Edyta Klim

Magdalena Ciężka i jej wyścigowa przygoda życia!

W wyścigach zakochała się od pierwszego wejrzenia, skoczyła na głęboką wodę i... nie było kolorowo. Nie poddała się jednak, wróciła silniejsza i z zawodów przywozi swoje pierwsze puchary!

Jak wyglądała Twoja droga do punktu w którym jesteś, czyli startów w zawodach?

Motocyklistką się chyba urodziłam, jazda motocyklem, dźwięk wkręcającego się na obroty silnika od zawsze przyspieszały moje tętno i bicie serducha! Jednak moja historia z torem zaczęła się całkiem przypadkowo, gdy jako kibic pojechałam drogowym motocyklem na tor Poznań, dopingować kolegę ze studiów, który startował wtedy w Pucharze Rookie600. Od zawsze byłam miłośniczką sportowych motocykli, więc chęć spróbowania swoich sił na torze była tak silna, że nie powstrzymał mnie, ani brak przystosowanego na tor motocykla, ani ogólny brak rozeznania w temacie i już tydzień później jeździłam swoim Suzuki GS500 po torze Jastrząb! Oczywiście nie obyło się bez schodzenia na kolano w ciągu pierwszych 10 minut oraz spektakularnej gleby przy pierwszej możliwej okazji (śmiech). Kompletnie mnie to nie zniechęciło, te kilka rys, nowa klamka i zdarte kolano. Już po chwili z powrotem kręciłam kółka na torze. Tam też poznałam swojego późniejszego trenera Artura Wajdę, który był wtedy instruktorem doskonalenia techniki jazdy na tym obiekcie. Artur musiał najwidoczniej zauważyć mój potencjał, ponieważ zaoferował mi swoją pomoc w treningach i przygotowaniach do startów w wyścigach. W ten sposób stałam się jego podopieczną i razem pracowaliśmy nad przygotowaniem moim oraz nowego motocykla, którym była Aprilia RS125CC.

Długo trwały takie przygotowania?

W moim przypadku były to prawie 3 lata (sezony). Pierwszy rok to treningi na GS500, kolejne dwa lata już na Aprilii, na małych kartingowych torach, później na obiekcie  w Poznaniu (największym torze w Polsce). Ale, mimo że uwielbiam to robić – to nie było lekko… W sezonie 2016 nasze drogi z Arturem się rozeszły, ale dzięki temu, że wiele się od niego nauczyłam, podjęłam decyzję o kontynuowaniu treningów na własną rękę i przygotowaniu się do zawodów Pucharu Polski Open125 (silniki dwusuwowe o maksymalnej pojemności 125). Niestety, w wyniku ciągłych problemów z motocyklem udało mi się wystartować jedynie w dwóch wyścigach, a nastawiałam się na starty w całym cyklu. Również postęp w mojej jeździe był marny…

A ze wszystkim musiałaś sobie poradzić sama?

Tak, na tor Poznań jeździłam sama z Warszawy z przyczepką, motocyklem, masą rzeczy i najczęściej prosto z pracy.  Gdy motocykl był sprawny, to nie mogłam się przełamać i jeździłam bardzo zachowawczo, dużo bardziej, niż podczas treningów z Arturem. Gdzieś z tyłu głowy myślałam o tym, że każdy upadek może zakończyć moją przygodę – jeżeli nabawię się kontuzji lub nie będę w stanie naprawić motocykla (technicznie czy finansowo). Sezon ten zakończyłam totalnie sfrustrowana, gdy na ostatniej, planowanej przeze mnie rundzie w Poznaniu, po trzech okrążeniach sesji treningowej rozleciały mi się łożyska w silniku! Oczywiście bez mechanika i bez szans na jakąkolwiek naprawę. Potem przez 3 miesiące nie mogłam patrzeć na ten motocykl, ale wiedziałam, że wrócę… Zimą postanowiłam go wyremontować i zacząć od początku! Aprilia została naprawiona, a ja z każdym wyścigiem sezonu 2017 coraz bardziej zaskakuję i siebie, i kolegów wracając z kolejnymi pucharami.

