Mamo, tato, gdzie pojechało Wasze dziecko?

Dziś w zamian za wygodę korzystania z danych o korkach na drodze, dobierania połączeń komunikacji miejskiej czy wklejania geotagów na zdjęcia zamieszczane w social mediach młodzi ludzie pozwalają, by aplikacje śledziły ich poczynania. Czy podobne uprawnienia mogą mieć również rodzice?

Tak – pod warunkiem, że chodzi o monitorowanie samochodu, który powierzyli młodemu kierowcy, a sytuacja jest zaakceptowana przez obie strony.

Niemal każdy z nas ma w kieszeni smartfona, który wykorzystując dane lokalizacyjne udostępnia dodatkowe, przydatne funkcjonalności. Powoli przyzwyczajamy się, że dzień po wizycie w galerii handlowej czy restauracji Google prosi o podanie kilku informacji na temat placówki, w zamian oferując opinie na jej temat. Coraz mniej przeszkadza nam, że po zakupach w sklepie odzieżowym, na naszym instagramie lub facebooku wyświetlane są reklamy z promocjami danej marki ubrań. Cenimy możliwość stałego monitorowania przesłanej paczki, a dzielenie się ze znajomymi aktualnym miejscem przebywania za pomocą aplikacji takich jak snapchat i glymps to nic złego. Powód? Wyzbywamy się myślenia o udostępnianiu lokalizacji jako o śledzeniu.

A co z monitorowaniem pozycji pojazdu? Czy godzimy się z faktem, że ktoś może wiedzieć, gdzie znajduje się nasz samochód i my sami? Odpowiedź brzmi „tak”, o ile wiąże się z tym ustalenie określonych zasad i zaufanie do osoby sprawdzającej nasze położenie. Czasem jest to szef lub zarządca floty sprawujący nadzór na pracownikiem, a niekiedy rodzic dbający o bezpieczeństwo swojego dziecka, które pożyczyło od niego samochód.

Ostrzeżenia „tylko nie szalej” kierowane do świeżo upieczonych kierowców nie są zwykle bezpodstawne. Bywa, że podczas samotnych (czyli bez taty lub mamy) przejażdżek młodzi wyciskają z wozu rodziców ostatnie konie mechaniczne. Pół biedy, gdy kończy się na zgrzycie nieumiejętnie wrzucanych biegów i paleniu sprzęgła. Gorzej, gdy ułańska fantazja podpowiada wciskanie pedału gazu w podłogę. Od lat statystyki wskazują, że jedną z największych grup ryzyka na drodze stanowią właśnie młodzi zmotoryzowani.

Według danych Biura Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji, osoby w wieku 18-24 lata charakteryzującą się najwyższym wskaźnikiem liczby wypadków na 10 tys. populacji. – W 2017 r. byli oni sprawcami 5550 wypadków, w których zginęło 468 osób, a 7272 zostały ranne. Przyczyną 36,8 proc. wypadków, które spowodowali młodzi, było niedostosowanie prędkości do warunków ruchu. Mowa o grupie zmotoryzowanych, którą cechuje brak doświadczenia i umiejętności w kierowaniu pojazdami i jednocześnie duża skłonność do brawury i ryzyka – podsumowują policyjni eksperci.

Czy istnieje lekarstwo na brawurę? Rozwiązaniem, które pozwoli rodzicowi kontrolować poczynania dziecka za kierownicą – i to z korzyścią dla obu stron – jest monitoring GPS. Moduł lokalizacyjny zainstalowany w samochodzie umożliwia bieżące monitorowanie pozycji pojazdu, jego prędkości, liczby gwałtownych hamowań, czasu użytkowania czy zużycia paliwa. Pozwala również na ustawianie alertów dotyczących obszarów, w których powinno lub nie powinno poruszać się auto. Jeśli np. rodzic poprosi dziecko, by nie wyjeżdżało poza miasto i zaprogramuje odpowiednią geostrefę, automatycznie zostanie powiadomiony przez aplikację o naruszeniu ustaleń przez młodego kierowcę.

