Mercedes SLS AMG w Polsce – wystawa w Warszawie

Premiera modelu SLS AMG miała miejsce 9 kwietnia w warszawskim Muzeum Sztuki Współczesnej i towarzyszyło jej niezwykłe auto - legendarny Mercedes 300SL Gullwing . Wśród zaproszonych gości nie zabrakło m.in. Anny Muchy.

 

fot. Mercedes

Aktorka na co dzień jeździ czerwonym Mercedesem klasy E, ale z pewnością nie miałaby nic przeciwko temu, aby w jej garażu zaparkował także choć jeden z dwóch zaprezentowanych w Muzeum Sztuki Współczesnej wspaniałych modeli spod znaku trójramiennej gwiazdy.

 

Jak na muzeum przystało, gwieździe wieczoru towarzyszył legendarny model 300SL Gullwing sprzed ponad pół wieku, dokładnie z pierwszego roku jego produkcji – 1954 i został oznaczony numerem nadwozia 99. Ten kultowy egzemplarz pochodził z kolekcji polskiego właściciela. Miał iście „damską” barwę, bo został polakierowany na kolor „strawberry red” – czerwień truskawki. Samochód powstał dzięki pasji amerykańskiego przedstawiciela Mercedes-Benz, Maximilinana Hoffmana, który namówił ówczesny zarząd Daimler-Benz do stworzenia seryjnej wersji produkcyjnej samochodu wyścigowego. Mercedesem 300 SL jeździli między innymi Sophia Loren, Zsa Zsa Gabor i Pablo Picasso. 

fot. Mercedes
fot. Mercedes

Najnowsze dziecko koncernu ze Stuttgartu przypomina swojego klasycznego przodka tylko otwieranymi ku górze drzwiami (stąd określenie Gullwing – czyli skrzydła mewy). SLS AMG w gamie Mercedesa zajmuje miejsce SLR-a McLarena F1.

fot. Mercedes

Nowoczesne aluminiowe nadwozie kryje potężny silnik 6,2 V8 o mocy 571 koni mechanicznych. Wprawny kierowca, który potrafi opanować napędzanego na tylną oś potwora, rozpędzi się do „setki” w 3,8 sekundy. Wskazówka prędkościomierza zatrzyma się dopiero na 317 km/h.

Auto ma wyczynowe zawieszenie z podwójnymi wahaczami poprzecznymi oraz wydajny układ hamulcowy, który może być opcjonalnie wyposażony w ceramiczne tarcze hamulcowe.

Wszystkich zainteresowanych tym pięknym samochodem musimy sprowadzić od razu na ziemię. Ceny tego cacka rozpoczynają się od 810 tysięcy złotych, co oznacza, że nie będzie ono częstym gościem na polskich ulicach. Za to każdy szczęśliwy posiadacz Mercedesa SLS AMG może się poczuć jak Bernd Mäylander, oficjalny kierowca samochodu bezpieczeństwa w czasie zawodów Formuły 1. Nowa wersja SLS AMG to jedyne auto, którego żaden kierowca F1 nie może wyprzedzić…

Najnowsze

CastrolMoto – najciekawsze strony motocykla

CastrolMoto to nowa strona poświęcona jednośladom. Została stworzona przez firmę olejową z myślą o motocyklistach, jako kompendium wiedzy dla kierowców i miłośników dwóch kółek.

Co nam się może przydać? Od porad dotyczących doboru odpowiedniego oleju do motocykla, poprzez możliwość poszerzenia swojej wiedzy z zakresu technologii i procesów powstawania olejów, po odkrycie gdzie tkwi sekret bezpiecznej jazdy na różnych rodzajach nawierzchni. 

Europa to jeden z najbardziej wymagających rynków motocyklowych na świecie. Nie bez znaczenia są tu niezwykle zróżnicowane warunki jazdy.  Na Starym Kontynencie znajdziemy zarówno kręte górskie odcinki dróg, jak i rozległe autostrady.  Z jednej strony słońce oraz upały na południu z drugiej śnieg i mrozy na północy. W skrócie: warunki bardzo wymagające nie tylko dla kierowcy, ale przede wszystkim dla sprzętu. Sposób eksploatacji jednośladów, rosnące wymagania właścicieli i precyzyjne, zaawansowane silniki motocykli, stawiają coraz więcej wyzwań także przed olejami.

Na stronach www.castrolmoto.com/pl zamieszczone zostały filmy wideo, które przybliżają kluczowe etapy rozwoju produktów firmy Castrol w  ośrodku badawczo-rozwojowym Pangbourne, pracę jej ekspertów i specjalistycznego sprzętu używanego do opracowania najwyższej jakości produktów olejowych. Ocenianie wydajności oleju w najtrudniejszych warunkach wymaga bowiem ekstremalnych testów. Kluczową rolę w ich przeprowadzaniu odgrywa Flossie, robot-motocyklista, który nie męczy się, nie przeszkadza mu ryk 16000 obrotów silnika na minutę, i który równie dobrze czuje się przy -20, jak i +40 stopniach Celsjusza. Flossie odpowiada za testy, podczas których silnik, a przez to i olej, poddawany jest najcięższym próbom. To jeden z trzech funkcjonujących na świecie moto-robotów. 

