Martyna Markowska – wywiad z pilotką w KJS

Kierowcy rajdowi opanowują samochód w ekstremalnych sytuacjach, a pilot rajdowy? On, a raczej Ona - sama musi być opanowana i mieć bezgraniczne zaufanie do kierującego. Martynę Markowską na „prawy fotel" posadził jej chłopak, ale tego nie żałuje... Zobacz Martynę w akcji na filmie.

Jak to się stało, że zostałaś pilotką?
Do motoryzacji ciągnęło mnie od zawsze, bardzo lubię jeździć samochodem i w wieku 18 lat miałam już prawo jazdy. Pilotem zostałam dzięki Michałowi – mojemu kierowcy, który rok temu zabrał mnie na pierwsze zawody „Tor Rakietowa” we Wrocławiu. Chyba się sprawdziłam w tej roli, skoro do tej pory mu dyktuję. Jestem mu wdzięczna za to, że dał mi szansę na sprawdzenie się mimo, że w ogóle nie miałam doświadczenia związanego ze startami w KJS.

fot. szczepanrally.com

Jak wyglądał Wasz pierwszy start?
KJS-y znaliśmy tylko z opowiadań i internetu, a na pierwszy start wybraliśmy Rajd Yeti w Lesznie. Nie wiedziałam kompletnie co mam robić, ale na szczęście spotkaliśmy tam inne załogi z Wrocławia, które pokazały mi, jak czytać książkę drogową i uzupełniać kartę z czasami. A po pierwszych próbach było już dużo łatwiej.


Co sprawiło Ci najwięcej trudności na początku?
Najwięcej problemów było z opisem trasy. Poczytaliśmy o tym w internecie, ale dopiero z czasem dostosowaliśmy go do swoich potrzeb. Stworzyliśmy swój własny język opisu, który sprawia, że doskonale się rozumiemy. Razem opisujemy trasę, by notatki były zrozumiałe. Czasami Michał widzi szczegóły, na które ja nie zwróciłabym uwagi i przez to mogę się wiele nauczyć. Czasem mapki prób są dostępne przed KJS-em, to wtedy opracowujemy je w domu, a w innym przypadku musimy to zrobić w trakcie trwania imprezy.

Uwieńczeniem startu są pamiątkowe puchary.
fot. szczepanrally.com

Masz dobrą orientację w terenie z miejsca w samochodzie?
Czasami się gubię, szczególnie gdy jest duża ilość pachołków na próbie. Ale idzie mi coraz lepiej, też dzięki temu, że nauczyłam się panować nad stresem. Zdecydowanie lepsze są próby techniczne, niż te które polegają na kręceniu się po placu.

Jaki jest Twój kierowca, bardzo wymagający?
Pod kątem przygotowania do startu jest bardzo wymagający. Zawsze poświęcamy trochę czasu na poczytanie opinii innych zawodników na forum, oraz na przejrzenie prób z poprzednich lat. Jeżeli to możliwe, to oglądamy te miejsca i ich nawierzchnię. Atmosfera w samochodzie jest zawsze bojowa, ale jednocześnie na luzie. Startujemy do próby z uśmiechem i z nim wracamy na metę. Michał rozumie, że może mi się przytrafić błąd i nie ma do mnie wtedy pretensji. I ja też staram się nie denerwować, jak jemu nie pójdzie dobrze. Bo się dopiero uczymy i mamy prawo do popełniania błędów.

Wspólne starty umacniają Wasz związek?
Wspólne przeżycia zdecydowanie nas łączą. Często razem oglądamy nagrania z kamery umieszczonej wewnątrz samochodu – możemy wtedy dzielić się wrażeniami i wspólnie śmiać z przygód.