Psycholodzy zauważają, że kluczem do efektywnego wykorzystania możliwości stałego monitorowania jest transparentny układ pomiędzy rodzicem a dzieckiem. System lokalizacji nie może działać jak elektroniczna smycz. Podstawą jest wypracowanie jasnych zasad – np. ograniczenie się do wykorzystania jedynie alertów przekroczenia prędkości. Kluczowe jest, by nie traktować systemu monitoringu jako narzędzia opresji czy sposobu na śledzenie każdego kroku dziecka. System monitoringu to świetne narzędzie ułatwiające szybką reakcję w sytuacji np. zagrożenia. Kiedy auto ulegnie awarii lub przydarzy się stłuczka, rodzic znający lokalizację pojazdu będzie w stanie szybko zareagować, by przyjść dziecku z pomocą.

Źródło: Gannet Guard Systems

Najnowsze

Aukcje holenderskie – rywalizacja o niskie ceny aut

Czy w Polsce da się kupić auto na aukcji holenderskiej? Tak - aukcje holenderskie, nazywane również zegarowymi lub mechanicznymi, polegają na ustaleniu przez sprzedającego ceny wywoławczej produktu, która jest stopniowo obniżana aż do momentu, kiedy pojawi się pierwsza oferta kupna lub osiągnie ona cenę minimalną.

Nazwa aukcji holenderskich wywodzi się od aukcji prowadzonych na giełdach kwiatowych w Holandii, gdzie stosowano taki system sprzedaży, aby mieć gwarancję, że nietrwały towar, jakim są kwiaty cięte, w całości zostanie sprzedany. Ta technika aukcyjna stosowana jest również np. w sprzedaży ryb w Izraelu lub tytoniu w Kanadzie. System aukcji holenderskich znajduje również zastosowanie w handlu dziełami sztuki, antykami i obiektami o charakterze kolekcjonerskim.

Wśród polskich konsumentów największa popularnością cieszą aukcje angielskie, które zaczynają się  od relatywnie niskich cen podnoszonych przez kupujących w oparciu o typową licytację „kto da więcej”, jak w serwisie Allegro. Coraz częściej można spotkać się również z ofertami aukcji holenderskich, które na polskim rynku zaczynają być wykorzystywane m.in. w sprzedaży samochodów.

Aukcje holenderskie w cyfrowym wydaniu przyciągają uwagę osób, które lubią rywalizację. Każdy kupujący chce kupić dany produkt jak najtaniej, więc czeka do ostatnich minut aukcji. Wiąże się to jednak z ryzykiem, że ktoś inny może go ubiec w zakupie. Kupujący nie wiedzą ile osób interesuje się daną aukcją i jakie są ich możliwości budżetowe. Dlatego im bliżej końca aukcji, tym staje się ona bardziej ciekawa.

Potencjał aukcji holenderskich w sprzedaży samochodów dostrzegły firmy sprzedające samochody. Używane auto pochodzące z krajowej sieci dealerskiej i serwisowane w autoryzowanych stacjach obsługi wcale nie musi być drogie.

Przykładowo, na aukcjach holenderskich Master1.pl dostępne są wybrane modele samochodów w formie abonamentu. Każda aukcja zaczyna się w sobotę o godzinie 15.00 i kończy się w kolejną sobotę o godzinie. 14.00. Czynsz abonamentu obniżany jest codziennie, a klienci swoje oferty kupna mogą składać bezpośrednio poprzez formularz dostępny na stronie internetowej.

Źródło: Master1.pl

Najnowsze

Opona koncepcyjna Dunlop dla ręcznie zmontowanego Kruggera

Krugger Motorcycles przedstawił najnowszy motocykl, zmontowany ręcznie we współpracy z firmami Triumph Benelux i Dunlop. Dodatkowym atutem intrygującego modelu Bonneville Bobber 1200 są charakterystyczne opony, specjalnie zaprojektowane przez brytyjską markę.

Krugger ma długą historię w tworzeniu indywidualnych wersji motocykli. Od 2002 roku firma zdobyła ponad 30 międzynarodowych nagród za ręcznie składane konstrukcje. Znany producent motocykli zaprosił do współpracy markę Dunlop w 2016 roku, przy okazji projektowania modelu Yard Built Supercharged Yamaha SR400. Owocne  współdziałanie obu marek jest dalej kontynuowane przy modelu Bobber.