Co było do tej pory takim najtrudniejszym dla Ciebie doświadczeniem, a co dało Ci najwięcej radości?

Najwięcej radości i najlepszym doświadczeniem, które do tej pory przeżyłam, był start w europejskich zawodach Alpe Adria 125SP, których podwójna runda (2 wyścigi) odbyła się w maju 2017 na torze Poznań. Zdecydowałam się spróbować, ponieważ mieli tam się również pojawić moi koledzy z Pucharu Polski Open125. Pomyślałam, że skoro oni tam będą, to ja też mogę! Przygotowałam fizycznie siebie oraz technicznie motocykl i pojechałam! Oczywiście sama. W Poznaniu okazało się, że polska ekipa open125 nie przyjedzie, a ja zostałam sama na placu boju – jako jedyna reprezentantka Polski w zawodach europejskich i jedyna dziewczyna! Do tego mój motocykl mimo, że kochany i sprawny, to nie był tak szybki, jak motocykle innych zawodników. Ale wiecie co? Nie zrobiło mi to żadnej różnicy! Pierwszy wyścig poszedł mi fenomenalnie, do tej pory trudno mi w to uwierzyć, że poprawiłam czas okrążenia o 5 sekund pomiędzy kwalifikacjami a wyścigiem – to jest przepaść, zupełnie inny styl jazdy. A ja po prostu goniłam chorwackiego kolegę, z którym na zmianę się wyprzedzaliśmy. Pewnie zabrzmi to niepoważnie, ale cieszył mnie każdy udany manerw wyprzedzania, satysfakcja nie do opisania!

Z tym wyścigiem wiąże się też jedna z moich najgorszych historii, ponieważ w połowie ostatniego okrążenia, gdy jechałam już do mety po 3-cie na podium – skończyło mi się paliwo… Płakałam w kasku, zdjęłam kask i płakałam dalej. Trochę ze szczęścia, trochę z tego nieszczęścia, chyba sama nie mogłam się zdecydować z czego bardziej… Dzień później wjechałam na podium bez problemu, ale od tamtej pory tankuję o 2 litry więcej!

Jak oceniasz swój motocykl?

Aktualnie posiadam Aprilię RS125, a właściwie dwa takie motocykle. Z tym, że jeden z nich jest w trakcie dosyć poważnego tuningu (cały silnik, gaźnik, zawieszenie, wydech). Jeśli chodzi o moje odczucia – to Aprilia posiada dwusuwowy silnik, którego charakterystykę wręcz uwielbiam. Motocykl jest mały, lekki (120kg), zwinny, zrywny, wściekły! Oprócz tego jest bardzo wymagający pod względem serwisu, ale do tego już się przyzwyczaiłam.

Czyli całkowicie zrezygnowałaś z rekreacyjnej jazdy motocyklem? Nie brakuje Ci tego?

Tak, sprzedałam drogowy motocykl i kompletnie mi tego nie brakuje. Lubię szybką jazdę, nie dałabym rady jeździć zgodnie z przepisami… Chyba jednak, bezpieczniej będzie dla mnie na torze (śmiech).

Jak Twoją pasję odbiera rodzina?

Z rodzinnego domu wyprowadziłam się na długo przed rozpoczęciem przygody z wyścigami, ale moja mama nie była zaskoczona, gdy się dowiedziała, że totalnie wciągnęła mnie jazda po torze, ponieważ na motocyklach jeżdżę od 15 roku życia. Oczywiście mama wolałaby, żebym zamieniła motocykl na męża (śmiech), ale mimo wszystko wspiera mnie mentalnie i cieszy się razem ze mną.

A jak wygląda obsada żeńska na zawodach, w których miałaś okazję startować?

