Konkurs wygraj wejściówkę na premierę książki „Piekło Dakaru” rozwiązany

Mamy już zwyciężczynię naszego konkursu!

Wejściówkę na premierę książki Krzysztofa Hołowczyca „Piekło Dakaru” wygrywa Agata Złotucha, która była bezkonkurencyjnie najszybsza i odpowiedziała prawidłowo na wszystkie pytania.

Gratulujemy!

Najnowsze

Rusza Grand Prix Mercedes-Benz Van Economy

Mercedes poszukuje mistrzów ekonomicznej jazdy samochodami dostawczymi. Konkurs ruszył już od poniedziałku, zgłosić się do niego mogą użytkownicy samochodów dostawczych wszystkich marek.

fot. Mercedes

Zgłoszeni użytkownicy od 23 kwietnia do 31 maja będą przeprowadzać u dilerów Mercedes-Benz jazdy konkursowe. Warunkiem jest rejestracja na specjalnie przygotowanej stronie internetowej – www.vaneconomy.pl.

Kierowcy rywalizować będą w samochodach Mercedes-Benz Vito 116 CDI kombi na przygotowanych trasach. Czas jazdy konkursowej to 20 do 30 minut.

Zawodnicy, którzy uzyskają u swoich dilerów najlepsze wyniki, zostaną zaproszeni na wielki finał, który odbędzie się w drugiej połowie czerwca. Zwycięzca otrzyma możliwość wyboru jednej z nagród – rocznego zapasu paliwa lub ekskluzywnego wyjazdu VIP na wyścig Formuły 1 na torze Hockenheim, z wejściem do padoku.

Najnowsze

Konkurs: wygraj wejściówkę na premierę książki „Piekło Dakaru”!

9 maja o 19.30 w restauracji Boathouse odbędzie się oficjalna premiera książki „Piekło Dakaru” autorstwa Krzysztofa Hołowczyca i Juliana Obrockiego. Już dzisiaj można wygrać u nas wejściówkę na premierę. Uwaga – konkurs przeznaczony jest tylko dla kobiet!

Wystarczy prawidłowo (i szybko) odpowiedzieć na poniższe pytania i wysłać odpowiedzi na adres redakcja@motocaina.pl.

Pierwsza osoba, która napisze do nas maila z odpowiedziami, wygra wejściówkę.

Oto pytania:

1. W jakim filmie gościnnie wystąpił Krzysztof Hołowczyc?

2. Jakim samochodem startował Krzysztof Hołowczyc w Rajdzie Dakar 2011?

3. Jaką pozycję zajął Krzysztof Hołowczyc w klasyfikacji generalnej Rajdu Dakar 2011?

4. Jak nazywa się pilot, z którym Hołowczyc święcił swoje największe sukcesy?

5. Jaka nowa klasa pojazdów zadebiutowała w Rajdzie Dakar w 2009 roku?

Powodzenia!

Najnowsze

Test Honda Hornet – dwie kobiety, jeden szerszeń

Co dwie głowy, to nie jedna. Dwie kobiety przymierzyły się do Hondy Hornet i spróbowały nawiązać z nią nić bliższego porozumienia. Sprawdźmy, czy to tylko koleżeństwo, czy może miłość na całe życie.

Zaczynamy od ogólnych refleksji.

„Z nostalgią wspominam czasy, kiedy trzeba było mieć jaja, żeby jeździć motocyklem. Czuło się każdy zgrzyt, każde wciśnięcie sprzęgła, pracę gaźników i tym podobne… Teraz motocykle niemal same się prowadzą – zabierając duży procent wrażeń, dają jednak w zamian bezpieczeństwo” – mówi Blanka Naborowska.

Refleksja Blanki ma ciąg dalszy, bezpośrednio już związany z Hornetem.

„Motocykl prowadzi się prawie bezdźwięcznie, silnik delikatnie „bzyczy”.  Nie jest to jednak bzyczenie szerszenia, a raczej małej muchy. Firma, która stworzy akcesoryjny układ wydechowy do tego motocykla, równie ładny jak oryginalny, ale wydający ładne brzmienie, powinna mieć zapewnioną sprzedaż równą albo co najmniej zbliżoną do liczby sprzedanych Hornetów. Dźwięku w tym motocyklu brakowało mi masakrycznie!”.

Inne wrażenia ma nasza druga testująca – Weronika Kwapisz.

