Mercedes klasy A teraz również jako sedan

Pod koniec roku do nowego Mercedesa klasy A hatchback dołączy odmiana sedan. Jednym z wyróżników auta jest współczynnik oporu powietrza Cd równy 0,22, co oznacza najniższy opór aerodynamiczny spośród wszystkich produkowanych seryjnie samochodów na świecie.

Najmniejsza limuzyna Mercedesa ma 4549 mm długości i rozstaw osi wynoszący 2729 mm. Ma wyróżniać się ponadprzeciętną przestrzenią na wysokości ramion i łokci oraz nad głowami, a także wygodnym dostępem do drugiego rzędu siedzeń. Przeciętnie przedstawia się z kolei pojemność bagażnika, który ma 420 l.

Stylistyka przodu nie zmieniła się w porównaniu do hatchbacka. Profil klasy A sedan podkreślają muskularne błotniki oraz wyraźne przetłoczenie. Dwuczęściowe tylne lampy potęgują optyczną szerokość auta, a tylny zderzak dostępny jest z czarnym dyfuzorem lub chromowanym pasem i chromowaną końcówką rury wydechowej.

Wnętrze i deska rozdzielcza to znany, minimalistyczny projekt z dwoma wyświetlaczami pod jedną taflą szkła – analogowe wskaźniki tu nie występują. Wolnostojący ekran dostępny jest w trzech wersjach – z dwoma wyświetlaczami 7”, z jednym ekranem 7” i jednym 10,25” lub z dwoma ekranami 10,25”. Pod główną częścią kokpitu znajduje się dolna sekcja wizualnie podkreślona zastosowaniem nastrojowego oświetlenia – opcjonalnie dostępnego nawet w 64 odcieniach.

Nowa klasa A oferuje najnowsze systemy wspomagające kierowcę – po raz pierwszy w określonych sytuacjach model jest zdolny do jazdy częściowo autonomicznej. Udoskonalone kamera i radary pozwalają mu „widzieć” drogę do 500 m w przód. Funkcje asystujące do swego działania wykorzystują też dane z map i nawigacji.

Produkcja nowej klasy A sedan jeszcze w tym roku rozpocznie się w meksykańskiej miejscowości Aguascalientes, a w fabryce Mercedes-Benz w niemieckim Rastatt w 2019 roku.

Najnowsze

Lamborghini Aventador SVJ bije rekord Nurbirgringu

Porsche 911 GT2 nie cieszyło się długo tytułem najszybszego seryjnego samochodu, który pokonał Zielone Piekło.

Lamborghini Aventador SVJ jest nową, najbardziej bezkompromisową odmianą włoskiego supersamochodu. Auto nie miało jeszcze swojej oficjalnej premiery, a Lamborghini nie zdradza wielu informacji na jego temat. Poza tą, że auto pokonało Nurburgring najszybciej w historii – 6:44.97, przebijając tym samym wyniki Porsche 911 GT2 o 2,3 s.

Włosi zamaskowali egzemplarz biorący udział w biciu rekordu i nie podają żadnych danych technicznych. Poza taką informującą o stosunku masy do ilości koni mechanicznych, wynoszący 1,98 kg/KM. Spekuluje się, że auto może mieć 770 KM.

Kluczem do odniesienia sukcesu było przeprojektowanie zawieszenia. układu kierowniczego, sposobu działania napędu 4×4 oraz skrętnej tylnej osi. Auto może pochwalić się też aktywną aerodynamiką i zredukowaną masą własną.

Lamborghini Aventador SVJ zadebiutuje w przyszłym miesiącu. A jak prezentował się podczas bicia rekordu? O tym dowiecie się z poniższego nagrania.

Najnowsze

Bezmyślny manewr kierowcy Volvo

Na autostradzie trzeba szczególnie uważnie obserwować sytuację w lusterkach. W przeciwnym razie może dochodzić do takich sytuacji, jak na tym nagraniu.

Jadący Volvo V70 wjeżdżał na autostradę pasem rozbiegowym i zjechał z niego od razu na pas lewy. Prawdopodobnie chciał w ten sposób wyprzedzić jadącego przed nim busa, ale nie blokować mu możliwości opuszczenia pasa rozbiegowego.