Jestem jedyną dziewczyną w klasie małych pojemności Open125, moto3 oraz SST300, ale swoją drogą – w większych pojemnościach też nie ma  żadnej kobiety. To dziwne uczucie rywalizować z mężczyznami i gdyby była taka możliwość, to wolałabym jednak startować z kobietami. Chłopaki najczęściej mają więcej doświadczenia, więcej wiedzy, często też lepsze maszyny, są odważniejsi i po prostu lepiej jeżdżą (co wynika z tego doświadczenia). Dodatkowo mam wrażenie, że w wyścigu moi rywale stawiają sobie za punkt honoru mnie wyprzedzić. Staram się jednak nie myśleć o sobie jak o kobiecie, ale o zawodniczce takiej samej jak reszta stawki.

Czy w związku z tym koledzy, a jednocześnie rywale z toru, traktują Cię jak księżniczkę?

Zdecydowanie nie. To właśnie ja mam najczęściej brudne od smaru ręce! W poprzednim sezonie więcej czasu spędziłam na serwisowaniu motocykla, niż samej jeździe. Co nie zmienia faktu, że często potrzebuję męskiej pomocy, ale staram się robić jak najwięcej rzeczy samodzielnie i również uczyć się „serwisowej niezależności”, żeby nie zawracać kolegom głowy z byle powodu.

Jak wyglądają takie zawody od podszewki? Ile trzeba zrobić, by wystartować?

Od treningu na torze do wyścigu – droga jest prosta. Trzeba mieć przede wszystkim sprawny motocykl, skórzany kombinezon, homologowany kask, minimum czasowe (w zależności od klasy w której chce się wystartować), wyrobić licencję oraz wysłać zgłoszenie na rundę (wyścig), wraz z wymaganymi opłatami. To wszystko, by stanąć na starcie. Ale co zrobić by wygrać? Na to pytanie mam nadzieję, że odpowiem jeszcze w tym sezonie!

Udaje Ci się zawsze do zawodów dobrze przygotować?

Na pewno w tym roku jestem dużo bardziej wymagająca, ale nadal nie wygląda to tak, jakbym chciała… Nie mam mechanika, który by jeździł ze mną na wyścigi ani teamu, który mógłby mi pomagać na bieżąco na treningach czy na rundach. Na chwilę obecną staram się przygotować motocykl w 100%  przed wyjazdem, natomiast podczas treningów jeździć na tyle szybko, by trzymać się w stawce, ale jednak nie wylatywać z toru. Bo każdy poważny wyjazd „poza planszę” – może równać się z powrotem do domu z niczym…

Czy to kosztowne i jak wygląda wsparcie sponsorów?

Oj kosztowne! Zaczynając nie zdawałam sobie sprawy, ile to kosztuje i ile wymaga nakładu pracy (mojej i moich przyjaciół). Ja póki co, nie mam żadnego wsparcia sponsora, wszystko finansuję z własnych pieniędzy i z pomocą kolegów, czy znajomych.  Ale wiem też, że jeśli w niedługim czasie się to nie zmieni – to nie będzie mnie stać na dalsze starty. .. Z drugiej strony jednak, nigdy też  nie zabiegałam o sponsora, ponieważ nie chciałam być po prostu dziewczyną na motocyklu, bo do tej pory nie miałam osiągnięć, którymi mogłabym się pochwalić. Dla mnie przede wszystkim liczy się wynik i poziom, który zawodnik reprezentuje. Wyścigi traktuję jak każdy inny sport, a nawet część mojego życia – a to coś więcej, niż ładne zdjęcia kobiety na motocyklu. Dlatego też w tym sezonie skupiam na treningach i osiągnięciach bardziej, niż na szukaniu sponsora (którego oczywiście chciałabym bardzo mieć, więc jeśli czyta to ktoś zainteresowany – to serdecznie zapraszam do kontaktu!). Podsumowując, główne cele w tym sezonie to: progres, trening i wyniki. Mam nadzieję, że wypracowane „wyścigowe CV” w tym sezonie, ułatwi mi pozyskanie sponsora w przyszłym roku.