Ponoć nie wyobrażasz sobie startów innym autem, niż Ford Puma?
To bardzo ciekawy samochód i rzadko widziany na rajdowych trasach. Bardzo mi się podoba i do tego – ma potencjał do wygrywania. Nie kupowaliśmy go z zamiarem wykorzystania w sporcie, a teraz już coraz bardziej jest przystosowywany na rajdówkę. Odciążyliśmy Pumę ze zbędnych obić i kanapy, mamy kubełkowe fotele, sportowe pasy i kierownicę. A na koniec roku planujemy zamontowanie klatki bezpieczeństwa.

Jaki start najbardziej zapadł Ci w pamięć?
Najmilej wspominam nasze pierwsze zwycięstwo w klasie – zupełnie nie spodziewane. Pojechaliśmy na KJS Lew Kłodzki, pogoda od rana była paskudna i nic nie zwiastowało szczęśliwego zakończenia dnia. Okazało się, że pokonaliśmy mocniejsze załogi w swojej klasie i to nas zmotywowało do walki o najwyższe pozycje Dolnośląskich  Mistrzostwach Okręgu. W tej chwili prowadzimy dwoma punktami nad drugim Krzysztofem Dulewiczem  i na ostatniej eliminacji  w Jeleniej Górze (13.12.2009) będziemy bronić pierwszego miejsca w sezonie 2009. W klasyfikacji Rajdowych Samochodowych Mistrzostwach Ziemi Dolnośląskiej również prowadzimy w klasyfikacji, a do rozegrania został jeszcze jeden KJS we Wrocławiu (15.11.2009).

Martyna nie wyobraża sobie startu innym samochodem niż Ford Puma.
fot. szczepanrally.com

Bałaś się kiedyś podczas próby na KJS?
Strach raczej mi nie towarzyszy, bo mam całkowite zaufanie do kierowcy. Nie dopuszczam do siebie myśli o ewentualnym wypadku i na szczęście taki nie miał miejsca. Staram się motywować go do walki i mówię, by jechał szybciej, jeżeli według mojej oceny – jest do tego możliwość.

Interesujesz się rajdami mistrzostw Polski?
Zanim poznałam Michała, to nie wiedziałam o tym sporcie zbyt wiele. Nigdy też nie przyszłoby mi do głowy, że zostanę pilotem. Teraz jeździmy oglądać rajdy, jeżeli mamy okazję. W najbliższym czasie wybieramy się na warszawską Barbórkę. Najbardziej jednak interesuję się rajdami na tym szczeblu, na którym jeździmy – bo ta wiedza może mi się przydać w praktyce.

Czy duża ilość startów nie dezorganizuje Ci życia?
Mam napięty harmonogram – pracuję w tygodniu, a w weekendy studiuję. Na szczęście w szkole spotykam się ze zrozumieniem i udaje mi się załatwić wolne na KJS. Zaległości jednak muszę odrobić w tygodniu.

Wystartowałaś w Kryterium Kamionki z innym kierowcą, jak Ci się podobała ta przesiadka?Zgodziłam się bez wahania na ten start i nie żałuję. Trasa miała zupełnie inną charakterystykę, więc czegoś nowego się nauczyłam. Auto było słabsze, niż nasze – ale jazda dynamiczna i na brak emocji narzekać nie mogłam. Z kierowcą też się dobrze rozumiałam. Jeżeli jeszcze miałabym okazję pojechać z kimś innym, na pewno bym ją wykorzystała – każde doświadczenie jest dla mnie bardzo cenne. Przy okazji wielkie dzięki dla Majkosa za możliwość startu i fajną atmosferę.

Zawsze pełnym ogniem
fot. szczepanrally.com

Masz w planach licencję pilota i starty na wyższych szczeblach rajdowej kariery?
Tak plany oczywiście są, jednak wszystko zależy od budżetu. W przyszłym roku chcielibyśmy pojechać w tzw. III lidze – jest to kolejny stopień po KJS-ach. Ten sezon kończymy z bardzo dobrym wynikiem, osiągnęliśmy już prawie wszystko, co się dało – na tym szczeblu i chcielibyśmy dalej się rozwijać. Szkoda byłoby zatrzymać się na tym poziomie, bo idzie nam coraz lepiej.

