Ladies' Jazz Festival by Seat

Jedyny w Europie Festiwal Kobiet Jazzu, czyli Ladies' Jazz Festival by Seat już wkrótce rozpocznie się w Gdyni i będzie trwał od 15 do 18 lipca. Hiszpańska marka już po raz szósty zapewni wszystkim gwiazdom festiwalu "limousine service", oddając do dyspozycji gości samochody Seat Exeo i Exeo ST.

Potwierdzone gwiazdy festiwalu to Randy Crawford, nazywana przez miłośników kobiecego jazzu „Królową jazzowej wokalistyki”. Do Polski zawita także brazylijska diva, dwukrotna laureatka Grammy, czterokrotnie ogłoszona przez magazyn Down Beat jazzową wokalistką roku, Flora Purim oraz jej mąż Airto Morreira. Dużym wydarzeniem będzie także koncert znakomitego kwartetu The Manhattan Transfer. 

Polski jazz kobiecy reprezentowany będzie z kolei przez Agę Zaryan, Urszulę Dudziak, Dorotę Miśkiewicz oraz właścicielkę Paszportu Polityki, nagrody „Mateusza”, statuetki Fryderyka, Gabę Kulka wraz z zespołem.  

fot. ladiesjazzfestival.pl

 Większość koncertów obywać się będzie w Teatrze Muzycznym w Gdyni. Koncerty klubowe zawitają w też muzycznym klubie Ucho w Gdyni. Z kolei występ „The Manhattan Transfer” zaplanowano w mieszczącej ponad 3.000 widzów, najbardziej akustycznej sali widowiskowej w Polsce, czyli w Hali Widowiskowo-Sportowej w Gdyni. 

Program Festiwalu Ladies' Jazz Festiwal by SEAT 2010:

15.07.2010 – Gaba Kulka, The Puppini Sisters; Teatr Muzyczny, Gdynia

16.07.2010 – Flora Purim i Airto Morreira; Teatr Muzyczny, Gdynia

17.07.2010 – The Manhattan Transfer; Hala widowiskowo-sportowa, Gdynia

18.07.2010 – Randy Crawford; Teatr Muzyczny, Gdynia 

 

Najnowsze

BMW Summer Ladies Tour – relacja i galeria

Prawdziwej radości z jazdy kabrioletami BMW i MINI doświadczyły uczestniczki BMW Ladies Summer Tour. Wśród nich znalazły się m.in. aktorki Aleksandra Nieśpielak, Olga Borys, Joanna Sydor i Urszula Dębska, a także twórczyni filmów Joanna Kos-Krauze i projektantka mody, Joanna Klimas - polska Coco Chanel.

Olga Borys doceniła BMW Z4 sDrive35is, gardząc Mini Cooperem S.
fot. BMW

Rajd wyruszył 22 czerwca z Centrum Olimpijskiego w Warszawie. 16 pań zasiadło za kierownicą roadsterów BMW Z4, kabrioletów BMW serii 3 i serii 1, MINI Cooper S Convertible oraz nowego BMW serii 3 Coupe. Celem wyprawy był mazurski Dwór Kaliszki – autentyczny polski dworek, położony w okolicach Białej Piskiej.

Celebrytki za kierownicą
Uczestniczki rajdu miały szansę przetestować wszystkie modele samochodów – w umówionych miejscach w trasie wymieniały pojazdy i zmieniały się za kierownicą. Najwięcej emocji wśród wszystkich Pań – zarówno gwiazd, jak i dziennikarek – wzbudziło niewątpliwie sportowe BMW Z4 sDrive35is w kolorze krwiście czerwonym.

 

Joanna Klimas – rewelacyjna polska projektantka mody.
fot. BMW

Panie otrzymały konkursowe zadanie stworzenia fotografii oddającej radość z jazdy z odkrytym dachem pod hasłem „uchwycić wiatr”. Wygrała załoga w składzie Olga Borys i Urszula Dębska. Jury konkursu, z szefem BMW Polska Andreasem Biehlerem na czele, przyznało też specjalne wyróżnienie za kreatywne podejście to tematu – nagrodę specjalną zdobyły Joanna Sydor i Aleksandra Nieśpielak.