Jakie czynniki mają największy wpływ na Twoje wyniki?

Jeżeli nie dzieje się nic niedobrego z motocyklem (czyli silnik, gaźnik pracuje bez zarzutu) – to najważniejsza jestem ja. A mi do szczęścia przed wyścigiem potrzeba tylko obiadu, kawy, trochę wody i jestem gotowa (śmiech).

Z perspektywy czasu – jak zmieniło się Twoje życie wraz z decyzją o startowaniu w zawodach?

Bardzo pozytywnie się skomplikowało (śmiech). Wyścigi wymagają ode mnie wielu poświęceń i pracy, ale uwielbiam moment, gdy wychodzę po południu z biura korporacji po tygodniu spędzonym przed monitorem komputera i zamieniam się wyścigowego kierowcę! (śmiech) Ponadto, moje hobby kształtuje również mój charakter i podejście do życia, uczy pokory, konsekwencji, organizacji, opanowania, jak również współpracy, a czasem nawet walki z czasem. Potem wracam z takich zawodów do pracy i mam wrażenie, że nie ma problemu, którego nie da się rozwiązać! Ogromna energia i świetne uczucie.

Jak widzisz siebie za 5, 10, 15 lat?

W wersji wymarzonej – to super byłoby mieć własny tor i kilka motocykli! (śmiech)

5, 10 czy 15 lat to dla mnie bardzo odległy czas, ale chciałabym przyczynić się do rozwoju wyścigów motocyklowych małych pojemności, oraz, a właściwie przede wszystkim – zachęcić kobiety do udziału w zawodach. Dziewczyny! Jeśli to czytacie i chciałybyście spróbować, ale nie wiecie „co i jak”, to dajcie znać – wszystko opowiem i pomogę. Najprościej będzie się ze mną skontaktować przez facebooka (www.facebook.pl/ciezka25), ale zapraszam również na obserwowania konta instagramowego (www.instagram.com/ciezka_25_racing_girl) oraz youtube ( kanał Magdalena Ciężka), gdzie zawsze wrzucam filmy „onboard” z wyścigu i/lub treningów.

Podsumowując,  nie ma się czego bać! Frajda jest nieziemska, dużo satysfakcji, a w moim przypadku to nawet przygoda życia!

 

Magdalena Ciężka – osiągnięcia

I miejsce – IV rudna Puchar Polski Open125, Poznań, lipiec 2017

IV miejsce – II runda Puchar Polski Open125,  Pszczółki, czerwiec 2017

III miejsce – I runda Alpe Adria 125SP, Poznań, maj 2017

III miejsce – I rudna Puchar Polski Open125, Koszalin, maj 2017

III miejsce – I runda Puchar Polski Open125, Poznań maj 2016

Najnowsze

Autostrada między Warszawą a Łodzią będzie poszerzana?

Pojawiły się żądania poszerzenia autostrady między Warszawą, a Łodzią. Niewątpliwie jest to odcinek, który zdecydowanie wymaga rozbudowy. Nie można być jednak pewnym, że będzie to miało miejsce w ciągu 4-5 lat.

Kierowcy narzekają na złe zaplanowanie przepustowości autostrad, które już dziś są zapchane. Wzmożony ruch przewidywany na wiele lat do przodu, obserwujemy już teraz.

Należy jednak pamiętać, że obecnie 80% autostrad jest za darmo dla samochodów osobowych, jednak ta sytuacja na pewno się zmieni – powiedział serwisowi eNewsroom Adrian Furgalski wiceprezes ZDG TOR.

