Karolina Chojnacka

Lamborghini SC20 – unikalny model z silnikiem V12 o mocy 770 KM

Lamborghini zaprezentowało tajemniczy supersamochód, który od kilku miesięcy testowało na torze. Nazywa się SC20, nie ma dachu i jest jedyną swojego rodzaju hybrydą samochodu drogowego i tego do zabawy na torze.

Zaprojektowany przez Squadra Corse, wewnętrzny dział wyścigowy firmy, SC20 został zbudowany na życzenie klienta, który chętnie uczestniczył w prawie każdym etapie procesu jego projektowania.

Lamborghini wyjaśniło, że celem tego tajemniczego projektu było przeniesienie niektórych elementów związanych z jazdą  po torze (zwłaszcza tych związanych z technologią aerodynamiczną), do samochodu dopuszczonego do ruchu ulicznego, który jest zgodny z obecnym językiem projektowania marki, bez kopiowania żadnego istniejącego modelu.

Lamborghini SC20

Przeczytaj też: Lamborghini Huracan Evo Fluo Capsule dopasuje się do koloru twojego ulubionego zakreślacza

Mitja Borkert, szef działu projektowego firmy, wymienił Diablo VT Roadster, Aventador J, Veneno Roadster i Concept S jako źródła inspiracji SC20.

Z przodu SC20 jest mniej kanciasty niż Aventador, chociaż nadal jest natychmiast rozpoznawalny jako członek rodziny Lamborghini, a jego otwory wentylacyjne są wzorowane na Huracán Evo GT3. Z tyłu tylne światła przypominają te zamontowane w Siánie, ale to wizualnie znacznie bardziej agresywna konstrukcja, która obejmuje spore skrzydło, głęboki dyfuzor i otwory wentylacyjne, które pozwalają gorącemu powietrzu wydostawać się z komory silnika.

Lamborghini SC20

Patrząc z boku, SC20 charakteryzuje się całkowitym brakiem przedniej szyby i brakiem dachu, który zapewnia niezakłócony widok na tapicerkę Alcantara na desce rozdzielczej oraz na panel z włókna węglowego, który zakrywa cyfrowy zestaw wskaźników. Podsumowując, SC20 znacznie bliżej do barchetty niż konwencjonalnego kabrioletu.

Nieosłonięte włókna węglowe na desce rozdzielczej, zaporze ogniowej, panelach drzwi i konsoli środkowej wskazują na lekką konstrukcję SC20. Lamborghini użyło materiału kompozytowego do wykonania skorup foteli i obrobił klamki drzwi z litego aluminium. W konsoli środkowej znajduje się pochyły ekran dotykowy, na którym wyświetlane jest oprogramowanie informacyjno-rozrywkowe.

Lamborghini SC20

Przeczytaj też: Nowa wersja Lamborghini Huracána – czy rozszyfrujesz jej nazwę?

SC20 unika elektryfikacji. Jest napędzany wolnossącym 6,5-litrowym silnikiem V12, który wytwarza 770 KM przy 8500 obr/min. Obraca cztery koła za pośrednictwem siedmiobiegowej automatycznej skrzyni biegów ISR (Independent Shifting Rod), połączonej z parą łopatek zmiany biegów i centralnym elektronicznym mechanizmem różnicowym. Specyfikacje wydajności nie zostały jeszcze opublikowane, ale można się założyć, że SC20 potrzebuje mniej niż trzech sekund, aby przyspieszyć od 0 do 100 km/h.

Lamborghini nie ujawniło tożsamości klienta, który zamówił SC20, ani kraju, do którego jedzie, ale wskazał, że samochód jest dopuszczony do ruchu ulicznego, więc nie jest to tylko tocząca się oda do koni mechanicznych, którą można jeździć tylko po torze . Mamy nadzieję, że jeszcze o nim usłyszymy!

Najnowsze

Karolina Chojnacka

Motocyklowe murale – jak powstają? (video)

Na ścianach budynków i mieszkań powstają imponujące dzieła, związane z motocyklami. Artyści wkładają dużo pracy w to, żeby wywołać efekt „WOW” i im się to udaje!

