Joanna Szymków-Matuszewska

Mercedes GLB 250 4MATIC – test – opinia, wrażenia z jazdy, wyposażenie i cena

Mocno upraszczając preferencje motoryzacyjne, można podzielić kierowców na tych, którzy od małego chcą mieć duży samochód i na tych, którzy sercem pozostają niemal do końca fanami kompaktów czy przeróżnych ich odmian, ale ich pesel i kręgosłupy podpowiadają, że lepszym i wygodniejszym wyborem będzie SUV. Tak czy inaczej, duża część z nas - kierowców, prędzej czy później ląduje w SUV-ie.

Miłośnicy nadwozi SUV w ostatnich latach zostali mocno docenieni przez różne koncerny, które prześcigają się w tworzeniu SUV-ów miejskich, bardziej terenowych, bardziej z klasą czy bardziej surowych, mniejszych lub większych, a nawet SUV-ów bardziej sportowych, nawiązujących do coupé. Idąc za potrzebami użytkowników, Mercedes również przygotował pełną ofertę pojazdów z nadwoziem typu SUV – od GLA począwszy, którego raczej należałoby uznać za crossovera niż prawowitego SUV-a, przez GLB zbudowanego na tej samej płycie podłogowej, ale jednak już przestronniejszego i traktowanego przez to jako najmniejszy SUV Mercedesa, po GLC, GLE aż do olbrzymich wręcz rozmiarów GLS.

Mercedes GLB 250 4MATIC – test – wygląd

Na pierwszy rzut oka nadwozie GLB raczej nie powala – jest kanciaste, dość masywne i nie ma w sobie tej delikatności i subtelności właściwej dla GLC. Przez to też już z daleka sprawia on wrażenie dość potężnego samochodu. Na tym tle dość nieproporcjonalnie wygląda niewielki i wizualnie dość lekki diamentowy grill, charakterystyczny dla linii wyposażenia AMG oraz równie nieduże reflektory przednie. Widząc jedynie przód tego samochodu wydawać by się mogło, że mam do czynienia z całkiem subtelnym nadwoziem, co trochę jest oderwane nie tylko od rzeczywistych rozmiarów tego samochodu, jak i jego charakteru, który delikatny w żadnym razie nie jest. O tej dość surowej charakterystyce GLB stanowią choćby poprowadzone przez całą długość nadwozia plastikowe nakładki, czy tylny zderzak o stylistyce AMG z osłoną w błyszczącej czerni. Jednak co ciekawe, nakładki montowane na drzwiach nie mają na celu tylko podkreślenia SUV-owatego charakteru GLB, ale spełniają też dość istotną funkcję przedłużenia drzwi, co chroni progi przed wszelkimi zanieczyszczeniami. W końcu charakterystyka tego modelu już z daleka mówi nam, że nie jest to SUV z gatunku tych miejskich, a raczej funkcjonalny samochód, który chce odkrywać coraz to nowe rejony i zróżnicowane tereny. Połączenie tego charakteru z dość kanciastą, ale jednak mimo wszystko elegancką linią nadwozia sprawia, że im dłużej patrzymy na GLB, tym bardziej się ono nam podoba.

Mercedes-Benz GLB 250 4MATIC

Mercedes GLB 250 4MATIC – test – wnętrze

Samo wnętrze GLB jest odrobinę terenowe – o tym przypomną nam krótkie uchwyty w drzwiach, przywodzące na myśl bardziej offroadera niż SUV-a z gwiazdą na przedzie. Jednak przede wszystkim jest bardzo eleganckie i nowoczesne, nawiązujące do wnętrz innych modeli Mercedesa. Testowany przez nas model miał czerwone obszycia na fotelach czy sportowej kierownicy, obszytej skórą nappa, liczne, aluminiowe wstawki we wnętrzu pojazdu, a uchwyty w drzwiach czy podświetlane wloty powietrza dodawały charakteru i tak już bardzo ciekawemu wnętrzu. Kabina GLB jest w pełni dopracowana i nawet regulator głośności czy przełącznik trybów jazdy są bardzo efektowne i dodają oryginalności. Przede wszystkim jednak wszystko jest w zasięgu ręki kierowcy i choć na początku ilość pokręteł i przycisków może przerażać, to już po kilku dniach użytkowania pojazdu przyzwyczaicie się i obsługa Mercedesa będzie dla was intuicyjna. Zawsze też możecie skorzystać z systemu MBUX, który jest sterowany także głosowo. Miła pani nie tylko pomoże wam obsłużyć prowadzony przez was pojazd, ale też powie wam jaka jest aktualnie pogoda, albo rozbawi was rozmową podczas stania w korkach.

