LAZAR – serbski transporter opancerzony

Na rynku uzbrojenia pojawił się nowy pojazd. Kilkuletnie prace rozwojowe zostały zwieńczone zbudowaniem prototypu transportera opancerzonego LAZAR. Tym samym Serbia dołącza do ekskluzywnego grona producentów transporterów opancerzonych.

Lazar to imię serbskiego księcia, lokalnego bohatera narodowego. Właśnie z tą osobą ma kojarzyć się nowy transporter serbskiej firmy Yugoimport.

LAZAR 8×8 to jedna z najnowszych konstrukcji na firnamencie pojazdów opancerzonych.
Fot. Yugoimport

LAZAR BTR-DR-8808 8×8 został zbudowany jako uniwersalny pojazd opancerzony. Sam przymiotnik uniwersalny nie wróży nic dobrego, ale jak wiadomo są pewne sformułowania marketingowe używane przez producentów. Jak podaje Yugoimport, a także nasza krajowa prasa militarna, LAZAR został zaprojektowany z uwzględnieniem nowoczesnych światowych tendencji w dziedzinie kołowych transporterów opancerzonych, oraz pojazdów przeznaczonych do wykonywania wielu zadań taktycznych w różnych konfliktach zbrojnych. Ma łączyć funkcje pojazdu klasy MRAP (Mine Resistant Ambush Protected) z cechami charakterystycznymi dla pojazdu MRAV (Multi Role Armored Vehicle) takie jak wysoka mobilność i siła ognia. Wysoki poziom ochrony na poziomie III (zgodnie ze Stanag 4569) został osiągnięty poprzez zastosowanie klasycznego opancerzenia ze stali pancernej oraz szkła pancernego. Wspominany poziom ochrony dotyczy tylko płyty przedniej; pozostałe płyty to ochrona na poziomie II. Producent przewiduje opancerzenie dodatkowe na poziomie IV i V, także z użyciem kompozytów oraz pancerza reaktywnego.

Prototyp został zaprezentowany z automatycznym wkm 12,7 mm
Fot. Yugoimport

Lazara charekteryzuje wysokiej mobilności podwozie w konfiguracji 8 x 8 oraz silnik o mocy silnika 440 KM, w połączeniu z mechaniczną zsynchronizowana skrzynią biegów. Zawieszenie jest zależne i składa się z resorów piórowych zastosowanych w układzie dwóch osi tandemowych – 2 x 2.

Obserwując LAZARA można odnieść nieodparte wrażenie, że jest to koncepcja bardzo bliska konstrukcji SKOTA. Sam pojazd wizualnie prezentuje się bardzo dobrze. Wątpliwości budzi ochrona przeciwminowa, której poziomu producent nie podaje, a jak wiadomo testy niszczące do tanich nie należą. Na dzień dzisiejszy pojazd waży 16500 kg, jego poziom ochrony balistycznej jest znacznie niższy niż pojazdów MRAP, a sugerowane jego zwiększenie nie obędzie się bez radykalnego wzrostu masy. Biorąc pod uwagę klasyczny układ napędowy tzn. zawieszenie oraz mechaniczną skrzynię biegów (brak przetwornika hydraulicznego w układzie napędowym niezbyt dobrze świadczy o nowoczesności konstrukcji), nie wpłynie dobrze na mobilność. Można przewidywać, że zapach palonego sprzęgła będzie często odczuwalny…

Proponowane uzbrojenie, czyli wkm 12,7 mm oraz działka kalibru 20 mm nie dorównuje sile ognia stosowanych w KTO systemach wieżowych 30 mm, poza tym zwiększy masę pojazdu.

Spieszanie i desant piechoty wymaga pewnego treningu ze względu na wysokość tylnych drzwi
Fot. Yugoimport

Reasumując, pojazd ten trudno jest zaliczyć do nowoczesnych kołowych transporterów opancerzonych ze względu na rozwiązania konstrukcyjne wykorzystane w jego układach. Pojazd także odbiega poziomem ochrony od wozów MRAP. Jednak pozostawiając LAZARA w tej klasie może on się wyróżniać mobilnością (jego przewagą będzie układ 8×8) i objętością użytkową. Warunkiem jest zachowanie powściągliwości w dodawaniu masy, czyli osiągnięcie co najwyżej poziomu III w opancerzeniu.

