Majówka na polskich drogach. Czy będziemy jeździć na podwójnym gazie?

Przed nami majówka. W 2020 roku na polskich drogach w tym okresie doszło do 184 wypadków, w których zginęły 23 osoby, a 211 zostało rannych. Policjanci zatrzymali wówczas 1110 kierowców jadących pod wpływem alkoholu.

Pandemia nadal trwa, ale Polacy mimo obostrzeń coraz chętniej decydują się na spędzanie czasu w gronie przyjaciół i rodziny. Wiosenna aura oraz majówka sprzyjają wspólnemu grillowaniu przy różnych trunkach, nierzadko tych wysokoprocentowych. W 2021 roku długi weekend to zaledwie 3 dni. Dlatego wielu kierowców zapewne zaplanuje powrót do domu dopiero na poniedziałek chcąc wykorzystać ten czas jak najlepiej. Istnieje ryzyko, że niektórzy będą prowadzić na tzw. podwójnym gazie.

W Polsce dopuszczalną normą alkoholu w wydychanym powietrzu jest 0,2 promila, czyli do 0,1 mg/l. Po spożyciu zaledwie jednego piwa stężenie alkoholu we krwi może sięgać nawet do 0,26 promila (0,13 mg/l). Co oznacza, że po wypiciu 2 półlitrowych piw można mieć już nawet 1 promil we krwi. Warto mieć to na uwadze wsiadając za kierownicę po zakrapianej imprezie lub po grillu.

Bagatelizujemy ostrzeżenia Policji 
Chociaż przed każdym dłuższym weekendem policja alarmuje o rozsądek na drodze, statystyki cały czas są niepokojące. Kierowcom nadal zdarza się prowadzić samochód pod wpływem alkoholu, czego efektem niejednokrotnie bywają śmiertelne wypadki, którym można było zapobiec.

– Kierowcom często brakuje wyobraźni na drodze. Nie zdają sobie sprawy z tego, że nie powinni wsiadać za kierownicę po wypiciu nawet najmniejszej ilości alkoholu. Społeczne przyzwolenie i przymykanie oka na tego typu sytuacje doprowadziły do tego, że niektórzy kierowcy bagatelizują ostrzeżenia. Czas powiedzieć stop, stawiając bezpieczeństwo wszystkich użytkowników drogi na pierwszym miejscu – apeluje Rafał Misztalski, prezes AutoWatch Polska, głównego dystrybutora blokad alkoholowych w kraju.
Alkohol i brawura na drodze są jednymi z głównych przyczyn wypadków na drogach. W 2020 roku podczas długiego weekendu majowego policja zatrzymała aż 830 osób za przekroczenie prędkości w terenie zabudowanym o ponad 50 km/h.

Blokady alkoholowe sposobem na pijanych kierowców
Coraz częstszym rozwiązaniem stosowanym w Polsce jest montowanie blokad alkoholowych w samochodach. Rozwiązanie takie sprawdziło się krajach europejskich, takich jak m.in. Francja, Sprawiają one, że osoba znajdująca się pod wpływem alkoholu nie jest w stanie uruchomić samochodu. To także doskonałe rozwiązanie dla wszystkich osób,  które chcą mieć pewność, że są trzeźwe przed ruszeniem w drogę. 

– Blokady alkoholowe są doskonałym środkiem prewencyjnym. Zwiększają bezpieczeństwo użytkowników ruchu drogowego oraz świadomość o ilości alkoholu w wydychanym powietrzu. Co istotne, zwracają również uwagę na realne zagrożenia. W Polsce, choć jest to nadal stosunkowo mało popularne, blokady alkoholowe można kupić lub wydzierżawić. Koszt tej usługi jest stosunkowo niski w porównaniu do tragicznych skutków, które może spowodować jazda na podwójnym gazie. Zamontowanie ich jest również  idealnym rozwiązaniem m.in. dla właścicieli firm zatrudniających zawodowych kierowców – podsumowuje Rafał Misztalski, prezes AutoWatch Polska, głównego dystrybutora blokad alkoholowych w kraju.

