Paula Lazarek

Mercedes EQA – zamówienia na ten elektryczny model z napędem na cztery koła ruszyły. Ile kosztuje?

Od lutego 2021 r. kompaktowego, elektrycznego SUV-a marki Mercedes-EQ – model EQA – zamówiło już ponad 20 000 klientów. Teraz do przednionapędowej odmiany EQA 250 dołączają dwie nowe wersje z napędem na obie osie: EQA 300 4MATIC o mocy 228 KM oraz EQA 350 4MATIC o mocy 292 KM.

Po udanym debiucie przednionapędowej wersji EQA 250 o mocy 190 KM (bazowo 424 km zasięgu w cyklu WLTP) dołączają do niej efektywne odmiany z napędem na wszystkie koła 4MATIC:

  • EQA 300 4MATIC (228 KM, 390 Nm): od 222 800 zł
  • EQA 350 4MATIC (292 KM, 520 Nm) : od 235 300 zł

Standardowe wyposażenie EQA obejmuje m.in. reflektory LED, elektrycznie sterowaną pokrywę bagażnika, aluminiowe relingi dachowe, 18-calowe obręcze z lekkich stopów, tapicerkę częściowo wykonaną z syntetycznej skóry ARTICO, wielofunkcyjną kierownicę obszytą skórą, czujnik deszczu, aktywnego asystenta pasa ruchu, układ antykolizyjny, klimatyzację automatyczną, kamerę cofania, komfortowe fotele z regulacją podparcia lędźwiowego, inteligentną nawigację, nastrojowe oświetlenie w 64 odcieniach do wyboru oraz pokładową ładowarkę AC o mocy 11 kW.

Przy przedniej osi EQA zastosowano silnik asynchroniczny. Jednostka napędowa oraz przekładnia o stałym przełożeniu wraz z mechanizmem różnicowym, układ chłodzenia i energoelektronika tworzą tu bardzo zwarty moduł, czyli elektryczny układ napędowy (eATS). Odmiany EQA 300 4MATIC i EQA 350 4MATIC mają też elektryczny napęd tylnej osi, z nowo opracowanym silnikiem synchronicznym z magnesami trwałymi –o wysokiej efektywności i powtarzalności mocy.

Również tylny zespół napędowy ma niezwykle kompaktową konstrukcję. W wersjach 4MATIC rozdział siły napędowej pomiędzy przednią a tylną osią jest kontrolowanyw zależności od sytuacji na drodze, 100 razy na sekundę. Koncepcja napędu na obie osie Mercedes-EQ zakłada optymalizację zużycia energii poprzez możliwie częste wykorzystywanie tylnego silnika elektrycznego; podczas pracy z częściowym obciążeniem silnik asynchroniczny przy przedniej osi generuje jedynie minimalne straty oporu.

Najnowsze

Karolina Chojnacka

Najmniejszy dostawczak w Europie to… plastikowy elektryk!

Jego przestrzeń ładunkowa ma łącznie... 400 litrów!

Pamiętacie Citroëna Ami, mały, dwumiejscowy pojazd francuskiego producenta samochodów? Jeśli nie to przypominamy, Citroën  Ami, jest napędzany skromnym silnikiem elektrycznym o mocy 6 kW, więc zgodnie z francuskim prawem może nim kierować osoba w wieku zaledwie 14 lat i nie jest wymagane, by posiadała prawo jazdy. Pojazd osiąga prędkość maksymalną 45 km/h, jego nadwozie jest wykonane z tworzywa sztucznego i ma bardzo proste wnętrze.

Teraz powstała wersja dostawcza: Citroën My Ami Cargo. Naprawdę, to nie żart.

Citroën My Ami Cargo
Citroën My Ami Cargo, fot. materiały prasowe / Citroën

Samochodzik, bo samochodem tego nazwać nie można, ma służyć przede wszystkim do dostaw na tak zwaną ostatnią milę, czyli na przykład do dowożenia paczek w ścisłym centrum miasta. Malutkie wymiary autka mają pomóc mu wjechać tam, gdzie klasyczne samochody dostawcze po prostu by się nie zmieściły, lub zablokowałyby pół miasta. I w ten sposób cała koncepcja Citroën My Ami Cargo nabiera sensu.