Jednego na pewno można pozazdrościć Serbom, że opracowali swój własny transporter.

Planowane jest zbudowanie wersji: 4×4, medycznej oraz mobilnej haubicy.

Najnowsze

Fishbone nie tylko w Twoim samochodzie

Motocaina wspiera koncerty ciekawych zespołów. Już jutro legenda z Los Angeles ponownie zagra w Polsce! Fishbone to niezwykła hybryda funku, punk rocka, ska, reagge, metalu i czarnego feelingu, których zwykle słuchasz w samochodzie. Koncert odbędzie się w warszawskim Hard Rock Cafe.

fot. Fishbone

Fishbone to jeden z bardziej wpływowych zespołów lat 80. Do grona adoratorów zainspirowanych ich muzyką należą m.in. Red Hot Chili Peppers, Living Colour, Primus, czy Mike Patton i Mr Bungle. W obecnym 7-osobowych składzie Fishbone gra m.in. ex-gitarzysta Suicidal Tendencies-  Rocky George.

16.06.2009 WARSZAWA – HARD ROCK CAFE, Złote Tarasy, wejście od Emilii Plater
Start  godz. 22.00
Bilety: 49 pln przedsprzedaż / 59 pln w dniu koncertu
Bilety:   www.shortcut.pl / www.eventtim.pl / wwwticketpro.pl / www.ticketonline.pl
Warszawa  Traffic Club  ul. Bracka 25 

Fishbone powstali w 1979 w czarnej dzielnicy Los Angeles, South Central. Przez przeszło dwie dekady zarejestrowali osiem albumów studyjnych, trzy płyty koncertowe, trzy materiały dvd, kilka składanek i niezliczone single i epki. Na płytach tych występowali gościnnie m.in. saksofonista Branford Marsalis, raper Busta Rhymes, Flea, John Frusciante, Chad Smith, (Red Hot Chili Peppers), Perry Farrell (Jane’s Addiction), H.R. (Bad Brains), Gwen Stefani, ojcowie funku George Clinton i Rick James, Les Claypool (Primus), Blowfly.

fot. Fishbone

Fishbone to prekursorzy eklektycznego mieszania pozornie nieprzystających do siebie gatunków muzycznych, które stało się tak modne w latach 90tych. Jako jedni z pierwszych łączyli ze sobą ska i punk, funk i metal, reagge i hardcore inspirując rzesze naśladowców. Wysamplowany fragment ich „Got Me Bonin'” pojawia się w utworze „Good Time Boys” RHCP z 1988, a wokal młodego Mike’a Pattona brzmiał na drugim demo Mr Bungle jak kiepska kopia Angelo More’a. Reszta zespołu nie pozostawała z reszta w tyle grając szalone ska w stylu „Party At Ground Zero”. I choć Fishbone cieszą się z tego powodu ogromna estymą w świecie muzycznym to nie oni a Red Hot Chili Peppers, Living Colour czy Faith No More zdobyli prawdziwą sławę i masową publiczność.  Mimo wielu perturbacji z wytwórniami płytowymi i kilku zmian składu Fishbone wciąż tu są i wciąż niezmiennie nagrywają znakomite albumy (vide wydany w ub. roku 'Still Stuck In Your Throat' ) a ich kipiące energią koncerty pozostają niezmiennie atrakcją na całym świecie. Zespół zasłużenie cieszy się opinią jednego z najlepszych koncertowych bandów na Ziemii o czym polska publiczność mogła radośnie przekonać się po raz pierwszy rok temu w Warszawie i Wrocławiu.