„Istnieje taki szerszeń, na widok którego oczy zaczynają nam się śmiać. Sam wydawany przez niego dźwięk sprawia, że rośnie nam adrenalina – i chociaż podobnie reagujemy na nadlatującego owada, to w tym przypadku nie szukamy nerwowo łapki na muchy, którą moglibyśmy przegonić tę bestię. Tak jest z najnowszym modelem Horneta ze stajni Hondy. Gdy chcemy zaznaczyć swoją obecność w ruchu ulicznym, wystarczy podkręcić obroty, aby inni zdali sobie sprawę, że nadjeżdża sir Hornet. Natomiast w trasie dźwięk tłumika Hondy to balsam dla naszych uszu. Nic nie świszczy jak sadystyczny trener używający non-stop gwizdka, nic też nie chrapie niczym geriatryk chory na bezdech” – mówi Weronika.

Honda Hornet – szerszeń gotowy do testów
fot. Weronika Kwapisz

Nie samym dźwiękiem człowiek żyje, przejdźmy zatem do wrażeń – najpierw tych pierwszych, odruchowych.

„Pierwsze wrażenie przeciętne” przyznaje Blanka, ale dodaje: „Nie wiem, czy nie dlatego, że kilka minut wcześniej siedziałam na innej, większej i mocniejszej maszynie i patrzyłam na ten motocykl przez jej pryzmat”.

„Pierwszy Hornet przyszedł na świat w 1998 roku, obecny motocykl to już piąte wcielenie nakeda, który wizualnie przeszedł niezły lifting na przestrzeni lat. W najnowszej odsłonie nie brakuje mu młodzieżowej świeżości i czarującej drapieżności. Zmiany stylistyczne można uznać za korzystne, motocykl jest teraz bardziej spójny. Wymieniona została osłona zegarów wraz z przednią lampą – czyniąc te elementy opływową jednością, która służyć nam będzie niczym mały deflektor chroniący przed pędem powietrza. Tył został lekko uniesiony oraz zwężony, co sprawiło, że motocykl rzeczywiście sprawia wrażenie drapieżnego owada, który może odgryźć się w każdej chwili – czy to w ruchu ulicznym, czy na torze. Motocykl jest wyposażony w przydymione kierunkowskazy, a także dystyngowany tłumik, który, można by rzec, jest w sam raz” – ocenia Weronika .

Stylistyka designu zresztą przypadła do gustu również Blance:

„Stylistycznie motocykl bardzo mi się podoba. Ma dużo agresywnych linii i skosów. Nie przypadł mi do gustu jedynie alfanumeryczny (tak to się chyba nazywa) wyświetlacz, który moim zdaniem jest mało czytelny z powodu naćkanych na małej powierzchni informacji. Kojarzy mi się z wyświetlaczem z zegarka z melodyjkami z lat 80. Odczytanie informacji dotyczących obrotów czy prędkości wymagało ode mnie pochylenia minimalnie głowy ku dołowi, czego nie lubię robić. I jeszcze jedno – jak na motocykl do miasta, zabrakło mi informacji o temperaturze na dworze – ah, baby i ich upodobanie do wygód”.

Weronika w zasadzie podziela tę opinię.

„Wśród funkcji, jakie znajdziemy na naszym komputerze pokładowym, dostrzec możemy wyrazisty prędkościomierz, podwójny licznik przebiegów dziennych, który okazuję się bardzo przydatny w trasie, a także zegarek. Niestety nie wszystkie wprowadzone zmiany są korzystne, kokpit Horneta został skonstruowany w niezrozumiały sposób, obrotomierz jest mało czytelny, przy ostrzejszym słońcu musimy się domyślać, co się znajduję na skali, natomiast wskaźnik poziomu paliwa… Panie Honda – dlaczego? Łatwiej czasami byłoby się zatrzymać, niż przyglądać pod różnymi kątami, ile paliwa nam zostało w baku. Przydałby się również wyświetlacz biegów, który jest już stosowany w innych tego typu motocyklach” mówi.

Niektóre wskaźniki Hondy Hornet nie są zbyt czytelne – zwłaszcza przy ostrym słońcu
fot. Weronika Kwapisz

Czas przejść do wrażeń z jazdy. Czego możemy się spodziewać przy bliższym kontakcie z Hornetem?

Blanka ma pewne niewielkie zastrzeżenia co do komfortu jazdy:

„Motocykl prowadzi się bardzo łatwo, z początku czuję się niekomfortowo (niewygodnie), lecz pewnie i bezpiecznie. Nawet cargo na kolanie zostało zaliczone! Motocykl zdecydowanie nie jest przeznaczony dla wysokich facetów z jajami… Na szczęście mam tylko długie nogi, więc za bardzo nie cierpiałam, ale jednak drętwiały mi od dziwnej pozycji (podnóżki są umieszczone dość wysoko), a siedzenie jest tak wyprofilowane, że na nierównościach „leciałam na bak” (szczególnie jadąc z plecakiem)” – mówi.