Miłośnicy jednośladów w serwisie internetowym znajdą również szereg przydatnych porad i wskazówek. Zarówno tych dotyczących pielęgnacji maszyn, jak i  instrukcji związanych z jazdą motocyklem. Jeśli ciekawi Cię jaka jest różnica pomiędzy Hondą CBR1000RR Fireblade, biorącą udział w wyścigach Superbike, a jej drogową wersją lub dlaczego zwycięstwo Kenana Sofuoglu w 2007 roku w Walencji jest dla Hondy i Castrol tak szczególne, kliknij na www.castrolmoto.com/pl.

www.castrolmoto.com/pl

Najnowsze

Srebrne BMW na komunię dla dziecka?

Zbliżają się komunie, a więc i problem z ich nieodłącznym ostatnio elementem - prezentami. Przedstawiamy pomysł na symatyczny gadżet sygnowany marką BMW.

Niewielki model samochodu, a wiele możliwości.
fot. Brando

BMW potrafi zaprojektować oryginalne i pełne funkcjonalności samochody. Prezentowany dziś model też jest sygnowany biało-niebieską szachownicą, ale jest zdecydowanie tańszy od swoich większych braci.

Za niecałe 180 złotych możemy kupić srebrną Beemkę w bardzo niewielkim rozmiarze, która jest… aparatem fotograficznym. Atrakcyjny dla młodszych i starszych gadżet wyprodukowany przez markę Brando ma tylko 6,6 centymetra długości, 3,6 centymetra szerokości i grubość 2 centymetrów, a tym samym jest mniejszy na przykład od popularnych smartphone’ów.

Samochodzik może pełnić zarówno funkcję aparatu, jak i kamery. To prawdziwe urządzenie szpiegowskie. Może uchwycić do 29 klatek na sekundę z rozdzielczością 1280×960 pixeli.

Do urządzenia dodano ładowarkę i baterie, adaptor USB oraz statyw. Wspomniana cena jest idealna dla tych, którzy chcą zabłsynąć oryginalnym prezentem i nie wydać całej zawartości portfela.

 

Najnowsze

Liczy się bogate wnętrze – ranking

Ocenianie ludzi po tym, jak wyglądają uważane jest za niegrzeczne i płytkie. Może więc samochody również należałoby oceniać nie po subiektywnej ocenie sylwetki, a po wnętrzu - ergonomii, wygodzie, mnogości rozwiązań. Oto wnętrza, które wygrały w pierwszym takim rankingu Ward's Automotive.

W kategorii aut popularnych doceniono harmonijne wnętrze Subaru Outback
fot. Subaru

Tym razem decydujący głos mieli dziennikarze – to ośmiu redaktorów przez ostatnie dwa miesiące testowało 40 nowych lub odświeżonych modeli, zachwycając się lub krytykując ich wnętrze. Ich uwaga skupiała się wokół estetyki wykonania i wyglądu – szukano wnętrz przemyślanych, z pomysłem. Wreszcie udało im się znaleźć najbardziej kreatywne. 

Na zwycięsto można było również zapracować bezpieczeństwem wnęrza, jakością użytych materiałów, wygodą użytkowania, a więc ergonomią – dostępnością i widocznością  przycisków i łatwością ich obsługi. Krytyczni redaktorzy Ward’s Automotive kontrolowali też faktyczną ilość wolnego miejsca, komfort podróżowania autem zarówno jako jego kierowca, jak i pasażer oraz wielkość przestrzeni bagażowej.

Zwycięzcami zostały samochody wyższych klas i segmentów, utożsamiane w Polsce z luksusem. A oto i one:

– autem popularnym z najpiękniejszym wnętrzem w cenie do 30 000 dolarów został Subaru Outback;

– wnętrze najbardziej zasługujące na uwagę wśród aut klas premium to wnętrze Infiniti M56;

– w kategorii aut hybrydowych doceniono Lexusa HS250h;

– najlpiękniejszy sportowy look ma wnętrze Chevroleta Camaro;

– popularnym SUV’em o zwracającym uwagę wyglądzie został nie sprzedawany w Polsce Chevrolet Equinox, a SUV’em premium znane nam Volvo XC60;

– za wszechstronność doceniono auto z Monachium – został nim BMW serii 5GT;

– przełomowy design oferuje zdaniem dziennikarzy Acura ZDX;

– najmniejsza w rankingu okazała się Mazda 3 MPS nagrodzona za najlepszą ekspresję;

– najbardziej inspirującym wnętrzem okazało się to, oferowane w Porsche Panamera. 

