Kupił wadliwego Mercedesa za milion złotych, importer nie widzi problemu

Kupując nowy samochód oczekujemy, że przynajmniej przez kilka lat nie będziemy mieli z nim najmniejszych problemów. A jeśli nawet jakiś problem się pojawi, to serwis rozwiąże go w ramach gwarancji. Okazuje się niestety, że rzeczywistość nie zawsze jest taka różowa, o czym przekonał się właściciel Mercedesa kosztującego milion złotych.

Poniższe wideo opisujące całą sytuację jest długie, ale warto je obejrzeć i posłuchać jak pracownicy Mercedesa traktują klienta, który zgłasza poważną usterkę samochodu. W dużym skrócie pewien pan zakupił w krakowskim salonie model AMG S 63 Coupe. Takie auto kosztuje, bez uwzględnienia opcji, 859 600 zł. Wydaje się, że osoba wydająca tak ogromną kwotę, będzie traktowana ze szczególnymi względami. Zdarzają się sytuacje, w których marki oferują takim klientom osobistego asystenta, który będzie na przykład przypominał o terminie przeglądu i wyręczał właściciela w jeżdżeniu do ASO. Nie tym razem. W opisywanym przypadku Mercedes potraktował swojego klienta z góry.

Właściciel felernego AMG S 63 przebył już długą drogę, aby uzyskać należące mu się wsparcie, ale bezskutecznie. Usterka polega na wyraźnych wibracjach, pochodzących z układu napędowego, podczas jazdy na niskich obrotach, a także mocnym szarpaniu podczas zmiany biegów. Początkowo autoryzowany serwis bagatelizował sprawę, ale wreszcie przyznano rację, że coś jest nie tak. W takim przypadku procedura zakłada wysłanie przedstawiciela polskiego importera z Warszawy, który weryfikuje czy rzeczywiście zgłaszany problem występuje. Potwierdził on, że wibracje czuje, podobnie jak szarpanie, ale uznał je za charakterystykę samochodu.

Samochód został sprawdzony przez trzech niezależnych rzeczoznawców i każdy z nich potwierdził, że auto jest wadliwe. Jeden z nich przejechał za jednym razem aż 1150 km, co pozwoliło mu stwierdzić, że niepokojące objawy narastają wraz z pokonanym dystansem. Wibracje zaczęły pojawiać się też podczas mocnego przyspieszania, przy wyższych obrotach (2200-3100 obr./min), a z okolic tylnego mostu zaczął dochodzić jednostajny hałas, gdy tylko wciśnie się gaz. W sumie właściciel szacuje, że przejechał z rzeczoznawcami oraz pracownikami Mercedesa około 2500-3000 km. Organizował także porównania z innymi identycznymi egzemplarzami, w których żadna ze zgłaszanych usterek nie występowała.

Chyba najbardziej kuriozalne w tym wszystkim są tłumaczenia techników Mercedesa. Poniższy film zawiera nagrania dźwięku z jazd testowych i po wysłuchaniu ich gratulujemy właścicielowi samochodu opanowania. Wiecie jak na przykład rozwiązać problem wibracji przy niskich obrotach? Przejść w tryb Sport – wtedy obroty będą wyższe i wibracje znikną. Dlaczego auto wibruje przy 1500 obr./min? „Bo to jest dławienie silnika” – odpowiada technik Mercedesa z wyrzutem. Zgadzamy się, że zbyt niskie obroty nie są dla silnika korzystne, ale to przecież skrzynia automatyczna, jak w każdym innym współczesnym samochodzie, wymusza jak najniższą prędkość obrotową. Technicy AMG projektując swój silnik generujący 900 Nm oraz dobierając do niego przekładnię, nie przewidzieli tego? Na argument, że zgłaszane problemy nie występują w innych egzemplarzach tego samego modelu, pan z Mercedesa odparł, że „przyjmuje to z dobrocią inwentarza”, cokolwiek miało to znaczyć. Kiedy pada pytanie czy ekspert wysłany przez importera zna w ogóle historię sprawy, ten odpowiada, że „nie był uprzejmy się z nią zapoznać”. Niezbyt to uprzejme.

