metody?

Myślę, że jeszcze nie do końca sobie z nim radzę. Pracuje nad tym cały czas i staram się nie spinać tak mocno. Czasem stres ze mną wygrywa i przed startem nie ma ze mną kontaktu, ale wtedy jest przy mnie mój chłopak, który stara się mnie uspokoić i zawsze mu to wychodzi. Myślę, że jak będę miała większe umiejętności, to i stres troszkę się zmniejszy.

https://www.youtube.com/watch?v=c7E6snSTMGI

Ile właściwie masz lat, gdzie mieszkasz i co w życiu porabiasz?

Mam 21 lat, teraz ze względu na studia mieszkam we Wrocławiu, natomiast mój rodzinny dom jest w Żelaznym Moście (mała wioska między Lubinem a Polkowicami). Jestem studentką III roku fizjoterapii we Wrocławiu.

Gdzie do tej pory trenowałaś? Czy zmiana miejsca zamieszkania ułatwiła Ci, czy utrudniła dostęp do treningów i startów?

Trenuje najczęściej we Wschowie, bądź na innych torach w okolicy, a sprzęt trzymam w domu. Zmiana miejsca zamieszkania troszkę utrudnia mi trenowanie, ponieważ mam możliwość robić to jedynie w weekend.

Kto Cię najbardziej wspiera w tej pasji? Rodzice, przyjaciele? Jak w szkole była odbierana Twoja pasja?

Wspierają mnie przede wszystkim rodzice i chłopak. Gdyby nie rodzice, nie zaczęłabym w ogóle mojej przygody w motocrossie. Dofinansowanie również zawdzięczam jedynie moim rodzicom, gdyż ciężko zdobyć jakiegokolwiek sponsora – dlatego bardzo chciałabym podziękować rodzicom za wsparcie i pomoc! Mój chłopak również jeździ w motocrossie i jest dla mnie ogromnym wsparciem. Jest też moim przyjacielem, mechanikiem oraz trenerem.  Znajomi w szkole i na studiach trochę byli zdziwieni moja pasją, ponieważ jestem dość drobną osobą, więc nie wyobrażali sobie mnie w takim sporcie. Natomiast, gdy trochę im opowiedziałam o motocrossie, to również mnie wspierają i dopingują!

Pierwszy był motocykl czy chłopak z motocyklem? Jak się poznaliście?

Niedługo po tym jak pojawił się motocykl, poznałam mojego chłopaka, więc był on ze mną od początku mojej przygody z motocrossem. Nie zdziwię chyba nikogo tym, jak powiem, że poznaliśmy się na zawodach. Ja byłam tam jako fotograf i właściwie od tego się zaczęło… Jesteśmy ze sobą ponad rok, praktycznie zawsze trenujemy razem, wpierany się wzajemnie na zawodach oraz w życiu codziennym.

 

Traktujesz zawody, jak zabawę czy w pełni profesjonalnie?

Staram się podchodzić do zawodów profesjonalnie, ale jednocześnie to dla mnie hobby i dobra zabawa. Dość późno zaczęłam starty i przez studia nie mam też czasu, żeby trenować tyle co inni. Dlatego, jeśli mam możliwość pojechać i wystartować na zawodach, to skupiam się, żeby poszło mi jak najlepiej! Ale, gdy nie idzie po mojej myśli – to nie załamuje się, po prostu się cieszę, że dojechałam cała i zdrowa.

Jedziesz zawsze na 100%, czy zostawiasz sobie trochę marginesu bezpieczeństwa na ewentualne błędy?

Jeżdżę dość krótko i z pewnością popełniam błędy, do których się przyznaję (śmiech). Dlatego, mimo iż wydaje mi się ze daję z siebie 100 % – to jestem pewna, że tak nie jest i uwzględniam jakiś margines bezpieczeństwa. Często łapię się na tym, że jadę dość zapobiegawczo, ponieważ myślę o konsekwencjach. Wydaje mi się, że gdybym zaczęła jeździć w młodszym wieku, to nie myślałabym tak dużo o czyhających niebezpieczeństwach.