BMW Ladies Summer Tour obfitował w atrakcje. Był rejs gondolami po Narwii, koncert jazzowy w podziemiach Dworu Kaliszki, zorbing na mazurskiej łące, wreszcie masaż, sauna i jacuzzi w dworskim SPA. Zadbano także o formę uczestniczek rajdu. Podczas warsztatów fitness prowadzonych przez parę trenerów, Paulinę Rabantek-Brzóskę i jej męża Tomasza Brzózkę, można było zgłębić temat zdrowego, racjonalnego odżywiania się, technik relaksu w samochodzie, stretchingu oraz optymalnego codziennego treningu.

Aktorki: Aleksandra Nieśpielak – za kierownicą i Joanna Sydor, jako pasażerka.
fot. BMW

Pogoda spłatała figla uczestniczkom rajdu. Deszcz w drodze powrotnej do Warszawy nie pozwolił cieszyć się paniom wiatrem we włosach. Na szczęście dachy kabrioletów rozkładane nawet podczas jazdy, nie pozwoliły zmoknąć uczestniczkom.  

Widzinam się
Motocainie – na dobry początek przygody z kabrioletami – trafił się egzemplarz BMW 335i coupe, który bezdachowcem nie jest. Specjalnie to nas nie zmartwiło, bo auto – nie dość, że jest bliskie ideału już w konwencjonalnej odmianie – zostało okraszone tzw. M pakietem. Przód nadwozia zdobią w tej wersji dodatkowe wloty powietrza, a tył – agresywny dyfuzor. Sportowy pakiet obejmuje także niższe zawieszenie, chromowane końcówki wydechu i lakier BMW Individual Shadow Line (na wysoki połysk). Wewnątrz znajdują się fotele sportowe w ekskluzywnej kombinacji tkaniny i alcantary, kierownica skórzana M, ciemne listwy wewnętrzne ze srebrnego aluminium Glacier i antracytowa podsufitka. Elegancja miesza się tu z rasowymi elementami rodem z torów wyścigowych.

Joanna Kos-Krauze – twórczyni m.in. słynnego i obsypanego nagrodami filmu: „Plac Zbawiciela” nie posiada prawa jazdy.
fot. BMW

Przełożenia zmienia 7-biegowa, sportowa skrzynia automatyczna z podwójnym sprzęgłem praktycznie niewyczuwalnie. Dźwigienki przy kierownicy pozwalają trzymać ręce stale na wieńcu, również przy ręcznej zmianie biegów. No i 306 KM z silnika z turbosprężarką Twin Scroll, układem Valvetronic i bezpośrednim wtryskiem benzyny oraz 400 niutonometrów w szerokim zakresie obrotów (silnik ten otrzymał aż sześciokrotnie tytuł Engine of the Year) sprawiają, że z tego auta poprostu nie chce się wysiadać.

Przesiadka do białego Z4 23i i wszystko jasne – nie można tu liczyć na wręcz sportowe emocje jak w agresorze Z4 z powyżej opisywaną jednostką (tę samą, co w 335i coupe) – ale 204 KM w dwuosobowym, lekkim nadwoziu i odkryty dach pozwalają poczuć się naprawdę ekskluzywnie. A przecież kabriolet to głód wolności, pragnienie doznawania otaczającego świata, czucia jego zapachów, dźwięków i przestrzeni zuchwale wdzierającej się do wnętrza samochodu. Takich doznań jest zdecydowanie zbyt mało na codzień… Na drodze można delektować się energicznym przyspieszeniem dostarczając odlotowej muzyki dla spragnionych takich pomruków uszu, albo prowadzić delikatnie, rozkoszując się urokami jazdy z otwartym dachem. Taka uniwersalność Z4 wyjątkowo przypadła nam do gustu.