Właściciel podczas rozmów z technikami dowiedział się też, że auto ma szarpać, bo to samochód sportowy, winę za wibracje po dodaniu gazu ponoszą opony (ich wymiana niczego nie zmieniła), a poza tym to sam właściciel specjalnie jedzie tak, żeby wywołać wibracje. Więc to chyba jego wina, że w jego aucie występują, a w żadnym innym nie, bez względu na styl jazdy.

Od siebie możemy jedynie dodać, że jeździłyśmy różnymi modelami AMG z 4-litrowym silnikiem, stosowanym w opisywanej klasie S (w tym AMG S 63, tyle że limuzyną). W żadnym z nich nie występowały jakiekolwiek wibracje, bez względu na obroty i wybrany tryb jazdy. Szarpnięcia przy zmianie biegów pojawiają się, ale tylko w trybach takich jak Sport+ czy Race i faktycznie wynikają ze sportowego charakteru auta. Wybierając Comfort lub Eco dobór kolejnych przełożeń odbywa się niezauważalnie, a wskazówka obrotomierza schodzi czasami nawet do zaledwie 1000 obr./min. Każde auto jechało przy tym płynnie, bez problemu przyspieszało i nie wydawało z siebie żadnych niepokojących dźwięków.

Najnowsze

Pieszy stoi na środku skrzyżowania i próbuje wejść pod nadjeżdżający samochód

Potencjalny samobójca? A może po prostu pijany, któremu się nudziło o 4 nad ranem i chciał zrobić „coś szalonego”?

Niedawno pisaliśmy o pieszym, który stał na środku skrzyżowania paląc i czekając na coś. A może na nic nie czekał, tylko tak sobie stał? Tym razem pieszy też stał po zmroku na środku skrzyżowania dwupasmowej drogi, a więc w miejscu bardzo niebezpiecznym.

Ten mężczyzna dla odmiany nie stał spokojnie, tylko zachowywał się jakby chciał wskoczyć pod samochód. A może po prostu bawił się w straszenie kierowców? Wiecie, takie zawody w sprawdzanie jak bardzo można kogoś przestraszyć, że potrąci, a może i zabije, człowieka. Ubaw po pachy. Mamy nadzieję, że zaraz po tym nagraniu przejeżdżał tędy patrol policji, a funkcjonariusze wykazali się wyjątkowym brakiem poczucia humoru.

Najnowsze

Kierowca potrącił pieszego, który zwrócił mu uwagę. A może to pieszy specjalnie wszedł pod auto?

Nagranie z bulwersującego zdarzenia obiegło polskie media, a na kierowcę uwiecznionego na nim posypały się gromy. To kolejna taka sytuacja, kiedy nasi koledzy po fachu wykazują się… ignorancją? Brakiem umiejętności analizy zdarzeń drogowych? Tendencją do szukania taniej sensacji? A może wszystkim naraz?

„Potrącił pieszego, bo zwrócił mu uwagę”, „Cwaniak potrącił mężczyznę z pieskiem”, „Z dużą prędkością zaczął cofać, aż potrącił spacerującego mężczyznę”, „Mocno się zdenerwował i dlatego też… postanowił z premedytacją potrącić pieszego”, „Kierowca tak się tym faktem zdenerwował, że postanowił z premedytacją potrącić pieszego” – takie właśnie tytuły i opisy sytuacji wyskoczyły nam, kiedy wpisałyśmy w wyszukiwarkę „Halemba potrącenie ul Brzechwy”. Naszymi ulubionymi były dwa ostatnie, w których pojawia się określenie „z premedytacją”, ponieważ oglądając nagranie ze zdarzenia nie sposób wyciągnąć takiego wniosku. No, chyba że nie rozumie się tego, co się widzi, za to dopowiada się od siebie rzeczy wzmacniające emocje. Pierwsze miejsce zdecydowanie zdobywa jednak ten fragment z portalu tvs.pl:

Zobaczcie SZOKUJĄCE WIDEO, jakie zarejestrowała kamera monitoringu. W Rudzie Śląskiej Halembie, pieszy zwrócił uwagę pod sklepem mężczyźnie jadącemu pod prąd. Wiecie co zrobił kierowca? Wsiadł z powrotem do auta, zawrócił i na wstecznym na pełnej wyrżnął w pieszego, który wcześniej zwrócił mu uwagę!

