Lexus GS F po faceliftingu. Co nowego prezentuje ta sportowa limuzyna z 5-litrową V8?

Japończycy odświeżają Lexusa GS F. Sportowa limuzyna z 5-litrową V-ósemką pod maską doczekała się delikatnych zmian stylistycznych na zewnątrz i w środku, a także ulepszeń dotyczących układu jezdnego.

Tym, co widać najbardziej są nowe, aluminiowe felgi pokryte czarnym, matowym lakierem. Takie obręcze stały się standardowym wyposażeniem Lexusa GS F 2020, a opcjonalnie dostępne są też ręcznie polerowane felgi, za które na amerykańskim rynku trzeba zapłacić 600 dolarów. Nowością są również lakierowane na niebiesko zaciski hamulcowe Brembo z logo serii F Lexusa, które dołączyły do obecnych wcześniej zacisków w pomarańczowym kolorze. Ulepszenia nie ominęły wnętrza, które w wersji czarnej z białymi wstawkami stało się bardziej kontrastowe.

Ulepszenia wprowadzono także w zawieszeniu. Sztywniejsze tuleje układu kierowniczego mają sprawić, że reakcja na skręt kierownicą będzie bardziej liniowa. Mocowania górnych wahaczy tylnych kół zostały wykonane z odlewanego aluminium, co zmniejsza ich masę i zarazem zwiększa sztywność, poprawiając właściwości jezdne. Pod maską samochodu niezmiennie pracuje 5-litrowy wolnossący silnik V8 o mocy ponad 470 KM, który połączono z 8-stopniową skrzynią biegów. Taki sam motor trafił pod maski Lexusów RC F i LC 500, a wcześniej także modelu IS F. Moc jest przenoszona na tylne koła za pomocą dostępnego w standardzie aktywnego dyferencjału Lexusa – TVD.

Najnowsze

Rajdowcy już od roku wygrywają z rakiem

80 odcinków specjalnych, prawie 1000 km prób sportowych i 2500 km dróg dojazdowych… Fundacja Pomocy Dzieciom z Chorobą Nowotworową i zawodnicy Motul Historycznych Rajdowych Samochodowych Mistrzostw już ponad rok walczą o poprawę diagnostyki choroby nowotworowej u dzieci.

Wszystko rozpoczęło się w 2018 roku podczas Rajdu Rzeszowskiego, kiedy to po raz pierwszy na odcinki specjalne wyjechał samochód w barwach kampanii społecznej „Wyprzedzamy nowotwór”. Od tamtej pory fundacja.net konsekwentnie prowadzi akcję pojawiając się podczas każdej rundy Motul HRSMP. Nie inaczej było w miniony weekend.  Podczas  53. Rajdu Dolnośląskiego, który był szóstą i zarazem ostatnią tegoroczną rundą Motul HRSMP, w ramach akcji ponownie pojechała fundacyjna załoga Wojtek Sroczyński / Emilia Kotarska oraz wszyscy zawodnicy historycznych rajdówek.

Wszystko po to, aby zwrócić uwagę na problem zbyt późnego wykrywania nowotworów u dzieci i podkreślić, że czas reakcji jest jednym z najważniejszych czynników decydujących o efektach leczenia. Podobnie jak w rajdach, gdzie o sukcesie często decydują przecież ułamki sekund.
Aby w mgnieniu oka podejmować właściwe decyzje potrzeba świetnie przygotowanego auta, zgranego i doświadczonego zespołu oraz profesjonalnego serwisu.

To wszystko procentuje, o czym przekonała się załoga Ford Rally Team Poland, która wygrała wygrała tegoroczny Rajd Dolnośląski w cyklu Motul HRSMP. „Rajd był wyjątkowo długi i wymagający. W takich warunkach  jeszcze nie rywalizowaliśmy. Od początku byliśmy optymistycznie nastawieni, ale nie liczyliśmy na aż tak dobry wynik. Tym bardziej jestem mega szczęśliwy!” – mówi kierowca Forda Sierry Cosworth, Marcin Grzelewski. 

