Mercedes godny króla – sprzedano unikatowy samochód króla Hiszpanii

Od 11 września 2017r. jeden z mieszkańców Madrytu może poczuć się jak władca Hiszpanii. Podczas licytacji w internetowym domu aukcyjnym Catawiki, został szczęśliwym posiadaczem autentycznej limuzyny Mercedes-Benz 450 SEL króla Juana Carlosa, płacąc za nią niebagatelną kwotę 39,500 euro.

39-letni pancerny Mercedes-Benz 450 SEL służył rodzinie królewskiej w latach siedemdziesiątych XX w. Ważący ponad dwie tony samochód pancerny wyróżniają niespotykane w powojennej Europie parametry – 8-cylindrowy silnik o pojemności 6,9 litra i mocy 225 KM. Maksymalna prędkość limuzyny to 210 km/h, zaś do 100k/h przyspiesza zaledwie w ciągu 9,3 s, co znacznie odbiega od osiągów innych aut z tamtej epoki.

Samochód posiada otwierany dach, a hydrauliczne zawieszenie zostało wzmocnione, by unieść ciężką, pancerną karoserię. Jak podaje dziennik El Mundo, autentyczność limuzyny potwierdził hiszpański dwór królewski. O jej oryginalności świadczą nietypowe, nienumerowane tablice rejestracyjne, na których jeździła jeszcze niedawno, zanim została zarejestrowana jako samochód zabytkowy.

Królewski Mercedez-Benz 450 SEL jest w doskonałym stanie. Ponieważ na liczniku ma przejechane 160 tys km, długo jeszcze posłuży swojemu nowemu właścicielowi.

Najnowsze

Konkurs na polski samochód elektryczny rozstrzygnięty

ElectroMobility Poland (EMP) ogłosiło laureatów konkursu na wizualizację nadwozia samochodu elektrycznego. Który z nich trafi na polskie ulice? Odpowiedź poznamy już w przyszłym roku.

Podczas uroczystego finału 12 września 2017 r. w Warszawie w Hotelu Hilton nagrodzono zwycięskie projekty konkursu na Miejskie Auto Przyszłości.

Wyniki konkursu komentował także obecny na gali wiceminister energii Michał Kurtyka odpowiedzialny za projekt rozwoju elektromobilności.

Konkurs EMP oraz przedstawione dziś  zwycięskie projekty nie tylko stanowią podstawę do rozwoju projektu polskiego samochodu elektrycznego, ale także przyczyniają się do upowszechniania w Polsce mody na elektromobilność. W tym kontekście idea konkursu wpisuje się w nasze kompleksowe działania na rzecz rozwoju transportu elektrycznego – mówił wiceminister Kurtyka. Przypomniał, że w ME trwają prace nad ustawą o elektromobilności, która ma stworzyć prawne podstawy do rozwoju ekosystemu elektromobilności w Polsce. – Chcemy, aby powstała elastyczna przestrzeń dla rozwoju tego nowego rynku i nowych modeli biznesowych z nim związanych. Tworzymy nowe prawo i instrumenty wsparcia i liczymy na aktywność polskich przedsiębiorców – dodał.

Jury konkursu zdecydowało o przyznaniu czterech równorzędnych nagród. Laureaci to:

Łukasz Myszyński, autor projektu Junior. Jest absolwentem Wydziału Wzornictwa Przemysłowego ASP we Wrocławiu oraz Scuola Politecnica di Design w Mediolanie. Współpracował z zespołami projektowymi Lamborghini, Audi oraz Ducati, tworząc pojazdy koncepcyjne.

Mateusz Tomiczek to twórca projektu Curie. Studiował na Wydziale Architektury Politechniki Śląskiej oraz we włoskiej szkole projektowania samochodów IAAD w Turynie. Obecnie pracuje jako stylista samochodów, projektuje zarówno karoserię jak i wnętrza pojazdów.

Damian Woliński zaprezentował projekt SE1. Ukończył studia magisterskie na kierunku wzornictwa przemysłowego w ASP we Wrocławiu. Motoryzacja jest jego pasją od najmłodszych lat.

Sebastian Nowak to autor projektu Be-E, projektant, grafik 3D, a także wykładowca akademicki od ponad 15 lat związany z branżą gier komputerowych i projektowaniem przestrzennym. Obecnie zajmujący stanowiska Senior Vehicle Artist w firmie CD Projekt Red oraz Chief Designer w Triggo S.A.