Lisa Ing Art na swoich filmach przekazuje wiedzę, dotyczącą rysowania i malowania. Temat murali również nie jest jej obcy – robi je we własnym domu. Na filmie powstaje Harley-Davidson, na którym siedzi czarny kot autorki:

Artisan Rosom przedstawił na swoim kanale mural motocyklowy w stylu Vintage z marką Triumph. Powstał on w barze w centrum Greenville, na ścianie cegły, co daje niesamowity efekt wizualny:

Zobacz także: Colorful Jackets-kurtki motocyklowe, ręcznie malowane

Kolejny mural to motocykl wprost z kreskówki. Artysta namalował go dla przyjaciela, na ścianie jego serwisu motocyklowego:

Jak namalować motocykl na ścianie, jedynie czarną farbą, pokazuje Shan Kochi:

Takie obrazy na ścianie można też stworzyć aerografem. Tak powstał wyjątkowy Triumph Speed Triple:

Nie tylko ściana jest dobrym „płótnem” – przyczepa motocyklowa też może być odlotowa:

Zobacz także: Prezentacja prac Karoliny Kępińskiej

 

Najnowsze

Rowerzysta beztrosko wjeżdża pod ciężarówkę

Obserwowanie wyczynów niektórych rowerzystów bywa czasami fascynujące. Jawią się oni jako istoty dogłębnie przekonane o tym, że są same we wszechświecie i okazują wielkie zaskoczenie, gdy odkrywają, że nie tylko wszechświat, ale i droga po której jadą, pełna jest innych uczestników ruchu.

Przed autem z kamerą jechała nieduża ciężarówka, która nagle zaczęła zjeżdżać w lewo. Jej kierowca chciał zająć lewy pas? Bynajmniej. Starał się uniknąć potrącenia starszego mężczyzny na rowerze, który sądził, że wystawiając rękę, może zmieniać pasy bez patrzenia.

Nieudolny rowerzysta omal nie doprowadził do tragedii

Ciężarówka uniknęła potrącenia go, zjeżdżając na przeciwległy pas oraz na powierzchnię wyłączoną z ruchu. Całe szczęście nic nie jechało akurat z naprzeciwka. Rowerzysta był wyraźnie zaskoczony tym, że nie jest sam na drodze. Potem rzucił okiem przez ramię i znowu wystawił rękę, zbliżając się do lewej krawędzi. Co zamierzał zrobić?

Rozpędzony rowerzysta potrącił samochód! Tak było, naprawdę!

Obstawiamy, że przejechać po powierzchni wyłączonej z ruchu, pokonać kilkanaście metrów pod prąd i wjechać na drogę dla rowerów. Mógł co prawda jechać dalej prosto i zjechać z ulicy na przejazd rowerowy, co byłoby o wiele bezpieczniejszym manewrem. Musiała zadziałać mentalność stereotypowego rowerzysty, który uważa że ulica, to jego prywatny plac zabaw.

Najnowsze

Pieszy wszedł na czerwonym prosto pod samochód! Nie przeżył

Jak każde takie zdarzenie, jest to ogromna tragedia. Wielu komentatorów skupia się jednak na losie kierowcy i martwi, że może on zostać kozłem ofiarnym.

Przebieg tego zdarzenia nie jest w pierwszej chwili taki łatwy do przeanalizowania. Jedna kamera obejmuje tylko połowę przejścia dla pieszych, podczas gdy do potrącenia doszło na drugiej połowie. Z kolei druga kamera umieszczona jest tak daleko, że widać jedynie zlepek pikseli. Pomimo tego, nagrania nie pozostawiają wątpliwości.

Piesza weszła wprost pod auto, policja nie widzi jej winy

Kierowca dojeżdżał do skrzyżowania i miał światło zielone. Kiedy jest już przy samym sygnalizatorze, nagle na przejściu pojawia się czarny kształt. To pieszy, który chyba poruszał się szybko. Takie przynajmniej można mieć wrażenie, kiedy miga on tuż przed pasami, a potem na nich. Może wbiegł na przejście? Kierowca nie miał czasu na reakcję.