Mercedes-Benz GLB 250 4MATIC

Cyfrowe zegary i wyświetlacz systemu multimedialnego mają świetną jakość i umieszczone są pod wspólną taflą szkła. Kierowca ma do dyspozycji liczne możliwości personalizacji zegarów, jak i ustawienia dotyczące danych, które mają być aktualnie wyświetlane. I tak możemy na przykład mieć w danym momencie podgląd na kąt nachylenia pojazdu, kompas czy na rozdział przeniesienia napędu. Liczne możliwości personalizacji to jednak nie tylko możliwość ustawienia wyświetlanych danych, czy wyglądu zegarów, ale też liczne, najróżniejsze możliwości ustawienia oświetlenia nastrojowego we wnętrzu pojazdu. Jeśli nie będziecie potrafili wybrać jednego koloru z tych wielu oferowanych, zawsze możecie wybrać opcję losowej zmiany kolorów.

Mercedes GLB 250 4MATIC – test – silnik

Sercem naszego testowej wersji 250 jest dwulitrowy, benzynowy, turbodoładowany silnik, generujący moc 224 KM i moment obrotowy 350 Nm, zespolony z ośmiostopniową, automatyczną skrzynią biegów. Jest to najmocniejszy z gamy silników benzynowych, oczywiście poza serią AMG, gdzie do dyspozycji mamy też dwulitrową benzynę, ale już o mocy 306 KM i momencie 400 Nm. I w naszej ocenie jest to silnik, który idealnie pasuje do tego modelu i jego wagi (1670 kg) oraz gabarytów.

Tym bardziej zaskoczyło mnie, że Mercedes, trochę wbrew panującym trendom, postawił na dość szeroką gamę silników wysokoprężnych, które w najsłabszej wersji oferują nam 115 KM. O ile do jazdy miejskiej i podmiejskiej taki silnik nam w zupełności wystarczy, to jak będziecie chcieli wybrać się w dalszą podróż z załadowanym po brzegi bagażnikiem, dynamicznie już z całą pewnością nie będzie. Jedynym plusem takiego rozwiązania będzie zapewne cena, ale skoro i tak mierzymy wysoko wybierając jedną z gwiazd, to lepiej już wybrać taką, która nas nie zawiedzie i dostarczy nam sporo radości z jazdy. A takim właśnie wyborem z całą pewnością będzie wersja silnikowa 250 4MATIC, a więc z napędem na cztery koła, który idealnie dopełnia całość tego właśnie SUV-a.

Mercedes-Benz GLB 250 4MATIC

Mercedes GLB 250 4MATIC – test – wrażenia z jazdy

Musicie wiedzieć, że jeśli chcecie ujarzmić GLB i zrobić z niego jedynie auto do miasta, to będzie to pomyłka i lepiej wybrać na ten cel zupełnie inny model. GLB wręcz rwie się do pokonywania trudnych odcinków drogowych czy jazdy w terenie i przychodzi mu to bez najmniejszego trudu, a to między innymi właśnie zasługa zastosowanego w nim napędu 4MATIC. I nie bójcie się o to, że nie będzie wam komfortowo podczas odkrywania lokalnych dróg czy ukrytych terenów leśnych. Ten problem Mercedes rozwiązał z kolei instalując w GLB (jako opcję) adaptacyjne zawieszenie. Wystarczy ustawić tryb offroad i nagle wszystkie dziury i nierówności magicznie się wygładzają, a wy suniecie niemal jak po asfalcie.