Najnowsze

Motocykl sposobem na życie – opowieść Fryty

"Dwie gleby mnie nie zniechęciły, wręcz przeciwnie - uświadomiłam sobie, że byle „kawał metalu" nie będzie mną rządzić. I to był przełomowy moment, podjęłam walkę. Zaczęłam treningi, nabrałam odwagi, wyjechałam dumnie na miasto i oto wszystko nabrało innych kolorów" - pisze Fryta do naszej "Strefy motocyklistki".

Na wstępie chciałabym się przedstawić, żebyście mieli obraz postaci.. Imienia raczej nie używam. Mówcie mi Fryta (albo Frytura). Mam 23 lata, jeszcze. Nie czuję się ani młoda, ani stara. Niektórzy w moim wieku zakładają rodziny. Część koleżanek ma już dzieci, kolegów zresztą też. Ja poszłam w innym kierunku. Zafascynowałam się motocyklami. Nie urodziłam się Motórzystką, po wielu poszukiwaniach znalazłam swoją pasję. Lubię dzielić się swoim doświadczeniami, dlatego postanowiłam opisać Wam „jak to wszystko się zaczęło”. Mam nadzieję, że moja historia stanie się dla Was dowodem, że jeśli czegoś na prawdę bardzo pragniemy, to przy odrobinie zaangażowania i szczęścia, jesteśmy w stanie osiągnąć cel.

Patrzę  na świat zupełnie inaczej… 

fot. z archiwum Fryty

Prawdę  mówiąc moja motocyklowa przygoda dopiero się rozpoczyna, choć  uważam, że zrobiłam więcej kilometrów niż niejeden, jak się zwykło określać, „prawdziwy motocyklista”. Nie mam bogatej przeszłości motocyklowej. Na zlotach byłam ze dwa razy, jeszcze jako nieletnia. Rodzice, ani nikt z rodziny, nie był zafascynowany motocyklami. Do wszystkiego doszłam sama i świadomie. A zaczęło się od… 

2007 rok, jakoś początek wiosny, telefon od kumpla – „hej Fryta, robisz ze mną prawko na motocykl? 1000 zł kosztuje. Masz kasę? Zaczynamy za tydzień!” Od zawsze byłam i nadal jestem otwartą  osobą, a nowe wyzwania nie stanowią większego problemu, zgodziłam się od razu. Tak zaczęła się przygoda, można by rzec, że w odwrotnej kolejności, bo od kursu. Potem minęły długie miesiące zanim pojawiła się moja maszyna. 

Moja maszyna, czyli Yamaha Virago 535… 

Sezon rozpoczęłam w grudniu 2008 r. Wtedy zasiadłam pierwszy raz za „sterem” swojego Motóra. Początki nie były łatwe. Zima, niska temperatura, nadchodził wieczór, a ja po ponad rocznej przerwie usiadam na – jeszcze wtedy obcym – motocyklu. Nikt mnie nie pytał, czy poradzę sobie, czy nie przewrócę się. Wsiadłam i pojechałam. Nie było wyjścia. Musiałam odtransportować Virażkę 10 km dalej do garażu, gdzie miała przeczekać do wiosny. Rankiem było już lepiej. Słoneczko świeciło, jakieś sześć stopni powyżej zera. Dopiero teraz, gdy Motór w pełni należał do mnie, mogłam przyjrzeć się mu bliżej. Technicznie był sprawny, przynajmniej wtedy. Zrobiliśmy honorową rundę dookoła okolicy. Na początku mieszkańcy dziwnie się na nas patrzyli. Ale już po chwili powskakiwali na quady i skuterki. Jeździło się bardzo przyjemnie. Zauważyłam jednak, że moja Virażka jest zaniedbana. Pewnie stąd ta cena. Wzięłam ją pod swoją opiekę.

fot. z archiwum Fryty

Tego dnia przekonałam się, że MARZENIA SIĘ SPEŁNIAJĄ, ale trzeba im w tym pomóc. Chciałabym podziękować: Rodzicom –  za wsparcie finansowe, Cioci i Wujkowi za wsparcie garażowe, Szymkowi za wsparcie psychiczne i fizyczne oraz Frytce (nie sobie, a koledze motocykliście) za wsparcie techniczne. Jest Motór!!! Niestety zaraz po zakupie musieliśmy rozstać się i osobno przeczekać do wiosny.  Motocykl został niedaleko Kalisza, a ja po zimowym urlopie wróciłam do Koszalina. 