Zwycięzca rajdu, od samego początku, bardzo aktywnie wspiera kampanię „Wyprzedzamy nowotwór” – „Jestem kierowcą rajdowym, ale przede wszystkim jestem tatą dwójki maluchów. Dlatego bliskie mi są wszystkie tematy związane ze zdrowiem dzieci. Było więc oczywiste, ze akcję będę mocno wspierał. Super, że mogliśmy połączyć naszą ekstremalną pasję z tak ważną kampanią społeczną”.

Kampania „Wyprzedzamy nowotwór” pojawiała się w tym roku nie tylko na trasach Motul HRSMP. Naklejkę akcji można było zobaczyć podczas 3. Rajdu Memoriał im. Janusza Kuliga i Mariana Bublewicza na samochodach Krzysztofa Hołowczyca, Piotra Feteli i Zbyszka Kotarby. Kotarba i jego Elefant Rally Team pamiętali o akcji także podczas występu na Rajdzie Barum w Czechach, a załoga Solidexpert Team wspierała fundację podczas Grand Prix Pojazdów Zabytkowych. 

Krzysztof Hołowczyc, podczas Rajdu Polski, kiedy to wyprzedzał nowotwór w swoim legendarnym Subaru Impreza, powiedział: Zawsze chętnie łączymy sport z dobroczynnością, więc gdy dostaliśmy propozycję wsparcia kampanii nie wahaliśmy się ani chwili. Jeśli rzeczywiście z diagnostyką nowotworów u dzieci jest tak źle, to każda taka akcja jest na wagę złota.
A z diagnostyką choroby nowotworowej u dzieci niestety nie jest dobrze. Podkreśla to Emilia Kotarska, członek zarządu Fundacji Pomocy Dzieciom z Chorobą Nowotworową

– W Polsce rozpoznanie niektórych typów nowotworów u dzieci wciąż jest stawiane najczęściej w zaawansowanych stadiach klinicznych, a nowotwory stanowią  – po wypadkach, urazach i zatruciach – drugą przyczynę śmierci maluchów. Dlatego też uznaliśmy, że należy nagłośnić problem.  Nie możemy nie zauważać pierwszych niepokojących symptomów. Spostrzegawczość rodzica oraz wnikliwość i skrupulatność lekarza pierwszego kontaktu są tutaj decydujące.
Fundacja.net od ponad roku intensywnie pracuje nad zwiększaniem świadomości i pogłębianiem wiedzy, zarówno rodziców, jak i lekarzy. Na stronie internetowej fundacji rodzice przeczytają o niepokojących objawach, a lekarze mogą skorzystać z bezpłatnych szkoleń umieszczonych na Medycznej Platformie Edukacyjnej.
 
– Ogromnie ważne jest, aby nasz komunikat dotarł do jak najszerszego grona odbiorców. Im więcej osób usłyszy o problemie, tym jest większa szansa na realną poprawę sytuacji. Dlatego też bardzo się cieszę, że zawodnicy rajdowi sami, z własnej inicjatywy, promują kampanię podczas innych imprez sportowych – mówi Emilia Kotarska.

Tegoroczny rajdowy plan został wykonany w stu procentach, ale pamiętajmy, że to tylko jeden z elementów kampanii. Akcja „Wyprzedzamy nowotwór” cały czas trwa, a Fundacja Pomocy Dzieciom z Chorobą Nowotworową już niedługo przedstawi nowe pomysły na zwiększanie świadomości i poprawę sytuacji małych pacjentów. 

 

Najnowsze

Toyota RAV4 Plug-in zadebiutuje w Los Angeles. Pierwsze zdjęcie SUV-a!

20 listopada na Salonie Motoryzacyjnym w Los Angeles Toyota zaprezentuje najmocniejszą wersję RAV4 w historii modelu – nowy RAV4 Plug-in 2021.