„Brakowało wam kontaktu wokalisty z publicznością na koncercie Red Hot Chili Peppers? Trzeba było ruszyć yer funky ass do warszawskiego Hard Rock Cafe. Zanim zdążylibyście się zorientować, pan wokalista skoczyłby ze sceny, przepłynął nad waszą głową, podczepił się pod balkon, odbił nogami od ściany i wrócił do kolegów. Cały czas oczywiście śpiewając swoim mocnym, soulowym głosem.(…) Jeśli nie był to koncert roku – to na pewno najbardziej energetyczny koncert roku. Nie przesadzam, w ten czwartkowy wieczór Fishbone po prostu Hard Rock Cafe roznieśli.” Bartek Koziczyński / Teraz Rock 

„Zero gwiazdorstwa, punkowa energia i stage diving (a tam stage diving, jak się mówi na skakanie z balkonu wiszącego dwa metry nad publicznością?) przez dwie godziny. RHCP powinni to obejrzeć i nauczyć się, jak się traktuje publikę.” Łukasz Figielski / Aktivist 

  • Angelo Moore – vocals, saxophones, theremin, percussion
  • John Norwood Fisher – bass guitar, vocals
  • Rocky George – guitar
  • Curtis Storey – trumpet, vocals
  • John McKnight – keyboards, trombone, guitar, vocals
  • Dre Gipson – keyboards, vocals
  • John Steward – drums 

www.fishbone.net
www.myspace.com/fishboneisredhot  

Najnowsze

Taddy Błażusiak po raz trzeci zwycięża w enduro

W niedzielę 14 czerwca Tadeusz Błażusiak, trzeci raz z rzędu wygrał najtrudniejsze zawody off-road motocross Red Bull Hare Scramble. Podczas 15-tego finału na górze Erzberg w Austrii wystąpiło 500 motocyklistów z całego świata, jednak żaden z nich nie był w stanie przegonić Polaka.

Tadeusz Błażusiak na trasie zawodów
fot. Flo Hagena, Red Bull Photofiles
Na mecie Red Bull Hare Scramble
fot. Flo Hagena, Red Bull Photofiles

 

 

 

 

 

 

 

Po raz pierwszy w 15-letniej historii zawodów Red Bull Hare Scramble trzy zwycięstwa należą do 1 zawodnika! Polak, Taddy Błażusiak obronił tytuł udowadniając tym samym, że jest niekwestionowany liderem najtrudniejszych na świecie zawodów enduro. Na miejscu drugim uplasował się zawodnik z Wielkiej Brytanii – Graham Jarvis, a na trzecim Niemiec – Andreas Lettenbichler.

„Miałem kiepski start, a na pierwszym zjeździe przez leżącego na drodze zawodnika wypadłem z trasy. Byłem na 12 miejscu. Minęło 40 minut nim udało mi się nadrobić straty i dogonić prowadzących. Nawet na chwilę nie odpuszczałem gazu” komentuje Błażusiak. „W tym roku trasa była bardzo trudna, o wiele bardziej niż ubiegłoroczne. Na tego typu zawodach wszystko się może zdarzyć – dlatego tak bardzo się cieszę, że wygrałem” dodaje.

fot. Flo Hagena, Red Bull Photofiles
fot. Flo Hagena, Red Bull Photofiles

 

 

 

 

Pomimo początkowych trudności Polak zakończył wyścig 42 minuty przed Grahamem Jarvisem (Wielka Brytania). Samo dotarcie na linię mety wyścigu Red Bull Hare Scramble jest już wielkim osiągnięciem. 

 Wyniki Red Bull Hare Scramble 2009

    1. Taddy Błażusiak (Polska)
    2. Graham Jarvis (Wielka Brytania)
    3. Andreas Lettenbichler (Niemcy

Najnowsze

Czy to są jeszcze motocykle?

Z każdą wystawą motocyklową pojawiają się zadziwiające prototypy jednośladów, które są mniej lub bardziej odległą wizją przyszłości. Czy są to nadal motocykle, czy bardziej skutery, a może projektanci niebezpiecznie zbliżają się do koncepcji samochodowych?