Projekty wyróżnione w konkursie:

One One Lab – samochód LYNX
2Symplex – Piotr Blicharski – samochód PIX

Wybór najlepszych projektów nadwozia to pierwszy etap prac nad polskim samochodem elektrycznym. Teraz spółka planuje wesprzeć podmioty zdolne do wyprodukowania własnego prototypu oraz te, które zabudują wybrane w pierwszym konkursie wizualizacje. Kolejnym krokiem będzie połączenie procesu budowy prototypów z procesem ich produkcji w przyszłości. Pisałyśmy o tym wcześniej tu.

– W październiku br. spółka ogłosi konkurs na prototyp auta elektrycznego, skierowany do firm z branży motoryzacyjnej. Konkurs zostanie przeprowadzony we współpracy z Narodowym Centrum Badań i Rozwoju – wyjaśnia Piotr Zaremba, Szef Projektu ElectroMobility Poland.

Proces wyłonienia najlepszych konstrukcji potrwa do końca 2018 r. Wtedy też możemy się spodziewać pierwszych samochodów na drogach.

Finałowe projekty można zobaczyć na dedykowanej konkursowi stronie:
http://konkurs.emobilitypoland.pl/
https://www.facebook.com/ElectroMobilityPL/
http://www.emobilitypoland.pl/pl/index.html

Najnowsze

Goodc

Zawodniczki podsumowują 51. Rajd Dolnośląski

Jak zawodniczki wspominają rywalizację w 51. Rajdzie Dolnośląskim i czy przypadła im do gustu nowa formuła rozgrywania tego rajdu? Zapraszamy do kobiecego podsumowania.

Swój sukces sprzed roku na Ziemi Kłodzkiej powtórzył Filip Nivette – kierowca Skody Fabii R5 zwyciężył w Rajdzie Dolnośląskim, wygrywając aż 8 z 9 rozegranych oesów. Tym samym umocnił swoje prowadzenie w klasyfikacji Inter Cars Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski. Drugie miejsce ze stratą + 01:21,6 zajął Zbigniew Gabryś, a trzecie Tomasz Kasperczyk  (+1:22,4).

Video podsumowanie rajdu:

Najwyżej sklasyfikowaną zawodniczką rajdu została Katarzyna Pytel-Majkowska w roli pilota Jacka Poloka za kierownicą Forda Fiesty R2. Załoga zajęła 16. miejsce w klasyfikacji generalnej i 2. w klasie 4F:

– Rajd pełen przygód, niestety tym razem po naszym błędzie na drugim odcinku, musieliśmy uznać wyższość konkurencji, ale udało się dojechać do mety z dobrym czasem w generalce. Jesteśmy ogólnie zadowoleni, dziękujemy sponsorowi Soprema Polska, oczywiście naszym kibicom, całemu zespołowi, a ja – mojemu mężowi. Zapraszamy już za tydzień na rajd Wisły – mówi Kasia.

Kolejna zawodniczka uplasowała się na 27. miejscu klasyfikacji generalnej i 7. w klasie. Była to Aneta Marcol w roli pilota Rafała Kulki w Citroenie C2 R2:

– W miniony weekend wzięliśmy udział w 51. Rajdzie Dolnośląskim razem z Rafałem Kulka w szybkim Citroenie C2-R2. Rajd układał się po naszej myśli, samochód sprawował się perfekcyjnie, pogoda trafiła w punkt i nasza współpraca była świetna. Jedyny problem, jaki nas napotkał, to uszkodzona chłodnica po pierwszej pętli I etapu. Nasi mechanicy uporali się z problem, co skutkowało 5 minutowym opóźnieniem na wyjeździe z serwisu, cóż… „to je rally” (śmiech). OS Duszniki Arena uważam za świetny pomysł, ale rozgrywany jako Power Stage po zmroku – byłby lepszym rozwiązaniem. Rajd ukończyliśmy na 27. miejscu w generalce oraz 7. miejscu w klasie, co przy jednym, hobbystycznie spędzonym rajdzie, daje dużo radości. Odcinki bardzo wymagające, uczące pokory oraz świetnej komunikacji w aucie. Pozdrawiam i do następnego! – mówi Aneta.

