Moment nieuwagi doprowadził do wypadku

Chwila nieuwagi drogo kosztowała pewnego kierowcę. A może to nie była nieuwaga?

Czy najechanie na krawężnik podczas jazdy jest niebezpieczne? Oczywiście, że jest i nie mamy tu na myśli tylko ryzyka uszkodzenia opony oraz felgi. Czasami nawet uderzenie bokiem koła o krawężnik może zdestabilizować samochód, szczególnie kiedy kierowca się przestraszy i zacznie wykonywać gwałtowne ruchy.

Dobrze ilustruje to nagranie z kamery samochodowej, które niedawno pojawiło się w sieci. Widać na nim jak kierowca Hondy Jazz porusza się blisko prawej krawędzi jezdni, nie zauważając, że jego pas robi się w pewnym momencie węższy i prawe koła jadą wprost na wysoki krawężnik.

Uderzenie było na tyle duże, że Honda przez sekundę jechała tylko na dwóch kołach, a później uderzyła w przydrożne drzewo. Nie wiemy niestety w jakim stanie są osoby podróżujące Jazzem, ani czy przyczyną wypadku było zwykłe zagapienie się, czy może coś poważniejszego.

Najnowsze

Skutery dostawcze Askoll eSpro K1 i K2 dla listonoszy i kurierów

W czerwcu weszły do produkcji dwa nowe modele skuterów dostawczych firmy Askoll. Skutery eSpro K1 i K2 zostały wyposażone w specjalne platformy z przodu i z tyłu pojazdu, a zasięg skuterów wzrósł do 98 km na jednym ładowaniu.

Askoll eSpro K1 został wyposażony w platformę na sakwę z przodu pojazdu, zmieniono przy tym położenie przedniego reflektora i kierunkowskazów. Z tyłu pojazdu możliwy jest montaż dowolnego kufra. Askoll eSpro K2 został wyposażony w dwie platformy na sakwy, w szczególności z myślą o listonoszach i kurierach, którzy przy pomocy jednośladu szybciej i taniej rozwiozą paczki i listy w swoich rejonach.

Elektryczny skuter dostawczy Askoll ułatwi działalność kurierów i listonoszy na ostatnim etapie dostawy tzw. last mile, w ścisłym centrum miasta, gdzie musieli oni dotychczas roznosić paczki i listy pieszo lub z użyciem wózków transportowych. Pojazdy z napędem elektrycznym bardzo często są wyłączone spod zakazu ruchu w strefach ograniczonego ruchu, a specyfika jednośladów umożliwia bezproblemowe parkowanie w centrum miasta, wolne od opłat.

Skutery K1 i K2 powstały na bazie pojazdu Askoll eSpro45, lecz zastosowano w nich baterie o większej pojemności, dzięki czemu zasięg na jednym ładowaniu wzrósł aż do 98 km, co gwarantuje pokonanie całodziennego dystansu, bez przerwy na zmianę baterii lub doładowanie. Baterie, tak jak w pozostałych skuterach tej marki, mają postać walizek, które można łatwo wyciągnąć i zabrać do ładowania w dogodne miejsce. Nie zrezygnowano przy tym z możliwości ładowania całego pojazdu z gniazda 220V. Ładowanie trwa ok. 7-8 godzin.

Wszystkie skutery marki Askoll mają możliwość wyboru jednego z trzech trybów jazdy: Eco, Normal i Power, dzięki czemu kierowca samodzielnie decyduje, czy chce uzyskać maksymalny zasięg, czy najszybsze przyspieszenie.  Wyświetlacz wskazuje dokładny poziom naładowania baterii oraz pozostały do przejechania dystans w każdym z trybów jazdy, co zdecydowanie ułatwia zaplanowanie trasy.

Skuter osiąga prędkość 45 km/h, co jest zgodne z homologacją motorowerową i uprawnieniami kat. AM. Z drugiej strony w zupełności wystarcza to do przemieszczania się w ścisłym centrum, gdzie dopuszczalna prędkość jest często zredukowana do 30 km/h.

Komfortowa pozycja za kierownicą, znakomity rozkład masy i łatwość manewrowania to zasługa specjalistów, którzy przez wiele lat projektowali skutery dla innych włoskich marek. Wszystkie skutery Askoll mają duże 16-calowe koła, które na życzenie mogą być wyposażone w zimowe opony.