 

 

Urszula Dębska czuje się jak ryba z wodzie za kierownicą samochodu.
fot. BMW

Last but not least – Mini Cooper S – „cacuszko, zabaweczka, wariat” – takie padały sformułowania. Faktycznie, to auto potrafi dostarczyć zarówno świeżej dawki adrenaliny do krwi, jak i niesamowitej frajdy z jazdy. Nie musisz się ścigać, by czuć, że samochód ma sztywne zawieszenie i niski prześwit – całość sprawia, że prowadzi się jak gokart.

W obliczu powyższych doznań 330d Cabrio, ze względu na ulewny deszcz, który towarzyszył nam podczas powrotu do Warszawy, wydał się nam nieco nudny. Zaprzyjaźnimy się z nim innym razem, w bardziej sprzyjających okolicznościach.

Najnowsze

Nowy Kawasaki ZX-10R Ninja – jastrząb wylądował!

Kawasaki przedstawia pierwsze oficjalne zdjęcie nowego modelu ZX-10R Ninja na sezon 2011. Maszynę przygotowano na dwudniowy test, który rozpoczyna się już jutro na japońskim torze Suzuka. Zapowiada się niebywale agresywnie.

Nowy model Kawasaki na sezon 2011 – ZX-10R Ninja – będzie testowany przez najbliższe dwa dni na słynnym torze Suzuka po to, aby zebrać informacje dotyczące sportowych ustawień maszyny przed sezonem 2011 World Superbike Championship.

Kawasaki ZX-10R Ninja 2011
fot. Kawasaki

A tak wyglądały pierwsze szkice…
fot. Kawasaki

Motocykl prezentuje się wyjatkowo agresywnie, choć ten egzemplarz nie został lakierowany na typowy dla Kawasaki – jaskrawo zielony kolor. Tym razem wzrok przyciąga jego nieco mroczne, groźne oblicze z przodu, które niczym zadziorny dziób drapieżcy zapowiada prawdziwie emocjonującą maszynę. Już nie możemy się doczekać kolejnych informacji! 

Najnowsze

DeZir – nowa wizja samochodów Renault

Wygląda nieco groźnie, ma agresywny, krwisto czerwony kolor lakieru i mieści dwie osoby. Elektryczny DeZir - nowa concept car Renault, zapowiada zmiany w stylizacji samochodów francuskiej marki. Wszystko wskazuje na to, że będą się nam podobać!

fot. Renault

Na przedpremierowym pokazie poprzedzającym Światowy Salon Samochodowy w Paryżu, Renault pokazało napędzany silnikiem elektrycznym DeZir – dwumiejscowe coupe. Litera Z w nazwie samochodu odnosi się do oznaczenia Z.E. (o tym pisałyśmy tutaj). 

Intrygująca stylizacja
Ażurowe formy i prążkowane wykończenie wlotu powietrza w przednim zderzaku oraz całego tyłu nadwozia dodają mu lekkości, a zarazem pozwalają na swobodny przepływ strumienia powietrza od przodu ku tyłowi, aby umożliwić chłodzenie akumulatora. Nadkola skrywają ogromne, 21-calowe felgi.

W DeZir zastosowano nadwozie z kewlaru i szkielet podwozia wykonany ze stalowych rur tego samego typu co konstrukcja Megane Trophy. Z tego samego modelu przejęte zostały również elementy zawieszenia – podwójne wahacze trójkątne. Dużą uwagę poświęcono również aerodynamice, w wyniku czego powstało nadwozie ze spojlerami progowymi i tylnym dyfuzorem. Współczynnik oporu powietrza (Cx) tego samochodu wynosi 0,25. Umożliwiło to uzyskanie bardzo obiecujących osiągów: przyspieszenie od 0 do 100 km/h wynosi 5 sekund, a od 0 do 50 km/h tylko 2 sekundy. 

fot. Renault

Gładkie powierzchnie kontrastują z szorstkimi płaszczyznami bocznych aluminiowych paneli, dachu oraz z obramowaniem przednich reflektorów. Samochód jest wyposażony w dwie kamery cofania zapewniające panoramiczny obraz mimo braku tylnej szyby. Światła zaprojektowano w kształcie podświetlanych pryzmatów, co nadaje im geometryczny wygląd. Unoszone do góry drzwi otwierają dostęp do wnętrza, gdzie dominuje biel z akcentami w czerwonym kolorze i szlachetne materiały, m.in. biała skóra na fotelach, desce rozdzielczej i podłodze czy czerwona laka na konsoli i akcesoriach. 