– Po wprowadzeniu opłat ruch zmniejszy się o 30%. Część kierowców po jakimś czasie wróci na autostrady, ale liczba samochodów osobowych i tak pozostanie mniejsza o 20%. Dziś część ruchu na A2 to efekt braku drogi S7 nad morze i połączenia S8, która wymaga łącznika S74. W Polsce nie prowadzi się także polityki przerzucania ładunków i pasażerów na kolej, tak żeby odciążyć drogi. Poszerzenie do trzech pasów skłoni kolejnych kierowców do korzystania z autostrady. Ruch będzie więc stale rosnąć i potrzebna będzie dalsza rozbudowa. Na zachodzie taka metoda się nie sprawdziła. Należy być przygotowanym na większy ruch na autostradach, ale także pamiętać o tym, że tylko radykalne metody mogą go znacznie zmniejszyć – dodał Furgalski.

Najnowsze

VW Polo z 2004 roku z przebiegiem 1.000.000 klilometrów

"Polo wzbudza tyle pozytywnych emocji, że nawet moja dziesięcioletnia córka zapytała mnie niedawno czy na osiemnaste urodziny kupię jej nowe Polo” - powiedział Pan Sławomir, właściciel Polo z przebiegiem miliona kilometrów.

Polo 4. generacji Pana Sławomira zostało kupione 26 kwietnia 2004 roku w salonie marki Volkswagen w Piotrkowie Trybunalskim. Samochód, początkowo zarejestrowany jako ciężarowy, był używany w firmie transportowej i służył do przewozu kierowców. Bardzo często zdarzało się, że na liczniku VW Polo przybywało po 15 – 20 tys. km. miesięcznie. Po odbyciu „służby” w firmie Polo zostało przerejestrowane na samochód osobowy, używane jest do dziś.

„Jestem z Polo niezwykle zadowolony. Przez milion kilometrów i 13 lat eksploatacji samochód nigdy mnie nie zawiódł. Auto nigdy nie było ani holowane, ani transportowane lawetą. Samochód zbudował sobie i marce taką renomę, że teraz cała rodzina jeździ Volkswagenami. Pod koniec minionego roku w firmie pojawi się kolejny model Volkswagena, tym razem Caddy” – powiedział Pan Sławomir, właściciel Polo z przebiegiem miliona kilometrów.

Samochód przeszedł gruntowny przegląd w serwisie Autoweber w Zduńskiej Woli. Podczas przeglądu wymieniono rozrząd, wszystkie filtry, pióra wycieraczek oraz przednie tarcze i klocki hamulcowe. „Samochód wzbudził sporą sensację w warsztacie. Nie często wykonuję przeglądy serwisowe przy przebiegu 1 miliona kilometrów. Jak na taki przebieg, Polo Pana Sławomira jest w bardzo dobrym stanie. Poza czynnościami związanymi z okresowym przeglądem wymieniliśmy jedynie amortyzatory pokrywy bagażnika oraz mechanizm przednich wycieraczek. Jestem przekonany, że ten egzemplarz przejedzie jeszcze wiele kilometrów.” – powiedział mechanik Paweł Ładziak, który wykonywał przegląd Polo.

Na pytanie o receptę na bezawaryjny przebieg miliona kilometrów Pan Sławomir mówi: „Należy wybrać dobre auto, a takim na pewno jest Volkswagen Polo. Następnie trzeba o nie dbać i regularnie je serwisować. Po gruntownym serwisie jestem przekonany, że idziemy z Polo na rekord, rozpoczynamy podróż do drugiego miliona kilometrów. 25 okrążeń Ziemi po równiku, bo taki dystans Polo już przejechało, to dla nas za mało. Chcemy więcej!”

Do dzisiaj Volkswagen sprzedał na świecie 14 milionów egzemplarzy Polo pięciu generacji. Miesiąc temu w Berlinie została zaprezentowana najnowsza, już szósta generacja małego Volkswagena. W najnowszym Raporcie DEKRA Volkswagen Polo zajął wysokie trzecie miejsce w klasie małych aut z przebiegiem od 100 do 150 tys. km.
 

Najnowsze

10 rzeczy, które warto wiedzieć mając wypadek za granicą

Rozpoczął się sezon wakacyjny, a wraz z nim tłumnie ruszyliśmy autami za granicę. Wyjeżdżamy w coraz większej liczbie i znajduje to odzwierciedlenie w statystykach wypadków - Polacy z roku na rok częściej biorą udział w stłuczkach i wypadkach poza krajem. Warto wiedzieć, co robić w sytuacji, gdy to my będziemy sprawcami kolizji bądź poszkodowanymi.