Jednak jej wrażenia są raczej pozytywne.

„Po kilkunastu przejechanych kilometrach zaczęłam łapać wspólny język z Hornetem. Odnalazłam komfortową pozycję, dogadałam się z lusterkami, w których zaczęłam cokolwiek widzieć.
Miasto i  korek – motocykl przeciska się bardzo dobrze, jest bardzo zwinny i żwawo reaguje na przechyły, przyśpieszenie jak na miejską 600-tkę – zupełnie w porządku.
Kilka zakrętów, jakie udało mi się znaleźć na mojej trasie warszawskiego lansu, Hornet pokonał bardzo ładnie, wręcz wzorowo. Szybko składa się w zakręt, prawie intuicyjnie. Długie szybkie łuki to czysta przyjemność. Wąskie zakręty też sprawiają dużo frajdy. Nawet na małych rondach można się mocno złożyć, przycierając przy tym butem o asfalt” – opowiada Blanka.

Weronika jest jeszcze bardziej entuzjastyczna:

„Serduchem Horneta jest silnik pierwotnie opracowany dla modelu CBR600RR, który wyróżnia się dynamiką i wysokim momentem obrotowym, ale także kulturą pracy na niższych obrotach. Jego elastyczność mile zaskakuje. Motocykl ten na niski obrotach nie krztusi się, nie prycha niczym rozkapryszona nastolatka, co ułatwia nam jazdę w korku, spokojnie możemy toczyć się na dwójce po zatłoczonych ulicach miasta. A gdy będziemy mieli przed sobą trochę wolnej przestrzeni… no cóż, tym motocyklem nie można odmówić sobie przyjemności przyspieszania. Jedynka i… 100km/h. Przyspieszenie, dźwięk tłumika – równa się czysta przyjemność. Silnik sprawuję się bardzo poprawnie, dobrze ciągnie od najniższych obrotów, nie słabnie też w średnim zakresie, a prawdziwa dzikość w tym motocyklu budzi się na wysokich obrotach. Ten motocykl najlepiej sprawdziłby się w Dolomitach na bajecznych trasach pełnych zakrętów. Hornet jest stworzony do pokonywania wiraży, lewo, prawo to jest to. Motocykl jest perfekcyjnie wyważony, ma obniżony środek ciężkości, co sprawia, że prowadzi się fantastycznie. Ba, drogie panie, nawet w sytuacjach parkingowych nie będziecie miały problemów z manewrowaniem, niskie i w miarę wąskie siodło sprawia, że pewnie stoimy na ziemi dwiema stopami. Kierownica również znajduję się kilka centymetrów bliżej jeźdźca niż w większości nakedów. Problemy parkingowe po prostu przy tym motocyklu znikają!” – mówi.

Honda Hornet – ogólne wrażenie raczej pozytywne
fot. Weronika Kwapisz

„Hornet rozrabia dopiero na wyższym zakresie obrotów, do 5-6 tysięcy przyspieszanie przebiega w sposób bardzo łagodny, ostra jazda zaczyna się tuż przed końcem skali, trochę nudno?!” – mruży oko Blanka.

„Jeśli poszukujecie motocykla stworzonego do jazdy w mieście, Hornet może okazać się strzałem w dziesiątkę. Przeciśniemy się nim pomiędzy samochodami bez problemu” – wskazuje Weronika.

A zatem mamy już mniej więcej pojęcie, czego spodziewać się, jeżdżąc po mieście. A co w trasie?

„Wybrałam się z nim na wspólną 500-kilometrową przejażdżkę i przyznam szczerze, ten motocykl na każdym kroku pozytywnie mnie zaskakiwał. Lekkość, z jaką pokonuje łuki, to niczym dla smakosza… frutti di mare. A co do samej wygody, nadgarstki po kilku godzinach jazdy wcale mnie nie bolały, tyłka też nie trzeba mieć ze stali, aby wytrzymać w siodle „szerszenia”. Do 120 km/h motocykl prowadzi się spokojnie, gdybyśmy chcieli trochę szybciej pojeździć gdzieś na autostradach, należałoby doposażyć go w owiewkę, aby nas nie zdmuchnęło. Natomiast w granicach 100-120 km/h to bardzo wygodny motocykl, nadający się do turystyki, którym możemy spokojnie przejechać cała Europę, szczególnie tę z gładkimi asfaltami. Zawieszenie zostało zestrojone twardo, jak przystało na sportowy motocykl. Pokonując nierówności przeskakujemy nad nimi. Ale czego innego możemy się spodziewać po maszynie, która w poprzednich wcieleniach startowała w wyścigach Hornet Cup i to bez kompleksów! Hamulce działają perfekcyjnie, są dobrze dozowane i bardzo mocne, potrafią zatrzymać szerszenia w miejscu” – mówi Weronika.