Ceny netto oscylują w granicach 3650 euro za skuter Askoll eSpro K1 z jedną platformą oraz 3772 euro za wersję K2 z dwiema platformami. Termin realizacji zamówienia to maksimum 6 tygodni. Więcej informacji można uzyskać bezpośrednio od polskiego importera, firmy Velomotors.

Koncern Askoll z siedzibą w Dueville we Włoszech, jest liderem w produkcji wysokowydajnych silników elektrycznych dla akwarystyki i sprzętu AGD. Firma założona w 1978, działa na świecie poprzez 11 spółek w 6 krajach i zatrudnia około 2000 pracowników. Posiadając 850 zarejestrowanych patentów przemysłowych, prezes grupy Elio Marioni, zdecydował zainwestować w elektromobilność i nie pomylił się. Od 2015 roku firma jest wiodącym we Włoszech producentem i dystrybutorem pojazdów elektrycznych. Od tego czasu, firma sprzedała w swoim kraju 5000 pojazdów, zajmując coraz wyższe pozycje w statystykach sprzedaży. W ciągu 2 lat producent rozwinął we Włoszech, Francji i Austrii sieć ponad 200 punktów sprzedaży, w tym salony jednomarkowe w Paryżu, Mediolanie i Rzymie. Punktów sprzedaży przybywa na mapie Europy w imponującym tempie.

Najnowsze

Gosia znowu na podium!

Po przepięknej walce Gosia Rdest zajęła drugie miejsce w wyścigu na torze Nürburgring. Zaliczyła tym samym udany debiut w GT4 Central European Cup za kierownicą Audi R8 LMS GT4 w barwach zespołu Phoenix Racing.

{{ tn(16642) left }}Kolejny weekend, kolejne trofeum! Gosia Rdest zaliczyła wspaniały debiut w GT4 Central European Cup. Gosia i jej zmiennik Oscar Tunjo zajęli drugie miejsce w gościnnym starcie na niemieckim Nürburgringu. Tunjo, na co dzień ścigający się  w serii ADAC GT Masters, tak jak Gosia należy do zespołu Phoenix Racing.

Gosi przypadła w sobotnim wyścigu druga zmiana. W momencie wyjazdu z pitu do lidera (Marylin Niderehauser w KTM) dzieliło ją ponad 5 sekund. Zaczęła się walka, podczas której kibice mogli obserwować emocjonujący pościg. Gosia zaprezentowała niesamowite tempo i z każdym okrążeniem systematycznie zmniejszała dystans, by ostatecznie zakończyć pościg 0,5 sekundy za liderem.

Zabrakło jednego okrążenia, by przejąć P1, ale i tak jestem bardzo zadowolona z tempa. Świetnie jest znowu gościć na Nürburgringu, to jeden z moich ukochanych torów – nie kryła emocji Gosia. To dla niej kolejny z rzędu udany weekend z zespołem Phoenix Racing. Zaledwie tydzień temu stała na podium w serii GT4 European Series we włoskim Misano.

Wyścig na Nürburgringu był również wspaniałym momentem kobiecego motorsportu – o pierwsze miejsce walczyły dzisiaj dwie kobiety, Gosia Rdest i Marylin Niederhuser. Dwie panie na podium to w serii GT4 niecodzienny widok.

Najnowsze

Gosia Rdest wygrała wyścig!

Sukces Polki! Gosia Rdest zwyciężyła wyścig na torze Nürburgring. To kolejne trofeum, które Gosia przywiezie z gościnnego startu w serii GT4 Central European Cup w barwach zespołu Phoenix Racing.

{{ tn(16640) left }}Gosia Rdest w rewelacyjnej formie! Wraz ze swoim zmiennikiem Oscarem Tunjo triumfowała dzisiaj na Nürburgringu. Po świetnym, pełnym emocji występie zwyciężyli wyścig w serii GT4 Central European Cup. To kolejny sukces Polki. Zaledwie wczoraj oglądaliśmy ją na drugim stopniu podium po jej debiutanckim wyścigu w GT4 Central European Cup. Tydzień temu z kolei odbierała puchar w Misano w serii GT4 European Series.