Fakty są nieubłagane – tylko w ubiegłym roku liczba zdarzeń spowodowanych przez polskich kierowców na zagranicznych drogach wyniosła aż 62 301 (dane: Polskie Biuro Ubezpieczeń Komunikacyjnych). To oznacza wzrost o 20,1% w stosunku do 2015 roku.

Poniżej 10 rzeczy, które trzeba wiedzieć wybierając się autem na zagraniczne wakacje.

1. Pierwszy etap działań to sprawdzenie, jakie formalności musimy spełniać w kraju, do którego zmierzamy lub przez który przejeżdżamy. W państwach Unii Europejskiej oraz Europejskiego Obszaru Gospodarczego trzeba posiadać tylko potwierdzenie posiadania ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej. Jednak wybierając się do: Albanii, na Białoruś, do Bośni i Hercegowiny, Czarnogóry, Iranu, Izraela, Maroko, Mołdawii, Macedonii, Rosji, Tunezji, Turcji lub na Ukrainę – koniecznie trzeba posiadać Zieloną Kartę potwierdzającą ważne ubezpieczenie OC.

2. Kolejnym krokiem, który warto wykonać, by zaoszczędzić sobie zbędnych nerwów i wydatków, jest poznanie charakterystycznych uregulowań docelowego lub tranzytowego kraju. Przykładowo, w Holandii pieszy i rowerzysta mają prawnie zagwarantowaną uprzywilejowaną pozycję – w przypadku kolizji kierujący pojazdem zawsze uznawany jest za sprawcę. Z kolei w Rosji ubezpieczyciel nie wypłaci odszkodowania, jeśli do zdarzenia nie była wezwana policja. W wielu krajach – np. w Czechach – dopuszczalny poziom alkoholu we krwi to „zero absolutne”. Wyposażeni w tego rodzaju wiedzę, możemy przekroczyć granicę.

„Spowodowałem kolizję – co teraz?”
3. Udostępnij poszkodowanemu swoje dokładne dane oraz informacje o pojeździe (marka, nr rejestracyjny), w tym dane właściciela, jeśli samochód zarejestrowany był na inną osobę.

4. Podaj nazwę Twojego ubezpieczyciela, nr polisy OC lub Zielonej Karty.

5. Spisz wspólne oświadczenie o zdarzeniu drogowym (najlepiej polsko-angielskie), udostępniane m.in. przez PBUK (warto zabrać je ze sobą w podróż!). Zawrzyj w nim dokładne dane obu stron i informacje o okolicznościach stłuczki.

– Likwidacją szkody spowodowanej przez naszego rodaka zajmie się w kraju zdarzenia zagraniczny reprezentant ubezpieczyciela, u którego sprawca posiada wykupioną polisę OC lub Zieloną Kartę. Wszystkie czynności – praca rzeczoznawcy, wycena strat, wypłata ewentualnego odszkodowanie – odbędą się już bez udziału polskiego kierowcy, tak jakby wypadek miał miejsce w Polsce – tłumaczy Damian Andruszkiewicz z Compensy.

Pamiętaj przy tym, że w każdym wypadku warto wykonać dokumentację zdjęciową pojazdów biorących udział w zdarzeniu, aby zabezpieczyć się przed niezasadnymi roszczeniami.

„Jestem poszkodowany w kolizji – co robić?”
6.  Procedura naprawy szkody również zaczyna się od uzupełnienia wspólnego oświadczenia o kolizji – to bardzo ważne, bo jeśli nie zrobimy tego od razu, po powrocie do kraju może to się okazać już niemożliwe.