„Mimo braku przedniej owiewki, strumienie powietrza rozchodzą się bardzo ładnie. Przy próbie zamknięcia licznika (niestety tylko 197 km/h) nie urwało mi głowy i nie musiałam specjalnie walczyć z wiatrem. Co ciekawe, przy prędkości 197 km/h motocykl nadal prowadzi się pewnie i  bezpiecznie w porównaniu do Bandita czy Fazera w wersji bez owiewek.
Hamulce są bardzo dobre, szybko można wytracić prędkość lub zatrzymać motocykl. Nie wiem, czy to zasługa ABS czy Combined ABS, ale jest naprawdę nieźle” – dodaje ze swojej perspektywy Blanka.

Weronika dorzuca jeszcze garść informacji o zużyciu paliwa:

„Przy płynnej jeździe 90-120 km/h motocykl spalał mi średnio 3.9 l/100km! Tak, ten zabójczy szerszeń potrafi przekształcić się w ekonomiczny jednoślad. Oczywiście, jeśli będziemy chcieli zgarnąć z nim tytuł „króla szos”, to musimy się przygotować na 6-7 l/h w trybie sport, natomiast przy dynamicznej jeździe w mieście wynik 5 litrów spokojnie zaspokoi jego pragnienie na 95-oktanowego drinka. Nie mogę tylko zrozumieć, dlaczego na każdych światłach kierowcy samochodów chcieli się ze mną ścigać? Czyżby urok Horneta tak na nich działał?” – uśmiecha się łobuzersko.

A zatem jak wypada podsumowanie?

„Jazda sprawiła mi dużą przyjemność i przyjemność ta wzrastała w miarę poznawania tego motocykla. Poznać go można szybko – lecz tak samo szybko może się znudzić amatorom szybkiej jazdy. Ogólna ocena jak na przejechane około 200 km  to piątka” – podsumowuje Blanka.

„Pokonując kolejne kilometry byłam coraz bardziej zauroczona tym motocyklem. Jego prostota oraz funkcjonalność plus czarujący wygląd sprawiają, że jadąc nim masz poczucie, iż wyruszasz w podróż z najlepszym kumplem, który cię nie zawiedzie. Jego dzikość da się okiełznać, co może być dużym atutem dla „młodych” motocyklistów, którzy dopiero co rozpoczynają przygodę z tą pasją. A dla starych wyjadaczy asfaltowych zakrętów powiem krótko: ten motocykl sprawi, że uśmiech nie będzie znikać z waszej twarzy!” – zapewnia Weronika i dodaje:

„Przyznam szczerze, że Hornet podbił moje serce i już go wpisałam na swoją prywatną listę marzeń…”

Najnowsze

Wilk i Żuk na mecie Rajdu Świdnickiego – i dziesiąte w klasie

Jeżdżące pod patronatem Motocainy Magda Wilk i Jola Żuk zadebiutowały w Rajdowym Pucharze Polski – zajmując 10 lokatę w klasie N8 i 37. miejsce w klasyfikacji generalnej.

Pierwszym sukcesem było już samo osiągnięcie mety trudnego Rajdu Świdnickiego-KRAUSE. Dziewczyny zrealizowały cel, który zakładały sobie przed startem. Ponadto miały niewielką, bo zaledwie 6,5 sekundową stratę do poprzedzającej je załogi.

fot. Red Beetle

Nic nie jest w stanie zapewnić takich warunków testu i treningu, jak faktyczny rajd. Niecałe 85 km odcinków specjalnych dostarczyły zawodniczkom konkretnej orientacji względem ich możliwości. Czasy uzyskiwane podczas drugiej pętli pokazały, że jeśli warunki są porównywalne, to również tempo, z kilometra na kilometr, jest coraz lepsze.