Citroën My Ami Cargo
Citroën My Ami Cargo, fot. materiały prasowe / Citroën

Citroën My Ami Cargo ma dwa metry długości, a jego szerokość to niecałe 1,4 metra. Malutki dostawczak ma ładowność na poziomie 140 kg, a jego przestrzeń ładunkowa ma łącznie 400 litrów. Paczki umieszcza się tak, gdzie w tradycyjnym Ami znajduje się fotel pasażera. Kufer w miejscu prawego fotela mieści 260 litrów i składa się z siedmiu modułów.

Citroën My Ami Cargo na jednym ładowaniu może przejechać 75 kilometrów.

Ile kosztuje najmniejszy dostawczak w Europie? Jego ceny we Francji zaczynają się od 6490 euro, co po przeliczeniu daje około 30 tysięcy złotych. Czy będzie dostępny w Polsce? Nie wiadomo.

Najnowsze

Kierowca Forda nie rozumie co to droga wewnętrzna. Fiat aż podskoczył od uderzenia

Wiedza wielu kierowców z zakresu pierwszeństwa na skrzyżowaniach, ogranicza się do znajomości dwóch podstawowych znaków. W innych sytuacjach, w których pierwszeństwo określane jest w inny sposób, są zagubieni i dochodzi do takich sytuacji, jak na poniższym nagraniu.

Kierowca Forda Focusa jechał ulicą, która wyglądała jak droga podporządkowana, co już samo z siebie powinno dać mu do myślenia i sprawić, że nie wjedzie bez patrzenia na drogę z pierwszeństwem. Bystry widz natychmiast zauważy, że była to jednak droga wewnętrzna, a co za tym idzie, kierowca Forda wyjeżdżając z niej, włączał się do ruchu.

Wymusił pierwszeństwo, zginął jego pasażer

On chyba o tym nie wiedział, ponieważ bez zatrzymania wyjechał na drogę z pierwszeństwem i dopiero wtedy zauważył nadjeżdżającego z prawej strony Fiata 500. Obaj kierujący wcisnęli hamulce, ale uderzenie było na tyle mocne, że tylna oś Fiata aż podskoczyła po uderzeniu.

Najnowsze

Paula Lazarek

NASCAR wraca do przeszłości. Kierowcy spotkają się na Darlington Raceway

Rok temu, gdy pucharowa seria NASCAR wracała po pandemicznej przerwie do regularnego ścigania, pierwszym torem, jaki odwiedziła był obiekt Darlington Raceway. Niemalże rok później NASCAR Cup Series wraca na ten tor.

Będzie to wyścig szczególny, bowiem przenoszący całą serię do przeszłości.

Darlington Raceway od kilku lat organizuje tradycyjny wyścig “wspominkowy”, podczas którego malowanie samochodów, oprawa graficzna wyścigu i transmisji telewizyjnych, czy nawet wygląd kierowców nawiązuje do minionych dekad. Zazwyczaj wyścig ten odbywał się późnym latem. W tym roku jest inaczej, bowiem obiekt Darlington ponownie gości w kalendarzu dwukrotnie i to pierwsza data będzie już tą szczególną. Obiekt położony w Karolinie Południowej jest jednym z najstarszych w pucharowej serii NASCAR. Wyścigi odbywają się tam nieprzerwanie od 1950 roku, a jedynym torem pojawiającym się w kalendarzu dłużej jest Martinsville Speewday.

Poprzedni wyścig serii rozgrywany był na torze Kansas Speedway, a jego zwycięzcą został Kyle Busch. Walka o ten sukces nie była jednak łatwa. Busch wygrał wprawdzie już pierwszy segment, ale prawdziwym dominatorem rywalizacji w Buschy McBusch Race 400 był Kyle Larson. Walka tej dwójki toczyła się niemal do samego końca, a przechylić szalę na swoją korzyść nieustannie próbowało jeszcze kilku kierowców – w tym Brad Keselowski i Ryan Blaney. 

Liderem klasyfikacji generalnej pozostaje Denny Hamlin. Kierowca samochodu z numerem #11 od początku sezonu zgromadził o blisko sto punktów więcej niż drugi w zestawieniu Martin Truex Jr. Hamlin w przeciwieństwie do Truxa nie posiada jednak jeszcze żadnego zwycięstwa. W ubiegłym sezonie Hamlin był jednym z dwójki kierowców, którzy triumfowali w Darlington. Drugim był Kevin Harvick, który w tej chwili jest w bardzo podobnej sytuacji – nie ma jeszcze zwycięstwa, a jego najlepszym rezultatem jak dotąd była druga pozycja w Kansas.