W Unii Europejskiej trwają obecnie prace nad zmianą obowiązującego prawa drogowego. Jedną z  rozważanych możliwości zwiększających bezpieczeństwo użytkowników ruchu jest nałożenie obowiązku montowania blokad alkoholowych w nowo wyprodukowanych autach. Według ETSC, czyli Europejskiej Rady Bezpieczeństwa w Transporcie jest to również dobre rozwiązanie dla recydywistów, którzy dzięki temu nie zostają wykluczeni społecznie. Komisja zakłada także wprowadzenie zmiany prowadzącej do poddawania kierowców obowiązkowym, cyklicznym badaniom medycznym, weryfikującym ich zdolność do prowadzenia pojazdów. Zmiany najprawdopodobniej wejdą w życie w 2022 roku.

Najnowsze

Karolina Chojnacka

Mitsubishi Eclipse Cross PHEV już dostępny w Polsce! Wiemy, ile kosztuje hybrydowy SUV!

Mitsubishi Eclipse Cross PHEV wyróżnia się awangardową stylistyką, nawiązującą do japońskiego DNA firmy. Zupełnie nowy tył, przód pojazdu i dynamiczny profil boczny podkreślono wysmakowanymi detalami. Ale i tak najciekawsze i najważniejsze znajduje się pod maską...

Mitsubishi Eclipse Cross PHEV ma stać się technologicznym okrętem flagowym marki w Europie, korzystającym z unikalnego hybrydowego układu napędowego plug-in, opartego na architekturze pojazdu elektrycznego EV, dwusilnikowego układu Twin Motor 4WD oraz będącego wizytówką marki systemu Super-All Wheel Control (S-AWC).

Według Mitsubishi, Eclipse Cross PHEV jest samochodem dla osób dbających o środowisko, indywidualistów, którzy chcą wyróżnić się w tłumie i poczuć komfort podróży hybrydą plug-in. Nowe wnętrze z większym bagażnikiem oferuje bogate wyposażenie dla wymagających klientów segmentu premium – są to między innymi head–up display, tempomat adaptacyjny z radarem, BSW, RCTA,  podgrzewana kierownica,  skórzana tapicerka i elektrycznie sterowane fotele, SDA z interfejsami CarPlay i Android Auto oraz nawigacją TomTom.

Przeczytaj też: Mitsubishi Eclipse Cross PHEV – odnowiony SUV z hybrydowym napędem

Najważniejszym wyróżnikiem nowego modelu Mitsubishi Eclipse Cross PHEV jest unikatowy napęd – elektryczny i hybrydowy z możliwością szybkiego ładowania – w 25 minut – prądem stałym do 80% pojemności baterii z publicznych ładowarek. Do napędu auta służą 2 silniki elektryczne umieszczone przy przedniej i tylnej osi. Podczas jazdy samochód jest napędzany głównie dwoma silnikami elektrycznymi.

Napęd uzupełniony jest silnikiem benzynowym, który jest w stanie włączyć się automatycznie, gdy wymagają tego warunki jazdy lub stan naładowania. Silnik spalinowy służy głównie do ładowania baterii oraz wsparcia napędu elektrycznego. Dodatkowo silnik spalinowy ma bardziej ograniczony zakres pracy obrotowej, by auto było jeszcze cichsze i bardziej komfortowe.

Mitsubishi Eclipse Cross PHEV

Benzynowy silnik 2,4 litra pracujący w cyklu Atkinsona wytwarza 98 KM mocy, a dwa silniki elektryczne odpowiednio 82 KM z przodu i 95 KM z tyłu. Łączna  moc układu napędowego to 188 KM.

Bateria o pojemności 13,8 kWh pozwala na pokonanie od 45 do 55 kilometrów w trybie wyłącznie elektrycznym, który jest zeroemisyjny. Pełen zasięg auta to około 600 kilometrów, a koszt przejechania standardowych 100 kilometrów może być, jak zapewnia producent, nawet trzykrotnie niższy w porównaniu z wersją spalinową.

