Katarzyna Michalak-Czechowska

Michalina Maciończyk - polska stunterka ze Śląska. Rozmowa

13 października 2014
9
Michalina Maciończyk jest młodą stunterką motocyklową, która doskonali się w tej trudnej specjalizacji. Trenuje na wielkiej Hondzie CBR 929. Opowiada nam o swojej pasji, o tym, jak wygląda jej dzień i skąd czerpie inspiracje.

Galerię zdjęć Michaliny Maciończyk obejrzysz tu.

Od kiedy jeździsz na motocyklu? Jak to się zaczęło?
Moja motocyklowa historia zaczęła się, gdy byłam nastolatką. Przypadkowo trafiłam na zlot motocyklowy, który odbywał się w moim rodzinnym mieście w Rydułtowach (województwo śląskie). To tam zakochałam się w ryku silników przepięknych maszyn. Poznałam tam wielu ciekawych ludzi, którzy zabierali mnie na przejażdżki. Wreszcie chciałam zakończyć etap "plecaczkowania" i samodzielnie wsiąść za kierownicę. Na pierwszych jazdach kursu prawa jazdy poczułam, że to jest to, że motocykle to moja pasja i mój cel. Jeżdżę motocyklem od 4 lat.

Michalina Maciończyk i jej ewolucje z motocyklem.
fot. z archiwum Michaliny Maciończyk

Skąd wziął się pomysł na uprawianie stuntu?
Zawsze byłam przeciwniczką jazdy na jednym kole i palenia gumy, aż do momentu gdy poznałam mego obecnego narzeczonego. To on zaraził mnie tą adrenaliną, która uzależnia podczas robienia różnych ćwiczeń. Nasze zaręczyny także odbyły się w stuntowej oprawie, co widać na jednym ze zdjęć.

Czy możesz powiedzieć, że stunt odgrywa szczególną rolę w Twoim życiu?
Dwa lata temu przechodziłam najtrudniejszy okres w moim życiu. Ciągle bolała mnie głowa. Po szczegółowych badaniach wykryto u mnie nowotwór w przedniej części mózgu. Na szczęście było to początkowe stadium. Od razu trafiłam do szpitala onkologicznego na chemio- i radioterapię. Było mi naprawdę ciężko przez to przejść, ale udało mi się. Na początku się poddawałam. Zalana łzami mówiłam, że wolę umrzeć niż żyć w takim bólu. Dzięki wsparciu narzeczonego zmieniłam zdanie. To on mówił mi, że jestem wielka, że muszę wszystkim udowodnić, że jestem urodzoną motocyklistką i stunterką. Te słowa poruszyły mnie tak mocno, że z tego wyszłam. Obecnie jestem pod stałym nadzorem onkologa i neurologa. Wszystko poszło w dobrym kierunku, a do tego ciągle gonię i realizuję swoje motocyklowe marzenia. Dziękuję rodzinie, bliskim i przyjaciołom, że wspierają mnie we wszystkim. Jesteście wspaniali!

Michalina Maciończyk i jej Honda CBR929
fot. z archiwum Michaliny Maciończyk

Czy stuntu uczysz się od kogoś, czy samodzielnie? Masz mentorów? Idoli?
Z reguły uczę się samodzielnie, zawsze staram się to robić bezpiecznie. Próbuję wymyślać nowe triki, a jeśli mi nie wychodzi, to zdarza się, że zapytam zaawansowanych w tym temacie chłopaków, co mam zrobić. Czasem znajduję w internecie bardzo ciekawe filmiki z udziałem Stunt Girl. Analizuję je dokładnie, oglądam parę razy, a później przekładam  na swój motocykl. Mam kilka idolek z których biorę przykład: Ewa Pieniakowska, Monika Koch (wywiad z Moniką tu) ), Mai Lin z Niemiec, Combat Barbie i Robyn Diamond z USA.

Jak wygląda Twój motocyklowy dzień? Jak często trenujesz?
Mój motocyklowy dzień zaczyna się od sprawdzenia pogody. Gdy mam wolne w pracy szybko zajmuję się obowiązkami domowymi, ładuję baterie w aparacie fotograficznym, następnie automatycznie idę do garażu sprawdzić stan łańcucha, ciśnienia w oponach, stan bieżnika itp. Jak każda kobieta też lubię ładnie wyglądać na motocyklu. Zabieram się zatem za zrobienie makijażu, później zakładam ochraniacze, kurtkę, motocyklowe buty i ruszam w drogę. Zawsze na miejsce do ćwiczeń dojeżdżam motocyklem, gdyż jestem w tej nielicznej grupie posiadaczy tylko jednej kategorii prawa jazdy. W moim przypadku jest to kategoria A. Staram się trenować co najmniej trzy razy w tygodniu, ale nie zawsze mi to wychodzi.