Najnowsze

Paula Lazarek

Historia rekinów i Opla, czyli jak dziecięcy pomysł zyskał status kultowego motywu

W Oplu są rekiny. Bardziej lub mniej widoczne, ale pływają po różnych modelach z logo Blitz. Wiemy, w których!

Rekiny można znaleźć w nowym Oplu Mokka, a także Oplu Corsie. Jednak te drapieżniki musiały pokonać długą drogę zanim ich miniaturowe wersje zadomowiły się w Oplu. Z drugiej strony ich obecność nie jest aż tak zaskakująca, bo przecież marynistyczne nawiązania pojawiają się w samochodach niemieckiego producenta już od kilkudziesięciu lat.

Najpierw wypłynęły na drogi krążowniki szos Kadett, Admiral i Kapitän. Dawne flagowce marki zachwycały nabywców niepowtarzalną stylistyką. Morskie skojarzenia nadal fascynowały Opla, ale z czasem postanowiono zejść głębiej pod powierzchnię. W 1970 r. Opel zaprezentował sportowe coupé Manta, które z dumą prezentowało emblemat w kształcie tego gatunku ryby. Do dziś Manta wzbudza tak wiele emocji, że ku uciesze fanów właśnie wraca jako bezemisyjna Manta GSe ElektroMOD.

Projektantom Opla bardzo zależało na precyzyjnym wystylizowaniu logo Manty. Kilkanaście lat później z taką samą dbałością o szczegóły zaprojektowali rekina. „To się zaczęło 17 lat temu i z czasem przerodziło w autentyczny kult” — mówi dyrektor ds. projektowania, Karim Giordimaina.

Historia rekinów: jak dziecięcy pomysł zyskał status kultowego motywu

Skąd więc wzięły się te rekiny? W pewną niedzielę w 2004 r. projektant Opla Dietmar Finger szkicował w domu detale do nowej Corsy — a dokładnie niepozorną, zewnętrzną ściankę schowka w desce rozdzielczej, która przez większość czasu i tak jest zasłonięta zamkniętymi drzwiami pasażera. Przy otwartym schowku ta ścianka musi zachować odpowiednią sztywność, co osiąga się poprzez zastosowanie poprzecznego żebrowania na powierzchni plastiku. Zadaniem projektanta było zaprojektowanie tego żebrowania. W pewnym momencie do pokoju wszedł syn projektanta, spojrzał na szkic i zapytał: „Tato, a może byś narysował rekina?”.

A dlaczego nie? Finger chwilę pomyślał i nadał żebrowaniu kształt drapieżnej ryby. Tak narodziła się nowa tradycja. Rekin w schowku trafił do produkcji. Od tego momentu trwa historia sukcesu „rekina w Oplu”. Giordimaina, który odpowiadał wówczas za projekt wnętrza Zafiry, także ukrył trzy małe rekiny w kokpicie tego funkcjonalnego kompaktowego vana. Potem pojawiły się kolejne „rekinie niespodzianki”, najpierw w Oplu ADAMie, później w aktualnym Oplu Astrze, a wreszcie także w innych osobowych modelach, od Opla Crosslanda i Grandlanda X do Opla Insignii.

Tak stworzono prawdziwy wewnętrzny kult. Od tego czasu każdy główny projektant wnętrza dopilnowuje, aby na zakończenie procesu projektowania znalazł się w nim przynajmniej jeden rekin. Informacja o tym, gdzie się schował zazwyczaj nie jest ujawniana aż do premiery rynkowej.

Ciąg dalszy nastąpi: rekiny będą pojawiać się także w przyszłych modelach Opla

Dla Giordimainy rekin przez lata stał się ważnym motywem w Oplu, umieszczanym nie tylko w schowku na rękawiczki: „Gdy wprowadzamy nowe modele, dziennikarze pytają nas teraz o to, gdzie są rekiny. Zawsze zachęcam naszych designerów do ukrywania ich gdzieś we wnętrzu nowo projektowanych pojazdów. Narysowane z pasją drapieżniki symbolizują to, co wyróżnia Opla — pasję dla naszych samochodów. Jesteśmy entuzjastami stylistyki naszych pojazdów i precyzji w każdym detalu. Jesteśmy przystępni, ludzcy i wszystko robimy z uśmiechem. Chcemy, żeby właśnie tak czuli się też nasi klienci.

Rekiny będą nadal pojawiać się w przyszłych Oplach — czasem bardziej, czasem mniej ukryte. W zależności od modelu Opla mogą też zmienić terytorium i zanurkować gdzieś głębiej we wnętrzu.

Najnowsze