Jak się czujesz w tym, typowo męskim środowisku? Jak jesteś odbierana?
Z mężczyznami od zawsze rozumiałam się lepiej, niż z kobietami – dlatego nie mam problemu w komunikacji z innymi zawodnikami. Czuję się jak rodzynek i niejako wyróżniona, a mężczyźni są wobec mnie grzeczni, uprzejmi i zawsze pomocni. Nie dają mi odczuć, że to nie miejsce dla kobiety. Na każdym KJS poznajemy dużo nowych osób i znajomości te bardzo często przenoszą się na życie prywatne. 

Więcej informacji o załodze Martyna Markowska i Michał Szczepański na www.szczepanrally.com

Najnowsze

Kobieca wycieczka po Tokio Motor Show

Oto relacja z wycieczki po samochodowych stoiskach 41 Tokyo Motor Show. Było tyle nowinek, że trudno opisać wszystkie, dlatego skupiłyśmy się na smaczkach japońskiego salonu.

Wejście na targi – skromnie i bez fajerwerków.
fot. Magda Drzewiecka

108 firm z 10 państw, 27 premierowych aut, w tym większość znacznie przekraczająca nasze wyobrażenie o samochodach. Pojazdy rodem z XXII wieku, pięknie „opakowane”, ekologiczne i wielofunkcyjne. Te zapowiedzi tworzyły wokół organizowanych co dwa lata Tokyo Motor Show atmosferę oryginalności i niezwykłości – szkoda tylko, że na tym się skończyło. Zakończone w środę 4 listopada największe targi motoryzacyjne w Azji nie zachwyciły.

„Fun Driving for Us, Eco Driving for Earth” – motto targów przebijało z każdego targowego stoiska. Próżno było szukać aut o wielkich mocach i tych rozwijających olbrzymie prędkości (z małymi, europejskimi wyjątkami) – motywem przewodnim wystawy były samochody oszczędne – napędzane na prąd lub inne substytuty paliwa – o małej emisji spalin. Nie było ich jednak dużo.

Mazda Axela, to europejska 2-ka
fot. Magda Drzewiecka

W tokijskiej rzeczywistości czasów kryzysu powierzchnia targów w porównaniu do tej z 2007 roku została okrojona o połowę, a naszym oczom ukazało się 8 marek japońskich i tylko 3 europejskie, w tym dwie z Wielkiej Brytanii. Wybierzmy się więc na małą wycieczkę po ich stoiskach.

MAZDA
Na stoisku Mazdy zaskoczenie – bezskutecznie można rozglądać się za dobrze nam znanymi modelami 2, 6 czy 3. Ich miejsce zajmuje Mazda Axela, Atenza i Demio – wystarczy jednak kilka sekund by mózg odnotował z ulgą, że to te same modele, które w Japonii występują po prostu pod innymi nazwami.

Mazda Kiyora – futurystyczna koncepcja.
fot. Magda Drzewiecka

Wśród cieszących oko samochodów honorowe miejsce zajmuje Mazda Kiyora – koncepcyjny kompakt marki, który zdaniem producenta idealnie wpisuje się w oczekiwania młodych ludzi, którzy szukają połączenia przyjemności z jazdy, niskich kosztów eksploatacji, niewielkich gabarytów i  ekologii. Samochód ma być wyposażony w silnik nowej generacji Sky- G, skrzynię biegów Sky-Drive, a także układ start-stop, i-stop oraz odzysk energii przy hamowaniu. Te debiutujące w Tokio rozwiązania napędowe wpisują się w przedstawiony przez markę już dwa lata temu program „odpowiedzialnego zoom-zoom” – połączenia ekscytującej jazdy z ekologiczną przyszłością dla Ziemi oraz plany zmniejszenia do 2015 roku średniego zużycia paliwa w swoich samochodach o 30%. Skytech – program technologiczny Mazdy to przyjemność z jazdy i błękitne niebo na zawsze. Na razie błękitne były tylko samochody.