Minęły długie trzy miesiące… do wiosny. Odliczałam dni, kiedy pojedziemy po sprzęt i na serio rozpoczniemy sezon.  Były trzy plany, jak go przetransportować do Koszalina. Pierwszy zakładał wspólny wyjazd z Frytką jednym motocyklem, a powrót dwoma. Drugi, że pojedziemy we dwie osoby samochodem, a wrócimy razem „konwojem”. Trzeci, że po prostu zamówię firmę transportową. Oczywiście, jak łatwo się domyślić, pierwszy plan spodobał mi się najbardziej, bo był… najbardziej szalony. Jednak, jeszcze wtedy, musiałam pomyśleć racjonalnie. Przede wszystkim nie wiedziałam jak motocykl przeżył zimę. Czy odpali w ogóle? W końcu stał trzy miesiące w garażu bez ruchu… Postanowiłam (również za namową najbliższych) skorzystać z lekko zmodyfikowanego trzeciego planu. Pojechałam pociągiem do Kalisza. Tam umówiony był kierowca. Zapakowaliśmy Virkę do busa i obraliśmy ster na Koszalin. Teraz musiałam przypomnieć sobie, czego uczyłam się na kursie… 

Łatwo mówić, trudniej zrobić…

fot. z archiwum Fryty

Wszystko było piękne, wreszcie razem, nic tylko wsiąść i zdobywać  świat! Tymczasem bałam się sama wsiąść na maszynę i jeździć, chociażby wokół domu. Przerażał mnie żwir i piasek, nie wspominając o wyjeździe z garażu, pod górkę. Właściwie wszystko mnie przerażało. Momentami myślałam, że to nie był dobry pomysł – taki zakup. Ale małymi krokami i powoli przełamywałam się. Zaczęłam od zera, choć z uprawnieniami w ręku. Ruszanie, stawanie, zawracanie, ruszanie ze skręconą kierownicą, ruszanie pod górkę. Ależ ta Virażka wydawała mi się ciężka. W zasadzie to sądziłam, że wszystko robię źle. To było takie męczące i wyczerpujące, każde światła, każdy zakręt. Czułam się jak… „baba za kierownicą”. Uwielbiam jeździć samochodem i sprawia mi to niesamowitą przyjemność. Tym bardziej przerażał mnie fakt, że nie radzę sobie z motocyklem. Musiałam podjąć decyzję. Czy rzeczywiście chcę jeździć? Czy lepiej zostawić to profesjonalistom. Cieszę, że podjęłam wtedy słuszną decyzję! Dwie gleby mnie nie zniechęciły, wręcz przeciwnie – uświadomiłam sobie, że byle „kawał metalu” nie będzie mną rządzić. I to był przełomowy moment, podjęłam walkę. Zaczęłam treningi, nabrałam odwagi, wyjechałam dumnie na miasto i oto wszystko nabrało innych kolorów. Pomogło mi także wspólne jeżdżenie z Frytką, choć pewnie on o tym nie wie. Pojechaliśmy dwoma motocyklami do miasta. On przecierał szlaki, a ja za nim. Dobrze mi się jeździło. Powoli wszystko zaczęło wyglądać tak, jak to sobie wcześniej wymarzyłam. Teraz mogło być już tylko lepiej. Przekonałam się do swojej maszyny. Zauważyłam, że wreszcie to ja zaczynam nią rządzić, a nie ona mną.

fot. z archiwum Fryty

W tym momencie, nie wyobrażam sobie, że mogłabym nie jeździć motocyklem. Cieszę się, że nie poddałam się w chwili kryzysu, która trwała w sumie około dwóch pierwszych tygodni. Tak naprawdę uczę się cały czas, choć najgorsze mam już za sobą. Teraz nauka kolejnych technik to przyjemność. Przebrnęłam przez ten pierwszy, najgorszy etap, gdzie część ludzi odpada z powodu braku wytrwałości w działaniu. Nie jestem „motocyklistą doskonałym”, ale książkę o takim właśnie tytule przeczytałam. Dużo mi wyjaśniła i pomogła. 

Po pierwszym roku motocyklowego życia wiem jedno – motocykle w Polsce to nie maszyny sezonowe na wiosnę i lato! Choć muszę przyznać, że krajowy klimat nie sprzyja jednośladom. Jesienią i zimą jeżdżę mniej. Czasem, mimo szczerych chęci, jestem zmuszona odstawić maszynę na kilka tygodni. Po śniegu do pracy również nie jeżdżę. Ale po białej łące za domem na enduro? Owszem. Wystarczy odrobina słońca w grudniowe popołudnie, parę stopni powyżej zera, a kilka kilometrów spędzonych razem z Virago pozwalają oderwać się od szarej rzeczywistości. Poza tym uważam, że posiadanie motocykla to nie tylko podróżowanie, to także renowacje i naprawy. A kiedy zająć się dopieszczaniem sprzętu jak nie w długie, deszczowe, jesienne wieczory? 

Szerokości!

Najnowsze