Dunlop stworzył opony, które odzwierciedlają styl zmodyfikowanego Triumpha. Ogumienie Dunlop Krugger, oparte na sprawdzonej konstrukcji Alpha-13, prezentuje innowacyjne koncepcje brytyjskiej marki dla przyszłości projektowania opon.

Dunlop Alpha-13 Krugger  wyróżnia się laserowo wycinaną rzeźbą bieżnika. Specjalny bieżnik o matowym wykończeniu szybciej się nagrzewa, co doskonale pasuje do krótkich i szybkich przejażdżek, na które najczęściej wybierają się użytkownicy motocykli klasy Custom. Pojazdy te często również biorą udział w pokazach i sprintach, a faktura bieżnika pomoże w zapewnieniu właściwych parametrów trakcyjnych nawet już przy zimnym starcie.

Proces laserowego rzeźbienia pozwolił na umieszczenie logo Krugger na powierzchni bieżnika opony, co dodatkowo podkreśla indywidualny charakter projektu. Mieszanka MultiTread jest jednym z najważniejszych elementów opony. Kolejnym jest teksturowany bieżnik z przykuwającą uwagę, charakterystyczną środkową częścią, gdzie mieszanka została opracowana pod kątem maksymalizacji trakcji przy gwałtownym przyspieszaniu.

Dunlop Alpha-13 znajduje zastosowanie w wyścigach na całym świecie, w tym w amerykańskiej serii AMA i brytyjskich wyścigach Thundersport.

Najnowsze

„Fabryka Pogody” Forda jest w stanie symulować każdą pogodę!

Tutaj gorące powietrze faluje jak na pustyni, a zaledwie kilka metrów dalej jest tak zimno, że można ulepić bałwana. Natomiast w pokoju obok szaleje huragan "piątka". Wysokości większe niż Mont Blanc, prędkość pojazdu i wiatru do 250 km/h, śnieg, jaskrawe światło słoneczne i deszcz to warunki, które można uruchomić jednym przyciskiem w najbardziej zaawansowanym technologicznie europejskim centrum testowym. Witajcie w „Fabryce Pogody” Forda.

W centrum testów klimatycznych Forda, pod jednym dachem znajdują się wszystkie możliwe warunki pogodowe na świecie. Dzięki temu inżynierowe są w stanie przetestować pojazdy, zanim trafią one do sprzedaży – od małego Forda KA+ do dwutonowego Forda Transita. W każdej chwili mogą zmienić porę dnia lub warunki pogodowe.

Na obszarze wielkości stadionu piłkarskiego inżynierowie mogą teraz wyruszyć samochodami w pełną wyzwań podróż dookoła świata: przez pustynny upał Sahary, arktyczne mrozy Syberii, po wilgotne i ciężkie powietrze Kostaryki.

Inwestycja o wartości 70 milionów euro oferuje pierwszy motoryzacyjny tunel aerodynamiczny, który może symulować warunki na wysokości 5200 metrów n.p.m, na której położona jest północna baza przy szlaku na Mount Everest z pełnym wachlarzem tamtejszych warunków pogodowych, które można odtworzyć pod jednym dachem. Obiekt posiada dwa zimne pomieszczenia z temperaturą -40° C, z możliwością ogrzania ich do temperatury +55° C, a także wytworzenia aury o 95-procentowej wilgotności. Ośrodek znajduje się w niemieckim Centrum Rozwoju Produktów Forda John Andrews w Kolonii i jest najgorętszym, najzimniejszym i najbardziej wilgotnym miejscem w Europie. Znajduje się w nim również najwyższy szczyt górski w Europie Zachodniej.

Obecnie inżynierowie mogą testować kilka pojazdów jednocześnie w różnych warunkach pogodowych. Testowany jest poziom komfortu i bezpieczeństwa pojazdu oraz jego trwałość, osiągi, skuteczność hamowania, działanie klimatyzacji, ogrzewanie kabiny, a także sytuacje związane z postojem w korkach, czy holowaniem przyczepy. Inżynierowie analizują wpływ wiatru o dużej prędkości na podzespoły zewnętrzne, sprawdzają ich odporność na deszcz i śnieg oraz czas odmrażania szyb w różnych temperaturach.