Zadaniem motocyklowych projektów studyjnych jest demonstrowanie potencjału twórczego, zaplecza technicznego i inżynieryjnego producenta, ale też wysondowanie opinii przyszłych użytkowników na temat stylistyki i praktyczności rozwiązań. Coraz częściej konstruktorzy zmieniają charakter samego jednośladu, by przekonać się co do racjonalności własnych idei. Niektóre pomysły zostały już wdrożone do produkcji seryjnej, jednak trudno jednoznacznie orzec, czy są to nadal motocykle, czy bardziej skutery, a może projektanci niebezpiecznie zbliżają się do koncepcji samochodowych.

Honda Griffon
fot. Honda

Motocykl to, skuter, czy rower?
Są tacy którzy twierdzą, że przy projektowaniu motocykli nie udaje się wymyślić zbyt wiele nowatorskich rozwiązań. Parę lat temu na tokijskiej wystawie zadano kłam tej tezie i zaprezentowano szokującą wówczas interpretację jednośladu łączącego cechy skutera i motocykla. Honda Griffon, bo o niej mowa, miała łączyć znany ze skuterów komfort jazdy, ze skuteczną ochroną przed czynnikami atmosferycznymi, oraz dynamiką i doskonałymi właściwościami jezdnymi charakterystycznymi dla tradycyjnych motocykli. Gdyby sama stylistyka nie wystarczająco dziwiła, zaprojektowano futurystyczne oświetlenie wykorzystujące diody LED o kształcie rodem z Batmana. Zaproponowano także kilka odważnych rozwiązań tj. schowek na kaski w przedniej owiewce, bezdotykowy kluczyk aktywujący elektronikę, odblokowanie kierownicy, czy otwarcie schowków, monitory zamiast lusterek, pokazujące obraz z wycelowanej do tyłu kamery, które mogły służyć także jako wyświetlacz GPS. Zamontowano także system ostrzegający kierowcę przed wykrytą na drodze przeszkodą. Silnik wyposażono w rozrząd VTEC, oraz wykorzystano automatyczną przekładnię z możliwością ręcznej zmiany biegów przez guzik na kierownicy. Wobec powyższego takie „relikty” jak ABS i zintegrowanie obu obwodów hamulcowych nie powinny nikogo już dziwić.

Suzuki G-Strider
fot. Suzuki

Suzuki odpowiedziało pięknym za nadobne i zademonstrowało swoją wizję jednośladu przyszłości – G-Strider’a, gdzie pozycja kierowcy przypomina leżącą, a jego (i pasażera) stopy spoczywają na szerokich, skuterowych podestach wysuniętych do przodu. Za pomocą elektrycznych silniczków reguluje się w nim położenie kierownicy, szyby owiewki, siodła kierowcy, oparcia kierowcy i pasażera, oraz wysokość podnóżków. Wizualnie można doszukiwać się podobieństwa do stylizacji Saaba Aero X, szczególnie widoczne jest ono na kokpicie: do dyspozycji zamontowany został samodiagnozujący się układ zawiadujący wszystkimi funkcjami motocykla, którego kolorowy monitor może także służyć jako wyświetlacz wideotelefonu, lub GPS. System audio (sic!) wykorzystuje płaskie jak kartka papieru głośniki wbudowane w konsolę przed kierowcą. Do napędu służy dwucylindrowa jednostka o pojemności 916 ccm przekazująca moc za pomocą automatycznej przekładni sterowanej elektronicznie.

Yamaha Mabrice
fot. Yamaha
Yamaha Tricker
fot. Yamaha

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Prawie jak samochód? A może jak rower? Yamaha bowiem, stworzyła ciekawe skrzyżowanie roweru BMX z motocyklem trialowym. XG 250 Tricker służy do karkołomnej ekwilibrystyki, a jego „zaawansowana” odmiana Tricker Pro, którą w znacznym stopniu wykonano z karbonu, przy wadze 94 kg może zachęcać do ekstremalnych akrobacji. Ciekawostką była Yamaha Mabrice, która została stworzona jako pierwszy na świecie skuter z napędzanym także przednim kołem. Tylne koło potraktowano konwencjonalnie, a w piastę przedniego wkomponowano silnik elektryczny uruchamiany w razie potrzeby, np. podczas przyśpieszania, lub przy wyłączonym silniku spalinowym manewrowania z małymi prędkościami, czy podczas parkowania.