W niedzielnym wyścigu Gosi przypadła pierwsza zmiana. Startowała z trzeciej pozycji, by już wkrótce po bardzo udanym manewrze wyprzedzania wysunąć się na drugie miejsce. Następnie za kierownicą Audi R8 LMS GT4 zasiadł Oscar Tunjo. Druga połowa wyścigu była niezwykle ekscytująca. Rozegrała się trwająca kilka okrążeń walka o pierwsze miejsce. Lider wyścigu, Rob Severs zasiadający za kierownicą Porsche Caymana, długo opierał się atakom Oscara Tunjo. Kibice mogli podziwiać niezwykle emocjonujący pojedynek. Ostatecznie Oscar Tunjo objął prowadzenie.

Start Gosi Rdest i Oscara Tunjo w serii GT4 Central European Cup był gościnnym występem. Gosia na co dzień ściga się w serii GT4 European Series. Oscar Tunjo natomiast jest kierowcą ADAC GT Masters. Oboje należą do zespołu Phoenix Racing.

Kolejny wyścig serii GT4 European Series, w którym zobaczymy Gosię Rdest, 20 – 22 lipca na torze Spa – Francorchamps. Natomiast już 7 – 8 lipca pojawi się w Poznaniu podczas WSMP.

Najnowsze

Goodc

Czego uczy kobietę posiadanie motocykla? TOP 10

Każdy zawód czegoś uczy, buduje jakieś nawyki. Gdy kilka lat jeździmy motocyklem to też nabywamy różne umiejętności, jedne świadomie kształcimy, inne same do nas przylegają.

Ten tekst miał być zabawny, coś w stylu „Blondynka na motocyklu i jej perypetie”. Tylko, gdy zaczęłam analizować to, czego nauczyłam się posiadając motocykl, okazało się, że nie ma w tym nic śmiesznego. Było czasem zabawnie, bo potrafię się śmiać z własnych błędów, ale zawsze potem przychodziła refleksja i wyciągałam z tej sytuacji lekcję. Bo w posiadaniu motocykla jest frajda, ale jest też miejsce na zdrowy rozsądek i naukę. Przy nim możemy rozwinąć różne umiejętności, a kilka z nich spróbuję wymienić.

Czego nauczyło mnie posiadanie motocykla?

{{ tn(16637) left }}1. Dbania o siebie, a chodzi mi szczególnie o własne ciało. Na samym początku mojej przygody z motocyklami nie przywiązywałam do tego zbytniej wagi, bo miałam małe supermoto i śmigałam nim po polach i łąkach. Pewnego razu „upiekłam” sobie łydkę na silniku, a to bolało bardzo i goiło się długo. To była lekcja numer jeden, drugą był obraz martwicy skóry na całym kolanie, który widziałam w szpitalu. Poznany tam motocyklista wyskoczył tylko na chwilę motocyklem, więc w zwykłych jeansach. Ja wiem, że jazda bez uzbrojonych ciuchów daje pewne poczucie wolności, ale jazda w nich to odpowiedzialność za swoje ciało.

2. Dbania o motocykl, czyli jak zadbasz – tak masz. To też umiejętność nabywana stopniowo, bo jak dopadła motocykl jakaś usterka, to zaraz robiłam analizę, czym to było spowodowane. A jeżeli najzwyklejszym zaniedbaniem? Po tych kilku latach z motocyklem staram się już wyprzedzać fakty, kontrolować stan motocykla, by mieć jak najmniej niemiłych niespodzianek. Bo chyba każdy woli, jak motocykl jeździ, niż jak stoi w serwisie, gdy wszyscy jeżdżą? Z tym wiąże się też wierność danemu motocyklowi, bo jak się o niego dba i w niego inwestuje, to trudno go potem wymienić.

{{ tn(16633) left }}3. Ciągłej nauki, doskonalenia techniki jazdy. Faktem jest, że na początku przygody z motocyklami rozwój umiejętności jest najbardziej zauważalny. Bo ciągle zdarzają się sytuacje, które obnażają jakieś braki w technice jazdy. Jak się nad nimi pracuje to jest ich mniej, jednak stają się coraz bardziej wymagające. Większej dokładności wymagają, a do tego przełamania przyzwyczajeń nabywanych przez lata. Uważam, że nauka przy motocyklu nigdy się nie powinna się kończyć.