Wszystkie modele Forda będą testowane w ośrodku, w którym znajdują się trzy klimatyczne tunele aerodynamiczne, w tym laboratorium wysokogórskie oraz cztery komory z kontrolowaną temperaturą, z których jedna umożliwia testowanie w wybranej wilgotności powietrza.

  • Tunel aerodynamiczny 1 jest skonfigurowany do testowania wpływu gorącego i zimnego powietrza na osiągi samochodu. 28 reflektorów punktowych, wyposażonych w żarówki o mocy 4 000‑watów, symuluje moc promieni słonecznych: dzięki temu inżynierowie są w stanie stwierdzić, ile czasu potrzeba na schłodzenie kabiny. W tym tunelu można oszacować poziom hałasu we wnętrzu samochodu, który jest generowany przez podzespoły przy różnych prędkościach, w różnych temperaturach, poziomie wilgotności powietrza. Można również oszacować moc i głośność pracy klimatyzacji.
     
  • Tunel aerodynamiczny 2 jest również skonfigurowany do badania wpływu gorącego i zimnego powietrza. Inżynierowie mogą korzystać z tego tunelu, aby sprawdzić wpływ śniegu i deszczu na widoczność, oraz czas potrzebny na ogrzanie kabiny od momentu uruchomienia silnika.
  • Tunel aerodynamiczny 3 to laboratorium wysokości, w którym inżynierowie mogą testować pojazdy przy prędkości wiatru do 120 km/h na wysokości do 5 200 metrów. Testy wpływu wiatru i zimnego powietrza na dużych wysokościach pozwalają na badanie trwałości i odporności płynów eksploatacyjnych w czasie pracy pod wysokim ciśnieniem. Ponad połowa samochodów Forda na całym świecie jest  użytkowana na drogach i terenach położonych powyżej 1 000 m n.p.m.

„Możemy stwierdzić, jak wycieraczki pracują w arktycznych temperaturach, jak zmienia się wydajność silnika w ekstremalnym upale i zimnie, a nawet jak dużo śniegu spada na głowę kierowcy, kiedy otwiera drzwi od samochodu.  To marzenie każdego inżyniera” – powiedział Michael Steup, kierownik projektu w Ośrodku Badań Klimatycznych Ford of Europe.

Ośrodek zużywa 11 megawatów energii elektrycznej, która wystarczyłaby do zasilenia małego miasteczka liczącego 2 400 mieszkańców. Pochodzi ona z całkowicie odnawialnych i przyjaznych dla środowiska źródeł. Energia elektryczna dostarczana przez RheinEnergie pochodzi z certyfikowanych zrównoważonych źródeł w Skandynawii i pokrywa całkowite zapotrzebowanie na energię elektryczną w zakładach Forda.

„Fabryka pogody” uzupełnia obiekty testowe Forda, w tym Lommel Proving Ground w Belgii, gdzie znajduje się specjalny tor testowania na bezdrożach, a także testuje się wpływ bocznego wiatru, wody morskiej i błota na trwałość i osiągi pojazdów.

Najnowsze

Od resoraka do pełnowymiarowego auta – zbliża się Dzień Dziecka!

Gdy Ruth Handler stworzyła lalkę Barbie, która podbiła serca dziewczynek, jej mąż Elliot stanął przed wyzwaniem, by stworzyć równie wyjątkową zabawkę dla chłopców. Dziś wiemy, że samochodzikami z powodzeniem bawią się także dziewczynki!

18 maja 2018 roku marka Hot Wheels obchodzi okrągły jubileusz 50-lecia. Hot Wheels już od 1968 roku inspiruje kolejne pokolenia dzieci i zachęca do zabawy, eksperymentowania, współpracy oraz podejmowania wyzwań.