Przyznacie, że jest tu wszystko. Mamy „szok”, oglądanie bez zrozumienia oraz (to zadecydowało o wygranej) wzruszające użycie potocznego języka do podkreślenia „dramaturgii” oraz „zręczne” przemycenie wulgarnego określenia, wycinając z niego wulgarne słowo. Ale przecież czytelnik sam sobie dopowie na jakiej „pełnej” jechał kierowca (puszczenie oczka).

No dobrze, to zobaczmy to szokujące nagranie, na którym kierowca z premedytacją i zapewne z gazem w podłodze, rozjeżdża Bogu ducha winnego pieszego.

I teraz pytanie do was: co zobaczyliście na tym nagraniu? Kierowca jedzie pod prąd, pieszy zwraca mu uwagę, kierowca zawraca i rusza w tym samym kierunku, tylko na wstecznym, potrącając pieszego. To teraz zobaczcie to nagranie jeszcze raz i pauzujcie je. Opel cofa, pieszy odwraca głowę w jego kierunku. Opel jedzie dalej, a pieszy nagle zamiast iść do przodu, skręca w stronę auta i cały czas patrząc na pojazd wchodzi w jego bok. Nie macie wrażenia, że pieszy zrobił to specjalnie? Jakby chciał znowu zatrzymać tego kierowcę? Kierowca nie jechał w pieszego, a pieszy patrzył na Opla, kiedy nagle skręcił w lewo. Nie wpadł też pod koła auta, tylko w nie wszedł.

Jeśli też macie wrażenie, że pieszy został potrącony na własne życzenie, to… macie rację. Policja dotarła do obu uczestników zdarzenia i mężczyzna przyznał, że widział cofające auto i chciał zagrodzić mu drogę. Nie spodziewał się jednak, że kierowca jedzie „z taką prędkością”. Czyli jaką? Jak szybko jechał Opel? 20 km/h? I co  w ogóle myślał pieszy? Zwrócił uwagę kierowcy jadącemu pod prąd i słusznie. Ale cofanie na drodze jednokierunkowej nie jest zabronione. Mamy też pytanie co pieszy robił na ulicy? Według jednego z portali „spacerował”. Tylko od kiedy można spacerować po ulicy? W tym miejscu nie ma strefy zamieszkania. Jest za to chodnik. Z zachowania tego pana (wchodzenie pod jadące auto) można wnioskować, że czuje się on swoistym stróżem prawa, ale sam uważa, że mu nie podlega.

A co z kierowcą? Policja zatrzymała mu prawo jazdy i skierowała sprawę do sądu. Zarzucono mu spowodowanie niebezpieczeństwa w ruchu drogowym, ucieczkę z miejsca zdarzenia i nieudzielenie pomocy poszkodowanemu mężczyźnie (nic poważnego na szczęście mu się nie stało). Z drugiej strony pieszy też może usłyszeć zarzut spowodowania niebezpieczeństwa w ruchu drogowym. Szczerze mówiąc przechadzanie się po ulicy i wchodzenie z premedytacją pod samochód właśnie tak się kwalifikują.

Mamy nadzieję, że sąd odpowiednio potraktuje obu uczestników zdarzenia i wytłumaczy kierowcy, że nie ucieka się z miejsca zdarzenia, a pieszemu że nie wchodzi się pod jadące samochody. Chcielibyśmy też, żeby nasi koledzy po fachu trochę bardziej przykładali się do swojej pracy, a nie upatrywali się w każdym zdarzeniu drogowym winy kierowcy. A jeśli mają z tym problem, to niech pozostawią opisywanie zdarzeń drogowych komuś kompetentnemu.

Najnowsze

Koronawirus – publikujemy najważniejsze informacje dla kierowców

Teoretycznie rzecz ujmując, w sytuacji, gdzie właściwie wszędzie mogą czaić się zarazki koronowirusa, w samochodzie może być najbezpieczniej. Sprawdzamy, jaka jest żywotność wirusów we wnętrzu naszego auta i czy powinniśmy jeździć w maskach ochronnych na twarzy?