Podczas swojego manewru nie popatrzył uważnie w lusterka i dopiero w ostatniej chwili uciekł na prawy pas, unikając zderzenia z samochodem, w którym zamontowana była kamera rejestrująca całe zajście.

 

Najnowsze

Pijany kierowca celowo doprowadził do kolizji

Historia wydaje się dość nieprawdopodobna, ale wygląda na to, że pijany kierowca na własne życzenie stał się obiektem zainteresowania policji.

Kierowca białego Renault Megane wyprzedził ciężarówkę z kamerą, po czym mocno zahamował, zupełnie nie mając ku temu powodu. Ciężarówka niebezpiecznie zbliżyła się do francuskiego hatchbacka, ale udało się uniknąć kontaktu. Kiedy Megane zahamował po raz drugi, już nie.

Całe zajście wyglądało jak próba wymuszenia odszkodowania z ubezpieczenia. Sprawa nabrała kolorytu, kiedy przyjechała policja, zobaczyła nagranie, a potem okazało się, że kierowca Megane znajduje się pod wpływem alkoholu, a także nie posiada wykupionego ubezpieczenia.

Najnowsze

Edyta Klim

Motocykle spójne z temperamentem!

Marta Zgórzyńska z Custom Bike Poland lubi działać dynamicznie i spontanicznie. Dlatego motocykle zawładnęły jej życiem prywatnym i zawodowym.

Kiedy zetknęłaś się z motocyklami w swoim życiu?

Pierwsze zetknięcie miało miejsce stosunkowo wcześnie. Jako dziecko byłam niepokorna i rozrabiałam, jak chłopak. Interesowały mnie wszystkie maszyny, urządzenia mechaniczne, a spędzając wakacje na wsi u babci największe emocje budził we mnie ciągnik, który zastąpił wóz zaprzęgany w konie. Tam też pierwszy raz dotknęłam motocykl, a zaraz po tym, w moim rodzinnym mieście Rypinie, starszy brat koleżanki dał mi się „karnąć” swoją motorynką! Tego dnia zaliczyłam nie tylko pierwszą jazdę, ale i pierwsze wjechanie w płot sąsiada (śmiech). Już wtedy wiedziałam, że to jest spójne z moim temperamentem – miałam 8lat.

Motocykle to dla Ciebie też praca – to idealne połączenie?

Pewnie każdy tak pomyśli, ale nie jest to łatwy kawałek chleba. Jako kobieta, która jeździ różnymi motocyklami, czasem mam wrażenie, że kastruje wszystkie, na których jeżdżę… Na szczęście tylko czasami (śmiech).

Poza pracą nadal czas spędzasz motocyklowo czy potrzebujesz właśnie odskoczni, jakiejś innej pasji?

Czas wolny to deficytowy towar, ale z dobrą organizacją czasu – wszystko uda się pogodzić. Z moim usposobieniem i głową pełną różnych pomysłów, uwielbiam różne rzeczy robić w wolnym czasie. Ale to motocykle definiują mnie w 100%, to jest to, co kocham!

Jaki jest Twój ulubiony typ motocykli? Co Ci się w nich najbardziej podoba?

Nie mam ulubionego typu motocykla – uwielbiam wszystko, byleby miało dwa koła i motor napędowy (śmiech). Z wiekiem doceniam inne rzeczy, potrzebuję innych doznań, ale wciąż tak samo mocno potrzebuję włożyć kask, wsiąść na motocykl i jechać przed siebie! Często solo, bo tak lubię najbardziej!

Zasmakowałaś motocyklowych podróży, czy to wciągające doświadczenie?

Ooooo bardzo, bardzo, bardzo! To połączenie dla mnie idealne: motocykl + podróże!
Wciąga, jak narkotyk. Z racji tego, że mam doświadczenie w jeździe na różnych motocyklach (tych dużych i tych małych, tych mocnych i tych słabszych, tych na szosę i tych w głęboki teren) – chciałam zrobić coś inspirującego. W zeszłym roku po dniach BMW wpadłam na pomysł, by zorganizować grupę dziewczyn i przy pomocy profesjonalnej firmy organizującej wyprawy w różne kierunki świata na motocyklach, wybrać się gdzieś razem. Wybrałam Maroko – owiany złą sławą kierunek, bo niebezpiecznie, inna religia, kultura… zwłaszcza dla kobiet. Nic bardziej mylnego! A chcąc „odczarować” duże, ciężkie (choć niekoniecznie), dużej pojemności motocykle – wybrałam BMW R1200GS. Chciałam ośmielić kobietki do tego, by nie obawiały się niczego i spełniały swoje marzenia, przełamywały bariery, wychodziły z cienia i dosiadały takie maszyny, jakie same chcą!