Tablica rozdzielcza w sposób graficzny wyświetla informacje podawane przez czujnik przyspieszenia i czujniki prędkości. Centralnie umieszczony, dotykowy ekran, podaje dane z systemu nawigacji i obejmuje informacje o trasie oraz zapisy z kalendarza kierowcy, ułatwiając optymalne zorganizowanie zadań i zaplanowanie tras przejazdów. Oprogramowanie tablicy rozdzielczej informuje kierowcę o zapasie energii, umożliwiając jej odpowiednie wykorzystanie. Służy do tego interfejs o grafice w stylu gry wideo.

  • fot. Renault

    Elektryczne serce

  • DeZir jest napędzany silnikiem elektrycznym umieszczonym centralnie z tyłu nadwozia. Litowo-jonowy akumulator o pojemności 24 kWh jest ustawiony pionowo za tylnym siedzeniem i zapewnia zasięg 160 km. Chłodzenie akumulatora umożliwia strumień powietrza kierowany od przodu ku tyłowi samochodu, ale przede wszystkim doprowadzany przez boczne wloty powietrza umieszczone za aluminiowymi nakładkami na bokach pojazdu. W DeZir zastosowano ten sam silnik, co w seryjnych samochodach elektrycznych, wprowadzając w nim modyfikacje pozwalające na uzyskanie mocy 150 KM i momentu 226 Nm. 

    Użytkownik może skorzystać z trzech sposobów ładowania akumulatora:
    – tryb standardowy, z domowego, typowego gniazda (pełne naładowanie w ciągu 8 godzin);
    – tryb szybkiego ładowania z gniazda prądu trójfazowego 400V (naładowanie akumulatora do 80% jego pojemności w ciągu 20 minut);
    – wymiana akumulatora w technologii Renault Quick Drop. 

    W samochodzie wykorzystano również system odzyskiwania energii przy hamowaniu, dzięki zastosowaniu urządzenia nawiązującego do zasady działania systemu KERS (Kinetic Energy Recovery System) stosowanego w Formule 1. Podczas zwalniania i hamowania, energia kinetyczna jest odzyskiwana i składowana w akumulatorze. W DeZir ten zapas energii może być wykorzystany przez kierowcę do chwilowego zwiększenia mocy w dowolnie wybranym momencie, przy użyciu specjalnego włącznika przy kierownicy. 

    Dane techniczne

    Napęd

    Silnik elektryczny synchroniczny

    Moc w kW/KM

    110 kW/150 KM

    Maksymalny moment (Nm)

    226 Nm

    Prędkość maksymalna (km/h)

    180 km/h

    Przyspieszenie od 0 do 100 km/h (s)

    5 s

    Przyspieszenie od 0 do 50 km/h (s)

    2 s

    Akumulator

    Litowo-jonowy (24 kWh)

    Zasięg

    160 km

    Przeniesienie napędu

    Napęd na koła osi tylnej

    Bezpośredni z reduktorem i przekładnią

    biegu do przodu i do tyłu

    Napęd tylny

    Elektryczny ze sterowanym elektronicznie

    mechanizmem różnicowym

    Podwozie

    Konstrukcja z rur stalowych

    Felgi i opony

    245/35 R 21

    Tarcze hamulcowe wentylowane (Ø w mm)

    356 mm (przód i tył)

    Zaciski hamulcowe

    6 tłoczków (przód i tył)

    Cx

    0,25

    Masa własna pojazdu (kg)

    830 kg

     

    Najnowsze

    Rajdowa miłość – rozmowa z Agnieszką Nowikow

    Agnieszka Nowikow  (Letkiewicz)  jako świeżo upieczony kierowca, który nigdy nie siedział za kierownicą - w ciągu niecałych 2 miesięcy wyjeździła licencję rajdową. Teraz startuje jako pilotka ze swoim mężem w mistrzostwach Polski Oplem Calibra, w barwach, których ciężko nie zauważyć.