A jeśli już mowa o adaptacyjnym zawieszeniu, to jest to według mnie konieczny element konfiguracji GLB, jeśli rozważacie jego zakup. To właśnie dzięki niemu odczuwamy największe różnice w prowadzeniu po zmianie przez nas trybów jazdy. W trybie Sport bardzo wyraźnie się ono usztywnia, co pozwala nam na naprawdę przewidywalne i bardzo zwinne pokonywanie zakrętów, nawet tych ciasnych. Jednak lepiej nie wyjeżdżajcie w tym trybie na nierówności, bo przyjemnie nie będzie. Tu za to poratuje nas tryb komfort w idealny na autostrady, ale nie próbujcie w tym trybie gwałtownie skręcać, bo będą odczuwalne delikatne przechyły.

Testowany przez nas samochód był dynamiczny, elastyczny i nawet zapakowany po brzegi zachowywał się żwawo, bez żadnych deficytów mocy. A musicie wiedzieć, że przejechałam nim około 2000 kilometrów po różnych drogach – krajowych, ekspresowych, autostradach, ale też drogach lokalnych. W żadnych okolicznościach przez ten czas ten samochód mnie nie rozczarował – kiedy chciałam przyspieszyć, robił to na zawołanie, bez jakiegokolwiek sygnału ociężałości. Również i skrzynia biegów działała sprawnie redukując biegi i współpracując ze mną, bez zbędnych zawieszeń, które dość często zdarzały się w starszych konstrukcjach.

Mercedes GLB 250 4MATIC – test – bagażnik

GLB to funkcjonalność, a o tym stanowi też w dużej mierze pojemność i budowa bagażnika. Oferuje on 570 litrów, a otwór załadunkowy jest szeroki i wygodny do wkładania nawet dużych gabarytów. Jednak co ciekawe, pojemność bagażnika w GLB to o 20 litrów więcej, niż w GLC. Dla rodziny jeżdżącej dość często na wypady poza miasto, zdecydowanie polecam pod względem pakowności GLB. Tak samo zresztą jak i dla większych, siedmioosobowych rodzin, bowiem jedną z opcji GLB (dopłata 5 tys. zł) jest możliwość wyposażenia go w trzeci rząd siedzeń. Co prawda siedzenia te będą raczej wykorzystywane przez dzieci, bo producent podaje, że komfortowo mogą tam zasiąść osoby do 168 cm wzrostu, no i na nogi też nie będzie zbyt wiele miejsca, to jednak warto wiedzieć, że taka opcja jest i mając liczną rodzinę, nie musicie rezygnować z wyboru właśnie tego „gwiazdorskiego” modelu.

Mercedes-Benz GLB 250 4MATIC

Ogromnym plusem GLB, też w porównaniu do GLC jest to, że jest on wewnątrz o wiele bardziej przestronny. Tę przestrzeń czuć już jak tylko zajrzycie do środka, a tym bardziej zasiadając we wnętrzu tego modelu. Na tylnej kanapie pasażerowie będą się czuć bardzo komfortowo, nawet ci wyżsi, bo znajdzie się miejsce dla nich i nad głową i na nogi. Można się nawet pokusić o wyprostowanie nóg, bo przednie fotele są zamontowane trochę wyżej, co daje nam dodatkową przestrzeń. Sama tylna kanapa jest przedzielona podłokietnikiem z uchwytami na napoje, ale co najważniejsze – jest przesuwna, dzięki czemu możemy regulować pojemność załadunkową bagażnika, lub odpowiednio zwiększyć komfort podróżujących z nami osób.

Mercedes GLB 250 4MATIC – test – cena

GLB nie jest autem, którym się zachwycicie od razu jak go zobaczycie. To samochód, który wymaga czasu, żeby obdarzyć go uczuciem. Jednak gdy poznacie się bliżej, zaczniecie doceniać jego zalety i przestaniecie zwracać uwagę na niedoskonałości. GLB mimo, że już SUV, to prowadzi się niemal jak klasa A – gdy trzeba jest zwinny i szybki, jednak ma coś więcej – olbrzymi komfort i przestronność wnętrza. Posiadanie GLB może przynosić sporo przyjemności – z użytkowania, ale przede wszystkim z samej jazdy, w której w ogóle nie czuje się gabarytów tego pojazdu. Bazowa cena za model GLB 250 4MATIC w wysokości 193 400 zł, jest w pełni adekwatna do przyjemności, jaką w zamian dostaniemy.