Gama modelowa Toyoty RAV4 na 2021 rok zostanie wzbogacona o nową, najmocniejszą wersję – RAV4 Plug-in. Pierwsze zdjęcie SUV-a w nowym kolorze Supersonic Red stanowi zapowiedź ogromnych możliwości i świetnych osiągów nowej hybrydy plug-in w gamie Toyoty. Wraz z premierą ładowanego z sieci RAV4 na rynku pojawi się auto o mocnym przyspieszeniu, łatwym i zwinnym prowadzeniu oraz wyrafinowanym stylu.

Toyota RAV4 Plug-in zadebiutuje 20 listopada na Los Angeles Auto Show w hali Los Angeles Convention Center. 

Najnowsze

Gościnny start Gosi Rdest w Alpine Europe Cup

Sezon 2019 dla Gosi Rdest to plejada nowych doświadczeń i wyzwań. Inauguracyjny 24-godzinny wyścig w Dubaju, wyścigi Formułą 3 w W Series, pierwszy start w GT3. Październik nie zwolnił tempa zawodniczki – już w najbliższy weekend Polka zaprezentuje się na torze Paul Ricard, gdzie weźmie udział w pucharze Alpine Europe Cup.

Bardzo cieszę się z możliwości startu w pucharze Alipne Europe Cup. Z samochodem GT4 miałam już do czynienia. Startowałam w zeszłym roku w GT4 European Series za
kierownicą Audi R8 LMS GT4. Ogromnie się cieszę, że dostałam szansę od mojego partnera Bahco, pojadę samochodem w ich barwach. Tor jest dla mnie zupełnie nowy, na pewno dam z siebie wszystko. Mamy troszkę mało jeżdżenia bo jedynie dwie sesje treningowe, a następnie od razu kwalifikacje. – mówi Gosia Rdest dzień przed spróbowaniem swoich sił na torze.

Reaktywowana w ubiegłym sezonie seria Alpine Europ Cup po 30 latach skupiła na sobie nie tylko uwagę fanów motorsportu. Po pierwszym sezonie 2018 zakończonym sukcesem, opracowany przez zespół Signatech program zawodów monomarkowych na ten rok wzbudził duże zainteresowanie wśród zawodników.

Najnowsze

Kamila Nawotnik

Test Toyota Yaris GR Sport 1.5 Hybrid e-CVT – ile naprawdę w nim sportu?

Bardziej dostępny dla ludzi niż odmiana GRMN, a skoro ma w nazwie „sport”, to przecież musi być to samochód sportowy, prawda? Jak pokazuje Yaris GRS, nie zawsze tak jest. Miejska Toyota to wersja tylko symbolicznie usportowiona, która lekko inspiruje się wyczynowym bratem GRMN.

Bo jak można określać 100-konną hybrydę mianem „sportowej?” Kłuje mnie to chyba jeszcze bardziej niż „Turbo” w oznaczeniu elektrycznego Porsche Taycana. Wbrew sporym oczekiwaniom, Yaris GR Sport zachowuje się, prowadzi, jeździ i w sumie nawet prawie wygląda jak… po prostu Yaris. I niestety, mam z tym problem. Ale zacznijmy od zalet, bo takowe też występują!

Tym razem skupmy się na wyglądzie

Choć nie dla wszystkich atrakcyjny, jest on chyba najmocniejszą cechą auta. „Zwykły” Yaris nie powala na kolana – w moim odczuciu nadwozie jest zbyt nabite i mało zgrabne, w dodatku auto ma ten śmieszny „nosek” pod klapą maski, zwieńczony emblematem Toyoty. Nawet po dwóch liftach – z nowymi, ładnymi reflektorami LED, to nadal typowy samochód dla emerytki. Jednak w pokazanej rok temu wersji GR Sport, nareszcie nabiera właściwej wyrazistości.