    fot. z archiwum Agnieszki Nowikow

    Jak poznałaś swojego męża i kierowcę? Czy razem z nim w Twoje życie wkroczyły rajdy?
    Męża poznałam w dość typowy sposób. W czasach studenckich, po prostu przyszedł do mnie do domu i został (śmiech). A rajdy w nasze życie wkroczyły dużo później. Arek mnie męczył o zgodę na jeżdżenie prawie 2 lata. W końcu niechętnie, ale pozwoliłam się namówić.

    Od razu byłaś przekonana do pilotowania Arka?
    Nie puściłabym chłopa samopas, więc jedynym warunkiem startów było to – że to ja zajmuję prawy fotel. Gdy już wystartowaliśmy, to bardzo mi się to spodobało. Na początek przez prawie rok jeździliśmy w KJS-ach. Sprawiało nam to bardzo dużo frajdy. 


    Przez historię Waszych startów przewinęło się kilka samochodów. Który najmilej wspominasz?

    Najbardziej przypadł mi do gustu VW Golf, który był pierwszym samochodem jakim startowaliśmy. A do tego poznałam jego wnętrze: tłoki, panewki, wał korbowy, głowicę, amortyzatory, sprężyny itp. Cały czas asystowałam przy naprawach i przeróbkach sportowych – prawie zdobyłam drugi fakultet z mechaniki praktycznej (śmiech). Dużym przeżyciem było też samo sprowadzenie „golifka” z Niemiec, które wymagało wyprawy pod francuską granicę. Daihatsu Charade – ten też był bardzo fajny. Pewnie dlatego, że Arek kupił go specjalnie dla mnie, żebym zrobiła nim licencję rajdową.

    fot. z archiwum Agnieszki Nowikow

    Skąd pomysł na wyróżniające się fluorescencyjne barwy na kolejnych waszych samochodach?
    Z wybraniem koloru na rajdówkę mieliśmy spory kłopot. Gdy już podjęłam decyzję, że będziemy startować w RSMP – musieliśmy przybrać jakieś barwy, po których bylibyśmy rozpoznawalni. Przeanalizowaliśmy kolory wszystkich zawodników w Mistrzostwach Polski, w WRC i nic! Wszystkie były ładne, kolorowe – super, ale były takie same. Arek w końcu wymyślił kolor czerwony fluorescencyjny, ale to też nie było to… Któregoś dnia jechaliśmy jakąś drogą za miastem. Z daleka, z bardzo daleka, zobaczyliśmy żółte fluorescencyjne kamizelki służby drogowej. I to było to! Trochę banalne, prawda? Tak znaleźliśmy nasze barwy – żółty fluorescencyjny i czerwony fluorescencyjny.

    Rajdy traktujecie zabawowo (w sensie rozrywki, oderwania się od pracy), czy też zawodowo – chcecie walczyć o najwyższe lokaty?
    Z uwagi na to, że ja nie pracuję – to raczej rajdy nie są dla mnie odskocznią od pracy. Na co dzień zajmuję się wychowaniem dziecka i prowadzeniem domu. Podczas sezonu rajdowego przez tydzień w każdym miesiącu jestem na zawodach. Wtedy moja teściowa opiekuje się naszym dzieckiem. Bardzo byśmy chcieli traktować rajdy zawodowo. Walka o najwyższe lokaty jest naszym celem. Jest tylko jeden problem – brak sponsora strategicznego. Byłoby miło, gdyby znalazł się ktoś, mogący nas sponsorować na zawodach.