SUZUKI

Suzuki Swift Plug-in Hybrid
fot. Magda Drzewiecka

„Małe pojazdy dla wielkiej przyszłości” to hasło przewodnie witające nas na stoisku Suzuki. Poza samochodami znajdziemy tutaj motocykle, napędzane silnikiem rowery, a nawet elektryczne wózki inwalidzkie. Największe zainteresowanie wzbudzają jednak trzy premiery marki z Kraju Kwitnącej Wiśni: błękitne Suzuki Alto Concept oraz oryginalnie, ozdobione wielką wtyczką Swift Plug-in Hybrid i w końcu SX4 Fuel Cell Vehicle. Reklamowany jako samochód dla każdego: niezależnie od płci i wieku Alto Concept to podobno ekonomiczność połączona z przyjemnością użytkowania. Wysoka ergonomia samochodu: prostota, funkcjonalność, poręczne rozmieszczenie urządzeń i czytelność wskaźników wróżą mu rzeczywiście duży sukces. Podobnie jest z modelem Swift Plug-in Hybrid, którego największą chyba zaletą jest możliwość zasilania samochodu baterią na krótkich dystansach i ładowania jej zamontowanym w samochodzie generatorem, podczas dłuższych wycieczek – 2 w 1 w dobrej cenie czyli czyste sumienie za postawę proekologiczną bez konieczności rezygnacji z mobilności. Również SX4-FCV na ogniwa paliwowe, który aktualnie przechodzi testy na drogach publicznych to samochód przyszłości o tak skomplikowanym systemie działania, że… może lepiej przejdźmy dalej.

HONDA

Honda U3-X
fot. Magda Drzewiecka

Żadna marka tak dobrze jak Honda nie budowała przed targami napięcia wokół swoich licznych premier i żadne nie wydawały się tak futurystyczne jak jej. Honda stawia na „Creating the never before”- innowacje, które zaskakują i dostarczają ludziom zabawy. Do takich innowacji należy na pewno U3-X – zapowiadane już u nas urządzenie osobistej mobilności – uśmiechnięta, „różowa” Japonka paradująca na nim po scenie wydaje się potwierdzać, że korzystanie z niego to sama przyjemność. Japończycy wokół, uśmiechają się na ten  widok, raczej nie do U3-X.

Uwagę odwiedzających stoisko zwraca też debiutująca następczyni CRX hybrydowa Honda CR-Z Concept 2009 oraz sześcioosobowy pojazd hybrydowy „o wszechstronnym zastosowaniu”

Elektroniczna prezenterka na stoisku Daihatsu
fot. Magda Drzewiecka

Skydeck. Jego niestandardowo otwierane drzwi przednie i tylne oraz niesamowite światła w kształcie litery „S” to temat wielu dyskusji. Odwiedzający wystawę europejczycy dziwią się też na widok prezentowanej jako debiut Hondy Civic Type R Euro – ten japoński samochód zadebiutował na naszym kontynencie wcześniej niż w swojej ojczyźnie – ciekawe. Premier jest więcej, ale o oryginalności każdej z nich ciężko się rozwodzić. Warto wspomnieć jednak o strefie HALLO!, w której Honda przedstawia wizę naszej przyszłości zdominowanej przez społeczeństwo żyjące w zgodnie z naturą i korzystające z układów elektrycznych np. w robotach! Oryginalne czy przereklamowane? Więcej nowości Hondy w Tokio tu.


MITSUBISHI

Mitsubishi i-Miev cargo, elektryczny dostawczak.
fot. Magda Drzewiecka

Trzy diamenty w logo, dwie premiery – na razie koncepcyjne. Concept PX-MiEV i i-MiEV CARGO to Mitsubishi opracowane w myśl hasła „Pojazdy elektryczne: przeszłość i przyszłość”. PX MiEV okrzyknięty najważniejszą premierą Salonu to hybryda pełna skomplikowanych układów kontroli dynamiki pojazdu i kontroli znoszenia o zwiększonym zasięgu elektrycznym, która na przejechanie 50 kilometrów potrzebuje 1 litra paliwa!  i-MiEV CARGO zaś to prototyp oparty na testowanym już przez Motocainę i-MiEV. Dzięki całkiem sporej przestrzeni bagażowej może on służyć jako mini dostawczy pojazd. Słuszny koncept, szkoda tylko, że estetycznie daleko mu do ideału.