Jak wiadomo, koronawirus Covid-2019 jest wyjątkowo zaraźliwy, zakaźny i rozprzestrzenia się poprzez kontakt z innymi osobami, na przykład na naszych dłoniach – zwłaszcza jeśli nie zachowujemy podstawowych zasad higieny. Przez epidemię wirusa wiele firm samochodowych wprowadziło więc obowiązkową dezynfekcję samochodów. Zrobiły to m.in. niektóre duże komisy samochodowe, hurtownie części, salony wielomarkowe i jednomarkowe, część warsztatów samochodowych i stacji kontroli pojazdów. W wielu miejscach można znaleźć specjalne płyny do dezynfekcji rąk – najszybszy sposób na walkę z wirusem – ale także maseczki ochronne, w które wyposażono osoby mające bezpośredni i dość bliski kontakt z kierowcami, czy klientami. To prawdopodobnie zabezpiecza częściowo wszystkich, mających doczynienia z innymi ludźmi.

Pamiętajmy jednak, że nadal najszybszym sposobem dotarcia do sklepu spożywczego, lekarza, apteki, czy poczty jest samochód. To zdecydowanie lepszy wybór, niz jazda środkami komunikacji. Te niestety tylko w niektórych przypadkach bywają odkażane, natomiast nasz własny samochód może być – jeśli o to odpowiednio zadbamy – praktycznie sterylnie czysty. 

Żywotność wirusów – jak długo utrzymuje się koronawirus na przedmiotach?
Wiadomo już, że wirus 2019-ncov (badania przeprowadzono w Chinach przy użyciu nebulizatora i imitowano parę wodną, która wydobywa się z ust człowieka), potrafi przetrwać w powietrzu nawet do pół godziny. Czyli, jeśli np. zasiadamy we wnętrzu auta po kimś zarażonym sars-cov-2, kto przed chwilą kierował swój oddech na kierownicę, kokpit, czy szyby, to jest więcej niż pewne, że my również zostaniemy zakażeni. Potem wydychana para osiada na papierze, czy kartonie i tam potrafi przetrwać do 24 godzin, lub na plastiku i pochodnych tworzywach – tu przetrwa do 3 dni. Najdłużej zarazki koronawirusa potrafią przetrwać na elementach metalowych – nawet 9 dni. Oznacza to, że nadwozie i wnętrze naszego samochodu, jest wyjątkowo dobrym nośnikiem zarazków.

Zabezpieczenie przed wirusem – zrezygnuj z wożenia innych!
Jeśli ostatnio woziliśmy znajomych, koleżanki, czy kolegów z pracy, a także dalszą rodzinę, to nawet w przypadku, jeśli uważaliśmy ich za zdrowych – z pewnością warto wnętrze swojego samochodu, ale także klamki w drzwiach, za które zwykle chwytamy dłonią bez rękawiczek – dokładnie odkazić. Najbardziej zanieczyszczona jest kierownica i to nie tylko wtedy, gdy mamy doczynienia z 2019-ncovWystarczy użyć nieco żelu do dezynfekcji rąk i uważamy, że jesteśmy bezpieczni. Jednak gdy dotkniemy kierownicy, a potem – często odruchowo – dotkniemy twarzy np. w okolicach nosa, czy ust i zakażenie gotowe.

Czy powinniśmy więc jeździć w maskach ochronnych na twarzy za kierownicą, czy w ogóle, w samochodzie? Cóż, pewnie dziwnie będziemy wyglądać, ale w sumie – nie zaszkodzi, a pomóc może. Nie namawiamy do tak radykalnych kroków wszystkich kierowców, jednak maseczka ochronna zapobiegnie choćby temu, abyśmy sami nie dotykali – nieświadomie często – własnej twarzy nieumytymi dłońmi.

Sprzątasz wnętrze samochodu? Uważaj na drobnoustroje! Czytaj o tym tutaj.

Koronawirus covid-19 w samochodzie – czym czyścić?
Zatem przede wszystkim kierownicę należy dokładnie czyścić żelem przeciwwirusowym lub innymi środkami ochrony przed wirusami. Najlepiej wykorzystać do tego płyn zawierający minimum 80-procentowe stężenie alkoholu. Ideałem byłoby, aby ten środek był przeznaczony do wnętrz samochodów, wtedy unikamy potencjalnego zepsucia np. naturalnej skóry, którą często powleczona jest kierownica, czy siedzenia. Idealnie sprawdzą się wszelkie spray’e na bazie alkoholu, którymi możemy spryskać tapicerkę, przetrzeć szyby, kokpit, kierownicę, wszelkie półki, których dotykamy najczęściej (np. tę, w której zwykle trzymamy telefon), dźwignię zmiany biegów i hamulca ręcznego, obudowę lusterka wstecznego (której położenie czasem poprawiamy), czy przyciski do sterowania siedzeniami (przy elektrycznych fotelach), komputerem pokładowym, czy zestawem multimedialnym. Pamiętajmy jednocześnie o odkażeniu własnego smartfona.