Mówi Magda Wilk:

„ Na pierwszym odcinku byłam zadowolona z jazdy i z tempa, aczkolwiek czułam, że w wielu miejscach mogłam pojechać sporo szybciej. To dla nas ważna wskazówka do przyszłych prac nad opisem, bo nie każda „trójka” oznacza to samo. Na pewno brakuje nam jeszcze kilometrów, zarówno oesowych, jak i testowych, dlatego przydałyby nam się testy pod okiem bardziej doświadczonego kierowcy. Myślę, że taki trening zdecydowanie ułatwiłby mi przełamanie bariery przed przechodzeniem szybkich partii z większymi prędkościami. Na drugim OS miałyśmy drobną przygodę – obróciło nas na lewym, trójkowym zakręcie, na którym było mnóstwo piachu i żwiru. Wydawało mi się, że dohamowanie do tego zakrętu było aż za mocne, ale jak się okazało w łuku – trochę się myliłam. Zdarzyło nam się jeszcze kilka nerwowych momentów, ale tym razem szybkie kontry zapobiegły niepożądanemu rozwojowi sytuacji. Pogoda nam sprzyjała, chociaż spodziewałyśmy się deszczu. Opony miałyśmy pośrednie, być może na slickach byłoby szybciej, ale nie byłyśmy pewne, że będzie sucho, zwłaszcza że po wczorajszych opadach na leśnych partiach mogło być nadal mokro. Auto nas nie zawiodło, więc dziękujemy naszej stajni 2BRally za opiekę, dobre słowo, cenne rady, i pyszny żurek w strefie serwisowej. Cieszymy się z osiągnięcia mety, bo rajd był ciężki i łatwo było zakończyć jazdę dużo wcześniej. Bardzo podobała mi się ceremonia mety na świdnickim rynku. Emocji było sporo, bo to nasza pierwsza rampa – przyjemnie jest przez nią przejechać. Później spotkała nas jeszcze miła niespodzianka – bukiety kwiatów od 2BRally. Cieszymy się dzisiaj podwójnie, bo nasza zaprzyjaźniona drużyna futbolu amerykańskiego – Warsaw Eagles nie pozostawiła swoim przeciwnikom złudzeń wygrywając 66:26. Nie możemy tu zapomnieć o naszych patronach medialnych: ANTYRADIO, Motocaina.pl – kobiecy portal motoryzacyjny, RallyNews.pl – vortal rajdowy, RadioWWW.eu oraz warszawa.pl”.

fot. Bartosz Broda

Jola Żuk dodaje:

„Rajd był bardzo trudny i szybki, ale było rewelacyjnie. Emocji i radości z jazdy nie brakowało. Super odcinki, bardzo dobrze nam się jechało. Najbardziej jednak cieszą te przejechane kilometry, bo „tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”. Szkoda, że nie było trzeciej pętli, mogłybyśmy spróbować pojechać odważniej i jeszcze przyspieszyć. Rajd zarówno pod względem atmosfery, jak i organizacji był świetny, dlatego tym bardziej cieszymy się z tego, że mogłyśmy tu być. Mamy nadzieję na więcej, ale dużo zależy od tego, jaki budżet uda nam się zebrać. Obecnie nasz start w kolejnej rundzie Rajdowego Pucharu Polski stanął pod dużym znakiem zapytania. Dlatego w tym miejscu chcemy szczególnie podziękować naszym partnerom, którzy wsparli nasz skromny budżet: FIRTECH – hydraulika siłowa – pneumatyka, IMPERVIUS, RedBeetle – Media & More, 2B Rally oraz drużynie futbolu amerykańskiego Warsaw Eagles”.

Szczęśliwe na mecia – Jola Żuk i Magda Wilk
fot. Łukasz Koziarski

Kolejna runda to 10. Rajd Mazowiecki, który odbędzie się 11-12 maja, czyli za niecałe trzy tygodnie. Czy Wilk & Żuk Rally Team w nim wystartują – okaże się jeszcze w tym tygodniu. Miejmy nadzieję, że tak, bo Automobilklub Polski, który już szykuje ciekawe i wymagające odcinki, to przecież macierzysty klub Joli.

Fanki kibicują kolejnym startom!
fot. Red Beetle

W zeszłym roku zarówno Magda, jak i Jola startowały jako pilotki. Tomek Sawicki, pilotowany przez Magdę, uplasował się na 3 miejscu w klasie oraz klasyfikacji generalnej. Jola oraz Michał Szala nie mieli tyle szczęścia – awaria techniczna zmusiła ich do wycofania się z rajdu na 1 OS.

Zapraszamy do śledzenia załogi na:

facebook.com/WilkZukRallyTeam

 

 

Najnowsze