I jak wypalił ten plan wycieczki?

Zwykle działam dynamicznie i spontanicznie, więc było mało czasu na logistyczne pospinanie tematu. Połowa roku była już za nami, a urlopy poplanowane. Mimo tego wyjechało 5 motocyklistek, 4 dziewczyny na „plecaku” i kilku mężczyzn. Wypad był niezapomniany! Świetne doświadczenie. Magia działa! Można jeździć solo w świat, choć to tylko dla „kozaków”, bo wszystko może się wydarzyć na drodze… Moim zdaniem bezpieczniej na dalsze wypady jechać jednak z kimś. Takie podróżowanie zaplanować samemu lub skorzystać z usług profesjonalnej ekipy i nie ma w tym żadnej ujmy, jak co niektórzy mówią. Wszystko zależy od tego, czego się potrzebuje. Jednak już samo połączenie podróży z motocyklem jest doskonałe i na pewno dla mnie trafione w punkt!

Jakie cele są na Twojej liście planów wyjazdowych do zrealizowania w przyszłości?

Lista jest bardzo długa… Najchętniej wsiadłabym na motocykl i pojechała przed siebie. Myślę, że zwiedziłabym to i owo, a i z podstawowym serwisem, bądź naprawami, poradziłabym sobie sama. Kiedyś ktoś nawet rzucił mi takie wyzwanie, ale sponsora brak (śmiech). A tak serio to marzy mi się na wschód, a dokładniej południowy wschód od naszego pięknego kraju. Ale także Ameryki, obie i Afryka jest przepiękna, ale wymagająca, tam to koniecznie w grupie! Świat jest wart tego, by go odkrywać. Póki co, to weekendy i każdą wolną chwilę przeznaczam na mniejsze trasy, a los sprawił, że październik przywitam na krętych, górskich trasach Italii.

Wracając do Twojej pracy – dlaczego motocykliści/stki decydują się na motocykle custom?

Decydują względy wizualne, chęć posiadania czegoś tylko dla siebie, czegoś z duszą, czegoś wyjątkowego. Głównie chcą zaznaczyć swój indywidualizm – mają swój styl bycia, życia i chcą utożsamiać się ze swoją maszyną. Ale pobudek jest mnóstwo, po chęć wyróżnienia się z tłumu, czy poderwania fajnej dziewczyny, bywa różnie…

Jaki zakres przeróbek najczęściej wybierają?

Hmmm, często to zmiana charakteru motocykla i stylu jazdy np. z klasyka na bobbera, bądź cafe racera. Ze sporta czy turystyka na street fightera. Na zachodzie wchodzą w grę również duże ingerencję w moc, wymianę np. wałków rozrządu, wprowadzenie kompresora itp. Mnóstwo osób pragnie przeniesienia napędu, zmiany wahacza, by poszerzyć tylne koło.

Zostawiają czasem wolną rękę, czy jednak każdy element przerobienia motocykla powinien zostać omówiony?

Generalnie wszystko trzeba omówić, by wiedzieć co możemy zrobić, oszacować koszt, mieć akceptację. Wszystko jednak jest na bieżąco konsultowane, ale pozostawiamy sobie możliwość wykonania usługi door to door, by mieć możliwość wykonania wszystkiego na 100% pod kątem jakości i bezpieczeństwa oraz, by osiągnąć oczekiwany efekt.

Sama jesteś zwolenniczką delikatnej indywidualizacji motocykla, czy raczej „po całości”?

Nie jestem jednorodna. Mam tę zdolność wizualizowania wszystkiego, co słyszę od kogoś, bądź tego, co bym chciała osiągnąć w danym motocyklu. Czasami mniej znaczy więcej, a czasami motocykl trzeba zmienić totalnie, by osiągnąć efekt WOW i zrobić coś profesjonalnie, perfekcyjnie. Wszystko zależy od budżetu, jakim dysponujemy i co chcemy osiągnąć.

Najnowsze