DAIHATSU
Na stoisku Daihatsu trudno oderwać wzrok od concept car’a modelu Basket, bynajmniej nie z powodu jego niezwykłego uroku. Oryginalny samochód o „niepowtarzalnym” wyglądzie jest prostu brzydki. Wyglądający niczym większy meleks ze składanym dachem, ma coś w sobie z „kosza” w nazwie. Jego urodę rekompensuje nam jednak mikro samochodzik e:S o zaledwie 3,1 m długości oraz wirtualna Japonka, która udziela nam informacji o prezentowanych modelach. Przerażające.

NISSAN

Nissan Land Glider – pół auto, pół motocykl.
fot. Magda Drzewiecka

Nissan na targach w Tokyo to głównie model elektryczny Leaf, który mimo liściastej nazwy wcale nie jest zielony. Jest za to bliski realizacji, gdyż masową produkcję auta zaplanowano już na koniec 2010 roku i na pewno jest „eko”, podobnie jak inne modele marki, która stawia sobie za cel bycie liderem w tej dziedzinie. Bateria Leaf pozwala na przejechanie 160 kilometrów, a samochód naszpikowany jest nowoczesną elektroniką, która pozwala odczytać zasięg przy aktualnym stanie naładowania akumulatorów oraz położenie najbliższych stacji, na których można je doładować. Stylizacja samochodu nie powala, może to i dobrze. Szokuje z kolei Land Glider (więcej o nim przeczytasz tu) ze zmiennym środkiem ciężkości i swoim nietypowym kształtem oraz kompaktowy crossover Quzana, rodem z filmów science fiction; oba modele zbierają wokół siebie zarówno tłumy przeciwników i zwolenników.

Honda Skydeck
fot. Magda Drzewiecka

Mniej kontrowersyjny jest nowy sedan Nissana – debiutujący w salonach sprzedaży Nissan Fuga oraz uniwersalna taksówka (tak, tak – jest coś takiego) NV200 Vanette Universal Design Taxi. Ciekawe wrażenie robi też niezwykle przestronny Roox, jak mówi producent, o „wyrafinowanym wzornictwie w stylu Higway Star”. Co to jest Higway Star? Nie wiecie? Ja też.

TOYOTA
Toyota, w ślad za innymi (lub inni śladem Toyoty) reklamuje się hasłem „Harmonious Drive – A new tomorrow for people and the planet”. Na stoisku nie mogło więc zabraknąć ekologicznych samochodów z niepowtarzalnym charakterem. Był zbudowany na trzeciej generacji modelu Prius Plug-In Hybrid, przeznaczony na krótkie dystanse miejski samochód elektryczny FT-EV II oraz sportowy kompakt FT-86. Ten ostatni, swoim czerwono-niebieskim lakierem wywołuje uśmiech na twarzy zebranych, jego największą zaletą jest nie piękny kolor, a ultralekkie nadwozie, moc i ekologiczny 2 litrowy silnik. FT-EV II to z kolei jeszcze bardziej kompaktowe auto niż

Lexus LF-A
fot. Magda Drzewiecka

obecny na naszym rynku IQ. Zaprojektowany do krótkich dystansów samochód idealnie wpasowuje się w ideę mobilnego społeczeństwa, a dzięki światłom LED i przesuwanym elektrycznie drzwiom wydaje się  futurystycznym pojazdem. Dzięki wirtualnemu miastu Toyota Metapolis, w którym prezentowane są koncepty marki, ma się wrażenie wędrówki w przyszłość. N stoisku zaszczytne miejsce zajmuje także TF109 – bolid formuły 1, którego konstrukcja to efekt dotychczasowych doświadczeń Toyoty w sporcie motorowym.