Wbudowane gniazdo 220V o mocy 1500W pozwala zasilać urządzenia zewnętrzne, przekształcając auto w magazyn energii.Gdy pojazd jest w pełni naładowany i zatankowany, może dostarczać energię dla potrzeb typowego gospodarstwa domowego przez okres do 10 dni poprzez system Vehicle-to-Home.

Mitsubishi Eclipse Cross PHEV

Właściciel ma do wyboru wiele możliwości ładowania baterii napędowej:

  • Regularne ładowanie: ok. 4 godzin prądem zmiennym o napięciu 230 V i mocy 16A lub 6 godzin prądem zmiennym o napięciu 230 V i mocy 10A
  • Szybkie ładowanie (standard CHAdeMO – ok. 25 min do poziomu naładowania 80%)
  • Tryb CHARGE (ok. 30 min do 80% pojemności akumulatora)
  • Hamowanie regeneracyjne (5 poziomów)
  • Tryb SAVE pozwalający zachować aktualny poziom naładowania baterii

Mitsubishi Eclipse Cross PHEV

Przeczytaj też: Mitsubishi jednak zostanie w Europie na dłużej? Kolejne zastanawiające doniesienia

Napęd na cztery koła S-AWC jest dostępny także w trybie EV. Co istotne, napęd 4×4 może działać bez włączonego silnika spalinowego. To innowacyjne rozwiązanie bezpośredniego napędu obu osi głównie przez silniki elektryczne, które oddają swój pełny moment obrotowy na koła bez zwłoki, zapewniając szybki start i bezpieczeństwo. Auto oferuje 3 tryby jazdy wybierane automatycznie, aby dopasować swoje zachowanie do warunków na drodze.

Mitsubishi Eclipse Cross PHEV już dziś pojawi się polskich salonach Mitsubishi Motors. Ceny samochodu w Polsce zaczynają się od 185 990 złotych. Za model z najwyższą wersję wyposażenia trzeba zapłacić 214 990 złotych.

Najnowsze

Karolina Chojnacka

Squalo, czyli restomod inspirowany Ferrari 250 GTO. Jest po prostu cudny!

Squalo to nowoczesna, ale jednocześnie bardzo klasyczna interpretacja Ferrari 250 GTO. I co tu dużo pisać... jest po prostu cudny!

Brytyjski konstruktor samochodów, GTO Engineering, lubi Ferrari 250 GTO. Czy można mu się dziwić? GTO uchodzi za jeden z najcenniejszych samochodów wszechczasów.

I choć zazwyczaj legend się nie rusza, to brytyjska firma reinterpretuje tę samochodową legendę jako nowoczesny supersamochód. Teraz nazywa się „Squalo”, co po włosku znaczy „rekin”.

Squalo

Przeczytaj też: Ferrari 250 GTO – kolejny, najdroższy samochód świata

Wcześniej projekt nosił nazwę „Moderna”, co było swego rodzajem połączeniem słów „Modena” i „nowoczesność”. Ale… z powodu światowej pandemii koronawirusa, słowo Moderna kojarzy się teraz wszystkim ze szczepionką przeciw COVID-19.

Squalo

Squalo nie jest Ferrari, ale jest bardzo wyraźnie inspirowany GTO. I jest cudny. Jest wspaniały. Jest neoklasyczny.

Pod maską skrywa wolnossący 4 litrowy silnik V12. W nawiązaniu do oldschoolowego klimatu zestawiony jest z manualną skrzynią biegów i napędem na tylne koła. Docelowa waga pojazdu to mniej niż 1000 kilogramów.

Squalo

Przeczytaj też: Złota rzeźba Ferrari 250 GTO

Nie wiadomo, ile kosztuje Squalo, ale chętni mogą już zamawiać samochód u GTO Engineering. Dostawy do klientów mają się rozpocząć w 2023 roku.