Zespół GAZOO Racing szczyci się wieloma sukcesami w motorsporcie, a doświadczenie i wiedza zgromadzone przez inżynierów dywizji sportowej Toyoty wykorzystywane są przy projektowaniu najbardziej charakternych odmian seryjnych modeli oraz tych stworzonych do szalonej jazdy. W gamie modelowej Yarisa najlepszym tego przykładem jest GRMN (skrót od GAZOO Racing Meister of Nürburgring). 212-konne auto z Torsenem i jednostką wyposażoną w kompresor na naszym kontynencie dostępne było w liczbie 400 sztuk, z czego 350 wyprzedano w ciągu trzech dni – i to pomimo ceny ponad dwukrotnie przewyższającej standardowego Yarisa. 

Na pocieszenie Toyota przygotowała wersję GRS, która od GRMN przejęła m.in. drążek stabilizatora, usportowione i obniżone o 11 mm zawieszenie z amortyzatorami Sachs Performance oraz 17-calowe alufelgi, ubrane w niskoprofilowe opony Bridgestone Potenza. Odstęp kół od nadkoli zmniejszono z kolei o 18 mm. Czarny dach ładnie kontrastuje z atrakcyjnym szarym lakierem Manhattan Grey. Pod dużym czarnym grillem, całość podkreśla czerwona listwa wieńcząca przedni zderzak. O klimat dbają także delikatny tylny spojler, przyciemniane szyby tylne i czarne oprawy świateł przeciwmgielnych. Środek natomiast zdobią litery „GR”, umieszczone na kierownicy i sportowych fotelach, do których wykończenia użyto przyjemnej w dotyku mikrofibry.

Nie mogę mu też odmówić przestronności – nie jest to kolos, ale miejsca w kabinie jest wystarczająco dużo, a bagażnik o pojemności 286 litrów wystarczy do codziennego użytkowania. Tylny rząd w praktyce również okazał się komfortowy, więc nie tylko dzieci się tam odnajdą. To nie ten sam Yaris, który debiutował w 1999 roku – obecnie wymiary pierwszej generacji już prawie osiąga Aygo.

Wymiary i masy Toyoty Yaris GR Sport 1.5 Hybrid e-CVT:

Długość: 3905 mm
Szerokość: 1695 mm
Wysokość: 1510 mm
Masa własna: 1095 kg
Rozstaw osi: 2510 mm
Prześwit minimalny: 124 mm
Minimalna pojemność bagażnika: 286 l
Pojemność zbiornika paliwa: 42 l

Pierwszy problem pojawia się po wejściu do auta

Wyprofilowane fotele są wąskie i małe – do mnie dopasowały się perfekcyjnie, ale jestem pewna, że ważąc ok. 15 kg więcej miałabym już kłopot z wbijającymi się boczkami siedziska i oparcia. Jak na Yarisa przystało, znalezienie właściwej pozycji za kierownicą jest cudem na miarę wirującego słońca. Nawet w najniższym ustawieniu siedzi się za wysoko, natomiast kierownica, zbyt głęboko zamontowana w desce rozdzielczej, uparcie nie posiada wystarczającej możliwości regulacji w poziomie. W związku z tym, nawet przy karykaturalnie pionowo ustawionym oparciu fotela, nie ma szans na komfortowe oparcie nadgarstka o szczyt steru. Podczas jazdy trzeba do kierownicy dosłownie sięgać, zwłaszcza przy skręcaniu lub podczas manewrowania na parkingu.

GR Sport to także technologia – w tej wersji deskę rozdzielczą uzupełnia prosty w obsłudze i przyjemny wizualnie system multimedialny TAS500 z 7-calowym ekranem, obsługujący Android Auto i Apple CarPlay. Możemy dostosować kolor wyświetlacza, a do wyboru mamy barwy częściowo typowe dla GAZOO Racing – czerwony, biały lub niebieski.

Ciekawostką jest to, że w GRS niedostępne są czujniki parkowania, opcjonalne w każdej innej wersji. Jest jednak kamera cofania, system bezkluczykowego dostępu do samochodu, tempomat, klimatyzacja dwustrefowa oraz soczewkowe reflektory główne. Z zakresu bezpieczeństwa, w GR Sport znajdziemy wszystko, co Yaris ma do zaoferowania, poza światłami z czujnikiem zmierzchu, dostępnymi w osobnym pakiecie.