A miałaś jakieś trudne sytuacje na torze i kontuzje?

Na szczęście nie miałam dotychczas żadnej kontuzji. Siniaki i obdarte łokcie to nic wielkiego! (śmiech)

Dbasz o kondycję na siłowni? Korzystasz z diety? Jak się przygotowujesz do tych zawodów?

Zimą staram się przygotować jak najlepiej na siłowni oraz spędzam aktywnie wolny czas razem z chłopakiem. A mój kierunek studiów pozwala mi samej ułożyć sobie dietę i plan treningowy.

Start w zawodach jest wyczerpujący? Jakoś potem dochodzisz do siebie, relaksujesz się?

Fakt, zawody są wyczerpujące i po nich dobrym sposobem na relaks jest gorąca kąpiel. Mam też o tyle dobrze, że w szkole na zajęciach z masażu zawsze mogę liczyć na koleżanki, żeby szybko postawiły mnie na nogi (śmiech).

https://www.youtube.com/watch?v=1-Z_fYHPvM4

Czy polskie, bardziej męskie środowisko motocrossu, dobrze przyjmuje kobiety w swoje grono?

Zawodnicy podchodzą do nas bardzo pogodnie i zawsze są pomocni. Męskie grono traktuje nas jak rodzinę i zawsze chętnie pomagają czy to na torze, czy jeszcze w parku maszyn.

Z jakiego startu jesteś najbardziej dumna?

Dumna jestem z każdych zawodów, że dojechałam cała i zdrowa, że po prostu ukończyłam wyścig. Wiadomo, im wyższa pozycja – tym większa satysfakcja, ale cieszę się z każdego wyścigu.

Jak widzisz ścieżkę swojego rozwoju w najbliższych latach?

Na każdym treningu daje z siebie wszystko i staram się robić ile się da, żeby jeździć coraz lepiej. Ale nie mam jakiegoś jednego, obranego celu, chciałabym po prostu móc jeździć, jak najdłużej i jak najlepiej, a przy okazji spełniać swoje marzenia. Tak, żeby w zawodach były widoczne postępy i starania, które włożyłam, by się do nich przygotować.

Profil FB zawodniczki: https://www.facebook.com/monika.fryc.194

Fotografie:
– http://MXFoto.pl
– http://fotocross.pl
– Łaguś MX  

Najnowsze

Ferrari odkrywa model F12tdf

Bez jakichkolwiek wcześniejszych zapowiedzi włoska stajnia ujawnia swój najnowszy projekt. Jest to limitowane Ferrari F12tdr w wersji nawiązującej do... Tour de France.

Jakiś czas temu pojawiły się jedynie przecieki na temat tego, że Ferrari przygotowuje specjalną wersję F12, która będzie ociekać mocą. Spodziewano się jednak kolejnej wersji w stylu „GTO”, bądź „Speciale”.

Tymczasem włoska marka zaskoczyła wszystkich i stworzyła model, którego specjalny przydomek nawiązuje do wyścigów kolarskich. Ferrari zamierza wyprodukować zaledwie 799 egzemplarzy modelu F12tdf.

Sercem tego modelu jest nadal silnik V12 o pojemności 6,3 litra. Jednak w specjalnym wydaniu generuje on 780 KM, czyli o 40 KM niż seryjna wersja. Maksymalny moment obrotowy został podniesiony o 15 Nm do 705 Nm. Całość jest przekazywana na koła za pomocą ulepszonej skrzyni F1 DCT, która nie tylko pracuje szybciej, ale ma krótsze przełożenia. 

To jednak nie wszystkie zmiany. Auto jest lżejsze o 110 kg, dzięki zastosowaniu większej ilości włókna węglowego. Dodatkowo supersamochód wyposażono w system skręcającej tylnej osi, która polepsza trakcję i manewrowanie. Inżynierowie dopracowali również aerodynamikę. Jak podaje producent, przy prędkości 200 km/h auto generuje 230 kg docisku nadwozia. 