4. Czujności i obserwacji na drodze. Moja jazda motocyklem miała kilka etapów. Początki nie były łatwe, więc więcej w tej jeździe było przerażenia, niż frajdy. Potem była frajda i głupie błędy z niej wynikające, ale na koniec wyłoniła się z tego świadoma jazda – a to daje frajdę, przy zachowaniu poczucia bezpieczeństwa. Bo nic tak nie uczy przewidywania zagrożeń, jak lata spędzone w siodle. Jedna, druga, trzecia sytuacja, gdzie ktoś „niechcący” o mały włos mnie nie skasował, uczy bardzo wiele. Głównie tego, że droga hamowania zawsze zależy od prędkości motocykla, a im więcej się dzieje dookoła, tym lepiej więcej dać sobie czasu na reakcję. Dlatego nie jestem i nie będę fanem „zapier…nia”. Uczy też przewidywania ludzkich zachowań, patrzenia w oczy kierowcom i na koła ich pojazdu. Obserwowania ruchu głową i pozycji samochodu na pasie (skręcanie bez kierunku to plaga!). Przewidywanie sytuacji na drodze na kilka samochodów przed nami i ze strony przeciwnej. To w pewnym momencie stało się nawykiem i nie wymaga myślenia o tym, gdzie patrzeć i co robić.

{{ tn(16634) left }}5. Przewidywania, a najbardziej to chyba pogody. Ale też tego, co się może przydać na danej wycieczce, co może zaskoczyć i co się wydarzyć. Jest to ściśle powiązane z pakowaniem się. Myślę, że kobieta, która musi się spakować na egzotyczne wakacje w określonej wadze bagażu ma podobne problemy. Moje pakowanie zwykle wygląda tak, że wywalam na łóżko wszystko to, co chcę na wycieczkę zabrać. A potem eliminuję z tego min. 1/3, bo mi się sakwy nie zamkną. W trudnych sytuacjach ratuje mnie siatka bagażowa, pod którą jestem w stanie prawie wszystko przewieźć. A wracając do pogody – mam kilka aplikacji w telefonie.

6. Planowania, a im dalsza trasa, tym jego więcej. Plan wycieczki jednodniowej obejmuje zwykle dojazd, jak wyjazd robi się parodniowy to dochodzi szukanie noclegów, miejsc do odwiedzenia itp. Na samym początku moje planowanie było bardzo ścisłe, a to zabijało radość z wyjazdu. Później nauczyłam się, że mniej znaczy więcej. Mniej kilometrów danego dnia, mniej miejsc do obejrzenia, mniej czasu zaplanowanego. Bo to otworzyło furtkę do nowych doznań, dało czas na chłonięcie świata i spontaniczne decyzje. Jak się budzisz w pięknym miejscu to chcesz tam być, więcej zobaczyć, a nie pakować się z wywieszonym językiem, bo plan na dzień obejmuje 600 kilometrów.

7. Oszczędzania, a paliwo coraz droższe… Ma to swoje dobre strony, bo jak mam kupić kolejną bluzkę, to się zastanawiam, czy nie lepiej za to zatankować. Już nie mówię o kosztach serwisowych, bo za tą kasę to bym miała ekskluzywne wakacje w tropikach.

{{ tn(16631) left }}8. Radzenia sobie, zaradności. Tu chciałabym wspomnieć o problemach technicznych, niespodziankach w samotnej trasie itp. W tej kwestii to jestem jednak blondynką, bo do tematów technicznych absolutnie się nie garnę. Więc co robię? Najpierw przyglądam się problemowi z każdej strony i próbuje sama go rozwiązać. Jak jednak się nie uda – to najzwyczajniej używam zdobyczy techniki. Telefon do przyjaciela czy mechanika potrafi wiele wyjaśnić. Jak jestem daleko to pozostają grupy motocyklowe z okolicy na facebooku i okoliczne warsztaty.

9. Budowania relacji międzyludzkich. Na tym polu motocykl dokonał we mnie wielkiej zmiany. Nic nie jest w życiu tak proste, jak długa rozmowa z innym motocyklistą/tką. I nie tylko, bo na parkingach bardzo często zaczepiają mnie osoby niezwiązane z motocyklami, a i ja sama nie mam już oporów, by zagadać obcą osobę. Motocykl rodzi otwartość na świat i innych ludzi.

{{ tn(16636) left }}10. Spontaniczności, czyli wypadów bez planu. Motocykl jest najlepszy na nudę, na nerwy, na „doła”, na problemy. Relaksuje, wprawia w dobry nastrój, a świat za mną niech się sam o siebie martwi!

Po więcej przemyśleń blondynki zapraszam na mojego bloga: http://www.pamietnik-motocyklistki.pl/, ktorego prowadzę od kilku lat i od pierwszej godziny nauki jazdy.

Najnowsze