Obok Toyoty – Lexus, który jako jeden z nielicznych nie kusi nas tylko wizją błękitnego nieba i samo ładującej się baterii. Marka stawia za to na luksus i  limitowane „supersamochody”. Dwumiejscowy LF-A (więcej o nim i film tutaj) to dynamiczne sportowe auto o silniku 4,8-litrowym V10, który zostanie wyprodukowany tylko w 500 egzemplarzach. Kompaktowy LF-Ch z kolei, to konceptowa luksusowa hybryda o znakomitych osiągach i niskiej emisji spalin – połączenie, które kiedyś wydawało się niemożliwe.

FUJI
Ignorantką samochodową nie jestem, ale marka samochodów Fuji trochę mnie zaskakuje, szybko jednak okazuje się, że pod długą nazwą Fuji Heavy Industries kryją się samochody Subaru, a wśród nich całkiem udany wizualnie Subaru Hybrid Tourer Concept. Ja nie mogę się już jednak doczekać samochodów spoza Japonii i ich bardziej tradycyjnych kształtów.

CATERHAM, LOTUS, ALPINA

Lotus Elise
fot. Magda Drzewiecka

Stoiska marek europejskich kuszą Japończyków ekskluzywnością i mocą prezentowanych pojazdów. Mimo pierwszego wrażenia, że giną one w tłumie aut „eko” – bije od nich sukces. Na organizowanej w zeszłym tygodniu polskiej prezentacji marki Caterham (niebawem relacja) zdradzono nam, że czas oczekiwania na to unikalne auto po Tokyo Motor Show wzrósł o kilka miesięcy. Powód: masowe zamówienia z Azji. Czy z Lotusami i samochodami Alpiny jest tak samo? Tego nie wiadomo… Pewne jest jednak, że wszystkie prezentowane „japończyki” łączy pewien podobny styl i idea dążenia do ekologicznej doskonałości. Szczytna… ale czasem, w tak dużej skali troszkę nudna.

Targi Tokyo Motor Show w kompleksie Makuhari Messe w Chiba koło Tokyo odwiedziło między 23 października a 4 listopada ponad 614 tysięcy odwiedzających. Co człowiek to pewnie opinia: zachwyty bądź rozczarowania… u mnie niestety rozczarowanie. Głównie za lokalny charakter, prześciganie się w koncepcyjnych gadżetach o bliżej nieokreślonym czasie produkcji i niedocenienie kobiet. Pamiętacie te wszystkie „kobiece” premiery z Frankfurtu (tutaj)? Szkoda, że tu ich zabrakło.

Najnowsze

BMW 5 Gran Turismo – prezentacja luksusu

Niedawno odbył się debiut rynkowy niezwykłego samochodu. Wygląda wyjątkowo oryginalnie, a wnętrze wprost zachwyca. BMW 5 GT intryguje z każdej perspektywy; to powiew świeżości w samochodach bawarskiej marki.

Beacie Sadowskiej przypadła do gustu 5 GT.
fot. Frendl

 

Wydawać by się mogło, że BMW zeszło z ryzykownej drogi szokowania wyglądem nadwozi, tak odmiennym od panujących tendencji w stylizacji aut. Kontrowersyjna linia serii 7 już dawno została wygładzona, podobnie seria 6, a kolejne modele tj. X6, czy X1 nie dzielą fanów białoniebieskiej szachownicy na wrogów i zwolenników danego modelu. Większość z obecnej oferty samochodów BMW wygląda tak, jak tego oczekuje potencjalny użytkowik: bez zbędej ekstrawagancji. Projektanci podkreślają prestiż i luksus w każdym szczególe, a na szczycie stawiają tradycyjną już dla fanów tylnonapędówek radość z jazdy.