Zamykanie przestrzeni nad głową

Ecomobile
fot. Peraves

Zabudowanie przestrzeni nad głową motocyklisty jest nie tylko podyktowane względami atmosferycznymi, lecz w dużej mierze wygodnictwem związanym z brakiem obowiązku stosowania kasku. Choć pomysł ciekawy, trochę jednak niedopracowany. Niewielu bowiem konstruktorów wymyśliło rozwiązanie na zacinający po bokach deszcz, czy wiatr. Takim rozwiązaniem jest zabudowanie całego nadwozia motocyklo-skutera, tak jak uczyniła to szwajcarska firma Peraves produkująca Ecomobile, które sprzedaje się do dziś. Własny projekt zadaszonego skutera zaprezentował także Renault. Ublo był niby jednośladem, choć tak naprawdę trójkołowcem, gdyż w części tylnej prowadziły go dwa koła. Wyposażony w dach, poduszkę powietrzną wbudowaną w centralną konsolę, reflektory ksenonowe, oraz kamerę wsteczną stanowił nie lada ciekawostkę. Podobnie jak w Renault Laguna, silnik uruchamiał się za pomocą specjalnej karty, bez wyciągania jej z kieszeni. Bagażnik o pojemności 120 litrów zapewniał funkcje turystyczne. Jednak nawet jego następca, również zadaszony Groomy, już o tradycyjnym układzie dwóch kół, nie zapewnił wystarczającego zainteresowania by wdrożyć go do produkcji.

Honda Elysium
fot. Honda
Benelli Adiva
fot. Benelli

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Podobnie było z Hondą Elysium, w której konstruktorzy zaprojektowali pojemny bagażnik mieszczący dwa kaski, a jego dach można było automatycznie złożyć w specjalnym schowku. W efekcie pozostawał zwykły skuter z wysoko poprowadzoną szybą. Podobny los spotka prawdopodobnie chińską obecnie markę Benelli, która wyprodukowała model Adiva z lekkim, ręcznie składanym dachem.

BMW C1
fot. BMW
Renault Ublo
fot. Renault

 

 

 

 

 

 

 

Najdalej w koncepcji zamkniętego nadwozia posunęło się BMW. Produkowany od 2000 roku C1 był testowany w zderzeniach z samochodami, posiadał więc solidną ramę, która w przedniej części wyposażona została w coś na kształt strefy zgniotu. Kierowca nie musiał posiadać kasku, za to zapinał się pasami bezpieczeństwa. W awaryjnych sytuacjach reagował układ ABS. Mimo tej ciekawej propozycji C1 nie znalazło zbyt wielu chętnych i zaprzestano jego produkcji ostatecznie w 2004 roku.

Porażki tych nowatorskich projektów w dużej mierze spowodowane są tym, że jednak większość użytkowników motocykli kupuje jednoślady by poczuć powiew wiatru, przyśpieszenie związane z osobiście dokonywaną zmianą biegów, a przed deszczem chronią się zakładając kombinezon. Zamykanie przestrzeni odczuwają jako ograniczenie wolności, zaprzeczenie idei motocyklizmu.

Artykuł ukazał się w Autotechnice Motoryzacyjnej

Najnowsze

250 km/h bolidem po stolicy

W minioną sobotę (13 czerwca) na ulicach Peru 100 tysięcy widzów mogło podziwiać moc i osiągi bolidu Formuły 1 prowadzonego przez Davida Coultharda. Zobacz film!

Były kierowca F1 ponownie zasiadł za kierownicą bolidu Red Bull Racing i po raz pierwszy w historii przejechał najsłynniejszą ulicą Limy – Av. La Marina. Coulthard, zwycięzca 13 wyścigów Formuły 1 i lider 60 Grand Prix, wprawił w ruch 700 koni mechanicznych i w peruwiańskiej stolicy przyspieszył do 250km/h

Najnowsze