Pieszy nawet nie zerknął w stronę auta, które jechało prosto w niego. Zginął

Dalsza część nagrania zawiera całą akcję ratunkową, z której wynika, że pieszy zginął na miejscu. Komentatorzy podkreślają, że jest to oczywiście wielka tragedia, ale zastanawiają się nad losem kierowcy. Nie bez przyczyny. Zapis z kamer zdaje się wyraźnie wskazywać winę pieszego, ale to nie jest problem dla polskiego wymiaru sprawiedliwości. Znamy przypadki, w których piesi wchodzili prosto pod koła (wyczerpując definicję wtargnięcia na jezdnię), ale policja uznawała winę kierowców. Jest przecież słynna sprawa pijanego pieszego, który na czerwonym świetle wbiegł pod koła samochodu. Według sądu zawinił wyłącznie (!) kierowca.

Najnowsze

Oszuści mają nowy sposób na kierowców – wyłudzenie „na kłódkę”

Były już kradzieże aut „na stłuczkę”, „na walizkę”, „na przebitą oponę”, a teraz oszuści mają nowy sposób „na kłódkę”. Na czym ona polega i jak się przed nim bronić?

Jak ostrzega łódzka policja, w ostatnim czasie kierowcy wracający z zakupów, szczególnie ci parkujący na terenie galerii handlowych, zastają swoje samochody z kłódkami na klamkach. Do kłódki przyczepiony jest zawsze krótki list, w którym sprawca oferuje pomoc w zdjęciu wątpliwej ozdoby. Jednak za podanie szyfru do kłódki, oczekuje zapłaty kilkuset złotych.

Jak kradnie się Ferrari za milion złotych? To proste – w biały dzień wsiadasz i odjeżdżasz

Policja zamieściła też na swoim facebookowym profilu przykład takiej sytuacji. Na kartce znajduje się „propozycja odkupienia szyfru” za 400 zł. Transakcja ma odbyć się w bardzo pomysłowy sposób – za pośrednictwem coraz popularniejszego blika. Wystarczy wysłać oszustowi SMS z kodem, a on odeśle nam szyfr do kłódki. A teraz najlepsze – „produkt firmowy gratis”, głosi napis na kartce. Rozumiecie, że niby taka akcja promocyjna – „do każdego kodu do kłódki, dodajemy pasującą kłódkę gratis”. To się chyba nazywa „agresywny marketing”.

Policjanci zdradzają 7 prawd o kradzieży samochodów

Ale żarty na bok. Oszuści liczą na to, że zadziałamy impulsywnie i zgodzimy się na wiele, aby pozbyć się kłódki. Nie utrudni nam ona wejścia do auta, ale w czasie jazdy zniszczy lakier. Policja apeluje o zgłaszanie każdej takiej sytuacji, zwłaszcza teraz kiedy w okresie przedświątecznym taki proceder może przybrać na sile. Pamiętajmy również, że obecnie kamery monitoringu spotkać można niemal na każdym kroku, więc są szanse na zidentyfikowanie oszusta.

Ukradli BMW M2. Wsiedli i odpalili jak swoje

Nie bójmy się też samej kłódki. Wystarczy owinąć ją grubą szmatą, związaną sznurkiem lub okleić taśmą klejącą, żeby nie uszkodziła lakieru w czasie jazdy. Jeśli sprawcy nie uda się ująć (i wydobyć od niego szyfru), a my nie mamy odpowiednich narzędzi do przecięcia kłódki, zawsze możemy wezwać ślusarza. Koszty będą mniejsze, niż wspomniane 400 zł, a do tego pozwolimy zarobić uczciwemu fachowcowi, a nie oszustowi.

Policjanci ostrzegają przed wyłudzeniem metodą „na kłódkę” W ostatnim czasie użytkownicy pojazdów, parkujący zwłaszcza…

Opublikowany przez Policja Województwa Łódzkiego Wtorek, 15 grudnia 2020

Najnowsze