    fot. z archiwum Agnieszki Nowikow

    Jak wspominasz swoje starty za kierownicą, gdy przyszło Ci zdawać na licencję pilota?
    Starty za kierownicą spadły na mnie jak grom z jasnego nieba. Ja nigdy nie chciałam kierować samochodem, nawet nie miałam prawa jazdy! Zaakceptowałam to, że jeździmy z Arkiem w KJS-ach. A tu nagle dowiaduję się, że aby jeździć w RSMP muszę zdać prawo jazdy i wyjeździć punkty do licencji rajdowej, i to wszystko do końca roku! Uporałam się z prawem jazdy (zdałam za pierwszym razem), a już dwa tygodnie później startowałam na torze Poznań po punkty do licencji rajdowej. Potem, aby zdążyć przed zimą, jeździliśmy na każdy KJS w Polsce. To była prawdziwa przygoda, bo w sobotę byliśmy w Sopocie, a w niedzielę w Wałbrzychu. Potem w Olsztynie i Radomiu, następnie w Gdyni i w Warszawie. Podczas naszych wyjazdów poznałam wielu różnych, przemiłych ludzi. Zrobiłam swoisty rekord – jako świeżo upieczony kierowca, który nigdy nie siedział za kierownicą w ciągu niecałych 2 miesięcy zdobyłam licencję rajdową. Nikt mnie nie pobije! (zmieniły się już przepisy zdobywania licencji rajdowej – przyp. autorki). 

    Jak się czułaś za kierownicą? Zdarzyły się jakieś wpadki początkującego kierowcy?
    Za kierownicą czułam się świetnie, samochód precyzyjnie wykonywał to, czego od niego oczekiwałam. Na zawodach niejednemu facetowi zalazłam za skórę, niektórych objeżdżałam, aż miło! Raz tylko przeżyłam chwilę grozy, podczas mojego trzeciego startu.  Na torze próbnym FSO jechaliśmy po tzw. ścianie. Nagle przy jakichś 110-120 km/h samochód wpadł w poślizg i zaczął zsuwać się  w dół. Ze stoickim spokojem założyłam kontrę. Niestety za dużą. Auto skierowało się do góry. Znowu kontra i poślizg wyprowadzony! Udało się, ale dopiero później do mnie dotarło jakiego zagrożenia uniknęłam. Na mecie zbiegli się chyba wszyscy, bili brawo i gratulowali opanowania. 

    fot. z archiwum Agnieszki Nowikow

    Czyli wiele się nauczyłaś przez ten czas, a planujesz starty jako kierowca w przyszłości?
    Teraz jeżdżąc w ruchu miejskim, nic nie jest dla mnie problemem. Czuję się swobodnie i bezpiecznie – zawody troszkę mnie nauczyły. Startów za kierownicą raczej nie planuję, chociaż Arek kilka razy mnie namawiał na Rajdowy Puchar Polski. Nie wiadomo, co przyniesie czas i nie mówię „nie”. Na razie dużą frajdą jest pilotowanie  pędzącej w okolicach 200 km/h rajdówki i spokojne dyktowanie „L5  P6  ^ Hamuj 100 L dnem” itp. To sama radość i moja wielka pasja! 

    Przez 2 lata nie startowaliście, na co ten czas został poświęcony? Nadal obracaliście się w tematyce rajdowej?
    Dwa lata nie startowaliśmy z powodów finansowych, niemniej jednak pozostaliśmy w kręgu sportowym. Arek prowadził szkolenia z techniki jazdy – przekazywał wiedzę z  zakresu wyczynowej techniki jazdy samochodem. Wiele osób skorzystało z jego doświadczenia – ja też, bo bez niego nie osiągnęłabym mojego sukcesu. Zrobiliśmy z Arkiem licencje sędziów sportu samochodowego. Sędziowaliśmy KJS-y, potem je także organizowaliśmy i bywaliśmy sędziami na rajdach RSMP. Organizowaliśmy, jako pierwsi w Polsce, na tak wysokim poziomie, imprezy szkoleniowe na lotniskach. Uczestnicy dowiadywali się, jak bezpiecznie prowadzić samochód z maksymalną, możliwą prędkością. Kiedy hamować i w którym miejscu skręcać, jak kręcić kierownicą i jak dodawać gazu. Wydaje się, że wszyscy kierowcy robią to tak samo, ale jednak są pewne drobiazgi, bez których szybka i bezpieczna jazda samochodem nie jest możliwa. Ja te drobiazgi poznałam… Kolejnym wyzwaniem był Automobilklub Królewski. Arek został wiceprezesem klubu, a ja zostałam przewodniczącą komisji rewizyjnej. Niestety straciliśmy zaufanie do osób prowadzących ten automobilklub i nie mogliśmy dłużej firmować swoim nazwiskiem ich działań (lub też braku działań). To był dla nas bezpowrotnie stracony czas. Zrezygnowaliśmy z tej współpracy.