Na plus:
+ właściwości jezdne
+ pojemność bagażnika
+ przestronne i eleganckie wnętrze

Na minus:
– słabe wyciszenie i hałas związany z ustawieniem szyby czołowej
– brak prowadnic na roletę w bagażniku

Najnowsze

Joanna Szymków-Matuszewska

Od dziś kupisz Teslę za bitcoiny. Sensacyjny tweet Elona Muska!

Elon Musk poinformował na swoim Twitterze, że od dziś można kupować samochody Tesli za bitcoiny. Czy w ten sposób podbije notowania Tesli i kryptowaluty?

W lutym informowałyśmy, że Tesla ogłosiła, że będzie akceptować bitcoiny jako formę płatności za swoje samochody „w najbliższej przyszłości”. Ta „najbliższa przyszłość” to dziś.

Przeczytaj też: Niedługo będzie można kupić Teslę za bitcoiny

Elon Musk, poinformował rano na swoim Twitterze, że sympatycy kryptowalut mogą już dokonywać zakupu pojazdów elektrycznych przy wykorzystaniu bitcoina:

Możesz już kupić Teslę za bitcoina.

Możesz już kupić Teslę za bitcoina

Chwilę później, Musk napisał, że bitcoiny pozyskane przez spółkę nie będą wymieniane na walutę tradycyjną, tylko zwiększą jej rezerwy kryptowalutowe:

Tesla korzysta tylko z wewnętrznego i otwartego oprogramowania i obsługuje bezpośrednio węzły Bitcoin. Bitcoin zapłacony Tesli zostanie zatrzymany jako bitcoin, a nie zamieniony na walutę fiducjarną.

Za pomocą kryptowaluty można teraz kupić modele z szerokiej gamy samochodów elektrycznych producenta (między innymi Model S, Model Y, Model 3 i Model X).

Na razie płatność bitcoinami jest dostępna jedynie w USA, ale producent już pracuje nad tym, by również klienci spoza Stanów Zjednoczonych jeszcze w tym roku mogli dokonywać zakupów kryptowalutą.

Przeczytaj też: Tesla na autopilocie wjechała w policyjny radiowóz

Jak poinformował portal Comparic, news ten sprawił, że bitcoin rósł o prawie 900 dolarów, zyskując 1,6% i testując poziom 55,55 tysięcy dolarów, będący sesyjnym szczytem.

{{ gallery(3181) }}

Tesla jest świadoma niebezpieczeństwa związanego z inwestowaniem w cyfrową walutę, taką jak bitcoin, nazywając ją „wysoce niestabilną”. Cena bitcoina może się zmieniać w przyszłości i potencjalnie spaść poniżej ceny zapłaconej za niego przez Teslę, co może doprowadzić do utraty znacznej ilości pieniędzy przez producenta na transakcji, gdy nadejdzie czas na sprzedaż bitcoinów.

Najnowsze

Joanna Szymków-Matuszewska

Masz już cyfrowe prawo jazdy? Ponad milion Polaków korzysta już z tego rozwiązania

Minister ds. cyfryzacji w KPRM Marek Zagórski napisał na swoim profilu na Twitterze, że już ponad milion kierowców korzysta z mPrawa Jazdy w aplikacji mObywatel. Dlaczego warto z tego skorzystać?

Marek Zagóski przekonuje, że warto mieć aplikację mObywatel, ponieważ możemy swobodnie korzystać z mPrawa Jazdy w aplikacji, ale także z licznika punktów karnych, e-recept, jak z zaświadczeń o szczepieniu przeciw COVID-19.

Czytaj: Dowód rejestracyjny i OC można już „wozić” w smartfonie

Minister zapowiedział, że w najbliższym czasie do aplikacji mObywatel zostaną dodane kolejne dokumenty. Niestety, narazie nie wiadomo jakie.  mPrawo jazdy to elektroniczny dokument, który jest dostępny dla kierowców od 5.12.2020 r. Aby uruchomić aplikację trzeba mieć aktywny profil zaufany. 

Zobacz: Nadchodzą zmiany w przepisach dla kierowców – ułatwienia dot. praw jazdy, kart pojazdu czy rejestracji samochodu

Wiadomo już, że w marcu ukaże się nowa wersja mObywatela na smartfony z systemami Android i iOS, która będzie zawierała istotne zmiany. Po aktualizacji nowy wzór dokumentu mObywatel ma jeszcze bardziej chronić prywatność użytkowników. 