Kierownica brudniejsza, niż… sedes w publicznej toalecie? Czytaj o tym tu.

Kwarantanna a jazda samochodem
Gdy jesteśmy poddani kwarantannie, a przecież wiemy, że nowy wirus przenosi się przez kontakt z nami lub powierzchniami, których dotykamy, to – jeśli jesteśmy już zarażeni – w ogóle nie powinniśmy się z nimi stykać, aby nie przenosić wirusa. Innymi słowy jazda samochodem jest wykluczona. Osobom, które są poddane kwarantannie, powinniśmy dostarczać jedzenie i potrzebne środki czystości do drzwi i w żaden sposób nie akceptować wychodzenia poza wyznaczone pomieszczenie, w którym przebywają. Koronawirus jest przenoszony drogą powietrzną, kropelkową (kropelki wydzieliny z ust i nosa podczas kaszlu, kichania czy mówienia), zatem izolacja jest wówczas jedyną metodą na ochronę przed wirusem innych, niezarażonych jeszcze osób.

​Policja jest zobowiązana do weryfikacji, czy osoba objęta kwarantanną jest w domu. Jeżeli nie, ma prawo wystawić mandat w wysokości 5000 zł.

Koronawirus a tankowanie i stacja benzynowa 
W czasie, gdy trwa epidemia wirusa, powinniśmy ograniczyć nie tylko wyjazdy samochodem, ale także jego tankowanie. Unikajmy stania w kolejkach na stacji benzynowej i wybierajmy raczej stacje samoobsługowe. Tam oczywiście należy uzbroić się w rękawiczki ochronne, aby nie dotykać ani pistoletu, ani w ogóle dystrybutora, czy ekranu, na którym zwykle wybieramy numer dystrybutora, czy dane dotyczące płatności.

Koronawirus w natarciu: Orlen zamyka punkty gastronomiczne na swoich stacjach

Przeczytaj także:

Polscy przewoźnicy a pandemia koronawirusa. Czy są powody do paniki?

Koronawirus zlikwidował korki? Nie wszędzie

Gwałtowne spadki cen ropy naftowej – czy paliwo na stacjach będzie tańsze?

Fabryka Volkswagena w Poznaniu pracuje pomimo epidemii koronawirusa

Najnowsze

Ile ważyłby samochód, gdyby plastik został zastąpiony innym materiałem?

Producenci samochodów wciąż dążą do redukcji masy swoich modeli, choć to coraz trudniejsze. Oczekujemy coraz bardziej przestronnych wnętrz, bezpiecznych nadwozi i jednocześnie bacznie przyglądamy się wciąż ociężałym elektrykom. Czy zmiana pewnych tworzyw wykorzystywanych w produkcji samochodów może pomóc w zmniejszeniu ich masy?

W 2013 roku Toyota przedstawiła model koncepcyjny samochodu ME.WE, który został zaprojektowany w oparciu o filozofię „usuń wszystko co zbędne”. Tradycyjnie stosowane materiały miały zostać zastąpione lżejszymi i bardziej ekologicznymi, jak np. spieniony polipropylen (EPP).

{{ tn(24474) left }}Celem, który przyświecał twórcom modelu ME.WE, było zwiększenie wygody użytkowania, minimalizacja kosztów i śladu ekologicznego. Pomimo faktu, że do tej pory pozostał on tylko prototypem, którego nigdy nie wdrożono do seryjnej produkcji, to wiele zastosowanych w nim części samochodowych z EPP okazało się niezbędnymi dla przemysłu samochodowego. Rewolucyjny model samochodu został wyposażony w zamontowane na aluminiowej, rurowej strukturze wymienne panele drzwi, maski, błotników i zderzaków. Dzięki częściom odzyskiwalnym w 100% Toyota zmniejszyła masę pojazdu o 20%, aż do wartości 750 kg. Obecnie działy badań i rozwoju różnych marek pracują nad możliwościami, jakie oferują polimery w zakresie zmniejszania wagi pojazdów, co wynika bezpośrednio z potrzeby obniżania spalania, a w przypadku pojazdów elektrycznych – zwiększania ich zasięgów.