Nie inaczej jest w przypadku najnowszej premiery: BMW 5 Gran Turismo.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Rekini przód – powrót do korzeni?
fot. BMW

 

Na temat wyglądu, trudno się wypowiadać – de gustibus non est disputandum. Motocainie auto wpadło w oko już przed krajową premierą – zadebiutowało na tegorocznym salonie w Genewie. Warto jednak wspomnieć, że dawno BMW nie stworzyło tak nabrzmiałego, wyraźnego przodu, który można skojarzyć z tzw. rekinami, np. E23 (seria 7 z lat 80.), czy E28 (równie „stara”, ale piękna seria 5). Z jednej strony zatem GT to powiew nowoczesności, z drugiej, nostalgia na kołach…

Dech zapiera
Piątka urzeka przede wszystkim jakością materiałów – kapitalnie prezentuje się matowe, ciemne drewno na desce rozdzielczej i bokach drzwi. Za kierownicą siedzi się wyżej niż w tradycyjnej limuzynie (ukłon w stronę osób starszych), lecz nie aż tak, jak w SUV’ach. W dzień środek samochodu doskonalne doświetla dwuczęściowy, panoramiczny dach, co w połączeniu z jasnobeżową tapicerką tworzy atmosferę jak z ekskluzywnego, domowego salonu. Przed oczami znajdują się dopracowane w każdym calu zegary. Gdy zapalimy światła mijania, lub podświetlimy deskę okazuje się, że wrażenie niezamkniętego owalu prędkościomierza i obrotomierza szybko znika. Pod spodem zegary dopełniają wskazania cyfrowe – np. ilości kilometrów do tankowania oraz aktualnego spalania. Poniżej znajduje się graficznie zaprojektowane w 3D pole, które można zindywidualizować: ustawić w tym miejscu np. temperaturę na zewnątrz, zegarek, licznik dzienny itd.

 

Wzór do naśladowania.
fot. BMW

Może to dziwne, żeby aż tak „rozpływać się” nad jednym elementem samochodu, ale akurat ten jego fragment można stawiać za wzór innym producentom: czytelność, zagospodarowanie przestrzeni, design i… ta ujmująca prostota. Okazuje się, że nie trzeba epatować jaskrawymi kolorami, czy przedziwną formą, żeby osiągnąć szczyt sztuki użytkowej. Takie są właśnie zegary w najnowszym BMW 5 GT. 

Ekskluzywnie i… przytulnie
Kobiety, choć nie tylko, docenią przytulne, ciepłe podświetlenie wnętrza. Czerwono-pomarańczowe światło oraz wygodna, miękka skóra foteli sprawiają, że nie chce z niego wysiadać.

 

 

Ciepłe światło we wnętrzu…
fot. BMW

 

Z tyłu panuje atmosfera rodem z flagowej siódemki; zresztą miejsca na nogi pasażerów jest dokładnie tyle samo w obu autach. Dwa, niezależne fotele (w opcji środkowy) można rozłożyć prawie do pozycji pół leżącej i przesuwać je w poziomie o 10 cm (tworząc jednocześnie większy lub mniejszy wymiar bagażnika). W oparciach przednich siedzeń można zamontować ekrany DVD; dla uzależnionych od internetu można je potraktować jak moniotor komputera (80 GB twardy dysk) – oba działają niezależenie, zatem każdy z pasażerów zyskuje na indywidualnym przekazie. Wysocy nie będą narzekać – mimo opadającej linii dachu, miejsca nad głową jest tyle samo, jak w X5.

 

Klapa szeroko otwarta – jak w hatchbacku…
fot. BMW
… i jak w sedanie.
fot. BMW

BMW spodobał się najwyraźniej pomysł Skody w nowym Superb i również zaoferował podwójnie otwieraną klapę bagażnika. Można wrzucić niewielkie bagaże przez otwór porównywalny do sedanów, oraz w pełni otworzyć pokrywę bagażnika (jak w hatchbackach) uzyskując szeroki dostęp do wnętrza.