Najnowsze

Mercedes-Benz SLK ma już 25 lat. Trendsetter ze składanym dachem

Dzięki składanemu dachowi vario, SLK (seria R 170) mógł w mniej niż pół minuty zamienić się z roadstera w coupé ze stalowym, dźwiękochłonnym dachem.

Produkcyjna odsłona SLK zadebiutowała w kwietniu 1996 r. na Międzynarodowych Targach Motoryzacyjnych w Turynie. Nowy sportowy wóz idealnie pasował do swoich czasów: otwarte dwumiejscowe samochody przeżywały wówczas prawdziwy renesans. W Europie Zachodniej roczna liczba rejestracji aut z tego segmentu wzrosła z 11 300 w 1992 r. do 98 500 w 1995.

SLK znacząco przyczynił się do boomu na otwarte samochody, panującego w latach 90. i 2000. Przez pewien czas był nawet najlepiej sprzedającym się modelem ze składanym metalowym dachem na niemieckim rynku. Dla marki miał znaczenie szczególne – trafiał bowiem do młodszej grupy nabywców. Wspominając SLK, Jürgen Hubbert, ówczesny członek zarządu Mercedes-Benz, powiedział: „Modele SLK, CLK i Klasa M w dużym stopniu przyczyniły się do (ukształtowania) nowego wizerunku Mercedes-Benz”.

Mercedes-Benz SLK ma już 25 lat. Trendsetter ze składanym dachem

Apetyt opinii publicznej na nowego roadstera zaostrzyło studium pokazane w kwietniu 1994 r., również podczas targów w Turynie. Prototyp bazował na projekcie Michaela Mauera i był bardzo zbliżony do późniejszej wersji seryjnej. Model Mauera, z krótkimi nawisami karoserii oraz stosunkowo długim rozstawem osi, wyróżniał się licznymi stylowymi akcentami, począwszy od pokrywy silnika z muskularnymi wybrzuszeniami aż po charakterystycznie wyprofilowaną tylną pokrywę. Drugi koncepcyjny model, pokazany w Paryżu jesienią 1994 r., miał nie tylko dach vario, ale także kokpit o unikalnej stylizacji. Zaprezentowany w 1996 r. seryjny SLK przyciągał uwagę kolorowymi dodatkami w kabinie oraz paletą jaskrawych odcieni nadwozia.

Naginanie zasad: składany dach vario

Składany stalowy dach SLK był rozwiązaniem wybitnym i podziwianym. Sam pomysł nie był w branży motoryzacyjnej zupełnie nowy – ale szereg wcześniejszych projektów wiązał się z chowaniem całego dachu do bagażnika, a to ograniczało przestrzeń użytkową. Inżynierowie Mercedes-Benz zrewolucjonizowali tę koncepcję: dach ze stalowo-szklanych paneli „znikał” pod pokrywą bagażnika odchylaną do tyłu. Dzięki temu tył nadwozia mógł być krótki, a miejsce na bagaż pozostawało nawet w przypadku złożonego dachu.

Za całą „choreografię” procesu otwierania i zamykania odpowiadał elektrohydrauliczny system korzystający z pięciu cylindrów hydraulicznych. Przed rozpoczęciem produkcji seryjnej 30 prototypów musiało przejść proces otwierania i zamykania po 20 000 razy każdy. W przypadku około 10-letniej eksploatacji odpowiadało to otwieraniu i zamykaniu dachu sześć razy dziennie. Obsługa nie nastręczała trudności: naciśnięcie przełącznika na konsoli środkowej zamieniało SLK z coupé w roadstera – lub odwrotnie – w ciągu 25 sekund.