Na elektronicznym blankiecie znajdą się wyłącznie podstawowe informacje. Szczegółowe dane będą umieszczone niżej, czyli pod dokumentem. Nowy wzór wyraźnie wskazywać będzie aktualny status dokumentu. Ułatwi to szybką, wizualną weryfikację jego ważności. – czytamy na stronach Wydziału Promocji Polityki Cyfrowej KPRM.

Najnowsze

Joanna Szymków-Matuszewska

Słynny tor dla drifterów w Japonii kompletnie zniszczony. Wszystko przez trzęsienie ziemi

Japoński tor Ebisu to znane, kultowe już miejsce dla wszystkich miłośników driftu i szybkich :wozów". Niestety, kilka dni temu tor bardzo ucierpiał w trakcie trzęsienia ziemi. Straty są ogromne.

Tor Ebisu w Fukushimie (około 3,5 godziny drogi od Tokio) to przestrzeń dla wszystkich tych, którzy chcą podszkolić swoje umiejętności w driftowaniu. Kierowcy mogli do tej pory skorzystać tutaj ze specjalnego skid padu, toru szkoleniowego oraz ścieżki góskiej. Dodatkowe atrakcje tego obiektu to Gymkhana, tradycyjna restauracja oraz ogromny Safari Park dla rodzin z dziećmi. 

Słynny tor dla drifterów w Japonii kompletnie zniszczony. Wszystko przez trzęsienie ziemi

W ubiegły weekend w Japonii było silne trzęsienie ziemi o magnitudzie 7,1 w skali Richtera. Ponad 150 osób zostało rannych i wiele z nich straciło swoje domy. Tor Ebisu znajduje się około 90 km od epicentrum trzęsienia ziemi, ale przez teren obiektu przetoczyła się lawina błotna. Wówczas uszkodził się skid pad oraz tor przeznaczony do długodystansowych wyścigów. 

Słynny tor dla drifterów w Japonii kompletnie zniszczony. Wszystko przez trzęsienie ziemi
 

Asfalt na torach został całkowicie zniszczony. Znaczna część obiektu jest zasypana błotem. Straty są ogromnne, ale miłośnicy toru już organizują zbiórki w internecie, by tor mógł jak najszybciej wznowić działalność. Mamy nadzieję, że już niebawem wróci do pełnej świetności. 

Najnowsze

Joanna Szymków-Matuszewska

Niemcy wolą jeździć Trabantem, niż Teslą? Ciekawe statystyki cieszą entuzjastów klasyków

38 000 - właśnie tyle Trabantów jeździ po niemieckich drogach. Chociaż produkcja legendarnej "Mydelniczki" skończyła się wiele lat temu, nasi sąsiedzi wciąż mają do niej ogromny sentyment.

Specjaliści z Centrum Badawczego im. Ferdynanda Dudenhöffera sprawdzili, że w Niemczech zarejestrowano dotąd 34 tysiące egzemplarzy elektryków od Elona Muska. Odpowiedzieli także na pytanie, dlaczego Niemcy wolą starego Trabanta od ultranowoczesnej i komfortowej Tesli. 

Zobacz: Najszybszy Trabant na świecie

Zdaniem ekspertów, w tych trudnych, koronawirusowych czasach Niemcy chętniej wracają do przeszłości i pasji z dzieciństwa. To sposób na to,  by uzyskać równowagę psychiczną i jednocześnie odkryć rodzinne pamiątki. 

Niemcy wolą jeździć Trabantem, niż Teslą? Ciekawe statystyki cieszą entuzjastów klasyków

W niejednym, niemieckim garażu skrywają się takie klasyczne perełki. Pamiątki z czasów NRD aktualnie cieszą się ogromnym zainteresowaniem, a ceny na rynku wtórnym utrzymują się na bardzo wysokim poziomie. 

Na niemieckich drogach coraz częściej możemy zobaczyć odrestaurowane relikty epoki. Miłośnicy klasyków potwierdzają, że model 601 to doskonała lokata kapitału. Jeśli chcecie kupić odrestaurowanego Trabanta, musicie liczyć się z wydatkiem około 20 tysięcy złotych.

Najnowsze