Gdy Ruth Handler stworzyła lalkę Barbie, która podbiła serca dziewczynek, jej mąż Elliot stanął przed wyzwaniem, by stworzyć równie wyjątkową zabawkę dla chłopców. Drzemiący w nim duch rywalizacji pozwolił mu spojrzeć na temat z prawdziwym wizjonerstwem. Elliot chciał zaprojektować auto inne niż wszystkie pozostałe modele dostępne na rynku, o którym dzieciom nawet się nie śniło. Auto, które łączyłoby w sobie prędkość, wyjątkowy design i prawdziwe zamiłowanie do motoryzacji. Wraz z Harrym Bentleyem Bradleyem, zaprzyjaźnionym naukowcem i inżynierem z General Motors, dokonał niemożliwego. Wspólnie zaprojektowali samochód-zabawkę, który zafascynował i nadal fascynuje miliony dzieci i dorosłych na świecie, osiągając status najbardziej kultowego resoraka w historii.

Cuda w skali 1:64
Od ponad 50 lat marka Hot Wheels z pasją tworzy najwspanialsze i najbardziej szalone samochodziki i tory do zabawy. Pierwsza linia produktów obejmowała 16 małych metalowych pojazdów w skali 1:64. Dziś Hot Wheels to jedna z najpopularniejszych globalnych marek zabawek oferująca swoim fanom odjazdową zabawę i emocjonujące kaskaderskie sztuczki. Hot Wheels dostarcza dzieciom niewiarygodnych wrażeń, uczy współpracy, pobudza wyobraźnię i zachęca do tworzenia różnorodnych konstrukcji z wykorzystaniem torów oraz przedmiotów codziennego użytku, rozwijając tym samym kreatywność i inspirując do stawiania sobie nowych celów.

Camaro The Original 16
Pierwszym samochodem Hot Wheels w sprzedaży był pomarańczowy Camaro The Original 16. Obecnie istnieje 20 000 różnych modeli samochodów Hot Wheels, między innymi spod znaku Ferrari, Lamborghini, Maserati, McLaren, Porsche czy Aston Martin, a także pojazdy inspirowane popkulturą: znane z gier, kreskówek czy filmów, takie jak Batmobil czy autka inspirowane kultową serią „Gwiezdne wojny”. Do tej pory marka wyprodukowała ponad 6 bilionów samochodzików.

Hot Wheels jako pierwsza marka na świecie mogła też pochwalić się  luksusową, prawdziwą wersją samochodu sygnowanego swoim logo. W 2013  roku wyprodukowano prawdziwego Chevroleta Camaro SS w wyjątkowej  limitowanej edycji Hot Wheels Special Edition. Dwa lata później Hot  Wheels skonstruował też samochód Dartha Vadera w skali 1:1.

Wiosną 2018, chcąc uczcić 50-lecie współpracy, Chevrolet zaprojektował limitowaną wersję Camaro.  Chevrolet Camaro Hot Wheels 50th Anniversary Edition w charakterystycznym pomarańczowym kolorze dostępny jest w  modelach Camaro 2LT i 2SS coupe oraz w modelach kabrioletów.

Trzy światowe rekordy
Od początku istnienia marka Hot Wheels łączy w sobie dynamizm, świetny design i zawrotną prędkość, fascynując nie tylko małych chłopców. Wykorzystując dziecięce zainteresowanie motoryzacją – bawi, uczy odwagi i motywuje, zachęcając ich do podejmowania kolejnych wyzwań. Dowodem na śmiałość marki w realizowaniu ambicji i marzeń wykraczających poza wyznaczone granice są wyczyny kierowców teamu Hot Wheels, którzy pobili aż trzy światowe rekordy. W księdze rekordów Guinnessa znalazł się wykonany przez nich skok samochodem czterokołowym na odległość 101 metrów, skok „korkociągiem” na odległość 28 metrów i przejazd na podwójnej, sześciopiętrowej, pionowej pętli.

W historii zapisały się również rekordowe osiągnięcia fanów, którzy w 2016 roku ułożyli tor Hot Wheels złożony z 2 047 elementów długości ponad 55 km! Natomiast właściciel największej na świecie kolekcji kultowych autek zebrał aż 20 000 egzemplarzy.

Co roku wprowadzanych jest 130 nowych, wyjątkowych modeli do kolekcjonowania, a Hot Wheels nieprzerwanie pozostaje jedną z najlepiej sprzedających się zabawek na świecie. W 2018 roku, z okazji jubileuszu marki w sprzedaży pojawiła specjalna kolekcja samochodzików oznakowanych logotypem 50-lecia Hot Wheels.

Najnowsze