Mercedes-Benz SLK ma już 25 lat. Trendsetter ze składanym dachem

Na szczególną uwagę zasługuje koncepcja bezpieczeństwa SLK, która w swoim czasie wyznaczała klasowe standardy. Ochronę podróżujących w przypadku dachowania zapewniały dwa solidne pałąki przeciwkapotażowe oraz słupki A z rurowymi wzmocnieniami. SLK był seryjnie wyposażony w poduszki powietrzne, napinacze i ograniczniki siły napięcia pasów bezpieczeństwa. Nowo opracowana elipsoidalna przegroda, która stanowiła element konstrukcji przodu samochodu, pozwalała zwiększyć obszar deformacji w przypadku zderzenia czołowego i ograniczyć ryzyko zmniejszenia przestrzeni na nogi. W testach zderzeniowych SLK spełniał wewnętrzne standardy Mercedes-Benz – a tym samym „przebijał” obowiązujące wymagania rynkowe.

Cztero- i sześciocylindrowe silniki serii R 170

Początkowo roadster był oferowany w wersjach SLK 200 (100 kW/136 KM) oraz SLK 230, z mechanicznym doładowaniem (142 kW/193 KM). Po liftingu przeprowadzonym w 2000 r. do oferty dołączyły sześciocylindrowe odmiany SLK 320 (160 kW/218 KM) i SLK 32 AMG (260 kW/354 KM).

Najnowsze

Znacie historię rekordowego „Elektro GT”? To przodek współczesnego Opla Corsy‑e

W 1971 r. astronauci z Apollo 15 po raz pierwszy przejechali się elektrycznym łazikiem po powierzchni Księżyca. W tym samym roku Opel GT dowiódł, że silniki elektryczne sprawdzają się nie tylko w wózkach golfowych.

Na torze wyścigowym „Hockenheimring” w Niemczech Georg von Opel przymierzał się do ustanowienia nowego rekordu prędkości dla samochodu elektrycznego specjalnie przygotowanym i zmodyfikowanym sportowym Oplem „Elektro GT”. Ostatecznie w dniach 17–18 maja 1971 r. samochód ustanowił sześć rekordów świata.

Próba pobicia rekordu przez Georga von Opla — wnuka założyciela firmy, Adama Opla, oraz skutecznego biznesmena i światowej klasy sportowca — miała na celu nie tylko „sprawdzanie koncepcji” przyszłych samochodów elektrycznych z zasilaniem akumulatorowym (BEV). Była to także kontynuacja rodzinnej tradycji. Kuzyn Georga, „Raketen-Fritz” (Fritz-rakieta), trafiał na pierwsze strony gazet w latach 1927–1929 dzięki pokazom pojazdów wyposażonych w silniki rakietowe. Rekordowym osiągnięciem było rozpędzenie samochodu RAK 2 do 238 km/h na torze wyścigowym Avus 23 maja 1928 r.

Znacie historię rekordowego „Elektro GT”? To przodek współczesnego Opla Corsy‑e

„Elektro GT” był wyposażony w dwa stałoprądowe silniki firmy Bosch, które łącznie generowały moc ciągłą 88 kW (120 km) i szczytową nawet 118 kW (160 KM).

Firma Varta dostarczyła cztery akumulatory niklowo-kadmowe zamontowane obok miejsca kierowcy i za nim. Akumulatory składające się z 280 ogniw zwiększały masę seryjnego GT (960 kg) o 590 kg. Pojazd ważył więc łącznie 1550 kg — tyle samo, co Opel Diplomat B.

Znacie historię rekordowego „Elektro GT”? To przodek współczesnego Opla Corsy‑e

Próba długodystansowa wymusiła zwiększenie liczby ogniw do 360, co stanowiło już 740 kg dodatkowej masy. Wagowo GT dorównywał wówczas ciężarówce Opel Blitz z krótkim rozstawem osi (1700 kg). Zwiększona masa wymagała zastosowania sztywniejszych sprężyn, a firma Continental opracowała specjalne wysokociśnieniowe opony, które ograniczały opory toczenia do minimum.

Zasłonięto wszystkie wloty i wyloty powietrza w nadwoziu, zastosowano płaską pokrywę silnika bez wybrzuszenia na gaźnik znanego z seryjnego GT, usunięto zderzaki, lusterka i klamki drzwi oraz wszystko, co tylko się dało z komory silnika i przedziału pasażerskiego.

Najnowsze