Zabrakło „MN”

GR Sport ma właściwie identyczny napęd, co standardowy Yaris, a to oznacza, że ma też wszystkie jego wady. Samo prowadzenie jest dość przyjemne, precyzyjne i da się wyczuć różnicę w charakterystyce zawieszenia. To jednak schodzi na dalszy plan wobec hałasu 75-konnego silnika wspomaganego elektrykiem o mocy ponad 60 KM. Przyczyną nadmiernych decybeli jest bezstopniowa skrzynia e-CVT, która wściekle trzyma się najwyższych obrotów, przez co jednostka benzynowa sprawia wrażenie katowanej. Z drugiej strony, dzięki temu zaczęłam doceniać symulację przełożeń!

Miękka hybryda o łącznej mocy 100 KM zapewnia przyzwoicie sprawny start, jednak wyraźnie łapie zadyszkę powyżej 60-70 km/h. Rozpędzenie się do „setki” zajmuje tak „na oko” jakieś pół godziny… A w rzeczywistości 12 sekund. Jak już pewnie zdążyliście zauważyć, sportowe w tym aucie jest głównie wrażenie powodowane designem – z osiągami niewiele ma to wspólnego. Jeśli jeszcze mi nie wierzycie, to dodam, że moment obrotowy hybrydy wynosi 111 Nm i na tyle możemy liczyć dopiero w zakresie 3600-4400 obr./min..

Naprawdę staram się nie linczować tego samochodu, ale ten mały miejski hatchback rozczarował mnie w jeszcze jednej – jakże istotnej na miejskich ulicach! – kwestii. Średnica zawracania wynosi w tym aucie prawie 10 metrów. Stawia go to za rywalami pokroju Nissana Micry, Fiata Pandy czy Mazdy 2. W zaułkach, w których normalnie manewruję bez wysiłku, Toyota wymagała więcej zaangażowania.

Przynajmniej jest ekonomiczny

Toyota zapewnia, że hybrydowy GRS spala 4,7-5 l/100 km. W naszym teście pokonałam autem ok. 500 kilometrów – mniej więcej tyle wynosi zasięg na pełnym tankowaniu. W cyklu mieszanym spalanie średnio utrzymywało się na poziomie 6,3 l/100 km. Na drogach ekspresowych i autostradach lub podczas ostrzejszej jazdy, rosło do nawet 7 litrów. Minimalne zużycie wyniosło natomiast 5,6 l/100km. Samochód przy tym spełnia normy Euro 6AD, więc jeszcze przez jakiś czas nie będzie stanowił problemów w kontekście coraz bardziej zaostrzanych norm emisji spalin.

W odróżnieniu od limitowanej wersji GRMN, GR Sport jest powszechnie dostępny, a potencjalny nabywca musi zapłacić minimum 79 900 zł, mając do wyboru tylko i wyłącznie testowany przez nas układ hybrydowy. To aktualnie najdroższa możliwa konfiguracja Yarisa. Toyota z marszu dorzuca do auta 5 lat gwarancji obejmującej serwis elementów układu hybrydowego, z limitem przebiegu do 100 tys. km.

TO NAM SIĘ PODOBA:

  • sportowe detale GR
  • przyjemne zawieszenie o sportowej charakterystyce
  • czytelny i prosty w obsłudze system multimedialny
  • lakier Manhattan Grey
  • spalanie

TO NAM SIĘ NIE PODOBA:

  • hałas silnika
  • skrzynia e-CVT
  • pozycja za kierownicą
  • brak wyboru napędu
  • wątpliwa dynamika jazdy
  • zbyt mała zwrotność

Dane techniczne Toyoty Yaris GR Sport 1.5 Hybrid e-CVT:

Silnik: układ hybrydowy
Łączna moc układu: 100 KM (74 kW)
Maksymalny moment obrotowy: 111 Nm przy 3600-4400 obr./min
Skrzynia biegów: bezstopniowa e-CVT
Prędkość maksymalna: 165 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h 12 s

Najnowsze