Ten kanarkowo-żółty potwór rozpędza się do 100 km/h w 2,9 sekundy. Prędkość 200 km/h wymaga oczekiwania 7,9 sekundy. Kierowcy testowi Ferrari sprawdzili go już na torze Fiorano, gdzie uzyskał czas 1 minuty 21 sekund.

Cena samochodu nie została ujawniona, ale z pewnością będzie on sporo droższy niż standardowy model F12 Berlinetta.

Najnowsze

„Niezniszczalne” samochody Mercedesa dla dzieci

Każdy, kto w dzieciństwie bawił się resorkami lub modelami samochodów, chociaż raz w swojej karierze przeprowadził "crash test" przy pomocy tych zabawek. Mercedes wpadł na pomysł, jak oduczyć dzieci takich zabaw.

Pewnie istnieje jakaś teoria, która tłumaczy pociąg do destrukcji u dzieci. Mercedes wpadł na ciekawy pomysł, jak utrudnić rozbijanie modeli. Zainstalował w modelach sprzedawanych w zestawie magnesy o przeciwnych biegunach. Dzięki temu po zbliżeniu się aut, odpychają się one nawzajem, przez co udaje się uniknąć kolizji.

Dzieci z pewnością będą poirytowane takim stanem rzeczy, ale z każdej zabawy płynie jakiś morał. W tym przypadku jest to uświadomienie o istnieniu systemu BAS (Brake Assist System), którego zadaniem jest wykrywanie ryzyka wypadku, a następnie zmniejszenie prędkości poprzez zaaplikowanie ciśnienia w układzie hamulcowym, co pozwala zmniejszyć skutki kolizji.

https://www.youtube.com/watch?v=6KgJuiXpsrM

Najnowsze

Znamy nazwę nowego sedana Fiata!

Nowy, kompaktowy sedan Fiata będzie nosił nazwę już nam wszystkim znaną...

Auto będzie sprzedawane początkowo we Włoszech od grudnia tego roku, a następnie w kolejnych krajach.

Tipo – taką nazwę nosić będzie nowy, kompaktowy sedan na wszystkich rynkach naszego obszaru, za wyjątkiem Turcji, gdzie nazwa projektu Ægea (w maju tego roku na Salonie Samochodowym w Stambule jako pierwszy rozdział projektu samochód debiutował właśnie pod nazwą”Fiat Ægea”) odniosła taki sukces, że zdecydowano o jej pozostawieniu również dla samochodu. Nazwa Tipo stosowana przez Fiata od zarania jego dziejów, dzisiaj powraca jako nazwa globalnego modelu.

Fiat Tipo to całkowicie czterodrzwiowy samochód, stworzony od samego początku jako trójbryłowy sedan. Będą w nim montowane następujące zespoły napędowe: dwa silniki turbodiesel Multijet II i dwa silniki benzynowe z mechaniczną lub automatyczną skrzynią biegów oraz mocą od 95 do 120 KM.

Nowy model został zaprojektowany we Włoszech przez centrum stylistyczne FCA, opracowany w Turcji wraz z Tofaş R&D i produkowany w zakładzie Tofaş w Bursie. Będzie sprzedawany w ponad 40 krajach obszaru EMEA. Stąd nazwa projektu „Ægea”, która jest pewnego rodzaju wyrazem hołdu dla kraju, który od zawsze odgrywał strategiczną rolę dla koncernui Fiata.

Najnowsze

Ogniste Lambo – tak kończą się popisy

Lamborghini Aventador na ulicach Dubaju to żaden szczególny widok. Jednak płonący supersamochód to już prawdziwy wyczyn.

Dubaj jest na co dzień tak mocno przepełniony supersamochodami, że nawet specjalna wersja Lamborghini Aventador Roadster LP720-4 50 Anniversario może przejść niezauważona, mimo że wyprodukowano zaledwie 100 egzemplarzy. 

Jednak, gdy dochodzi do sytuacji jak na filmie, od razu pojawia sie mnóstwo gapiów. Właściciel tego Lamborghini postanowił poszpanować wraz z innym kierowcą Ferrari dźwiękiem z wydechu. 

Niestety, coś poszło nie tak, gdyż żółte Lamborghini szybko zajęło się ogniem.

Najnowsze