Jedyna zawodniczka za kierownicą Hondy Civic miała przygodę, która odebrała jej szansę na świetny wynik. Klaudia Temple wspierana przez Michała Poradzisza zajęła 33. miejsce w klasyfikacji generalnej i 5. w klasie:

– Rajd Dolnośląski kończymy na 5 miejscu w klasie HR4. Niestety na drugim OS-ie pierwszego dnia złamaliśmy półoś, która została w skrzyni biegów. Pomimo awarii odcinek ukończyliśmy na 1 miejscy w klasie. Na serwisie okazało się jednak, że uszkodzenia są na tyle duże, że będziemy musieli skorzystać z rally2. Drugi etap rajdu wygraliśmy z dużą przewaga, natomiast straty za nieskończony pierwszy dzień, zepchnęły nas prawie na koniec stawki… Do zobaczenia na Rajdzie Nadwiślańskim – mówi Klaudia.

W historycznej części Rajdu Dolnośląskiego metę osiągnęła jeszcze jedna zawodniczka w roli pilota. Na 3 miejscu w kategorii FIA4 oraz 1 w swojej klasie – E3, ukończyła załoga w BMW E30 318 IS w składzie: Ewa Habryn-Chojnacka i Paweł Chojnacki za kierownicą.

Alicja Gnatowska w roli pilota Adama Kacprzyka w Lancii HF Integrale – nie miała tyle szczęścia:

– 2:0 dla Rajdu Dolnośląskiego – po raz drugi zostaliśmy pokonani. Rajd super, odcinki bardzo nam się podobały, zarówno podczas opisu, jak i pierwsza pętla – bo tylko jedną mieliśmy okazję przejechać. Odcinek na Arenie Duszniki zapierający dech w piersi – wąska trasa, która była bardzo wymagająca, ale dawała dużo frajdy, zarówno Adamowi, jak i mi. Mimo przygotowań od ostatniej Barbórki Warszawskiej, Lancia strzeliła focha! Mieliśmy duże problemy z komputerem i to niestety nie umożliwiło nam podjęcia próby walki z naszymi kolegami, a co za tym idzie nieosiągnięcia mety rajdu. Takie są rajdy, uszy do góry i do zobaczenia wkrótce! Nie poddajemy się, za rok to my pokonamy Rajd Dolnośląski – podsumowuje Alicja.

W kategorii PZM5 nie dojechała do mety Magdalena Tokarska w roli pilota Artura Rowińskiego w Audi Quattro. W kategorii PZM HR+ rajdu nie ukończyła także Agnieszka Załęcka, towarzysząca na prawym fotelu Damianowi Kostka w Hondzie Civic.

Do końca sezonu pozostały jeszcze dwie rundy RSMP. Najbliższa rozegra się już 29 września, a będzie to Rajd Nadwiślański z bazą w Puławach.

Najnowsze

Goodc

Dwie motocyklistki przejechały Indie wzdłuż w 130 godzin

Shubra Acharya i Amrutha Kashinath postanowiły przejechać Indie wzdłuż i ustanowić kobiecy rekord takiej podróży.

Shubra Acharya i Amrutha Kashinath 5 września wyruszyły w podróż z Kanyakumari do Leh. Pokonanie tej trasy zajęło im 130 godzin i 29 minut, co daje podstawy do zakwalifikowania tego przejazdu motocyklowego, jako najszybszego z północy na południe Indii, wykonanego przez kobiety.

Motocyklistki przygotowywały się do wyjazdu pod okiem trenera i dietetyka, ich motocykle przeszły dokładny przegląd i kilka modyfikacji, poprawiających komfort podróży. Głównym celem podróży motocyklistek było uświadomienie innym kobietom, że podróżowanie motocyklem po Indiach jest bezpieczne i jest świetną przygodą:

– Kobiety pytają nas, czy można bezpiecznie podróżować w Indiach? Ja samotnie byłam na kilku wycieczkach motocyklowych, a niedawno pojechałam na 60-dniową podróż do Bhutanu. Ludzie odradzali mi, żebym w tym kierunku jechała, ale kiedy rzeczywiście tam dotarłam – to całkowicie zmieniłam percepcję. Poznałam tam same wspaniałe osoby. Wszystko co musisz zrobić, to używać zdrowego rozsądku i podejmować właściwe decyzje. Ważne jest, aby przeprowadzić podstawowy rekonesans dotyczący miejsca wizyty, przed wyjazdem. Możesz być odważna, ale nie musisz zgłębiać miejsc, o których nic nie wiesz. Ważne jest, aby pozbyć się swoich obaw. Większość z nich jest po prostu manifestowana w naszych głowach. Musisz tylko zrobić krok naprzód, a potem już nie ma odwrotu– mówi Shubra.