    fot. z archiwum Agnieszki Nowikow

    Czy wtedy planowaliście zakończenie kariery, czy też po prostu gromadziliście budżet na kolejne starty?
    Końca kariery raczej się nie planuje, bo rajdy są naszą pasją. Dopóki będą możliwości, to w sporcie motorowym nas nie zabraknie. Przez cały czas gromadziliśmy budżet. W tym czasie Arek jeździł z różnymi ludźmi na rajdy jako pilot (trener), osiągając sukcesy. Ja jednak nie wsiadłabym do rajdówki z innym kierowcą.
     
    Braliście też udział i imprezach dla Domów Dziecka. Jak je wspominasz?
    Imprezy dla dzieci z domu dziecka są niesamowite i bardzo wzruszające. Woziliśmy dzieci na fotelu pilota i wsiadały też za kierownicę. Nawet policja lokalna wygrodziła drogę, aby dzieciom sprawić więcej radości. Najtrudniej, to jest po południu, jak trzeba odjechać i zostawić te wszystkie dzieciaki w ich szarej rzeczywistości.

    Powróciliście na trasy w Oplu Calibra, a zaczęło się od wybuchu silnika?
    Sposób zakupu auta był ciekawy (a może trochę zwariowany). Wylicytowaliśmy go na Allegro. Było to zwykłe cywilne auto, które mieliśmy przerobić na rajdówkę. Tego samego dnia wyjeżdżaliśmy na Rajd Orlen (jeszcze maluchem). Po pierwszym dniu opisu trasy pojechaliśmy z Płocka do Wrocławia, bo stamtąd była Calibra. O 12 w nocy dobiliśmy targu, wróciliśmy do Warszawy dwoma samochodami,  a maluchem pojechaliśmy z powrotem do Płocka – na drugi dzień opisu trasy. Calibra miała być zaprezentowana na Rajdzie Barbórki w 2007, ale… po 2 latach przygotowań jeździ i spisuje się dobrze. Drobny przypadek z wybuchem silnika nie jest w stanie zniweczyć naszych planów. Arek  przygotował dość mocny silnik (nawet bardzo mocny). Na testach przy maksymalnych obrotach pękł korbowód na pierwszym cylindrze. Blok silnika ma dziurę na wylot. Zawory w głowicy się pogięły, wał korbowy też już się do niczego nie nadaje.  Ponieważ na odbudowę silnika nie było możliwości finansowych i czasowych  – włożyliśmy silnik seryjny i z takim wystartowaliśmy w Rajdzie Elmot i Lotos. 

    Więc plany z mocnym silnikiem powrócą?
    Oczywiście, że tak! Sposób i zakres przeróbek już znamy, trzeba tylko zastosować lepsze materiały. Niestety w tym sezonie rajdowym nie mamy możliwości na taki silnik, bo między rajdami są tylko 3-tygodniowe przerwy. Nawet gdyby udało się taki silnik przygotować, zabrakło by czasu na jego pełne testy. Może się to zakończyć kolejnym wybuchem – ale tym razem na zawodach, a tego byśmy nie chcieli.  Po Rajdzie Dolnośląskim, ostatnim z cyklu RSMP, zaczniemy pracę nad silnikiem. Do przyszłego sezonu będzie czas, na pełne przetestowanie sprzętu. 

    Gdzie Was jeszcze możemy zobaczyć w sezonie 2010?
    Będziemy jechać we wszystkich eliminacjach RSMP, w których będzie klasyfikowana klasa HR 12.

    Najnowsze