Całości udanego nadwozia dopełniają bezramkowe szyby w oknach (stosowane do tej pory zwykle w coupe), spore, lecz ładnie dopasowane do karoserii lusterka, dwa olbrzymie, choć idealnie wkomponowane w zderzak końcówki wydechu (w najmocniejszych wersjach silnikowych) oraz ciekawy wzór felg.
W chwili wprowadzenia na rynek auto będzie dostępne z następującymi silnikami: 530d (R6, 245 KM), 535i (R6, Twin turbo, 306 KM), 550i (V8, Twin turbo, 407 KM). Wszystkie wersje modelowe wyposażone są standardowo w ośmiobiegową skrzynię automatyczną, dostępną jak dotąd jedynie w dwunastocylindrowej 760i.

 

 

Niestety, prezentacja była statyczna. Już nie możnemy się doczekać pierwszych jazd!

Najnowsze

Kawa i filmy w Mercedesie Viano Brabus

Wspaniały silnik i kilka efektownych gadżetów - to recepta na samochód luksusowy. Co powiecie jednak o Mercedesie wyposażonym w 32-calowy ekran i ekspres do kawy? Czy istnieje hiper luksus? W Viano uznawanym często za auto dostawcze, po modyfikacjach tunera, jest jak w ekskluzywnym apartamencie.

Wnętrze jak w Air Force One…
fot. Brabus

To na razie concept car, ale zapowiada się na fantastyczny samochód – komfortowy, szybki i bardzo hojnie wyposażony. 2010 Brabus Mercedes-Benz Viano to kawiarnia, kino, kącik gier i budka telefoniczna w jednym.

Samochód napędzany silnikiem o pojemności 6,1 litra 8V ma za tylnymi fotelami specjalną ściankę, a w niej wmontowany 32-calowy ekran, idealny do podłączenia znajdujących się w wyposażeniu samochodu 2 notebooków Sony Vaio i surfowania po internecie. Nie zaszkodzi czasem skorzystać także z konsoli Sony Playstation 3, która dzięki możliwości odtwarzania na niej płyt blu-ray, zapewni nie tylko zajęcie podczas podróży, ale i doskonałej jakości filmy. Całości towarzyszy dźwięk Dolby Surround.

A co robić, gdy chcemy już odpocząć od muzyki i filmu? W luksusowym, pięknie wykończonym najlepszymi materiałami Viano, na pewno znajdziemy pomysł na nudę. Na przykład możemy zadzwonić do przyjaciół z pozwalającego na używanie w 180 krajach, ważącego 140 gram telefonu Constellation, lub napić się kawy z najnowszego ekspresu Nespresso.

Źródło: Brabus

Najnowsze

Ty śpisz, a samochód w serwisie

Kiedy najmniej potrzebujemy naszego samochodu? W nocy! Wiedzą już o tym serwisy samochodowe, które coraz częściej proponują klientom 24-godzinny serwis.

Tym razem Ty będziesz spała…
fot. Motocaina

O usłudze 24 -godzinnych serwisów zrobiło się głośno na początku tygodnia, gdy do grona dealerów oferujących całonocną obsługę klientów dołączył śląski Auto Boss – dealer Forda. Wcześniej swoje samochody w salonie Auto Plaza tej samej marki mogli naprawiać w nocy mieszkańcy Warszawy, a we Wrocławiu klienci salonu Skody GALL-ICM M. i I. Majcher. 

Nocne serwisy wydają się ciekawą usługą dla nieomalże każdego. „Nocne Marki” mogą załatwiać swoje sprawy, cenią brak kolejek i korków. „Ranne ptaszki” w dzień uwielbiają ruch i działanie, a w nocy odstawiają samochód na parking – nie mają więc nic przeciwko temu, by go w tym czasie naprawić czy sprawdzić.

W serwisie Forda oddany między godziną 19 a 20.30 samochód, jest do odebrania już następnego dnia rano. W trakcie nocnej zmiany dokonywane są zarówno okresowe przeglądy techniczne, jak i naprawy oraz cała diagnostyka.

Ciekawa oferta dla mobilnego społeczeństwa XXI wieku? Nam się podoba.

Najnowsze