– W podpisanym dokumencie sprawca powinien wprost przyznać się do winy. Nie podpisujmy żadnego oświadczenia – i to zarówno jako sprawca, jak i poszkodowany – którego z powodu bariery językowej do końca nie rozumiemy. Po powrocie do kraju może się okazać, że wersja drugiej strony mocno się różni od naszej, rzecz jasna na naszą niekorzyść. Nie negocjujmy też ze sprawcą kwoty wypłaconej do ręki na miejscu wypadku, bo w realiach danego państwa może ona okazać się śmiesznie mała – radzi Damian Andruszkiewicz.

7. Następnym krokiem jest zanotowanie danych sprawcy – tym razem robi to polski uczestnik wypadku. Konieczne informacje to numer rejestracyjny pojazdu, dane kierującego i właściciela pojazdu (jeśli to dwie różne osoby), kraj rejestracji i numer polisy wraz z nazwą towarzystwa ubezpieczeniowego.

8. Kiedy mamy już spisane potrzebne informacje, możemy rozpocząć starania o odszkodowanie kontaktując się z ubezpieczycielem sprawcy bezpośrednio albo za pośrednictwem przedstawiciela tej firmy w Polsce. Kontakt do niego uzyskamy w Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym lub w PBUK. Jeśli firma nie ma takiego reprezentanta, sprawę poprowadzi bezpośrednio PBUK.

Kiedy wzywamy policję?
9. Jeżeli w wypadku ktokolwiek poniósł śmierć lub doznał uszczerbku na zdrowiu, którego leczenie może potrwać dłużej niż 7 dni. W wypadku kolizji, czyli zdarzenia, które pociąga za sobą jedynie skutki materialne, nie jest to konieczne.

– Poza wypadkiem z ofiarami w ludziach, kiedy jest to obowiązek, warto wezwać policję również w sytuacji ucieczki sprawcy z miejsca zdarzenia, robienia przez niego problemów z udostępnieniem danych i sytuacji, w których wina jednej ze stron jest sporna – zauważa Damian Andruszkiewicz.

Gdy sprawca nie ma OC
10. Nawet jeśli sprawca nie ma ważnego ubezpieczenia OC i tak powinniśmy spisać jego dane. Warto w takiej sytuacji skorzystać z porad na stronie www.wypadekbezoc.eu. Można tam znaleźć przydatne wskazówki co do dalszego postępowania.

Źródło: Compensa TU S.A. Vienna Insurance Group

Najnowsze

Pierwsze szczegóły nowego mikrobusa Ford Tourneo Custom

Ford zaprezentował pierwsze szczegóły dotyczące modelu Tourneo Custom - auta dla dziewięciu osób. Samochód będzie dostępny na zamówienie jeszcze w tym roku, z dostawą zaplanowaną na początek 2018 roku.

Po raz pierwszy wprowadzony na rynek w 2013 r. Tourneo Custom jest flagowym produktem rodziny Fordów Tourneo, która obejmuje również pięciomiejscowy Tourneo Courier i Tourneo Connect dostępny w wersjach 5 i 7 osobowej.

Ford Tourneo Custom ma odważną stylizację nadwozia, podkreśloną chromowaną kratą z pięcioma belkami. Ma oferować użytkownikom luksusową kabinę. Jednym z jej atutów jest unikatowy format tylnych siedzeń podzielonych na sześć pojedynczych foteli, które mogą być rozmieszczone w formacie konferencyjnym, z drugim rzędem zwróconym ku tyłowi samochodu.

Największy Tourneo został całkowicie przeprojektowany. Są tu wysokiej jakości materiały wykończeniowe, zwiększono komfort jazdy poprzez redukcję poziomu hałasu, a także wykorzystano najnowsze technologie Forda, takie jak inteligentny ogranicznik prędkości i system łączności SYNC 3.

Pod maską znalazłó się silnik Diesla Ford EcoBlue o pojemności 2,0 litra, nowa sześciobiegowa automatyczna skrzynia SelectShift a w podwoziu opcja tylnego zawieszenia pneumatycznego.

 

Najnowsze