Znamy się już 12 lat i często podrózujemy wspólnie. Podróże uwalniają od przesądów i łamią wiele mitów. Im więcej podróżujesz, tym bardziej poznajesz różnorodnych ludzi, ich jedzenie i kulturę. Podróżowanie jest terapeutyczne na poziomie osobistym i jednocześnie zwiększa moje zaufanie do motocykla. Daje mi poczucie wyzwolenia, podejmowania decyzji i tworzy nową percepcję. To zawsze świetna lekcja życia podczas podróży. Nie musisz czekać, aż ktoś Ci będzie towarzyszyć lub dla kogokolwiek jechać. Po prostu potrzebujesz właściwego myślenia, aby wyruszyć w podróż. Każde miejsce jest bezpiecznym miejscem, wystarczy tylko wyjść poza strefę komfortu, aby dowiedzieć się, co leży poza nią – dodaje Amrutha.

Najnowsze

Neste Rally Finland – okiem kibicki

"Jako załoga jeżdżąca na co dzień w szutrowym cyklu rajdów okręgowych, zawsze marzyliśmy o tym, żeby znaleźć się na odcinkach słynnego Rajdu Finlandii w roli kibiców. W końcu nikt tak, jak Finowie, nie potrafi jeździć po szutrach" relacjonuje swój wyjazd na Rally Finland Joanna Szymków.

Każdy, kto choć trochę interesuje się motorsportem zna zapewne słynną przypowieść, wielkiego rajdowego mistrza, ś.p. Mariana Bublewicza o goniącej go na fińskich szutrowych drogach mleczarce. Każdy kto śledzi wydarzenia rajdowe wie też, że to właśnie w Finlandii kibice są przygotowani na wszelkie ewentualności i dopóki samochód może jechać, to nieważne czy opuścił drogę dachując czy też niegroźnie spotkał się z przydrożnymi elementami krajobrazu, zaopatrzeni w pasy i linki holownicze kibice postawią go na koła, wypchną i każą załodze czym prędzej kontynuować zmagania. Ta atmosfera jest tak niecodzienna, że bardzo chcieliśmy jej doświadczyć na własnej skórze.

I tak już na kilka miesięcy wstecz zaplanowaliśmy sobie naszą wielką, fińską wyprawę. Bazą rajdu była oddalona o 270 km od Helsinek miejscowość Jyväskylä, przepięknie położona w krainie fińskich jezior. Po dojechaniu do Jyväskylä, z marszu ruszyliśmy na piątkowe OS 9 – Laukaa 1 i OS 11 Äänekoski-Valtra 2. I tu pierwsze pozytywne zaskoczenie – fińscy organizatorzy zadbali o kibiców i stworzyli specjalną aplikację mobilną, w której na bieżąco można śledzić cały harmonogram rajdu, najciekawsze punkty widokowe dla kibiców na poszczególnych odcinkach wraz z podaną skalą widowiskowości zakrętów, hop i danymi dotyczącymi szeroko rozumianego zaplecza sanitarno-gastronomicznego. Oczywiście do każdego punktu były podane współrzędne oraz po kliknięciu aplikacja łączyła się automatycznie z nawigacją i prowadziła do celu. Dojazd na poszczególne odcinki i wybrane przez nas miejsca nie stanowił więc najmniejszego problemu.

Całą drogę z Helsinek do Jyväskylä padało, więc spodziewaliśmy się trudnych warunków, również dla kibiców. W końcu aby znaleźć odpowiednie miejsce do kibicowania, trzeba przedrzeć się przez lasy i pola. Kalosze były zakopane gdzieś na dnie walizek, więc podjęliśmy ryzyko i ruszyliśmy w zwykłych adidasach. I ku naszemu zaskoczeniu, żadne błoto nie było nam straszne..no może poza tym na polu. Organizator zadbał o to, żeby kibice przez wszelkie błotniste miejsca mogli przejść „suchą nogą”. W każdym tego typu miejscu, nawet w środku lasu, wyłożone były palety, spełniające rolę pomostów. Mała rzecz, a jak cieszy – szczególnie nasze buty. Co więcej, strefa kibica nie była ograniczona do kilku wybranych przez organizatora miejsc, z których ledwo co widać, jak to zdarzało się na naszej rodzimej eliminacji Rajdowych Mistrzostw Świata, ale ciągnęła się niekiedy przez kilka kilometrów, także każdy mógł znaleźć odpowiednie dla siebie miejsce. Pomimo ogromnej ilości kibiców, wszyscy byli usatysfakcjonowani.