Polimery w samochodzie
Stosowanie polimerów w przemyśle samochodowym nie jest niczym nowym, ale dotychczas było bardzo ograniczone. Jeszcze w latach 50. ubiegłego wieku pojazdy zawierały znikome ilości plastiku. Aż do lat 70. jego udział nie przekraczał 3%. Opracowany w Stanach Zjednoczonych raport Transportation Energy Data Book z 2004 roku wskazywał, że średniej wielkości samochód zawierał około 120 kg plastiku, a jeden kilogram plastiku mógł zastąpić nawet 1,5 kg materiałów tradycyjnych. Z tej samej analizy wynika, że w latach 1977 – 2004 zmieniła się proporcja wykorzystania poszczególnych materiałów. Udział stali spadł z 75% do 53%, natomiast wzrosła zawartość aluminium – z poziomu 2,6% do 8,6%. W przypadku plastiku odnotowano nieznaczny wzrost, z 4,6% do 7,6%, przy czym w Europie poziom ten był nieco większy i wyniósł 11%. Postęp technologiczny sprawił, że stosunek wykorzystania plastiku i innych materiałów uległ dalszej zmianie. Dzięki zwiększającej się atrakcyjności elementów z EPP dla sektora samochodowego waga samochodu zmniejsza się. Obecnie polimery są drugim najczęściej używanym surowcem do produkcji pojazdów i stanowią 20% ich całkowitej masy. Oznacza to, że w samochodzie ważącym 1500 kg można znaleźć około 300 kg polimerowych komponentów, czyli w przybliżeniu 2000 części różnego rodzaju i wielkości. Natomiast według raportu Plastics in Motion with Today’s Trends in Transportation sporządzonego przez Stowarzyszenie Przemysłu Tworzyw Sztucznych w Waszyngtonie, części polimerowe stanowią dziś 50% objętości pojazdów.

Jakie korzyści przynosi zastosowanie tworzyw?
Jak wynika z badania Automotive Trends Report, przeprowadzonego w 2018 roku przez amerykańską Agencję ds. Ochrony Środowiska, każda wymiana części o łącznej wadze 45 kg na elementy plastikowe przekłada się na wzrost efektywności energetycznej samochodu o 2%. Biorąc pod uwagę, że 100 kg plastikowych części może zastąpić nawet 300 kg stali, będącej obecnie głównym surowcem stosowanym przy produkcji samochodów, oznacza to oszczędność nawet do 750 litrów paliwa na każde 150 000 km oraz redukcję rocznej emisji CO2 o 30 ton i to tylko w Europie. Warto zauważyć, że technologie produkcji metodami wtrysku termoplastycznego i formowania tworzyw sztucznych jak np. EPP, umożliwiają ekonomiczne wytwarzanie części i maksymalny zwrot inwestycji. Ponadto mogą one mieć znacznie lepsze parametry niż ich odpowiedniki z innych materiałów – na przykład plastikowe zderzaki wzmacniane włóknem szklanym są o połowę lżejsze, a pochłaniają nawet pięć razy więcej energii podczas zderzenia. 

Wyzwanie wciąż aktualne
Pomimo faktu, że w ostatnim dziesięcioleciu upowszechniło się stosowanie lżejszych materiałów, a zmniejszenie relatywnej masy pojazdów stało się faktem, to od 2004 roku średnia waga pojazdów tak naprawdę utrzymuje się na stałym poziomie. Do takich wniosków doszli autorzy wspomnianego raportu Automotive Trends Report z 2018 roku. Przyczyna jest łatwa do wyjaśnienia. Pomimo stosowania części z lżejszych materiałów, takich jak aluminium czy pianka EPP, konsumenci coraz częściej wybierają duże samochody z bogatym wyposażeniem. Pokazują to na przykład dane z rynku amerykańskiego: w Stanach Zjednoczonych od 1975 roku sprzedaż pojazdów typu sedan i kombi zmniejszyła się o 13%, a modeli pick-up wzrosła o 29%. Konieczny jest więc dalszy rozwój technologiczny, który pozwoli zastąpić jeszcze więcej tradycyjnych materiałów częściami wpływającymi na poprawę wydajności energetycznej i bezpieczeństwa samochodów. 

Źródło: Knauf Industries Automotive

 

Najnowsze