 

Michalina Maciończyk trenuje coraz trudniejsze akrobacje.
fot. z archiwum Michaliny Maciończyk

Co jest najtrudniejsze według Ciebie w stuncie - dla dziewczyny?
Moim zdaniem najtrudniejsze dla dziewczyny jest tzw. wheelie, czyli jazda na jednym kole. Każdy do tego podchodzi inaczej. Ja sama do końca nie opanowałam tej techniki jazdy, ale to mnie nie zniechęca do dalszej nauki. Po prostu chcę uniknąć poważnych upadków. Chcę nauczyć się tego bez zrobienia sobie krzywdy. Tak naprawdę zaczęłam uprawiać stunt w tym sezonie więc od razu wszystkiego się nie nauczę. Jak to mówią: "Nie od razu Rzym zbudowano".

Z jakimi reakcjami na swoją pasję się spotykasz?
Reakcje ludzi na mój widok są różne. Mam czarno-różowy motocykl, strój kolorystycznie praktycznie taki sam. Zatem to, że normalnie jadę ulicą już wprawia ludzi w zachwyt. Czuję ich spojrzenia na sobie, czasami słyszę z oddali słowa: „Laska na moto". Rodzice i rodzina strasznie się o mnie boją, jednocześnie są dumni, że robię to, co kocham. Jeśli chodzi o innych obserwujących moje ćwiczenia - zwykle są zdumieni, zachwyceni. Niektórzy zdziwieni, jak taka kobieta jak ja może robić z motocyklem takie rzeczy. Czasami ktoś pozazdrości mi umiejętności i odwagi, ale nie spotkałam się z negatywnymi opiniami. Jak na razie same pozytywy.

Co robisz w życiu poza stuntem? Gdzie pracujesz?
Zazwyczaj ludzie myślą, że nie zajmuję się niczym innym poza stuntem. Są w błędzie. Żyję i pracuję jak każdy normalny człowiek. Obecnie jestem kelnerką w restauracji "Miwa" w Pilchowicach. Uwielbiam pracę z ludźmi, stąd wybrałam ten zawód. Oprócz motocykli w moim życiu bardzo ważna jest muzyka. Pogoda nie zawsze dopisuje na tyle, by dało się ćwiczyć na motocyklu, wtedy pochłaniają mnie dźwięki gitary. Można powiedzieć, że to moja druga pasja, choć nie tak ważna jak ta związana z jednośladami.

Michalina Maciończyk nawet zaręczyny miała w wersji stunterskiej.
fot. z archiwum Michaliny Maciończyk

Chyba nie jest łatwo pogodzić częste ćwiczenia na motocyklu z innymi dziedzinami życia? Jak sobie z tym radzisz?
Czasem naprawdę ciężko jest pogodzić codzienne życie z treningami. Z reguły, gdy jest piękna pogoda jestem w pracy albo mam nawał obowiązków domowych. Pranie, sprzątanie, gotowanie, zakupy… jestem zwykłą kobietą, która też się tym zajmuje. Choć przyznam szczerze, że mam czasem chęć to wszystko rzucić, ale muszę sobie z tym radzić. Tak przecież wygląda życie. Staram się więc znaleźć czas na wszystko.

Michalina Maciończyk
fot. z archiwum Michaliny Maciończyk

Jakie są Twoje plany na przyszłość, marzenia, cele?
Planuję ćwiczyć, uczyć się nowych trików, trwać w stuncie i motocyklowej pasji. W dalszej przyszłości jak każda kobieta pragnę założyć rodzinę. Moim marzeniem i jednocześnie celem jest udział w zawodach Stunt GP, ale do tego to jeszcze mi daleko. Obiecałam sobie kiedyś, że tego dokonam i się nie poddam.

Czy masz jakieś porady dla dziewczyn, które chciałyby zacząć uprawianie stuntu? Jak do tego podejść?
Stunt według mnie jest dla każdego, tylko wszystko trzeba na początku robić z głową. Dla dziewczyn polecam na początek motocykle przystosowane do stuntu o mniejszej pojemności. Są lżejsze, słabsze, łatwiejsze do utrzymania i podnoszenia przy upadkach. Ja zrobiłam odwrotnie. Mam Hondę CBR 929, która ma 152 KM, masę ponad 200 kg którą ciężko mi było opanować. Teraz już idzie mi to znakomicie, ale początki były trudne. Każdej przyszłej stunterce przyda się wiele odwagi, cierpliwości i wytrwałości. Stunt to po części zabawa, ale bezpieczeństwo musi być na pierwszym miejscu, bo naprawdę łatwo można zrobić sobie krzywdę. Pamiętajcie, odpowiedni strój to podstawa.

    Komentarze

    27 listopada 2014 09:40
    Życzę sukcesów !