Od początku wiedzieliśmy, że nie może nas zabraknąć na słynnym odcinku specjalnym Ouninpohja. Znani z zamiłowania do biwakowania, Finowie szczycą się dużą ilością kempingów, które znajdują się w okolicach tras rajdu. Bez trudu zakwaterowaliśmy się na jednym z nich, tak aby w sobotę z samego rana ruszyć na odcinek. Pobudkę zafundował nam dźwięk rajdówek z położonego nieopodal OS Pihlajakoski Czym prędzej więc przygotowaliśmy się do wyjazdu i ruszyliśmy na wyczekiwaną i legendarną Ouninpohja, gdzie powitały nas tłumy kibiców oczekujących już na start pierwszej załogi. Dookoła powiewały flagi fińskie i estońskie, a wzdłuż odcinka, napotkaliśmy nawet kibicujące staruszki w wieku naszych babć. Uzbrojone w rajdowe gazety, odhaczały załogi pokonujące kolejne zakręty oraz hopy. Piknikową atmosferę uzupełniały przechadzające się rodziny z nawet kilkumiesięcznymi dziećmi. Finezja i pomysłowość Finów nie zna granic pod względem umilania sobie czasu na oesach, niektórzy z nich ciągnęli za sobą, własnej konstrukcji lodówki na kółkach, a jeśli czegoś zabrakło, to było dostępne w strefie kibica w naprawdę przystępnych cenach, a nie sztucznie zawyżonych z uwagi na imprezę masową. Prawdę mówiąc takiej wspaniałej atmosfery sportowej dawno nie doświadczyliśmy.

Popołudniu przenieśliśmy się na inną część tego samego odcinka i okazało się, że normą jest budowanie całych pól kempingowych tuż przy trasie odcinka, umożliwiając biesiadowanie do białego rana.

Tak zwani „safeciarze”, czyli personel zabezpieczający teren odcinka specjalnego, niejednokrotnie w wieku 55+, w pełni rozumiały zaangażowanie kibiców i razem z nimi chętnie komentowali poszczególne przejazdy zawodników. Słowem – sielanka. Po zakończonym przejeździe wszystkich zawodników, w mgnieniu oka, zaczęto zwijać rozłożone kilometrami taśmy zabezpieczające i trasa odcinka stawała się dostępna dla kibiców i ich pojazdów. Tym sposobem mogliśmy nawet przejechać kilka kilometrów naszego ulubionego Ouninpohja i poczuć się choć trochę jak zawodnicy.

Pomimo tego, że wielu kibiców było wyposażonych w „czasoumilacze”, nie było awantur, burd, wyskakiwania na drogę. Ktoś powie, że inna kultura, ja powiem, że to za sprawą zaufania, jakim organizator obdarzył kibiców, którzy w zamian odwdzięczają się przestrzeganiem podstawowych zasad. Po ostatnim Rajdzie Polski dużo mówiło się o bezpieczeństwie, o tym, żeby kibiców trzymać jeszcze krócej i jeszcze dalej od trasy przejazdu. Po obserwacjach poczynionych w Finlandii wydaje mi się, że nie tędy droga. Tamtejszych kibiców nikt nie stara się ujarzmić na siłę, ale zrozumieć. Wszyscy, łącznie z organizatorami kochają ten sport i czuć to na każdym kroku. Wszyscy, łącznie z organizatorami, chcą więc jak najbardziej podzielić się tą pozytywną atmosferą wokół i sprawić, aby wszyscy wrócili do domów zadowoleni. I patrząc na twarze wszystkich kibiców i nasze, po przedostatnim niedzielnym odcinku Lempää 2, mogę śmiało stwierdzić, że Finom się to w tym roku z pewnością udało. Można odnieść wrażenie, że w Finlandii organizuje się rajdy dla kibiców i zawodników, a nie w celach komercyjnych.

Najnowsze